Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Natuskaa

Mecenasi
  • Postów

    2 414
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Natuskaa

  1. Hmm.. dwa lub trzy dni temu jeden klucz przeleciał mi nad głową, głośny był i liczebny, zmierzał na wschód. Chyba wiosna się zbliża. Pozdrawiam :)
  2. Ja bym z tą szarością nie przesadzała. Dziś sypał śnieg i przez część dnia przeleżał, a w pracy mam takie wielkie okno i mogłam zapuszczać żurawia na to piękno. Mam nadzieję, że Ty też znalazłaś coś poza szarzyzną :)
  3. Uśmiech pająka... cuda dziś u Ciebie :) Pozdrawiam
  4. Ładnie przywitany dzień :) Pozdrawiam.
  5. Dziękuję za opinię i pozdrawiam :)
  6. Musi być albo bardzo silny wiatr, albo bardzo zmienny. Podoba mi się Twój wiersz. Pozdrawiam :)
  7. Trudno jest wymyślić nową miłość, kiedy w głowie przechowuje się wspomnienie setek obejrzanych filmów, przeczytanych książek, zasłyszanych opowieści, nuconych piosenek, tysiące intensywnych snów. Trudno jest nazwać i w coś ubrać wiadomą wiązkę energii, tak by była w stanie się rozwijać, gdzieś tam kiedyś ewoluować, ale też i odkrywać swoje przeznaczenie. Odbieram zaproszenie, które nie dość, że jest zdobione, to ma jeszcze taki wymyślny mechanizm, że jeśli tu naciskam, to tam wyskakuje, więc znowu naciskam, bo wyskakuje, wyskakuje, bo naciskam, naciskam bo wyskakuje i znów i znów... No ale, jak tu nie naciskać, skoro wyskakuje. Wygląda na to, że zapisałam sobie tę ścieżkę w ważnym miejscu, bo tak łatwo działa; wyskakuje, żebym naciskała, a jeśli nie nacisnę to będzie wyskakiwać w pętli tak długo, aż nacisnę. Nie wiem co mam o tym myśleć. Na wszelki wypadek staram się nie myśleć. Ale jeszcze trudniej jest kiedy się odkrywa, że te wszystkie, znane już człowiekowi puzzle o miłości, które mają skończoną liczbę elementów, dajmy na to pięć tysięcy osiemset... że one, takie niepowtarzalne jako pojedyncze doświadczenia, takie dopasowane do reszty, ale i wpasowane w obręb zajmowanego terenu... że one, nie zawsze będące ideałami i nie zawsze stanowiące niebo albo trawę, bo i zdarza im się być jakiś nosem, albo kolanem, albo kurem na dachu... i że one, póki człowiek bawi się na ziemi w życie, one - liczące pięć tysięcy osiemset sztuk, jednak nie są dziełem skończonym, mimo że zdają się za takowe uchodzić. Przychodząc staram się „być” najostrożniej jak umiem. Jest niezwykle przytulnie, warunki są zapewnione, mogę poddać się zjawisku. Hibernuję więc, jak kropla umieszczona w kokonie z grawitacji, rozpuszczająca się w przestrzeni wyobraźni. Pielęgnowana, mieszając się z powietrzem, zagęszczając je na tyle, żeby się schować w reakcji łańcuchowej, bo tam nie ma grawitacji. Tam nie ma mnie dla nikogo. Nie pukać, nie mówić, nie mówić raz jeszcze, nie odzywać się, niech jest jak jest, bo jak „jest” jest odpowiednio. Ale najtrudniej jest, kiedy coś, co wcześniej majaczyło sobie niewyraźnie gdzieś po kątach, staje się faktem. Wtedy świat się rozszerza, bo oto znalazł nowe oblicze miłości, nowy motyw, błagający o przestrzeń. Trzeba mu zrobić miejsce. To pięć tysięcy osiemset pierwszy element w układance. Najmłodszy, ale tak samo ważny, jak wszystkie dotychczasowe, a na tę chwilę to nawet najważniejszy. Być może jest to tylko kolejny z puzzli, a może to ostatni. Przecież nie wiadomo od kiedy zaczęło się liczenie elementów i do kiedy będzie trwało. Czy gdzieś jest kres rozszerzalności układanki? Czy taki w ogóle istnieje? A jeśli tak, to co się stanie po dotarciu do niego?
  8. Takiego wierszyka potrzebowałam po poprzednim przeczytanym. Ślicznie :) Pozdrawiam
  9. Pająk widać przeczuwał, że nie jest tam mile widziany... Pozdrawiam :)
  10. To jest nas trójka :) Pozdrawiam
  11. Każdy widocznie ma inaczej. Ja zwykle szepczę w myślach "dzień dobry nowy, piękny dniu" :) Pozdrawiam.
  12. ile jest twarzy tyle zachcianek wysuwa się na pierwszy plan jeden lubi rybki drugi akwarium trzeci z wędką rozkłada kram :) Każdy sposób jest dobry, jeśli prowadzi do celu :) Dziękuję i pozdrawiam.
  13. To mi wygląda na linię, co prawda biegnącą ku nieskończoności, ale jednak przerywaną. Przerywaną na tak długich odległościach, że zostają z niej tylko kropki. Kropki biegnące ku nieskończoności. ale jednak. Zastanawiające. Pozdrawiam :)
  14. czy można minąć danie pierwsze we własnym domu zapewne tak tam można jadać znacznie częściej schaba z kapustą czy co tam masz a jeśli nastrój jest minorowy nie ma co sobie zawracać głowy ni makaronem ni pyrą ni widelcem ale zapytać czego chce serce Dziękuję za wierszowany komentarz i pozdrawiam :)
  15. śnieżnobiały rozkłada obrus przyglądam się temu uważnie mam tylko to czego używam teraz właśnie używam oczu obserwuje każdy jego ruch raz przywołuje raz poucza jak trzeba rozkładać talerze żeby spełniały swoją funkcję następnie dokłada serwetki bo te od zawsze się przydają kiedy za wolno lub za szybko za miękko za kleiście... za za niebywałe jakie to proste noże na płask się wylegują nawet będąc blisko łyżeczki i naraz powstaje porządek do niego dołącza ta pora która w wazie pełnej rosołu a szczelnie przykrytej dekielkiem zmaga się ze zniecierpliwieniem żeby nie wystygnąć żeby tylko zdążyć żeby dać się unieść w wonnym aromacie
  16. Jaki "egzotyczny" komentarz. Jest czerwony i niebieski... a te uśmiechy to żółty czy różowy? :))) Dziękuję za pochylenie się nad tekstem. Pozdrawiam. No tak, czasami trudno jest wybrać jedną, bo i tam jest trochę podobnego... i jeszcze tam :))) Dziękuję za przemiły komentarz. Pozdrawiam. Mądrości przodków nie wolno lekceważyć. Jednak świat się zmienił i teraz często jest tak, że ktoś siedzi w domu ale otwiera sobie okno przeglądarki i już go nie ma, bo zwiedza na przykład Himalaje i to też może być krzakoptak :))) Dziękuję ślicznie i pozdrawiam.
  17. Dwa a właściwie już prawie trzy lata temu, na wejściu do szkoły średniej (zawód elektryk, energetyk) wymagano badań lekarskich. No i daltonizm oznaczał skreślenie z możliwości nauki na tych kierunkach. A co do drukarza - na maszynę jednokolorową, gdzie powstaje druk czarno na białym to i owszem. Jednak na maszyny zajmujące się drukiem kolorowym... no nie wiem. Anegdota zastanawiająca... hmm, nie ma jak sprawdzić. Jeśli rzeczywiście to potrafił to może to była intuicja, a może miał jakiś sposób. Miłego wieczoru życzę :)
  18. ludzie są jak te ptaki jedni rodzą się nielotem drudzy szybują jak orzeł trzeci będą szczęśliwi jako zwyczajny wróbel bywają szarzy kolorowi albo wytargani wojnami z pierza poobdzierani z pogubionymi lotkami i bez dobrej sterowności podrzucani do gniazd gonieni przez drapieżniki płochliwi lub zadziorni niektórzy żyjący błękitem inni tylko jadłem i piciem a ty jakim się pierzastym stajesz gdy słońce wschodzi w różu żółci pomarańczu jaki pragniesz przedłużyć swój tutaj ptasi gatunek śpiewając o tym od rana
  19. No to niektóre zawody odpadają, na przykład drukarz, elektryk :) Pozdrawiam
  20. Natuskaa

    Zimne ognie

    Część o "ojcu" który się przewrócił najbardziej mnie "złapała" w tekście. To bardzo ważny moment. Dzieciom często wydaje się, że dorośli są niezniszczalni, wieczni i nietykalni, ale przychodzi chwila w której dowiadują się, że tak nie jest. Podejrzewam, że każdy człowiek ma tę chwilę z dzieciństwa głęboko zapisaną, choć niekoniecznie jest w niej ojciec. Przypomniałeś mi ten dziwny sposób z "zimnymi ogniami" na choince. U mnie też tak robiono. Opowiadanie bardzo mi się podoba. Jest szczegółowe, a w rolę dziecka wszedłeś znakomicie (w jego przemyślenia i spostrzeżenia). Pozdrawiam :)
  21. Kwiat wielobarwny, na którego całość składa się wszystko po trochu. Pozdrawiam :)
  22. No tak, to zastanawiające. Jeśliby zabrać do ręki jakąkolwiek książkę - jest w niej mieszanka "sposobu funkcjonowania" postaci obu płci. Pytanie. Jak mężczyzna (autor) może wypisywać to i tamto o kobietach, albo nawet stawiać się w roli i umyśle kobiety i na odwrót oczywiście, bo jeśli to byłaby autorka nie autor i pojawiłaby się postać męska, to jak ta kobieta może napisać cokolwiek o tym co się dzieje w umyśle mężczyzny, o tym co mógłby powiedzieć albo poczuć? Gdyby tak podejść do sprawy, to właściwie nikt nie powinien pisać książek (poza biografią własną). A jednak książki powstają i niektórzy (autorzy/autorki) są bardzo dobrzy w tym rozkminianiu wnętrz postaci obu płci, choć zwykle jednak płeć przeciwna (w ich postaciach) wychodzi im słabiej. Ostatnio nawet śmiałam się, że książki powinno się chyba pisać w dwójkę :)) Dziękuję i pozdrawiam.
  23. Lubię pisać monologi, ale ich samodzielny żywot jest mało prawdopodobny. Jeśli ktoś wcześniej używał jakiś "narzędzi", które mu pozwalały o siebie zadbać, a później ich nie ma, to choćby nie wiem jak się wysilał pewne jego potrzeby nie będą już zauważone przede wszystkim przez niego samego. Dziękuję i pozdrawiam :)
  24. Ok, znaczy się chodzi o to, że w poniedziałek trzeba iść do pracy. A więc miłość bliźniego jest możliwa przy braku aspiracji, a w życiu z bliźnim nie ma miejsca na miłość bliźniego, bo te aspiracje się pojawiają. To chyba głębszy temat, zależny od wielu czynników, gdzie pierwszym jest nierówny podział zysków (nieadekwatny). Miłego wieczoru :)
  25. - Nie trzeba zeskrobywać tynku ze ściany – Heniek skrzywił się znacznie, na samą myśl o tym jakie to musiałoby być nieprzyjemne – już lepiej ją zaszpachlować, odświeżyć i zamalować. - O czym ty pleciesz? Masz pomysły jak archeolog na myśl o starej kamienicy, a to nie jest kamienica, to zwyczajna wiejska chałupa, do tego kryta strzechą. Słońce stało w zenicie, żar okrutny osadzał się kroplami potu na czołach obu mężczyzn. Tam - zaledwie kilkaset metrów dalej, staliby w cieniu rozłożystych dębów, ale nie było czasu na zmianę stanowiska, przecież obaj się spieszyli, a może po prostu chcieli uniknąć dłuższej rozmowy lub chociażby skrócić ją do minimum. - To i z dymem puścić łatwo, bo komu tego szkodować? A przecież zawsze znajdzie się ktoś kto poratuje, pomoże, nauczy. Może za kilka lat się ustatkujesz, żona, dzieci, jakaś praca... - Heniek, ty to jesteś optymista, lubię cię i nie każ mi zmieniać zdania na swój temat Gadam? Ano gadam, taką już mam naturę, ostrzegam – ciągnął Paweł - niechby tam nikt nie wchodził, bo nędza. Świata nie zmienimy, siebie ino możemy. Tu, na odchodne podał dłoń koledze i z nieskrywanym zadowoleniem poszedł w swoją stronę. Zapewne na cmentarz, bo i kierunek się zgadzał i jego nastrój, jak zwykle pełen garnek goryczy nagotował więc z nim idzie. Paweł nigdy nie pogodził się ze śmiercią Zośki, miłował ją jak nikogo na świecie. Ale ona umarła i od tego czasu z każdym problemem szedł na jej grób, żeby w wielkim monologu przedstawić swój plan. Ludzie widzieli, że czasami stał tam nieruchomo całymi godzinami, jakby oczekiwał jakieś odpowiedzi, może nawet ją otrzymywał, bo po takich wizytach podejmował niezwykle trafne decyzje. Ola za to oczy miała żywe, zagmatwane co prawda w pastelowych barwach. Na niebo spoglądała, gładziła trawy, układała świat w nowe obrazy. Kiedy pytał skąd taki pomysł, zazwyczaj mu odpowiadała, że kolory się nie dogadują z tonem jego głosu, że chciałaby go choć odrobinę zaczarować, bo tak twardo chodzi po ziemi, że kwiaty zaczynają spoglądać w dół szukając swojej w tym tętencie winy. Co ona widzi w Pawle? A co może widzieć człowiek zakochany, który ściągnął okulary i próbuje czytać najmniejszą z czcionek, bo własne potrzeby? A kiedy tylko zaspokoi ich krztę, jest pewien, że znalazł drogę do raju. Heniek od dawna podejrzewał, że Paweł żyje w dwóch światach. Co zasadza w nim Ola, to zjada nieobecna ciałem, a żyjąca w Pawle wspomnieniem Zośka. Niby taki porządny związek, układni ludzie, bez kłótni i oszustw... tylko po co ten cmentarz? Zamyślenie prowadziło Heńka po kolei, przez wszystkie stagnacje, co to się wdarły do wsi. Idąc wyliczał więc: jednym przypada kamień przy płocie, drugim wieczne zdrowaśki, trzecim rozlatująca się obora i kury na jabłonce. Każdego dnia od nowa, ten sam widok trzeba oglądać, ale do kroćset nie można zmarłych i żywych trzymać w jednym pomieszczeniu! To niezdrowe, zaraza się porobi! Jedna kobieta odeszła w zaświaty, a ten drugą sam wygania, wszystkich po wsi nastawia, żeby mu pomagali. Chociaż... a może ta Ola lubi być powietrzem, przecież maluje siebie ciągle w zieleniach stojąc nad sztalugą. Dobrali się jak Stach do wina i razem też się obalają. W głowach im wiruje kiedy w trójkę, bo i Paweł i Zocha i Ola... a może tej Oli nawet nie ma, tak jak Zochy. Zostaje więc tylko Paweł. Paweł i jego powietrze zatęchłe, jego chata kryta strzechą, a jednak murowana, ta o którą zabiega i którą zaniedbał. A mówi, że sam siebie zmienia na lepsze. A niech to... co za smętna nuta.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...