Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.07.2026 w Odpowiedzi
-
margareta powiew przenika powietrze rześki chłód osiada na ciele niby srebrzysty szron lniane spodnium muska skórę przypomina o lekkości wypielęgnowane piękne dłonie trzymają różę drobnymi nozdrzami degustuje subtelny zapach purpurowego kwiatu po przedramieniu jakby róży płaczem toczy się samotna kropla krwi na tle świata margareta leniwie smakuje anyżową nalewkę przybraną delikatnie listkiem mięty w oddali z tarasu widzi las fontainebleau swą nieprzebytą gęstością przywodzący na myśl dzieła francuskich realistów obok niej stoją sztalugi ukojenie w naturalnej palecie przestronnego tarasu i ogrodu zimowego w ten rześki dzień lipcowy8 punktów
-
żar leje się z nieba ostre promienie niczym języki wściekłych psów liżą Annę po karku w rozchełstanej koszuli jakby zachęcała głaszcz ino pomału zniszczonymi dłońmi zagarnia naręcz wrotyczu żółte kulki drażnią napęczniałe piersi odurzona zapachem dziurawca i mięty przystaje powoli przeżuwa listeczki bylicy rozgniatając językiem delikatną strukturę gorąc może w cieniu starej ulęgałki znajdzie ukojenie7 punktów
-
nie wstydźmy się łez one są jak lek który pomaga zrozumieć trudne dni one nie muszą boleć czasami pomagają zrozumieć to coś nie ukrywajmy ich niech zdobią naszą zmęczoną twarz Nie wstydźmy się łez to nie przegrana to prawda która pomaga żyć7 punktów
-
Żalił się tasiemiec tasiemce w jelicie: moja droga pani ja mam nędzne życie chorowity jestem, bo tu nie dojadam moja forma słabnie, a cera wciąż blada W Ameryce miałem wszystkiego dostatek starczyło i dla mnie dla babci i dziatek teraz to okruszki przeważnie zaś woda byłem taki piękny gdzie moja uroda?! Tasiemka milczała szczerze tym przejęta chciała bardzo pomóc kochała zwierzęta otarła się lekko o ścianki jelita a to wzmaga pracę gdyby ktoś zapytał No więc podziałało i to dość skutecznie bo nagle oboje wyszli na powierzchnie tasiemka szczęśliwa tasiemiec spłoszony zostawił tam w środku dzieci i dwie żony Nie wiedział że żony babcia oraz smyczki dawno już uciekli od anorektyczki! (🫐🪱)7 punktów
-
Czy ja w niebie żyć podołam Czy nad wodę się uniosę Jak ten bezmiar mam ogarnąć Czy mnie znajdziesz tam niebogę Czy w szuwary za mną wzlecisz Czy ja Twoją miłość wzniecę Jaka będę tam dla Ciebie Czy docenisz moje wdzięki Z dna moczaru Małej Jętki Czy ten niebny świat bezpieczny By opuszczać lepkie dno Czy potomstwo wydać zdołam A czy zdrowe będą dzieci Tak bym chciała z Tobą żyć A gdy przyjdzie koniec dnia Czy ja z Tobą umrzeć zdołam O zachodzie, życia kresu Znów mam doła Jestem na dnie Twoja „Ję”6 punktów
-
miliardy istnień ginie w czeluściach historia wymierania trwa któż za potęgą i marnością stoi? wypadek czy Stworzenie? czy donikąd prowadzą drogi? z gwiezdnego pyłu ulepieni przemierzamy Wszechświat nie szukam odpowiedzi co będzie potem chcę wiedzieć dlaczego samotny jestem teraz?6 punktów
-
W wietrze przytulnym drzewem tańczę z tobą wilgotne piersi tętnią zapachem wybierasz podłużne żółte liście pasujące do różowych kwiatów Mój poranek wącham polne dzwonki w wazonie delektuję się pierwszą filiżankę kawy wdycham piękne świeże powietrze uwielbiam mój najlepszy cię domu6 punktów
-
ty leżysz obok z mydlanym wzrokiem, wbitym w sufit. milczysz, gdy czekam na jedno słowo, odwracasz się plecami karuzela już się nie kręci. w wazonie pączki róż powiędły. wyblakła czerwień moich ust. powieka drga w powietrzu chłód. do rana nic się nie zmienia. zatrzasnąłeś za sobą drzwi. a ja… smażę naleśniki z truskawkami, jak lubisz.6 punktów
-
Chłodny Początek lipca Zimno i deszczowo Tak szaro buro Dlaczego tak ponuro? I pochmurna ty I pochmurny ja Siedzimy w domu Umieramy z nudów I klniemy pod nosem Że nie możemy się spotkać Nawet na krótką chwilę Nawet na tyle Cóż może innym razem Gdy stwórca z chmurki Będzie miał lepszy humor...6 punktów
-
Maryja Panna rozpruła się od kościelnej wieży do krat celi (pseudonim ją przerósł) aby przypomnieć mi kim jestem przy gazecie na stronie poświęconej nekrologom oczy zachodzą łzami rozchadzam w ciszy słowa przedwojnie powojnie powojnie ... pierdolę wszystkie moje ja w blaszanym pudełku po landrynkach darmowe bilety do kina (każde zgnije w swoim filmie) a w podbrzuszu bochen czarnego chleba ze znakiem krzyża tu się kończy życie5 punktów
-
Kiedy świat się dowie, że jesteś mym straconym oddechem… Kiedy się dowie… Świat nas karmi jak wściekłe psy. Telewizyjnym grzechem. Internetowym cudem. Skażonym oddechem. Kiedy świat się dowie… kiedy się dowie… Że nie jestem wściekły. Że nie jestem bez grzechu. Że nie jestem też cudem. Ukrywam się w sobie. Przed światem — w twoim oddechu rozpływam się. Choć dokoła świat w budowie, ten świat w ciągłej rozsypce. Nie podoba mi się. Wolę go takim, jak był, gdy nie było tu nic. Tylko oddech Boga i Ty. Widzę go takim. Świat się nie dowie. Nie dowie się nikt. Że nie jestem wściekły. Że nie jestem bez grzechu. Że nie jestem też cudem. Tylko oddech Boga i Ty. Widzę go takim.5 punktów
-
Połowę dnia ukroiłam Dla nas w ciszy Na ustach Rozlał się lukier słoneczny Lato obrodziło bezowocnie W same słodkie gesty Liściki miłosne i kwiaty Okazały się jednak zjadliwe5 punktów
-
dziwność nie zna granic cóż za pogoda upały nic mi się nie chce jak byłem młody ... niestety dziś trzeba dźwigać dwadzieścia jeden lat … ojciec powiedział już chciałem cię synu skreślić ale ... DOPÓKI MARZYSZ WSZYSTKO PRZED TOBĄ i spojrzał na mamę ONA ONA CHYBA JUŻ... przestała a przecież taka śliczna i młodziutka JA NIGDY NIE PRZESTANĘ MARZYĆ 7.2026 andrew Sobota, już weekend dziś młodość często zmęczona życiem a my … nie przestawajmy MARZYĆ5 punktów
-
Dinis, Król Rolnik i plantator sosny, Spotkawszy żonę niosącą chleb skrycie – A był on dla niej mężem bezlitosnym – "Co niesiesz?" – spytał. "Róże, na me życie!" – Rzekła Isabel. Fartuch kłamstwo schowa? "Jakże to, w styczniu?" – dociskał dręczyciel. Ale że biednym służyła królowa, Niebo ruszyło z odsieczą rychliwą I zamiast chleba – Dinis się dziwował – W fartuchu róże barwą osobliwą, Złotokremową odbłysnęły słońcu, Ciesząc niewinną, tudzież świątobliwą, Kłując pysznego, który jednak w końcu Pomyślał: Może sadzić w tym miesiącu?5 punktów
-
Zamknęli drogę przez las, Siedemdziesiąt będzie lat. Pogoda i deszcze zniszczyły ją jeszcze I teraz nie byłbyś zgadł, Że była raz droga przez las. Nim posadzili drzewa te. I pod wrzosem znika w cieniu zagajnika, Gdzie są smukłe zawilce. To tylko leszy wie, Że wśród turkawek gniazd, Gdzie borsuki tarzają się, Była sobie droga przez las. Jednak, gdy wejdziesz w ten las Latem, wieczorną porą, Kiedy poczujesz chłód, od pełnych pstrągów wód, Gdzie wydry pogwizdują sforą, (W lesie mało widzą nas, Nie będą się bały.) Usłyszysz kopyt stuk i kroki końskich nóg I wśród rosy świst włosia śmiały, Biegnących kłusem stałym Przez ten samotny czas, Jakby świetnie swoją znały Zaginioną drogę przez las..., Lecz nie ma już drogi przez las. I Rudyard: They shut the road through the woods Seventy years ago. Weather and rain have undone it again, And now you would never know There was once a road through the woods Before they planted the trees. It is underneath the coppice and heath, And the thin anemones. Only the keeper sees That, where the ring-dove broods, And the badgers roll at ease, There was once a road through the woods. Yet, if you enter the woods Of a summer evening late, When the night-air cools on the trout-ringed pools Where the otter whistles his mate, (They fear not men in the woods, Because they see so few.) You will hear the beat of a horse's feet, And the swish of a skirt in the dew, Steadily cantering through The misty solitudes, As though they perfectly knew The old lost road through the woods... But there is no road through the woods. od tłumacza: Rudyard w nastroju lirycznym. Myślimy Anglia i Las? Musi być Sherwood... Ale jest jeszcze jeden (przynajmniej) las. Dziś to South Downs National Park i o niego chodzi z pewnością. Tylko dwa słowa budzą kontrowersje i zaciekłe spory: keeper, w "Only the keeper sees". Jedni mówią, że to mistyczny duch lasu (stąd "leszy"), inni że całkiem ludzki normalny leśniczy (wtedy "leśnik"); oraz skirt w "And the swish of a skirt in the dew". Skirt to oczywiście spódnica, ale też włosie w końskim ogonie. Zatem: koń i kobieta, czy sam koń...?4 punkty
-
"Ulotne ego" Para z chmurką się ujrzały, chmura z pary lekko drwiła: – Ale żeś ty kłębek mały – lekceważąco mówiła. Para syknęła, zrażona: – Nie wywyższaj się tak z góry! Nie bądź pychą oślepiona, bo cię wchłoną większe chmury. I poczęła puchnąć – rosnąć, by dorównać wielkiej chmurze. Rozdymując się, lecz rzednąc, coraz wyżej, coraz dłużej. Gabaryty swe napręża, myślą już sięgała nieba. Jej wysiłek – ją zwycięża, bo i miarę znać swą trzeba. Zasapała, zasyczała, sił w zapędzie nie starczyło. W jednej chwili się rozwiała – jakby nigdy jej nie było. Chmura nawet nie spojrzała, płynąc szlakiem swych niebiosów. Przez dzień takich par mijała, w aspiracjach – od pokosu. Morał płynie sam do ucha: Nie urośniesz samą miną. Kto w swe ego nazbyt dmucha, ten się dławi własną kpiną. Leszek Piotr Laskowski4 punkty
-
Bądź jak ja. Jak mój wiersz w środku. Bądź moją kwintesencją oczu… Do wody skacz w noc o północy. Zerwij ten kwiat, który rośnie w głębinach. Kochaj mnie. Kochaj… Bądź jak ja. Jak mój wiersz w środku. Bądź moją esencją śpiewu… Do wody skacz w noc o północy. Zostań tam — niech syreni śpiew wciągnie mnie. Kochaj mnie. Kochaj… Bądź jak ja. Jak mój wiersz w środku. Bądź moim rymem sennym… Do wody skacz w noc o północy. Uśpij mnie twoim mglistym wzrokiem. Kochaj mnie. Kochaj… Bądź jak ja. Jak mój wiersz w środku. Odgadnij mój sens w oddechu. Do wody skacz w noc o północy. Bądź moim alertem sennym. I od złego strzeż mnie. Kochaj mnie. Kochaj… Tylko kochaj mnie. Tylko mnie kochaj…4 punkty
-
Dotykam czubkiem słowa twoje delikatnie rozdrgane wersy. Rozpinam wszystko, by tekstem wypełnić twój mały, zrymowany pieprzyk.4 punkty
-
Jeże się jeżą. A pan? Ja też się jeżę. Popatrzyła i odparła: nie wierzę. Od kiedy patrzę — włos się we mnie jeży, jak gdyby tłum jeży ulicą bieży. Od kiedy tor w Jeżowie już leży, w Makowie pozbyli się jeży. Skróci się teraz kolejka do Maka w Makowie… Od kiedy stacja powstała w Jeżowie, jeże mają tam stania zakaz. Stoją teraz na straży dwa jeże, którym nie chciało się jeżyć do Maka.4 punkty
-
Maniuś Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników. Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu. Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo. Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat. Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie. Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową". W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.4 punkty
-
Myślałem że ktoś za mną idzie Przyjdzie czas Przyjdzie śnienie... Atomowy las A wokół radości brak Tak ma być? Tak to urządził Pan? Gryzie mnie to iż płynę fatalną rzeką Zwaną piekło Kolory stały się ciemne Relacje bolesne Teraz każdy chce naprawiać Upiększać Bez zatrzymania Zamiast zadać to wieczne pytanie starości Odkryć można jak myślę wiele zależności i tego co nas łączy Kiedy to zapytać przeszłości Niektórzy przedtem przeszli przez odwyk Radość się wskrzesza Od tego pokolenia Wiemy co mówią drzewa4 punkty
-
"Bóg umarł" Friedrich Nietzsche Tłum na tym placu nie był niczym szczególnym. W końcu ludzie zbierali się tutaj od setek lat. By dzień święty święcić. By w południe odpowiedzieć na boże wezwanie. Anioł pański zwiastował im zawsze i błogosławił wszelką łaską i pomyślnością. Uciszał ich ból, osuszał łzy. Budził pokłady miłości i miłosierdzia. Namawiał do przekazywania znaku pokoju między zwaśnionymi ludami. Modlił się z nimi a ich prośby ulatywały do uszu samego Stwórcy. Dziś jednak plac był pokornie zastygły w drętwocie dojmującego bólu i żalu. Twarze ludzi zdawały się umartwionymi maskami, rozświetlonymi słabym światłem świec. Prawie każdy miał je w dłoniach. Niektórzy razem z różańcem czy krzyżem. Byli też tacy, głównie zakonnicy i zakonnice, którzy głucho czytali ustępy biblijne, pieśni i hymny. Licząc na cud, który nie nadchodził. Czułem się we wnętrzu tłumu tak jakbym kroczył ciemną doliną dusz potępionych. Każdy bał się tutaj zła i grzechu. Apatyczny lęk wyzierał z zapłakanych oczu. Dając przykład temu, że wiara jest oznaką słabych. Rok kończył się za trzy dni. Zegar śmierci, przestawi kolejną cyfrę w kalendarzu doczesnym. Z czasem wszyscy tu obecni odejdą. Wszystkie ślady i wspomnienia staną się jedynie zapomnianą rysą na linii niebytu. Ledwie kilka dni temu świętowali tu narodziny Boga. Ich nadzieję na zbawienie. Życie wieczne w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Wierzą, że mogą pokonać śmierć. Odrzucić ciała lecz nie dusze. Ale są na to zbyt słabi. Zbyt ograniczeni by porzucić żądzę swych prymitywnych chuci. Teraz modlą się by przetrwał, by odrodził się jak niegdyś, By pokonał znów śmierć. By nie umarł na wieki. Lecz co uczyniliście dla niego gdy był w potrzebie? Wydaliście go za srebrniki. Osądziliście go, uwalniając w to miejsce mordercę. Zaparliście się go nie po trzykroć a często na stałe. Umęczyliście go biczami swoich występków. Przybyliście do krzyża i patrzyliście na mękę. Wybaczył Wam choć powinien przekląć. A teraz patrzycie z trwogą maluczkich czy światło w apartamencie nadal się świeci. Bo wiecie, że gdy zgaśnie, Wy zgaśniecie wraz z nim. I zgasło wreszcie. Lecz koniec świata nie nastał nagle. Nie było błyskawic, burz, trzęsień ziemi czy erupcji wulkanów. Był tylko płacz i zgrzytanie zębów. I śmiech legionów piekła. Smok mógł odrodzić się na nowo. Baranek poległ pod butem swego ludu. Na balkon wyszli delegaci i kardynałowie. By ogłosić sąd ostateczny. Zdanie nadające sens nowemu. Dziejom współczesnym. Triumfu małego człowieka w starciu z absolutem. Kamerling objął wzrokiem zatrwożony tłum i jakby wbrew swemu sercu i ustom wyrzekł. Bóg umarł! Zaprawdę umarł! Pieczęć została złamana. Czas na apokalipsę jego ludu. Wiele dni później ten sam tłum na placu patrzył już nie w okno a komin. Czarny dym sączący się gęsto zwiastował to co nowe. Wybór. Człowieka. Antychrysta.3 punkty
-
3 punkty
-
lato to cień odnaleziony pod gruszą promienie słońca między wierszami czerwiec lipiec sierpień jeszcze nienapisane słowa ubrane w kolorowe czapki biegają mi po głowie3 punkty
-
Oszalej dziś ze mną zacznij od rana odrzuć konwenanse zapomnij o spojrzeniach zazdrośnie rzuconych przy śniadaniu Pozwól zajrzeć w Twe oczy zatonąć wędrując przez Twoje ciało uciekam od zapomnienia Wznosimy się i opadamy gładko, niemal bezgłośnie zawstydzeni gośćmi za ścianą przemykamy między chwilami jak powietrza potrzebujemy siebie każdym oddechem pożeramy nasze ciała A ty szaleństwem przepełniona uciekasz... mijasz granice bez wahania muskasz ustami, dotykasz mącisz nieznane Odpływamy w rozkosz zamykamy się we wspomnieniach szept za szeptem na wieczność w nieznane3 punkty
-
In honor of the 250th anniversary of the Declaration of Independence of the United States of America -------///---\\\------- United States — Forever Free In Philadelphia’s summer heat, Colonies rose to break defeat. An alien crown across the sea, No longer ruled our destiny. Despite the roar of distant hates, They wrote the birth: United States. Where rights are not a gift of kings, But truth that every person brings. "We hold these truths," document said, Like thunder rolling overhead: That life and freedom must belong To every voice, however strong. Through fear of war and breaking ties, Beneath uncertain, watchful skies, They signed their names in bold resolve, To let a new world form and evolve. And now, two hundred fifty years, By triumphs, happiness and tears, A shining hope for all to see, United States — Forever Free. -------///---\\\-------3 punkty
-
zachód słońca pełnia księżyca zaćmienie burza po niej tęcza dom pełen miłości zapach porannej kawy uśmiech bliskiej osoby cóż jeszcze trzeba by poczuć spełnienie nie żałować tego co było co jest by na końcu drogi być szczęśliwym nie płakać tylko życiu się ukłonić3 punkty
-
Powiem ci szczerze jak litera literze jesteśmy w tym samym alfabecie pomieszanym przez języków wiele ale co z tego jak litery tylko wędrują od Alfy przez Betę do krótkich Omeg tworzymy razem najróżniejsze słowa bez których nic nie miałoby znaczenia zbieramy się tworząc złożone zdania zapisując się w kronikach świata tu nie ma żadnych zbędnych znaków każda z nas jest równie ważna żyjemy jak jeden wielki organizm oddychający znaczeniami jak byśmy się wszystkie zebrały tańcząc po wersach jak na balu powstałaby największa epopeja a wieszczem stałby się alfabet3 punkty
-
3 punkty
-
Narodzony bez trosk kroczyłem przed siebie patrząc tylko jak piękny jest ten świat zapatrzony tylko w zieleń traw i błękit na niebie zapachy owoców i kwiatów unosił przydomowy sad czas mijał i wspominałem gdzie mój ogród drogi coraz mniej w nim zdrowych krzewów i drzew gałęzie się łamały rzucając kłody pod nogi potykałem się i upadałem drąc skórę aż po krew ciężko się pogodzić ze stratą cudownych lat idąc sam przez zaniedbane natury korzenie szeptał groźne słowa najsroższy kat mówiąc że blisko koniec jeśli nic nie zmienie powoli nauczyłem się zbierać opadłe gałęzie budowałem z nich szałas i ognisko by ogrzało gubiąc się nie raz ujrzałem lądujące łabędzie wiele lat maszerując nad brzeg mi się dojść udało doświadczenie nauczyło mnie zebrać kłody spod nóg buduję tratwę choć z każdym dotykiem cierń dłoń moją kłuje spojrzałem za siebie wspominając ile musiałem przejść dróg mimo że do przodu nie płynę cieszę się ze chociaż dryfuje3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Inspiracja to realu wariacja, albowiem nawet jeśli chce ci odpowiedzieć i podpowiedzieć nigdy nie planuje, a w każdym razie nigdy sensownie, w czym tobie się pojawić, aby uformować twój zamiar. Ja z tych, którzy wręcz uwielbiają jej zupełny spontan. Efekt jest taki, że i ten tekst powstał absolutnym przypadkiem. La Bastide, 02.07.2026r.3 punkty
-
Pomysł + chwila szukania w necie i voilà! Dziękuję i pozdrawiam! 🌺 @Berenika97 Pięknie😄 Dziękuję i pozdrawiam! 🌺 @Poet Ka Dziękuję i pozdrawiam! 🌺3 punkty
-
czasem przychodzi smutny dzień nadzieja pęka jak bańka gorączka trapi ciężkie ciało błędy wirują w głowie i taki czas potrzebny, ważny żeby zanurzyć się w sobie pogadać z Tobą, zrobić miejsce bo pewnie idzie nowe3 punkty
-
Pierwsze życie Za myszkami ganiałem, w śmietniku grzebałem, marnie życie skończyłem. Drugie życie Ludzie mnie przygarnęli, głaskali i karmili, do końca mnie nie opuścili. Trzecie życie Na wsi sobie mieszkałem, za myszami ganiałem, odszedłem, gdy jeszcze spałem. Czwarte życie W miejskiej dżungli żyłem, często dokarmiany byłem, bez domu jakoś przeżyłem. Piąte życie Byłem wychudzony i zaniedbany, do schroniska zostałem zabrany. Ludzie mnie adoptowali – byłem kochany. Szóste życie Leniłem się i nudziłem, gdzie chciałem, tam chodziłem, tak spokojnie życie przeżyłem. Siódme życie Byłem czarny – pecha przynosiłem, ludziom drogę przechodziłem, z czego dumny byłem. Ósme życie Kumplowałem się z psami, biegaliśmy za samochodami, cieszyłem się dziewięcioma życiami. Dziewiąte życie Pół życia przespałem, miauczeć nie zapomniałem, ostatni raz wymiauczałem.3 punkty
-
Nie chcą cię widzieć pod osłoną nocy, o nie. Na srebrnym talerzu jeść złotych rozgwiazd. Ocean wyrzucił je na rozbitej klepsydry piasek. Mackami sięgają nieba, umierając na dnie odbitych pomruków fal. Płynie nurt niezatapialny, mąci światło latarni, podbija statkom kadłuby. Kołysze we mgle ze srebrnych nici hamaki, śpią w nich tajemnice. Zaklęte w gwiezdnym pyle, rozświetlą kompasu kierunki. W oku lunety nie widać kresu horyzontu. W marynarskim kole toczy się tęsknota za szyfrem. Zacumować już nie ma gdzie. Słychać wrzask mew, ich białe skrzydła tną wstający świt. Wyrasta nadzieja z nagich koron drzew, drapią jego twarz. Milczy. Pogłębione bruzdy okrywa kobaltowej toni cierń. Zapada w bieli, głęboko się skryje, za puchem szarym, zaczeka. Zanim kurtyna uderzy w grunt, wypali w niej siatkę do połowu ryb. Skąpie w niej swoje czyste dłonie. Z bryzy wyrzeźbi bałwany. Opadnie z impetem naturalnej siły, odbije w tafli spojrzenie i rozproszy się w złudzeń mgnieniu. Widok rozciągnie się nie skończony, kulę ściśnie mocniej atmosfera.2 punkty
-
Pośród burz i zawirowań uczymy się stale kochać i żyć. Rozkrzyczane usta zamyka się milczeniem. Wymownym spojrzeniem i uśmiechem zdobywa się ludzkie serce. Świat to kolorowa sceneria, gdzie tańczą chochoły, pobudzając nas do życia, albo cyrk, w którym klauni próbują rozśmieszyć niejedną smutną twarz. Dostrzegać piękno dnia, pomimo rozterek, to tak, jakby wypić lampkę wina na zdrowie.2 punkty
-
Dziś znów cię nie ma są obcy ludzie i biesiada i pytania kim jestem? gdzie byłem? co zamierzam? odpowiadam i zasypiam na łóżku widziałem też gigantów zajętych pychą i strumień, który był przeszkodą a to wszystko zalega gdzieś w sercu bo los różne rozdaje karty na słońcu za moją skórą wciąż gra muzyka nie odkrywając, ale dotykając strun głębokich wód z których kiedyś czytałem ale nie wiem, czy były mi drogowskazem.2 punkty
-
Błazen Mądrzejszych od siebie błazen poucza Forsując tezy o swej "mądrości" Rozsądku podstaw bariery przekracza Litości! Litości! Litości! Litości!2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Sylwester_Lasota, @Berenika97 W sumie to macie rację. Po prostu wiele przeżyłem na Babiej Górze, osobiście i z grupami , z którymi tam wchodziłem. Wierszem nie oddałem serca, ale to moje odczucie. Dziękuję za Wasze słowa.2 punkty
-
@Sylwester_Lasota dziękuję za miłą gościnę i słowo komentarza- czasami przez żołądek do serca łatwiej trafić...pozdrawiam serdecznie*2 punkty
-
Kim są owe marionetki? Kto za sznurki wciąż pociąga? Kogo wrobić w rolę „betki”, kiedy wpadki cień nadciąga? To pytania do lalkarza, który swoim ryjem ryje, marionetki podłe tworząc, umoczone w smród po szyję. ----------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: ----------------------------------- Symbolika: - „Betka” → wabik chroniący prawdziwego agenta - Cień wpadki → ryzyko operacyjne - Lalkarz → nadzorca całej sieci agenturalnej Odniesienie historyczne: - Praktyki kontrwywiadu w PRL: osłony dla agentów, dywersja, manipulacja - Realistyczna alegoria mechanizmów władzy i inwigilacji Inspiracje: „betka”, agenci maskujący prawdziwych funkcjonariuszy, kontrola operacyjna. Źródła: 1. Łabuszewski, Tadeusz. *Służby specjalne w Polsce Ludowej 1944–1989*. Warszawa: Trio, 2002, s. 122–123. 2. Żaryn, Ryszard. „Kontrwywiad PRL wobec społeczeństwa”. *Biuletyn IPN*, 2010, nr 3, s. 49–51. 3. IPN – materiały online: „Metody kontrwywiadu w PRL: agentura, infiltracja i ochrona operacyjna” https://www.ipn.gov.pl/pl/publikacje2 punkty
-
Witam - miło mi że pięknie - dzięki - Pzdr.serdecznie. Witaj - ucieszył mnie twój komentarz - faktycznie bajkowy klimat - ale myślę że miły - Pzdr.pogodnym dniem. Witam - ja też lubię ten wiersz - miło że jeden z najlepszych - Pzdr.zadowoleniem. Witaj - miło że popierasz - dziękuję - Pzdr. @Czarek Płatak - @Benjamin Artur - @Leszek Piotr Laskowski - dzięki -2 punkty
-
@Berenika97 @Berenika97 dziękuję pięknie Bereniko za serdeczną wizytę z ciepłym, pozytywnym słowem komentarza...miłego dzionka🌞 @LessLove dziękuję za miłą gościnę i pozytywny odbiór wiersza- masz rację uczymy się żyć bez końca, po jego kres...miłego dzionka🌞2 punkty
-
Co to jest miłość, czymże się wzrusza, gdy płonie serce i śpiewa dusza...? Miłość jest natchnionym krajobrazem życia, pachnącym ogrodem ścieżką do przebycia. Są aury błękitne i deszczowe słoty, są ciche nadzieje upadki i wzloty. Uśmiech, łza gorąca, radość i cierpienie, to spacer po wieczność i gór unoszenie. Co to jest miłość , cóż to za zjawisko, gdzie jej się szuka, daleko czy blisko...? A ona przecież zrodzona w stajence, czułością głaskana przez matczyne ręce. To taka maleńka tęsknota kochania, co rozpala serca od dziejów zarania.2 punkty
-
@Berenika97 pięknie jest czerpać garściami z tradycji nieraz co który z poetów pomyśli krótki- a urokliwy i nasycony aurą przeszłości wiersz wiedza o tym, co było wynika z geniuszu, a nie z pamięci2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne