Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo dziękuję, Cyklopie. Nigdy w najśmielszych snach nie marzyłam, że będę kiedykolwiek miała swojego Fana. Jakież to miłe uczucie! :-)))
Pytałeś mnie, czy można gdzieś kupić coś z moimi wierszami, aja Ci podałam link - dostałeś go? Poza tym w najbliższym, styczniowym numerze kwartalnika ZNAJ będzie kilka moich tekstów, nie tylko wiersze (ZNAJ można kupić w Empikach).
Ale oczywiście nie czuj się w żaden sposób zobowiązany do kupienia czegokolwiek z tych rzeczy. Pytałeś, więc odpowiadam i miło mi, że się interesujesz moją twórczością.
Pozdrawiam najserdeczniej. :-)
Joanna.

Edit: Acha, zmieniłam ostatnią linijkę według Twojej sugestii - rzeczywiście jest lepiej. Bardzo dziękuję. :-)
  • Odpowiedzi 52
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Wiem, że zasłyszana, znam ją też. Fakt, że jej autor próbował wyrazić to, co ja, a mianowicie złamać standardowe poglądy o tym, czym niby jest miłość - bo te stereotypy niszczą prawdę, wypaczają pojęcie o miłości, a tym samym powodują mnóstwo ludzkich błędów w tej najważniejszej sferze życia.
Ja "klasycznością" nawiązałam do poezji romantyzmu, która najsilniej wpłynęła na ukształtowanie tych błędnych mitów o "miłości" i wyrządziła najwięcej szkód w erotycznym wychowaniu wielu pokoleń.
Ale cóż - jeden wiersz i jedna piosenka oczywiście niczego w tych mitach nie zmienią.
Dzięki, że jeszcze raz zajrzałeś. Nieodmiennie bardzo fajnie mi się z Tobą rozmawia. :-)

Opublikowano

Miłość nie ma ograniczeń
więc Ci trochę narozrabiam
jako, że 20 stycz(eń)..............................(nia)
a więc wybacz, hej :)
Pozdrawiam

Miłość to jest wicher, niepokój i drżenie,
to zachwyty nieme i podszepty wierszy,
na zauroczenie czas i szał najszczerszy,
czysty blask słoneczny, pełne zaślepienie.

Miłość to też spokój i stałość powszednia,
czuła przezroczystość każdego oddechu
a w zwykłej rozmowie, geście, półuśmiechu;
jedność ciał, codzienność, sytość poobiednia.

To wieloletnia, kumpelska rozmowa;
czasem piorunem przetykane słowa
po to – dlatego - by wracać do siebie

większym pragnieniem i szerszym spojrzeniem,
ze zrozumieniem, prośbą, wybaczeniem,
by odnaleźć przelot na kolejnym niebie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zgadza się, Beato - średniówka jest inna w pierwszej, a inna w drugiej strofie. To tak specjalnie, żeby nie było za bardzo klasycznie - taki kamuflaż. ;-)
Cieszę się, że trafiła w Twój gust, bo wiem, że masz dobry i wyrobiony.
Uściski. :-)
aaa to ok:) czyli zabieg specjalny Oxy:)pozdrowki
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, HAYQ, za wierszowany wstęp i własna wersję wiersza.
Ale nie zgadzam się z tym, co zacytowałam. To, co piszesz w pierwszej strofie, to tylko zauroczenie, fascynacja, która najczęściej zapala się gwałtownym ogniem i szybko gaśnie w rozczarowaniu. To nie jet miłość, tylko idealizowanie drugiej osoby i podstawianie jej pod własne, często nierealistyczne marzenia. Zaślepienie nie może być nazywane miłością, bo - do czego niby?
Tą strofą powielasz niebezpieczny mit romantyczny, który ja staram się obalić, bo zrobił wiele szkody w ludzkich psychikach i żywotach.

Natomiast jeśli chodzi o szukanie dróg do kolejnych nieb - dla mnie one są coraz wyższymi niebami, ponieważ miłość ewoluuje, dojrzewa razem z ludźmi, jest coraz większą bliskością (o ile naprawdę jest).

Ale bardzo dziękuję za gościnę i komentarz.
Pozdrówka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bolesławie, dziękuję za komentarz i śliczny czterowers. Tak, zdrada jest najgorszym kłamstwem, jakie można komuś zadać, choć niektórzy myślą, że to takie tam nic - drobne kłamstewko... Ale ciekawe, że sami byliby gotowi zabić za zdradę własnych uczuć. :-)
Pozdrówki! :-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Ci, Aniu, za komentarz, miło mi. Czy mam klasę? Odwagę? Hmmm... Nie mówię o oczywistych prawdach i piszę niezupełnie klasycznie. :-) To, co ludzie powszechnie nazywają "miłością", nie ma z nią nic wspólnego. Większość małżeństw się rozpada lub staje się sobie obca, nawet jeśli nie dochodzi do rozejścia się. Niewielu ludzi powie Ci, że miłość - to rozmowa, w dodatku kumpelska. Niewielu ludzi powie, że coraz starsze małżeństwo - to coraz wyższe niebo.
Można się ze mną nie zgadzać, ale... chyba to nie jest powtarzanie oczywistości?
Dzięki za zajrzenie i zapraszam na przyszłość. Pozdrówka. :-)
Joa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, HAYQ, za wierszowany wstęp i własna wersję wiersza.
Ale nie zgadzam się z tym, co zacytowałam. To, co piszesz w pierwszej strofie, to tylko zauroczenie, fascynacja, która najczęściej zapala się gwałtownym ogniem i szybko gaśnie w rozczarowaniu. To nie jet miłość, tylko idealizowanie drugiej osoby i podstawianie jej pod własne, często nierealistyczne marzenia. Zaślepienie nie może być nazywane miłością, bo - do czego niby?
Tą strofą powielasz niebezpieczny mit romantyczny, który ja staram się obalić, bo zrobił wiele szkody w ludzkich psychikach i żywotach.

Natomiast jeśli chodzi o szukanie dróg do kolejnych nieb - dla mnie one są coraz wyższymi niebami, ponieważ miłość ewoluuje, dojrzewa razem z ludźmi, jest coraz większą bliskością (o ile naprawdę jest).

Ale bardzo dziękuję za gościnę i komentarz.
Pozdrówka.
oczywiście, jako Autor poniekąd racja powinna być po Twojej stronie, ale…
Zauważ, że w trzecim wersie dodałem jeszcze słowo „czas”. Nie powiesz chyba, że miłość nie jest „czasem na zauroczenie”. To właśnie w tym czasie targają nami wichry, niepokoje i drżenia. Kochając jesteśmy kimś zarówno zauroczeni, jak i zafascynowani. Oczywiście, to nie reguła, bo ocena, to jak zawsze, rzecz subiektywna. Niektórzy jednak, właśnie w miłosnym „zaślepieniu” dokonują rzeczy, których w innym przypadku nie odważyliby się nigdy zrobić.
Poza tym miłość, to też etapy, przez które się przechodzi - jak z klasy do klasy. Etap „zwariowany” bywa najczęściej najbardziej fascynujący, zapamiętywany nieraz na całe życie, co nie znaczy, że musi być najszczęśliwszy :)

A więc, jeśli to, co poprzekręcałem w I strofie, „to tylko zauroczenie, fascynacja, która najczęściej zapala się gwałtownym ogniem i szybko gaśnie w rozczarowaniu.” - przyjmuję, jako Twój punkt widzenia, nie mam wyjścia, muszę takie zdanie uszanować.
:)
Pozdrowienia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O właśnie - to etapy, a nie samo tylko zauroczenie - ono jeszcze nie jest miłością. Nie można kochać kogoś, kogo się nie zna - to może być najwyżej "miłość" do własnych marzeń.

Oczywiście, że musisz przyjąć, że mam taki punkt widzenia - nie da się inaczej. Ja przyjmuję, że Ty masz inne poglądy. Co nie znaczy, że nie możemy dyskutować. Osobiście bardzo lubię ciekawe wymiany zdań i zawsze czegoś się w nich uczę. Całe moje 5 lat studiów na tym właściwie polegało. :-)
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...