Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szalony jest świat i dnie normalności
Wykute nawyki, człecze gadania
Krzątanina ciągła, śmiechy, grzeczności
Świadectwo ludzkiego przystosowania

Lecz w duszy wrażliwej rozpacz to wzmaga
Lęk, że czas uleci, muza zamilknie
Posągom pięknych słów, cisza pomaga
Samotność co jak cień do trwania przylgnie

Uważaj i nie wadź ! Bo chwila minie
I twarz w żałości tylko grymas skrzywi
Że w świat żadna pieśń i wiersz nie popłynie
Będą na to klnąć twórcy dobrotliwi

Opublikowano

Czego nie zdąrzyłem stworzyć...
Ja tylko tak marzę sobie
...By ktoś dokładnie to wiedział
I dopisał na...mym grobie

Mądry i rodzi niepokój. Pozdrawiam serdecznie. Waldek

Opublikowano

Normalność w nienormalności, czy nienormalność w normalności ...
Wiersz dający do myślenia Łukaszu.

Za 8 marca dziękuję i wzajem pozdrowienia zostawiam :-)
Jola

Opublikowano

Niektóre Twoje wiersze wymagają dobrej dykcji. Ten tak. Dobrze, że mogę czytać po cichu! I trochę podumać. Pierwsza strofa przypadła mi do gustu szczególnie. Przystosowanie do sztampy jest okropnie trudne, choć czasem konieczne, niestety. Tak troszkę podpisałabym się pod słowami Waldka. Za życzenia - serdeczności. Elka.

Opublikowano

Ela Ale to fakt, że niektóre fragmenty ciężko się czyta na głos :) muszę popracować nad lepszą płynnością

jolkowa - no niestety w tych dniach uważanych za normalność i prozę życia czasami czuję się trochę nienormalnie :)

Intarsja Lumiere - ależ możesz przeszkadzać :) nie obrażę się...internet i forum poezji można zawsze wyłączyć i pozostać z ciszą sam na sam...życie bywa bardziej okrutne ;)

Waldek - mądre słowa, ale jak bardzo zapisany byłby ten pomnik :)

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...