Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 19.06.2026 w Odpowiedzi
-
Zgubiła się pomiędzy bladym świtem a cierpką kawą, teraz mija siebie codziennie - niczym obcą kobietę. W pośpiechu poprawia płaszcz, biegnie do pracy przez gąszcz cudzych uśmiechów i chmurnych spojrzeń. W torbach z zakupami dźwiga ciężar dnia, rzuca w korytarz wymuszone „dzień dobry”, a ten odpowiada pustym echem. Wieczorami, gdy w samotnych ścianach drży głos Bajora, karmi porzuconego kota i niezagojoną tęsknotę. Czasem wykrzesze z siebie krótki śmiech, jakby na przekór głuchej ciszy, która od tamtego dnia wciąż w niej dorasta. Na spacerze odwraca wzrok od splecionych dłoni. Chciałaby po prostu wrócić do siebie.29 punktów
-
Nie jestem już skałą. Tylko piaskiem. Wypłukujesz mnie z własnych myśli. Wdzierasz się pod próg, zabierając grunt. Gdy szukam ratunku, oplatasz mi kostki. Cofasz się, szepcząc, że potykam się o własny lęk. Odcinasz suchy ląd. Kradniesz siłę na ten jeden krok wstecz. A kiedy wreszcie próbuję odejść - po prostu mnie topisz.29 punktów
-
wierzę zmówił się księżyc z latarnią w kałuży za trzy przecznice był w pełni nią urzeczony bo bladła z latarń najśliczniej więc podglądałam nieśmiało razem zniknęli przed świtem od tamtej pory też wierzę - że można się kochać z odbiciem25 punktów
-
Każdego ranka, wsypuje karmę do glinianej miseczki i rozmawia z kotem, jak z przyjacielem, który nie przerywa i rozumie. Oboje wiedzą, czym jest porzucenie. Nazwała go Leon - po tamtym filmie, w którym dziecko i milczący "drapieżnik" leczyli swoje rany, splatając dwie samotności. Kot Leon je spokojnie, jakby wiedział, że są wyznania, którym lepiej pozwolić wybrzmieć do końca. - Myślisz, że można tęsknić za kimś, kto już dawno nie tęskni za tobą? - pyta Leona, parząc kawę. - Wiesz - wzdycha - może nie brak mi jego, tylko tamtej kobiety, która przy nim wierzyła, że wszystko jeszcze przed nią, a teraz rozmawia z ciszą o kocich oczach. Leon odprowadza ją do drzwi, niosąc ogon wysoko. Kiedy zamyka mieszkanie, przez chwilę ma wrażenie, że zostawia za nimi jedyne stworzenie, któremu jeszcze jest potrzebna. Na klatce schodowej słowa zwykle mijają się z ludźmi. Ale jak zawsze rzuca ciche: - Dzień dobry. - Dzień dobry -usłyszała. Schodzi jeszcze kilka stopni. Zatrzymuje się. Przez krótką chwilę myśli, że samotność nauczyła się mówić.23 punktów
-
Myślę o tobie - mój lśniący. Kto teraz budzi cię o świcie? Czyim dotykiem rozbłyskasz? Czy otwierasz się bez oporu? Tak długo nosiłam cię przy sercu, powierzałam swoje drogi, sekrety, myśli, słowa i zdjęcia - małe dowody istnienia. Lubiłam przesuwać palcem po twojej krystalicznej skórze, szukać po omacku w środku nocy - zawsze byłeś na wyciągnięcie ręki. Tęsknię za tobą bardziej, niż wypada. Mój utracony ... smartfonie.23 punktów
-
Zaczęło się tak prosto - od tęsknoty za powszednim chlebem i cichym niezadowoleniem w zawsze za długiej kolejce. Żadna wielka polityka. Zwykłe kłucie w żołądku, nie do uciszenia kolejną obietnicą. Wyszli w jasny dzień, niosąc kawałki płótna, w barwach bliskich sercu, i wiarę, że razem, coś znaczą. I nagle ołów przeszył czerwiec - słońce zostało i siostra Awana - jak biały motyl, który nie chciał uciekać. Zbierała z ulic poranione życia, kołysząc w ramionach cudzy strach. Bruk ciągle pamięta. My - zbyt krótko. Inspiracja: Poeta Jan Jarosław Zieleziński, "Pięćdziesiąt sześć - poznańska rzeź" Pamięci Oli Banasiak, ps. "siostra Awana", która jako pierwsza w czasie trwającej strzelaniny wyszła na ulicę celem ratowania rannych.23 punktów
-
Mówią jej: „To minie”, „nie był wart łez”, „znajdziesz kogoś” - jakby uczucie było meblem, który da się wymienić. Chcą naprawiać pamięć, rzucając na stół jego błędy jak fałszywe monety. Ale nie mogą czuć ciężaru pustki, który co rano kładzie się na jej piersi. Nie wiedzą, że skóra wciąż pamięta ogień, gdy jego usta unieważniały wszystko wokół. Luiza nienawidzi chłodu pocieszenia - jak miałyby pojąć pożar, którego nie gasiły własnym ciałem? Wreszcie wyszły, zostawiając zapach stygnącej herbaty i wynosząc swoją litość. Nie szuka nowej miłości, szuka jego cieni, pozwala sobie na luksus bycia nieuleczoną.20 punktów
-
oszustwo czas kłamie kiedy obiecuje startującym że pójdzie tempem miarowym jak rymowanka z każdym kolejnym dniem otwierasz oczy coraz szerzej bo przekonujesz się że to ruch z rosnącym przyspieszeniem dopiero kiedy otwierasz oczy na stałe zatrzymuje się cierpliwie czeka na odpłatę dwie monety na powiekach do tego obol w ustach taki zachłanny20 punktów
-
cierpienie nie jest próbą lecz językiem którym przestałeś mówić jesteś nieobecnym architektem ruin albo tylko przypisem dopisanym do mojego lęku ja glina zapominająca dłoni nie odróżniam już stworzenia od porzucenia pojawiasz się kiedy milczenie dochodzi do kości a wiatr cytuje Hioba coraz mniej wiernie jestem sama w trądzie świata pośród jego mechanizmów może zbawienie jest tylko błędem przekładu między bólem a nadzieją19 punktów
-
Lipy mdleją od woni: któż nie uległby tej magii, gdy powietrze drży od pragnień? Ileż powabu odsłania lipcowi dziewczyna nasycona słońcem.19 punktów
-
Leżę pod Mirą. Nie wiem, czy to ja szukam jej cienia, czy ona zapamiętuje kształt mojego ciała. Oddychamy tym samym powietrzem. Każdy wdech przechodzi przez igły, każdy wydech wraca do ziemi. Kora wciąż parzy tam, gdzie kończy się moja skóra. Światło sączy się przez koronę, osiada w żebrach jak w gałęziach. Cieplej niż powinno. Palce pamiętają kształt gałęzi. Kręgosłup uczy się pionu sosny. Krew płynie wolniej, jakby od dawna znała drogę żywicy. Mój czas odliczają jej słoje. Mrówka wchodzi na moją kostkę i nie zatrzymuje się. Ziemia nie pyta, gdzie się kończę. Bierze, co dostanie.19 punktów
-
Kolejne lato co rok skwarzy nam niebo co rok narzekanie że gorąco przyjdzie jesień odetchniemy zimą wystudzimy emocje znów prześpimy to co czeka żeby wiosną ponownie rozwarstwiać czas zapisać słowa które krwawią bo wnętrzności w ciągłej kipieli poszarpane dzisiaj będzie zawsze po wczoraj pytanie czy nadejdzie kojące jutro nadejdzie nawet jeśli połowa ludzi... z pętli zrywa się myśl czy ta druga połowa to jeszcze ludzie czerwiec, 202619 punktów
-
przychodzi nie wiadomo po co chwyta za gardło ciebie, mnie gra pierwsze skrzypce dniem i nocą bezwzględna, podła pani D. patroszy z uczuć , knebluje usta tłucze po głowie ile chce trupem napełnia, wewnątrz pusta sama nie pójdzie- pani D. potem już tylko wysysa życie chłepce je z pasją jak ludzką krew gapi się oschle, zasiewa gnicie gdy znikasz wzrasta -ta pani D. i nazbyt często z nią się umiera wbrew woli życia, wszystkiemu wbrew człowiek bezradny, ona wybiera upiornie wierna, pani na D.19 punktów
-
Im szybsze mam myśli tym spokojniej chodzę gdy bujam w obłokach leże na podłodze gdy świat mi dopieka piję zimną wodę gdy brzydnie mi życie to dbam o urodę. Gdy hałas mnie goni to uciekam w ciszę gdy ktoś mówi brednie niczego nie słyszę kiedy słowo boli znieczulam milczeniem gdy sen nie nadchodzi uciekam w marzenie. Gdy wkrada się proza to wierszem rymuję gdy coś burzy spokój to azyl buduję gdy deszcz srogi pada to słońcem się śmieję gdy smutek mnie dusi to chwytam nadzieję. I gdy tak pomyślę to jestem sprzecznością świat mnie nie pokochał ja karmię miłością i choć się nie spina z wyobraźnią życie idę swoją drogą w niezmiennym zachwycie. * z cyklu "Pisanie na kolanie"18 punktów
-
poetyki czy najbliżej prawdy jestem przy Leśmianie a najbliżej chwili przy Gałczyńskim czy najbliżej miasta jestem przy Wierzyńskim najbliżej elokwencji przy Lechoniu najbliżej godności przy Miłoszu najbliżej historii przy Dyckim najbliżej niepoprawności przy Żeleńskim-Boyu najbliżej humoru przy Szymborskiej najbliżej precyzji przy Barańczaku najbliżej czego jestem żeby być przy samej sobie17 punktów
-
pod kinem zmierzch zapinał niebo na pierwszy guzik ona niosła w oczach nieśmiałość on w uśmiechu ukrywał zmieszanie światło latarni nie umiało zdecydować kogo dotknąć najpierw więc objęło ich oboje i już nic nie było tak samo obce tylko serca nie umiały iść spokojnie17 punktów
-
chyba już się wyczerpałam zdarta płyta, wióry z deski porwał mnie swawolny strumień w którym płyną moje łezki chyba się już wyczerpałam jak chusteczka przesmarkana tak się we mnie wycierali że została żrąca rana chyba już się wyczerpałam jak atrament w kałamarzu wypisali mnie z radości nie wróciłam ani razu chyba się już wyczerpałam z tolerancji, gładkich słówek brak mi siły do idiotów nie wynajdę też wymówek chyba już się wyczerpałam jak żarówka w lampce nocnej nie chcę brać udziału więcej w żadnej walce bezowocnej leżę niczym w polu kamień niech już na mnie nikt nie czeka chcesz to kopnij, chcesz to omiń ale trzymaj sie z daleka17 punktów
-
A skoro chcesz mieszkać w ogrodach zielonych i kwiatów barw rzadkich doświadczać z radością, to musisz spodziewać się deszczy- też słonych, przemoknąć i przyjąć ciężary z godnością. A kiedy upadasz, bo wiatr ciągle w oczy i tchu już nie łapiesz, i znikąd pomocy, nie poddaj się, zawalcz chociażby raz setny, w modlitwach upartych do Boga wznoś oczy. I kiedy samotność cię znowu przydusza, i nikt nie rozumie, uwagi nie zwraca, to zajmij się sobą z czułością największą, na innych nie zerkaj, do siebie powracaj. Nie podnoś już głosu lecz głowę wysoko i kiedy brak wsparcia - poprzeczka do góry, a każdy krok mocny, niech ziemia się trzęsie spokojem i wiarą wszystkie zburzysz mury. Maszeruj chociażby świat cały stał w miejscu patrz w niebo gdy inni patrzą w dół bezmyślnie wyłuskuj ziarenka miłości i piękna nie szukaj zła w sobie, niech dobro rozbłyśnie. I żyj, póki żyjesz, niech krew krąży z mocą i serce niech z pasją miłosną uderza, gdy drogi ci braknie, to własną wydeptaj, Bóg patrzy i czuwa, ty wiedz dokąd zmierzasz! *dziękując mojemu Aniołowi Stróżowi17 punktów
-
pustostany licho chichot puste pole babie lato patyk kamyk sieć pajęcza lelum wiatru wyjce wierzba kurnik pusty rosochaty wieniec z trawy suche pióra puchy lecą to dla wiedźmy diabłów polnych świątek śpiewa i kapliczka wiatr rujnuje pośród lasów strach na wróble siedzi tam od dobrych wieków głaz i lampka tam przy drodze ćmy zwołuje jak latarnia i robaczki świętojańskie obłęd nimfy leśnej niesie się po lesie...17 punktów
-
Ach! Nie wierz, nie wierz poecie, bo to jest drań i niecnota. Plecie, co ślina przyniesie, lepiej innego pokochaj. Choćby ci wlewał ambrozję i miody najsłodsze do uszu, na ręce dawał ci serce, ty sobie innego szukaj. Bo nie zbuduje ci domu, i mieszkań ci nie wywietrzy, ten co, z własnego wyboru, pokój wynajął wśród wierszy. Jeśli nawarzy bigosu, to tylko tego w przenośni, przewidzieć nawet nie sposób czy się zjesieni, czy zwiośni. Słowami będzie cię karmił, co uświęcają lub bluźnią, o głodzie twoim zapomni, sam przecież żyje iluzją. Choćby przysięgał, że jesteś jego jedyną na świecie, nie ufaj poecie, bo przecież on zawsze kochał poezję. Z taką rywalką nie wygrasz, a więc powtórzę dlatego: Chociaż poeta ma skrzydła, lepiej poszukaj innego. O!17 punktów
-
17 punktów
-
nad Zagórzem posiniaczone niebo niczym skóra pod okiem Lucyny delikatne drżenie olszynowych listków zagłuszył nagły podmuch wiatru w górę wzbiły się tumany kurzu naleciałe z pobliskich rejek od wsi słychać zawodzenie azora idzie burza najpierw nieśmiało kropla za kroplą spadają przezroczyste paciorki czyste zimne wprost na skórę pot miesza się z wodą tworząc ciemne ornamenty od ramion po krągłości bioder w rynience wargowej zaperlona krew błysk za plecami trzask łamanych gałęzi policz do trzech raz dwa błysk tuż obok skręcony drut na przełaj przez pola byle dalej od grzmotu17 punktów
-
wysoka stopa ecru bo na lato proszę pani brązy beże i ecru tylko to no...może jeszcze kremowy drobny dodatek ważka owoc kwiatek niech pani się nie waży nie wydać na to pieniędzy wyjazd ja pani doradzę dokąd za granicę niewielki kredyt aaa... trzeba mieszkać i wyglądać świadomy konsument nie chce pani to jak pani będzie wyglądała nie to nie - pani sprawa @Leszek Piotr Laskowskiserdeczne podziękowania 🌻17 punktów
-
przytulia oplotła dłonie Anny lekkim węzłem przywiązania jak Ty po kilku latach czułych gestów wiesz nie zawsze słowa potrzebuję cię znaczą tyle co jesteś potrzebna do? niby mała roślinki a piecze piorun przeszył granat nieba złotą strzałą znacząc twoje /moje dając czas grzmotowi na wrzaski lekki wiatr poruszył miętą posypując nasionami tuż obok melisa lekko przyżółkła czeka na deszcz jak Ty na słowo odejdź16 punktów
-
- Popatrz. Znowu zarasta. - Jak wszystkie chłopy. Trawa nie uznaje wdowieństwa. - Przecież dopiero tydzień temu ogoliłam do zera. - Widocznie natura nie lubi czekać. - Wyszorowałam go szczotką, jak każdej niedzieli. - Kamień ma dobrą pamięć. Ja tylko umyłam - nic nie powiedział, nigdy nie był rozmowny, teraz ma jeszcze łatwiej. - Mój lubił być czysty. - Umarli niczego już nie lubią. To my pamiętamy za nich. - Przykryłam go jesionką z rudych chryzantem. Tutaj zawsze wieje. - Żywi zawsze coś przynoszą. Umarłym nigdzie się nie spieszy. Ja swojemu narzuciłam tylko szalik z jedliny. - Zapaliłam znicze. Znowu lśni. Jak za dawnych, narzeczeńskich dni. - Bardziej tobie potrzebne jest to światło niż jemu. - Pora wracać. - Do przyszłego tygodnia!16 punktów
-
silna bywam tylko w snach dzień to poligon - rozbrajam miny złych wiadomości uśmiechem maskuję strach prowadząc synka mocniej ściskam małą dłoń drążę korytarz między domem a światem żadna ze mnie bohaterka tylko mam zmęczone ręce i cichy lęk gdy zdejmuję pancerz i liczę rany - wszystkie zadałam sobie sama16 punktów
-
„Są cisze” Są krótkie cisze i te długie cisze, w których nie słychać lęku niemej ciszy. Cisze przed burzami, w błysku, zygzakami, piorunami malowane, po niebie zapalane. Są cisze trudne, bardzo smutne i żmudne, wyczekiwania dźwięku, w strachu, w lęku, po ciemku. To cisze wojenne, wybuchowo zmienne, cisze w rozpaczy słuchania odgłosów bomb spadania. Są cisze zbiorowe, często honorowe, cisze samotne, pustką markotne, z morderczą serca cichością, we łzach za miłością, za tęsknotą we wspomnieniach, w odczuciach osamotnienia. Są cisze żałobne, wszystkie sobie podobne, wspominania bliskiego, w głębi siebie samego, zadumą przywołane, chwilą ciszy oddane. W cichej rozmowie duszy, która każde serce skruszy. Są cisze przemyślania, w spokoju rozważania, by na wiatr słów nie rzucać, błędne myśli ukrócać. Te łagodzące spory — to mądrości podpory. Po chwili analiz w ciszy więcej mądrych słów się słyszy. Leszek Piotr Laskowski16 punktów
-
Jest Dusza Przychodnia Co nie szuka gniazda Płonie jak pochodnia Innym drogę świeci Jak to czynią święci Nigdy się nie spala, Innym ciepło daje Nie zbywa jej wcale Naiwności pieśni Bo cnotą im świeci Którą starzy chwalą A dzieci nie znają Choć na własność mają Od Miłości Pana16 punktów
-
do Haliny czytam Ciebie Halinko o Berenice Heloizie kanadyjskiej topoli Ninie sercu zieleni i Poundzie o tych krajach i miastach Plantach Krakowskich przyjaźniach szpitalach byłaś ze mną w poezji przez wszystkie moje lata a lata mijały, mijały sączyły codzienność trwałości wiecznosci i tylko Twoje życie nie kłamało że to dostatecznie długo na wszystko choć wiesz... przez chwilę uległam złudzeniu w to lipcowe popołudnie przez chwilę te złote godziny dojrzałe owoce błoga pełnia i spokój pozwoliły mi pomyśleć że wciąż jestem tą samą a jednak nie- przypomniało lustro w dębowej ramie i zwiędłe kwiaty w wazonie15 punktów
-
„Od pieluchy do pieluchy” Pierwsze, co widzisz – nic nie rozumiesz, szukając ratunku, rączkami bezradnie. Jedyne, co umiesz? To krzyczeć umiesz! Tak leżąc w pieluchach, zsikanych dokładnie. Kolory widzisz, poznajesz powoli, głos otoczenia z łona wspominasz. Spoglądasz w sufit, w tępej ciekawości, co zauważysz, od razu zapominasz. I chciałbyś mówić, i chciałbyś biegać, podrzuca cię niemoc, wygina w mękach. Postacie wielkie, jak na wietrze drzewa, schylając się, całują i noszą na rękach. Jesz, śpisz i jesz, i nie wiesz, że żyjesz, bo życia prawda dopiero przed tobą. Bojaźliwie patrzysz i tego nie kryjesz, niewinności czarem i całym sobą. I takim okresem, z urokiem w dzieciaku, pierwsze kroki i pierwszych zębów kłopoty. I szkół lista cała, z siniakiem na siniaku, drogą nastolatka, w naiwności głupoty. Miłości zawodów, w bólu serca klęsk wiele, poznajesz dorosłość – wzlotów i upadków. Tak bywa, że wrogiem są najlepsi przyjaciele, a jedyna miłość nadchodzi z przypadku. I wreszcie, i w końcu, ty pieluchy zmieniasz obsrańcom życia – owocom namiętności. Kochając to coś, swe oblicze przemieniasz, jest ono ci podzięką i największą miłością. Patrzysz, jak rosną, i ty z nimi rośniesz, rozumem, w mądrości i siwym włosem. Choć często widzisz ich drogi ukośnie, służysz im radą, coraz cichszym głosem. Aż, słysząc z oddali jakby siebie samego, słów, krzyków, ostrzeżeń i nauk przestrogi, powracasz wtedy do dzieciństwa swojego, do twoich rodziców, tak kochanych i drogich! Już wszystko poznałeś i wszystko rozumiesz, nie szukasz ratunku już ślepo, bezradnie. Wszystko przeżyłeś i wszystko już umiesz, znów leżąc w pieluchach, zsikanych dokładnie. Leszek Piotr Laskowski15 punktów
-
Anna czeka na ciąg dalszy jak obrazy z brodatymi świętymi które tylko zbierają kurz w serii mocnych odbić znad łóżka rój much łażący po lepkim stole w pojedynczym splocie ciał gdzie dłonie zajęte dłońmi bez skrępowania sięgają niżej w spłowiałym prześcieradle dziury i tylko Bóg jeden wie ile dzieci wsiąkło w tępą brunatną gąbkę kusisz dojrzałym smakiem ust miły obraz pinterest15 punktów
-
plaża morze oddycha ciężko jak zwierzę które przez cały dzień niosło na grzbiecie świat piasek wciąż pamięta słońce ale noc wsypuje między ziarenka swój wilgotny oddech idziemy boso dłoń w dłoni jakbyśmy nieśli między palcami resztki dnia i ciepła przed świtem fala fala fala każda bliżej niż poprzednia cierpliwa zabiera kawałek brzegu jak czas zabiera wszystko czego nie odważyliśmy się wypowiedzieć twoje włosy sól wiatr na mojej twarzy noc zapomina własne imię patrzysz na mnie tak długo że skóra zaczyna pamiętać zanim dotyk jeszcze się wydarzy i nagle tracę krawędzie skóra chłonie twoje spojrzenie nasze ciała wiedziały pierwsze zanim zdążyliśmy pomyśleć wessały się w jeden przypływ wiatr rozpina noc na naszych ramionach księżyc rozciera srebro po mokrej skórze fal i po twoich policzkach morze nie zna wstydu bije o brzeg całym sobą i uczy jak odsłaniać się bez obrony stoimy blisko tak blisko że między oddechami nie mieści się już powietrze tylko drżenie twoje usta są gęstością zanim staną się dotykiem każde milczenie przesuwa się po mnie jak fala która zna drogę zanim ją zobaczy oczy opierają się o moje palce wbijają się mocniej świat odpływa zostaje tylko ciężar ciemności i sól krew pulsuje na zmianę fala po fali aż nurty w ciele gubią swój kierunek kto bierze powietrze kto drży biodra szukają w ciemności środka ciężkości jakby cała plaża osuwała się pod nami jakby pod skórą zaczynało się jedno wspólne miejsce w którym oddech nie ma już właściciela wdzieramy się w siebie głęboko i cicho jak fala która w końcu odnajduje swój głodny piasek a morze stare jak pierwsza miłość zamyka nas w swoim niebiesko-czarnym oddechu i nie ma już brzegu ani początku tylko powolne zbliżanie się wszystkiego do wszystkiego aż najprawdziwszym językiem zostaje dotyk który trwa dłużej niż nasze ciała i jeszcze długo oddycha nami15 punktów
-
margareta powiew przenika powietrze rześki chłód osiada na ciele niby srebrzysty szron lniane spodnium muska skórę przypomina o lekkości wypielęgnowane piękne dłonie trzymają różę drobnymi nozdrzami degustuje subtelny zapach purpurowego kwiatu po przedramieniu jakby róży płaczem toczy się samotna kropla krwi na tle świata margareta leniwie smakuje anyżową nalewkę przybraną delikatnie listkiem mięty w oddali z tarasu widzi las fontainebleau swą nieprzebytą gęstością przywodzący na myśl dzieła francuskich realistów obok niej stoją sztalugi ukojenie w naturalnej palecie przestronnego tarasu i ogrodu zimowego w ten rześki dzień lipcowy15 punktów
-
Idę po równinie bez sensu, bez celu deptam własną drogę, nic nie mam w portfelu nie mam postanowień, planów, oczekiwań krok za krokiem stawiam i jestem szczęśliwa. Wokół trawy, kwiaty, Bogu się kłaniają w górze wdzięczne ptaki, na chwałę śpiewają równy, mocny oddech, serce pełne wiary nic wiecej nie trzeba, w tym świecie wspaniałym. Idę po równinie, nie zdobywam szczytów szczyty noszę w sobie - miłości, zachwytów pewne kroki stawiam, życia się nie boję z losem się nie szarpię, tańczę ze spokojem. Niech się dzieje co chce, skoro Bóg jest ze mną światło noszę w sobie, noc rozpalę ciemną przyniosę pogodę, tam gdzie ciemne chmury nie pozwolę sobie w całym szukać dziury. Idę po równinie, proste wiersze składam piszę na kolanie, nie za wiele gadam milczę i podziwiam, śpiewam Matce Bożej nigdzie mi nie spieszno, a ze wszystkim zdążę. * z cyklu "Pisanie na kolanie"15 punktów
-
Zygzak i bakteria to się nie mieści we mnie, ani wokół mnie nie rozlega, żebym potrzebowała definicji bardziej niż wrażenia celu przekazu w poezji konsekwentnie, żebym potrzebowała dookreślać lub dekonstruować formę poprzez opis struktury konsystencji, dyfuzji i cięcia oraz uderzenia. Metafora taka istnieje i ma się dobrze na górnej półce z szansą na Nobla. Lecz – we mnie, za mną, przed mną – to się nie mieści, choć też na styku słów występuje.15 punktów
-
rytm lata przy wiśni w czerwcu w rombie siatki jak w ramie miniatury przysiadł płochacz do kubka wpadają drobne ciemne owoce kawa już w domu pachnie filiżanka przy radiu dobiega rytm muzyki piszę szczęśliwa że wolny dzień łapię zmysłami lato i rytm znów mam dwadzieścia lat15 punktów
-
14 punktów
-
Była podobna do zimowego światła - jasna, chłodna i nieuchwytna. Zbyt krucha na walkę, a jednak wracała stamtąd, gdzie po innych przepadał ślad. Kryształy i salony zamieniła na proch i ciszę przed akcją. Nie miała jednej twarzy, tasowała imionami jak maskami na balu cieni. Fikcję splatała tak misternie, że każde kłamstwo miało adres i datę. Spływała z nieba na jedwabnym skrzydle niczym iskra, której nie dostrzegał mrok. Mężczyźni widzieli w niej trofeum, wrogowie - zaledwie kobietę, nieliczni - dostrzegali w spojrzeniu stal. Nie pokonał jej strach, nie powstrzymały granice. Odeszła, gdy opadł dym. Ślepa zazdrość, trywialne ostrze - to pokój okazał się śmiertelny.14 punktów
-
dryl liryczny dryluję wiśnie dryl dryl dryl dryl flip na podłodze ślad purpurowy druk drukuję wiśnie druk druk druk druk chlap siedzę na stołku siedzisz na stołku siedzi na stołku a stołek biały druki purpury wiśnie chlap chlap chlap pestki stuk stuk stuk maszyna w rękach manufaktura domowa praca mnie ubogaca ciebie ubogaca jego ubogaca tak wspominamy sobie śpiewamy słońce wciąż świeci wróbel trajluje a wiatr szybuje za oknem okno każdy dryluje pamięć drukuje wiśnię zostawi pestkę wypluje14 punktów
-
Czy ja w niebie żyć podołam Czy nad wodę się uniosę Jak ten bezmiar mam ogarnąć Czy mnie znajdziesz tam niebogę Czy w szuwary za mną wzlecisz Czy ja Twoją miłość wzniecę Jaka będę tam dla Ciebie Czy docenisz moje wdzięki Z dna moczaru Małej Jętki Czy ten niebny świat bezpieczny By opuszczać lepkie dno Czy potomstwo wydać zdołam A czy zdrowe będą dzieci Tak bym chciała z Tobą żyć A gdy przyjdzie koniec dnia Czy ja z Tobą umrzeć zdołam O zachodzie, życia kresu Znów mam doła Jestem na dnie Twoja „Ję”14 punktów
-
zmierzch rozpina mi żebra jedno po drugim powietrze wchodzi chłodne między oddechy zmierzch w oczach ma ton czyjegoś głosu w palcach zostaje echo klawiatury po środku jestem ja pół pusta pół pełna zmierzch nalewa do obu połówek na raz i czeka14 punktów
-
barwne motyle to skrzydlate siostry, delikatne jak baletnice. są ozdobą ukwieconych łąk i marzeniem lata. eteryczne czarodziejki, jak odłamki tęczy, wyzwalają w sercu radość. te drobne istotki, jak ulotne chwile, potrafią w pełni cieszyć się życiem. chcę czerpać siłę z ich kruchego piękna i uczyć się od nich wolności, aby każdy dzień rozkwitał cudem i pieśnią życia.14 punktów
-
sennik aktualny za zasyp syp zasypianie zasypiaj i zaśpij tak bez nasennych tak zaśnij żeby czerwony kapturek zjadł wilka a wilk zapolował na krwiożerczego myśliwego nie śpij tylko pod progiem pod butem pod łóżkiem pod ziemią ani w odkrytym w czasie snu nieistniejącym pokoju na dnie prawdy o samym sobie w sobie wsobny osobny samotnik łapiący echo dzisiejszego dnia14 punktów
-
14 punktów
-
Nie mam ambicji jestem leniwa sączę martini nie lubię piwa lubię narzekać oraz odwlekać i na wypadek- - na nic nie czekać. Chmur się spodziewam i długich deszczy gdzie się nie spojrzę tam coś źle wieszczy pewnie się potknę pewnie upadnę i czemu leżę- - w życiu nie zgadnę. Co ma się zadziać to niech się dzieje chcesz to się smucę chcesz to się śmieję wszystko mi jedno i tak źle będzie i szczerze powiem dobrze mi w błędzie. Nie mam ambicji nie mam powodów i motywacji do wielkich lotów poleżę sobie dzień albo cztery niech mnie los niesie odkładam stery. *z cyklu "Pisanie na kolanie"14 punktów
-
Obok słodkiej wiśni przez gaj sosnowy W gąszczu dusznych myśli i pragnień migotliwych i kolorowych Licho śpi i żaden czart nie czuwa Odsłania się polana na którą ostry szczyt się zsuwa Nie otwierając oczu I rąk nie splatając Zobaczyć można jak drogą do piekła pokicał sobie zając14 punktów
-
bo,wiem są takie noce że człowiek może przepić pieniądze zdrowie imię najgorzej kiedy przepije twarz i nie poznaje jej rano są takie noce po których świt nie jest początkiem ale dowodem że znowu się nie udało14 punktów
-
wycinanki leje jak z cebra co na stołku o białych nogach gdzie słodko lepili i lali kawę zbierali stonkę i sokiem z ogórków kiszonych zapijali upał piwonii w ogrodach w tym układzie zastygli na ścianie gencjaną jak wycinanki w kurpiowskiej chacie jak kwiaty mrozu na szybie sprzed czterdziestu lat14 punktów
-
motyle pojemność jest lecz potrzebna wielka odporność by szczerze przyjąć motyle i nimi tchnąć14 punktów
-
kluczem marzeń otworze kolejne życia drzwi może ujrzę za nimi to co mi się śni a sny mam kolorowe więc nie mam czego się bać tylko dalej śmiało iść kluczem marzeń ozdobie wszystkie smutne twarze którym los popsuł wczoraj i dziś tak moi drodzy ten klucz to czysta magia która nie boi się trudnych życiowych chwil13 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne