Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




- nie chcę robić wrażenia, to w zasadzie umiejętność kobiet; chcę tylko coś wiedzieć o świecie w którym żyję;
- a ziołolecznictwo to wiedza osobliwa, bo pozwala rozmawiać z łąką;
:))
J.S
  • Odpowiedzi 61
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Witam serdecznie. Rozgladam sie dopiero tutaj, szukam nowej poezji. I trafilam od razu na rzecz zupelnie odmienna od tych wierszy na codzien pisanych.
Krytykowac nie zamierzam, choc nie w moim guscie, aczkolwiek pozazdroscic ogromu wiedzy.
Poczytam Pana inne wiersze, moze znajde sobie cos dla siebie.
Pozdrawiam z odleglej Australii. Danuta /nick:australijka/

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witam!
:)!
- z "ogromem wiedzy" nie mam nic wspólnego, niestety, to tylko jakieś mikro z tego, co wiedzieć można a nawet należy;
miło że Pani zagląda na portal literatury polskiej, bo po nazwisku sądząc to pewnie jakaś rodzinna emigracja;
ciekawi mnie i chyba innych czytelników, co dzieje się z poezją w Australii i czy dociera tam współczesna poezja polska, tzn. czy Polonia szuka kontaktów w poetami z Polski, czy organizuje sobie z nimi spotkania jak tego ja osobiście doświadczyłem choćby w Szwajcarii, w Austrii, we Włoszech...
jeśli zechciałaby się Pani podzielić swoimi spostrzeżeniami na powyższe tematy to zapraszam do działu forum, gdzie dywagujemy sobie o różnych sprawach;
podrzucam ewentualny tytuł: Poezja w Australii (w tym współczesna poezja polska);

- australijska botanika pewnie także jest inspirująca literacko, ale ja marzę o eukaliptusowym winie, którym upija się miś Koala...
:)))
pozdrawiam bardzo serdecznie, dziękuję za miłe odwiedziny -

J.S
Opublikowano

O, niezły wiersz! Naprawdę mi się podoba! Twoje "przyrodnicze" wiersze zawsze były dobre! Pamiętam te z "Dmuchawca", np. ten o wilczej jagodzie (nie mylić z naszą Wilczunią kochaną) - tamten był o podobnej dość tematyce, o kobiecie złej. :-)
Wiersze przyrodnicze masz naprawdę dobre. Wracasz do formy? Oby na stałe!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- tańczysz kankana?! życie nas zaskakuje...
chyba że do tego "kankana" potrzebny rym "poszukaj sam sobie fana" albo i "bana"...
- można polecać bez przesady,
będę Ciebie polecać, jako tańczącą "kankana" - spódnica wysoko zadarta a nosek jeszcze wyżej...
:))
J.S
Opublikowano

Oxyvia.;
- nigdy nie narzekam na formę, bo góral nie może a musi ją mieć w zanadrzu;
monotematyczny też być nie zamierzam, żyję wśród tak rozmaitych światów a każdemu warto się uważnie przyjrzeć;
dziękuję za miłe odwiedziny -
:)
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pewnie, że żyjemy wśród wielu światów, ale za pomocą przyrodniczych motywów można mówić o wszystkim, o fizyce i metafizyce, o ciele i duszy, o miłości i seksie, o śmiechu i płaczu. Tobie właśnie najlepiej wychodzi pisanie przyrodą (o różnych rzeczach, nawet o ukrytych instynktach morderczych). :-)
Nie zawsze trzymasz formę. Ale teraz ją masz, i życzę, żeby już na zawsze.
Opublikowano

Jacku!!! jak dobrze wiedzieć.... mam takiego jednego na uwadze, to mu do zupy jakąś roślinke wsadzę, oleander naparstnica? a może wilczomlecz
jagoda? czy jakaś belladonna? szczawik zajęczy? :))))
Bardzo mi przypadł do gustu twój morderczy zapał :)
ściskam, a jakże...i lecę zaparzyć.....

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- "mój morderczy zapał"?!
- ale...ja tu nie o sobie, ale o takich jak wilcza jagoda (Atropa belladonna); suszę sobie jej ciemno-szare liście wraz z dzwonkami w jednej fazie a z jagodami w kolejnej - pomiędzy kartkami tomików poezji; a korzenie zalałem spirytusem i trzymam jako nalewkę dla krytyków mojej poezji; masowo rośnie na Garbie Tenczyńskim, tylko kto ją rozpozna? ))
- ludziska niewiele wiedzą o świecie ale pyszczą, gębują...
J.S

ps.;
wyślij fotkę to sprawdzę, czy jesteś bella donna czy tylko wilcza jagoda...
:))
J.S
Opublikowano

Wilcza Jagoda.;
- a szczawik zajęczy uwielbia przeżuwać moja córka, Julia, ale nie zauważyłem jeszcze plam opadowych ani sinienia, tym bardziej drgawek katatonicznych - a przeżuwa, jak mówi - cytrynkę, od wielu lat...jej nie szkodzi!
- mnie zresztą też nie;
w dużej ilości szczaw polny (Rumex Acetosella) owszem, może nawet otruć;
:)
J.S

Opublikowano

Mam parę problemów...

1. czytam w pierwszych wersach, że

wśród nich tacy
których podejrzana aparycja
nie budzi wątpliwości
jakby krzyczeli z daleka
strzeż się


nie budzi wątpliwości? czyli mają tak podejrzaną aparycję, że nie budzą wątpliwości, że ją mają podejrzaną, czy ich podejrzana aparycja nie budzi wątpliwości, bo nie widać po nich nic podejrzanego i człowiek na nie patrzący nie ma żadnych wątpliwości?

Problemu by nie było, gdybym uważał, że helleborus foetidus wygląda odrażająco (aby nie używać mało poetyckiego zwrotu 'odrażająca woń') ale ten kwiat odrażająco nie wygląda i nie budzi we mnie żadnych 'odrażających' wątpliwości (żadnym źródłem przeżyć filozoficznych we mnie nie jest) i wcale do mnie z daleka nie krzyczy 'strzeż się'. Przyznam, że to subiektywne i ktoś inny może twierdzić, że krzyczą na niego konwalie. Czyli budzi wątpliwości czy ich nie budzi? Niech mi Szanowny Autor wybaczy, że spróbuję wejść w Jego głowę (do czego żadnych praw oczywiście nie mam) i stwierdzę, że Autor chciał powiedzieć, że wygląd budzi przeraźliwe wewnętrzne wątpliwości...ale nie budzi! No i klops.

Ale! Gdzieś dalej, w zamierzeniu Autora to miał być kontrast (ale widać, że ze znalezieniem tego kontrastu mam odrażające problemy), czytam, że

ale przecież są jeszcze mordercy
których fizjonomia może zmylić

a zatem te pierwsze niezdarne bardzo wersy miały we mnie (czyli w kim tak naprawdę?) budzić odrażającą ostrożność (ale nie budzą!), a lulek czarny! - piękny kwiatuszek, złych emocji we mnie nie wzbudza jakoś...może się czepiam...ale pragnę zwrócić uwagę, że gdzieś tu się wkradła niezdarność słowna...wiem, wiem, licentia poetica i takie inne rzeczy, ale na litość boską!

2. Inny problem... czy naprawdę nie ma czegoś lepszego na określenie brzydkiej woni, albo czy nie ma czegoś innego poza słowem 'odpychająca'? No i ta krew! I jeszcze świeża...

3. Że niby to zielnik (wadliwy) czy personifikacje (tendencyjne)?

Opublikowano

Jarek S..;
- odczytywanie kodu poetyckiego to nie mój problem TYLKO CZYTELNIKA, ale mam "odrażające" wrażenie, że Pan Jarek S. truje;
albo struwa -
- nie wchodzę w głupie, bo wyraźnie tendencyjne polemiki;
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




- zapytam rzeczowo, oklepany?
no to proszę podać mi jakieś konkretne przykłady takich wierszy i ich autorów, zwłaszcza w odniesieniu do poezji najnowszej ;
ja bardzo nie lubię pustosłowia, dlatego proszę o konkretne przykłady tak "oklepanego" tytułu -
?
J.S
Jacku słowo morderca i jego odmiana jest na porządku dziennym we wszystkich mediach, myślałam, że wiesz.
mam wrażenie, iż autor pisze o sobie tym wierszem, więc nie zamierzam prowadzić dyskusji, udawadniać swoich racji. Trujesz tylko siebie ;)


"kto nie sięgnie po promieniste złoto jaskrów
z rodziny Ramunculus
każda chciwość gubi" Jacku!

bogactwo jest we mnie nie muszę po nie sięgać!
Opublikowano

mordercy

wśród nich tacy
których podejrzana aparycja
nie budzi wątpliwości
jakby krzyczeli z daleka
strzeż się

na przykład ciemiernik cuchnący
Helleborus foetidus
otoczka paszczy dzwonków
jak po uczcie ludożerców
spływa świeżą krwią

a lulek czarny
Hyoscyamus niger
ta odpychająca lepkość
odrażająca woń
przypominająca apokaliptyczną zemstę
wszystkich żywiołów nad żywymi
upomina
brudzę nawet twoje myśli
w powidokach halucynacji
uprowadzam każdego w mrok
skąd już się nie wraca

podobnie pluskwica
Cimicifuga
ponieważ nie znam smakoszy pluskiew
jej zielony kwiatostan
nigdy nie znajdzie się
w imieninowym bukiecie

a zielone oddziały SS
na czele ze szczwołem plamistym
Conium maculatum
o mysim odorze

tojady
wszystkie rasy Aconitum
oficerowie łąk od spraw ostatecznych
kończących definitywnie wszystkie kwestie filozoficzne
i egzystencjalne
w trybie przyspieszonym
wraz ze swoimi pomocnikami
trędownikami
Skrophularia nodosa scopoli umbrosa
z sierżantem od spraw jednakowo nikczemnych
co podstępnych
wężymordem
o pseudonimie Skorzonella humilis

warto wspomnieć o szwadronach śmierci
wilczomleczach
z gatunku Euphorbia
nie ukrywających zamiarów
a niosących zagładę
jako sposób na wolność
i szczęśliwość wieczną

ale przecież są jeszcze mordercy
których fizjonomia może zmylić

taki zawilec gajowy
o niewinnej buzi aniołka
Anemone nemorosa
wie jak trudno mu się oprzeć
ale nikt nie wie
że jego dotyk unicestwia
rozkosz obcowania kończy się
rozpadem tkanki
drgawkami

kto nie sięgnie po promieniste złoto jaskrów
z rodziny Ramunculus
każda chciwość gubi
bo to złoto parzy jak złoto rudbeki
złotokapu kaczeńca
bogactwo zawsze idzie ze stratą
strata z zatraceniem

cóż wiemy zatem o mordercach
niewiele
że są

mordercy wiedzą więcej
czekają na okazję


Dnia: 2010-06-29 19:26:03, napisał(a): JacekSojan
Komentarzy: 3339

"Przez ciebie płynie strumień piękności,
ale ty nie jesteś pięknością - Biada ci"
Z.Krasiński


Pomys może i był oryginalny, ale pomysł zapomiał, że egzystuje w poezji i wyłożył sprawy, jak z zielnika babuni. Mało swojej inwencji, a dużo wikipedycznej wiedzy, dostępnej zresztą dla wszystkich.
Od szczawiu plamistego wolę sproszkowany róg nosorożca... noce są długie i domowy sierżant wyjątkowo "nikczemny"... haha. Przeczytałam, ale nic nie zapamiętałam, bo łacinę dosyć dawno skończyłam a ta z pewnością nie nadaje się do poezji. Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka ... a gdyby na początek z ptakami podzielić się myślami   polecam wróble są wielkimi gaduałami ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie  Miało ochotę na pyszne łakocie  Pytają więc gości  Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie 
    • RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją  Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty   Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór  Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi  A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są... Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum?  Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż: Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię  Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto  Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel  To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek...  "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak  Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak  Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek...  "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję.  Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus   TANGO ANUS  Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj  poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc  Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią  Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak  I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat,  A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.  
    • nie szukam  naszych śladów  jeszcze nie jest pora    patrzę na czas  już bez makijażu  zabiorę ze sobą  nie tylko złudzenia  wezmę  uśmiechy emocje   wizytówka z marzeń  zostanie    spojrzenie z mola  zatopiło się w morzu  niebo rzuca cień  zaglądam do zatłoczonych myśli  przystanki zbyt długie  oczekiwanie poza skalą    otworzę drzwi do jutra  nie zostawiając śladów  most na drugą stronę  już nie daje azylu przeprowadza  przypadkowych  przechodniów    może kiedyś … zapiszemy kartkę  z drugiej strony    6.2026 andrew   
    • A za groby cywil da wina
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...