Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
nawet gdy ciepło wdziera się nieproszone
ogrzewając twarz

człowiek w chusteczkę się chowa
nad nim kurz i dachy
jakby tego nie czuł jakby nie chciał
światła

odsłona



tak sobie powariowałem J / ciepła i sugestywna Twoja odsłona / staram się ciągle wdzierać pomiędzy Twoje żaluzje ;) przekazujesz ciepło a to ważne /

tomek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witaj Tomku, dziękuję że jesteś pod tym i owym i ciągłość...
i za te warjacje jakże urocze i także mi się podobają(:
ja też wariowałam, ale sprawiłeś teraz dylemat
bo podobają się obie wariacje, piękna na Twoja
chociaż zastanawiałam się też nad puentą, że może po prostu:
jakby nie czuł odsłony

dziękuję ciepło Ci i serdecznie J.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No właśnie raz mnie raziło, że zasłoniłam,
ale szkoda było, żeby nie dopuszczać i
spowrotem do góry (:
Dziękuję cieplutko i serdecznie Grażynko
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję bardzo serdecznie że przeczytałeś
zwłaszcza, że ttak od niechcenia napisane było...
(nie wiem jak Ci na imię), Dobrze jest je czuć
zawsze to lepiej w sercu, J. serdecznie i cieplutko zatem
i zdrówko! wzajemnie(: mnie się przyda zwłaszcza teraz
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ach to Ty andrejch =suindra=Andrzej(:
no fajnie, że jesteś pod tym i owym
i w jednej osobie;). Serdecznie i cieplutko dziękuję
za ciekawe
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie ma za co dziękować / wdzieram się / staram się /

a Twój pomysł na Twoją puentę wiersza całkiem całkiem ;)

pozdrawiam / i ciepła w sercu i na zewnątrz życzę /

t
to ciepło się utwierdza jedynie w miłosierdziu
dziękuję raz jeszcze J.
chyba zostanie jak jest...nie mam głowy
(przeniosłam do niby ukończonego
dział Poezja dla początkujących)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...