Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Efekt cieplarniany znalazł na całym świecie zdumiewająco zainteresowanie, wyrażające się grożeniem ,że świat utonie w wodzie, gdy tymczasem tonie w śmieciach i ściekach.Starożytni Grecy opowiadają o słynnym Heraklesie, czyszczącym stajnie króla Augiasza. Tylko, że ten heros popełnił kardynalny błąd: cały brud i gnój wpuścił do rzeki. Na szczęście współcześni mieszkańcy planety, wiedzą ? już, że tak się nie robi.( frag. z Polish news - Marcisz Bielski)
I robią.
cieszmy się zwykłymi rzeczami
póki je mamy


pachnie kawą w całym mieszkaniu lubię zapach
rozgrzanego słońcem łanu pszenicy
wynika to
z dziwnej przyjemności patrzenia na złoto
światu wciąż mało
zapchane spichrze naszego chcenia
tylko czasami
ogarnia niepokój usprawiedliwiany
jakośtambędziectwem niech się martwią
co po nas

"teraz" bąbelkujemy w wannie w płomieniach
pachnącej świecy
lampka po szampanie
namiastka miłości

rozkojarzyłam się

w kominku drewno iskrzy
między nami spęcie na drutach własnej produkcji
z jednej miski kot z papugą pod stołem
królik jak kulka śniegu jak kłębek
biegający na czas
wykonania skarpety moje bogactwo w niej
haluksy bankowości

pod oknem trzeszczy skubany krzew
sarny bładzą po ogrodzie
dziwi mnie - do lasu tak daleko
do zrozumienia

ptaki wszczynają kłótnie
zupełnie jak w domu
pranie się robi a pajęczyny podskakują
nietykalne jak święte obrazki za nimi

ciemność


po poprawce 2:)))

parzona kawa pachnie
pszenicznym łanem w samo południe
namiastka złota
dobra świata zapychają spichrze chcenia
niepokój usprawiedliwiany
jakośtambędziectwem
niech inni się martwią po nas
"teraz" ikra smakuje najlepiej z bąbelkami
w wannie waniliowe
świece w lampkach po szampanie
namiastka miłości

rozkojarzyłam się

w kominku drewno iskrzy
między nami spęcie na drutach własnej produkcji
skarpeta moje bogactwo w niej
haluksy bankowości

pod oknem trzeszczy skubany krzew
sarny bładzą po ogrodzie
dziwi mnie - do lasu tak daleko
do zrozumienia

ptaki wszczynają kłótnie
zupełnie jak w rodzinie
pranie się robi w czterech ścianach
a pajęczyny podskakują
nietykalne jak święte obrazki za nimi

ciemność
Opublikowano

Piękne opisy nastrojowe a u mnie pod oknami biegają bażanty.


''pachnie kawą w całym mieszkaniu lubię zapach
rozgrzanego słońcem łana pszenicy
mam wtedy namiastkę dziwnej przyjemności patrzenia
na złoto tego świata któremu wciąż mało zgromadzonych dóbr
zapychane spichrze naszego chcenia tylko czasami
ogarnia niepokój szybko usprawiedliwiony
jakośtambędziectwem niech inni się martwią po nas
zostanie zagracona jałowość spuścizny
póki jest "teraz" najsmaczniejsze kanapki z ikry jesiotra
bąbelkujemy w wannie wyposażeni w płomienie
pachnącej świecy w lampkach po szampanie
namiastka miłości ''

najprawdziwsze wersy dla mego serca niczym kojący balsam podoba się nawet bardzo.

Opublikowano

a u mnie za oknem śmietnik i budynek administracji
a dalej rozjechane błoto przez samochody
dlatego piszę o ludziach
:D
przepiękny wiersz
zabieram w całości
i zazdroszczę do zabójstwa w afekcie
:*
buziak, Jagoda!
("Jagoda", Jagódko, bo zawiszczę Ci tego wszystkiego :((

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Magduniu nie zawistuj,bo po tych zwierzakach wiosną mam pełne ręce roboty a wiesz co jest najgorzesze
ta pierońska koniczynka zajęcza, pełno jej i w warzywniku i w ogrodzie kwiatowym,
a to wszystko ten pieprz zajęczy i sarni :P
hihi kiedyś królik narobił w kuchni a dziecikai zbirały, mysląc że rozsypałam pieprz, :))
miąaam tak samo, gdy byłam dzieckiem, :0
buziak i ściskanie Mgduniu moja:))
miłego dnia
Opublikowano

Waleczna u Ciebie jak zawsze nastrojowo i ładny klimat tak sobie myślę o 1 ale ,, pranie sie robi" jakoś mi tutaj nie gra, ale pewnie to tylko szczegół

Miłego dnia i więcej takich wierszy

szacuneczek i cio ja bym bez ciebie zrobił ,, poezja lunatyczna" hahahhahaha już wiekszego debilizmu nie widziałem ale ten podtekst do komentarza w Z ba i jak już takowa istnieje to raczej jako, że ów Pan zakochany w sobie i to jest smutne bo pewnie prawdziwej miłości nie zaznał i nie zazna skoro nie szanuje romantycznego księżyca, to jednak ,,lunatyczna poezja", a to już nie szczegół tylko brak wiedzy gramatyki

buźka:):):)


szacuneczek

be

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ja kiedyś byłam lunatyczką, więc rozumiem tę poezję, całkiem niezła ale wtedy kiedy nie idziesz po krawędzi:0
nie martw się, ty nie idziesz, i rób swoje sa ludzie którzy lubują się w takiej poezji, ale 'Poezji' powiedział , więc ciesz się, że nie nazwał gniotem, :p
Opublikowano

Waleczna miałem dobry humorek , a teraz mam jednak wiekszy po przeczytaniu Twojej poezji , a z owym Panem nie zgodzę się , a czemu, bo zgryzota zabija

Przez minut pięć
pośmiał się piec----- za niedomówienia w formie dziecinnych rebusów, to jednak nie kunszt liryki

szacuneczek i trzymaj sie cieplutko:):):)


be

Opublikowano

coś innego, każdy "inny" wiersz jest ciekawy, a każdy ciekawy jest dobry. takie rozumowanie panuje niepodzielnie i tak należy raczej rozumować.

czasem przeszarżowujesz, niektóre zdania nawet w prozie uszłyby za zbyt zagmatwane, przedobrzasz z estetyką (zwłaszcza w pierwszej, dużej strofie) wyrzuć jakieś końcówki, bo wiesz jak to bywa.
Samochód miał zawieźć tonę symboli, ale ktoś władował dwie i samochód stoi w miejscu.
zdrówko,
Jimmy

edycja:
hyhy albo nawet: w miejscu stoi

Opublikowano

"łanu pszenicy"
M.łan
D.łanu
Słownik jęz. polskiego wyd. PWN

fajny ten wiersz "o zwyczajnych rzeczach" napisany niezwyczajnie :)
może odrobinę można by "umniejszyć" w słowach, szczególnie I zwrotkę,
ale sama nad tym pomyśl

serdecznie pozdrawiam Wilcza Jagodo :)
Krysia

Opublikowano

bardzo sympatyczny i ciekawy obraz mi się wyłonił w trakcie czytania. taka rozmowa o wszystkim. potok słów ułożonych w poszczególne sekwencje, nie do końca może (jak na moje ucho i oko) ze sobą związanych ale uzupełniających się wzajemnie. przyznaję: nie przepadam za "dłuższymi" (wiem - to pojęcie względne) utworami ale ten mi się podoba zdecydowanie. pozdrawiam serdecznie Jagodo :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Krzysztofie Marku, wszystko jest jak należy
Pla siedzi za stołem robi na drutach skarpety, wesoło trzaska ogień w kominie
kot zgięty w pałąk, królik jak kot goni za kłebkiem wełny ,papuga chodzi i skubie panią w pięty
to jej całe bogactwo i haluksy w skarpecie zamiast pieniędzy :)
ot i cala filozofia wiersza a marzenia? ma łan pszenicy latem pięknej jak złoto :)
nie potrzebny jej kawior i szampan w wannie, ma własne bąbelki wilczej jagody zwanej pijanicą :P
hej!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Krzysztofie Marku, wszystko jest jak należy
Pla siedzi za stołem robi na drutach skarpety, wesoło trzaska ogień w kominie
kot zgięty w pałąk, królik jak kot goni za kłebkiem wełny ,papuga chodzi i skubie panią w pięty
to jej całe bogactwo i haluksy w skarpecie zamiast pieniędzy :)
ot i cala filozofia wiersza a marzenia? ma łan pszenicy latem pięknej jak złoto :)
nie potrzebny jej kawior i szampan w wannie, ma własne bąbelki wilczej jagody zwanej pijanicą :P
hej!
jasne :) tak sobie właśnie wyobrażam zaczytany :) pięknie :) dzięki :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


hehe, Paniebiały to są ino dywagacje a nie lanie, lekkie odstępstwa od rzeczywistości , hihi
ale dzięki za miły komentarz,
tak sobie myślę, że lepiej ciąć cudze, niż coś uciąć swojego, :)
pozdrawiam ciepło
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie chciałabym się wymądrzać, chciałabym jedynie Cię prosić
o spojrzenie na Twój tekst (pierwsza zwrotka) mocno okrojony.
Nie chcę nic sugerować, oceń sama
"parzona kawa pachnie
pszenicznym łanem w samo południe
namiastka złota
dobra świata zapychają spichrze chcenia
niepokój usprawiedliwiany
jakośtambędziectwem
niech inni się martwią po nas
"teraz" ikra smakuje najlepiej z bąbelkami
w wannie waniliowe
świece w lampkach po szampanie
namiastka miłości"


Serdeczności
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
    • @Alicja_Wysocka Wielce to miłe co piszesz Alu! Mam też w swoim repertuarze wiersze, pisane pod wpływem wewnętrznego zagubienia lub też mrocznych emocji, w których sama do końca nie wiem o co chodzi ale one oddają ten stan duszy, którego nie rozumiałam/ nie rozumiem. Zostawiam takie utwory zwykle dla siebie.  Uściski, pozdrowienia dla Ciebie :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...