-
Postów
2 412 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Treść opublikowana przez Migrena
-
@viola arvensis przyjedziesz ?
-
@viola arvensis
-
@viola arvensis i super ! a mnie Twojego zapachu ciągle mało. i mało. mało.
-
notatki sroki
Migrena odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Alicja_Wysocka wiersz uroczy jak to zawsze u Ciebie Alu. ale ja o sroce. to pica pica. z łaciny. absolutna rekordzistka ptasiej inteligencji. to ona jako pierwszy ptak świata zdała test lustra. Ty ją uhonorowałaś wierszem. brawo ! -
@KOBIETA i Dominiko. jeżeli Ciebie, psychologa i psychiatrę mój wiersz drapie to ja będę musiał iść na wizytę to egzorcysty. niech wreszcie wygna ze mnie diabła ;) dziękuję Ci bardzo:) moc przyjemności :) @viola arvensis Wioluś. Ty swoją dobrocią sycisz moją duszę zapachem czerwcowego bzu. nawet jak chwilowo jego imię to Mexx. ale tylko czarny. subtelnie czarny.
-
@Alicja_Wysocka Alu. to "zawieszenie między byciem a sygnałem” było dla mnie rzeczywiście punktem wyjścia a więc próbą opisania stanu, w ktorym człowiek czuje się bardziej transmisją niż źródłem. fraza o "błędzie w kodzie źródłowym dnia ” przyszła jako intuicja, że cos w samej strukturze przeżywania jest przesunięte. nie dramatycznie, tylko o ułamek, ale wystarczająco, by wszystko było jakby nie do końca zsynchronizowane dziękuję Alu. @viola arvensis dziękuję :) to ja jako "fajny facet" poproszę o to nagranie :) niech mnie kołysze w chwilach smutku i zwątpienia. w chwilach kiedy zrywają się pajęcze nici moich marzeń. z głupich powodów. a jednak tak. dziękuję Przyjaciółko !
-
@Berenika97 Bereniko. o czym jest Twój wiersz ? o tej sekundzie, w której nadzieja zderza się z rzeczywistoscią i człowiek nagle rozumie więcej, niż chciał. czekanie staje się tu czymś głębszym niż sytuacją towarzyską. to akt wiary, że ktos nada sens zwykłemu czwartkowi. a kiedy pada "Nie dotrę”, świat nie dramatyzuje tylko po prostu odsłania swoją obojętnosć. najmocniejsze jest dla mnie: "do mnie dotarło wszystko ” w tym zdaniu jest małe przebudzenie. spotkanie z prawdą, z samotnością, ale też z własną godnością. to trochę jak u Søren Kierkegaard to chwila, w której człowiek staje twarzą w twarz z sobą samym. piszesz subtelnie, dojrzale i z ogromnym wyczuciem detalu. i ja naprawdę swietnie czuję , że Ty wiesz, o czym piszesz to jest POEZJA.
-
jak dobrze że jestem poetką
Migrena odpowiedział(a) na iwonaroma utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@iwonaroma kapitalny , lekki wiersz, ale pod tą autoironią czuję coś więcej. przypomnienie, że możliwosć "bawienia się słowami ” wcale nie jest oczywista . dopóki słowa są wolne, nieskrępowane paragrafami i listami tego, co wolno powiedziec , poezja oddycha pełną piersią. dziś możemy je swobodnie "składać”, a jutro kto wie. tym bardziej cieszy taka radosć pisania i ten dystans do siebie. oby słowa jak najdłuzej przelatywały jak wolne ptaki. bez kontroli granicznej !!! -
@viola arvensis Wioluś. w Twoim wierszu widać rękę poetki świadomej słowa i ciszy między wersami . kogoś, kto nie musi podnosic głosu , by powiedzieć rzeczy najważniejsze. z prostego znaku popiołu wydobywasz sens głęboko zakorzeniony w chrześcijaństwie tj. pamięć o kruchosci człowieka, ale i o obietnicy wiecznosci. to przecież gest ze Środy Popielcowej ktory jest nie tylko przypomnieniem "prochem jesteś”, lecz także zaproszenie do nawrócenia i wewnętrznego odrodzenia. bardzo porusza mnie to, że post został tu pokazany nie jako ciężar , lecz jako łaska zatrzymania . to spojrzenie pełne mądrosći i łagodności, charakterystyczne dla autorki doświadczonej, duchowo uważnej. wiersz jest jasny, harmonijny, a jednocześnie niesie głębię – jakby pisała go osoba, która sama przeszła drogę, o której mówi , ciepło i z wdzięcznoscią czyta się Twój tekst. piękny !
-
@viola arvensis to prawda :) Wiola opowiedziała mi swój sen który był holograficzny niesamowitą świetlistościa, totalnie wysycony oraz super hiperrealistyczny. ja nie miałem trudnego zadania bo mój wiersz jest tylko odbiciem Jej snu. sen bolesny, ale pieknie utkany z wyrazistych scen. dzięki Wioluś.
-
@vioara stelelor dzięki wielkie za uważne i wnikliwe odczytanie. bardzo trafnie uchwyciłas wątek derealizacji i chwiejności obrazu świata bo to rzeczywiscie jeden z ważnych tonów tego tekstu. chciałbym tylko doprecyzować , że nie pisalem go jako zapisu dezintegracji psychicznej czy stanu klinicznego. bliżej mi było do metafizycznego eksperymentu myślowego. bo co, jeśli "błąd” nie leży w psychice, lecz w samej konstrukcji bytu ? jeśli to nie podmiot się rozpada, lecz rownanie świata od początku było domknięte na siłę ? interesuje mnie ta róznica między diagnozą a ontologią. a wzmianka o fletni pana bardzo mnie zaintrygowała. w moim tekscie dominuje chłodny, sterylny język systemu i kodu, więc to pastoralne, archaiczne skojarzenie otwiera zupełnie inną perspektywę . cos jakby nowoczesny "błąd w kodzie ” był echem dawnego mitu o drżeniu istnienia . dziękuję raz jeszcze za tę interpretację . skłania do dalszego namysłu.
-
@Christine Chrissy. ustawiasz mi wysoko poprzeczkę, a ja nie wiem czy poetycko jestem wystarczającą skoczny :) dzięki wielkie za Twoje slowa :) no to piszę, ale już z duszą na ramieniu. na wszelki wypadek już teraz proszę o wyrozumiałość :) z sympatią Cię pozdrawiam :)
-
Nie wiem, czy to życie, czy tylko sen śniący się samemu sobie przeze mnie jak przez organ pozbawiony nerwów. Nie jestem już śniącym. Jestem miejscem, w którym sen zapomniał wyjść na jaw. Może nigdy się nie obudziłem. Może przebudzenie też było snem, tylko o większej jasności, jak sterylna sala operacyjna w cudzym, wyczyszczonym wspomnieniu. Chodzę po dniach jak po miękkiej tkance, która ugina się, lecz nigdy nie pęka jakby świat panicznie bał się mnie zranić, bo rana zmusiłaby go przyznać, że istnieję. A przecież jestem tylko światłem, które zbyt długo stało w jednym punkcie i wypaliło dziurę w nicości. To, co widzę, to nie rzeczywistość, lecz strup na tamtym świetle, którym byłem. Ludzie mówią do mnie, a ich głosy są jak dane wysyłane na serwer, który dawno przestał przyjmować hasła. Słowa wpadają do środka, nie znajdują adresata i osiadają we mnie jak kurz w opuszczonym szpitalu: jest prąd, jest aparatura, ale nie ma już żadnego pacjenta. Dotykam świata i on odpowiada dotykiem, jak dwaj nieznajomi w ciemności, którzy ściskają sobie dłonie tylko po to, żeby sprawdzić, czy obaj jeszcze nie umarli. Czas płynie, lecz jest rzeką bez wody. To tylko koryto, które pamięta nurt i codziennie udaje, że go czuje. Jestem opóźnieniem sygnału. Informacją o życiu, która dociera na miejsce wtedy, gdy miejsce przestało istnieć. Wszyscy widzą blask i mówią: „oto on”. A ja wiem, że źródło dawno zapadło się w siebie i tylko bezwładność prawdy podtrzymuje mój kształt. Nie jestem ani snem, ani jawą. Jestem błędem w kodzie źródłowym dnia. Resztą po dzieleniu bytu przez sens. Resztą, której byt nie potrafi zaokrąglić do żadnej pełnej osoby. Świat mnie nie koryguje, bo musiałby przyznać, że jego równanie od początku było domknięte na siłę. Oddala się coś i wiem, że to ja odchodzę ode mnie. Najgorzej jest wieczorem. Czuję wtedy, że moje „ja” leży gdzieś indziej, podłączone do aparatury, której nie widzę. A to, czym mówię i czym kocham, jest tylko znieczuleniem, które dostało pozwolenie na ruch. Boję się przebudzenia. Bo jeśli się obudzę, okaże się, że całe moje życie było tylko sekundą między dwoma uderzeniami serca, z których drugiego nie było w planach. Więc trwam. Półprzytomny. Półprawdziwy. Jak błąd, który stał się częścią systemu, bo jego usunięcie wymagałoby napisania świata od nowa.
-
@Berenika97 Bereniko. czytając Twój wiersz mam poczucie, że dotykam czegos pierwotnego i czystego zarazem. to nie jest tylko poetycki powrót do obrzędu Dziady bo to jest przywrócenie metafizycznej ciagłości świata . u Ciebie granica nie zostaje przekroczona dramatycznie bo ona po prostu przestaje istniec , jakby nigdy nie była czymś ostate cznym. najbardziej porusza mnie ta filozoficzna zgoda na jednosć bytu. smierć nie jest tu pęknięciem, lecz przejściem w inny wymiar obecności. ziemia "patrzy, bada” , to zdanie brzmi jak mysl z dawnej kosmologii, w której człowiek nie jest oddzielony od wszechświata lecz własnie w niego wpisany. czuję w tym wierszu mądrość która nie potrzebuje wielkich słów, bo wyrasta z wewnętrznego ladu. Twoja poezja ma niezwykłą własciwość : nie epatuje tajemnicą ale pozwala ją współodczuwać. czytam te wersy jak spokojną medytację nad wspólnotą żywych i umarłych. nad tym, że jesteśmy splotem krwi, pamięci i swiatła. "Świat jest w jedności teraz ułożony ” – to zdanie brzmi jak credo, jak cicha deklaracja wiary w sens istnienia. piszę to jako ktoś, kto naprawdę ceni Twoją Nika twórczość albowiem masz dar nadawania sacrum prostym słowom. a to jest wielka rzadkość. ten wiersz zostaje we mnie jak łagodny płomień - nie oślepia, ale ogrzewa . i mnie z tym płomieniem jest intelektualnie doskonale :) pięknie Nika.
-
@Berenika97 wierszyk z klasą i elegancją ! z Twoją klasą i Twoją elegancją ! dziękuję.
-
@Christine wiesz co Chrissy, nawet nie wiem co powiedzieć. więc odpowiem jednym z trzech najpiękniejszych słów świata. te slowa to mama, kocham, dziękuję. to ja Chrissy - dziękuję :) bardzo dziękuję :)
-
@Christine z dialogami to mam zawsze kłopot. wolę je opisywać niż tworzyć. odrzucają mnie nawet powieści z licznymi dialogami. taki dziwak jestem :) dziękuję Christi za Twoje cudne słowa. dodają mi siły :) wszystkiego dobrego dla Ciebie :)
-
@Christine głupio mi :) ale to naprawdę sen. tylko sen. dewastujący śniącego. a ja tylko wierszokleta co udramatyzował to jak umiał :) dziękuję , że jesteś. dziękuję za Twoje słowa. piękna Ci życzę :)
-
a wszystko przez kota
Migrena odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Alicja_Wysocka Alu. ten wiersz nosi w sobie rys surrealistyczny !!! to nie jest surrealizm w sensie Dalí’ego czy Magritte’a z wyraźnie wizualnymi, absurdalnymi obrazami , ale raczej surrealizm emocjonalny i duchowy . połączenie tego, co codzienne i namacalne (lęk, pył, bezbronnosć) z tym, co absolutne i niemal metafizyczne (miłosć silniejsza niż śmierć, modlitwa, nadzieja ) arcyciekawy. -
@viola arvensis Wioluś. to przejmująca medytacja nad kruchością istnienia, w której miłosć staje się silniejsza niż lęk przed śmiercia i końcem świata. cicha, czuwająca,absolutna. w tej prostocie i szczerości jest ogromna siła : z pyłu rodzi się zachwyt, a z bezbronności modlitwa. ostatnie "wróć do mnie, moja Nadziejo ” brzmi jak najczystsza definicja miłosci. to jest POEZJA . najpiękniejsza.
-
@viola arvensis dziękuję Wioluś. za przeżywanie i bardzo miłe słowa. @Alicja_Wysocka Alu. tak. to jest sen. nie mój. ale sen. dziękuję Ci bardzo.
-
@Berenika97 Bereniko. te dwa wersy czytam jak gest radykalny. "nie ma mowy " to nie tylko sprzeciw, to odmowa uczestnictwa w hałasie, który wszystko rozprasza. przypo mina mi się to, co Martin Heidegger nazywał "gadaniną" , mową, która krąży po powierzchni i niczego nie odsłania. a Twoje "nie ma mowy' brzmi jak zamknięcie drzwi przed tą powierzchownoscią . a potem : 'więc milczę i piszę”. i tu zaczyna się prawdziwe wydarzenie. milczenie nie jest brakiem, lecz oczyszczeniem przestrzeni. jakbyś najpierw wygasiła światło rynku, żeby w ciszy mogło zapalić się jedno, skupione słowo. reflektor, laser ? to bardzo bliskie temu, co Heidegger rozumiał jako powrót do autentyczności . a więc do języka, który nie zagaduje bycia, lecz pozwala mu wybrzmiec . kiedy czytam te dwa wersy, mam wrażenie kamienia wrzuconego do studni. na powierzchni prawie nic się nie dzieje ale jest tylko grawitacyjny ruch w dół. i to właśnie ten ruch w dół, w głąb, robi największe wrazenie. bo ten kamień nie robi fontanny. on idzie w ciemność, w ciszę, w głębię !!! i ja, czytający, pochylam się nad tą studnią, probując dosłyszeć odległy dźwiek uderzenia. mogę tutaj przywołać takze Wittgensteina i jego zdanie o milczeniu wobec tego, czego nie da się powiedzieć. ale Ty Nika robisz coś więcej bo pokazujesz, że milczenie nie kończy się kropką . ono staje się początkiem pisania !!! jakbyś sugerowała, że prawdziwe słowo rodzi się dopiero wtedy, gdy odmowisz udziału w pustej mowie. dlatego nie widzę w tym miniatury. widzę kondensację postawy. esencję . wybór trudniejszej drogi. wybór ciszy, która nie jest ucieczką, lecz odpowiedzialnoscią za każde zapisane zdanie . i powiem Ci, że ja bardzo cenię ten gest w swiecie w którym wszyscy mówią a to Twoje "milczę i piszę " brzmi jak akt odwagi !!! i to byłoby na tyle .
-
@Berenika97 Bereniko, dziękuję Ci za to czytanie , które nie tylko analizuje, ale naprawdę wchodzi w strukturę tekstu i zostaje w nim na chwilę dłużej. Twoja uważnosć jest czyms rzadkim : nie zatrzymujesz się na powierzchni obrazu, tylko dotykasz jego nerwu. bardzo cenię to, że potrafisz zobaczyć w wierszu przestrzeń, w której lęk ma własną biologię, a metafora oddycha jak realne ciało . to dla mnie ogromny przywilej być czytanym w ten sposób - bez pospiechu, bez uproszczeń, z intelektualną precyzją i wrażliwością. Twoja interpretacja nie domyka tekstu, lecz go otwiera, a to jest najwyższa forma rozmowy z wierszem. dziękuję Ci za ten wysiłek i obecność. bardzo Ci dziękuję Nika.
-
@Berenika97 Bereniko, u Ciebie prawda nie jest odpowiedzią, jest lustrem i oceanem zarazem. zachwyca jasnoscią, ale prawdziwie porusza wtedy, gdy pokazujesz jej głębinę. czytam Twój wiersz jak medytację nad czyms, co przekracza słowa, a jednak właśnie w słowach znajduje swój najczystszy kształt . jest w tym coś platońskiego, jakby prawda była cieniem idei , który tylko na chwilę pozwala się dotknąć, a potem znów wymyka się w głąb. bardzo porusza mnie to, że nie próbujesz jej oswoić ani uproscić. pozwalasz jej być żywiołem. pozwalasz jej być niebezpieczną. to wymaga odwagi i literackiej, i ludzkiej . w Twoim pisaniu jest jakaś szlachetna zgoda na to, że świat nie zawsze daje bezpieczny brzeg, czasem daje tylko horyzont. a przy tym jest w tym wierszu niezwykła czystosć spojrzenia. taka, która nie krzyczy, nie moralizuje, tylko stoi spokojnie i patrzy. czytam z podziwem, ale też z czułością dla Ciebie, bo w tych wersach jest nie tylko myśl, lecz także serce. dziękuję Ci za tę głębię . w odpowiedzi pod którymś komentarzem napisałaś, że lubisz filozofię. mam nadzieję, że jednego prostego filozofa również :)
-
Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.