Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przytul mnie w podobny sposób
jak dłoń sfrustrowanego
przytula szklankę która opływa
ciepłem czerwieni

przytul żebym poczuła
jak boleśnie potrafisz się ze mną związać
po chwili puszczając
jakbym była za gorąca w dłoniach
dwóch mężczyzn

wszystkie części ciała mam
oddane tobie na miejscu
tylko nie szukaj ich więcej
u innych kobiet

potrzebuję jedynie szczerej czułości
nic więcej

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


myślę że puenta jest (jednak) zbyt oczywista jak na dość enigmatycznie rozerotyzowany i całkiem ciekawy tekst. pzdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




przytul żebym poczuła
jak boleśnie potrafisz się ze mną związać
po chwili puszczając
jakbym była za gorąca
w dłoniach mężczyzn


Druga zdecydowanie najlepsza w powyższej formie... Chciałam jeszcze poukładać resztę...ale nie mam pomysłu...

Pozdrawiam...
Opublikowano

Toby / Dzięki za opinię
Barbara Janas / Dzięki za czas przy układaniu
Bea.2u/ Dzięki za skromną przychylność

H.Lecter / Jesteś przemiły / dzięki za głos o przesunięcie niżej/ podpowiem Ci że tak samo jak Ty nie trawisz mojej estetyki tak samo i ja nie trawię Twojej / ale dzięki że wpadłeś i chcesz zrobić z takimi jak ja porządek / zostało jeszcze 11 minusów i spadnę niżej / może się uda / jeszcze jakby dział p i dział z coś poróżniało prócz nazwy to miałoby to sens a tak głosy pozostaną tylko głosami pana Lectera i być może kogoś innego bo przecież dział Z to dział który wymaga i bez względu na to czy ktoś powinien być w warsztacie najpierw to i tak jedzie po bandach bo dział Z wymaga / uszanowanie / t/ wypowiadałem się kiedyś że powinien być tylko jeden dział o nazwie poezja i jeden kosz na banalne wiersze wtedy nie byłoby tej bezsensownej zabawy i poczucia wyższości /

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...