Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

między Starym a Nowym choć pozornie po sobie
na ostatniej sekundzie zawieszony jak sopel
choć w teorii brak miejsca na sen płytki nad ranem
usiadł sobie pomiędzy mój międzyczas zaspany

i żartuje szelmowsko że brak miejsca dla niego
że godziny w pościgu wciąż się śpieszą i śpieszą
czasem wyjrzy przez okno gdy minuty się dłużą
nawet kwadrans uśmierci kiedy czasu za dużo

choć go mijam na przekór zawinięty w milczenie
tak spokojnie czaruje powłóczystym spojrzeniem
więc przysiadam na progu tam gdzie pośpiech zasypia
o międzyczas bogatsza nie zadaję już pytań

Opublikowano

on zwinięty w kłębuszek mrucząc liczy sekundy
figlem zabrał międzyczas czyniąc życie beż dłużyzn
tak poważnie rzecz biorąc myśl zamykam w tym wierszu
ten międzyczas życiowy trochę jakby bez sensu

powiedzenie "zrobię to w międzyczasie" gdy się nad nim zastanowić jest bezsensowne

pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mój międzyczas w ukryciu pośród sekund okruszyn
to mi skradnie garść minut to godzinę ukruszy
wciąż zaspany się spóźnia gdy go wołam naprędce
niech mi miłość wydłuży...a on wstręciuch...on nie chce;)
pozdrawiam Jacku i dbaj proszę o swój międzyczas;):)
Opublikowano

sympatyczne to docieranie się z czasem
jak stare zgodne małżeństwo :)

tylko powłóczyste spojrzenie trochę trąci myszką.
ale da się przeżyć, jak na wpół zakryte długą grzywką ;)

/b

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


hmmm jak sie ma romans z czasem;):):):)bea Ty rymowac mi tu zaczynasz no;)
dzieki:)pozdrowki
ps.grzywki nie mam:(

a ten czaruś czas?
w stylu emo??

;)
no czarus ma grzywke :):) jak zloto;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...