Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Błękitne niebo całkiem bezchmurne jaśnieje
Wśród lasów, łąk i domów słoneczne promienie
W słońcu tym gorąco i upalnie, istny żar
Jakby kto rzucił żywiołu ognia silny czar

Męczący ów ogień lipcowego południa
Wciąż, nieustannie życie ludziom on utrudnia
Lecz drzewa i budynki rzucają chłodny cień
W nim, jeśli zechcesz, schronisz się, więc nie jest tak źle!

Są też i inne żywioły: wiatr czy woda
W ten upał łyk zimnej wody – cóż za ochłoda!
W ten upał powiew wiatru miłym ostudzeniem
Nie martw się – biała magia wciąż jeszcze istnieje!

Mówię też o duszy gdzie i światło i mrok
Gdzie płonie czarny ogień kiedy zło co krok
Pali duszę, jak letni pożar suche trawy
Sieje spustoszenie niczym niehamowany

Lecz jest też światło – Boża łaska, magia biała
Otwierasz się na nią – zły płomień przestaje działać
Bo światłość potężniejsza – ciemność przy niej mdleje
Wiara, nadzieja, miłość wciąż jeszcze istnieje!

Lipiec 2009r.

Opublikowano

Wiersz "frazowany pojedynczo". I taki "komplement" wielu na forum mogę powiedzieć. Z tego wynika pewna szorstkość. Jest wprawdzie ona okiełznana, ale silnie odczuwalna. Wtórność. Niezbyt interesująco. Finał musi być dobry, bo jest to nieposkromione stwierdzenie, które można rozpatrywać w formie banału, ale nie jeśli jest ono wydatkowane taką energią. A wierzę w nią w Twoim przypadku.

Ogółem. Więcej pracy, poszukiwań i starań.

Opublikowano

"Wiersz "frazowany pojedynczo". I taki "komplement" wielu na forum mogę powiedzieć. Z tego wynika pewna szorstkość. Jest wprawdzie ona okiełznana, ale silnie odczuwalna. Wtórność. Niezbyt interesująco. Finał musi być dobry, bo jest to nieposkromione stwierdzenie, które można rozpatrywać w formie banału, ale nie jeśli jest ono wydatkowane taką energią. A wierzę w nią w Twoim przypadku.

Ogółem. Więcej pracy, poszukiwań i starań."


Frazowany pojedyńczo, tzn chodzi o to że są rymy aabb?
Włożyłem w ten wiersz dużo pracy...po prostu mam taki styl (chociaż nie twierdze że to moja najlepsz próba literacka)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        A szkoda.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...