Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.12.2025 w Odpowiedzi
-
Jedyny ruch to siwy dym nad krawędzią. Czerń w filiżance nie ma dna, jest studnią bez echa. Nie piję, by uciec. Piję, by wrócić. Ciężar ceramiki to ledwie wstęp - smak jest tutaj treścią. Ciemna materia na języku – to dowód na istnienie rzeczywistości. Jej gorycz jest osią, wokół której obraca się poranek. Czekam, aż straci swoją gorączkę. Zanim wrzątek stanie się ukojeniem, świat ma zakaz wstępu.16 punktów
-
Jakbym chciał pisać o pięknie, to zatrudniłbym się w agencji reklamowej, na umowę o dzieło — sztuki na sztuki. A pracuję w izbie pamięci, połączonej tajnym korytarzem z prosektorium. Robię tam zdjęcia, nieostre jak punkt odniesienia. Duszę i flesz Ciemnią jest sala luster, co bezwstydnie podgląda młode dziewczyny, pocierające czarne usta palcami. Lubię ich niewinność.9 punktów
-
moje historie plączą się i gmatwają tworząc ostre krawędzie czasami strome zbocza z których spadamy zlepiona z czarów i światów nie tylko tych trzech które znamy czasami pozwalam zaglądać przez stal w oku do wnętrza a w nim są ogrody i morza wezbrane wodzisz paluszkiem po grzbiecie nosa i tak mi jakoś lat ubywa wspólnie zliczamy nie piegi a zmarszczki pergaminowe mgnienia chwili nie pytaj córeczko czy będę zawsze czasami lepiej policzyć do czterech jeśli kiedyś odejdę pamiętaj nikt nigdy nie był dla mnie tak WAŻNY Mojej Godzi9 punktów
-
Za nic mam marności innych. Kiedy jestem pierwszy w kolejce przed bramą koszmarów sennych. Stoję na ostatnim skrawku terenu. Za mną szemrzę rzeka martwoty i las spalonych słowików. Za bramą leżą pola użyźnione krwią. Rycerzy i koni. Topory, proporce i ścierwa z kopytami bez podków. Tutaj już rany i ciosy mi nie szkodzą. Pali mnie jedynie na policzku zostawiony pentagram. Prowadzą mnie biesy nad nieskończoności cypel. W nicość i głuszę się wydzieram. Boże Ty jednak jesteś carem! Tej szaleńczej, podziemnej Rosji! Złoto ani rubiny mnie stąd nie wykupią. O śmierci zostały mi myśli. Znaki odkupienia poza moim wzrokiem. To jest moja pokuta, katorgą tu zwana. Za to, że krew za ojczyznę przelana. Narodziny w zaświatach. Byłem w muszli, którą wyrzuciły z wody skorupiaki. Śmierć w zaświatach. Kiedy biesy grają w kości o twe pasiaki.9 punktów
-
bywało że między cieniem a duszą szukałem ścieżki z czerwonego złota tej sprzed narodzin na której zwoje papirusów podobłocza ukrywają żywe słowa na polnej drodze pijak w rozkroku o znajomej twarzy tak ten co w zaroślach się błąkał tam gdzie licho nie śpi i gdzie cicho sza zwilża rzęsy stoi niczym kamień omszały z opowiedzeń i wspomnień niezaistniałych6 punktów
-
Wezwał, byśmy się stali jak dzieci, szukam więc drogi do tamtej ufności sprzed lat, gdy jako pięciolatek przeczytałem z ciekawości Ewangelię i nie pytałem, czy to prawda, a zwłaszcza - co nią nie jest. Nie pragnę zostać uczonym w Piśmie, by dopasowywać światło do słów i znaków. Może jestem na to zbyt prosty, a może wystarcza mi po prostu ciepło dłoni pasterza, którą kładzie mi na głowie tuż przed nadejściem burzy i zaraz po niej. A z tobą chcę przy porannej kawie dziękować za świt, który nie wybiera okien.5 punktów
-
Na chmurnym niebie renifery rozpostarły skrzydła. Cierpliwość bywa ładunkiem zapalnym gdzie wyciągnięte szyje z widokiem na prezenty... Do niego pytanie. Czy zmierzasz w nieuniknione? Renifery drżą z zimna w drapieżnym regionie.4 punkty
-
Wymyśl prezent. Coś na prezent. Nie daj zrobić się Chińczykom. Wspomóż klasztor, chałupników, mistrzów rzemiosł, którzy przędą. Wejdź do kuchni. Zalicz pchli targ. Wspieraj swego, który jeszcze coś wytwarza, dłubie, rzeźbi, doskonali, lub sam działaj Wielkie rzeczy małym rzeczom. Oślej ławki nie zajmiemy. Jeszcze rusza się pod górkę w zespół cech pana Filarka. Zapłacona dobrze praca i w dodatku nie nad siły. Wielkie rzeczy małym rzeczom ustępują miejsca w parku.4 punkty
-
Tu me lato przystanęło Późniejszy plon jest oddany Innej scenie lub innej duszy Wyrok już na mnie wydany. Ku zimie, by się usunąć Zimie zostać powierzoną Hejże, skuj soplami swoją Tropikalną narzeczoną. I Emily: Twas here my summer paused What ripeness after then To other scene or other soul My sentence had begun. To winter to remove With winter to abide Go manacle your icicle Against your Tropic Bride.4 punkty
-
Dodam jeszcze. Trochę mnie nie było. Teraz przeczytałam dopiero wiersz, potem zobaczyłam że ma 4 strony komentarzy. Przeczytałam wszystkie. Smutno mi się zrobiło. Nigdy nikomu nie poprawiam, nie sugeruję zmian w wierszu i jak on ma wyglądać. Różnimy się- my ludzie i to w tym jest piękne, każdy ma swój styl i sposób pisania. Gdyby wszyscy byli tacy sami- świat byłby nudny. Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka Gdyby wszyscy byli silni jak konie Gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości Gdyby każdy miał to samo Nikt nikomu nie byłby potrzebny. (Jan Twardowski)4 punkty
-
Na wieszaku zawieszony, przez świat — na stryczku stracony. Ubranie zapomniane w szafie — dusi, pęcznieje. Purpura odbija się od szklanych drzwi na niebie. Coraz bardziej się czerwienię… Chcąc zamienić się z kurtką lub frakiem, Wycinam skórę, mięśnie — za obojczyki łapią mnie dwa haki, do góry. Warczę. Chrapię. W garderobie — jestem tylko przebraniem. Ale nie daję za wygraną, choć upadać nie potrafię. Za mną — coś, co potrafię. I miłość, naznaczona, stoi pewnie na sali, albo zmęczona po pracy. A ja — zamknięty w czterech ścianach, czuję się osamotniony i stary. Bez celu — gdy jej nie widzę — zadaję sercu rany. Nienormalny. Zwracam się do Boga przez utwór cały — wszystkie dedykowane są Stwórcy i Panu chwały. Nawet nie wiem, czy wierzę — ale karzę ciało, liryczne baty odbijają się w eter od ściany. Proszę o konstruktywną krytykę, to moja pierwsza publikacja i chciał bym się rozwijać w tym kierunku, więc wszelkie uwagi i pomoc jest mile widziana.4 punkty
-
wyczuwam cię w nierzeczywistym w odbicu wspomnienia niekończącego się dotyku pod późnym niebem grudnia w niskiej energii ciemnej białe gorąco pokwitanie ust dłoni złoty sen wspólnego ciała3 punkty
-
twoja matka i twój były ojciec gadają o kolorach twojego dzieciństwa pod stołem psy koty ty i ja spijamy im z ust mirinda kolor pomarańczowy woda biały coca cola kokakolowy spierdalaj czerwony pod stołem bierzemy ślub kochamy się pod stołem ronimy I rodzimy dzieci obgryzamy paznokcie budujemy i znowu zjadamy się od środka 07.12.2025r.3 punkty
-
Noc rozpływa się w dzień. Zmywam makijaż ust koloryzując bladość szminki. Nadal mam chroniczny katar i trwale wytuszowane rzęsy. Kończy się wodoodporna czerń. Może tylko w bieli mnie naprawdę zobaczysz.?3 punkty
-
nie mam złudzeń co do swojego końca na granicy dwóch światów jestem soczewką w której puchnie złe słowo brak troski każda krzywda pominięcia każdy odruch przechodzony z trudnego dzieciństwa moich dzieci3 punkty
-
On być może może być. I być może mogłoby coś się udać, coś w naturze i w rzeczy samej niesamotnej. Ba, być może wyszłoby z tego nawet wspólne, słoneczne i bezwietrzne morze o mocy przenoszenia gór. Wszystko nacechowane wymianą pytań, odpowiedzi i opowieści różnej treści, poplątane zresztą z romantycznym i swobodnym milczeniem, zapatrywaniem i zapatrzeniem. Głupie i rozmyślne zarazem. Raz za razem. Coś w bliskości i coś na odległość. Coś ktoś na wzór i we własny deseń. A może peel już zgłupiał od ataku chwilowego i nagłego optymizmu? Warszawa – Stegny, 9.12.2025r.3 punkty
-
To być może może być z braku laku wszem i wobec buziaków od wiotkiej i kochliwej cennej Celestyny w ładnym ojejku wdzianku nad romantycznym i optymistycznym funkiem rankiem Warszawa – Stegny. 12.11.2025r.3 punkty
-
@KOBIETANo to pocieszyłaś mnie, bo ostatnio przekonywałano mnie, że kawa szkodzi. :))) Pozdrawiam :) Bardzo dziękuję! @Omagamoga@Simon Tracy@Łukasz Jurczyk@Gosława Serdecznie dziękuję! @MigrenaSerdecznie dziękuję! Czytam Twoje piękne wiersze na portalu, gdzie ludzie zajmują się naprawdę poezją. Pozdrawiam.3 punkty
-
spoglądam na niebo myśli szukają życia w snach a tam tam można się zagubić Bóg wskazuje drogę nic nie muszę ja wybieram ja decyduję często zbyt często zbaczam a On On czeka Jezu ufam Tobie 12.2025 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki i śmierci Jezusa3 punkty
-
dojrzałość przyszła na raty najpierw była drzazgą nawet niechcianą nawał kłopotów z innej planety trochę to trwało... trochę długo a nie powinno stety, nie, niestety teraz po walce z lichem szumią zielone gaje już nie ku straceniu lecz kręte dróg rozstaje piękno w życiu się kryje jak wąż szeleści w liściach i winogrona w fiolecie brzmieją w wiszących kiściach3 punkty
-
To Twój czas Mateńko Najświętsza. Zmęczona jesteś podróżą, szukaniem, bo nigdzie nie było dla Ciebie miejsca. W bólach urodzisz Syna. Maryjo śpiewająca radośnie Magnificat, Matko, co dziecko nosisz pod sercem, który zamiast upokorzyć, dał się zmiażdżyć. On jest rewolucją, która przyszła, ma przyjść, przewyższa to, co teraz jest. Ty o tym wiesz. Maryjo Matko jesteś wody taflą uspokajasz trzcinę brodzącą. Zachodowi słońca sen dajesz i mgłom też, one ponętnie codziennie wypatrują miesiąca. Jesteś powiewem obłoków spacerujących, wolnością, od początku aż do końca. Mateńko Najświętsza, te krótkie dnie i hymn Twój, one też o nas są. O mnie, o tobie, o wszystkim i o wszystkich. Cisza, bo niebo znów zasypia. Maryjo Matko, jak dobrze że jesteś.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
W życiu bym nie pomyślała, gdzie mnie życie zaprowadzi. Ile ścieżek utoruje, ile zranień, blizn wygładzi. Niekoniecznie karma wraca, niekoniecznie sprawiedliwość. Ale bym nie przypuszczała. co mnie spotka, dotknę czego. Zanim powiesz: mam już dosyć! życiu - PA - krzykniesz za szybko... Daj mu szansę, spójrz mu w oczy. Życie nie jest żadną pustką. Brzmi jak banał, a wystarczy tak nie chować serca na dnie. Nigdy nie wiesz co się zdarzy i na kogo co popadnie. PS Gdybyś wytrwał o sekundę impuls, który w mrok kieruje... to założę się o stówę, że sekundy nie zmarnujesz.2 punkty
-
W sali było bardzo duszno. Niektórzy skarżyli się na brak świeżego powietrza, inni na nieprzyjemny zapach ludzkiego potu i wszechobecny dym niskiej jakości papierosów. Ale jak mogło być inaczej, gdy na powierzchni niewiele większej od standardowej kawalerki przebywało dzień i noc osiemnaście osób. Każda z nich miała materac, poduszkę i koc. Każdy zabijał nudę po swojemu. Jedni czytali, inni grali w karty, a niektórzy gorąco dyskutowali o polityce. - Święta Łucja miała tak duże i piękne oczy, że wszyscy zwracali na nią uwagę – rzekła niespodziewanie Marta, studentka I roku historii. - Jeżeli miała takie same jak twoje, to się nie dziwię! - odkrzyknął Ksawery, lider protestu. Od dwóch miesięcy spotykali się, lubili swoje towarzystwo. – Jutro jest jej dzień. Trzeba uważać, bo zginęła przez faceta, który doniósł na nią władzom. Jest patronką niewidomych. – dodała. Trzymała w ręku broszurę o św. Łucji. Wciągnęła ją ta lektura. - Antek dziś wraca z przepustki, na pewno coś dobrego przyniesie – zmienił temat Ksawery. Marta zagotowała grzałką wodę w szklance i wsypała trochę herbaty „Popularnej”. Przyglądała się plakatom, które do ściany przykleił Piotrek, kumpel Ksawerego. Na jednym z nich przeczytała: „Może przyjdą lepsze czasy. Będzie więcej mięsa i kiełbasy”. Zaczęła się zastanawiać, co dzisiaj przyniesie do jedzenia student, który skorzystał z dobrodziejstwa wanny i normalnego domowego życia. Po „obiedzie” będzie jej kolej na przepustkę. Ucieszyła się na myśl o kąpieli i o spotkaniu z Aldoną. Aldona to jej najlepsza przyjaciółka, a jednocześnie współlokatorka ze stancji. Wynajmowały razem pokój w bloku na drugim piętrze. Ich gospodarzami było starsze, samotne małżeństwo. Marii i Kazimierzowi nie wiodło się najlepiej, widać to było po wyposażeniu mieszkania. Wszystkie sprzęty lata świetności miały już dawno za sobą. W ich pokoju panował standard rodem z akademika: dwa tapczaniki, dwie nocne szafki z lampkami, szafa na ubrania, stół i krzesła. O kuchni i łazience Marta nie chciała nawet myśleć. Aldona była już na trzecim roku polonistyki. Nie brała udziału w strajku. Marta nie chciała tego oceniać. Na stancję Aldona została przyjęta jako pierwsza. Od razu zaakceptowała Martę jako współlokatorkę. Pokazała jej miasto, pomagała odnaleźć się na uczelni. Dużo ze sobą rozmawiały na wszystkie tematy, nawet na te bardzo osobiste i polityczne. Świetnie dogadywały się w sprawach codziennych. Ze wspomnień wyrwał ją wesoły głos Antka. - Obiad przyszedł, cały plecak dobrego żarcia! – wołał do kolegów z dumą. Z plecaka wyładował dziewiętnaście konserw turystycznych i sześć bochenków chleba. Nie na darmo jego matka pracowała w sklepie mięsnym! Wywołało to ogólną wesołość. Osoby dyżurujące rozpoczęły przygotowywanie posiłku nazywanego „obiadem”. „Turystyczna” miała wielką zaletę. Oprócz mięsa był w niej pyszny smalec, którym można było wysmarować dodatkową ilość chleba. Prawie wszystkim udało się poczuć ten smak. Marta szybko zjadła chleb – wariant ze smalcem i chciała już opuścić duszne pomieszczenie. Ksawery wręczył przepustkę i cmoknął ją w policzek. Zapakowała do torby brudne ubrania, ręczniki, przeczytane książki i pobiegła na stancję. Aldona z radością powitała koleżankę. Zasypywała Martę pytaniami. Chciała wiedzieć wszystko, co się działo w ostatnich dniach i godzinach w budynku rektoratu. Następnego dnia obie odsypiały zarwaną noc. Nagle zerwały się z łóżka. To gospodarz domu walił do drzwi, jakby się paliło. -Wojna! – krzyczał pan Kazimierz - niech panie wstaną i idą do pokoju z telewizorem! Tam jest już moja żona. Kobieta siedziała nieruchomo w fotelu, wpatrzona w ekran telewizora, cicho odpowiedziała na powitanie. Marta wprawdzie od razu nie zrozumiała, o co chodzi, ale czuła przerażenie. Właściciel zauważył bladość na jej twarzy, podsunął krzesło. W telewizji przemawiał Jaruzelski. - Niech się pani tak nie denerwuje – nagle złagodniał pan Kazimierz. - Może się jeszcze wszystko ułoży – pocieszał, zerkając na nią uważnie. – Przecież to nasze wojsko. Zaskoczyło ją to zdanie, brzmiało jak pochwała tego, co się wydarzyło. - Pewnie jest donosicielem. – myślała gorączkowo. - A stwierdzenie o „naszym wojsku” miało być pewnie prowokacją. Chyba chciał wykorzystać moje emocje, żeby sprawdzić po której stronie się opowiadam. Zaczęła się bać. Strach narastał też z każdą nową informacją usłyszaną w umundurowanej telewizji. Teraz myślami była z kolegami, którzy zostali na strajku. Jak zakończyli strajk, czy zostali pobici? Co się stało z Ksawerym? Aldona przez ten czas również się nie odzywała. Wstała i powiedziała spokojnie, że czas wracać do domu. Zdziwiona Marta poszła za nią. Pozostawiony gospodarz wydawał się być zszokowany postawą obu dziewcząt. Żadna z nich nie chciała ani słowem skomentować wprowadzenia stanu wojennego. W pokoju Aldona pakowała się. - Wracam do domu! – powiedziała - Ty też nie masz tu już nic do roboty, spakuj się i uciekaj do mamusi. Słyszałaś, zajęcia zawieszono do odwołania! Ściągnęła drugą torbę z szafy, szybko ją napełniła i skierowała się do wyjścia. Zostawiła po sobie niezły bałagan. Marta chciała iść z nią, pomóc jej z bagażami, ale nerwowo odmówiła. - Zostaw ,sama sobie poradzę! Zajmij się swoimi sprawami! – oschle powiedziała i wyszła. Oszołomiona Marta nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Takiego chłodu nie spodziewała się od dotychczasowej przyjaciółki. Żadnego rzewnego pożegnania, nawet adresu nie zostawiła. Jej wzrok padł na nieporządek pozostawiony przez współlokatorkę. Zauważyła kartkę, która wystawała spod szafy. Wyciągnęła ją, rozpoznała pismo Aldony. Zaczęła czytać. „Przewodniczący strajku, Ksawery Jaworski jest oddany swojej sprawie. Nie jest łasy na pieniądze. Sprawnie kieruje strajkiem, jest dobrym organizatorem. Spotyka się z Martą Nowacką. Jest lubiany w swoim środowisku. Ma wielu przyjaciół. Piotr Walicz ma dostęp do zakazanych publikacji, rozwiesza solidarnościowe plakaty. Obnosi się ze znaczkiem EA, twierdząc, że jest najlepszym „elementem antysocjalistycznym”. Matka Antoniego Kaczmarka wynosi ze sklepu konserwy i przez syna przekazuje je strajkującym” 12.XII.1981. „Albin” Marcie zakręciło się w głowie, nie mogła oddychać, serce waliło jak oszalałe, cała zdrętwiała. Siedziała tak chyba z godzinę tępo wpatrując się w kartkę. Rozpacz mieszała się z gniewem. Wściekłość na siebie, że tak dała się podejść i oszukać przeplatała się z wyrzutami sumienia, że wydawała kolegów, że opowiadała o Ksawerym. Nie mogła zrozumieć. Aldona! Dlaczego? Dlaczego? - Wykorzystała mnie i porzuciła jak niepotrzebny śmieć!– przygnębiająca myśl nie dawała jej spokoju. Wreszcie otrząsnęła się z otępienia, postanowiła czegoś się dowiedzieć w akademiku. Ubrała się ciepło, temperatura spadła już do -11 °C. Wyszła na ulicę. Po kilkudziesięciu metrach zobaczyła pojemnik z palącym się koksem i dwóch grzejących się przy nim żołnierzach. Przeszła koło nich ze strachem. Z tyłu usłyszała huk jadącego czołgu. Dreszcze przebiegły jej po plecach. Dziwnie wyglądały ulice miasta, prawie puste. Trzech mundurowych zasłaniało stary napis na płocie z mechaniką pojazdową: „Garaż to Twój drugi dom” nowym hasłem: „Wstąp do ZOMO – wyjdziesz na ludzi". - Marta gorączkowo myślała – Skąd wyjdą? Na jakich ludzi? Z pałami wyjdą? Aha, to o to im chodzi! Co jakiś czas widziała pojemniki z palącym się koksem. Wreszcie dotarła do akademika. Przed akademikiem zobaczyła Anitę, dziewczynę ze strajku, która szła z naprzeciwka. - Nareszcie czegoś się dowiem! – z nadzieją myślała Marta. Obie dziewczyny serdecznie się przywitały. Rozgorączkowana Marta zarzuciła Anitę pytaniami. Okazało się, że nad ranem zomowcy otoczyli rektorat, sprawdzali nazwiska i kazali się stamtąd wynosić. Wszyscy strajkujący z akademika musieli do dziesiątej opuścić swoje pokoje i wracać do domów. Ale trzy osoby zostały aresztowane, w tym Ksawery. Marta o mało nie zemdlała, brakowało jej powietrza, kolana i ręce drżały. Anita zabrała Martę do akademika. Jeszcze nie wyjechała, chociaż już dawno minęła godzina dziesiąta. - A dlaczego ty jeszcze tu jesteś? – wykrztusiła Marta. - Musiałam iść do urzędu po przepustkę, bo mieszkam w innym województwie. – wyjaśniła Anita, stałam w kolejce prawie dwie godziny – i wyjęła świstek papieru. Co takiego?! – Marta nie mogła uwierzyć w to, co czytała. – „Zezwala się na zmianę miejsca pobytu”. W tym kraju nie możesz bez tego jechać do domu? - No, ale co zrobić – westchnęła Anita. – Muszę już iść na dworzec. Wzięła przygotowaną torbę i obie wyszły przed budynek. Anita spojrzała na koksownik i żołnierzy grzejących się przy nim. - Czy wiesz jakie są teraz najbardziej strzeżone obiekty w mieście? – niepodziewanie zapytała Martę. - Nie! - Koksowniki! Spójrz, jak każdy jest obstawiony przez żołnierzy! – chciała choć trochę rozśmieszyć koleżankę. Zdruzgotana Marta wróciła na stancję. Zastała tam płaczącą panią Marię. Ze zdumieniem usłyszała, że jej mąż został aresztowany za redagowanie biuletynu lokalnej „Solidarności”. Zszokowana tą informacją, Marta tylko jęknęła, że jej bardzo przykro. Przeleciała jej myśl, że w to też może być zamieszana Aldona. Wróciła do swojego pokoju i rozpłakała się. Na szafce leżała broszura z wizerunkiem Św. Łucji. - Patronko niewidomych, dlaczego mnie nie ochroniłaś? Przecież widziałaś, jaka byłam ślepa! – mówiła do niej Marta. – A może ty chronisz tych, którzy noszą czarne okulary? Przestraszyła się swojej profanacji.2 punkty
-
Po wielu perypetiach w poszukiwaniu Zdobyczy, która brzęczy i solidnie waży, Dzielni przedsiębiorcy pojawili się W rozklekotanym busie nad Sekwaną. Wywalają gały, bo lornetka jest zbędna. Tam patrzcie, nygusy, takie znalezisko! Ile czeka nas pracy, ile dźwigania i potu, A gazu się przy tym zmarnuje, aż strach. Ho, ho, plan jest taki: żabojady idą spać, A my jako cenieni konserwatorzy zabytków, Rozpoczynamy demontaż wadliwych sztab. Kawałek po kawałku, i na pakę po sam dach. Nie zostawiamy nawet nita, kultura to podstawa. W ciągu nocy plac musi być uprzątnięty. Koniec, basta, słowo złomiarza to świętość. Butle są? są!, rozwijać węże, palnik w ruch! O poranku, gdy nad ulicami snuł się zapach Aromatycznej kawy i świeżych bagietek, Paryż już nie miał swojego symbolu Sięgającego chmur… pewnie rdza go zjadła. @infelia Ku pamięci Krzykacza.2 punkty
-
@violetta chyba masz rację, tu ludzi twórczych i inteligentnych dołuje się lub usuwa , bo zagrażają.2 punkty
-
@violetta Wiersz jest piękny, szkoda że tak sprofanowany przez lubiących się "dziwnie" bawić.2 punkty
-
@NatuskaaTak, to kawa. Ale dlaczego "straszne"? @Amber Bardzo dziękuję! Ależ komplement! Aż pomyślałam o pracy w reklamie. :)))) Pozdrawiam. @LeszczymSerdecznie dziękuję! :)))2 punkty
-
@Marek.zak1Bardzo dziękuję! Moja kawa jest czarna i gorzka. Myślę, że na wlewanie do niej mleczka czy śmietanki jeszcze mam czas. Ale słusznie czynisz :) Pozdrawiam. @violettaMała nie postawiłaby mnie na nogi. :) Bardzo dziękuję! @Waldemar_Talar_TalarBardzo dziękuję! To też rytuał poranka, zwłaszcza uśmiech żony. :))2 punkty
-
A kiedy noc rozłoży skrzydła, odejdę. Czerwienią burzliwego księżyca zazdrosne sny wyśnią aniołowie gdy niebo zgęstnieje czernią kruków. W tej ciszy nie ma nic szczególnego matowy ślad rozmazanych ust pokryte rdzą światło gwiazd i wymarłe pozostałości zdarzeń. A kiedy dzień zgasi oczy drapieżnika, powrócę. Spełnieniem pocałunku, który jeszcze pamięta by nie spoglądać za siebie.!2 punkty
-
31 Grudnia 2015 W martwym punkcie pokrytym grzybem smród wciąż przenosi odczucia. W półblasku zmusza do odkrztuszenia krwi, którą zmywały moje ośmioletnie dłonie – dziesiąty rok z rzędu pozbywam się jej nieustannie. Nikłe światło samotnej żarówki rozświetla brud spróchniałych drzwi. Szorstka faktura zostawiła bliznę pamiętnej nocy, której nikt nie wspomina. Zziębłe drewno przypomniało stłumione moralnością myśli. Piszę wiersze na ścianach tego domu. Jak żyć, gdy rozszarpujący huk fajerwerków zagłuszał modlitwę o zakończenie tego piekła, a błysk zbiegł się ze spadającą na ziemię choinką? Brak mi sił, by dalej grzebać w tym gównie. Co roku, gdy wracam do tamtej daty, słyszę tylko szum starego telewizora – zwieńczony piskiem przerażonego psa. (…)2 punkty
-
@Tectosmith No chyba, że tak. Albo ja jednak mam nieco inne poczucie humoru i pojęcie dobrej zabawy.2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 wiersz niemalże brzmi jak liturgia, albo japoński ceremoniał picia herbaty (tu kawy) Piję kawę- zawsze rano z mnóstwem mleka i z cukrem. herbaty nie lubię zbytnio- chyba że dla towarzystwa- i w odróżnieniu jej nie słodzę2 punkty
-
Witaj - ja też co rano idę do kuchni i wypijam filiżankę kawy z mlekiem tak otwieram kolejny dzień patrząc na uśmiech żony - i tak od lat - oby tak dalej - Pzdr. kawowo.2 punkty
-
trudno zatrzymać tę chwilę powoli staje się jak świder na platformie wiertniczej pulsuje życie romantyczne wzloty i upadki statecznik czym on jest...2 punkty
-
Fajny wiersz, a ta ciemna materia, to jak Wojny Gwiezdne przy stole, gdzie za chwilę pojawi się Lord Vader:). U mnie też podobna procedura, z tym, dla ochrony żołądka, piję kawę a dużą ilością mleka, też, żeby wrócić do rzeczywistości. Jeszcze nie tak dawno miało to miejsce po powrocie ze spaceru z Sową, po którym już byłem rozbudzony, teraz od razu do stołu. Udanego dnia.2 punkty
-
Wyspowiadał się nam ze wszystkich tutejszych grzechów. Zatrzymany i przesłuchany, bo, rozumiecie, żyje się tak, jak żyć pozwalają, a alkohol naucza przełamywania konwenansów podczas nocnej jazdy na cmentarz, niczym kry na rzece wspomnień, w szkle butelki pękniętej na głowie. Z jego klasy – a trzydziestu ich było – żyje jeszcze siedmiu. Gdy był jeszcze czas, za dolary w reklamówce przeszli przez granicę, jak on, i uciekli przed historią. Tu i teraz wzięty sam na sam, przez nas na cel zaraz będzie wracał w zaplombowanym autobusie, wprost do czasów szkoły, w czarnoziemie Donbasu.2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Amber dziękuję aż po kropkę @Waldemar_Talar_Talar i chciało by się powiedzieć kopę lat ;) miło że wpadłeś do mnie @Leszczymdziekuje za serducho @violetta no nie wiem czy odkrywcze już kiedyś ktoś pisał o tym że zataczmy koło ale piszemy żeby wyrazić siebie ciut innym językiem ale wartości o jakich piszemy za bardzo się nie zmieniają przez wieki1 punkt
-
@Berenika97 Wiesz Bereniko 97, absolutnie nie jestem najlepszym tutaj odbiorcą, dużo mniej czytam, no przestałem forum ogarniać. U Ciebie widzę, że frazy żyją, naprawdę tętnią, a jeśli tak to leciutko sugerowałbym, ale to tylko sugestia, dążyć do nieco krótszego wyrażania myśli. Ja osobiście mam takie wrażenie, że lepiej się wtedy uwypukla piękno i żywot właśnie ważnych i wyjątkowych fraz. Te frazy jakby nabierają jeszcze większego polotu i jeszcze bardziej błyszczą. Takie jest moje po czasie autorskie wrażenie. Najpierw piszmy dużo, jak najwięcej, ćwiczmy, a potem nieco skracajmy.1 punkt
-
1 punkt
-
@violetta Telefon ma na zdjęciach, nie będziesz się narzucała zapytasz tylko... @violetta Już niedługo wnuczka pójdzie do przedszkola, to się wybierzesz na jasełka i dzień babci lub piknik rodzinny czy kiermasz i pośpiewasz ; )1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Siedzę w wannie i topię myśli w pianie. Woda robi się zimna przez to moje gdybanie. Siedzę w wannie pomarszczone mam dłonie. Myśli leżą gdzieś na dnie, wszystko wokół mnie tonie. Siedzę w wannie, lecz kąpiel mi nie służy. Otul mnie miękko ręcznikiem nie chcę już tonąć dłużej.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne