Bo wszystko to
Mróz.
Oto zima, o którą pytasz.
Właśnie mi doniesiono, że Ż. wyskoczyła z okna. Z policyjnej notatki -
z dziesiątego piętra. Mógłbym napisać - nie znajduję sensu.
Ale to banalne.
Oto człowiek w podróży - między mną a Camusem, egzystencjalny
bezsens szpica zgubionego w ogrodzie. Raz, że mały; dwa,
że biały, jak anioł w dzień i w nocy
skory do jazgotu. Genetyka,
rodzinna anamneza, niebieskie oczy tamtej, jej śmiech, białe zęby,
szminka, wciąż mam ją na ustach - śmierć, utkana z powietrza, krasna,
która czeka. W tabletkach,
sznurze.
W insulinowym koncercie na obój – tę lubię. Po dłoniowej stronie,
na wyciągniecie dłoni – w wieżowcu
za oknem. Moja i moja, moja
własna. Próbuję ją odroczyć,
fatalne wyniki badań - do zrobienia, zapić.
Krwią.
Intensywnie. Jak Kerouac.
Coraz większy brak, coraz szerszy brak
znajomych. Przeobrażam się w pariasa z mizantropa. Chcę,
by umarł we mnie Miles. Czy jeśli nie żyje - Cotard,
mam prawo do miłości? I nienawidzić, profesorze? I jeszcze jedno, profesorze -
merdać ogonem z zawieszoną puszką, prosząc OT o stypendium -
pisanie jest mieczem obosiecznym,
tak wyszło! Wiersz mi -
nie śpię i mam koszmary.
Senne.
Nocą
potykam się o opuchnięte wargi kobiet, łażąc
z miejsca na miejsce, z punktu do punktu, oblicz odległość od
do - od bramy kutej do bramy – wejście od Karskiego. Od
sypiam
w dzień - po dyżurze. Przespałem:
świadków Jehowy,
armagedon,
krucjaty,
złożenie synogralic w styczniu - nikt z nas nie śpi na dyżurach, policzone włosy
na naszej głowie, na łysej głowie dziecka z rakiem,
świadkiem nieprzespanych nocy. Obudzi się do zbawienia – naiwne.
Oto jest słowo Pańskie.
Oto jest włos na łysej głowie. Oto jest zima,
o którą pytasz, Reniu.
Co zostanie, jeśli zgubisz ostatnią regułę pisowni - myśl o Bogu,
nienajważniejszą - wg nowych zasad ortografii?
Grzebiąc skostniałym palcem na mrozie przy zakręcie ateizmu i wiary
w czarno-białym oknie rezonansu. Co zostanie
prócz czasu i przypadku. Bez mojego tak.
Dla dobra.
Twoje życie K. staje się nieznośne. Właśnie się dowiedziałem, że Ż
wyskoczyła z okna. Wszystko to rozważyła. ponieważ żyjący wiedzą, że umrą.
Jej szminkę, Kohelecie, słowo – wciąż mam na ustach.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się