Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wszystko co było przed słowem nie działo się naprawdę
rodziło się w fabryce
ziemia była twardą wykładziną dla stóp a zepsutych ciał nie poddawano recyklingowi

po co matce kolejny głupiec jedzący okruchy spod stołu
wychodziły węże kłamstwem
na końcu jęzora karmiły mędrców
do czasu aż

dusza minęła głębię i zawisła na drzewie uczciwości mieszkańców dolin i wzgórz
zapakowali ich do klatek
sznur pęta wiarę i wyciska z nich przyszłość
na pamiątkę zabrali mózgi ze wstrzykniętą skazą

teraz buduje się osiedla
ogrodzone żywopłotem marzenia
są jak ośmiornica i nie plamią prześcieradeł

Opublikowano

Mam co najmniej trzy interpretacje tego genialnego utworu...

...ale przy okazji komentarza chcę napisać, Biały, że jesteś moim niekwestionowanym mistrzem na tym forum, jakkolwiek (dla kogokolwiek) to brzmi.
Piszesz niesłychanie oryginalnie, używasz prostych słów, a jednak wydobywasz owo sedno z każdego tematu, jaki poruszysz. I każdy wiersz ma jedyny w swoim rodzaju "biały" klimat i smaczek, który mi niesłychanie odpowiada. Chylę czoła i przyjmuję w ciemno każdy następny utwór:)
I Chcę tomik Pana Białego!

pzdr
!!!


!!!

Opublikowano

Ten wiersz można czytać, czytać, czytać, czytać, myśleć, myśleć, myśleć ... chyba najbardziej z kilku ostatnich Pana Białego. Mimo, że nie zawsze zgadzam się Rafale z Twoimi komentarzami, to z taką poezją zgadzam się całkowicie.
Przewrotne pytanie mi się nasuwa - dlaczego Cię nie ma na "Z"?
Pozdrawiam

Opublikowano

po co matce kolejny głupiec jedzący okruchy spod stołu
niech zbiera sam
wychodzące kłamstwem węże
na końcu jęzora karmiły mędrców
do czasu aż

Sorry... tak jakby o mnie.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Ciekawie, nie ma co :) Pożyteczna lektura.
Jedno co mi jednak "brzęczy" jeśli chodzi o płynność to "zapakowali - zabrali" w 3 strofie.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Po pierwsze - świetny rytm utworu.
Po drugie - niesamowicie poprowadzony temat.
po trzecie - jestem za głupia, żeby go ocenić. Dużo wymagasz od czytelnika. Trzeba się w ten wiersz zapaść, żeby do końca go zrozumieć. Jedno czytanie nie wystarczy. Jedno jest tylko zachętą do następnych. Bardzo na tak. anna
Opublikowano

Trafnie napisał Dzikus
Coż dodać? Temat bardzo mi odpowiada
i forma przekazu, i to że jest w swojej formie
białawy.
Wiersz można czytać wiele razy
wyciągając z niego wiele, za każdym razem.

Pozdrawiam Panie Biały

Opublikowano

Owszem, dużo wymagasz od czytelnika, ale jeszcze więcej dajesz od siebie. Ten wiersz podoba mi się najbardziej... i jest to najdoskonalszy utwór jaki czytałam ostatnimi czasy... aż mi się słabo zrobiło. serio. JESTEŚ MISTRZEM!

Opublikowano
wszystko co było przed słowem nie działo się naprawdę

trudno mi wydobyć choćby słowo, Rafał.
to wiersz z gatunku: teraz to już tylko w dół :))))))))
żartuję, oczywiście. Tobie to nie grozi.
ściskam.
:))
ps. założyłeś żółtą koszulkę - wieszczyłam - doczekałam
:))
gratuluję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cieszę się jak piszecie że warto wracać do wiersza. czytając poezję często tak mam że jeśli po pierwszym razie wiersz mnie nie zarazi to odchodzę i rzadko wracam, dla tego jestem dumny że macie ochotę wrócić i to jest największa nagroda dla piszącego - powroty do lektury:)
dziękuję Zbyszku i Wam czytelnicy - warto pisać:)
pozdrawiam
r

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • różo, ty jesteś w boskości natchniona tyś moja poskromiona jesteś w miłości urodzajna różo ty moja nadzwyczajna jesteś kwiatem z błękitnego nieba różą, co czułości nam potrzeba jesteś tajemnicą wszystkich olśnień swymi płatkami nakrywasz niczym pościel różo, jesteś wdzięcznością z swego istnienia drugiej takiej piękności nie ma jesteś ozdobą wszystkich ideałów wypełnieniem tętniących życiem parkanów różo, jesteś płonącym natchnieniem dlatego wącha się ciebie z westchnieniem jesteś wielkością samą w sobie to dlatego noszę cię ciągle w swojej głowie bo róży kwiatem jesteś ze snu pachniesz mi rajem pachniesz tu bo róży sercem jesteś wtłoczona miłością aby zawsze poskromiona bo róży godnością rodzisz swój dzień on jak kolce budzi i cień bo jesteś spłodzeniem wszelkiej nagrody różo, przy tobie zawsze czuję się młody
    • @Raihaifathum Oj, ciekawy Przypadek trafił mi się na dobranoc :) Wiersz stylizowany na dawną polszczyznę - coś między: gawędą ludową, a balladą. Na pierwszy rzut oka wygląda brutalnie, prawie jak jakaś scena przemocy wobec dziewczyny. Ale -  'z szyi kukiełeczki próchnęły trociny”  To nie jest dziewczyna - to jest lalka. Masz wyobraźnię i odwagę. Momentami aż gęsto od obrazów. Czuję tu duży potencjał, choć chwilami język tak się rozrasta, że trudno za nim nadążyć. Jesteś kimś kto:  dużo czytał  dużo pisał  i bawi się językiem świadomie.   Zapowiada się ciekawie :)    
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...