Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.06.2026 w Odpowiedzi
-
przeszłość była różowa, wszystko tętniło życiem i wydaje się, że zapach lip był latem oszałamiający, a lemoniada orzeźwiała w upalne dni. sięgam w złote wspomnienia, gdzie wspólna praca przynosiła nam radość, i pieśni niosły się echem po zmierzchu. te same cele i dążenia zataczały kręgi. bezcenne były ludzkie więzy. dziś świat zwariował na własnym punkcie. powoli nikną wartości, pozostają słodkie marzenia w zamkniętych walizkach, bo gdzieś tam, przy końcu drogi, zaskoczyła nas śmierć. selfie i ten sztuczny uśmiech na fejsie źle wygląda. zerkając w lustro, nadymane ego wzrosło, ale pustka w sercu pozostała. stale rosną podziały, codzienna gonitwa za tym, co ulotne. próżność wyrwała czułość serca. kręcimy się wokół siebie, tak bez przerwy i mocno, a życie upływa na lajkach. co z tego, że pięknie śpiewa ptak, że cudne wschody i zachody codziennie wyglądają inaczej, kiedy my sami nosimy nos zwieszony na kwintę. czy świat stanął na głowie…? stajemy na rzęsach, aby dobrze wypaść w ludzkich oczach. pokonujemy morza i oceany, lecz nie potrafimy w sobie pokonać dumy, aby być w szczerej relacji z drugim człowiekiem. pogrzebane przyjaźnie muszą otrzymać nowe skrzydła. dopiero wtedy powróci obrazek z tęsknych dni…8 punktów
-
Liz Taylor na dachu Trala lala lala Trala lala Trala lala la Trala lala Tralalala Tralalala La! La! La!* Gdybym była Stone nie stonka Nosiłabym dessous w koronkach I nie z Sylwkiem Stallone pod tusz Lecz z Paulem Newmanem jeśli już! Kocice mieć za swoje psiapsi Pod pazurem gorącą blachę Na niebie widzieć gwiazd ipsilon Manewry miłosne na dachu. Przez noce filmów z Hollywoodu Liz szafirowe kaskaderki Siedem dekad czekają cudu Lecz piękny Newman zwiał z tej gierki. *pod melodię ze „Skrzypka na dachu”- słowa wiersza tylko do recytacji i cichego czytania8 punktów
-
Nieco naiwny poeta w przypływie bólów, udręk duszy i zarozumiałości zbratany przyjemną przyjaźnią z długopisem zakochany po uszy w białej kartce wielbiący ponad miarę wszelkie zeszyty i skoroszyty i fiszki obstawiony świtą tomów książek uwierzył pewnego wpływowego dnia spod wschodzącego księżyca czym zaskoczył wręcz własną jaźń że jego wiersz w swej bezczelności czystej i jasnej i jawnej i barwnej rozwiąże jakiś problem albo nawet dwa problemy albo ich jeszcze więcej tych problemów sąsiad się ucieszył, dziewczyna się roześmiała, dresiasz zgubił dres z wrażenia, a ktos kto był ktosiem naprawdę i realnie miał spory ubaw z tej sytucji, komplikacji, reperkusji i zupełnej wariacji za gorących wakacji. Jest faktem, że grzało. Jest faktem, że upalnie. La Bastide, 28.06.2026r.8 punktów
-
instynkt nie kocham cię jak ogień. ogień jest zbyt posłuszny własnemu głodowi. nie kocham cię jak morze. morze od wieków powtarza tę samą liturgię, jakby pamięć była falą, która nie umie się zatrzymać. nie kocham cię jak noc. noc zawsze przychodzi jak ślepiec, który zna drogę, nawet kiedy udaje zagubienie. ja kocham cię inaczej. jak zwierzę, które uciekło z nazwy i nie wie już, czy biegnie, czy jest biegiem. jak wiatr, który rozszarpał się o góry i niesie w sobie odłamki własnego kierunku. jak rzeka, która zgubiła źródło i zamiast początku ma tylko ruch, który nie pyta o powrót. noszę cię w sobie. nie w sercu. serce jest tylko mięśniem, który udaje bóstwo. noszę cię głębiej. tam, gdzie nic nie jest nazwane i nawet cisza nie ma pewności, że jest ciszą. tam pamiętam jeszcze dźwięk twojego śmiechu odbity od szklanki stojącej na kuchennym stole, jakby szkło na chwilę uczyło się człowieka. gdy odchodzisz, świat nie pustoszeje. świat gęstnieje. jakby wyschło powietrze między przedmiotami. na stole zostaje odcisk po szklance. mały krąg niepewności. i przez chwilę nie wiem, czy dotyk ma jeszcze prawo cofać się w siebie. ściany zacieśniają się wokół moich oczu, jakby dom próbował nauczyć się widzenia moją pamięcią. powietrze zapomina, jak być powietrzem, i obsuwa się w ciężar. czas warczy za mną jak ranna suka, która nie rozumie własnego pościgu. nie chcę cię na zawsze. na zawsze to tylko żer dla tych, którzy mylą zastygnięcie z bezpiecznym domem. chcę cię tak, jak pusta przestrzeń domaga się krzyku, żeby rozpoznać własne krawędzie. czasem myślę, że gdybym cię naprawdę odnalazł, musiałbym nauczyć się tęsknić od początku, jakby pamięć nigdy nie istniała. może dlatego nigdy nie przestaję cię szukać. jeśli kiedyś zniknę, nie szukaj mnie w fotografiach. będę ukryty w rzeczach, które nagle staną się zbyt piękne, żeby były niewinne. bo moja miłość nie umie umierać. zmienia tylko ciała, jak zwierzę, które porzuca swoje ślady, kiedy zaczynają mówić za dużo. wraca, jak wracają zwierzęta do miejsc, których nigdy nie opuściły, nawet jeśli już nie pamiętają dlaczego. instynkt nie zna pożegnań.7 punktów
-
Idę po równinie bez sensu, bez celu deptam własną drogę, nic nie mam w portfelu nie mam postanowień, planów, oczekiwań krok za krokiem stawiam i jestem szczęśliwa. Wokół trawy, kwiaty, Bogu się kłaniają w górze wdzięczne ptaki, na chwałę śpiewają równy, mocny oddech, serce pełne wiary nic wiecej nie trzeba, w tym świecie wspaniałym. Idę po równinie, nie zdobywam szczytów szczyty noszę w sobie - miłości, zachwytów pewne kroki stawiam, życia się nie boję z losem się nie szarpię, tańczę ze spokojem. Niech się dzieje co chce, skoro Bóg jest ze mną światło noszę w sobie, noc rozpalę ciemną przyniosę pogodę, tam gdzie ciemne chmury nie pozwolę sobie w całym szukać dziury. Idę po równinie, proste wiersze składam piszę na kolanie, nie za wiele gadam milczę i podziwiam, śpiewam Matce Bożej nigdzie mi nie spieszno, a ze wszystkim zdążę. * z cyklu "Pisanie na kolanie"6 punktów
-
„Geny” Z dnia na dzień się mi powiększył, choć od zawsze był malutki, podstępnie jakoś napiętrzył, zaokrąglając calutki. Powtarzano mi w rodzinie, że nigdy nie będę gruby, bo rodzinne, szczupłe linie zgrabności naszej to chluby. Skąd więc to brzusicho wielkie raptem się tak wytworzyło, łamiąc zasady tak wszelkie, co w rodzinie się mówiło? Mówiono też szczytnym głosem, że nigdy nie będziesz łysy, że przodkowie z bujnym włosem mieli te genów kulisy. Dumny z familijnych darów często w lustro popatruję, bo z rodzinnych cudo-czarów pyszalstwa się dopatruję. Jak na razie nie łysieję, ale genom już nie wierzę, bo mój brzuch się ze mnie śmieje gdy go wciagam na spacerze. Leszek Piotr Laskowski6 punktów
-
być sobą czy udawać że się nim nie jest cholera wie co jest racją być sobą czy głupa palić myśląc że i tak to nie ma sensu być sobą czy się żalić że świat i tak jest do dupy być sobą czy nie to jest pytanie które męczy jest trudne być sobą czy się dziwić czemu życie nie zawsze na tak6 punktów
-
nie musisz być gwiazdą by jak słońce lśnić myśli o tobie kwitną smakują owoce nie musisz być gwiazdą by obudzić świt i … sny 6.2026 andrew5 punktów
-
5 punktów
-
Jestem… świadomością, twarzą o rozmazanych rysach, zygzakiem na powierzchni lustra brakiem świadomości, dryfującym głęboko, głęboko pod taflą jeziora. Połamane paznokcie, Hałas z zewnątrz samotnością, chowającą się za drzwiami, podglądającą spod drewnianego łóżka. Głowa jest za ciężka, Musiałabym sięgnąć i poczuć. Osłania mnie mięśniowa, płócienna tkanina, nieprzezroczysta i szorstka w dotyku. Zanurzam w niej zmęczone ciało młodością bojącą się starości, żywym zwierzęciem, dzikim, jeszcze nieoswojonym, próbującym ominąć klatkę i zmylić myśliwych starością, powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki, trochę niezgrabnym w rytmie. świadomym wyborem, stabilnym podmiotem z poczuciem obowiązku w trzewiach nieświadomym człowiekiem, koszmarem, skradającym się, drapiącym po plecach, próbującym odebrać to, co i tak już prawie nie oddycha swoją wiarą, błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy, wsadzoną w labirynt pytań i nieznanych odpowiedzi ateistycznym przesłaniem, tym, które nie odwraca wzroku, gdy ktoś szarpie za rękaw i ciągnie za język metafory podobna robakom - wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą, bawiącą się w berka i przybijającą piątki. Nurkuję głęboko i głęboko do wnętrza glinianego kokonu. Bawełniana pościel otula mnie od środka. Robaki zjedzą mnie całą ...... zgaga5 punktów
-
Miłość to cierpienie A życie to trwanie (Więc) Trochę odpoczynku Racz nam dać Panie! I niech trwa Twoje wołanie W letnią czerwcową noc...5 punktów
-
nadchodzi noc nie... to poranek przez chwilę jeszcze nie wiesz czy śnisz czy już otworzyłeś oczy potem przychodzi dzień ze wszystkim czego nie wybrałeś z ludźmi którzy zostaną i tymi którzy odejdą z tym co boli i z tym co leczy kiedyś szarpałem się ze światem dziś siadam i patrzę jak przepływa jak chmury których nie trzeba zatrzymywać biorę oddech i patrzę jak poranek staje się kolejnym dniem a ja po prostu jestem.4 punkty
-
Świat bez miłości nie byłby światem nie byłoby majów ładnej pogody Miłość jest kwiatem światłem dni i nocy świat bez niej kuleje jest smutny Miłość jak chleb zawsze smakuje nie wstydzi się łez to potęga aż po kres Miłość to świat marzeń i snów to one otwierają lepszemu drzwi Świat bez miłości to jak jesień bez babiego lata to ciemne dni4 punkty
-
żeby się opłaciło żeby wyjść na swoje dowieść swojej racji głośniej krzyknąć dojść do słowa dłużej znosić krócej nie być więcej mówić ciężej żyć. Przy czym nie uronić ani kropli potu- -zdmuchnąć z czoła kosmyk z lekkością i powabem zatrzepotać rzęsami Nie powiedzieć złego słowa o doli -lub niedoli- mi przyznanej.4 punkty
-
Znów poczęstowałeś mnie Swoim sercem Smakowało jak kiedyś Jak soczyste truskawki Rozpływające się w ustach I marzeniach zbyt słodkich O niekończących się zbiorach Pierwszych pocałunków Mamy znów cały koszyk Mamy jeszcze Sezon na miłość3 punkty
-
Mrok spada na Ziemię, gęsty jak mara, z ciemności wypełza gad jadowity, zahipnotyzować żywych się stara, podwójnym językiem bada i syczy. Powstają potwory z myśli nieczystych, nadają znów sobie bezduszne prawa mścicieli bezmyślnych, sędziów ulicznych, by się jedynie zbrodnią napawać. Nie lecą na Ciebie drony ni bomby, to wszystko się dzieje jeszcze daleko, czasami przelotnie tylko oglądasz, jak ginie czyjś ojciec lub czyjeś dziecko. Przewinąć z pewnością możesz niechciane, pominąć obrazy, gdy nie zamierzasz oglądać z kamery drona nagrane, ostatnie momenty życia żołnierza. Lecz przecież jad ciągle sączy się wokół, napełnia ulice i skaża serca, zakwita piorunem w niejednym oku, a kto mu nie wierzy, ten innowierca. Już rosną legiony chętnych do walki, szukają pretekstów, by dopiąć swego, los kładą na szali głupi i mali, nie słychać rozsądku głosu żadnego. Lub ktoś go utopił w zalewie bzdury, co stara się ukryć już tykający zapalnik końca, wisi na którym, jak bańka mydlana, chwila bieżąca. Tam dzieje się koszmar, a przecież u nas są głowy gotowe, palce na cynglach, czekają jedynie na przyzwolenie i bez rozkazu będą zabijać.3 punkty
-
Wywijał przed żoną mieczem Janek w Kutnie A żona się modli niech sobie coś utnie Nim to pomyślała We krwi była cała A Janek bez głowy wygląda dość smutnie3 punkty
-
Jego dryg nie dygał przed byle czym, w najgorszych sytuacjach ledwo drgał i na ogół wcale nie ze strachu, a jeśli już to co najwyżej ze wzruszenia, co było źródłem i porażek i sukcesów oraz zdarzały się przeróżne obojętności. La Bastide, 26.06.2026r.3 punkty
-
3 punkty
-
Tak mawiał ukochany ojciec: Kiedy już będziesz żył na tej ziemi, synu, musisz być silnym. Tak mówił mi… Bądź szybki jak jastrząb i mądry jak sowa. I niech Lauretta od zła cię uchowa. A kiedy będziesz kochał, kochaj mocno. Nie marnuj dni. Niech Pampinea sprowadzi na ciebie roztropność. Tak mówił mi… Lecz kiedy dopadnie cię płomień miłości, niech Fiammetta zimnym winem schłodzi twoje usta. Niech wstrzemięźliwość w tobie zagości. Wsłuchuj się codziennie w śpiew Filomeny. Nie będziesz ostatnim, by nieść jej lirę. Emilia — choć zazdrosna jest — ukoi cię. Wiarę także musisz w sobie mieć. Najlepiej tę silną, choć młoda jest jeszcze nasza Neifile. A kiedy ciężkie dni dopadną cię, i myśli pokryje mrok, Elissa cię rozweseli, podając ci nadziei koc. Kochany synu, nakryj się nim, byś godnie żył na tej ziemi. Bo przecież musisz być silnym. Tak mówił mi…3 punkty
-
@Berenika97 Telefon z blokadą ekranu. Dziękuję za wizytę @Magda1973 @Sylwester_Lasota @Poet Ka @Charismafilos @Benjamin Artur Dziękuję Wszystkim za odwiedziny.3 punkty
-
3 punkty
-
Wystarczyło jedno słowo, By narodzić się na nowo, By otworzyć szerzej oczy I uwolnić się z niemocy, Która truła serce, duszę, Z życia czyniąc zawieruchę. Jedno, lecz znaczące, słowo, Które zakręciło głową, Z łez otarło smutne oczy, Pozwoliło lekko kroczyć Drogą, w pojedynkę w prawdzie, Lecz oddychać piersią bardziej, Chłonąć świat i ludzi wokół, Nie stać nigdy więcej z boku. Strach zerwało jedno słowo Ruch nadało ciężkim nogom, Mózg wyprało ze złych myśli Serce oczyściło w mig mi. Tchnęło życie w puste ciało, Które tęskni, by kochało Je choć trochę drugie jeszcze, Tak prawdziwie, wiecznie, wiecznie... A jak brzmi to cudne słowo, Ten odgadnie, kto na nowo, Gdy dźwięk jego raz usłyszy, W samotności, w głuchej ciszy Żyć zapragnie, kroczyć drogą, Którą tylko zdążać mogą, Ludzie prości, jaśni, czyści W sercu i w swej każdej myśli.3 punkty
-
„Są cisze” Są krótkie cisze i te długie cisze, w których nie słychać lęku niemej ciszy. Cisze przed burzami, w błysku, zygzakami, piorunami malowane, po niebie zapalane. Są cisze trudne, bardzo smutne i żmudne, wyczekiwania dźwięku, w strachu, w lęku, po ciemku. To cisze wojenne, wybuchowo zmienne, cisze w rozpaczy słuchania odgłosów bomb spadania. Są cisze zbiorowe, często honorowe, cisze samotne, pustką markotne, z morderczą serca cichością, we łzach za miłością, za tęsknotą we wspomnieniach, w odczuciach osamotnienia. Są cisze żałobne, wszystkie sobie podobne, wspominania bliskiego, w głębi siebie samego, zadumą przywołane, chwilą ciszy oddane. W cichej rozmowie duszy, która każde serce skruszy. Są cisze przemyślania, w spokoju rozważania, by na wiatr słów nie rzucać, błędne myśli ukrócać. Te łagodzące spory — to mądrości podpory. Po chwili analiz w ciszy więcej mądrych słów się słyszy. Leszek Piotr Laskowski3 punkty
-
@wiedźma @wiedźma Potwierdzam, Newmana też wolę od S. Stallone, aktorem był fantastycznym, no i ten uśmiech:).3 punkty
-
Ogromny ma problem z Elizą Dionizy Elizie skończyła się już ważność wizy Dionizy jest w Gizie Eliza w walizie A jutro być muszą w Krzywej Wieży w Pizie3 punkty
-
@Migrena "Bo miłość jest niepokojem Nie zna dnia, który da się powtórzyć" 🦋bo moja miłość nie umie umierać. zmienia tylko ciała, jak zwierzę, które porzuca swoje ślady, kiedy zaczynają mówić za dużo.🦋 to majstersztyk - poemat o róży ja odnajduję w nim -dodatkowo- ukryte pokłady niebanalnego humoru❤️3 punkty
-
2 punkty
-
* * * letnia spiekota w brzuszkach balast z powietrza jętki nad wodą * * * pulsuje ziemia larwy drążą chodniki na bagnach życie * * * paląca gwiazda polana dziś bez rosy drzemią ropuchy czerwiec, 20262 punkty
-
Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką. Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi. * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód. * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona. A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione. Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść. Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami. Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi. Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera. * Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką. * Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.2 punkty
-
smak spoconego uda kubańskiej dziewczyny miesza się z zapachem szkockiej w duszy gra blues ile losów człowieczych splata się w tyglu pokoleń świata ile jeszcze trzeba przejść dróg by miłość przeniknęła istnienie zanim ostatni zginie poeta w duszy gra blues2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97... dziękuję Ci za uroczy komentarz.. :) Marku.. pod włosek mnie chyba bierzesz..:) wg mnie tyle samo, chyba. Owady maja mniej, tak pamiętam. @MIROSŁAW C.... jakże miło, dostać kilka słów od Ciebie, nareszcie... :) Tak, bezcenna chwilka. @aff... on - syn, już urósł..:) jak w piosence..;) @Łukasz Wiesław Jasiński... ano.. zabiłeś go... ja za okno wywalam. @piąteprzezdziesiąte... żebyś wiedziała.. :) Bardzo Wam dziękuję za zostawione słowa...:) Ślę pozdrowienie.2 punkty
-
Jedni widzą w Niej kres. Inni sprawiedliwość. Są też tacy, którzy nazywają Ją Matką. Nie odwraca wzroku od ludzi złamanych, uzależnionych, wzgardzonych ani od tych, których świat dawno skazał na zapomnienie. Tam, gdzie człowiek przestaje dostrzegać człowieka, Ona wciąż widzi swoje dziecko. Nie pytaj, kto czuwa nad wzgardzonymi. Zapytaj, kto odpowie za ich krzywdę. "Wygórowana cena" Ściana była przyjemnie chłodna, równo pomalowana i wyszpachlowana. Miała jedynie zupełnie nie odpowiadający mi kolor. Chyba łososiowy. Ilekroć odbijałem się od niej w pijackim slalomie, przypominałem sobie jak bardzo nienawidzę łososia i przy okazji tuńczyka. W barze było nadal gwarno, mimo późnej już godziny nocnej. Szuranie szklanek po blatach, odgłos lania piwa, stukot bil na poolowym stole, rytmiczne wbijanie rzutek w kolorową tarczę. Zmęczone śmiechy i groźne krzyki. Bijatyk zazwyczaj było tu pełno, lecz nie dziś. Ochrony nie było tu nigdy a policja wolała przymykać nawet obydwoje oczu na przegląd tutejszej klienteli. Umówiłem się tutaj z przeznaczeniem. Szczytem erotycznej piramidy dla takich mętów i szumowin jak ja. Tutejsze dziewczęta są podobno sprowadzane zza granicy. I dobrze. Nie muszę rozumieć co mówi, ważne żeby zaspokajała moje potrzeby. A te były olbrzymie, od kiedy wypędziłem z domu tą niewierną sukę, dla której już samo imię było zbyt ludzkim detalem. Zachwiało mną solidnie, próbując odzyskać stabilny pion o mało nie wpadłem w objęcia, nie, rozczochranej, naćpanej dziwki a jakiegoś dziwnie znajomego mi kolesia o krótko przyciętych, rudych włosach i rysach twarzy a także na twarzy, zdradzających niejeden wyrok i niejedną uliczną burdę. Przeprosiliśmy się grzecznie, nawet poklepaliśmy po plecach i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Pokój uciech stał otworem. Nie było przy nim nikogo. Dziwne, czyżby alfons zapomniał o mnie. Umawiałem się z nim, że na godzinę przed zamknięciem rezerwuję sobie pokój i najmłodszą dziewczynę. Najlepiej wysoką, szczupłą brunetkę z krągłym tyłkiem. Może nie mógł takiej tutaj znaleźć. Choć na Boga, w Meksyku co trzecia na ulicy spełnia te niewygórowane cechy. Może spił się przy barze albo miał coś pilnego do załatwienia. Ach te mafijne sprawki. Ciągłe dbanie o interes i swoją dupę. Zatoczyłem się ostatni raz i stanąłem niepewnie w progu pokoju. Był nieduży. Mieścił dwuosobowe łóżko o satynowej, czerwonej pościeli. Niewielką szafkę nocną o poluzowanych szufladach. Na niej stała lampka z czerwonym, haftowanym abażurze. Okno za łóżkiem miało opuszczone, miejscami połamane, imitujące drewno rolety. Ściany były brudne i lekko zawilgocone. Na łóżku siedziały dwie osoby i zaiste nie była to dziwka i jej alfons. Choć kto to wie. Dziewczyna spełniała moje wymagania. Miała na oko z osiemnaście lat, długie sięgające prawie pasa, czarne włosy, długie, piękne nogi z zadbanymi, dużymi stopami, biust krągły i bluźnierczo wyeksponowany, oczy z kolorze ponętnej szarości a jej buzia zdawała się wręcz anielsko niewinna. Pod nosem jednak zamiast mleka, miała ślady po kokainie. A teraz musiała zapracować na kolejne działki. Biedna, samotna, uzależniona i cholernie pociągająca ulicznica. A obok niej … usiadła osoba dość mocno nie pasująca do wystroju knajpy. Była to starsza już kobieta, ubrana w suknię o barwie nocy, bogato zdobioną w perły i cekiny. Materiał był jedwabiem lub czymś jeszcze droższym. Suknia miała wiele warstw i odnóg. Ciało kobiety wręcz ginęło w materiale. Wyglądała tak jakby właśnie starała się narodzić z wnętrza sukni. Kolejnym zaskoczeniem były dla mnie dwie rzeczy. Jej tatuaże na rękach i dłoniach. Były typowymi, więziennymi oznaczeniami gangów. Bliźniacze do moich. Nie wyglądała na dilera ani burdelmamę. Szybciej kobietę sukcesu. Lewą stronę twarzy ukryła pod osobliwą maską. Maską śmierci. Wyglądała w niej i sukni jakby właśnie wróciła z pochodu ku czci Przenajświętszej Śmierci, lecz do święta zmarłych zostało jeszcze kilka tygodni. Ale było wielu takich, co czcili matkę zaświatów co dzień i w każdej godzinie uciekali pod jej obronę. Jej wzrok był spokojny i zimny. Choć rysy były wściekłym ogniem. Oplotła mnie pajęczyną oskarżającego spojrzenia. Nie wiedziałem nawet w czym zawiniłem. W wyglądzie, w pijaństwie czy przyjściu w umówioną ale jednak nie najlepszą porę. Próbowałem obrócić wszystko w żart. Nie pamiętam bym umawiał się tu na trójkąt. Tym bardziej w układzie ja, mama, córka. Nie dała się zbić z tropu. Butelka najdroższego rumu, czterdzieści tysięcy pesos i mała przysługa a wtedy oddam Ci dziewczynę. Czterdzieści tysięcy!? Chyba czterysta pesos? To nie księżniczka tylko zwykła dziwka. Czterdzieści tysięcy albo zadowól się ręką w kiblu mój drogi. Moje dziewczęta mają swoją cenę. Byłem wściekły ale z drugiej strony ciekawy tej przysługi. Wróciłem do baru po rum i pożyczyłem od kolegi ponad dwadzieścia tysięcy bo tyle mi brakowało w portfelu. Wróciłem szybko do pokoju. Czekały obie a jakże. Młoda wtulona w ramiona starszej. Bała się mnie i słusznie. Zamierzałem odbić sobie jej wygórowaną cenę z nawiązką. Nie będzie już tak piękna i niewinna jak z nią skończę. Wręczyłem starszej butelkę rumu i gotówkę. Nawet nie przeliczyła. Wstała z trudem bo młoda dalej była do niej przyczepiona drżącymi rękoma. Gdy stanęła przede mną, wydawała się wyższa ode mnie i jakby szersza. Teraz cała jej twarz przypominała, martwą maskę a aura jej postaci emanowała srogim chłodem. Czas na przysługę. Daj mi prawą dłoń. Wysunąłem ją w jej stronę a wtedy wykonała niesamowicie szybki ruch. Poczułem ukłucie. A po chwili z rany na dłoni pociekła mi krew. Podsunęła pod nią szklankę do drinków. A gdy spłynęło do niej trochę krwi, zalała ją przyniesionym przeze mnie rumem. Potem podsunęła szklankę dziewczynie. Pij. I wypiła choć zalewała się przy tym łzami. Wypiła połowę. Teraz Ty. Co będę miał z tych guseł wiedźmy? Dziewczynę na wyłączność a ona ochronę. Możesz z nią zrobić wszystko ale nie możesz jej zranić. Będzie tylko Twoja już na zawsze. Kiedy tylko będziesz miał ochotę. Płacisz raz, dotrzymujesz umowy i bawisz się ile tylko pragniesz. Płacę raz powiadasz a zatem wchodzę w to szalona wiedźmo. I wychyliłem szklankę do sucha. Wtedy wiedźma wyszła z pokoju. Dziewczyna błagała ją by została albo zabrała ją ze sobą. Nie bój się ochronię Cię gdy tylko poprosisz. Odeszła a ja mogłem wreszcie zamknąć drzwi i nacieszyć się swoją własnością. Nie krzywdziłem jej, choć korzystałem z jej ciała ostro i gwałtownie. Po wszystkim jednak gdy spełnienie wypełniło jej ciało po raz ostatni, poczułem nagłą, diabelską furię. Czułem, że muszę odreagować. Stracone pieniądze i cały życiowy stres. Nie chciałem a jednak uderzyłem ją w twarz. Mocno. Potem drugi raz i trzeci. Rzucała się pod moim ciężarem a ja w furii zacząłem ją dusić i brać jej ciało na nowo. Broniła się zaciekle. Drapała i próbowała krzyczeć. Wreszcie wydusiła z siebie jedynie. Przenajświętsza Matko wzgardzonych i upadłych ratuj swoją służebnicę w godzinie męki. I wtedy drzwi rozwarły się z hukiem biblijnych trąb, do pokoju wpadło stadko nietoperzy, szczurów a także kilka dorodnych kruków. Zaatakowały mnie wściekłe. Zrzucając z łóżka. Miotałem się po podłodze pragnąc osłonić nagie ciało. Gryzły mnie, szarpały do krwi i głębokich ran. Z każdą minutą słabłem a ich siła rosła i rosła. To był amok. Rozerwały mi brzuch, rozorały plecy i oczy. Przegryzły się przez mięśnie. Atakowały raz za razem. Moja agonia trwała aż wreszcie w progu stanęła ona. Przenajświętsza Matka. Święta Śmierć. W swej masce, tatuażach i sukni. Spojrzała zimno na moje konające szczątki a potem na podopieczną. Oto jestem jak obiecałam, nikt więcej już nigdy Cię nie skrzywdzi. Czuwam nad Tobą ukochane dziecko. Skinęła ręką. Walące dotąd szalenie w mojej piersi serce, momentalnie się zatrzymało. A jej świta mogła w spokoju ucztować dalej.2 punkty
-
@Poezja to życie Zamieściłeś tu mieści całą teologię codzienności. Zacząłeś od dwóch ciężkich równań - miłość jako cierpienie, życie jako trwanie - i zamiast z nimi polemizować, wyciągasz z nich logiczny wniosek - prośbę o chwilę oddechu. Czyli krótko, szczerze i z wdziękiem. Podoba mi się. :) @Posem Róże bez kolców istnieją! :))))2 punkty
-
trzymam się termometru srebra coraz wyżej na skali ciepła pulsuje kołatka wnętrza żalem przygrzać serce stopi wątpliwość czucia bez lodowej góry pode mną Grenlandia białego wiersza w igłach wody dzwoni stan zamrożenia do pulsu plusa plum2 punkty
-
@Poezja to życie No dzisiaj szczególnie przydała by się pomoc "z góry". Choć to pewno wołanie, bez odpowiedzi. Ale w sumie niektórzy twierdzą, że im Bóg pomaga, także może ja się mylę. W każdym razie nasza droga usłana różami "z kolcami" (jeśli w ogóle istnieją jakieś róże bez kolców).2 punkty
-
Skórę pokrył ciszy kurz Pancerz wzrósł kolczasty Duch już mocno skrył się w nim Nie wpuści niewiasty2 punkty
-
@Christine Bardzo dziękuję! Chciałam zaznaczyć jego rekordowe "występy". :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Posem Bardzo dziękuję! Teraz i w naszych szerokościach geograficznych klimatyzacja latem będzie potrzebna tak samo, jak ogrzewanie zimą. Ciekawe, że którejś zimy, Hiszpanie pisali o potrzebie montowania źródeł ogrzewania. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @wiedźma Bardzo dziękuję! Dzisiejszy klimat dnia bardzo podobny:) Serdecznie pozdrawiam. :)) @violetta @Marek.zak1 @MIROSŁAW C. Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)2 punkty
-
Mój świat się kruszy, jak ten kubek, Z którego rano piłem mleko. Dwie różne drogi, w oczach pustka, I wspólny dom już tak daleko. W lewej wciąż trzymam rękę mamy, W prawej dłoń taty, pełną ciepła. Jak wybrać między połówkami, I patrzeć, jak ta całość pęka. Jestem tu tylko małym drzewem, Co w waszym chłodzie gubi liście. Jak złożyć siebie, będąc dzieckiem, Bezbronnie stojąc na tym wietrze.2 punkty
-
@Poet Ka kocham dark jazz. można w nim marzeniami utonąć:) dzięki Poe:) @LessLove dobrze wiem, że odpowiadając Tobie odpowiadam komuś z niebanalną inteligencją i horyzontami myślenia wykraczającymi daleko poza poziom portalu poetyckiego. dodatkowo jeszcze Brata w Wierze! dziękuję serdecznie:) bądź zdrów:) @andrew świetny Twój komentarz:) szczere pozdrowienia dla Ciebie:)2 punkty
-
@viola arvensis sugestia pięknej kobiety........ale co tam jakieś kobiety - Twoja sugestia jest dla mnie rozkazem. czyli.... ruki po szwam, majorze. tak jest , Szefowo! @LessLove Matko Boża! mój język......doktoratów? pisz tak do mnie dalej to się do Ciebie przeprowadzę:) dziękuję serdecznie za piękne słowa:) bardzo mi miło:) pozdrawiam mocno:) @Poet Ka Poe:) odnajdujesz w tekstach to co w nich glęboko...... bo Ty masz : L'esprit de clairvoyance, czyli poetyckiego geniusza:) bardzo Ci Poe dziękuję:)2 punkty
-
2 punkty
-
@viola arvensis tak jak mi kazałaś:) bardzo pięknie dziękuję:) Twoje słowa jak serduszka poetyckiego uznania:) ukłony Szefowa dla Ciebie:) dziękuję:)2 punkty
-
@Gra-Budzi-ka Podjęli decyzję z Elizą Dionizy I zamówili dwa kawałki pizzy Ale Elizie Trudno w walizie Zjeść było pizzę na jarmarku w Gizie.2 punkty
-
@Migrena ... nawet nie myślę jaki bez ciebie byłby świat i ... czy ja byłbym w nim szczęścia wart ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
@Poet Ka ... gdyby... świat bez PoetKi jak życie bez księżyca który nie tylko wieczorem zachwyca ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
@LessLove Bywam nierozsądna, ale tylko w piątki ;) Chulaj dusza ;) Wracając do meritum: być może świadomość rzeczywiście bazuje na iluzjach i sama je tworzy... ale czy naprawdę wolimy fantazje od czegoś, co możemy dotknąć? I chyba właśnie stąd bierze się to pęknięcie...2 punkty
-
@Marek.zak1 Liz Taylor na dachu Trala lala lala Trala lala Trala lala la Trala lala Tralalala Tralalala La! La! La!* Gdybym była Stone nie stonka Nosiłabym dessous w koronkach I nie z Sylwkiem Stallone pod tusz Lecz z Paulem Newmanem jeśli już! Kocice mieć za swoje psiapsi Na niebie widzieć gwiazd ipsilon Manewry miłosne na dachu Pod pazurem gorącą blachę. Przez noce filmów z Hollywoodu Liz szafirowe kaskaderki Siedem dekad czekają cudu Lecz piękny Newman zwiał z tej gierki. *pod melodię ze „Skrzypka na dachu”- słowa wiersza tylko do recytacji i cichego czytania2 punkty
-
@viola arvensis czytam te piękne strofy i piszę jak umiem mówisz nam, ze czasem największą odwagą nie jest zdobywanie szczytów lecz zgoda na równinę gdzie spotykamy siebie bez pośpiechu i bez złudzen. z cudowną lekkością przypominasz iż prostota też bywa mądroscią i ma własny blask czysta poezja w najdoskonalszym wydaniu:) "pisane na kolanie". mój Boże! nieziemskie kolano:) jak to u tancerki:)2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne