Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z zarośli patrząc na tę rudą orędowniczkę nieprzemakalnych
ideałów, odnoszę wrażenie jakby wiatr miał porwać wszystkie
niewypowiedziane słowa. to bóg gra

na skrzypcach i wszystkie zarezerwowane dla mnie
przekleństwa migoczą w mojej głowie, dają o sobie znać
krwią tętniczą, płyną mi po wargach, są

tymczasowym makijażem. w lewo, w prawo, w lewo, w
prawo, las targany totalitarną siłą, która zetrze z ciebie nawet
moje odciski palców. ludzie na tej mokrej

polanie, boso stąpając po morzu rosy płyną swoim orszakiem,
kutrem. kutrem z rudym masztem.

Opublikowano

to jest pierwszy wiersz dodany przez Autora na tym forum, tak?
no, tak, ale Autor tego tekstu nie wydaje mi się początkującym Autorem.
tekst jest dla mnie trudny. jednak nie odpycha, a zmusza do zatrzymania się nad nim i głębszej analizy. forma sprawia wrażenie przemyślanej i dopracowanej. takich wierszy raczej nie pisze się w ciągu pięciu minut na kolanie.
po kilku przeczytaniach zaczyna wyłaniać mi się jakiś obraz.
nie wiem czy dobrze kombinuję, ale myślę, że kluczowa do zrozumienia jest tutaj ta rudość = czerwień.

kłaniam się nisko i pozdrawiam

Opublikowano

Pamiętam ten wiersz, był na naszym forum,
niezmiennie - dobry, moim skromnym zdaniem.
Głównie zapamiętałam charakterystyczną atmosferę wiersza
oraz zakończenie:
"boso stąpając po morzu rosy płyną swoim orszakiem,
kutrem. kutrem z rudym masztem."

Serdecznie pozdrawiam
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...