Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'choroba' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 23 wyników

  1. Kolejny raz drzwi windy rozwarły się na boki, za nimi ukazał się oświetlony lampami o mlecznym szkle, korytarz klatki schodowej. Całkiem dobrze utrzymanej i zadbanej jak na dzielnicę w której znajdował się ten konkretny wieżowiec. Trochę doniczkowej zieleni, kilka rowerów i jeden wózek dziecięcy na zimnej posadzce kładzionej na wzór dwukolorowej szachownicy. Wąskie a szerokie okienka nie wpuszczające zbyt wiele ożywczego, naturalnego światła. Szyby ich były zakurzone i przymulone od papierosowego dymu, palących na klatce chłopców. Nie było ich stać na picie i zabawę w pobliskim barze. Dlatego oblegali, sklep z alkoholem, który zajmował niewielki budynek naprzeciw wieżowca. Pielgrzymowali tam od wczesnego rana do późnego wieczora. Właścicielka kończyła pracę ledwie godzinę przed północą, Więc mieli aż nazbyt wiele czasu by oddać się ochoczo w alkoholowe odmęty zapomnienia. Choć zawsze jeździłem windą, mimo tego że przerażało mnie to i to nie z powodu lęku o stan techniczny urządzenia czy klaustrofobicznych przestrzeni a po prostu częstej jazdy w towarzystwie wielu osób, których niby znałem jako sąsiadów, ale nigdy nie potrzebowałem spotykać na swej drodze samotnika i wyrzutka. Nie potrafiłem nawiązywać choć przelotnych, pełnych podstawowych grzeczności kontaktów. Kogo to mogło obchodzić jak minął mi dzień, lub dokąd lub skąd idę. Dzień dobry. Żaden dzień mojego życia taki nie jest. Dobranoc. Bezsenna, pełna bolesnych retrospekcji, rozmowy z sennymi koszmarami, które wychodzą z głowy i patrzą na zamęczone ciało, unieruchomione w pościeli. Oczy szeroko zamknięte. Na realne potrzeby. Na znalezienie wyjścia z labiryntu. Staram się zawsze uciec w kąt. Choć w windzie jest to dosłownie niemożliwe. Wszyscy zaszczycają mnie swym wzrokiem. Nie potrafię odpowiedzieć tym samym. Pocę się i duszę wręcz próbując nie odwzajemniać zainteresowania. Lecz gdzie mogę skoncentrować uwagę. Na lustrze? Po to by patrzeć na siebie i nie poznawać się. W domu nie mam luster. Nie mam ochoty patrzeć na postęp choroby i nieodwracalnych skutków alienacji. Ale ludzie chcą widzieć i przyciąga ich to. A ja nie chcę tłumaczyć, dlaczego wybrałem tak jak wybrałem. Przecież nie będę też udawał, że czytam regulamin dźwigu. Ja człowiek z poza kanonu, charakterystyki, regulaminów i zasad społecznych. Zakazy mnie denerwują. Uważam, że nie powinniśmy zakazywać niczego co nie godzi w bezpieczeństwo publiczne i niezależność jednostki. Człowiek żyję po to by żyć a nie wegetować w klatce zakazów i nakazów, wyimaginowanych rządów i bóstw. Dlatego najczęściej po prostu patrzę w czerwone cyfry na panelu. Jak wędrują piętra w górę i w dół. Sinusoida życia. Reakcji i stadiów. Burzy i letargu. Mania stworzenia i lęk destrukcji. Umysłu poety. Czekam na swoje piętro. Wciśnięty w opiekuńczą ciepłotę ciał stada. To nie mój gatunek. Nie moje stado. Gdyby tylko wiedzieli kogo próbują chronić. Gdyby tylko znaleźli się ze mną za drzwiami mego mieszkania. Wtedy czar o dobrym lecz dziwnym sąsiedzie prysł by w jednej chwili. Odkryliby wiersze i pamiętniki. Luźne zapiski. A co najważniejsze, tajemnicę, która jest zbyt straszna. Nawet dla mnie. Na panelu wyświetliła się cyfra pięć. Jeden ze starszych sąsiadów pożegnał się z nami i wysiadł utykając lekko na prawą nogę. Cyfra siedem. dwie młode siostry, wysiadły życząc nam miłego dnia. Zarzuciły plecaki na ramiona i ruszyły pędem ku mieszkaniu spiesząc na spóźniony obiad. Cyfra dziewięć. Sąsiadka w średnim wieku chwyciła siatki z zakupami i szybko opuściła kabinę. Zawsze była wredna, wścibska i niemiła. Zostaliśmy tylko we dwóch. Ja i biedny studenciak z mieszkania naprzeciw. Chodził do szkoły muzycznej i śpiewał. zawsze z gitarą w futerale. Ubrany w znoszone buty, cerowane spodnie i płaszcz w tak tragicznym stanie jak gdyby okradł z niego bezdomnego. Czasami pukał do mnie po jakieś drobne lub kilka kromek chleba. Grał i śpiewał pięknie. Miał talent ale co ważniejsze jego cierpienie miało widać głęboki sens a dusza miała już dość. Pisał własne piosenki. Tylko tak mógł choć na moment usidlić swe demony. Był jedynym godnym, bym kiedyś mógł pokazać mu swoje teksty. Lubiłem go. Kocham inność. Piętro dziesiąte. Ostatnie. Wysiadamy. On z futerałem ja z rękoma w kieszeniach. Nie za dobrze pan dziś wygląda. Ta depresja pana wykończy. Zdobyłem się na lekki uśmiech. Czułbym się lepiej będąc martwy. Wiem, że Ty to rozumiesz. Jego mina mówiła tylko prawdę. Pożegnaliśmy się pomiędzy swoimi mieszkaniami i zakluczyliśmy szybko drzwi po wejściu. Wszedłem przez ciemny przedpokój do salonu i zapaliłem światło. Dobry wieczór kochanie. Jestem już tylko z Tobą i dla Ciebie. Najpierw zaparzę kawę a potem opowiem Ci cały mój dzień. Tylko ona była moim szczęściem i życiem. Jedynym powodem ku temu by nie wyskoczyć oknem wprost na zaparkowane na parkingu auta. Była tylko moja. Łączyło nas wszystko a dzieliła jedynie odległość. Cały salon był w jej fotografiach. Były ich setki a może tysiące. Ściany i sufit były nimi wyklejone szafka i biurko również. Ich stosy były na kanapie i parapecie. Dziesiątki stały w oprawach. Najpiękniejsze z nich były święte. Ozdobione kwiatami i podświetlone świecami. Każdy wiersz powstawał dla niej. Czekałem, zawsze tylko na jej wiadomość. Na jej anielską urodę, głos i ruch. Poprzysiągłem sobie że szybciej oszaleję niż ją stracę. Cóż oszalałem z miłości. Nie, nie miłości. Brzydzę się miłością. Oszalałem z uwielbienia do jedynej kobiety, której nie dane mi będzie nigdy mieć. I tym jest dla mnie dobry wieczór. Bo każda chwila z nią jest jak dzień w raju. Muzyka, poezja, natchnienie i jej fotografia na poduszce. Patrząca na mnie tak jak może patrzeć tylko anioł. https://youtu.be/G23iLGhh9lo?si=HC4mEvAuPSpaDfq4
  2. Noc Nie zamknąłem drzwi Nie odłożyłem klucza Szarpie zamknięte drzwi Macam metalowy klucz Musiałem Czuję ból w głowie Rak Śmierć Ból ustaje Chwilowa ulga Nadchodzące lata Smutek mamy Zawód bliskich Myśli odchodzą W końcu zasypiam Dziękuję
  3. Tak to ten wieczór i zaczynam drgać, stojąc na dywanie upadam na twarz , kiedy piszczy w uszach, paraliż łapie mnie, epilepsja nadchodzi , bardzo czuję się źle. I znów nadchodzi aura i to wydarzy się, złowieszcza padaczka niszczy całe dnie, ból głowy i drgania wciąż nieznośne są, moja kochana Maria przytula, mą obolałą dłoń. Tak bardzo sie boję, być w centrum miasta sam, bo i tam mogę, na chodniku drgać, czy obcy uratuje, czy może raczej nie, moje cudowne życie, już zakończyło się. Niegdyś uszkodzona ręka chciała na pianinie grać , a dzisiaj rozedrgana ,czeka aż atak minie , Niepełnosprawność to taka przeszkoda , i mało pomaga lekarska diagnoza , doceniaj swoje zdrowie jeśli je wciąż masz , mogę o nim marzyć bo tak mi go brak.
  4. Oddychaliśmy niegdyś ,tym samym powietrzem . Wciąż w te same miejsca, idąc za życiem lepszym. Lekarz i apteka , codzienność twoja babciu. By dostać choć gram ,zdrowia z chorobą w starciu. Chcieliśmy tylko zdrowia, bo ono najważniejsze. Wciąż bitwę prowadząc, o swe bijące serce. I też walczę o zdrowie, jak niegdyś ty walczyłaś. Dzisiaj ze łzą w oku, babciu cię wspominam. Teraz ciebie niema, leków brać nie musisz. Przyszła kolej na mnie, by ból w sercu dusić . Wspominam cie babciu, tabletki na stole. I tę naszą ,tęsknotę za absolutnym zdrowiem. Nie ważne co się psuje, w organizmie naszym . To straszne przeżycie ,gdy lekarz wciąż straszy. Pamiętam nie jedno, dziękowałaś zawsze . Mówiłaś przyjedź, Aruś a pomożesz babci .
  5. Pigułka gwałtu zbiorowego Idzie mą mądrości szczepom Idzie, idzie i mną gardzi Urok piękna mądrość traci I ja proszków już nie biorę W kwiatów ból mądrości orze "Oczne szaleństwo" Artysta nieznany Źródło: https://blue-s.pl/item.php?id=1923
  6. Poznałem kiedyś człowieka, walczył on wówczas z alkoholem. Długo utrzymywał się remis, aż nagle wódka zyskała przewagę. Nieraz upadł i wiarę w siebie tracił, gotów był już porzucić nadzieje. Coś jednak w jego głowie się tliło, inteligencji swej przecież nie stracił. Nie przegrany był tylko chory, uzależnienie da się przecież leczyć. Łatwa ta droga zapewne nie była, ale jedyna i to wreszcie zrozumiał. Podsumował wtedy swoje myśli, sięgnął po pomoc i nakreślił plan. Obecnie bez picia się dzielnie trzyma, nieco odmieniony co wyraźnie widać. Jak długo wytrwa tego sam nie wie, nie chce się poddać i za to mu chwała.
  7. Wiązanka z nagła rwanych oddechów A w gardło jakby wbito metronom Wściekle pulsuje ostinatowo Kiedyś jej nawet w szaleńczym biegu Nie brakło celu, a teraz słono Przyjdzie zapłacić (choćby zza grobu) To kwestia czasu, która zaledwie Jest odroczona o kilka rzężeń Spróbuje więzić je szczelniej w sobie Aż jej opłucna lub płuco pęknie… Łyżeczka dziegciu z korzeniem żeń-szeń Wyszła naprzeciw nowej chorobie
  8. Nie jestem codziennie zrozpaczony, Ale często czuję się zmęczony. Moja egzystencja mnie przytłacza, Nawet w dobre dni coś mi dokucza. Nie radzę sobie już z własnym życiem. I chociaż na scenie jestem księciem, Czuję uginające się nogi... Jednak ignoruję ciała skargi. Nie sądzę, by kiedyś było lepiej. Wyzbyłem się tej nadziei głupiej. Może będzie jeszcze gorzej, ale Dalej będę się uśmiechać czule.
  9. Chciałbym, by moje halucynacje dotykowe me usta musnęły, stworzyły z policzkami relacje i po włosach lekko przejechały. Czemu drążą jak ślepe robaki pod skórą zakrwawione tunele? Wolałbym czuć płomienne dotyki pięknej kobiety na moim czole. Poprosiłbym me halucynacje wzrokowe aby mi pokazały nowe świata kolory i gracje, aby same uśmiechy stwarzały. Mam dosyć ciemnych ludzi patrzących na mnie jak na jakiegoś dzikusa. Mam dosyć fleszy oślepiających i walających się płatów mięsa. Zapytałbym me halucynacje słuchowe czy już znają nowiny o sporze dwóch farmerów o racje. Lubiłbym być przez nie pochwalony. Nie chcę słuchać szeptów nieznajomych. Nie potrzebuję stukotu kroków, twoich komentarzy nieuprzejmych i innych, głośnych, obcych mi dźwięków. Oddałbym wszystkie pieniądze świata, aby kiedyś moja schizofrenia nie była brutalnia i ciernista, ale piękna i pełna kochania.
  10. W czas zimy i plagi wołam zasmarkany, Leżąc pod pierzyną: o, szlachetne tchnienie, O twojej wysokiej wartości i cenie Dowie się jedynie, kto nos ma zatkany. Pod kołdrą pół doby, a wciąż niewyspany, Co oko przymruży, budzi go rzężenie. Nos cierpi wirusa i mści się na tlenie - Na wstęp nie pozwala, choć po to jest dany. W ciele otoczonym chusteczek cetnarem Ma dusza bezsilną frustracją wstrząsana Bulgocze głęboko pod śluzu nadmiarem. Choć życie nam dane bezsprzecznie jest darem I choć nie wypada, to żal mam do Pana, Że w planie swym skrzywdził człowieka katarem.
  11. Znów nadeszły gorsze dni, dosyć uśmiechu, dosyć głupstw, prawdziwy ja myje nową twarz do nowej gry. W ciemnościach mojego pokoju, gdzie prawda pozostaje prawdą. W bieli dzisiejszego świata, gdzie kłamstwo rani pod osłoną rzekomej prawdy. Wstaję, siadam, słucham. Oczy zaczerwienione od niegasnącego ekranu telefonu. Słucham, siadam, wstaję. Wyobrażam sobie jakie kwiaty przyniesie mi ten dzień. Tracę rozum. Chorym się staję. Kaszlę kłamstwem, a piszę prawdę. Martwią mnie tajemnice przekazywane podczas zmierzchu, po czym sam w mroku wymyślam kolejne tajemnice. Kim jestem? Gdzie jestem? Kim jestem? Gdzie jestem?
  12. Jem Pochłaniam Pożeram Jak zwierzę którym jestem, więc jak się za to winić Jak? Prędko, gdy kątem oka ujrzę odbicie w szybie pustego pokoju Gdy uchylę oczy a moje palce wbiją we mnie wzrok Soczyste, tłuste, aż ociekają na kartkę jak moje łzy Gdy już sił brak a ból nie ustał
  13. Zapukał jak za dawnych lat Nie pytał czy serce bije w takt Rak to mego ciała znak Skarbie ja w mogile Nie zapomnij mnie od tak
  14. Depresja nie jest twoją przyjaciółką jest pasożytem pożera cię od środka i coraz częściej pobyt w ciemnym pokoju to jedyne czego chcesz jesteś jej ofiarą i nie widzisz już światła przywykłeś do strachu bo lęki nie dają ci spokoju zamykasz się w sobie otaczasz skorupą, z której nie sposób się wydostać juz nie boisz się śmierci, ale tego, że zranisz bliskich wiesz, że oni cię potrzebują, bo zawsze byłaś ich wsparciem przyjmowałaś na siebie ciosy, żeby ochronić innych, gdy ciebie zabraknie już nie będą mieli żadnej tarczy chciałabyś usłyszeć słowa ,, w porządku jeśli chcesz odejść, zajmę się wszystkim, nie zmuszaj się do tego,żeby zostać" to dałoby ci ukojenie, ale oni za bardzo cię kochają, żeby to wypowiedzieć walczysz z tym potworem jak z dzikim zwierzęciem, chociaż wiesz, że nie wygrasz on ma szpony i kły, a ty nie masz już nic
  15. -Głowa Panią boli? -Oj tak, pobolewa... -Lekarstwa przepisać? -Proszę... Jeśli jest taka potrzeba... -Usta otworzyć, teraz powtarzać: -Aaa... Eeee -Ewidentnie w gardle nic Panią nie bierze! -Ale przecież strzeżonego Pan Bóg strzeże. -Ucho pokazać, oj niezbyt czyste... -A do sprawdzenia zdrowia potrzebne jest przejrzyste? -Wszystko w porządku, nie ma powodu do zmartwień... -Więc twierdzi Pani, że mam skłonności do umartwień?! -Teraz głęboko wdech, wydech... Powoli. -Mogę przysiądz, iż lewe płuco bardzo mnie boli... -Proszę mi uwierzyć, to nic innego jak ból urojony! -Ale internet mówi, że to tasiemiec uzbrojony... -Gdzie konkretnie w brzuchu Panią uciska? -O tu! Schyli się Pani, wiem, że jestem niska... -Proszę nie płakać, przecież nic się nie dzieje... -Jak wiem, że to nowotwór we mnie się sieje! -Proszę sobie usiąść, postawię diagnozę... -Znajoma mówi, że mam śmiertelną lordozę! -Proszę się uspokoić, lordozy nie ma, to widzę wyraźnie! -Mam nadzieję, że to także nie jest zakaźne! -Przepraszam Pani doktor, ta cisza mnie wykończy... -Będzie jedyną rzeczą, która Pani życie skończy... -Co to ma znaczyć?! Jest u mnie choroba nie do wykrycia?! -Ma Pani po prostu zwykłe objawy codziennego życia...
  16. Zamiast miłości czuje mdłości Smutek wstąpił w moje wnętrze Żegnając wcześniej szczęście Uśmiech zamieniłam na Dziwny grymas ,, Dziękuję" zamieniłam na Ten okropny wyraz Nie podchodź bo cię nim powitam Tak tylko ostrzegam Mimo wszystko nie chce zeby Stała ci się krzywda Okazało sie, że również mnie Dopadła ta okropna grypa Zaraza wrogości i nienawisci Każdemu już dokucza
  17. Rana ból trawi nocą ulga nie nadchodzi przyjdzie szaleństwo Brak dygoty serca brak powietrza - panika poleż spokojnie Lęk niesamowity rozrywa całe ciało umysł przyćmiony J. A. * Z podziękowaniem dla Wiesława
  18. Słodko Bezboleśnie Zakochany On w Tobie Gorzko Nazbyt wcześnie Jej oddany Chorobie Lekko Bezcieleśnie Zamykany Był w sobie Ciężko Bezlitośnie Pochowany Jest w grobie
  19. dziś jestem skrawkiem jasnego błękitu co widzi fale w korycie wzburzone srebrzystym błyskiem wodnistej powierzchni wirują faliście rzeką utwierdzone dziś jestem słońcem żarem, mocą płonę promieniem sięgam źdźbła wilgotnej trawy półkula ziemska na zachód popłynie spokojnie zasypiam, z sercem bez obawy. dziś będę wiatrem pieścił długie włosy kochanki pukle rozwiewał w listowiu między drzewostan akacji i wierzby pomieszam, zarzucę cienie ukwiecone bo nad wszystko przy mnie zostały marzenia ponad ciało kruche unoszę pragnienia wyobraźnią leczę, chęci tłumię wzrokiem naprzemiennie liczę, schodzę w nurt istnienia 16.04.2018
  20. Głowa dymi, mózg paruje, teraz właśnie tu świrujesz, natłok słowotoku myśli płynie. Oczy błędnym wzrokiem patrzą, twarz wykrzywiasz miną straszną, wkoło siebie widzisz wrogów dzieci, żona. Język w gębie swej wykrzywiasz, słowem obelżywym rzygasz, bo chcesz wszystkim bardzo dopiec tak na wskroś. Chodzisz, biegasz, podskakujesz, ty naprawdę tu wariujesz, a tym samym myślisz, żeś najcudowniejszy gość. Przyjechali, powiązali, dwa zastrzyki w żyłę dali oraz coś do gardła też, leżysz, patrzysz tak spokojny, że nie ty. Takie dziwne twe schorzenie, że się z tobą nie zamienię dwa bieguny w głowie szumią, ty pośrodku miotasz się.
  21. Przyszła baba do apteki, bo chce kupić świeże leki stare jej się już skończyły, a choroba trwa wymachuje farmaceucie energicznie dłonią, "proszę maść na biedro, co sportowcy gonią". ( z życia wzięte)
  22. Firletka smutna chodzi od rana: Jestem rozbita i poszarpana, boli mnie głowa, pałają lica, coś mi dolega, może bukwica? Trudno powiedzieć co to być może, idź do lekarza, radził ostrożeń, gdy ją zaniedbasz, gdy się zadawni, może się z tego zrodzić brodawnik. Poszła, choć miała głowy zawroty, a lekarz pobrał krew i sto złotych. Miał ją wyleczyć, bez żadnej łaski, lecz to był zwykły krwiściąg lekarski.
  23. Szpital Czuje w płucach ból Nie pomogli lekarze Biblia odłożona na stół Puste korytarze Z nieba spływa mrok Wszystko staje się dziwne W kaplicy siada prorok Przymyka swe oczy piwne Słychać ich każdy krok Tych, którzy odchodzą Schody w górę zamiast w dół Lub wzrokiem po salach wodzą Uparta wytężam słuch Może ktoś się odezwie Znuży go ciągły ruch Opowie jak to jest gasnąć we śnie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...