Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 26.01.2026 w Odpowiedzi

  1. Spójrz na półcienie naszych niedopowiedzeń i ten głód jasnej frazy - jak czekanie, aż pauza nasiąknie do końca. Nie potrzebujemy już łąki, by ciało stało się liryką. Położymy się w moim wierszu, rozbierzemy go ze wstydu i z ostatniej kropki. Potem między udami a słowem dotkniesz puenty, której nie potrafi okiełznać żaden rym.
    12 punktów
  2. Niby jest tak samo – te same piosenki na ulicy i liście na drzewach, więdnące co roku. Niby tylko dzieci jest mniej na ulicy. Pewnie chore siedzą w domu, a zamkniętej tysiąclatce wybili wszystkie szyby. Młodzi zajęci sobą, zarabiają. Starość liczy tylko na siebie. O czym to rozmawiać. Jest jak było: drony skanują ciszę, Android na raty w dawnym mięsnym. Jest też lepiej – opancerzone nerwy, schrony w każdej wsi i karabin pod łóżkiem. Gdzie tu karpia kupić na święta teraz?
    8 punktów
  3. Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 2026
    7 punktów
  4. Tłum to tylko pusty hałas, co zagłusza każdą prawdę, Głośno krzyczy cudzym głosem i uważa, że ma rację. Słowa biją w zimne ściany Nic nie znaczą, nic nie ważą Karmią głodne serca ludzi co nie mają własnych marzeń Ja wybrałem inną drogę, mam od lat własne demony, które powracają nocą, nawet gdy są nieproszone Tłum jest dla mnie już za głośny i ta pewność - aż do bólu, a samotność cicho milczy i mi nie sprzedaje złudzeń. Lepiej iść samemu w nocy, zamiast w słońcu biec jak tłum, lepiej słuchać własnych strachów a nie cudzych pustych słów. Prawda mówi tylko szeptem, jej nie słyszy głośny świat, W ciszy słucha się najlepiej - trzeba tylko ciszę znać.
    6 punktów
  5. I nic słowa rozbiegły się nagle bez znaczenia wyskoczyły z krzyżówki i udają kaczki dziennikarskie porozrzucały po kątach kropki, przecinki i semikolony pozawieszały przestraszone litery na choince prawdy pozaglądały tu i tam ale mnie nie znalazły poszłam na spacer do lasu, na łąki i pola szukać sensu w tym bezmyśleniu w słomkowym kapeluszu choć bez głowy
    6 punktów
  6. jak kolorowe motyle w tańcu opalizujemy się jaśniej niż letnie słońce otwierasz się tak pięknie gdy smakujesz mój nektar z nagietków mieszkamy na bujnych płatkach a nasze sylwetki mięknące w ciepłej wodzie są jaskrawym błyskiem
    5 punktów
  7. Bad boy to jest trudny temat, nudy z takim nigdy nie ma, rollercoaster wciąż funduje, wkurwia, ale jak czaruje. Gdy tych huśtań wciąż przybywa, to z emocji będziesz rzygać.
    5 punktów
  8. Biegnę ale nie dość szybko Tworzę ale nie dość pięknie Kocham ale nie dość mocno Taka jestem Zawsze zalękniona Cokolwiek zrobię nie dość, już jest przy mnie Rzucone mimochodem z twoich ust Taka jestem nie dość dobra nie dość śliczna nie dość grzeczna gdy prostując plecy odchodzę
    5 punktów
  9. Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem. Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie? Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę. Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny na dworze magnackim i nahajem chłopstwo jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic. A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę przed obliczem wezyra galernego, nauczyły. Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy raptem gnębicie i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia. Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala. Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie! Wy diabły stepowe, na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu, Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki, rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam. Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz. Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.
    5 punktów
  10. W poszukiwaniu zatraconego „ja” Siadłem przed lustrem, przetarłem Ze smug i brudu, a tam krzywa gęba Zbira się śmieje, zęby żółte szczerzy. „Kopsnij szluga, młody, piwo zapodaj!” Nie znam cię, łotrze! precz, a kysz, maro! „Jam twoje odbicie; chcesz wiedzieć, Coś nawywijał w poprzednim życiu? Mogłeś zostać przyzwoitym człowiekiem, Chodzić dumnie z podniesionym czołem, Podawać pomocną dłoń upadłym aniołom. Nawet nigdy cierpiącemu łez nie otarłeś, Bo pojawiałeś się spóźniony, obojętny widz. Dano ci szansę zabawiania dzieci i wnuków, Lecz ty uciekłeś na antypody, a tam zdziczałeś, Wybrałeś ślepą pogoń z dzidą za kangurami. Pamiętasz ostatnią, płaczliwą laurkę od córki A w niej jedyne, krzykliwe słowo: Tato? Posłuchaj mojej rady, malowany księciuniu, Ty w ząbek czesany, gdy następnym razem Znowu żal cię chwyci mocno za gardło, Pluń śmiało w zwierciadło przed sobą, Wierzgaj nogami i rwij siwe włosy ze łba. Pluj, pluj w swoją własną żałosną twarz!”
    5 punktów
  11. mam egzystencjalne mdłości pobiegłem na plac zabaw wykrzyczeć cały ból ale nie usłyszał nikt nikt nie dostrzegł dlaczego potrzeba akceptacji czyni nas śmiesznymi dawne zaniedbania mają długie cienie ja tylko zbieram rozrzucone słowa staram się dać im drugie życie wczoraj grałem w klasy dziś zdeklasowany uciekam światłe wizje rozmyły się jak hologram na ścianie parapety pełne niezapłaconych rachunków wołają o pomstę do byłego listonosza brudne buty stoją przed drzwiami ze strachu przed kolejnym deszczem gdzie w tym wszystkim radość spokój i młodość gdzie nadzieja na lepsze jutro
    4 punkty
  12. mżenie deszcz nie przestał siąpić od wielu dni wciąż spływał po szybach okien szkieletach drzew gzymsach nosów a niebo wydawało się jeszcze gęstnieć jeszcze wyszarzać pokój tonął w mroku markotniały kształty z nastaniem wieczora północ otworzyła drzwi
    4 punkty
  13. Osiąść na zieleni jak osiada słońce, gdy swe cienie kładzie. Osiąść — byle w dole ziała rozpadlina — a hen, wysoko — bielała szumiąca dolina.
    4 punkty
  14. Może o tym wiesz, że patrzę w Twoje oczy, kiedy nie widzisz. Może czujesz, jak bije cicho moje serce, gdy Twoje milczy zawzięcie. Może patrzysz na księżyc, gdy szlocham, dotykając jego kraterów. Choć przyjmuję z pokorą każdy wieczór i poranek, nie oddycham bez Ciebie. Miłości szczęśliwa okazała się być jak każda. Epitet pozostanie tylko epitetem.
    4 punkty
  15. Nie ściągam krzyża Z widoku nocy. Wolę z nim rozmawiać, jak barbarzyńca z filozofem. Wolę go heblować ciętym słowem, gdy stoi na rozdrożu między miastami. Zerkać spod kaptura i pokazać nawet język, ale nie ścinać. A wy – wy już nawet nie macie, w co nie-wierzyć.
    4 punkty
  16. Nadszedł czas, żeby się pożegnać i zniknąć bez śladu. Zostawię Wam zmyśloną bajkopisarkę „infelię”. Zaszczytem było dla mnie znaleźć się w Waszym gronie i czytać urokliwe wiersze, które były motywacją do pisania moich historyjek. Cóż, gdy kpią z ciebie i drą łacha, odpowiadam milczeniem. Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Czułem się wśród Was, jak w rodzinie. Jutro pożegnalny wierszyk z udziałem Gośki. Żegnajcie.
    3 punkty
  17. Stary strach na wróble z wiatrem rozmawia o tym jak to echo głupio o nim rozprawia Przecież ja nie chciałem być strachem na wróble lecz wyboru nie miałem musiałem wybrać to trudne A teraz gdy zima nastała cały się trzęsę marzną mi kark i głowa oraz patykowate ręce Dlatego proszę cię wietrze nie wiej jak szalony pozwól wiosny doczekać być znowu zadowolony
    3 punkty
  18. Kolory zmierzchu pochowały się w konarach drzew zamilkły ocierając się o szept wiatru w dookolnej ciszy- krzyk osiadł na krawędzi nieba i nie wydobył więcej dzwięku płosząc szybujące ptaki. *Tytuł zaczerpnięty z tekstu piosenki Kory " Raz dwa, raz dwa" Autor fotografii: M.Lewandowska
    3 punkty
  19. Obszyte starymi szmatami, Lico Rzeźbione rycinami wiedzy Ręce, Spróchniałe od pracy. Zmarznięte policzki, Suche Łzy szklące na mrozie. Podkreślają błękit żył pod skórą. Wychowała pokolenia. Miasto. Pełne. Pędzące. Prezydentów, żebraków i cieśli. Łono rozerwane. Już dawno nie dziewica Zbrukana wszystkim co ludzkie. Nauczyła się żyć Gdy ją wołają staruchą. W koszyku pomarańcze. Tanio! Tanio pomarańcze! Wszystkie te same, poobijane. Prócz jednej białej, lśniącej! Jak ona za młodu. Owoc żywota Którego podgniło Życie. I ludzie. I rewers i Amen.
    3 punkty
  20. Nie mogę mówić. Usta są zaszyte nicią chirurgiczną. Algorytm decyduje za mnie. Rzeczownik. Czasownik. Odmień! Spróbuj nieodpowiedzialnie. Nie mogę myśleć. Mózg jest zainfekowany wirusami, nieuleczalnymi szczepami, memami. Czy to wystarczające? Czy to definitywne? Nie mogę mówić, umysł jest zaszyty. Nie mogę myśleć Dezynfekcja. Dezynsekcja. Dezintegracja.
    3 punkty
  21. Hej, ty! Popatrz na mnie, proszę. Jestem pełna do połowy. I wiedz, że to świetnie znoszę! Nie mam przez to smutnej głowy. Cóż, że pustką także świecę? Wiesz, nie można mieć wszystkiego. Może i nie jestem specem, lecz pół szczęścia to nic złego. W końcu strużki mnie, herbaty, wciąż spływają tam po ściankach. Szczęście czasem jest na raty. Wiem to ja – niepełna szklanka.
    3 punkty
  22. ptaki muskają świat skrzydłami, z letargu śpiewem budzą mnie milcząca zbyt skromnie - wstaję, otwieram oczy - spojrzeniom wbrew ptaki rozdają mi radość, karmią zmysły sobą jak ziarnem niepewna jak los, ręką drgnę, na cichym końcu tak dobrze mi jest
    3 punkty
  23. @Berenika97 To wiersz erotyzm staje się przede wszystkim funkcją języka, a zbliżenie dwojga ludzi dzieje się w materii języka i on w swej metapoetyckiej postaci zachowuje się jak ciało. Bardzo ciekawy pomysł pokazujący relacje - ciała i słowa.
    3 punkty
  24. małe akwarium wśród barwnych rybek żółw król oceanów
    2 punkty
  25. to zdarzyło się wczoraj a może... nie znałem człowieka którego nie chciał ochrzcić żaden ksiądz nad spokojną leśną rzeką cichy śpiew w zębach chrzęści piasek z kory mózgowej a w otwartych ustach silny głód jak świeża blizna upalnego lata ze snu Syzyfa jedna ręka ku niebu druga ku ziemi liturgia męki bez jego woli zaczynam swoją spowiedź na grobach wszystkiego co było ja jestem egoistą krótkiej formy literackiej w nagłych przypadkach bezsenność tak głęboka zapowiada wniebowstąpienie nie znałem człowieka którego ...
    2 punkty
  26. Mroczny lipiec Czasu się nie cofnie Wciąż marnujemy świt Na coś co się nigdy nie wydarzy...
    2 punkty
  27. Mówią mi, że dysocjacja, a ja odpowiadam, że opozycjonizm. Nic dziwnego więc, że nie bardzo możemy się dogadać. Warszawa – Stegny, 26.01.2026r. Inspiracja - Poeta Piotr Źrebiec.
    2 punkty
  28. wpleciono nas w łańcuchy dostaw skonteneryzowano zapotrzebowanie na tanie dobra z tanich krajów którym mogliśmy wyeksportować nasz ślad węglowy i starbucksa zapewniającego o zero fucking emission do tego dorzućmy produkcję deszczu w dubaju i sześćdziesiąt stopni od casablanki po pretorię także pięknie może przyspieszymy tę rozpierduchę niech to wszystko jebnie pobawimy się w mad maxa
    2 punkty
  29. pierwsza kwadra na nieboskłonie spokój łykam mocną kawę
    2 punkty
  30. ile litrów wódki wypił piwa wina wody kawy jak dużo zjadł chleba kaszy ziemniaków sera ciast owoców warzyw oraz czekolad czy cukierków ile odbył stosunków ile razy powiedział kocham czy dużo było pocałunków przytuleń ile wydalił kału moczu potu jak dużo razy skłamał próbuje to wszystko zliczyć ale boi sie ogromu cyfry która nie tylko jego przerazi ale i matematyka sobie z tym wyliczeniem nie poradzi
    2 punkty
  31. zatapiam się w myślach tutaj tutaj jesteśmy blisko czuję ciebie i zapach parkowych alei zapach tamtych dni widzę koronę na wyspie i … nas 8.2025 andrew
    2 punkty
  32. nie musisz nic mówić ani szeptać Nie musisz od rana po kuchni dreptać wystarczy że obok usiądziesz swe spracowane dłonie ku moim wyciągniesz że swym uśmiechem poranną kawę osłodzisz przecież miłość to nie słowa i czyny Nie trzeba wdrapywać się na wyżyny wystarczy zwykły mały gest który równie jak ona ciepły i miły jest nie musisz nic mówić ani szeptać kochanie ona i tak do końca z nami zostanie
    2 punkty
  33. ćwiczył kopniaki „uś-karate” niechcący zawadził o kalendarz
    2 punkty
  34. mój ogród moja głowa nieprzycięte pędy aksony czułe na światło uczą się cienia w gorącym lipcu
    2 punkty
  35. @Jacek_Suchowicz Bardzo dziękuję! No cóż mam rzec - no pięknie! Chylę czoła! Pozdrawiam. :)) @Lenore Grey Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) @Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Świetnie to wyjaśniłeś. Proza też może być poetycka, oby jak najdłużej. :) Pozdrawiam. @Andrzej_Wojnowski Bardzo dziękuję! Tak, pięknie. :) Serdecznie pozdrawiam. @huzarc Bardzo dziękuję! Świetnie wydobyłeś sedno. Serdecznie pozdrawiam. :) @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! Piękny komplement! Serdecznie pozdrawiam. :) @KOBIETA @infelia @Radosław @Łukasz Jurczyk @Simon Tracy @hollow man Pięknie dziękuję! Serdecznie pozdrawiam.
    2 punkty
  36. będąc sobą iść przez życie to dziś bardzo trudna rzecz będąc wolnym marzyć skrycie propagandzie mówić precz dużo czytać być otwartym nie ulegać cudzym snom w mig odrzucać wszystko miałkie mieć wartości to jest to pognać wszelkich przebierańców co sprzedają ludziom kit jakieś eko gówno warte co z rozsądkiem nie ma nic jakieś homo jakieś unie co "równości" wszystkich chcą swój sens życia znaleźć umieć i być sobą to jest to :)))
    2 punkty
  37. @Berenika97 ... między słowem a snem rymy uratują zwłaszcza gdy wzajemne ciepło poczują oczy obrazów już nie potrzebują ufają temu co dotyki ofiarują ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    2 punkty
  38. Dziękuję wierszom, że potrafią, przejąć mój ciężar na ramiona i wiernie służą jako oręż, kiedy potrzebna jest obrona. Przepraszam wiersze za niepewność, gdy znów króluje w sercu zamęt. Wtedy tak łatwo o niewierność i lekko wrzucam je w niepamięć. Dlatego traktuj mnie poezjo, z cierpliwym przymrużeniem oka. Jak dziecko, które jeszcze nie wie, że słowa trzeba mądrze kochać.
    2 punkty
  39. @Jacek_Suchowicz Dziękuję Jacku za dopełnienie wiersza:):) @Christine Dziękuję serdecznie:):) @FaLcorN To prawda:) serdecznosci:):) @viola arvensis Violuś bardzo Ci dziękuję:):) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję:):) @Nata_Kruk Cieszę się:):) pozdrawiam:):) @Berenika97 Bereniko jak pięknie odbierasz moje wiersze:):) dziękuję:):)
    2 punkty
  40. Witaj - zdarzają się to prawda - miło że czytałaś - dziękuję - Pzdr.serdecznie. Witaj - miło mi że wiersz wzruszył - dzięki - Pzdr.uśmiechem. Witaj - cieszy mnie twoje podobanie - dziękuję - Pzdr.serdecznie. @Papierowy Lis - @Rafael Marius - @infelia - @Czarek Płatak - dziękuję -
    2 punkty
  41. Gdy spojrze w lustro zobacze odbicie swe mam ochote zmienic sie. dlaczego tak jest czy ktos mi powie, chcialabym wiedziec co sie dzieje w mojej głowie. Chcialabym zobaczyc swoje odbicie i powiedzizec ze jestem na gory pieknosci szczycie. Chcialabym zobaczys swoja twarz i powiedziec do siebie „hej wymiatasz”. Chcialabym na widok swojego ciala i twarzy i calej swej osoby byc dumna z tego jaka jestem i nie nakladac na siebie zadnej ozdoby. Chcialabym znow pokochac siebie jak kiedys gdy zylam jak w siódmym niebie. Chcialabym spojrzec w lustro i nie chciec aby bylo w odbiciu pusto. Chcialabym podobac sie sobie i nie chciec schudnac i skakac w tym rowie. Chcialabym sie dowiedziec… a moze lepiej nie wiedziec?
    2 punkty
  42. Tutaj nie można łowić. Więc może Pan zostawić w torbie swoje wędki i przynęty. Tak te sztuczne jak i naturalne. Żywe i martwe. W tej rzece jest tyle zbyt cennych ryb, nie można ich brutalnie schwytać na haczyk, wyrwać z błękitnej, czystej toni. Z ich uporządkowanego, rybiego, podwodnego świata. To nieludzkie. Polować na bezbronnych. Najlepiej jeśli w ogóle pan odejdzie. Ale ja nie jestem wędkarzem. Siadam nad brzegiem jedynie po to by odpocząć w cieniu drzew, by zastanowić się nad sobą i życiem. Wyborami na które i tak nie mam wpływu. Czasami przeklinam los. Wyrzutka i odszczepieńca. Dziwne, że w ogóle mnie zauważono, bo najczęściej omija się mnie jak śmiecia. Krzywią się twarze przechodniów, jestem zrównany do roli ciemnych zaułków najgorszych, miejskich ulic. Śmierdzących od pijackich posiedzeń. Zanieczyszczonych workami zgniłych resztek, pudłami pustymi jak oczy bezdomnych, którzy leżą na tej upodlonej nędzą włości, błagając o łyk wódki, działkę lub śmierć. Deszcz pada mi na głowę, lecz nie zmywa za sobą grzechu człowieczeństwa. Grzmoty biją wokół mnie, gdy ledwie żyw sunę pod most by rozpalić zamokniętymi zapałkami choć jeden płomyk nadziei. Płomień opala mi palce. A ja widzę w jego wnętrzu dom. Nie ten, który niegdyś miałem. Klatkę dysfunkcji. Pijaństwa, przemocy i zimnej obojętności. A prawdziwy. Poczęty we śnie. Otoczony miłością i zrozumieniem. Spokojną rozmową i wsparciem. A potem uświadamiam sobie, że to było tylko złudzenie. Znów przespałem noc. I nastał już koszmar dnia. Zmarnowanego życia. To kim pan wreszcie jest? Jestem nikim. Poetą. Wspomnieniem. Moją wędką są długopis i zeszyt. Przynętą wiersze. Wie Pan jak to jest. Wędka z marchewką u końca sznurka. Lecz ja muszę i zawsze chciałem być sam. Tak jak tu nad rzeką. Lecz widzi Pan, trawi mnie choroba umysłu i duszy. Jej nieuleczalnym objawem jest wena. Stąd te wszystkie nieplanowane przynęty na ludzi, którzy jeszcze potrafią współodczuwać. Da pan wiarę, że nie miałem w życiu innej kobiety niż poetki? Uzależniam je. A one mnie. Niszczymy się wierszami nawzajem. Tniemy się słowem. Trujemy rymem. A celem naszym nie jest miłość a wolność. A potem gdy wizję naszych dzieł się bezpowrotnie rozchodzą. To wracam pod most, na ławkę czy do noclegowni. I piszę znów. Nie z potrzeby wyrzucenia z siebie uczuć a z choroby umysłu. Przekleństwa poetyckiego. Nieznajomy wskazał kogoś na ścieżce opodal bulwaru. Ta panna przysłuchuję się nam i patrzy na pana jak w obrazek. Wygląda jak śmierć. Przyszła wreszcie po pana. Wiele już podobnych śmierci przeżyłem. Obawiam się za każdym razem, nie lądując finalnie w kostnicy, że jestem nieśmiertelny, bo nie umrze z miłości ten co w nią nie wierzy. Jeśli nie wierzyć w demony to one nie mogą nas opętać. A ona, wierzy i w miłość i w demony. Zakochała się w demonicznej postaci poety. Tak naprawdę kocha jego wiersze nie ciało. Bo ciała nie ma. Jest tylko wspomnienie. I rany na kartkach zadane długopisem. Uzależniły ją. Stygmatyzują ją, każda z osobna pod postacią blizn na przegubach. https://youtu.be/1YhR5UfaAzM?si=tEM4iH2L9oX92HPT
    1 punkt
  43. @Wiechu J. K. Bardzo dziękuję! To naprawdę jest świetne - "Erotyk ostrzegawczy!" :)) Pozdrawiam serdecznie!
    1 punkt
  44. @Berenika97 Księżyc na diecie ;)
    1 punkt
  45. Czasem leżąc przygnieciony czasem stojąc jak szalony wydobywa rzeczy przyszłe które dzisiaj nic nie znaczą warto walczyć o przegraną? zbyt samotny by iść w tłumie nazbyt dumny by odpuścić w ciszy stąpa w ciszy znika tonie w świecie w bagnie brocząc by odnaleźć zagubionych których myśli inni łowią.
    1 punkt
  46. @Leszczym Kali pisać wiersz o tym, że nie umieć pisać wierszy. Kali być sprytniejszy niż Kali myśleć. :)))
    1 punkt
  47. Dziś przedstawiam Wam coś zupełnie nowego, co chodziło za mną już od jakiegoś czasu. Dziś horror i groza w zupełnie innym wydaniu niż zazwyczaj. Coś właściwego dla fanów konkretnego rodzaju horroru typu found footage oraz horroru psychologicznego. Wreszcie mogłem przełożyć swoje ukochanej horrory takie jak "Blair Witch Project" czy "REC" na papier i stworzyć własny projekt legendy o wiedźmie. Okładki w stylu starych kaset VHS powstały dzięki uprzejmości AI. Zapraszam Was do przeczytania. Wiedziałem, że jest w domu. Dlatego pomimo dwudziestu minut ślęczenia na progu i znęcania się nad dzwonkiem, postanowiłem stać tu do skutku. Aż otworzy drzwi i powie mi, że to koniec. Koniec z nami. Koniec z czarną magią. I koniec z głupim dochodzeniem i filmem opartym o fakty. A fakty były autentyczne i aż nazbyt namacalne. Wreszcie usłyszałem kroki na schodach a po chwili szczęk zamka. Stanęła przede mną z bardzo zmęczoną i zrezygnowaną miną. Nadal ciało jej drżało a w oczach chowały się szkliwe łzy. Pomarańczowo-brunatne ślady pod oczami, zdradzały bezsenność. A dłonie drżały jej tak mocno, że szybko ukryła je za plecami. Jej włosy były tłuste i rozczochrane a od ciała wionęło nadal tym ziemisto-leśnym aromatem. Chciała choć na krótko patrzeć mi w oczy, lecz widać nie była w stanie wytrzymać mojego wzroku. Przez ostatnie dni nasze oczy i oko kamery widziały zbyt wiele. A umysł miał poważny problem co brać za objaw rzeczywistości a co za majak snu. Mieliśmy tylko jedną noc na uporządkowanie wszystkiego wokół tej sprawy. I tylko jedną taśmę filmową, która była dowodem rzetelnym. W przeciwieństwie do naszych rozognionych nagłym szaleństwem umysłów. W nocy wróciłem po kamerę i przysięgam na Boga, że nic co doświadczyłem w tym miejscu przez ostatni tydzień, tym razem nie miało miejsca. Las był cichy, spokojny i jeśli nie licząc kilku lisów i sów, zupełnie pusty. Budynek w jego centrum był znów nadpaloną drewnianą konstrukcją o wybitych oknach i drzwiach. O zawalonych schodach i zapleśniałej w połowie zalanej piwnicy. Był ruiną. Nie płonęło w nim światło. Nie słychać było głosów i kroków. Za jego węgłem nie było żadnych odsłoniętych mogił ani krzyży. Był tylko dziki las. I mrok. No i rozładowana kamera umorusana w błocie i liściach. Upuściłem ją gdy uciekaliśmy z tego przeklętego miejsca. Ale zbyt wiele udało nam się ustalić przez te dni. Spędzonych sam na sam z rozległym borem. Sam na sam z ludzkimi ograniczeniami i kruchą psychiką. W zderzeniu z legendą, która nadal żyję i nawiedza ten las. Z widmem wiedźmy, którą zabito tutaj sto lat wcześniej. Z duszami jej młodych ofiar. Pięknych, miejscowych dziewcząt. Dwadzieścia zjaw tańczących pośród polan i zagajników. I jedna wiedźma zamieszkującą swój stary dom, pośrodku przeklętego lasu. Horror którego doświadczyliśmy na własnej skórze. Czego jeszcze chcesz? Chyba chciała to wykrzyczeć lecz widać nie miała już na to sił, wyrzuciła to zdanie na nierównym, bolesnym wydechu. Wystawiłem kamerę przed siebie. Musimy obejrzeć materiał. Wszystko się przecież nagrało. A kamera pomimo przeleżenia prawie całego dnia i nocy w błotnistej ściółce nadal działa bez zarzutu. Już to sprawdziłem Poszedłeś po nią do lasu i tego domu?! Zrobiłeś to w nocy?! Nigdy już mieliśmy tam nie wracać! Inaczej to nigdy się nie skończy… Wpuścisz mnie do środka? Nie… nie chcę o tym rozmawiać ani tego oglądać. Spal tą cholerną taśmę a kamerę rozbij i wyrzuć w górach. Na pewno przeszła klątwą na wylot. Proszę to nasza jedyna szansa. Nie tylko na sławę ale i na zachowanie zdrowego i przytomnego umysłu. Przecież wiem co tam było i Ty też. Musimy się upewnić. Ta sprawa może przynieść nam jedynie śmierć a nie sławę… ale dobrze wejdź. Przekonasz się jak działa klątwa wiedźmy. W jak głębokie sidła wpadliśmy. Ale masz rację, film to jedyny dowód. Zaprosiła mnie na górę do swojego pokoju. Wszedłem do znajomego pomieszczenia i od progu poczułem się tak jakbym znów walczył o życie w leśnej głuszy. Wszędzie walały się kartki z bloków i notatników. Był na nich tylko jeden symbol. Powtarzał się obsesyjnie w rogach stron, na marginesach, był na jej rękach, jakby najpierw ryła go w skórze, a dopiero potem przenosiła na papier. I te postaci kobiet. Bez twarzy lecz z oczyma o złotych źrenicach. Leżały w rogach pokoi. Brutalnie zamęczone. Sadystycznie zamordowane. Teraz same łaknące zemsty i krwi. Te szpony i błoniaste skrzydła. Ich szczekliwy śmiech dalej grał mi w uszach. Chichot czarnomagicznych widziadeł. Widziałem jak wzywała je z czeluści mogił. Jak karmiła je piersią i krwią. Jak chciała opętać nas byśmy zabili się w tej cuchnącej piwnicy. Pamiętam jak trzymałem nóż nad piersią Rose a ona błagała mnie o życie. Spojrzałem na nią teraz. Też błagała wzrokiem bym nie osądzał jej objawów obłędu i nie włączał filmu. Za późno. Obejrzyjmy. Usiedliśmy na jej łóżku i bezwiednie nasze dłonie się odnalazły. Wtuliła się we mnie a nagranie ruszyło. My w samochodzie jadący na miejsce. W doskonałych humorach i bojowo nastawieni. Wyśmiewający naiwnych i łatwowiernych miejscowych. Mina faceta na stacji benzynowej gdy dowiedział się o celu naszej wędrówki. Jego ucieczka do budynku i przekręcenie tabliczki w drzwiach na zamknięte. Cóż mieliśmy chociaż darmową benzynę. Wywiady z miejscowymi. A raczej ich gorączkowe modlitwy i błagania byśmy wracali natychmiast do domu i nie wspominali o klątwie. Później noc na miejscowym cmentarzu gdzie podobno zakopano prochy wiedźmy, nasza próba kontaktu za pomocą tabliczki a potem picie i upojne chwile dosłownie u stóp jej nagrobka. Wreszcie pierwsze wejście w las. Słońce, ptaki, cichy strumyk. Szeroka ścieżka prowadząca w głąb. I te zdrowe, rozłożyste drzewa o zielonym listowiu szemrzącym na wietrze. Nasze błahe rozmowy. Studiowanie map. Pierwsze próby rozpalania ognia. Obozowisko. Nasze pierwsze polowe gotowanie. Śmiech i nieustanne żarty. Słowem las. Zwykły las i biwak. Patrzyłem na ekran z rosnącym poczuciem obcości, jakbym oglądał cudze wspomnienie podszywające się pod moje. Nie było kłótni. Nie było paniki. Nie było nocy. Nie było znaków na drzewach, choć pamiętałem, jak dotykałem ich dłonią i czułem pod palcami świeże nacięcia. Nie było głosów niesionych przez wiatr. Nie było domu. Nie było postaci ani mogił. Na koniec scena gdzie siedzimy w aucie i Rose mówi do kamery, że legenda wiedźmy i słynnych morderstw jest miejscową bujdą i straszakiem na małe dzieci a las jest przyjazny i całkowicie bezpieczny. Problem w tym, że nie mieliśmy wtedy przy sobie kamery. Leżała u stóp domu. Porzucona byśmy mogli uciekać szybciej. Tak jak cała reszta dobytku. Mapy, śpiwory i plecaki. Je porzuciliśmy gdzieś po drodze. Może ktoś się na nie kiedyś natknie. Rose zatrzymywała nagranie, przewijała, puszczała od nowa. Jej twarz była nieruchoma, jakby ktoś zdjął z niej wszystkie emocje i zostawił tylko napięcie mięśni. W pewnym momencie zauważyłem, że oddycha zbyt płytko. To niemożliwe. Przecież byliśmy tam. Wtedy po raz pierwszy na mnie spojrzała. Nigdy tam nie byliśmy, odpowiedziała cicho. I nigdy więcej tam nie wrócimy. Wstała gwałtownie. Zgarnęła kartki ze stołu, przyciskając je do piersi, jakby ktoś mógł je odebrać. Nie mów o tym, dodała. Nikomu! Nigdy! Jeśli to wypowiesz, jeśli spróbujesz to nazwać… wróci! Nie wierzyłem że wróci. Wiedziałem, że nigdy nie umarło. Spojrzałem na kamerę i już podjąłem decyzję. Czas na ostateczny dowód. Z racji tego, że żaden z miejscowych funkcjonariuszy ani nawet detektywów nie wyraził chęci we wzięciu udziału w poszukiwaniach zaginionego, do akcji choć bardzo niechętnie powołano wojsko. Kamerę odnaleziono w czwartej dobie poszukiwań, około szóstej rano, jakieś trzysta pięćdziesiąt metrów na południowy zachód od strumienia Concord Była częściowo zalepiona błotem i liśćmi. i chyba zainteresował się nią niedźwiedź bo obudowa nosiła ślady gryzienia. Akumulator padł, więc i tak trzeba było przetransportować ją do biura głównego policji. Ku całkowitemu zaskoczeniu, policjanci odmówili sprawdzenia żywotności kamery i stanu zapisu taśmy. Odtworzenia nagrania dokonał zespół wojskowych techników pod przewodnictwem majora Devlina. Dalsza część z jego raportu przedstawionego do biura szeryfa w North Madison Nagranie zaczyna się nagle. Obraz jest przekrzywiony, jakby kamera została położona na ziemi albo upadła. Przez pierwsze kilkanaście sekund widać tylko fragment drewnianej podłogi i poruszające się po niej światło. Słychać oddech, przyspieszony, urywany. Potem czyjeś kroki. Jedna para. Nie więcej. Czas na liczniku nie zgadza się z porą dnia. Według zapisu jest środek popołudnia, choć kamera musiała zostać włączona po zmroku. W pewnym momencie w kadrze pojawia się cień. Nie da się określić, do kogo należy. Nie ma wyraźnych konturów. Przesuwa się po ścianie, zatrzymuje, jakby ktoś stał nieruchomo tuż poza polem widzenia. Słychać szept…. Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, że to ludzki głos (raczej dojrzały i kobiecy). Przewinąłem nagranie kilka sekund do przodu. Obraz zmienia się. Kamera najwyraźniej została podniesiona. Przez chwilę widać wnętrze pomieszczenia małe, niskie, z paleniskiem pośrodku. Ściany są całe. Okna mają szyby. Dom nie wygląda na ruinę. W tle słychać cichy dźwięk, jakby ktoś poruszał się po izbie. Nie widać jednak żadnej osoby. Kamera drży, potem opada gwałtownie. Uderza o podłogę. Obraz znów się przechyla. W kadrze pojawiają się buty. Jedna para. Męskie. Głos mężczyzny jest ledwie słyszalny. Jestem, mówi. A potem dodaje coś w stylu skończmy to już. ( mocne zakłócenia obrazu i dźwięku) Trudno to rozróżnić. Po chwili słychać drugi głos. Wyraźniejszy. Spokojny. Kobiecy. (Ten sam co poprzednio, lecz nie ma pewności) Wypowiada jedno zdanie, bardzo blisko mikrofonu. To koniec. Zostań z nami w tym domu. Kamera leży nadal. Obraz ostro drga. Ktoś podnosi ją z podłogi W kadrze pojawia się postać bez twarzy i rysów. O żółtych jasnych ślepiach. Zielona dioda gaśnie. Nagranie kończy się dokładnie w tym momencie. Sprawdziliśmy wskazane miejsce następnego dnia. Nie znaleźliśmy żadnego budynku. Tylko zgniłe belki, zapadniętą piwnicę i ślady po dawnym pożarze. Miejsce wyglądało na niezamieszkałe od dziesięcioleci. Nie znaleźliśmy ciała. Kamerę zapakowano jako dowód rzeczowy i przekazano do archiwum. Oficjalnie uznano ją za uszkodzoną. Nieoficjalnie nikt nie zgodził się jej już włączyć. Raport ze śledztwa w North Madison w sprawie zaginięcia Mike'a Gainmana studenta trzeciego roku szkoły reżyserskiej i jego partnerki Rose Atichison w związku z rzekomym ujawnieniem się klątwy(sic!) wiedźmy z Madison 14 kwietnia 1999 roku. Biuro Śledcze Szeryfa Hrabstwa Granger Spisał mjr. Adam Devlin Oznaczono jako ściśle tajne.
    1 punkt
  48. Milczałem nad kubkiem zimnej już kawy, patrząc jedynie przez szerokie, jednoszybowe okno małej kafejki na front kamieniczek przy lekko owalnym rynku. Ludzi było wokół w brud. Niczym robotnice w mrowisku, uwijali się w uporządkowanym szyku śliskich od mżawki chodników. Nie spieszyli się ani nie trwali w pomroczności zajętych sprawunkami i problemami życia zmysłów. Po prostu szli z nurtem. Jak rzeki w korytach, czy krew mająca swój obieg w żyłach. Mieli widać swój cel w tym, by tak tłumnie wychynąć w niedzielne południe na ulice miasteczka. W pierwszej chwili pomyślałem o mszy w pobliskim kościele. Tłum był jednak na to zbyt wielki. Zresztą w dzisiejszej epoce, Bóg nie był już katalizatorem. Stada owiec buntowały się przeciw swym ziemskim opiekunom. Pragnęły prawdziwej wolności sumień i wyboru a nie praw spisanych na kamiennych tablicach, których nieprzestrzeganie było karane jedynie postępującą niemoralnością ich i tak psujących się dusz. Ludzie pragnęli samowładztwa i samospełnienia. Gwałtu bezprawia. Dziś wyjątkowo nie otworzył się jarmark ani targ. Wozów prawie nie było a kramy świeciły pustkami. Kuglarze i iluzjoniści opuścili wietrzne wyloty bram. Nawet nędzarze i pijacy, leżący w bocznych wąskich uliczkach czy na rogach kamienic. Starali się nie rzucać w oczy. Przykryci szczelnie narzutkami i kapotami, kołysali się sennie w upojenie w przód i w tył, niczym w siodle a nie na wyślizganych kocich łbach dochodzących do rynku traktów. Nie był to też dzień żadnego święta ani liturgii. Nie był to czas pielgrzymek oraz procesji. A jednak ci wszyscy ludzie mieli w tym cel, by zebrać się za szybą kafejki w której siedziałem w milczeniu nad kawą. I patrzyliśmy na siebie przez transparentność szkła niczym w zoo. Jakim wielkim i niezrozumiałym dysonansem, musiała być dla nich moja opanowana postawa. Żadnych słów wydobywających się zza sklejonych wręcz miesiącami milczenia ust. Żadnych ruchów nóg ani dłoni. Palce zaplecione w warkocz, ułożone pomiędzy porcelanową filiżanką a cukiernicą. Kelnerka dobrze wie, że nie słodzę ale podobno ma obowiązek przynosić każdemu klientowi cukier i mleko do kawy. Wzrok bystro i czujnie wbity w ich twarze. Czytam ich zamiast porannej gazety, zwiniętej w rulon na boku stolika. Lubię czytać ludzi. Do samej głębi. Wystarczy, że zakiełkuje w nich choć jedna myśl, uczucie. Już je znam. Czasami to śmieszy a czasami boli, że istoty zdać by się mogło tak dalece rozwinięte, są tak ułomne i słabe psychicznie. Potęgę rozumu, którą im dano, rozmienili na chwiejność emocji. Nie rozumiem. Jak na własne życzenie można dać się strącić z tronu ewolucji. Patrzę na nich z lekkim znudzeniem. A dostaję w zamian z ich oczu, obraz lęku, grozy, strachu i przerażenia. Lecz wiem że nie patrzą na mnie a na wydarzenia, które rozgrywają się w centrum sali, niedaleko za moimi plecami. Nadmienię jeszcze, że w kafejce która zazwyczaj w niedzielne południe pęka w szwach od klienteli, jestem teraz tylko ja i młoda para przy rzeczonym stoliku za mną. Wszyscy pozostali uciekli w popłochu. Wywracając stoliki i krzesła. Rozbijając się o kontuar baru i ławeczki przed wejściem. Rozpierzchli się jak wybudzone nagle na skutek strzału i kłótni nietoperze, które wylatują z jaskinii z głośnym sprzeciwem tak brutalnego potraktowania ich prywatności. Nie dalej jak kwadrans temu. Rozegrał się tutaj prawdziwy dramat. Zaczęło się od sprzeczki, ta przeszła w kłótnie a strzał z rewolweru, był kulminacyjnym punktem tej sceny. Większość aktorów uciekła zanim pojawiła się żądna sensacji widownia. Zostałem ja, jako cichy rekwizyt. Młodzieniec, rozparty teraz na stoliku w malignie szału i rozpaczy. Nie mógł przestać mówić. Chaotycznie rwąc zdania i kontekst. Klął i miłował. Pieścił i kąsał. Ubóstwiał swą wybrankę to znów beształ i równał ją z pannami z rynsztoka i dzielnic kolorowych świateł latarni. Rewolwer nadal ściskał w prawicy. Bezwiednie bawił się kurkiem. Były momenty, że cichł zupełnie by sekundę potem wybuchnąć rykiem zgubnej rozpaczy. Szeptał jej imię, płacząc jak dziecko. Brał ją w ramiona. Na próżno. Jego wybranka nadal wsparta była o oparcie krzesła. Lekko zgarbiona jednak i przechylona na prawo. Jej biała suknia i gorset, opływały w słodki szkarłat krwi. która sączyła się strumykiem z przestrzelonego czoła, przez jej młodzieńczą jeszcze twarz ku brodzie a z niej skapywała, niczym woda z nawisów skalnych jaskinii, ku małemu jeziorku, które zebrało się w zagłębieniu pomiędzy jej piersiami. Było mi jej bardzo szkoda. Nie dlatego, że zginął człowiek a dlatego że podniesiono rękę na cudowne piękno. Żywą do niedawna doskonałość i formę stworzenia. Winna była jej dusza, nie ciało. A tak bluźnierczo i okrutnie z nim postąpiono. Oskarżał ją o zdradę i widać nie bezpodstawnie bo dziewczyna słuchała jego krzyków ze stoickim spokojem a potem gdy dał jej wreszcie dojść do głosu, do wszystkiego się przyznała. Nie tylko do zdrady mu wiadomej, lecz również do wielu innych. Może gdyby usłyszał tylko to na co przygotował swe zmysły, nie użyłby broni. Lecz kolejne nazwiska kochanków, były jej gwoźdźmi do trumny i biletem do piekła. Były ołowianą kulą, która strzaskała jej czaszkę. Pod kafejkę dopadli wreszcie zawezwani lub zaalarmowani strzałem policjanci. Wpadli do środka celując z broni najpierw do mnie a dopiero potem do zabójcy. Ten zdążył jeszcze przyłożyć sobie rewolwer do skroni, lecz nim zdążył pociągnąć za spust, jego pierś przeszyły trzy, wycelowane w serce pociski. One domknęły tą tragiczną scenę niedzielnego południa. I cały akt. Sztuki śmierci. Byłem już zbędny. Mogłem już iść. Uiściłem jak gdyby nigdy nic pieciopensówkę na stolik. Założyłem melonik i wstałem. Policjant szybko doskoczył do mnie ze słowami. Dokąd się Pan wybiera. Musimy pana przesłuchać w charakterze świadka. Był Pan widać sparaliżowany ze strachu, jako jedyny Pan nie uciekł. Położyłem mu rękę na ramieniu i delikatnie acz stanowczo odsunąłem go ze swej drogi. Mną proszę się nie niepokoić. Byłem tu tylko rekwizytem. Przypadkowym świadkiem. Lepiej proszę zająć się ciałami tych dwojga i rozgonić tą gawiedź zanim przybędą reporterzy. Wyszedłem na zewnątrz bez przeszkód a ludzie rozstąpili się przede mną niczym biblijne morze.
    1 punkt
  49. Kobyła cichcem ... mech Ci, cały bok. Kobył im miły bok. Napotkała typa zalotna Antola. Zapytała : kto pan? Żartem - rur metraż. Ład od jutra hartuj - dodał. Befana - Feb. Apollo - pa! Maddaddam.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...