Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.03.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Idę, Łąko, ku tobie, brzegiem mego szału. Ani zbrojny, ani konny. Z ramion twoich wyjdę - wonny I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału! B. Leśmian Wtuliłem się w łąkę; w jej suknię kwiecistą, srebrzoną po brzegach rosą niepamięci. W tym gorącym nadmiarze każda łodyga pragnie moich rąk; suchym szelestem sprzecza się z innymi o palce zabłąkane wśród liści pokrzyw. Świat parzy, pachnie, rozlewa się w tętnicach burzliwością kolorów. Oddycham głęboko, prędko, tak, jak zawsze chciałem. Łąko, łąko w krwawnikowych batystach, tymiankowych gazach! Ty przede mną nie zasłaniasz oczu, ja szeroko otwieram ramiona, w które wpadasz brzęczeniem pszczelich rojów, pełnością kielichów. Ty przede mną się otwierasz, ja trwam, nabieram mocy, miodu do dzbanów snu. Łąko! zdrowo mnie wykarmiłaś i nigdy nie milczysz; nie przestajesz, ze szczodrością równą mojej, tętnić wonną krwią, nektarem, rodzić krzepkich pąków. Zwielokrotniasz życie odważnie, bez odmierzania - ze słowa na kwiat, z kwiatu na dotyk, a z dotyku na mnie. Wtuliłem się w suknię kwiecistą, silny, przyjęty z radością do zielonej kołyski. Łąko, oddycham głęboko, prędko, jestem - - -
    13 punktów
  2. Nie_podległa już od dawna dźga mnie pytanie jaka Ona jest - niby wolna ale ciągle więcej na niby - inaczej ze mną robię co mogę co powinnam albo nic nie robię wychodzę wtedy gdy kaprys poniesie bo lubię wdychać chłody świtów i kojącą radość gdy z krzewów wrzask wróbli o - sunie wielkocoś - urocze chwile a w domu jak to w domu pogłaszcze muzyka zagada wersami kuchnia i jeśli nawet zdarzy się bączek nikt mi nie zamarudzi coś śmierdzi tak nie wolno nie teraz bo to moja maleńka - tycia nie_zależność marzec, 2026
    13 punktów
  3. od lat co dzień niby tak samo a jednak zawsze inaczej powtarzam proszę przepraszam kocham dziękuje od lat co dzień niby tak samo a jednak inaczej po czułych miejscach ją całuje od lat tak samo a jednak inaczej patrze jej prosto w oczy mim o że owe patrzenie czasem ją droczy od lat co dzień tak samo a jednak inaczej rozmawiam z nią o miłości która od lat nie ustanie od rana do wieczora umiejętnie naszym domem rządzi
    11 punktów
  4. Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie. Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.
    10 punktów
  5. szelest liści pod stopami wczoraj próbuje zmartwychwstać czas siłuje się z myślami odwrócona kartka chowa zapis jak ponaglenie do zapłaty dług zaufania zaciągnięty wspólnie bez podpisów stał się wekslem bez pokrycia 3.2026 andrew
    10 punktów
  6. Każde ciepłe słowo to ukojenie. Czemu się tak wydzierasz?! Owoce i warzywa to zdrowie. I kto teraz to wszystko zje?! Chcę z tobą tutaj leżeć dziś. Sama pościel to łóżko! Hamak bym sobie pożyczyła. Zostaw to! Przeszkadza ci?! Ale przecież to tylko na chwilę? A ty zawsze musisz po swojemu! Mycie to tak nudna konieczność. Znów nie zakręciłaś pasty do zębów! Całe moje ciało należy do ciebie. Ale po co ci tyle miejsca?! I przypadkiem stłukło się, ot co. Będziesz to teraz naprawiać! Ewentualnie mogę zawołać fachowca. Inaczej już nie umiesz tego zrobić?! Było tutaj tyle nieporządku. Jak mogłaś poprzestawiać te rzeczy? Innego ciebie nie chcę. A w ogóle to wynoś się! Eskalacja na granicy nieporozumienia.
    10 punktów
  7. Urlop Na urlop zabrałam rodziców Na Maderze Wystawiam ich twarze na słońce Spis leków, maści I lekarskie terminy Przywiewa do mnie wiatr Do plecaka je chowam Niosę „Schodami do nieba” Zielenią oplątuje Studzę w zimnej wodzie Ocean bez kresu W ból kolan Wmieszany niepokój Każdego dnia Budzi mnie Szumem Wyrzutów sumienia Na wschodzącym słońcu Cichy żal patrzy na mnie Spode łba, Że nie zabrałam na urlop Siebie
    9 punktów
  8. lato przyszło zbyt szybko asfalt po deszczu wytrącał ciepło jego zapach długo unosił się w powietrzu dałaś mi list bym otworzył go jesienią gdy nas nie było na czystej kartce napisałaś pamiętaj o oddechu
    9 punktów
  9. Rozrywam ciszę twoim imieniem - cierniem, który świeci od środka gardła. Nie dotykam cię. Wydobywam cię z nicości jak ogień, który przypomina sobie kamień. Iskra po iskrze uczysz się istnieć pod moimi ustami. Jesteś mapą płynnego złota, czytaną wargami w sekundzie rozdartej na bezczas, tam, gdzie ciało znosi konstytucję formy i ogłasza własne przykazania pulsowania. Twoje biodra - przypływ, który podmywa fundamenty mojego "powinienem”. Moje dłonie - ptaki głodne wysokości, zakładają gniazda w łuku twoich kręgów. Nie ma skóry. Jest prąd. Magma pod cienką skorupą imienia. Dwa słońca zderzone zbyt blisko - światło przestaje być światłem, staje się raną jasności. Wgryzam się w twoją duszę przez mięśnie, przez drżenie, przez pot, aż każdy jęk staje się księgą ognia, którą zapisuję paznokciem powietrza, oddechem, krwią krążącą jak wspólny alfabet. To nie miłość. To piec hutniczy istnienia. Biały żar, w którym "ja” i "ty” są tylko rudą, a zostaje stop, bezimienny, nierozdzielny, cięższy od gwiazd. Piję twój oddech jak ostatni tlen przed narodzinami kosmosu. Jesteś katedrą z kości. Ja - herezją, która modli się płomieniem. Klęczę. Płonę. Rozpadam się w świetlistą winę. Każdy ruch - zniesienie granicy. Każdy dreszcz - triumf nad formą. Każde zbliżenie - dowód, że granica była tylko wspomnieniem lęku. Niech pękną niebiosa. Niech czas rozsypie się w popiół sekund. Stajemy się osobliwością - punktem, w którym grawitacja traci pamięć, a wszechświat zapada się w jeden spazm światła. Zostaje tylko litera. Naga. Oślepiająca. Jednia. Biel, która nie ma już przeciwieństwa.
    9 punktów
  10. "Sufit, ściany i podłoga" Zagadał sufit raz do podłogi: „Doprawdy, los twój jest nader srogi! Zdeptanaś cała, poharatana, z meblami w stylu wiejska kabana”. Z góry na dół spogląda nań drwiąco: „Wyglądasz wręcz odpychająco. Wszędzie łachmany, buty rzucone, wielkie śmietnisko na każdą strone”. Zerknęła z dołu w nerwach podłoga skrzypnęła, w ripoście jak do wroga: „Zamilcz, ty blada, pusta płaszczyzno, niechaj twe słowa w gardle ci wyschną!. Lampa u ciebie ledwo się trzyma, lecz dumnie pierś swą szklaną nadyma. Gdy się nadymać będzie przesadnie, to wraz z kawałkiem ciebie odpadnie! I wtedy pęknie to twoje ego, gdy na pysk łupniesz, mój ty kolego. A to co spadnie – oknem wywalę, więc już nie mędrkuj, mój ty cymbale!”. „Ha, ha!” – tu sufit ryknął ze śmiechem. „Straszysz na wyrost, z pustym pośpiechem. Ja trwam na ścianach dumnie oparty, ściany z betonu – to nie są żarty!”. Wtem odezwały się zgodne ściany: „Obajście warci siebie, gałgany! Bo gdy my tylko się wycofamy, w gruz się zmienicie, durne pacany”. Morał z bajeczki płynie nam jasny: Nie wszczynaj zwady – choć świat jest ciasny – z tym, z kim na co dzień los twój związany przez wspólne życie i wspólne ściany. – Leszek Piotr Laskowski
    8 punktów
  11. Taki sen mój mały-wielki świat w przytulnym pokoiku myślami przemalował błękitem szare dni wzrokiem nienasyconym przebijam w szybach utkwione tęsknoty nadzieją przebudzone burząc mroczne szczyty zawsze dziwacznych snów rozpoczyna się kolejny marzeń dzień jak wczoraj dzisiaj znów ************
    8 punktów
  12. czasem wygląda jak coś, co zgubiłeś, a potem znalazłeś i nawet nie wiedziałeś, że za tym tęskniłeś. Poznasz je, bo przez chwilę niczego więcej nie potrzebujesz. To nie jest blask złota ani krzyk radości, raczej cisza, która siada obok i zostaje na noc. To ukryty brak, który nagle się odnajduje. Jest jak wiatr, którego nie da się zatrzymać - ale można tańczyć, dopóki wieje. Jak powrót do domu, którego adresu nie znałeś, bezpieczny port po sztormie.
    8 punktów
  13. Leśną ścieżką poprzez knieje zmierza osioł zamyślony w sercu chaos, błyskawice chciałby zostać „nakarmiony”. Może by zamieszkać w lesie? elfie szepty, czarcie mroki gdzie zmysłowa pieśń się niesie gdzie kojących mchów widoki. Osioł zwierzę pociągowe często bywa też uparty czasem lekko dokazuje raz marudny raz rozdarty. Patrząc w krzaki nie dowierza.! jakaś małpa w abażurze drzewa ślizgiem jak po rurze spada lekko uśmiechnięta. I spogląda zdruzgotana jakby była zakochana.? długie rzęsy, usta w dzióbek cała jest wyszminkowana.!? Co wyrabia się w tym borze.!? ryczy osioł zniesmaczony chyba lepiej i bezpieczniej jest pozostać wygłodzonym. Oślica Osiołkowi :)
    8 punktów
  14. kolejny wieczór przybity do ściany uśmiechy martwe bądź umierające zimowy monsun trzaskający drzwiami porywa strzępki nadziei tonącej więc słodko-kwaśne wypełzają słowa z ust zaciśniętych, prawdą umęczonych nie usiądziemy już przy naszych stołach z pakietem wspomnień dawno podzielonych nocą pragnienia otulamy w pościel łzami piszemy partytury senne może zapomnisz o brooklińskim moście gdy się obudzisz a ja wciąż tu będę
    7 punktów
  15. Tak błaznować mi przystaje, ha! Bom błazen! Ha! I tak się kręcę — z pieczonym jabłkiem w żylastej ręce!
    7 punktów
  16. w leśnej ciszy zawarte małżeństwo z bronią z zamkiem czterotaktowym w kolorach maskujących ziemskiego przyciągania na niezidentyfikowanej szerokości wojny dzielimy się chlebem dla kurwy nędzy a sierść nasza mokra jak pierwszy listopad nad zimnym kamieniem w księżycowej pełni przebarwień i odprysków sowa na nagim drzewie prawdy odsłania w miękkich oparach zmierzchu jak miło nie być
    6 punktów
  17. ruszają ku słońcu nieśmiałe śnieżyczki śniegi stopniały (fot. z internetu)
    6 punktów
  18. Zielenieje trawa, łodygi pną się do słońca, wyprężają korony, przeciągają leniwie do światła. Wkoło chodzą uśmiechy, kroczą uzdrowione marzenia, przyszłością oprószone nastroje, świeżo malowane portrety. Łagodnieją twarze, w młodości znowu zaklęte. Plastyczne mózgi, spragnione nauki, czytają krzyżówki na blaszkach liści, od ciemnych pokoi wyklęte. A ja gdzie? Tam, leżę, pod spróchniałym krzewem. Tam są moje zwłoki, pod uniwersytetem. A zawiasy drzwi tańczą w jedną i w drugą, otwierając nowe możliwości. Nikogo nie zatrzymuje brzydki krzew.
    6 punktów
  19. Czas nie płynie jednakowo. W duszy śpiewa, w głowie gra. Każdy inną ma melodię, Zagłuszają dźwięki tła. Chciałabym tym jednym słowem, Móc otworzyć szczęściu drzwi, Gdzieś zapisać na tych kartach, Melodyjnych wspomnień szyfr. Tak by móc do niego wrócić, Nie szukając w próżno słów, Szybko sprawdzić, gdzie niedosyt, W swojej ciszy stanąć znów. Gdzieś zapisać jak to było, W każdym słowie słyszeć dźwięk. Co zrobiłam, że zmieniłam Czasu pogoń w myśli śpiew. - Kapirinia
    6 punktów
  20. Tak dla relacji opartej na wzajemnym poszanowaniu dla melisy w kubku dla unikania cukru. Dla poezji po zmierzchu; rapującej dziewczyny z przedmieścia Dla milczenia takiego, że nie odpowiadamy na głupie pytania bo człowiek ma prawo do błędu
    5 punktów
  21. mam pięty zajechane, zrogowacenia i krew odciskam ci na kafelki, mnie tu nie ma. a klęczę i próbuje zmyć ten syf, mnie tu nie ma. a ty patrzysz i mówisz gdzie jeszcze, gdzieś jeszcze mnie tu nie ma. potem umyję dłonie i się sparzę a potem ukoję i powiem ci coś po raz pierwszy, ty nie usłyszysz, jakby mnie nie było. jestem i piersi mam pełne słów mlecznych, gdziekolwiek, więc jak mamka karmię wszystko, więc jak mamka na wszystko nie spojrzę. i ciebie widzę gdziekolwiek.
    5 punktów
  22. zadzwonił właśnie pytam o plany na bejrut jeśli samolot poleci będzie w nim w maju pociąg z rudą żelaza przez saharę może tam znajdzie siebie
    5 punktów
  23. wyobraź sobie ziemię sprzed człowieka przygląda się sobie świeża bezimienne wypełniając dni
    5 punktów
  24. błękitne niebo pełne waty cukrowej z białych chmurek majestat nieskończoności płynący w nieznane pod nimi sznur gęsi zdobi czasoprzestrzeń jak rozpięte korale mnóstwo paciorków na niebie lecą w znane sobie miejsce zwiastują ... wiosnę głośno rozmawiają o spełnionych marzeniach dotarły do celu słychać je na ziemi rozsypały się nad łąkami szukają azylu odpoczynku spełniają sen o ziemi obiecanej 3.2026 andrew
    5 punktów
  25. Gdybyś wrócił, rzekłbym witaj po niewczasie odchodzisz bez pytania wciąż kogoś zabierasz jesteś pieśnią o "niepotrzebnych", o moich bohaterach Czasie zaprzeszłego ja nie czekam z wiarą bo ty nie potrafisz lub nie chcesz powracać żałuj! bo ja mógłbym wiele cię nauczyć ale ty nie prosisz Niesiesz w jednym koszyku narodziny i śmierć, wybaczam, niewczasie bo kiedyś inni będą czekać na mnie i na ciebie na to, co w nicość przemielamy razem Niepamięcią okrywasz rany co się bliźnią niechaj żyją bólem! tego co nie tu i tego, co nie teraz czego nie ma dla ciebie co na zawsze dla mnie zanim się rozstaniemy A tymczasem, wierzę bardziej w dzisiaj i wczoraj w to, że jutro będzie jeśli ciebie przybędzie jak się mnie nie pozbędziesz będę tutaj i teraz albo tam i na zawsze Ale wybacz, czasie gdybym wierzył w ciebie nie wierzyłbym w Boga a ja ciągle wierzę
    4 punkty
  26. jesteś jak czysta zielona herbata więc nie zalewam cię wrzątkiem
    4 punkty
  27. 44. Wrota Cylicyjskie (narrator: hypaspista) 1. Wąski przesmyk. Historia lubi ciasne miejsca. 2. Ich straże nieliczne — jakby nie wierzyli, że warto tu umierać. 3. Może świat zapomniał ich postawić we właściwym miejscu. 4. Persowie patrzyli. Nie na nas — za siebie. 5. Ogień za plecami uczy więcej niż wróg przed tobą. 6. Za Wrotami satrapowie palą własną ziemię, zanim zobaczą nas na oczy. 7. Żaden z nich nie podniósł głosu ani włóczni — to mówi wszystko. 8. Czasem upadek zaczyna się w sercu człowieka, zanim dotknie go stal. cdn.
    4 punkty
  28. Dostrzegam w tobie przyszłość dla wspomnień. Radzę życiu, aby odnalazło własny zakątek ciała. Rozpadam się na niedopasowane elementy – łzy uciskają ciszę. Być może nauczę się żyć wiecznie, kochać do obłędu – dusza dopasuje się do dłoni. Pora żyć, kiedy wieczność jest tak bliska. Nie wierzę w obecność cieni, nawet światło sprawia wrażenie zapomnianego. Nie przyznaję się do samotności, nie liczę na szczęśliwy traf. Twoje usta nie pasują do pocałunków. Może wiatr sprawi, że smutek przez moment stanie się czymś jeszcze. Pamięć? Pora nauczyć się tabliczki mnożenia. Ukarana przez noc, widzę się pośród błahych słów. Myśli, choć cudzołożne, są wstępem do czyśćca.
    4 punkty
  29. Lodem jeszcze zwarte stawy. Po nim gąski. Woda w polu. W rzędach dęby jakby dalej im gęsiego, bo i grząsko. Miedza osuszona w słońcu. Przegląda się niebo w błocie. I pulsuje Ziemia w końcu. Rozpostarte trzyma skrzydła w marcu dąb, pierwszy stroiciel.
    4 punkty
  30. Czy można ciągle na dźwięku fis żyć w zawieszeniu, lecz ponad być? Ponad dnia tempem. Ponad problemem. Ponad zwyczajem i przyjacielem. Ponad potrzebą. Ponad instynktem. Ponad cierpieniem i wieżą ciśnień. Wierzyć, że jestem, że nie wydaje tylko się życie. Inne detale. Wierzyć w swe miejsce, że jest i będzie. Że śmierć nie czeka, aż zniknie przejście.
    4 punkty
  31. Tak mało trzeba, by poczuć życie, gdy las mnie tuli w cichym zachwycie. Przez myśli strumień jasny przepływa, łagodność czysta, miękka i żywa. Zamykam oczy. Świat się upraszcza. Mówię: „Ja jestem”. I to wystarcza.
    3 punkty
  32. Chcę z Tobą zjeść jabłko, na pół zarumieniona. Gryz za każdy gryz, pokąsany język pod twardą skórką wilgotny miąższ. Sok spłynie po ściankach ust a ja będę prosić o więcej.!
    3 punkty
  33. Link do piosenki: Kropelka – pyk, pyk, pyk Ze skały – kap, kap, kap Wartki strumyk milę dalej Nie szalej dziewczę Ach, nie szalej Nie wierz w słów potoki Które płyną z ust jego Choć piękny, czarnooki To prowadzi do niczego Pięknych słów ogrody Tylko źródłem niezgody Wierz temu, który złotem Obsypuję twoje stopy Lepsze życie potem Niż strumyka potopy Słów za dużo Gdy dni się chmurzą Za dużo wody A twej urody Zmarnować szkoda Bo słowa to przeszkoda W słowa, w miłość uwierzyć To już za życia nie żyć Złudnym urojeniem gasić pragnienie A gdzie marzeń ziemskich spełnienie Miłością nie nakarmisz brzucha Choć w sercu ogień bucha Nie dość, że głód i nędza To jeszcze zawał czeka Na człowieka Serca gorące To serca cierpiące Utonąć w strumyku Z jego słów dotyku Wstyd i hańba zwykła Bo nie do tego Społeczność nawykła Dość wszystkiego Ach, miłość Czymże jest w świecie tym Niezgody kość Darem złym Czy tylko w niej spełnienie Choć to cierpienie
    3 punkty
  34. Z gardzieli obcej — obcy dobywa się ton i nocą sad zielonych czereśni przemierza — choć — zda się: jest znacznie wcześniej…
    3 punkty
  35. jestem ale raz na jakiś czas zwykle rozproszony jestem ale za ścianą i tylko od święta każdego dnia przez kwestie niejasne odbijam się od przeciwległych granic szerokiej skali ze mną to tylko tak doraźnie może do kieliszka może omyłkowo może siłą rzeczy a potem sprawy istotne potem jestem spragniony i ludzie są spragnieni ale ja jestem octem 22 VIII 2025
    3 punkty
  36. A więc dziś marcowa pełnia, tu wojny, bessy i hossy; A tam pełni Robaczego Księżyca z zaćmieniem losy. – Zaćmienia Księżyca z natury swej towarzyszą pełni, Księżyc się zaćmi, gdy drogi do swego węzła dopełni. Węzły są dwa: „Rahu” – północny – wstępujący, w tym dziś I „Ketu” – południowy – zstępujący. Nazwy zda się mi Bardziej fantastyczne to: „Caput Draconis” – „Głowa Smoka” Oraz przeciwna do niej „Cauda Draconis” – „Ogon Smoka”. I to coś znaczy? Podobno tak, i ja myślę, że anioł wie. Bo wbrew astrologom człowiek, choćby uczony, raczej nie. Nie, nie obserwowałem, bo zasłoniła jasność słońca I szare kotary kłębiących się smutnych chmur tysiąca. Lecz myślę, że szkoda, bo tu cichy kryzys, gdzieś naloty; Ktoś coś powiedział, lub gestem zrobił przykrość i co po tym? Gdy Księżyc Robaczy, i istotnie ziemia odetchnęła. Wciąż się sukniami zieleni i kwiatów nie ogarnęła, Lecz już ptacy w poranki pobudkami jej szczebiocą, Już jejś Marsie z towarzystwem górował, choć poza nocą. Myślę, że prócz ludzkich inne wpływy, osoby i moce Toczą cię ma części globu za wiosenne równonoce. A tam, chociam dziś niezdrów – sił u mnie tak skrajnie niewiele, Jak bywało znów przypłyną i się z Wami podzielę…! . . . Na koniec, przez noc, żeby nie było mi smętnie i łzawo, Przez gałęzie zajrzał mi Księżyc jak Słońce złotem żwawo. Ilustracja: „Perchance”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego „Księżyc zagląda przez okno”.
    3 punkty
  37. ktoś go wysłuchał ktoś to zapisał nagrał przetłumaczył wydał książkę zrobił film on i ten ktoś już dawno odeszli lecz zostawili niteczki po których mogę się wspiąć
    3 punkty
  38. @bazyl_prost @violetta @Myszolak @KOBIETA @hollow man @Magdalena @vioara stelelor @Wiechu J. K. @Waldemar_Talar_Talar @Berenika97 @iwonaroma @Nata_Kruk @A.Between @huzarc @Gosława @Amber @Łukasz Wiesław Jasiński ogromnie się cieszę, że mogłem zgromadzić takie zacne grono pod tym wierszydłem :) Sprawiliście mi wielką radość. Raduje mnie każde Wasze pragnienie odczytania przekazu - i z góry mówię - każde jest właściwe :) P.S. Dla ciekawych, w wersji reżyserskiej jest jeszcze kilka... tajemnic :)
    3 punkty
  39. Szczelina między deskami zabiera mój świat — ciepły, pachnący chlebem. Myśli uciekają spod kół, tłuką się po polach, by zgubić lęk. To takie niesprawiedliwe. One tam, ja tu. Na następnym postoju wymyka się nadzieja. W dłoni trzyma mój spokojny oddech. Opuszcza mnie bezszelestnie i trochę wstydliwie. Ostatnia stacja. Ucieka życie. Patrzy przez szczelinę między deskami, ale nikogo już tam nie ma.
    3 punkty
  40. ugryzłem się w mój palec wskazujący na brak poczucia humoru gubię resztki zdań odejmuję z ust każde bolące słowo a potem dotykam twarzy aby uciszyć lęk
    3 punkty
  41. pod drzewem które nie ma jeszcze liści usiadłem i myslę i myślę kiedy się zazieleni
    3 punkty
  42. @violetta Ja ? Niezrównoważona ? Proszę Cię ! ;) jestem tylko impulsywna i odpalam się jak rakieta ;) ale szybko mi mija :) dobrze, że nie mam pozwolenia na broń ... mogłoby być różnie ;))) dobrego dnia dla Ciebie :) @Alicja_Wysocka :))) może tak, może nie ;) Dziękuję, pozdrawiam Ciebie serdecznie :) @vioara stelelor ;)))) To jest genialne !!! i bywa... obustronne :) Dzięki :) jestem w pracy, ze śmiechu oplułam ekran :))) kawą :))) Dobrego dnia dla Ciebie !
    3 punkty
  43. Jesteś podróżą - bez map i kompasów. W dolinę czasem, a czasem ku wzgórzom. Nie dłużącą się, a długą - jesteś mi podróżą. Z tobą idę moją drogą - dla jednych to blask, dla drugich to wstyd. Ach! Bzdurą mi ten wstyd, gdy mi wodą i podróżą są nie oni, ale ty! 31 V 2024
    3 punkty
  44. Powoli uczę się płynąć przez szalone prądy, gorętsze od mojej krwi wiosennej; to wcale nie takie trudne, gdy dogaduję się sam ze sobą, uwolniony wreszcie z kropki na końcu zdania, które usiłowało mnie wyrzucić na brzeg. A jednak ono nadal się pisze, jak ja, w objęciach orkanów, gdy są dla mnie czułe, bo wiedzą że się ich nie lękam. Między jednym a drugim załamaniem fali, dotykają mnie niewyobrażalnie i niosą w strzelisty sen. Nie schładzaj mi głowy, nie nakładaj gasidła na płomień - ja trzymam ster pewną dłonią. Znam na tym oceanie każde odbicie nieboskłonu, burzliwe i słoneczne. Pamiętam. I odtwarzam na nieugaszonych mapach. Siedzisz na plaży, troskliwie pogodna; przesypujesz od niechcenia z ręki do ręki piasek, pozornie ciepły, a jednak obojętny; wypatrujesz pierwszych znaków sztormu - nie wiesz, czy uciec, czy czekać. Pojawiam się wtedy przy tobie, nasycony, mokry od setek bryz. Odprowadzam cię do domu, w bezpieczny krąg światła, by opowiedzieć tkliwą baśń z pereł i korali. Wieszam na twojej szyi kryształowe wisiorki. Rano przynoszę do łóżka śniadanie i spokój. Więcej nie potrzebujesz, a ja jestem dokładnie w tym miejscu, w którym chcę być, by oddychać głębią abisalu, całować ognie świętego Elma, a później powracać najwierniej. Na moim ramieniu jarzysz się Ty - surowy, miłosny ex libris.
    3 punkty
  45. @Łukasz Jurczyk Patrzyliśmy za siebie, to prawda. Dym z naszych pól gryzł w oczy mocniej, niż kurz spod waszych sandałów.
    2 punkty
  46. "Pasożyt - po trupich kościach" W świecie krzywych luster trwam – pchła pasożytnicza, Gdzie snobizm, chciwość i głód w każdej tętnią żyle. W otchłani pustych żądz, co dna nie zna zazwyczaj, Gwałcimy matkę-naturę, by pławić się w pyle. Chcemy wszystkiego naraz, bez wstydu i miary, Depcząc miękkość darni; błękit nieba nas parzy. Złocimy brzegi rzeki, kojąc nimi kary, Karmimy próżność łzami – kat, co o raju marzy. Wrosło w nas marnotrawstwo, pycha bezrozumna, Zostawiamy za sobą zgliszcza i rany krwawe. Niszczymy bez skrupułów, choć czeka nas trumna, Paląc fundament ziemi pod stopy nieprawe. Zamki legły w gruzach, twierdze w proch prawie starte, Chciałbym świat ten uleczyć, lecz zbyt jestem mały. Znikają piramidy, dziś nic już niewarte, Trzeszczy ludzka roztropność, kruszą się jej skały. Ile czasu mur ten wytrzyma napór głodu? Ziemia drży pod stopami, o litość nas błaga. Gnuśność nas pochłonie bez żalu i powodu? Idziemy wciąż przed siebie – ślepa to odwaga. Niszczymy się nawzajem, kradnąc jutra nadzieję, Jakby świat był zabawką pośród kości bieli. Zrozumiemy zbyt późno, gdy sens w nas zniszczeje, Że śmierć żywiciela los pasożyta dzieli. -Leszek Piotr Laskowski
    2 punkty
  47. Nie ma zniczy, wieńców, ciepłych słów. Nie ma imienia. Jest tylko data - dzień przed pierwszym marca. Serce zrywa się do pionu w poszukiwaniu choć drobinki pyłu z upuszczonego omyłkowo kwiatka. Wygrzebuje się z grobu i idzie, kulawo. Brudne od błota, oblepione piachem, potyka się, wstaje, nie zważa, że odstrasza. Dziurawe, zdeformowane komory pulsują, gotowe pompować nawet zatrutą krew. Zamierają w każdym uderzeniu, jednak biją dalej do eteru. Może ktoś słyszy echo. Porośnięte mchem, włóczy się i czołga, ale nikogo nie ma, nikt nie czeka. Klucz nie pasuje już nawet do własnego domu. Szare i zmarznięte dochodzi do bram cmentarza, przekazuje wiadomość wronie. On ją dostaje jako sójkę, co ćwierka mu piosenkę pod oknem. Po zmroku serce wraca do grobu, by znów zbudzić się w środku nocy i szukać dalej śladu jego butów, na szlakach tęsknoty. W tym roku nie będzie dla mnie wiosny.
    2 punkty
  48. jestem a jakby mnie wcale nie było wszystko się dzieje a nic nie dotyka mydlana bańka ułudą się wznoszę kroplami złudzeń bezpowrotnie znikam nie ma mnie tam już gdzie byłam przybita gwóźdź doczesności rozpruwał mi duszę dzisiaj niebytem jak cisza rozkwitam na nic nie czekam niczego nie muszę to co pętało już nie ma znaczenia supły gordyjskie przez los zawiązane rozbite wiarą która wszystko zmienia wszystko przemija nie na zawsze dane ja jestem prochem motylem i duchem wszystkim i niczym nonsensem i siłą kobieta kamień cała marnym puchem jestem a jakby mnie wcale nie było
    2 punkty
  49. kładł ciszę na każdym zwątpieniu wokół było pusto myśli mokre i matowe przygniatał do przeszłości codziennie słowo na słowie kłamstwo na kłamstwie były ogromne ciężkie urosły w nim rafy tęsknoty pożerające światło
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...