Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jeszcze drzwi od sklepu dobrze się nie zamknęły, a ja znów musiałem zadać pytanie:
- A tą panią, to kurde felek, skąd znasz?
- Pracowała kiedyś z moją matką.
- Jest jakieś dziesięć lat starsza od nas, co?
- Może być koło trzydziestki, ale mi się podoba. Jest niezła.
- Nieźle, to ty ją bajerowałeś!
- No co ty! Nie powiedziałem jej żadnego komplementu! Przypomnij sobie.
- Jak nie?! Nie powiedziałeś?
- No zwyczajnie, nie powiedziałem. Że ma czerwone paznokcie? To ma być według ciebie komplement?!
- Faktycznie – odpowiedziałem nieco zmieszany - ale wyglądała na kompletnie zbajerowaną!
- Tak myślisz? No to się ucz jak zdobywać względy, prawie nic nie mówiąc – i roześmiał się.
Nie skwitowałem tego, a jedynie pomyślałem sobie, że gdybym ja był tak przystojny, to pewnie w ogóle nie otwierałbym gęby.
Przez jakąś chwilę, z brodami schowanymi w kołnierzach kurtek, szliśmy w milczeniu. W pewnym momencie Bogdan przystanął. Klepnął mnie z tyłu albo czymś we mnie rzucił.
- Nie goń tak! Nie będę się darł pod wiatr! No stań. Rozglądnij się!
Odwróciłem się i Popatrzyłem pytająco.
- Spójrz dookoła! – powiedział.
Rozejrzałem się. Nie wiedziałem, co konkretnie mam dostrzec. W tamtej chwili, zauważyłem jedynie, że znacznie pogorszyła się pogoda, a gwiaździste dotąd niebo zostało przysłonięte chmurami. Trudno się było w ogóle rozglądać; silne podmuchy tak sypały śniegiem poderwanym z zasp, że nie sposób było patrzeć inaczej, jak tylko mocno mrużąc oczy.
- To jest realność! – wykrzyknął – Nie wydaje ci się, że teraz jesteśmy bardziej prawdziwi, niż tam z
tymi ludźmi?
- Jasne. Tam forma była zniekształcana.
- Kurwa, nie chodzi o formę! Chodzi mi o to, że mój dom z tymi ludźmi jest nierzeczywisty - rozumiesz? Gdyby nie to kurewskie zimno, może wcale nie widziałbym potrzeby żeby tam iść. Rozumiesz?! Ten wiatr… mróz… to szczypanie w uszy – to jest prawdziwe, tak kurewsko prawdziwe!
- Trzeba było wziąć czapkę.
- Ale znów pierdolisz!
- Żartuję. Chyba wiem, o co ci chodzi. Też tak czasami mam. Całe życie wydaje mi się odległe i mam wrażenie, że rzeczywista jest tylko ta jedna chwila.
- Właśnie, właśnie! – uczynił grymas próbując się uśmiechnąć.
I nagle w całym mieście zgasło światło, zgasła również całkowicie postać Bogdana. Zapanowała głęboka ciemność z istniejącą w niej jedynie domyślnie bielą śniegu. Kontury budynków tylko nieznacznie odznaczały się od tła. Mimo, iż wiatr wciąż wył, zrobiło się jakby ciszej. Rozglądając się, powoli obracałem się wokół własnej osi. Miałem wrażenie, że wraz z zanikiem światła zmieniło się miejsce naszego przebywania; jakbyśmy za sprawą jakiejś tajemniczej siły zostali przeniesieni z miasta w głąb niebezpiecznej głuszy – będąc zdanymi jedynie na łaskawość żywiołów przerażającej, zmutowanej natury.
- Próbujesz złapać klimat? – zapytał wzruszonym głosem.
- Ta...
- To jest właśnie życie! Jego przerażające oblicze! Taka jest prawda!
- Ciemność… wszystko odsłania! – przytaknąłem ledwo widocznej sylwetce.
- A światło… zaciemnia.
Zdało mi się, że ostatnie słowa wydobył jakby prosto ze swych trzewi.
- Co tak dziwnie mówisz, jakbyś był, kurde, duchem?
- Dziwnie? … Nie wiem. Ty też jakoś inaczej gadasz.
- Bogdan, może już pójdziemy?
- Gdzie… do domu? Nie, kurwa. Daj się nasycić!
Ale, tak jak noc blednie gdy wyłania się brzask, tak i ta chwila traciła na grozie, ponieważ coraz liczniej w oknach pojawiały się migające światełka.
- Ludzie zapalają świeczki! Masz w domu świeczki?!
- Nie wiem. Nie obchodzą mnie teraz żadne świeczki!
- Jak nie masz, to możemy wrócić się do sklepu.
- Nigdzie nie idę. Chcę tu postać jeszcze chwilę. A w ogóle to chyba są w domu.
- Może w razie czego kupimy, co?!
- Nie.
Zamilkłem, a mój wzrok podążał bezwiednie za nowo pojawiającymi się światełkami świec i latarek. Po chwili już świadomie zacząłem wyczekiwać jakiegoś światła w wybranym przypadkowo ciemnym szeregu okien. Gdy ukazała się tam bodaj słaba poświata, dochodząca z głębi pomieszczenia, swoje spojrzenie kierowałem w inne miejsce. Za którymś razem wydało mi się wreszcie, że to siła mojej koncentracji sprawia rodzenie się tych jaśniejszych, migocących punktów. Ze swoistego transu, w jaki wpadłem, wybił mnie głos przyjaciela.
- Chodź! Idziemy. Zmarzłem.

Opublikowano

Tak na gorąco, od razu po przeczytaniu:
"Ciemność...wszystko odsłania.
A światło...zaciemnia"
- bardzo treściwe i wartościowe.
Pierwsze wrażenie jest najprawdziwsze. Postaram się dodać coś więcej.

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zostaw poezję  Zostaw śpiewanie  Czytaj książki  Pracuj  Słuchaj muzyki  Pij kawę  Pal papierosy  Zostaw poezję  Zostaw śpiewanie    To nie jest pogrążanie się  Zostawiasz to co nie działa  Nie działa  Jesteś ok To wszystko    Zmieniasz się  Zostawiasz  Idź na studia  Pracuj  Urzeczywistnij się    Czytaj książki o tym świecie  Nie o paraświecie  Zostaw astrologię  Chodź do kościoła  Nie pamiętasz? Fajnie było  Zjadłeś komunię  Może to dlatego   Księża widzą niewidzialne  Wiedzą  Ty nie Ty jesteś owieczką  Potrzebujesz ochrony    Przecież że się gubisz  Przystań uciekać  Przestań się gubić  Czytaj książki wydawnictw takich jak Media Rodzina  Staraj się być lepszym  Gdzie jesteś teraz?   W staraniu    Wróć do ciała poprzez Ciało   
    • Zarzeknę pozdrawia Marvell
    • Jest napisane gotowce Na kolanie zapiszę tu ówce Przepisy, kazania są w główce Co mówią to zostanie w gotówce Zapłacisz lub zarobisz Nie robiąc coś zrobisz Szczęściem szkiełko różowe Żadne tam kolorowe Róż na policzkach Nie rośnie w oczkach Podlany odpowiednio Zalewa się przeodpowiednio I tak okulary różowe Zakładam powtarzam nie kolorowe Mają coś w sobie takiego Nie chcą, a robią wiele złego Szczęście przynoszą temu Do kogo należą Zazdrość drugiego Jest dla nich wielką zaletą Różowe są też świnki Więc sobie przyświnię Chrumknę i umknę za Drwinę I tam za rzeką zarzeknę Nie ja, nie ty, to one Różowe szkiełko szalone Zdradą odpłaca  Nie każdy ma szczęście Jak ten który zakłada Idę o zakład, że ono wróci Gdy raz je założysz Już nie wyrzucisz I szukając szczęścia Popatrzysz jakie są Różowe nieszczęścia Jak róż odmładza I różowych myśli nie schładza  
    • Jesteś ptakiem... widzisz wszystko nie pytasz skąd po prostu jesteś wyżej powietrze jest inne cisza też na dole ruch błędy widzisz je szybciej niż oni zdążą spadasz nie ma czasu na wątpliwość ofiara? a może tylko ktoś o sekundę wolniejszy oceniasz ciężarem ruchem drżeniem instynkt nie pyta bierze i znika czasem czujesz ktoś patrzy wyżej że nie jesteś sam na tej wysokości że dla kogoś to Ty jesteś ruchem i błędem czekaniem nie wszystko co widzisz jest prawdą ale powietrze też potrafi zniknąć orzeł nie wie Ty już tak i właśnie wtedy spadasz wolniej albo wcale nie zdążysz wybrać instynkt czy strach co zostawiasz przy życiu a co zostawia Ciebie?  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Poezja to życie   Być może odwrotnie: zmiany będą coraz bardziej interesujące.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...