Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Migrena

Użytkownicy
  • Postów

    2 170
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Treść opublikowana przez Migrena

  1. @KOBIETA Dominiko. to bardzo subtelny wiersz. przypominasz w nim, że prawdziwa bliskość zaczyna się nie wtedy, gdy patrzymy na siebie, lecz gdy odważymy się razem spojrzec w tę samą stronę i zobaczyc więcej, niż pozwala nam własny kąt widzenia . to wiersz w Twoim eleganckim stylu. jest piękny :) i takiego piękna Tobie Dominiko życzę :) na zawsze !
  2. @Gosława to jest wiersz który wymaga uważnego czytania ! to jest bardzo dobry świadomy utwór. odwazny w obrazowaniu, ale ani przez chwilę nie wulgarny. ciało nie jest tu prowokacją tylko jest językiem tęsknoty . „miękki splot swetra” i „twarde sutki” budują napiecie między ochroną a odsłonieciem, między kruchoscią a instynktem. i to jest literacko świetnie rozegrane. bo to świetny wiersz jest :)
  3. @Christine dzięki wielkie za Twoje ciepłe słowa :) super, że jesteś :) najmilsze pozdrowienia :) @Alicja_Wysocka no właśnie w tym jest magia. czytelnik wyłuskuje z tekstu jakiś szczegół, detal, myśl, a autor uprzytamnia sobie, że właśnie to chciał powiedzieć chociaż sam w sobie nie potrafił tego nazwać. dziękuję Alu.
  4. @Leszczym dzięki Michał. @Alicja_Wysocka Alu. zachwyca mnie, jak potrafisz dostrzec subtelnosci między obserwacją a przeżywaniem i że widzisz w tym empatię, a nie czyn narratora. cieszy mnie, że dotarła do ciebie ojcowska czujność i strach bo to dla mnie ważne, że te niuanse są tak wyraźne w Twoim odbiorze. a co do orzechów ? najbardziej z nich lubię migdały chociaż akurat one orzechami nie są. dziękuję.
  5. @Berenika97 jest prawidlowe ! jeszcze jak prawidłowe ! dziękuję. @Leszczym Michał. dziękuję za szczerość i za to, że dzielisz się tak trudnymi doświadczeniami. to potworne sytuacje i rozumiem, jak bardzo mogą ograniczać poczucie bezpieczeństwa i zaufania, a także wpływać na relacje z innymi. doceniam, że potrafisz spojrzeć na te sprawy z taką wrażliwością , nawet w obliczu trudnych doświadczeń Twoje refleksje pokazują troskę o dzieci i o ludzi wokół ciebie. czytając Twój komentarz, czuję, że wiersz może prowokować nie tylko refleksję literacką, ale też rozmowę o tym, co w życiu trudne i bolesne i to jest dla mnie bardzo ważne. wszystkiego dobrego Michał. @Gosława przepraszam :) w październiku ubiegłego roku zamieściłem tutaj opowiadanie tego samego tytułu. ale mnie kusiło i je dopaliłem psychologicznie. i teraz sam się przestraszyłem. dziękuję. pieknie pozdrawiam :)
  6. @Berenika97 Bereniko droga. nie mogę nie napisać, jak bardzo jestem poruszony Twoim komentarzem. czytam go i czuję, że wchodzisz w każdy wers, w każdą przerwę między słowami, potrafisz zobaczyc psychologie postaci i niuanse, których sam czasem nie do konca świadomie umiesciłem w wierszu. to, jak analizujesz, rozbijasz, rekonstruujesz każdy detal, jest dla mnie fascynujące i zachwycające . Twoje czytanie dodaje tekstowi nowych wymiarów, sprawia, że wiersz zaczyna żyć poza tym, co napisałem. naprawdę uwielbiam Twoje komentarze bo są pełne pasji, precyzji i empatii . i czuję ogromną wdzięcznosć, że mogę je czytać. dzięki nim poezja staje się spotkaniem, rozmową, a nie tylko tekstem na stronie. jestem urzeczony Twoją inteligencją i tym, jak potrafisz czytać tekst, jakbyś miała zdolność wniknięcia w jego każdy zakamarek, w każdy niuans, który umyka większości oczu. Twoje spojrzenie na wiersz nie tylko odkrywa jego ukryte znaczenia, ale też pokazuje mi, że poezja może być żywym spotkaniem rozumu i wrażliwości. i przy tym wszystkim czuję prawdziwą radość, że mogę dzielić z Tobą te rozmowy i wymiany myśli . Twoja obecność w tym miejscu jest dla mnie inspiracją i przyjaźnią, które bardzo sobie cenię. Nika. serdeczności moc !
  7. nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał. nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź, szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.
  8. @KOBIETA Dominiko. w Twoich wersach miłość nie jest chwilą - jest ontologią. bo w Paryżu nawet stal ma poczucie humoru, kiedy widzi miłość. wszystkiego dobrego Dominiko :)
  9. @Leszczym styl Michała ! powtarzam się ale to poziom Edwarda Stachury. niezwykły i świetny.
  10. @Berenika97 Bereniko. to piękny i niezwykle uważny odczyt . dziękuję Ci za tak wnikliwą, czułą analizę i za to, że zobaczyłaś w tym wierszu więcej niż tylko obraz, ale puls i pamięć ciała. bardzo mnie porusza, że odczytałas tę desperację tak trafnie i głęboko. zawsze jestem pod głębokim wrażeniem Twoich analiz. są niezwykłe i poruszające. dziękuję Nika. bardzo. @KOBIETA wiem Dominiko :) tym bardziej dziękuję :) @vioara stelelor dziękuję Ci za tak uważne i głębokie czytanie. to przedwiośnie i „odi et amo” pięknie dopełniło sens tego wiersza. bardzo cenię Twoją wrażliwosć i sposób, w jaki potrafisz dotknąć mroku, nie odbierając mu prawdy.
  11. @KOBIETA cześć Dominiko. dziękuję, że o mnie pamiętałaś :) wszystkiego dobrego :)
  12. @vioara stelelor Vioaro, czytam ten wiersz jak spokojny, równy oddech świata. jest w nim cos niezwykle dojrzałego. to miłość nie jako fajerwerk, lecz jako precyzja czasu, jako wiedza „kiedy wzejść ” i „kiedy zniknąć”. to piękne, bo pokazujesz uczucie jako harmonię, nie zawłaszczenie. zatrzymało mnie estuarium, miejsce przejścia , gdzie rzeka uczy się morza. w Twoim ujęciu miłosc jest właśnie taką przestrzenią: otwiera, ale też chroni przed nadmiarem, przed spaleniem. ta powściągliwość ma w sobie wielką mądrosć piszesz światłem, żywiołami, a jednak wszystko pozostaje ciche, skupione, prawdziwe. Twoje pisanie jest mi bliskie :)
  13. @Berenika97 Bereniko, z ogromną czułością przeczytałem ten wiersz. jest w nim coś niezwykle rzadkiego, odwaga by dotknąć miłosci bez patosu, a jednocześnie bez jej umniejszania. zaczynasz od biologii, od „kodu” i „drżenia komórek ”, jakbyś pozwalała nam spojrzec na uczucie przez szkło laboratoryjne, po czym jednym zdaniem unieważniasz redukcję do samego ciała. to piękne napięcie między materią a tajemnicą. najbardziej porusza mnie Twoje „przystaję w sobie”. to moment ciszy, w którym człowiek przestaje reagować, a zaczyna naprawdę być. i wtedy pojawia się przeczucie, że miłość nie jest dodatkiem do życia, ale jego warunkiem. bez niej wszystko nie tyle się kończy, ile stygnie, kostnieje w „martwej tkance przyzwyczajen ” to niezwykle trafna metafora współczesnej egzystencji. Twoja końcowka jest przejmująca bo to wizja człowieka, który staje się gestem powtarzanym bez końca , jeśli zabraknie w nim wewnętrznego żaru. to bardzo filozoficzne, ale podane z delikatnoscią, bez ciężaru teorii. wlaśnie za to cenię Twoje pisanie, za umiejętność mówienia o sprawach ostatecznych w sposób prosty, czysty, bez krzyku. dziękuję Ci za to, że przypominasz, iż miłosć to nie tylko emocja, ale siła, która chroni nas przed mechanicznym istnieniem. z serdecznością i uznaniem. jacek.
  14. @Alicja_Wysocka Alu. przeczytałaś ten wiersz przez własne doświadczenie. zobaczyłaś „odsłonięte nerwy” i pomyślałaś zapewne o realnym bólu, o kruchości ciała. ja pisałem o napięciu erotycznym - Ty odczytałaś napięcie biologiczne. w obu przypadkach chodzi o ciało pozbawione ochrony, o nadwrażliwość, o iskrzenie. to nie jest błąd interpretacyjny - to przesunięcie sensu. poezja właśnie tak działa: wypuszczasz tekst w świat i on zaczyna żyć w cudzych kontekstach. dziękuję za Twoje Alu przemyślenia .
  15. @viola arvensis trzeba mieć w sobie wielką wrażliwość aby zobaczyć biedę w chmurze ludzkich ciał. im czlowiek starszy bym bardziej staje się niewidzialny. Twój utwór stanowi poetycką sygnaturę miejskiej codzienności. świetnie napisany.
  16. miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.
  17. @viola arvensis dziękuję Wioluś :) @Christine a ja się bardzo cieszę, że Ty jesteś :) z apetytem czytam Twoje słowa :) wiesz o tym, że bardzo mi jest miło. pięknie Ci dziękuję. i najmilej pozdrawiam :)
  18. @Alicja_Wysocka Alu. to jest jak lipiec zapisany w kilku oddechach. ciepły, jasny, miękki od światła. czytam Twój wiersz i czuję piasek pod stopami, wiatr we włosach, tę szczególną ciszę przed ukazaniem się morza – kiedy jeszcze go nie widać, ale już całe ciało wie. jest w nim miłość bez ciężaru i bliskość bez deklaracji. to pejzaż miłości z budzikiem w przebudzeniu. świetnie Alu.
  19. @Gosława Twoja wrażliwość jest niezwykła. potrafisz z czułością i odwagą dotknąć historii, a jednoczesnie ocalić w niej człowieka. czytam i zostaję w tym świecie jeszcze długo, bo piszesz prawdziwie i bardzo głęboko. serdecznie Cię pozdrawiam :)
  20. @Berenika97 Bereniko. rozłożyłaś mój wiersz na warstwy ontologiczne, psychologiczne i metafizyczne. To co zrobilaś jest nie tylko „ładne”, to jest myślące !!! dziękuję Ci za tę niezwykle przenikliwą i wielowarstwową lekturę . czytając Twój komentarz, miałem wrażenie, że moj wiersz został rozpisany na dodatkowy wymiar . jakbyś zobaczyła w nim trajektorie, których ja sam nie nazywałem wprost. rzeczywiście, interesowało mnie napięcie między absolutem bliskosci a kruchością materii. to, czy świat rzeczy jest w stanie uniesć spotkanie, które przekracza jego miary. nie wiem, czy nazwałbym tę relację wrogiem fizyczności ale z pewnością jest ona próbą jej granic. może nie tyle świat nie wytrzymuje tej bliskosci, ile człowiek nie wytrzymuje jej konsekwencji. bardzo poruszyło mnie Twoje zdanie o 'estetyzacji cierpienia” to super trafne ostrzeżenie. myślę sobie , że wiersz balansuje właśnie na tej granicy gdzieś między zachwytem nad możliwoscią a świadomoscią jej destrukcyjnego ciężaru. jeśli coś jest tu ostrzeżeniem, to może nie przed milością, lecz przed idealizacją, która zamienia żywe relacje w niedosiężne absoluty . dziękuję za tę interpretację bo ona naprawdę coś dopowiada i jednoczesnie zostawia przestrzeń. wiesz dobrze Nika jak bardzo brakowalo mi Twoich analiz. czasami czytajac je dawniej widziałem w nich fundament do mojego tekstu który bez Twojej analizy chybotal się na poetyckich falach, aż Ty dawałaś mu stabilizację. dziękuję Nika. piękna moc dla Ciebie:) @bazyl_prost dla jednych jest żywsze a dla innych bardziej umarłe niż facet leżący w trumnie. i nie ma tutaj wspólnych mianowników. bywa tak, jak to pięknie powiedział znany filozof, że uśmiech życia........." ta czaszka już nigdy się nie uśmiechnie". to tyle.
  21. @iwonaroma dziękuję Iwonko :) @Alicja_Wysocka Alu. fakt, że trudno. ale warto przecież. dziękuję i pozdrawiam :)
  22. @Amber to moja melodia przyszłości :) myślę nad rozwojem w jakiś esej. dziękuję serdecznie. pozdrawiam. @Gosława bardzo dziękuję za dobre słowa. długo, bo banicja była długa. ale już jestem. i cieszę się, że mogę tutaj z Państwem być :) ciepło pozdrawiam. @vioara stelelor dziękuję za tak uważne i głębokie odczytanie. bardzo porusza mnie Twoja interpretacja w kategoriach miłosci karmicznej ,tej która nie przychodzi po spełnienie, lecz po domknięcie pewnego napiecia w przestrzeni między dwojgiem ludzi. pisząc ten wiersz, myślałem raczej o zakrzywieniu , o tym, że niektóre spotkania zmieniają trajektorie naszego dalszego życia, nawet jeśli nie stają się historią. one nie muszą trwać, żeby działać. czy to karma? być może. a może po prostu świadomosć, że nie wszystko, co silne, jest przeznaczone do posiadania. bardzo bliskie jest mi zdanie, które napisałaś: „niespełnienie to droga ' w tym sensie takie spotkania uczą. ale może nie tyle domykają przeszłosc , co otwierają w nas przestrzeń, która już nigdy nie będzie taka sama . dzięki za tę perspektywę. ona również zakrzywia !!! pozdrawiam:)
  23. spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu, po którym nawet bóg nie odważyłby się postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.
  24. @Berenika97 Bereniko. czytając Twój wiersz, myślę przede wszystkim o Twojej niezwykłej dyscyplinie poetyckiej . o tym, jak rzadko dzis spotyka się tak konsekwentnie poprowadzony ton , bez chwiejnosci, bez przypadkowego wersetu, bez nadmiaru. każde słowo wydaje się tu postawione z pełną świadomoscią ciężaru i brzmienia. masz w sobie coś z klasycznej rzeźbiarki słowa. bo nie improwizujesz tylko budujesz. Nie opowiadasz tylko formujesz. jest to pisarstwo, które ufa formie i potrafi ją udźwignąc .. rytm nie jest tu ozdobą, tylko kręgosłupem. a obraz nie jest fajerwerkiem, tylko elementem większej konstrukcji . bardzo cenię w Twoim pisaniu tę wewnętrzną powage. i nie teatralną, lecz wynikającą z przekonania, że poezja jest czymś więcej niż chwilowym gestem. w Twoich tekstach czuć odpowiedzialność za słowo. a to jest dziś rzadkie i bardzo piękne. piszesz Nika z siłą, ale bez krzyku . z podniosłoscią,. ale bez patosu. i to właśnie świadczy o Twoim kunszcie. i mnie się to co robisz w poezji bardzo podoba :)
  25. @viola arvensis Wioluś. Twój wiersz mówi mi o byciu pragnieniem. o byciu ogniem, który wie, że może spalić , a mimo to chce trwać. czytając mam wrażenie, że oddycham szybciej, jakby naprawdę ktoś stał na granicy snu i świtu, nie chcąc puścić tej jednej, ostatniej chwili bliskosci. jakbyś powiedziała ze jestem błędem w Twoim systemie, ale błędem, który płonie. Wiolu. przyszłaś ze swoim wierszem i przyniosłaś słońce. w świecie poezji zaświeciło one też. pięknie zaświeciło.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...