Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Migrena

Użytkownicy
  • Postów

    3 096
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    31

Treść opublikowana przez Migrena

  1. @andrew kaganiec myśli to cenzura, niewola albo splątanie psychiczne. pozdrawiam:)
  2. @Berenika97 Nika:) cudowny mój klimat:) Andre Breton pomlaskał by nad Twoim wierszem:) to nie jest wiersz o ucieczce tylko o niemożliwości zachowania kształtu. forma tutaj nie chroni ona pęka pierwsza zanim cokolwiek zdąży znaczyć . suknia z wiatru nie jest pragnieniem piękna ale strategią rozproszenia. miasto nie jest przestrzenią tylko mechanizmem oddychania czymś cudzym. manekiny uczą się życia przez ubytek nie przez przyrost a marzenia nie przychodzą po nas one przychodzą wczesniej , zajmują miejsce rosną bez naszej zgody i kiedy wracamy nie ma już dokąd tylko do środka czegoś co nas przekroczylo. genialny wiersz Nika:)
  3. sen śnimy się komuś albo coś śni się nami nie ma podłoża kiedy stawiasz krok grunt cofa się jak język w gardle który nas nie mieści twoja twarz rozpływa się pamięć nie nadąża jej złożyć dotykam cię twoja skóra nie ma jednej temperatury pulsuje coś pod nią szuka wyjścia świt tu nie istnieje czas jest rozciągniętym nerwem ktoś ciągnie go powoli aż zaczyna skomleć twoje usta otwierają się ale głos nie wychodzi zamiast tego wypływa obraz widzę nas z góry z boku z wnętrza twojego ciała jednocześnie nie jesteśmy zamknięci jesteśmy rozszczelnieni to nie pęka to się rozwarstwia jakby rzeczywistość była błoną już przebitą twoje dłonie wchodzą we mnie głębiej niż ciało pozwala nie rozrywają przesuwają granice czuję jak zmienia się mój kształt ugniatasz mnie od środka przestawiasz mi narządy robisz miejsce na swój lęk bez skóry bez oporu sen nie ma litości tu wszystko dzieje się do końca twoje oczy nagle są obce patrzysz z miejsca do którego nie mam dostępu a jednak jesteś bliżej niż kiedykolwiek zbliżenie nie jest ruchem jest zapadaniem wpadamy w siebie jak w szyb bez dna bez ścian i wtedy coś nas używa nasze ciała są narzędziem dla napięcia które chce się wydarzyć palce nie należą do nas oddech nie należy do nas strach nie należy do nas jest tylko proces rozciąganie ścisk rozpad twoje ciało otwiera się jak przestrzeń która nie powinna istnieć nie wchodzę znikam w środku i nagle nie ma już dwóch jest jedno drżenie jak kabel pod napięciem w wodzie przebicie światło nie rozjaśnia wypala kształty twoja twarz moja twarz nakładają się krzywo jak blizna na coś co jeszcze nie zdążyło się zagoić ból nie boli jest dowodem że coś poszło za daleko i nie da się wrócić sen zaczyna nas zamykać jak rana ściany wyrastają znikąd miękkie lepki materiał pamięci próbujemy się poruszyć ale każdy ruch zostawia nas gdzie indziej twoje imię rozpada mi się w ustach na dźwięki które nic nie znaczą nie ma języka jest tylko nacisk coraz większy aż pękamy bez dźwięku bo tu nawet krzyk jest tylko kolejną warstwą snu i kiedy myślisz że to już koniec budzisz się ale ja wciąż tam jestem w szczelinie po tobie i nie wiem czy śniłem ciebie czy ty śniłaś mnie
  4. @Poet Ka teraz widzę że to może być cichy manifest do Twojego wiersza "industria":)
  5. @Poet Ka Poe:) nie próbujesz niczego zasłaniać tylko raczej konsekwentnie odsłaniasz to co zwykle zostaje wypchnięte poza język. i robisz to bez efektownosci a raczej przez nacisk powtórzenia i chłodną logike zestawień . zrównanie porządkow trzewia rury trumny i potem industria jakbyś pokazywała że nie ma realnej granicy między tym co intymne a tym co systemowe tylko wszystko pracuje w jednym obiegu myśl przestaje być abstrakcją i zaczyna być doświadczeniem nie do ominięcia! końcówka z rozszczepieniem zapisu działa jak pęknięcie w samej mowie, jakby język nie nadążał za tym co się w nim ujawnia. świadoma robota bez utraty napięcia emocjonalnego doskonały wiersz!!!
  6. @Nata_Kruk dzięki wielkie Nata:) śledzę bieg Twoich myśli:) to piękne doświadczenie:) serdeczności dla Ciebie:) @Poet Ka Poe:) dzięki za Twój uśmiech:) bardzo mi miło:) wiesz przecież:)
  7. @.KOBIETA. dziękuję Dominiko:) też Cię pozdrawiam:) @Berenika97 bardzo Ci Nika dziękuję:) piękne analizy prowadzisz:) z wielką przyjemnością Cię czytam. cudowności wakacyjnych życzę:)
  8. @Nata_Kruk czas w Twoim wierszu nie jest mechanizmem tylko kruszejącą pamięcią która nie daje się już złozyć w żadną całosć pozdrawiam Nata:)
  9. @iwonaroma wiersz krótki, ale bardzo "ostry w logice". budujesz metaforę zmiany stanu psychicznego jak pracy na ziemi która została już wyczerpana świetny:)
  10. @Alicja_Wysocka pięknie to Alu ujęłaś:) mojej wyobraźni Twoja wyobraźnia się podoba:)
  11. @Poet Ka Poe:) język przestaje opisywać a zaczyna się rozszczepiać w samym sobie i to wybijanie o którym piszesz nie jest już tylko obrazem ale sposobem pracy sensu u mnie szczelina była jeszcze miejscem przejscia u Ciebie staje się ruchem samego zapisu który nie potrzebuje już wnętrza ani zewnętrza i to wygląda jak przesunięcie z ontologii w czystą mechanikę języka!!! ale napięcie między nami zostaje to samo tylko inaczej rozłożone w słowie tak to widzę:) i jeszcze - mój tekst to intensywnosć ontologiczna - istnieje i się rozpada, Twoja odpowiedź to intensywność językowa - forma może się rozbić zanim przestanie znaczyć. zgodzimy się tutaj?????
  12. @Poet Ka Poe. dobrze wiedziałem, że jeśli mój wiersz będzie brutalny to dostanę od Ciebie intelektualnie bogaty rewanż. dzisiaj to jest "sztafaż":) więc tak: czytam Twój "sztafaż" jak probę przesunięcia ciężaru z rany na warunki w których rana w ogóle może się wydarzyć (!) i mam wrażenie że to jest bardzo czyste intelektualnie ale też niebezpiecznie spokojne jakby świat zostal uznany za system ciśnienia ktory tylko od czasu do czasu się ujawnia u mnie to nie jest układ ciągły raczej moment kiedy ciągłosć przestaje działać i wszystko zaczyna przeciekać w jednym miejscu szczelina nie jest dla mnie dowodem że pod spodem zawsze coś pracuje tylko miejscem w którym to co "pod spodem" przestaje być pod spodem i zaczyna mieć ciało i może tu się Poe różnimy najmocniej bo Ty widzisz strukturę która czasem się przebija a ja widzę przebicie które udaje że kiedykolwiek była struktura ale to ciekawe że w obu przypadkach nie ma neutralnej powierzchni tylko rożne sposoby jej unieważnienia. bo jeśli jesteśmy zbuntowaną częścią tego co nas wytwarza to pytanie nie brzmi już co jest tłem tylko czy w ogóle istnieje coś co nie jest już formą pęknięcia????? dziękuję Ci za te słowa. ubogacają mnie. @Alicja_Wysocka odpowiem Alu słowami dwóch dosyc fajnych filozofów: Seneka "nie to jest ważne jak długo żyjemy lecz jak głęboko". data śmierci pozostaje poza językiem decyzji bo gdyby była decyzją to życie przestałoby być doświadczeniem a stałoby się konstruktem . a Heidegger wspominał że człowiek nie jest istotą która "ma śmierć" tylko taką która ją nosi w sobie jako horyzont!!! i właśnie dlatego każde "życie " jest nie do powtórzenia ani do zaplanowania w ten sposób. żyjmy Alu fajnie:)
  13. @andrew dzięki Ci serdeczne:) pozdrawiam:)
  14. @Alicja_Wysocka Alu:) niezwykle czujna ta poetycka miniatura o bezdomnosci afektów które szukają dla siebie bezpiecznego azylu w architekturze drugiego człowieka zachwyca mnie ta fraza o czytaniu sercami w gazecie duszy bo dotyka intuicyjnej i cichej nawigacji naszych pragnien . a finałowy motyw ciem i parzenia skrzydełek choć klasyczny zyskuje u Ciebie świeży egzystencjalny ciężar . piękny dojrzały i subtelnie poprowadzony wiersz. gratulacje Alu:)
  15. @Leszczym dziękuję Michał serdecznie:) @Alicja_Wysocka Alu:) dziękuję serdecznie za Twoje pełne ekspresji słowa:) że bardzo mi miło to wiesz:) dodatkowo się wzruszam:) niech Ci serce cieszy się słońcem:) kurde, Alu, chyba warto żyć:)
  16. @Nata_Kruk Nata. jak już mamy dyskutować o wierszach to niech to będzie prawdziwe. ja bardzo sobię cenię Twoje uwagi bo są one celne. wiele razy poprawiam coś o Twoich słowach. bardzo Ci za nie dziękuję. miło pozdrawiam:) @Christine dziękuję pięknie wiosennym słońcem:) za Twoje słowa:) i że jesteś:)
  17. @LessLove czytam Twój wiersz jak manifest wiary w słowo które nie opisuje świata ale go stwarza super napisany:) pozdrawiam:)
  18. @Robert Witold Gorzkowski Twój wiersz jest jak moment w którym byt przestaje byc oczywisty a zaczyna się rozszczelniać nie chodzi tu o stratę tylko o odkrycie że wszystko co miało trwac było tylko formą przejścia bo człowiek odkleja się od własnych znaczeń i widzi że wierność i tożsamosć są tylko chwilowymi układami drzwi nie prowadzą nigdzie bo same są ruchem między tym co było a tym czego jeszcze nie ma cholernie ciekawe ujęcie. poetyckie ujęcie.
  19. @Berenika97 Nika. operujesz czasem jak tworzywem nie linearnie tylko jakbyś go zgniatała w dłoni. nie ma tu ciszy tylko zawieszenie porządku a dalej wszystko już się dzieje w przestrzeni zdeformowanej. sennej najmocniejsze jest napięcie między kontrolą a rozpadem "tresujesz czas" (!!!!) brzmi jak akt władzy ale zaraz potem kontrola czyli jednocześnie obsesja i autodestrukcją . napisałaś wiersz o byciu uwięzionym w czyjejś percepcji czasu i probie odzyskania własnego rytmu gęsty oniryczny i niepokojąco precyzyjny wiersz bardzo wysokiej próby!!!
  20. @wiedźma to nie jest wiersz o zamknięciu ciała tylko o subtelnym przejęciu świadomosci o świecie w którym nawet bunt zostaje nazwany błędem. i dlatego ostatni wers zostaje w głowie bo pokazuje ze najtrwalsze więzienia nie mają krat tylko blask . serdecznie Cię pozdrawiam:)
  21. @LessLove dzięki serdeczne:) człowiek zniewolony. raj utracony. ech, życie. pozdrawiam:)
  22. @Poet Ka wyborna poezja!
  23. @andrew duży plus. wiersz bardzo dojrzały. ukłony:)
  24. @Poet Ka Poe. zamykasz świat w formach bo tak łatwiej go uniesć ale ta ostatnia kropka milczenie to nie jest ucieczka to jest najwyższa forma obecnosci tam gdzie słowa stają się za ciasne zaczyna się wolnosć Twój wiersz to nie tylko poezja to zapis dotykania esencji byto wania dobrze że jesteś i że masz w sobie tę odwagę by nie krzyczeć kiedy świat wokół oślepia hałasem Twoja cisza leczy i karmi.
  25. miasto wypociło strupiałą skórę na wierzch - wciska nam twarze w beton który jeszcze krwawi dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują fetorem zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na cienkie plastry świat ma tężec - wygina chodniki w łuk konwulsji każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło polifon krztusi się metalem tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy za blisko coś między nami zaczyna trzeszczeć zamykasz oczy liczę uderzenia serca - raz dwa trzy miasto czeka beton już patrzy wierci nas od środka - bez znieczulenia twój płaszcz - skóra którą zdzieram zębami ciepła jeszcze po ubiciu jesteśmy zgliszczami w konwulsjach powietrze klinuje się między żebrami jak nóż rozsuwam cię jak szczelinę którą ktoś źle zalał i pękła moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie puls jak kabel pod napięciem jest przebicie płoniemy na stykach skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - żywe ogniska pod tkanką betonu kładę na nich pękniętą twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie wypluł twój pocałunek na mojej szyi modlitwa która ma tylko smak kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki tylko ocalenia nagle pustka pod powiekami tylko krew tłucze się w uszach jak ciężki agregat w podziemiach ten zaułek to pęknięta monstrancja z której uciekł Bóg nie ma żadnego świata poza tą szczeliną łom wchodzi w ścianę bez oporu skóra o skórę zdziera naskórek z nocy pękają naczynka pod naporem krwi tłoczymy ciepło w martwy kamień nasz strach ma anatomię szkła po rozbiciu noc spija nas z kałuży jak bezpański pies łapczywie bezwstydnie tło twojego ciała lśni jasnością pieprzyk na piersi przykrywam kciukiem blizna na brzuchu drży pod moim językiem smakujesz potem i żelazem smak twojego strachu ma posmak żelbetu i wapna paruje nam z gardeł chce się wyć do betonu usta nie mówią - są rozszarpaną raną zszywaną na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną korozja na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży nie mieścimy się we własnej skórze zostaje tylko mechanika przetrwania zwarcie bioder nasz śluz tężeje w strup zanim zdążysz krzyknąć miasto zliże nas z asfaltu chropowatym językiem jak rozlaną krew zanim przełkniemy własny strach ale tynk zapamięta tatuaż z tego jęku jak serce wżarte w żelbet
×
×
  • Dodaj nową pozycję...