Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oculus sinimi index *

Judaszowy pocałunek
niezależne zwierciadło
studnia duszy, droga prawdy
pokazująca myśli cele pragnienia
dla jednych to tylko organ
inni widzą gwiazdy niebo morze
niby takie bliskie
a jednak tak daleko
mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc
przęseł fikcji w kilku kolorach.

*oczy są zwierciadłem duszy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



podręcznikowy przykład jak nie powinno się pisać-banał goni banał banałem i banałem się podpiera
"mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc" - nie mają żadnej bo banał w poezji mieć jej nie może
chłopcy spod gór powinni lepiej pisać,to leży w ich charakterach
pozdrawiam i dobrze życzę
Opublikowano

bardzo trafnie wyostrzona puenta, obrazowo, dosadnie na jawie.
autorze prawdziwy z męskim ego świetnie. duży plus. masz jaja hahaha!

,,cudaszowy pocałunek
niezależne zwierciadło
studnia duszy, droga prawdy
pokazująca myśli cele pragnienia
dla jednych to tylko organ
inni widzą gwiazdy niebo morze
niby takie bliskie
a jednak tak daleko
mimo wszystko są
moje i lubię je
mają niezwykłą moc
przęseł fikcji w kilku kolorach.

*oczy są zwierciadłem duszy.;;
serd.pozdr.

Opublikowano

tak sobie myślę... jeśli jesteś uparta/uparty, to za jakiś czas zaprezentujesz jakiś ciekawy tekst,
cosik tam się telepie ;)
póki co, to są jeno jakieś plamy wątrobowe, znaczy wyrzuty ;)
sama fizjologia osobnicza, poezji brak
:(

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



gwiazdy nie spadają, bo nie mogą - eksplodują lub implodują, co np. kończy ich życie i wówczas stają się białymi karłami lub czerwonymi olbrzymami - ale na litość boską: nie spadają.

wiersz słaby, tak jak znajomość gwiazd.

pozdrawiam
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...