Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

istnieje potencjalnie
wszystko to
na wrogi grunt nie padnie
nie pozwolę na to
nigdy

skoro jestem obojętny
wręcz przykry
dziękuję
szczerość to ważna rzecz
o ile nie najważniejsza

nie wiem na co czekasz
ale na pewno nie na mnie

Opublikowano

Zastanowiła mnie puenta, bo uważam, że nie jest jednoznaczna. Często tak mawiamy w życiu, na pewno np. nie wygram w totka, a w głosie nutka nadziei "a może jednak"? , na pewno mi się nie uda...ect
Jednak istnieje ta różnica między językiem mówionym, a pisanym, że w mowie podpowiada nam intonacja głosu mówiącego, z zapisu natomiast, można interpretować na swój sposób, co czasem sprowadzić nawet może do odbioru wiersza inaczej niż zamierzał autor.
Może peel wmawia sobie, że nie na niego czeka, a podświadomie ma nadzieję, że jest inaczej, albo definitywnie stwierdza, że to rzeczywiście koniec, co jednak raczej rozważałbym w ostateczności, pozdrawiam.

Opublikowano

no napewno, wiersz to wiersz i co autor chciał napisać,
trzeba to uszanować, a ze nie wszystkie chcą się z tym
zgodzić, to w końcu przecie nie jest najwaźniejsze, bo
trzeba się lubić, a to już trudniejsze
pozdrawiam i tak...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ, Judyt, dziwię się, bo przekonany byłem o przeciwnej wręcz wymowie. Aż sobie przeczytałem powtórnie. Tu to kobieta ma wiele do zarzucenia mężczyźnie, gdyż chce aby był kimś kim być nie może. Zdrówka!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czy to oznacza Eliko, iż zarzucasz mi, iż Cię nie lubię?

lubienie ma taką specyficzną cechę w sobie, rozumienia się
i wzajemnego uczucia, zarówno społecznie, jak i przyjacielsko.
tu pisał miły człowiek, że: co innego jest, gdy ktoś to np. do Ciebie
czy do mnie mówi, a co innego, gdy pisze. Samą płaszczyzną
przekazu jest mówienie lub pisanie, a one się różnią kiedy
zapomnimy schematu, czyli takiego szkicu czy rysunku
tej osoby, jak wizerunku, i kiedy coś wypowiada, a nie możemy
mieć tego przed oczami. Zatem, ja Ci nic nie mogę zarzucać,
tylko komentuję z dozą sceptycyzmu, ponieważ nie wiem do kogo się
zwracasz, i do kogo jesteś na nie, a tymbardziej na tak :)
Opublikowano

Peel twojego wiersza jak dwie krople wody podobny jest do mojego znajomego. Aż zaniemówiłam ze zdziwienia, gdy przeczytałam ten utwór. Ten znajomy tak mi zwykł wciąż odpowiadać i sprawia wrażenie obojętnego wobec całego świata.
Serdecznie pozdrawiam autora :)
Janina

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie chcę się tu wyżalać, Zbyszku, gdyż to by było dopiero przykre, jednak to jest prawda, że między tym peelem a ludźmi jest ściana, której on nie potrafi jakoś samodzielnie sforsować. Dziękuję za zaciekawienie tematem. I za wyrozumiałość dla błędów. Zdrówka!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli więc teraz mam lepszy obraz zaistniałego niezrozumienia i tak to powoli dostrzegam od siebie. Ale z drugiej strony. Słówko "obojętny" znaczy że dla kogoś, że "przykry" też. Monotematycznie, ale jak w temacie stoi, że do kogoś kierowany, znaczy ta sama osoba, dla tej samej osoby. Też natomiast peel, daleki jest od obojętności, raczej znajduje się gdzieś w okolicach przeciwnego bieguna. Dobrze dla mnie, jako autora, gdyż rozumiem, co nie zmienia faktu, a wręcz przeciwnie. Dziękuję Janino za piękny komentarz do tego niepięknego wiersza. Zdrówka!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czy to oznacza Eliko, iż zarzucasz mi, iż Cię nie lubię?

lubienie ma taką specyficzną cechę w sobie, rozumienia się
i wzajemnego uczucia, zarówno społecznie, jak i przyjacielsko.
tu pisał miły człowiek, że: co innego jest, gdy ktoś to np. do Ciebie
czy do mnie mówi, a co innego, gdy pisze. Samą płaszczyzną
przekazu jest mówienie lub pisanie, a one się różnią kiedy
zapomnimy schematu, czyli takiego szkicu czy rysunku
tej osoby, jak wizerunku, i kiedy coś wypowiada, a nie możemy
mieć tego przed oczami. Zatem, ja Ci nic nie mogę zarzucać,
tylko komentuję z dozą sceptycyzmu, ponieważ nie wiem do kogo się
zwracasz, i do kogo jesteś na nie, a tymbardziej na tak :)

Dziękuję Eliko, oczywiście że do wszystkich jestem na tak. Jak w tym wierszu. www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=103405 Ja sobie także wiele mam do zarzucenia, co chyba mnie najbardziej denerwuje. Zdrówka!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ, Judyt, dziwię się, bo przekonany byłem o przeciwnej wręcz wymowie. Aż sobie przeczytałem powtórnie. Tu to kobieta ma wiele do zarzucenia mężczyźnie, gdyż chce aby był kimś kim być nie może. Zdrówka!
hm..tak mi z tytułu: że to mężyzna kobiecie dedykował powyższe,
a trochę jakby ze scen filmu "fortepian", więc niech będzie sobą.
J. wzajemnie i serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



lubienie ma taką specyficzną cechę w sobie, rozumienia się
i wzajemnego uczucia, zarówno społecznie, jak i przyjacielsko.
tu pisał miły człowiek, że: co innego jest, gdy ktoś to np. do Ciebie
czy do mnie mówi, a co innego, gdy pisze. Samą płaszczyzną
przekazu jest mówienie lub pisanie, a one się różnią kiedy
zapomnimy schematu, czyli takiego szkicu czy rysunku
tej osoby, jak wizerunku, i kiedy coś wypowiada, a nie możemy
mieć tego przed oczami. Zatem, ja Ci nic nie mogę zarzucać,
tylko komentuję z dozą sceptycyzmu, ponieważ nie wiem do kogo się
zwracasz, i do kogo jesteś na nie, a tymbardziej na tak :)

Dziękuję Eliko, oczywiście że do wszystkich jestem na tak. Jak w tym wierszu. www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=103405 Ja sobie także wiele mam do zarzucenia, co chyba mnie najbardziej denerwuje. Zdrówka!

Łysy Taytańczyku, rozumiem Cię, tylko że ja nie mam sobie nic do zarzucenia,
tobie też nie mam jak zarzucać :)). Może znajdź sobie obiekt w sieci i na nim się oprzej,
/bo tak defacto to ja nie autor /, a on na tobie się oplecie łącznie z językiem
mówionym długo ale łakomym, no i bez mojego udziału :)). Ja tu tylko coś sobie przypominam i czarno na białym dopiszę. Ja to widzę ciężko dla ludziów i nawet nie chce
o tym myśleć, co to z tego wyjdzie. Serdecznie
pozdrawiam i zdrówka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...