-
Postów
847 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Simon Tracy
-
Ryzyko pełni
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Moje również zaraz obok koni -
Ryzyko pełni
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Wilk odchodzi z wielu przyczyn. Musi być samotny. Tak naprawdę to on jest wierny, romantyczny i prawdziwy. To nie bestia była mrokiem. Mrokiem było to, co próbowało nią nie być. Można to podsumować w ten sposób. Nie przekleństwo mnie zmieniło. Przekleństwem było to, kim byłem wcześniej. -
Ryzyko pełni
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka W konflikcie pomiędzy wampirami a wilkołakami trzymam z tymi drugimi :) -
Ryzyko pełni
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Zależało mi by było trochę baśniowo i gotycko. I tym razem nie ma żadnych ofiar jak to u mnie zwykle :) to jest chyba definicja mojego wiersza miłosnego -
[Wędrówka księżyca...]
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey U mnie w wierszu dziś też księżycowo w pełni :) -
Twoje myśli utonęły chyba w toni tego jeziora. Zapatrzyłeś się i zamyśliłeś tak głęboko. Spójrz chociaż na chwilę w stronę ognia. Na mnie i chłoń tak moją miłość. Wróciłem z dalekiej sensualnej podróży. Zapomniałem, że nie jestem już sam. Nie teraz i nie tutaj. Przepraszam, mówiłaś coś? Zupełnie odpłynąłem. Tu jest zbyt pięknie. Zbyt idealnie, nawet jak na najwspanialszą randkę. Sosnowe ognisko płonęło z cichym sykiem pomiędzy naszymi ciałami. Nadal nie mogłem dać wiary, że odważyłem się błagać ją wręcz o to wyjście A ona zgodziła się od razu, choć przecież byłem cieniem. Odpadem na końcu jej listy miłosnej. Bestii udało się uwieść piękność. Ale to piękno miało władztwo. Prowadziło bestię na smyczy i łańcuchu. Popatrzyłem w ogień. Furię ujarzmionego ogniska a potem uniosłem wzrok wyżej w jej szare, niesamowicie jasne i duże oczy. I tam były płomyki. Nie furii a uczucia delikatności. Byłem ślepcem. I teraz wydawało mi się to zupełną niedorzecznością. Przecież z początku nie widziałem jej albo nie chciałem widzieć. Zaślepiony zupełnym przeciwieństwem siebie i akceptujący wybory, których nigdy bym nie zaakceptował. Byłem kuszony ze zbyt wielu stron. I ulegałem pokusie. Prostej, zwierzęcej. Potem gardziłem sobą a i tak powtarzałem upokorzenie. To ona wykonała krok. Każdy kolejny był coraz śmielszy, aż wreszcie dostrzegłem swój błąd. Była przecież tym wszystkim co kochałem. Jej wdzięk, sposób bycia, uroda i niesamowicie szalony humor. Jej uśmiech. Nie mogłem oderwać się od jej głosu. Zamieniłbym lata stracone w miłosnym wojnach. Na choć dzień w jej ramionach. A jednak to miałoby swą cenę, której nie zapłaciłbym nawet dla niej. Mówiłam, żebyś na mnie spojrzał i wrócił do rzeczywistości. Tak, tak… rzeczywistość. Jest ona smutna i bolesna. Zupełnie nie chwalebna ani romantyczna. Widzisz Ty chcesz żyć pełnią życia. Pełnią miłości i szczęścia chcesz napełniać me serce. Lecz to byłoby zupełnie nietrafione. Nie chcę kłamać, że moglibyśmy, bo nie możemy nawet próbować. Ja mam już swą pełnię. Wskazałem na świecący nad tonią okrąg księżyca. I to jest droga życia z której nie mogę już zejść w imię żadnych zasad i wartości. Tym bardziej tak niepewnych i nietrwałych jak miłość. Ja wybrałem inność a nie życie w stadzie. Jestem samotnym wilkiem. Z wyboru ale i konieczności. Może kochałbym Cię, gdybym był jeszcze człowiekiem. A teraz pozwól, że odprowadzę Cię bezpiecznie przez las. Teraz zrozumiesz mnie i moją decyzję. Księżyc zaświecił mocniej wychodząc zza niewielkiej chmury sunącej leniwie po niebie. Światło objęło mnie. Wstałem od ognia i zadarłem głowę w stronę srebrnego globu. Wycie wilka poniosło się po kniei i falach jeziora. Patrzyła na przemianę tak jak wszyscy inni. Z niemym przerażeniem. Gdy było już po wszystkim i olbrzymi siwy wilk okrążył ognisko by wtulić potężny łeb w jej bok. Wstała od razu. Teraz ona czuła się jak w transie. Wilk obejrzał się tylko raz upewniając się czy za nim podąży. Zniknął w zaroślach leśnej gęstwiny a ona dopiero teraz uroniła łzy. Ruszyła za nim. Przeklinając to, że jest tylko ludzką pięknością a nie samotną wilczycą. Dla A.S.
-
[Wędrówka księżyca...]
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Rozmarzyłem się czytając -
To nie był wypadek
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Jestem autorem zamkniętym w estetyce mroku. Dlatego opisy przychodzą mi naturalnie i dość chłodno. Bo taki jestem. Chłodny, bezuczuciowy. Dlatego mam umiejętność pisania reportażowego, bo umiem wyjść z ciała i pisać z zewnątrz a nie wewnątrz. U mnie nawet metafizyka jest ukazana tak by być jak najbardziej realną. Odrzucam wszelkie posługiwanie się emocją a na ich miejsce wchodzi chłodna analiza umysłów. -
To nie był wypadek
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka A no i jeszcze "Ostatnie spotkanie" też czysty, gotycki Poe -
To nie był wypadek
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka Wystarczy wejść na mój profil i je odkopać z twórczości. Były normalnie w wierszach. W prozie dawno nic nie publikowałem. -
To nie był wypadek
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka Jest zemsta i szaleństwo tylko wykonanie u mnie współczesne. A co do czegoś w stylu 1:1 Poe i Simon Tracy to mój utwór "Zaniesiony do grobu" lub "Cmentarna zguba", które tu kiedyś wrzucałem. -
To nie był wypadek
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Tak ostatnio wracam do ukochanej prozy poetyckiej. Przez ostatnie lata nie odczuwam by mój styl się zmieniał i "ciemniał". Chyba już bardziej nie może. Jedyna zmiana u mnie jest taka, że porzucam już prawie zupełnie czystą poezję na rzecz prozy poetyckiej. @Poet Ka Nawet w prozie opartej na współczesności w nowoczesnym mieście odnajdujecie u mnie w słowach duszę mego mistrza E.A.Poe. Ja nie wiem jak Wam się nasuwają takie skojarzenia. Ale to niesamowicie miłe. Dziękuję. -
Wąż pojazdów coraz bardziej się wydłużał. Choć jego czoło nie poruszyło się prawie wcale w czasie ostatnich piętnastu minut. Korek był tym większym utrudnieniem, że blokował jedną z głównych, miejskich arterii w czasie popołudniowego lecz na szczęście powoli rzędnącego szczytu. U podnóża wjazdu do wiaduktu zablokowane były dwa z trzech pasów ruchu. Wypadek był potężny i z pewnością tragiczny w skutkach. Lewy pas okupowały pojazdy karetek, radiowozy i dwa zastępy straży. Betonowy słup wiaduktu, zlał się w jedną makabrycznie, fantasmagoryczną strukturę, z wrakiem osobowego pojazdu. Moje auto ze mną za kierownicą stało praktycznie obok tragicznej sceny. Widziałem cały ten dramat jak na dłoni. Choć po prawdzie starałem się zbyt wiele nie oglądać, nie dlatego bym doznawał uczucia wstrząsu czy szoku na skutek gwałtowności zdarzenia a raczej dlatego, że nie była to moja sprawa. Nie moja tragedia. Nie moje życie. Nie moja śmierć. Moja ukochana, siedzącą na fotelu pasażera, nie chciała patrzeć za okno kierowcy. Bała się widoku krwi czy ciał. Zawsze była delikatna i zbyt czuła by żyć w zgodzie z tym okrutnym światem. Ponaglała pod nosem, pojazdy przed nami by zmienić perspektywę widoku za oknem. Dojeżdżając do miejsca akcji ratunkowej, uniosłem szyby jak najwyżej by skutecznie zagłuszyć uciążliwy harmider. Włączone koguty radiowozu oślepiały mnie lekko, lecz nie na tyle bym nie widział szczegółów. Rozległ się metaliczny trzask tarcia. Strażacy starali się oderwać wrak od słupa. Dźwięk jeżył włosy na karku i rękach. Specyficzny , połączony z odgłosem spękanego szkła i piskiem osi. Samochód musiał być nieduży. Czarny z trójramienną gwiazdą na tylnej, ściętej na prosto pokrywie bagażnika. Nie zostało z niego wiele. Kłębowisko blachy, części i elementów kabiny. Cała przednia część przestała istnieć. Nawet silnik był rozbity w perzynę. Prędkość musiała być olbrzymia. A na asfalcie, próżno było szukać śladów hamowania. Kierowca pędził tak w warunkach ulewnego deszczu, który padał od kilku godzin. Stracił panowanie i znalazł swój koniec na betonowej przeszkodzie. Pojazdem jechały trzy osoby. Dwa białe worki na ciała, spoczywały niedaleko przy ostatniej zaparkowanej karetce. Były pełne. Akurat gdy na nie patrzyłem, grupka policjantów rozstawiła wysoki parawan. Odcinając zmarłych od świata żywych. Karetka była otwarta. Na noszach spoczywał młody chłopak a lekarze właśnie robili wszystko by nie podzielił losu tych dwojga. Reanimowali go dość długo. Nie przestając jednak ani na chwilę. Jego serce nie chciało wbić pierwszego biegu. Tracili go z każdą chwilą bardziej. Wąż samochodów i służby ratunkowe no i wrak auta. A jednak był tam ktoś jeszcze. I to było najdziwniejsze. Na akcję reanimacyjną patrzył młody chłopak. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Blondyn o zielonych oczach i słusznej, postawnej budowie ciała. Był autentycznie przerażony. Sparaliżowany i zszokowany ciałem, lecz zupełnie świadom tego co rozgrywało się wokół. Początkowo wziąłem jego osobę za kolejnego pasażera auta, tym bardziej że nie był sam. Rękę na jego ramieniu w geście niebiańskiego spokoju, trzymał facet około trzydziestki w bardzo ładnym i stonowanym garniturze. Garnitur był kremowy, prawie tak samo jak długie i rozpuszczone włosy jegomościa. Był bardzo wysoki i szczupły. A wyraz jego twarzy był zupełnie dziwaczny jak na obrazy scen jakie przyszło mu oglądać. Bił od niego niezmącony spokój i harmonia. Był jak anioł, gdyby tylko takowe istniały. Chłopak nie przyjmował widać energii z jego dłoni. Szarpał się, wił, wiercił i krzyczał wniebogłosy. Odejdźcie! Ja nie chcę żyć! Nie chcę dalej żyć! Chcę umrzeć! Chciałem umrzeć! Pozwólcie mi odejść! Należało im się! Nie żyją! Ona nie żyję! Zginęła z nim! Ja też chcę! Zdradzili mnie! Obydwoje mnie zdradzili! Ona z nim… rozumiecie! Musieli umrzeć! Tak tylko mogłem rozstrzygnąć to sprawiedliwie! Muszę umrzeć! Zdradziła mnie! Ale to nie zemsta, to ulga! Nie możecie mnie ocalić! I tak umrę! Tak samo jak ona! Dla niej!... Po tych słowach obaj ruszyli w stronę karetki. Weszli do środka gdzie ratownicy robili wszystko co w ich mocy by ocalić go ze szponów śmierci. Zniknęli obaj a gdy to się stało ratownik prowadzący resuscytację krzyknął. Mamy go! Wrócił do nas! Odwróciłem się do ukochanej Z trudem spojrzałem w jej pełne łez oczy. Nie ma sprawiedliwości pomyślałem. Wiedziałem o tym dobrze, że na jego miejscu, zrobiłbym dokładnie to samo.
-
Rozstajne głazy
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Dziękuję:)- 5 odpowiedzi
-
1
-
- dekadentyzm
- samotnosc
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Poetyckich dusz nie trzeba siać, ani też rodzić w bólach i mękach. Wychowywać, hodować pod parnym kloszem, by wydały owoc cierpki w smaku. Odbijający się palącą zgagą. Trujący wręcz dla serc i myśli. Poeci to kamienie pozostałe na krańcach ugorów. Przysypane piachem, zaplątane w powój i oset. Ukryte w cieniu rozplenionych, strzelistych pokrzyw. Rdestów i krwawników. Łaskotane liśćmi paproci. Zasłuchane w opowieści wichru. W pieśni chóru chmur, zwiastujących ciepłe, letnie burze. Niezauważone, nieważne, nieistotne. I przez to twarde i nieustępliwe. Nie straszny im skwar ani deszcz. Mróz kąśliwy i mokry śnieg. Są przerzucani i kopani. Bez prawa do miejsca, które nazwali by domem. Azylem dla spokojnego bytu. Niełatwa to rola. Są tacy, którzy pękają. Obracają się w kruchy proch. Bo są zbyt czuli, lub biorą na siebie więcej niż ktokolwiek mógłby znieść. Są jednak kamienie zbyt ciężkie i stare. Olbrzymie głazy ostałe od pokoleń, na straży szlaków, mogił czy duktów. Stoją na bagnistych i leśnych rozstajach w płaszczach z mrocznego mchu. Ich żywot spisały, solne naloty na powierzchni. Zapytane, nie odpowiedzą. Zaczepione, będą milczeć jak grób. Pogłaskane czule, będą zimne jak trup. Ich czas minął. Ich cywilizacja odeszła. A poezja stała się tajemnicą. Wierzą tylko w upływający czas. Mówi się, że widziały pierwszą śmierć i dożyją zapewne finalnej zagłady. Ja już dawno rozpadłbym się, klnąc i pomstując na poboczu rowu. Lecz mieszkam w samotni prawdziwej. Gdzieś w środku kniei niczyjej. I mam się świetnie. Milcząc, zimną stagnacją. Gdybym miał jeszcze serce sprawne to biłoby dla kogoś teraz. Krusząc mnie, niszcząc i ośmieszając. Drwiąc ze mnie bez litości. Tylko dlatego, że kocham siebie. A nienawidzę pustego uczucia do człowieka i jego ułomnych słabości.
- 5 odpowiedzi
-
8
-
- dekadentyzm
- samotnosc
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Muza szaleństwa
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Ona nie potępia sztuki tylko człowieka, który za nią stoi. Nie potępia salonu bohemy a zasady jakie za nim stoją. Jej młodzież robi to samo lecz nie z poziomu salonu a pogardliwych nizin. Dlatego gardzi również nimi i Absyntią. Jest muzą salonu. Lecz także uosobieniem upadku nizin. Lecz jest tego w pełni, wulgarnie świadoma i to tworzy z niej nęcącą boginię. Muzę sztuki upadłej.- 8 odpowiedzi
-
1
-
- dekadentyzm
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
"Cień ideału"
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lapislazuli utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lapislazuli U mnie to cień wyśmiewa miłość. Ale tak naprawdę. Taka kobieta to skarb, bo zna siebie i swoją ciemną stronę. -
Wieże radiowe
Simon Tracy odpowiedział(a) na truesirex utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@truesirex Wiersz industrialny. Głęboko zapada w pamięć. Bardzo mi się spodobał. -
Muza szaleństwa
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Cała piękna bohema. Piszę tylko dla tych, którzy współodczuwają i nie potrafią odwrócić wzroku i zaprzeczyć.- 8 odpowiedzi
-
1
-
- dekadentyzm
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Podaję mu dłoń... /Parasole podwodne
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Zachwycasz, inspirujesz i przenosisz w świat snów. Czyste piękno. -
Obiecała im dwugodzinny czas wolny za dobre zachowanie. I dotrzymali słowa. Oczywiście na tyle, na ile można utrzymać w ryzach temperament i burzę hormonów licealnej wycieczki szkolnej. Muzeum, zamek i basztę mieli już odhaczone. Teraz pozostał jedynie kościół i bazylika, potem rynek starego miasta i powrót do rodzinnego miasta. Przeszli w cień pobliskiego, wysokiego i nad wyraz starego, zrujnowanego budynku. Poprosiła o spokój, ciszę i ustawienie się w pary. Dął zimny północny wiatr. Przespacerowali około kilometra, klucząc między nieznajomymi i tajemniczo wąskimi uliczkami centrum. Byli już naprawdę zmęczeni. Głównie tym, że spali bardzo niewiele bo wyjazd zaplanowano skoro świt a jak wiadomo noc jest areną młodzieńczego życia towarzyskiego a nie czasem snu. Po prawdzie ukradkiem i w tajemnicy przed nauczycielami i opiekunami, ale wlali w swe organizmy, dość znaczne dawki alkoholu, co z początku podniosło im poziom zadowolenia, lecz teraz upojenie, potęgowało senność i otępienie. Chcieli już tylko coś zjeść, wypalić resztę papierosów i skrętów jaka im została, wypić jeszcze trochę a potem paść na zbyt miękkie fotele w autokarze i oddać się w ramiona zbawczego snu. Gdy już ustawili się w pary, co wcale nie było zbyt prostym zadaniem, bo chodnik w tym miejscu był wąski, wciśnięty między obitą i zamalowaną wulgarnymi graffiti ścianę budynku, pas zadeptanej i powyrywanej miejscami trawy i ulicę przez którą pojazdy pędziły, nie bacząc na jej fatalny, podziurawiony stan. Ludzie szturchali ich próbując przejść przez ich zbity w grupę szpaler. Jedni grzecznie przepraszali inni pomstowali pod nosem na stan ich wychowania. Nauczycielka policzyła ich szybko. Wszyscy byli na miejscu i czekali tylko na zgodę rozejścia się na obiecane dwie godziny. Zgodnie z umową macie teraz czas wolny. Za dwie godziny spotykamy się przy wejściu do bazyliki. Nie zgubcie się, nie róbcie niczego głupiego no i uważajcie na siebie. Zjedzcie i wypijcie coś ciepłego. Odpocznijcie. Widzimy się za dwie godziny. Zaczęli się rozchodzić i łączyć w mniejsze grupki. Tym samym odsłonili front budynku naprzeciw. Był w jeszcze gorszej kondycji od tego przy którym się zebrali. W zasadzie był ruiną. Nadgryzioną od fundamentu po dach czasem. Nadpaloną ogniem dawnego pożaru. Dziurawą i wybrakowaną od burz i ulew. Zamalowaną i zaśmieconą przez młodzież i kloszardów. Lecz jakieś sto lat temu, ten budynek i cała okolica musiały przeżywać czasy swej świetności. Kiedyś był dumną i bogatą rezydencją. Teraz stał się upiorem, straszącym wybitymi oczyma okien i bezzębną, czarną i cuchnącą gębą bramy, która prowadziła do gardzieli zapuszczonego podwórka oraz pustych trzewi mieszkań i klatki schodowej. Obok wylotu bramy na wysokości oczu, przytwierdzono jakąś tabliczkę z lichego, przeżartego rdzą metalu. Napisy po części były zatarte, kilku z nich nie można było odczytać przez plamy i wlepki miejscowego klubu piłkarskiego. Przeczytała jednak nagłówek pierwszego zdania i natychmiast krzyknęła za oddalającą się młodzieżą. Kochani, zaczekajcie jeszcze chwilkę i skupcie wzrok na tym budynku naprzeciw. Całkowicie o tym zapomniałam, jadąc tutaj a to może być spora ciekawostka, szczególnie dla tych, którzy zamierzają zdawać rozszerzony polski na egzaminie maturalnym. To dawny dom rodzinny, jednego z naszych rodzimych poetów wyklętych, dekadenta, nihilisty i gotyckiego prozaika, Simona Tracy. Klasa humanistyczna przerabiała kilka jego utworów. Znacie na pewno “Kondukt”, “Grobowiec Białej Róży”, “Letnią spowiedź trupa”, czy piękny poemat miłosny “Do Snu”. Właśnie on i jeszcze jego oniryczny poemat “Odbicie” mogą pojawić się na egzaminie w maju. Był wielkim poetą ale niestety gorszym człowiekiem. Lecz trzeba mu oddać, że wiernym członkiem bohemy i mitu o wyklętych. Był… Wybitnym szaleńcem, schizofrenikiem i pijakiem… Kłamcą pierwszej wody i oderwanym od rzeczywistości cmentarnym narkomanem… Głos dobiegł zza otwartego okna na parterze, zakrytego gęsto zdobioną firaną. Był bezsprzecznie kobiecy i młody o przyjemnie ciepłej nucie. Nauczycielka zamilkła z rozdziawionymi ustami. Nie spodziewała się takiej ostrej kontry zza pleców. Firana odsunęła się i w oknie oparła się młoda dziewczyna mogąca być równolatką członków klasy. Wyglądała jak wcielenie bohemy o której pisał Tracy w swych utworach. Czarne, gęste włosy, kolczyki w brwiach, języku, ustach i nosie. W uszach miała tunele, Całe jej ciało, łącznie z szyją, pokrywały wzory tatuaży. Ubiór jej także był anty. Społecznie akceptowalny, katolicki, moralny. Była upadła. Jak najlepsza sztuka. I co najważniejsze. Była tego świadoma, dumna i bezczelnie afiszująca się swą innością. Alienacją zupełną. Tracy nazwał by ją piękną. Prawdziwą. I cudownie, lubieżnie zepsutą. Nauczycielka odwróciła się przez lewy bok i obrzuciła dziewczynę najbardziej pogardliwym wzrokiem na jaki było ją stać. A skąd panienka może znać historię takiej osoby jak Tracy? Członka salonu i elit. Fakt zagubionego w życiu. Lecz jednak artysty. Nie wyglądasz mi na krytyka literatury? Dziewczyna zaśmiała się bezwstydnie. Jak prawdziwa lolita. A ja myślę, że gdyby on żył, to byłabym jego muzą. Jestem muzą sztuki wyklętej. Jeśli chcecie to udajcie się na miejski cmentarz, na którym spoczął jeszcze za swego życia. Kwatera trzynasta, rząd dziewiąty, miejsce dwudzieste. Traficie bez problemu, grobu strzegą białe, marmurowe anioły z latarniami w dłoniach. Proszę połóżcie ją na grobie. Wręczyła nauczycielce jedną, białą różę. A ta o dziwo wzięła ją bez słowa. Powiedzcie mu, że Absyntia go pozdrawia. Tak to moje imię. Imię jego muzy sztuki upadłej. Szaleńczej miłości do śmierci. Kochał mnie nad życie, którym gardził. A ja kochać go będę zawsze. I pamiętać jego upadek na zawsze. Zaśmiała się niczym wiedźma a jej postać rozpłynęła się nagle niczym pijacki zwid, narkotyczny majak.
- 8 odpowiedzi
-
9
-
- dekadentyzm
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Isola. Opowiadanie
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Już Ci kiedyś pisałem, że jesteś żeńskim wcieleniem Schulza. Czerpiąc natchnienie ze snów sprawiasz, że jest to niewyczerpalne źrodło natchnienia -
Isola. Opowiadanie
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Nie wiem skąd czerpiesz natchnienie ale jesteś najlepszą przedstawicielką surrealizmu i oniryzmu. Ja przez tyle lat udzielania się poetycko, nigdy nie widziałem niczego podobnego. Twoje teksty są niezwykłe. -
Chrzest kapłanki
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Nata_Kruk Zależało mi żeby napisać trochę dłuższy horror po ostatnich nieco okrojonych tekstach. Ostatnio czytasz do końca :) dziękuję -
Chrzest kapłanki
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Mógłbym rozciągnąć niektóre opisy ale odbiłoby się to na grozie. Opis urody kobiet to opis moich ideałów piękna. Stąd też nie tylko są to kapłanki Santa Muerte ale i Angelisy No i jeszcze to Jak każdy zbzikowany autor mam swoje muzy. U mnie to wysokie, szczupłe brunetki o prostych i jak najdłuższych włosach i bladej cerze. Ewentualnie wysokie, rude, szczupłe i piegowate piękności o kręconych puklach. Blondynki grają u mnie marginalne role i tylko złe charaktery :)