Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

moim zdaniem jest to naruszenie regulaminu o nieposzanowaniu cudzych przekonań religijnych;
to żadna odwaga, raczej brak kultury współżycia z innymi - wierzącymi, czyt. chamstwo;
rozumiem, że bez skandalu, hucpy i prowokacji nie można wylansować sobie ani nazwiska ani "dzieła" - myślę, że ałtor nie dojrzał do współtworzenia kultury, ale bardzo lubi się "pokazać";
od jakiej strony ten "pokaz" dopowiedzą sobie sami czytelnicy;
wiersz niesmaczny - a mógłby zatrzymać się na granicy taktu, gdyby jego ałtor znał to pojęcie;
J.S

  • Odpowiedzi 43
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



szanuję twoje zdanie. ale:
- publikacja moich wierszy nie wymaga ode mnie zbierania odwagi
- co dla jednych skandalem dla innych standardem.
- nie jest to mój pierwszy wiersz podważający "tajemnice wiary" i rozprawiający się z mitami na
których cynicy zbudowali kapitał i ciągną profity,
- nie zarzucaj mi hucpy, udowodnij raczej ze "niepokalane poczęcie" nią nie jest,
- lubię się pokazać, a co? ty nie? piszesz tylko bo "tak czujesz" czy również dla chwały i pięknych kobiet? to pisz i nie publikuj. każdy zwący się artystą chce się pokazać, inaczej by się nim nie zwał,
- czytelnicy dopowiadają. za i przeciw, nikt nie napisał grafomaństwo. i to mnie cieszy.
- kultura - haha sorry, ale jak słyszę to słowo i o współtworzeniu....antagonizmy i konflikty, to pcha świat do przodu. i indywidualności, poezja to nie futbol
- niby niezamierzone postponowanie mojej osoby poprzez nazywanie "ałtorem" ....prosta reakcja wyniesiona z kazania. jak nie możesz lub nie masz odwagi uderzyć wprost, uderz tak, aby w razie czego móc się wycofać i wyprzeć. to jest żałosne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




a np pisanie epitafiów dla żyjących osób? to jest np niesmaczne wg mnie, a przypomnij sobie co wtedy odpowiadałeś.
smaczne, jak sądzę, jest dla każdego to, co lubi zjadać, czego zjadać nie lubi, różnie. moim zdaniem wiersz niczego nie narusza, jest wyrażeniem zdania, pewną spekulacją, poruszeniem kija w mrowisku, bo dlaczegóż by nie, postaci, czy to mitologiczne, czy historyczne (wstawić sobie wg uznania i wiary) są przedmiotem spekulacji i w wierszach i w opowieściach iw myśleniu o nich.
wiesz, równie dobrze można by rzec, że pisanie na różne sposoby o krowach, narusza hinduistyczne poczucia religijne (pardon za przykład, ale pierwszy z brzegu nasunął mi się, jako wyraźny obrazek)

aha, dodam jeszcze, że nie czuję niesmaku, ponieważ wiersz nie nosi znamion obrażania, nie nosi znamion złośliwego wydrwiwania, jest swoistą polemiką, jaskrawo zarysowaną, nieczułostkową, nie ugrzecznioną, odważną (w sensie jasnej i jawnej artykulacji), niemniej jednak nie czuję, ze nosi się z zamiarem dokuczania, czy wyśmiewania sie z czyichkolwiek poglądów lub wierzeń. dlatego nie burzy mi krwi, ani nie niesmaczy.
Opublikowano

prowokacja mało udana, nie licząc nadętego tonu sprzeciwu Jacka Sojana. no, ale on jak Homer Troję, Kraków ratuje od zapomnienia, a to święta misja, szczególnie, gdy dusza dymi, a wokół morze chamstwa wlewa się na pokład :) moim zdaniem lekko trącony temat, powiedziałabym nawet lekceważąco lekko.

Pozdrawiam
/b

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



widzi Pani, ja nie uważam tego wiersza za prowokację, akurat przylazłam żeby dopisać to do mojego postu i trafiłam na ten motyw. dla mnie ten wiersz nie jest prowokacją, a jak napisałam - spekulacją, głosem możliwości w jakimś tam oglądaniu rzeczy, które są ani sprawdzalne, ani udowodnione, a które kształtują i poruszają umysły. na różne sposoby kształtują i poruszają, myślę tu i o wierzących, ale i o historykach i o ateistach i wszelakim punkcie spojrzenia.
tak jakoś nie czuję by zadaniem wiersza było bulwersować, czy ranić, raczej pokazuje on pewną możliwość oparcia historii (w sensie historyjki) na również takich osobach, bo to poddają się one bujaniu, jak każde inne, łącznie z żyjącymi. jeśli piszę "ja cię kocham" w wierszu - czasem oznacza to prawdę, a czasem jest zwykłym wyrazem jakiejś tam prawdy ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



widzi Pani, ja nie uważam tego wiersza za prowokację, akurat przylazłam żeby dopisać to do mojego postu i trafiłam na ten motyw. dla mnie ten wiersz nie jest prowokacją, a jak napisałam - spekulacją, głosem możliwości w jakimś tam oglądaniu rzeczy, które są ani sprawdzalne, ani udowodnione, a które kształtują i poruszają umysły. na różne sposoby kształtują i poruszają, myślę tu i o wierzących, ale i o historykach i o ateistach i wszelakim punkcie spojrzenia.
tak jakoś nie czuję by zadaniem wiersza było bulwersować, czy ranić, raczej pokazuje on pewną możliwość oparcia historii (w sensie historyjki) na również takich osobach, bo to poddają się one bujaniu, jak każde inne, łącznie z żyjącymi. jeśli piszę "ja cię kocham" w wierszu - czasem oznacza to prawdę, a czasem jest zwykłym wyrazem jakiejś tam prawdy ;)

nie twierdzę, że prowokacja zasługuje na przyganę. jest raczej formą ekspresji autorskiej. ot, charakter :) nie wiem, czy w dzisiejszych czasach faktycznie żyją ludzie, którzy bezkrytycznie przyjmują wszelkie dogmaty. w historii wielokrotnie były weryfikowane, stąd tyle odłamów wiary odbiblijnej, ewoluuje sobie, tu się wycina, ogłasza, że te księgi się liczą, inne się przeklia i tak od tysiącleci, jeśli juz mogę uogólnić. generalnie dobrze czasem zweryfikować, w co się faktycznie wierzy i dlaczego.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



widzi Pani, ja nie uważam tego wiersza za prowokację, akurat przylazłam żeby dopisać to do mojego postu i trafiłam na ten motyw. dla mnie ten wiersz nie jest prowokacją, a jak napisałam - spekulacją, głosem możliwości w jakimś tam oglądaniu rzeczy, które są ani sprawdzalne, ani udowodnione, a które kształtują i poruszają umysły. na różne sposoby kształtują i poruszają, myślę tu i o wierzących, ale i o historykach i o ateistach i wszelakim punkcie spojrzenia.
tak jakoś nie czuję by zadaniem wiersza było bulwersować, czy ranić, raczej pokazuje on pewną możliwość oparcia historii (w sensie historyjki) na również takich osobach, bo to poddają się one bujaniu, jak każde inne, łącznie z żyjącymi. jeśli piszę "ja cię kocham" w wierszu - czasem oznacza to prawdę, a czasem jest zwykłym wyrazem jakiejś tam prawdy ;)

nie twierdzę, że prowokacja zasługuje na przyganę. jest raczej formą ekspresji autorskiej. ot, charakter :) nie wiem, czy w dzisiejszych czasach faktycznie żyją ludzie, którzy bezkrytycznie przyjmują wszelkie dogmaty. w historii wielokrotnie były weryfikowane, stąd tyle odłamów wiary odbiblijnej, ewoluuje sobie, tu się wycina, ogłasza, że te księgi się liczą, inne się przeklia i tak od tysiącleci, jeśli juz mogę uogólnić. generalnie dobrze czasem zweryfikować, w co się faktycznie wierzy i dlaczego.

chodzi mi o to, że ja nie twierdzę, iże ów wiersz, to prowokacja :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie twierdzę, że prowokacja zasługuje na przyganę. jest raczej formą ekspresji autorskiej. ot, charakter :) nie wiem, czy w dzisiejszych czasach faktycznie żyją ludzie, którzy bezkrytycznie przyjmują wszelkie dogmaty. w historii wielokrotnie były weryfikowane, stąd tyle odłamów wiary odbiblijnej, ewoluuje sobie, tu się wycina, ogłasza, że te księgi się liczą, inne się przeklia i tak od tysiącleci, jeśli juz mogę uogólnić. generalnie dobrze czasem zweryfikować, w co się faktycznie wierzy i dlaczego.

chodzi mi o to, że ja nie twierdzę, iże ów wiersz, to prowokacja :)

rozumiem, ja jednak znając inne wiersze autora widzę tu prowokacyjny ekshibicjonizm.
pozwólmy sobie się różnić :)

mówiąc ekshibicjonizm mam na myśli ten mentalny, obnażający cześć intymną doznań i przemyśleń, które kiedyś zostawały w ukryciu.
Opublikowano

Magnetowit R.;

-tajemnice wiary dla wierzących pozostaną tajemnicą wiary niezależnie od takich ignorantów jak Magnetowit - możesz sobie kpić z "niepokalanego poczęcia" wzorem wszystkich esbeków i enkawudzistow, pozbawionych poczucia transcendencji, ale przyjmij za pewnik - rzeczywistość nas przerasta w swojej złożoności i ostatecznie nie Magnetowit decyduje co jest a co nie jest mitem; pozory realizmu bardzo często okazują się prymitywnem mitem który narzuca się jako przedmiot "wiary" (vide: demokracja, socjalizm, komunizm);
człowiek, który "wie" jest żałosny w swojej zarozumiałości, a właśnie taką zarozumiałość prezentujesz acan -
J.S

dzie wuszka.;
mam wrażenie że mylisz tematy i porządki;
w renesansie pisał podobne epitafia biskup Andrzej KRZYWICKI, traktując je jako swoistą satyrę na współczesnych; a właśnie perspektywa eschatologiczna uwypuklała postawę "bohaterów" tychże epitafiów między ich usytuowaniem społecznym a moralnym w kontekście czysto ewangelicznym;
dzięki Jego epitafiom poznaliśmy i Osoby i ich role społeczne tego Czasu;
ale te Osoby były nadal na urzędzie, żywe -i na tym polega niezwykłość spojrzenia artysty na miejsce człowieka w jego roli społecznej -
mam wrażenie, że coś insynuujesz pod moim adresem, ale nie rozumiem, w jakim celu...
mam świadomość swojej sztuki, ale ty mi ją odmawiasz...chcesz mi zarzucić coś?
-co?
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No nareszcie coś ciekawego.
Magnetowidzie, uważam że za bardzo łopatologicznie pociągnąłeś piątą zwrotkę. Niepotrzebne te ględzenia o wstydzie, o Żydach, Europie. Te dopowiedzenia są zbyt nachalne. I zauważ że to jedyne miejsce, gdzie wiersz bezpośrednio godzi w wiarę i robi naiwniaka z wierzących Europejczyków, wprawdzie niezbyt mocno, ale jednak. Ja bym je wytarła bez mrugnięcia okiem, zostawiając tyle:

kobiety nie żyją w realności
tworzymy rzeczywistość dla wygody tworzenia
rzymianie pragnęli żydowskich dziewcząt
tak, jak ich ojcowie srebrników i wina

nawet ja wierzę w niepokalane
w tą rzeczywistość którą stworzyłam
dla syna

wstała zebrała insygnia świętości

No!
Pozostałe fragmenty wiersza wydają mi się OK.

PS. Klimacik jak w hipisowskich filmach z wczesnych lat sześćdziesiątych ;)
Opublikowano

czyżby Jodorowski Fanaberko? rzeczywiscie jestem pod wrażeniem


Jaceksojan - nie wchodzę w jałową dyskusję netową. intelekt masz ale inteligencji to ci twoja bozia poskąpiła. Nie zrozumiesz, a jeszcze sw mordercą Wojciechem sie podeprzesz.
Dzięki Bea za konstruktywne wypowiedzi. Dziewuszko, jeżeli chcesz się pozbyć trochę swojego przekleństwa to biorę;) ,

Opublikowano

mnie z kolei nie razi ten tu wiersz, tak samo, jak nie razi mnie np Monty Python ze swoim Żywotem Briana, pamiętniki pana boga, Papiniego, ustami Ewy- Farmer, opowieść Hellera z książki Bóg wie, Listy z ziemi, Twaina
sugeruję jedynie to, że każdy ma swoje poczucie smaku, a nie sadzę, by jeden smak - katolicki, miał koniecznie dyktować co wypada, a czego nie, zwłaszcza, ze jak napisałam, nie dostrzegam złośliwości w wierszu, ani jego potrzeby wyrządzania szkód, próbuje po prostu pokazać jakieś swoje stanowisko i wolno mu, w imię buddyzmu, kosmicznej floty i małych zielonych galaretek kambryjskich.

Opublikowano

w imię buddyzmu, kosmicznej floty i małych zielonych galaretek kambryjskich.




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 20:41:55, napisał(a): dzie wuszka
Komentarzy: 14920

- trzeba było tak od razu, choć brakuje tu jeszcze imienia rybika, tego spod wanny;
natomiast Budda miałby swoje ale, bo byddyzm nigdy nie naruszał etyki odmiennych wierzeń, i umiał być delikatny, czyli nie właził butami na cudzy ołtarz...
J.S

Opublikowano

Byłem pewny, że wreszcie zabrzmi dyskusja, i to jest ten moment, żeby dorzucić swoje trzy grosze.
Po pierwsze - wiersz, który zmusza do dyskusji, nie może być wierszem złym.
Po drugie - wątpię, czy akurat tutaj mamy do czynienia ze "szczeniackim" buntem szkalowania tego, "co święte i dobre". Bardziej odczytywałbym to jako pytanie o naturę (fizjologię) w zetknięciu z kulturą duchową. Czyli intuicja podpowiada - gdzieś tam tkwi ten pierwiastek "kobiecy".Ot, pierwszy lepszy przykład: Abelard - rozsławia Heloize, potem każe jej się nawrócić, wreszcie - odrzuca ją. Jego syn - Astrolabus.. Św. Augustyn zostawia kobietę z dzieckiem i rusza w kolejny związek (fakt faktem gdy Adeodat ma 15 lat zostaje otoczony opieką ojca)Czyli - nie wiem, czy jest tutaj miejsce na herezje. Chrześcijanie rządy państwowe uznawali jako zło konieczne - w wieku XX tego się nie pamięta. Dalej - tradycja poczęcia powstała w 1854, do tego czasu opierano się na embrionalnej koncepcji Arystotelesa. I przykłady można mnożyć - dlatego nie powinno się bać zadawać pytań.
Wracając do wiersza - tytuł jest słaby, jak neon, za to w środku znajduje się myślenie - nie wulgarne i nie obrazoburcze (znam o wiele gorsze teksty) - na ile to wszystko jest prawdą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zwykle sie uśmiecham, kiedy wyrażasz sądy o buddyzmie :)

to nie jest sąd o buddyźmie, tylko konkretna, rzeczowa informacja zaczerpnięta w oparciu o dostępne tematycznie lektury...wyobraź sobie że posiadam takowe i dotyczące niemal wszystkich głównych religii światowych;
i to nie tylko omówienia i interpretacje ale same żródła, co prawda tłumaczone, i nie istotne, czy to będzie animistyczna religia ludów Dalekiego Wschodu, czy judaistyczna Tora...
ja wiem już, że Ty wiesz Wszystko lepiej i pełniej - ja co prawda wiem nieco mniej ale to co już wiem, wiem równie dokładnie...fakt, buddyzm nie był religią w znaczeniu europejskiej nauki, raczej postawą wobec życia, no, ale skoro ma swoje posągi oblepiane w swoich świątyniach złotymi listkami i cieszy się czcią równą bogom - jest dla buddystów wzorem godnym naśladowania na wzór nauczyciela z Palestyny - Jezusa...
i uśmiechaj się zawsze bo to najpiękniejsza ozdoba twarzy - uśmiechnięty Budda pewnie by zaklaskał...
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...