Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.02.2026 w Odpowiedzi
-
Zjawia się i przemyka między słowami. Jest jak spojrzenie znad krawędzi snu - ledwie uchwytne, a jednak przenika do krwi i zostaje na zawsze. Lgniesz do niej ufnie, jak do jasnej odpowiedzi, która obiecuje uciszyć wszystkie pytania. Ona nie protestuje, po prostu jest - pełna znaczeń, przed którymi nie ma ucieczki. Zanim zdążysz pojąć, że jej bliskość to nie jest bezpieczny brzeg, lecz ocean, który może wchłonąć - ogarnia cię lęk. Zawracasz. A ona, kiedy staje przed lustrem, widzi doskonałość rysów, gładkich i czystych. Ale w głębinach trwa jej drugie, surowe oblicze - to, które zawsze zostaje na dnie - niewzruszone i wieczne.15 punktów
-
Dziś chwilkę się zatrzymałem, stanąłem obok życia swojego. Przez chwilę myślałem: czy wartość i sumienie to coś dobrego? Czy bycie pokornym zapłaci obficie? Czy chwalić te słowa, czy wcielać je w życie? Czy współczuć tylko przy szklanym pulpicie? A znów – czy honor to dobra strategia? Czy życie w dostatku, i „nie moja tragedia”? Czy wejść na arenę, zagrać o wszystko, czy zmrużyć oczy... i tak śmierć jest blisko. Wybieram to pierwsze, niech wali się wszystko. Gdzieś z tyłu głowy mam to ognisko, że ludzka postawa to moje diamenty. Poradzę sobie, nie takie bywały zakręty. Nie tylko dla siebie postawę tę trzymam, bo świat zepsucie pieniądzem okrywa. Wybrałem to pierwsze, niech wali się wszystko. Zostałem samotny, ale do Boga mi blisko.5 punktów
-
Nie chcę cię budzić moja najmilsza śpisz błogo, słodko cicho oddychasz, nie musisz mówić starczy, że jesteś śnisz czasem o mnie i przez sen wzdychasz. Ja wiernie obok czekam aż wstaniesz choć bardziej śmierci niż mi żeś bliższa, wiem - jestem pyłkiem a tak cię pragnę ty jesteś siłą nad inne wyższa. Wiesz, kiedy umrzesz to ja też umrę na cóż mi dalsze bez ciebie życie gdy siedzisz obok i patrzysz w oczy to ja nad wszystkim tonę w zachwycie. Bądź ze mną proszę i nie umieraj, usnę przy tobie razem wstaniemy, i nawet wtedy gdy świat się skończy w ciasnym uścisku pozostaniemy. Już nawet słowa we mnie się chwieją... Wróć do mnie, proszę moja Nadziejo...5 punktów
-
Poezjo durna i chmurna jak kapryśna dama przestań się pastwić nade mną z ironiczną miną niewiniątka! Wciąż prześlizgujesz się przez palce moich myśli drążąc zabójcze korytarze emocjonalnego ekshibicjonizmu. Choć raz zaczerpnij dłonią heroiczną wolność słowa i przestań owijać je w bawełnę . Utkaj przestrzeń mantrycznie nićmi najlepszej jakości z muzyką bezwzględnej prawdy. Autor fotografii: M.Lewandowska5 punktów
-
Z okna samolotu Ludzie starają się Kreseczki ulic układają Na kamieniach budują Wieże do samego nieba W wierze pochyleni Drepczą niewidoczni Kochają, zdradzają Rodzą się i umierają W oczach słońca Jak jednodniowe motyle Albo szkielet dinozaura Znaleziony przypadkiem Giną Promieniem oka dotknięci Marząc dalej o kosmosie I jego dziurach Przepaścistych5 punktów
-
przekonaj mnie że mam rację nocą odciągam mleko skraplam się w słowach ewolucja jednak zostawia pustostany zabić cię wierszem nie umiem jestem tylko przypaloną ćmą a przecież powinnam być dobrą matką5 punktów
-
prawdziwy wulkan ... nie jest atrakcją turystyczną chyba że na Islandii prawdziwy wulkan rzuca popiołem odbiera światło to strata energii bo trzeba go latami wychładzać nie polecam5 punktów
-
w gąszczu miasta na chodniku czyjś żal za grzechy pochyliłem się by go podnieść i wyrzucić do kosza na śmieci nim zdarzy się cud i wybaczę Bogu że nie zawalczył o mnie gdy odwracałem się doń plecami5 punktów
-
ile ścieżek wydeptanych tam gdzie kamyki do przejścia po wodzie dzielą nas od siebie i gdzie w złocie i purpurze intymność roślin odbita w lustrze słonecznych dni na ciepłych falach otula mglą rozrośnięte korzenie aż z szeleszczących liści powoju wyrasta drzewo pod obłoki4 punkty
-
uczucia powietrzem energią ekologiczne pozbawione toksyn krwiobiegiem górskiej rzeki nie zamarzną budzą wulkan myśli gdy słowa nie kaleczą smakują poziomkami ciepłem karmią duszę zawsze na nowo nie tak samo bądźmy dobrzy warto 2.2026 andrew4 punkty
-
Nie ma cię w moim śnie, nim zasnę, obłok się rozproszy. Sen wylał cały błękit, zostawił szare oczy.4 punkty
-
wszystko było prostsze w tamte dni szeroka kopuła błękitu pszeniczne pola piaszczysta droga aż do pacierzowa paliliśmy po rowach a tanie wina smakowały dorosłością i pewnym rzyganiem nikt nie wołał na obiad gdzie idziesz kiedy wrócisz panowie na włościach aż do widnokręgu pierwsze pocałunki nieśmiałe dziewczęta ich twarde piersi sierpniowe gwiazdozbiory gdy przychodzą chłodne noce rankiem przy żniwach rosa jeszcze na trawach się perliła pojedynczy bławatek tuż obok suchej studni kartka z zielnika4 punkty
-
tutaj z na wskroś przemarzniętej śmiercią ziemi wyrastają ramiona umarłych wszystkie złamane na krzyż tutaj cisza jak skała o którą falami przypływu rozbija się życie z wszelkiego dobra zostaje nam tylko sen a cała reszta idzie w dzierżawę mroku4 punkty
-
„Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.” Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak, depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu. Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się, że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu. Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję moich słów by mnie zrozumieć. Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku. Planeta leżała daleko poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń3 punkty
-
Piosenka na podstawie tekstu do posłuchania na youtube: PS: wiem chmury nie są błękitne Na początku – w równym rytmie – nieśmiało zabije, Dwie krople, a miłość już w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca, Kropla po kropli złote sny przemyca. A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Przebije powierzchnię – na zewnątrz wypłynie, Powoli, spokojnie dolinami popłynie, I przechodzi z wartkiego strumienia, W rzekę pełnej boskiego natchnienia. Dopływami karmiona szybko urośnie Choć czasem dokuczy nieznośnie. Wytrwała, z każdą trudnością sobie poradzi, Nawet, gdy drogę twarda skała zawadzi, Przez skał bryły korytarz wydrąży, I płynie, nim do morza dopłynąć zdąży. Choć lodem skuta, choć czasem wrzała, U kresu swego biegu – mądra, dojrzała. A u kresu, w morzu, jak w wieczności zaginie, I w czasie ziemskim na zawsze przeminie.3 punkty
-
na skraju lasu w starej chacie zapomnienie z ciszą rozmawia o tym jak było jak uśmiech izby bawił jak młoda dziewczyna chłopaka kochała tak jak on ją jak pająk z cieniem uczyli się czarów tak mocno że nie tylko mysz się bała jak wiatr okiennice zamykał nawet gdy słońce się ciepło uśmiechało na skraju lasu gdzie kiedyś czas się nie spieszył gdzie echo echo wołało3 punkty
-
z kropli które nie chciały spadać i jak płaszcz powlekany deszczem zrosły bazie w puchatym śniegu wiosna drzemie u wierz mi wierzby3 punkty
-
Poburzyły się przestrzenie, pejzaż upadł, potem wstał, niebo powleczone ziemią, chmury rozdymione w miał. Gwiazdy cięte widnokręgiem siąkły jak rtęć w ziemię, haftowany srebrem wieniec oplótł stopy, dłonie, ciemię. I we włosach usechł wiatr, morza jak otwarte oczy stały, w katakumbę dojrzał czas i białe kalie dojrzały.3 punkty
-
Na starcie jest iskra, tlen i paliwo Prysnęło, buchnęło, płomień zrodziło Niespokojny i głośny, lecz niegroźny i mały szybko rosnący, z czasem zuchwały. W końcu już płomień dorodny, gorący Z drugim się złączył w wir plazmy tańczący Chwilę po tańcu rozległy się gwizdy Wir strzela na boki! To kolejne iskry Iskry jak płomień, dokładnie tak samo Chwila minęła i już same się palą Tańczą w swych wirach i znów iskry lecą I tamte zapłoną jak gdzieś już dolecą Po czasie na środku wir się rozpada Jeden z tancerzy na ziemię upada Zebrał się, wstał raz jeszcze dziś wrzaśnie Po chwili upada nie wstanie już... Gaśnie.... Nie długo po pierwszym drugi przygasa Paliwo się kończy, kończy się trasa Wrócił rozmiarem do swego zapłonu Z tą tylko różnicą, że to światło zgonu Ostatni trzask słychać, robi się ciemno Ale wokół płonie ognisko nie jedno Z jednej iskierki niegdyś maleńkiej Dzisiaj widać ten pożar... To takie piękne3 punkty
-
Dzisiaj w nocy śniłeś mi się. Szliśmy razem w stronę morza. Ziemia przestawała być twarda, miękła pod stopami. Trawy było coraz mniej, coraz więcej piasku. Morza jeszcze nie było widać - górka zasłaniała horyzont - ale zapach już wiedział. Glony, ozon, sól, ślad rybich sieci. Musieliśmy zdjąć buty. Ziarenka złotego piasku wciągały nas coraz głębiej. Dzień był ciepły i wietrzny. Wiatr przyniósł szum - spokojny, jak muszla przy uchu. Aż wreszcie ukazał się bezmiar wody, w której odbijało się niebo - albo odwrotnie. Pocałowałam cię. Na twoich ustach była sól - podobna do zapachu morza, radosna i stęskniona. Z góry widać było kutry - nie wiadomo, czy wracały, czy wypływały. Sieci trzepotały na wietrze. Fale jedna po drugiej ulegały brzegowi. Piasek usuwał się spod stóp, kiedy zbiegaliśmy w dół dotknąć mokrej linii wody. Krzyk mew połączył się z budzikiem. I było rano.2 punkty
-
Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.2 punkty
-
37. Nowożeńcy (narrator: hypaspista) 1. Król zwalnia nowożeńców — wojna też potrzebuje przerwy. 2. Patrzę na nich — młodzi, jeszcze wierzą, że życie czeka. 3. Niech idą. Niech im się rodzą dzieci i wspomnienia. 4. Pamiętam córkę sąsiada z pola — oczy jak oliwki. 5. „Zostaw kogoś po sobie” — mądrość starego ojca, wyśmiana nad tarczą. 6. Odłożyłem życie na później, a później stało się nigdy. 7. Może lepiej nie mieć nic, niż patrzeć, jak czas to powoli psuje. 8. Bez żony, bez syna — lekki jak dym, gotowy na wiatr. cdn.2 punkty
-
To przez frustrację te inklinacje że patrzysz z góry No i nachalnie wygłaszasz jakieś obiekcje Przecież gdy będzie to tylko sztuka dla sztuki Wtedy sam stwierdzę zabójstwo w afekcie Mam minimalne wymagania jak stary merol Sam siebie pytam co tak długo głowę wietrzysz Disel śmiga na oleju ale motor trzyma tempo Na średnio to mogą być wysmażone steki2 punkty
-
2 punkty
-
miało być bez ekscesów żadnych powrotów w nocy krwi na framudze rozbitych łbów żadnych sorów i komisariatów miało być stabilnie dobra robota co roku wakacje typu middle class kredyt do emerytury netflix zamiast narracji ogarnięta kuweta miałem zapomnieć czego i tak nie pamiętałem2 punkty
-
@Berenika97 moje ulubione pytanie :) z moich doświadczeń - daje się, ale boli... słodko :) Myślę, że inaczej to w ogóle nie warto. Bo boli... gorzko.2 punkty
-
@Leszczym @Myszolak @Lenore Grey @Rafael Marius Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)) @Charismafilos Rozumiem. A ja czasami sobie zadaję pytanie, jak to jest żyć w Prawdzie. I czy to w ogóle mozliwe. :)2 punkty
-
@Berenika97 Dziękuję! Twoja interpretacja jest (jak zwykle) świetna, warto pisać, by móc przeczytać taką trafną, piękną analizę. Zawsze potem odkrywam swój, albo cudzy wiersz jakby na nowo, z większą głębią. @Charismafilos ja też lubię takie trochę inne, niegabarytowe, lekko zapomniane słowa. Czasem jest ich kilka i muszę coś wybrać.2 punkty
-
Wulkan, nie kobieta Moje serce płonie przy tobie Wprowadź mnie do serca wulkanu Będziemy miłością w postaci lawy Nie pozwólmy, by ta lawa ostygła, zapraszam na kawę Nadszedł okres gorących dni oraz miesięcy Na Ziemi kwitną czerwone róże, są wulkany, a ty jesteś wyjątkowa Świat obawia się wulkanów, lecz ja się cieszę, że jesteś Wszystkie wulkany na świecie, łączmy siły, wybierzemy się na wizytę Rozpalimy jego serce Czyż nie zbliża się era wulkanów? Otwieram serce dla wulkanów, zapraszam do środka Lovej . 2026-02-16 Inspiracje . Siła miłości2 punkty
-
@Charismafilos Więc wypłynełam razem z Wielkim na przestwór oceanu Nurzać się w zieloność oczu Nie zmąconą Obrazy od seledynu Po moją zgniłą ciemną Zieleń utrapioną2 punkty
-
Pora żeby pójść dalej Wyzwolić się z kajdan Wiecznego bólu przez to Że jestem do niczego Pogodzić się z faktem I zrobić coś by to zmienić Nie czekać aż ktoś Namaluje moją drogę Jak było to dotychczas Donikąd mnie to doprowadziło Sam mam to zrobić Pędzel wziąć w dłoń I samemu kreować Tworzyć linię życia Nie tę którą się oczekuje Gdyż nie o to tu chodzi Tylko tę którą ja chcę Nauczyć się w końcu Żeby na popełnianych błędach Uczyć się i wzmocnić W końcu móc dorosnąć Zaakceptować to czego się bałem A obawiałem się rzeczy wielu Opierałem się na innych Mówię temu już dość Niechaj moje dalsze życie Wiedzione będzie przeze mnie Szczęścia wreszcie pragnę zaznać Nie dzięki temu ktoś mi pomógł Tylko dzięki temu że sam sobie pomogłem2 punkty
-
@Amber bardzo fajnie, że tak wybrzmiał. Dziękuję i pozdrawiam. @Berenika97 masz rację. Bardzo Ci dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam. @hollow man dziękuję za słowo i taki odbiór wiersza. Miłego. @iwonaroma dziękuję:) Fajnie że wspominasz o tytule. Serdeczności. @Charismafilos dzięki bardzo. Skojarzenia ważna rzecz;) Pozdrówka. @Jacek_Suchowicz dziękują za muzyczny prezent. Piękna piosenka. Pozdrawiam. @Mitylene bardzo mądry komentarz. Pięknie dziękuję. Pozdrawiam. @vioara stelelor piękny i mądry komentarz, Bardzo dużo stąd wyniosłaś. Niezmiernie mnie to cieszy. Doceniam pracę jaką włożyłaś w te słowa. Dziękuję. Pozdrawiam. @Rafael Marius @Poezja to życie @Natuskaa @Wiechu J. K. @lena2_ serdeczne dzięki.2 punkty
-
2 punkty
-
żebym mógł powiedzieć coś ponad budowę paradoksów do opisu niemożliwych zdarzeń nie tego chciałem bo jak chcieć braku bez imienia a mimo to szukać go w oczach innych nie potrzebuję prawdy w wierszach mam ją w oddechu w plamkach na siatkówce gdy budzę się w nocy2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 Pewnie tak jest, ale trudno je wyrachować :)) @Marek.zak1 Ojej, płacenie rachunków :// Ojej, ojej ://2 punkty
-
@Marek.zak1 Dziękuję serdecznie za tak wnikliwy komentarz. Masz rację - interesuje mnie właśnie ta wielowarstwowość prawdy, jej niepełność mimo szczerości. Przywołane cytaty - zarówno amerykańska przysięga, jak i powiedzenie Ks. Tischnera - trafiają w sedno. I to porównanie do oceanu zamiast bezpiecznego brzegu... tak, prawda bywa bolesna, bo wymaga od nas odwagi zejścia w głębinę. Bardzo dziękuję za tę refleksję. Pozdrawiam.:) @Jacek_SuchowiczDziękuję! Pięknie - to właśnie ta prawda o sobie bywa najboleśniejsza - i najtrudniejsza do zaakceptowania. Dziękuję za tę poetycką odpowiedź. "nie chce wybaczać samemu sobie" - to klucz do zrozumienia dlaczego prawda tak boli2 punkty
-
Być czy nie być — to pytanie zadaję sobie codziennie, idąc do szkoły, przygotowując się na sprawdzian. Jestem tu — ale czy będę? Jestem tu — ale czy chcę tu być? Jestem tu — a jednak jakby mnie nie było. Obecność nie zawsze znaczy istnienie. Czasem siedzę w ławce, a myślami jestem gdzieś poza planem lekcji. Będąc teraz — nie będę później. Będąc później — nie będę teraz. Każda chwila odbiera mi inną. Będąc dobra w szkole, czy pozostanę sobą? Będąc sobą, czy pozwolą mi być dobrą? Może „być” to tylko dopasować się do dzwonka, do ocen, do cudzych oczekiwań. A może „być” to odważyć się nie pasować.2 punkty
-
2 punkty
-
przeszywa mnie podłość ludzi nieuchronny tragizm wydarzeń jeśli coś już się stało nie cofniesz tego o jotę a nawet to co ma się stać co jeszcze przed nami stanie się bo lont już zapalony a los ma chyba wielką ochotę żeby wybuchł dynamit wybucha z nagła wszystko marnieje 🔥 ogień w kominku modlitwa w pół słowa czas radość może zdziwienie przez mgnienie że tego już nie ma wielkiego drzewa na wzgórzu i chmur co nad nim płynęły czyjejś ucieczki w popłochu by skryć się w miejscu spokojnym powtarzający się schemat? wszystko zniknie zbutwieje zostanie jednak Ziemia przez chwilę tylko niema2 punkty
-
w ogrodzie wrażliwości zroszony sekret czucia zakazanego róża napletka o płatek łechtaczki delikatniejemy w żywej nagości posennej przenosisz się przez skórę wsuwasz mocno głębiej1 punkt
-
Chciał być wymieniany, wymawiany i omawiany, a nie w wmawiany i był co do tego do tego nietęgi spór. I były fajerwerki, owszem były. Warszawa – Stegny, 30.12.2025r.1 punkt
-
1 punkt
-
@Leszczym Może właśnie o to chodzi - że nie wszystko da się przeliczyć i wyliczyć. Czasem najcenniejsze są te rzeczy, które wymykają się wszelkim kalkulacjom. :)1 punkt
-
„Odpowiedź na każde pytanie. Za jedyne 3 funty!” – głosił szyld sklepiku w jednej z wąskich londyńskich uliczek. Zatrzymałem się i spojrzałem przez witrynę na regały. Zajmowały je szklane kule, wypełnione czymś przypominającym fioletową mgiełkę; kły pomalowane na jaskrawe kolory; egzotyczne instrumenty, fiolki, wyszczerbione szklanki, szpetne bibeloty i pluszowy Cerber z czerwonymi oczyma. Zastanawiałem się, po jakie licho ktoś miałby kupić cokolwiek z tej osobliwej kolekcji. Chociaż... ciotka Judy z pewnością sprawiłaby sobie takiego pluszowego Cerbera. Ta kobieta miała półkę pełną obrzydliwych pluszowych kotków nad równie obrzydliwą pluszową kanapą. Moje spojrzenie jeszcze raz powędrowało do szyldu. „Odpowiedź na każde pytanie. Za jedyne 3 funty!” – odczytał w mojej głowie głosik entuzjastycznego spikera. Dzwoneczki zadźwięczały, gdy chwilę później wszedłem do środka. Drewniany parkiet skrzypiał. Sklep był o wiele większy, niż mogłoby się wydawać, a… Spod sufitu, na srebrych łańcuszkach, zwisał gigantyczny krokodyl. Przeszedłem kilka kroków, wciąż unosząc głowę (coś mówiło mi, że podbrzusze krokodyla może zaraz rozświetlić wbudowana w nie żarówka), potem się rozejrzałem. Otaczały mnie przedmioty o różnych kształtach, kolorach i fakturach. Jedną ścianę zapełniały zdobione ramy entomologiczne z motylami., Na kamiennym postumencie, w przeszkolej kopule, znajdował się szkielet strusia. U stóp postumentu stała tabliczka z napisem: „Nie przeznaczone na sprzedaż”. Znad lady spoglądał na mnie sprzedawca. Miał starannie utrzymany wąs, krótkie siwe włosy i okulary lenonki, które pomniejszały mu oczy. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, aż w końcu przypomniałem sobie o języku w gębie: – Dzień dobry. – Dzień dobry. Nazywam się John Kumar. Żaden sprzedawca, ani wcześniej, ani później, mi się nie przedstawił, toteż moja twarz musiała zdradzić zdziwienie. Machnął ręką. – I tak pewnie nie zobaczymy się już nigdy więcej, więc dlaczego nie mielibyśmy się sobie przedstawić? – spytał. Wzruszyłem ramionami. – Lucas Logan. – I czego tu szukasz, Lucas? – Nie wiem – odparłem. – Tak tylko… się rozglądam. Uśmiechnął się. – Czyli już jesteś w mniejszości. Nie do końca zrozumiałem, o co mu chodziło, ale również się uśmiechnąłem. – Ten szyld... co on oznacza? – odezwałem się. Pan Kumar zdjął lenonki, chuchnął na szkła, i znów je założył. – No… oznacza tyle, że odpowiem za każde twoje pytanie za jedyne 3 funty. – Naprawdę? – Tak. – Dlaczego wywiesił pan taki szyld, a nie na przykład…nie wiem… „Gabinet osobliwości Johna Kumara”? – Każdy widzi te, jak to ładnie ująłeś, osobliwości przez witrynę. A kto wiedziałby, że odpowiadam na każde pytanie? I to za – zachichotał – jedyne 3 funty? – A więc, gdybym dał panu te 3 funty… – Odpowiedziałbym na 5 pytania. Tak. Na jakikolwiek temat, zgodnie z prawdą. – Czyli nie na każde – wytknąłem. – Tylko na 5. – Na 5 za opłatą, na resztę za darmo. – A czym się różnią te za opłatą od tych za darmo? – Te pierwsze, to takie, nad którymi ludzie muszą się trochę zastanowić. A te za darmo… cóż, jestem sprzedawcą. Nie mogę pobierać opłat za pytania: „Czy ten pluszowy Cerber ma moc odganiania złych dusz?”, nie sądzisz? – Ktoś naprawdę o to zapytał? – Nie, to akurat zmyśliłem. Zanim zorientowałem się co robię, wyciągałem już portfel z kieszeni kurtki. Podszedłem do lady i wręczyłem panu Kumarowi 3 funty. Schował pieniądze do kieszeni. – Zgubiłem kluczyk do kasy – wyjaśnił poufałym szeptem. Po czym dodał: – Zastanów się dobrze. Odpowiem na 5 twoich pytań. Nigdy się nie mylę. – Odpowiem na 5 twoich pytań – powtórzyłem. – Tak powinno pisać na szyldzie. – Być może. Ale mniejsza o to. Zastanów się. – Co mam zrobić, żebym być szczęśliwy? – Najpierw musisz być nieszczęśliwy. Mina mi zrzedła. – A co mam zrobić, żebym był bogaty? – Najpierw musisz być biedny – brzmiała kolejna natychmiastowa odpowiedź. – Jest pan jakąś nieudolną wróżką? – palnąłem bez namysłu. – I zawsze mówi pan paradoksami? – Nie. I często tak. Ugryzłem się w język, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego. Po chwili zapytałem jednak: – Kim będę w przyszłości? – Kimś, kto zawsze będzie żałował, że zmarnował swoje 3 i 4 pytanie. – Proszę oddać mi moje pieniądze. Pan Kumar przechylił głowę w bok. – Odpowiedziałem na twoje pytania, Lucas. – Wcale nie, nie odpowiedział mi pan. Niczego się nie dowiedziałem. – Dowiedziałeś się tyle, ile chciałeś się dowiedzieć. Mówiłem tylko prawdę. Odwróciłem się i wyszedłem bez słowa. A kiedy przechodziłem pod krokodylem – jego podbrzusze rozświetliło się żółtym blaskiem.1 punkt
-
@Lenore Grey Świetna historia o tym, jak czasem dostajemy dokładnie to, o co prosimy - tylko nie w sposób, jakiego się spodziewaliśmy. Morał - nigdy nie zadawaj pytań egzystencjalnych, gdy jesteś zdenerwowany. I zawsze czytaj regulamin przed zapłatą. Zakończenie z krokodylem to idealny akcent! Pozdrawiam1 punkt
-
@Ignis Cud cudem, ale poddawać się nie można i czasem największy sens jest w bezsensie, który po prostu zmusza do przemyśleń. Pozdrawiam.1 punkt
-
Zapukałem do Twoich drzwi, jak w ścianę światła, co nie zna rysy. - Kto tam? - zapytał głos z ciszy. - To ja - odpowiedziałem dumnie. A Ty rzekłeś łagodnie: - Tu nie ma miejsca dla nas dwojga. Odejdź. Wróciłem więc w życie, w kurz dróg i lat, niosąc lęk jak noc bez gwiazd, co stawia lustra bez litości. Uczyłem się siebie jak miasta: z ulic, z ran, z pomyłek, z imion, które przestały być moje, z pragnień, które chciały być wszystkim naraz. Aż śmierć zaczęła chodzić obok mnie, nie jak groźba, lecz jak prawda, co nie może kłamać. Gdy odchodzili bliscy, pękało we mnie ja. Zostawało tylko to, co proste: dłoń w dłoni, szept, modlitwa, cisza, w której ktoś jest. I kiedy przyszedł mój próg, Zapukałem jeszcze raz w tę ciszę. I znów usłyszałem pytanie: Kto tam? Nie powiedziałem już wtedy: „to ja”. „To Ty” odrzekłem, spokojnie, jak oddech oddany w Twoje ręce. I drzwi się otworzyły, jakby otwierały się zawsze, gdy „ja” cichnie, a zostaje tylko miłość, która nie umiera.1 punkt
-
@Czarek Płatak Bardzo dziękuję! Najlepsze wiersze - rozumiane bez słów. :)) Pozdrawiam. @Starzec Bardzo dziękuję! Ale czy na pewno dzieci nam ufają? Zwłaszcza te nastoletnie? 🤔 Pozdrawiam. @Łukasz Wiesław Jasiński Serdecznie Panu dziękuję! Pozdrawiam. :)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne