Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Noc z dwudziestego szóstego na dwudziestego siódmego marca była wyjątkowo ciemna i wietrzna. Pod nogami chlupotały zimne kałuże wody i śniegu, żadnych oznak wiosny.
Przyszły ojciec gnał na oślep byle szybciej po babkę Pietrysię, która odbierała porody po okolicznych wsiach. Była to jedyna babka, wiekowa i niezwyczajna. To ona parła przodem, co chwilę rzucając przez ramie:
- Głospodorzu! A nie zostawojcie w tyle. A włody toście uwarzyły tyle co trza?
Ojciec przerażony, bo w uszach świdrował mu krzyk rodzącej żony, chętnie zakopał by się pod ziemię, by nie iść dalej, gdyby Pietrysia nie wywinęła orła.
- O Jezusicku. Co za dupa chłop! A ciągnij ze mnie z ty ziemi! A prędzy! Nie wiadomło, co tam z wasom.
Zmęczeni i utytłani przyszli na czas, bo rodząca oprócz tego, że krzyczała wniebogłosy, to Pietrysia po zbadaniu orzekła:
- Jesce tak wartko nie bedzie, bło to pirse rodzenie i tam jesce nic nie widać.
Spokojnie uwarzyla wody, przygotowała czyste, choć mocno sfatygowane prześcieradła, a ojcu nakazała przyciąć knot u lampy, bo światła mało, a dymu i smrodu do krejsa, co znaczyło - dużo.
- Mateńko Tuchowsko! Róbcie co ze mną, bło chyba umirom - dało się słyszeć z izdebki.
- A cichojcie głosposiu, cichojcie - pocieszała Pietrysia.
Rodząca raz milkła, to znowu zanosiła się nieludzkim skowytem, a przyszły ojciec wreszcie odważył się i stanowczo powiedział:
- A radź ze babo co, bło przysięgom, ze jak się co stanie, to łeb ukręcę.
Pietrysia jakby nie słyszała. Gadając coś do samej siebie poszła do izdebki, a ojciec za nią.
- A Pietrysia to tak wiedzą cy to bedzie syn cy córka - odważył się zapytać.
- A wiem! Pewnie ze wiem. Jak bedzie marchewka i dwa łorzeski, to bedzie synek, a jak sikulycka, to dziurawy Włojtek.
Rodzenie przeciągało się, a Pietrysia co zbadała rodzącą, mruczała pod nosem:
- Łoj! Wielkie być musi, wielkie. - Głospodorzu, a nalyjcie mi ta z pół kwaterki, tak dlo kurasiu i na rece, zeby jakie paskudztwło w nie nie wlazło.
- O nie dej Błoże! Lepi naleję kwaterkę - postanowił ojciec.
Babka wypiła duszkiem, parę kropel wtarła w ręce, a rodząca słabym już głosem prosiła o zlitowanie. Pietrysia uznała, że czas na rodzenie.
- Głospodorzu, no to do robłoty! Ściągejcie łobrazy święte, nojlepi z Matkom Błoskom, na brzuch trza kłaś.
Żeby było skuteczniej, ojciec ściągnął wszystkie. Obrazy były ciężkie, w drewnianych ramach, co niektóry i pół ściany zajmował. Babka wszystkie położyła na brzuch nie majacej siły protestować rodzącej, ugniatając je rytmicznie swoimi rękami.
" Pod Twoją obronę uciekamy się" - na klęczkach, żarliwie i głośno modlił się ojciec, który pierwszy zobaczył córkę.
Matka zmęczona, ale bardzo szczęśliwa, na nic nie zwracając uwagi, tuliła dziecinę z głową jak szpic na czubek choinki. A Pietrysia wystraszonego ojca przyprowadzała do porządku.
- A co tak stoicie jak by wos kto wymiśkłowoł. Zrobi się co trza. Dawojcie niecułki to sie ją wychlasto, a i głowę sie tyz naprawi.
Kiedy dziecko wykąpane i skrępowane jak mumia poleżało chwilę przy matce, Pietrysia wzięła się za naprawianie.
- O! Tu z góry sie troseckę przyplascy to nalezie na błocki. Łowinie sie zeby tak złostało i gówecka bedzie jak korpiułek.
Gadając sama do siebie, sprawnie zaczęła formować głowę dziewczynki, jakby ta była z plasteliny.
Na nic zdały się protesty matki i ojca, Pietrysia ryknęła:
- A nie fłorykujcie na mnie skurcybyki jedne, a przecie jo ji drugi dziurki w dupce nie zrobiuła, a ino główeckę jak talala.

To prawda. Dziś mam całkiem zgrabną głowę. Chciałabym mieć dwie, choćby i za sprawą świętych, bo jak mawiają - co dwie głowy, to nie jedna.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Waldi: mam nadzieję, że czasy takich porodów już za nami.
Nie bez kozery powiem, że w nowoczesnych Klinikach z nowoczesnym sprzętem i specjalistyczną opieką, dzieciaki nie zawsze mają szczęście zobaczyć piękny świat.

Dziękuję za poczytanie i miłą (bardzo) recenzję, faktycznie realistycznego opowiadania.

Oddzieliłam:)

Serdecznie - Leo.
Opublikowano

Brawo! To chyba pierwszy tekst, który tu czytałam, gdzie autor/autorka pokusił/pokusiła się o użycie gwary i to z taką klasą. Doskonały efekt, gratuluję. Jednak jako mieszkanka Mazowsza mam kilka pytań (być może niezasadnych?) i będę wdzięczna za wyjaśnienie. Chodzi o następujące fragmenty:

1. „Przyszły ojciec gnał na oślep byle szybciej po babkę Pietrysię, która odbierała porody po okolicznych wsiach. Była to jedyna babka, wiekowa i niezwyczajna. To ona parła przodem, co chwilę rzucając przez ramie:” – Jest tu jakiś dziwny przeskok w czasie. W pierwszym zdaniu ojciec gnał po babkę, a zaraz potem ona parła przodem – czyli w międzyczasie już doszedł, zabrał ją i wracali razem, tak? Jak dla mnie, to za duży skrót. I jeszcze przemknęła się literówka „ramię”.

2. „Zmęczeni i utytłani przyszli na czas, bo rodząca oprócz tego, że krzyczała wniebogłosy, to Pietrysia po zbadaniu orzekła:” szyk tego zdania wskazywałby, że podmiotem jest rodząca, a więc do niej chyba powinny się odnosić obydwie części zdania: np. oprócz tego, że krzyczała w niebogłosy, to biła rękoma po pościeli (czy coś w tym rodzaju) – a w oryginale jest inaczej, przez to źle mi się ten fragment czyta.

3. „Spokojnie uwarzyla wody, przygotowała czyste, choć mocno sfatygowane prześcieradła… itd.” – tu chyba literówka: „uwarzyła”?

4. „Rodzenie przeciągało się, a Pietrysia co zbadała rodzącą, mruczała pod nosem:” – brakuje mi słówka „to” – co zbadała rodzącą, to mruczała pod nosem...

5. „Gadając sama do siebie, sprawnie zaczęła formować głowę dziewczynki, jakby ta była z plasteliny. Na nic zdały się protesty matki i ojca, Pietrysia ryknęła:” – brakuje mi tu jakiegoś zdania łącznikowego, które uzasadniałoby protesty rodziców - bo dziecko się okropnie darło, bo strasznie to wyglądało, nie wiem, bo coś w tym rodzaju – inaczej w moim odczuciu jest jakaś dziura logiczna, gdyż skoro do tego momentu Pierysia była dla nich największym autorytetem, to skąd opory matki i ojca, że to, co robi z dzieckiem jest niewłaściwe?

Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aniu: wszystkie uwagi są zasadne. Biorę do serducha i bardzo, bardzo dziękuję:)
Nie omieszkam poprawić w najbliższym czasie, jak również te poniżej.
Dziś miałam ciężki dzień, wiec sobie odpuszczę.

Dziękuję za konstruktywny komentarz:))

Serdecznie - Leo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 to się w głowie nie mieści jak dobry wiersz spłodziłaś tak nie przesadzam mnie zamurowało świetne metafory lekko napisane w tej ponurej scenerii nocy twego miasta. Mocna dojrzała poezja oszczędna w słowa a jednak niosąca ze sobą przejmujący dynamizm:   „Okna ryglowane ciszą. W dusznej bliskości mebli świat urywa się na progu. Noc - woda bez brzegu.”   Czyż tylko ta zwrotka nie daje pełni twojego przekazu?  sam tytuł jest dramatyczny Próg jest to słowo wielowątkowe. Doskonałe do filozoficznych rozważań jak przejście w świat intymny lub pozostanie w tajemnicy.  Ty nas wpuszczasz dajesz nam swoje ego:   „Wyżyma zmęczenie z koszuli. Liczy, ile ciepła dzień zabrał tym razem.”   po czym kończysz rezygnacją:   „Może wreszcie zatonąć.”   Ale czy napewno o te jednoznaczne zatonięcie chodzi? czy nie puszczasz do nas oka i czytelnik tonie ale w swoich myślach bo po cóż by było:   „On przynosi w kieszeniach cudzy wzrok i lepki kurz - nalot na spojrzeniu. W czterech ścianach zdejmuje twarz. Ostrożnie. By nie przerwać siebie."   ostrożnie przenosić swoje spostrzeżenia by zdejmując z siebie maskę uważać by nie obsypać codziennym kurzem wnętrza swojej intymności. To daje nadzieję na nowy dzień.    wiersz oniryczny a jednak do bólu realny z jego zapalnym migotaniem:   „Latarnia miga trzeci dzień. Ktoś przestał zgłaszać. Miasto pulsuje jak stan zapalny.”   i z nigdy nie zasypiającymi ulicami.   No no koleżanko                                 chapeau bas        
    • Taki los masz, ile z siebie dasz mówił dziadek, kiedy ludzie byli twardsi od ziemi.   Kto rano wstaje, ten dłużej się martwi.   Od mieszania herbaty nie zrobi się słodsze życie, ale człowiek lubi mieć wrażenie, że coś robi.   Gdzie cienko, tam pęka, najczęściej w środku.   I jeszcze: nie noś wody w sitku, nie proś świata o litość, nie wracaj tam, gdzie już cię nie ma.   Ludowe mądrości są jak stare płoty. Krzywe, spróchniałe, ale wciąż trzymają jakąś granicę przed nocą.
    • @Annna2 „To nic. Jek spsik i śpsiyw. Tajskno am Boże.”   umiesz zaczarować. Twoje słowa rozczulają i na długi pozostają w pamięci. I już wiem po co tu przyszedłem. Koisz mi serce i sprawiasz że marzę. Dziękuję za Twoją poezję.  Nic więcej nie jest mi potrzebne.    „Nic to. Sen mi się przyśnił i śpiew. Tęskno mi Boże.”
    • Maju, bajam i Maja bujam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...