Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.10.2024 uwzględniając wszystkie działy
-
ojcze poza czasem i przestrzenią przy wtórze okrzyków anielskiego zdumienia stworzyłeś wszechświat dziękuję za wszystko a przede wszystkim za to czego jeszcze nie potrafię dostrzec w rytm najpiękniejszej pieśni błogości duszy na ciemniejącym niebie malowanym kolorem dojrzałych jeżyn spoza przepierzenia chmur wyłania się zarys wyszczerbionego chciwością i podstępem księżyca wybacz w świecie wygnańców przygarniam do siebie ideę prostego życia jak zimne dłonie jesienią ciepły kubek słodkiej herbaty z miętą i proszę pobłogosław moim braciom i siostrom żyjącym na tej wspaniałej planecie a kiedy z oczami pełnymi życia dojdę do wszystkiego co mam spotkamy się8 punktów
-
dwa dwa gesty dwa słowa dwa spojrzenia jak dwa dźwięki orkiestry strojącej instrumenty na Titanicu gdzie do cholery są kamizelki ratunkowe5 punktów
-
koniec lata wrzesień i październik przynosi chłodne krople deszczu trafiające prosto w serce i gdzieś z tyłu głowy po cichu szeleści czas którego zabrakło usypiam wątpliwości a palce nadal drżą idę pod prąd słucham deszczu niech zaszepcze tęsknotę ona zabiera mi duszę każdej jesieni od nowa4 punkty
-
otulę cię w chłodny dzień lekko-ciepłą piżmową sobą z czerwoną chryzantemą uwielbiam być jak kapryśny i zabawny ty na moich ustach Przepis: przygotuję mini dynie z pysznym farszem przekrojone na pół bez pestek układam do pieczenia. pięknie, że można je zjeść też. posolone z obficie oliwkowym wnętrzem również pieprzem piekę około pół godziny a warzywa: cebulę, łodygi selera, marchew z szałwiową-jabłkową kiełbaską posiekaną i na patelni z oliwą duszę, dodaję octu jabłkowego, żeby karmelizować kawałki z dna patelni i teraz dodaję trochę grzybków, czosnek i świeże zioła: tymianek, szałwię, rozmaryn. gdy wszytko się ugotuje, wlewam wywar i dziki ryż. całość gotuję pół godzinki. gdy nadzienie i upieczone dynie są już gotowe, nabieram nadzienie do dyń, posypuję odrobiną parmezanu i układam kapturek i jadalną chryzantemę:)4 punkty
-
Głaz któremu pękło serce uczepiony tej nadziei że nie stanie się nic więcej złego przecież diabli wzięli może uda się je skleić? jak tu żyć z pękniętym sercem? muszę działać i coś zmienić jakoś się do niego wwiercę pyta kamyk leżąc obok po co walczysz z twą naturą? serce - wyświechtane słowo dziwne pod kamienną skórą widzisz - odparł po namyśle życie płynie w nędznym brudzie ja nie mogę żyć bez serca... tak potrafią tylko ludzie4 punkty
-
Najbardziej kocham samotność - z kluczem do pustej szafy Można tam schować codzienność, rozmowy służbowe i szachy, zużyte długopisy i każdą kwaśną minę Komedii nie oglądam, zawsze - wychodzę kominem I patrzę na nicość życia, na wazon bez żadnych kwiatów, na uśmiech bez radości, na obojętne wiaty - przystanków, gdzie siedzą "zwykli" ludzie: pracują, piją, kochają, mieszkają w oficynie... A ja po przyjściu do domu, niezmiennie układam domino i patrzę w różowy teleskop - ot, drobne ćwiczenie wzroku: samotność nosi soczewki, by lepiej mnie widzieć po zmroku Dobrze nam razem w mym domku - wolę tak, niż 'być razem' - z nie takim' scenariuszem, kolejnym rozczarowaniem, nachalnym animuszem ... Czasami smętnie rozmyślam, że mi się 'nie układa' ''Cóż, nie masz nawet puzli'' - samotność podpowiada ...3 punkty
-
przestawiam komputer na tryb hulajnogowy, cofam się we wspomnieniach do czasów słusznie niebyłych (wyrabianie w sobie afantazji, ciągnięcie się za pysk w kierunku powszedniostek, zmuszanie się do patrzenia w mało chmurne niebo!). następuje mała dyslokacja: ja – z rozpędu – gębą o asfalt. treść wpada (wdziera się!) do ust. uszczknięcie spękanej przestrzeni: pomiędzy zębami czuję kruszące się płatki głosek, ziemne wyrazy. mówią mi się konie na biegunach z głowami znanych literatów. ciebie, Florku, zwierzga Proust, poniosą cię Varga z Masłowską, Konradzie, a ty, Rafale, spadniesz z grzbietu autora Podręcznego leksykonu wygłupów i szczeniactwa (stare tomiszcze w iryzujących okładkach). mendź, mendź – zachęcająco judzi mokry piasek, ćwierćbajkowe babuleńki plotą mi na drutach długie szale, słowotoczne smyczusie. więc gadam. i będę to robić tak długo, aż znielubi mi się miłość, czy jak ją tam zwać, chropowatymi słowami określę ją jako wiadro wełnianych pomyj (rozrachunek z dzieciństwem? jeszcze czego! wstanę doroślejszy, a zatem bardziej gówniarzowaty, niż kiedykolwiek wcześniej!).3 punkty
-
3 punkty
-
Odpowiedzi na pytanie kto jest kim tutaj zostawmy współczesnym Tyrmandom, którzy nieustannie ćwiczą skila oceny oraz wyłuskiwania ziaren dla potomnych. Pytanie kto jest kim zostawmy choćby po to, by przynajmniej próbować jeszcze wierzyć w ludzi, co ma w sobie niekiedy pokłady daremności w krainie nieustannie przenikających się półświatła i półcienia oraz najróżniejszych pochodnych. Ale próbujmy umieć ustalić na wstępie, inaczej mówiąc na starcie, kto jest tutaj prawdziwym nikim, gdyż wówczas lżej nam będzie wobec uniknięcia zawczasu niektórych nieszczęść, które wcale nie musiały, nie muszą i nie będą musiały się wydarzyć. Warszawa – Stegny, 12.10.2024r.3 punkty
-
Smuga światła smuga cienia Trudna gra przeznaczenia Czasem się tak wszystko gmatwa Nie wiadomo w którą stronę iść Ty nie wierzysz w przeznaczenie Wiesz że trzeba przegnać cienie I podążać niestrudzenie za marzeniem W jego stronę zawsze iść3 punkty
-
2 punkty
-
tonie moja dusza w niemym zachwycie chwili pełnej piękna gdy oczy dotykają nieba2 punkty
-
ona mu daje serdeczny palec on wszedł w pozycję bezpieczną ona mu daje serce na tacy on stał się roślinożercą2 punkty
-
Zaczepiła mnie nad morzem ruda Szwedka : długie nogi, oczy błękit - reszta, wiecie... Hebanowe ręce, bransolety, świecidełka, jakich w żadnych portach świata nie znajdziecie Gdy poczułem aksamitny wzrok jedwabny, który morski błękit wlał mi prosto w oczy, Kotku - rzekła - mam tu w porcie jachcik zgrabny, Tak upalnie, może chciałbyś coś umoczyć ? Lampka w głowie błyskawicznie zatrybiła, Głód przygody podsyciła słodka minka. Z podniecenia aż bebechy mi skręciła, dokręcała je - ach, wściekle ruda szminka. Wezmę się, na jachcik zgrabny zamustruję, poznam morza smak, szum fal i żagla łopot. Tak myślałem - sprzęt porządnie wyszykuję, Wezmę odwet za Gustawa i za potop. A ten jachcik, a ten jachcik - tak sądziłem, pięknie, zwinnie w rejs dziewiczy ruszył śmiało. Biały żagiel błyskawicznie wyprężyłem, wybierałem i dmuchałem - gdy nie wiało Morską falą, ócz błękitem unoszony, raz na górze, raz na dole - zresztą wiecie... Po godzinie cały byłem umoczony, tak jak żaden żeglarz w portach, w całym świecie. Prując dzielnie poprzez fale, gdzieś z godzinę, kiedy naszła ciemna chmura, zrozumiałem - Twoi kumple wyrywali nam futrynę, teraz ja cię w morzu ostro wyszarpałem. I bez względu na szum morza, oczu welwet, gdy ktoś krzywdy chce, za sprawę, mścić z ochotą, niech na Szwedce - zwłaszcza rudej - weźmie odwet, wtedy będzie najprawdziwszym patriotą ! YouTube - wersja dla leniuchów (udźwiękowiona) https://youtu.be/mebv05wMtlU2 punkty
-
Co tu zrobić? Zniknął spokój. Na podwórku już od roku przejął rządy pies sąsiada, nie potrafi niczym władać. Swym szczekaniem, powiem krótko: on zwierzaków uwiódł mnóstwo. Obiecywał – oj, nie powiem, jakby miał pieniędzy mrowie. Na dodatek swoją mantrę wciąż powtarzał:, kaczki zamknę. Kaczki sprytne lotne zacne obroniły swoje racje. Więc na pokaz zamknął kruka. Choć niewinny, to pokuta czyni z kruka męczennika. Warknął; ano - polityka W mediach grały nam słowiki, trel dla ucha miły cichy, też przeszkadzał psu łachudrze. Już ich nie ma - wsadził wróble. Kur w podwórku wielka zgraja. zagryzł te, co znoszą jaja. Lecz nie białe, ale złote. Sąsiad mi zazdrościł trochę. Drzewa zamieszkują sowy. Bardzo mądre mają głowy. Spory wszelkie rozstrzygały, też psu bratu przeszkadzały. Więc wyrzucił wszystkie prawie, teraz rozstrzygają pawie. A pies psuje, bzdury gada, wciąż powiększa się bałagan. Szczyt wolności wszelkich marzeń: krowa z świnią chodzą w parze. Kogut, dziś to nie jest heca, do indora się podnieca. Jeszcze fakt przypomnę mały; bobry nam popsuły tamy, i podwórka część zalało, a pomocy bardzo mało. Zaś gospodarz, jak ja słyszę, czasem tylko coś podpisze i poleci gdzieś za morze. Ponoć zdziałać nic nie może. Nie chowajmy głowy w piasek; co jest nasze, ma być nasze i działajmy każdą porą, bo znów wszystko nam zabiorą.2 punkty
-
2 punkty
-
Jesienne barwy liści Nie komplikują przecież życia Bo lato w końcu wróci Tak jak słońce gorące I skąpo odziane piękne kobiety Na dzikich plażach A tymczasem jesień Mamy w sercu I oswajamy się Z chłodem dni i nocy (Przez pewien czas)2 punkty
-
jesienią stawiamy kroki bliżej siebie wsłuchując się w szelest myśli tulimy już wszystkie utraty ukradkiem zerkając w klepsydry2 punkty
-
@Jacek_Suchowicz Fajnie. O kosmosie niewyczerpany temat. Pozdro. @jan_komułzykant Pamiętam tę piosneczkę. Dzięki za przypomnienie. Dawniej to byli aktorzy. Pozdrowionka. @befana_di_campi Cieszę się, że ci się spodobało. Pozdrawiam. @Klip Dzięki. Przykładam dużą wagę do formy (średniówka, akcenty, rymy nieczęstochowskie itp.). Pozdrawiam. PS W limerykach natomiast tylko częstochowskie. @Kwiatuszek Dziękuję Kwiatuszku. Miłego dnia.2 punkty
-
Wczoraj w Guzowie, na skraju wioski zwarł z Limanowskim się Malinowski. Dziś Malinowski chodzi z limem, a to zapewne przez malinę, którą na szyi ma Limanowski.1 punkt
-
Siermiężna Liliana z Przasnysza znów w przaśnym humorze jest dzisiaj. Choć biorą ją nerwy, to myśli bez przerwy, jak ma się ustawić do dyszla.1 punkt
-
chcemy wolności nie lubimy przymusu lecz jeśli wzór jest doskonały? tylko trzeba rozeznać źródło a na to potrzeba czasu1 punkt
-
siadłem chwilę na ławce w galerii zacząłem się przyglądać MIŁOŚCI ile jej się tutaj zebrało różnorodność niesłychana i obcokrajowa także on do nieba ona malutka ona uśmiechnięta on poważny ona szczupła on... lub odwrotnie ona taka... on taki... jak oni się dobrali a jednak idą razem zapatrzeni w siebie zdobi ich radość tylko miłość mogła podpowiedzieć drogę do siebie jak się dobieramy jest miłości tajemnicą 9.2024 andrew Sobota, już weekend1 punkt
-
Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem młody i bogaty, Tak niedawno, chyba wczoraj, stroili mnie w piękne szaty. Byłem księciem w wielkim zamku, przepych zbytek mego dworu Spływał rzeką, bystrą rzeką myśli moich. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem wielkim generałem, Tak niedawno, chyba wczoraj, hordy wrogów rozgramiałem. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem wodzem, królem ,wszystkim, Byłem wszędzie gdzie pomyślisz, wam daleki komuś bliski. Ach wróć, wróć me marzenie o niebie, Ach wróć, wróć me wspomnienie, bez ciebie Nie mogę śnić, jak mi się śniło, Bez ciebie nie mogę śnić czego nie było. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem pięknym młodym bogiem, Tak niedawno, chyba wczoraj, walczyłem ze strasznym smokiem. Gdzieś na wyspie z syrenami zabawiałem się wesoły, Fale morza mam szumiały i kłaniały się żywioły. Tak nie chyba wczoraj byłem wielkim dyplomatą, Tak niedawno, chyba wczoraj, układ podpisałem z NATO. Tak niedawno ,chyba wczoraj, wielki człowiek mi się kłaniał, A tłum ludzi przerażony padł przede mną na kolana. Ach wróć, wróć me marzenie o niebie, Ach wróć, wróć me wspomnienie, bez ciebie Nie mogę śnić, jak mi się śniło, Bez ciebie nie mogę śnić czego nie było. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem w niebie na zabawie, Tak niedawno, chyba wczoraj, z aniołami rozmawiałem. Byłem wolny jak wiatr w polu, jak ptak w chmurach rozkładałem Skrzydła swoje i myślałem, wirowałem , szybowałem. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem członkiem parlamentu, Tak niedawno, chyba wczoraj, nikt nie widział we mnie lęku. Tak niedawno, chyba wczoraj, byłem młody i bogaty, Ktoś mnie kochał… ja dawałem komuś kwiaty.1 punkt
-
--- Jesieni moja najmilsza, o rdzawych włosach, przyozdobionych rosą chłodnego poranka. Do życia wprowadzasz się z buta, wywracasz do góry nogami ten świat tętniący życiem, a dopiero co Wiosna wypuściła z objęć Letniego kochanka. Mogłaś być przecież delikatniejsza, jak ona, niczym porcelanowa lalka, zakraść się na paluszkach, po cichu, powoli, ciepłym pocałunkiem i uściskiem pożegnać Lato, jak Wiosna, co okiełznała Zimę, przykrywając trawą skórę śnieżnobiałego baranka. ---1 punkt
-
1 punkt
-
My z razami. Nobla żal. Ba, Abla żal, bo nima. Za Rzym! Iwona, te... jak me - zarazem, Kajetanowi.1 punkt
-
pora najwyższa jesień polubić zaakceptować porządek dni było minęło już się zagubi będzie następne by o nim śnić chyba że jakieś lato szczególne co coś z uśmiechem przyniosło ci a przecież także pokochać umiesz te kolorowe i dżdżyste dni :)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Amber Na moje rozeznanie współcześni Tyrmandzi, a są gdzieś tacy, najlepiej potrafią te czasy ocenić. I choćby dlatego, że są mocno krytyczni, a po wtóre są w bardzo dużej części swojego jestestwa nieprzekupieni i nie uwikłani. To się kiedyś zresztą nazywało zblatowaniem. I przyznaję w 100 % racji, że nikt nie jest "gotowy"... i żeby tak w sytuacji gdy już dawno się pogubiłeś kto jest kim, no naprawdę wszystko ci się poplątało, umieć tak zwyczajnie wyczuć - o to jest Tyrmand... Warto z nim pogadać... Ech ://1 punkt
-
@Leszczym Żyjemy w rzeczywistości półświatła i półcienia, jak słusznie zauważyłeś, konsekwencje tego stanu są nieuniknione i nikt nie jest na to gotowy. W krótkim tekście podjąłeś temat problematycznego trendu.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Stary_Kredens Dodałem coś od siebie, może spodoba się? Smuga światła, smuga cienia Koleiny przeznaczenia... Czasem się tak wszystko gmatwa Prawda... nigdy łatwa... Ty nie wierzysz w przeznaczenie Wiesz że trzeba przegnać cienie? I podążać niestrudzenie, za marzeniem W jego stronę zawsze iść pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Pająk utkał sieć mocna jest Ale Wichura mocniejsza Pająk schronił się Ale Nic nie będzie dzisiaj jeść Więc znów musi pleść I to mógłby być już Koniec wiersza Jednak pragnę ogólniejszą Myśl wnieść o świecie Że tak od świtu Do zmierzchu i znów od rana Jak w kołowrotku Piętrzą się problemy I z nimi zmagania Gdyż rzadko udaje się je zdusić w zarodku Mają tendencje do nabrzmiewania I czy Przy sterze ten czy tamten Z prawa czy z lewa To rzeka problemów Jak zalewała tak będzie Nas dalej zalewać1 punkt
-
Idą do mnie. Wyciągają się zewsząd czyjeś ręce. Jakieś uschnięte, spalone kikuty. Wyrastają ze ścian, sufitu, pootwieranych szafek... Ręce, nie-ręce. Jakieś skostnienia odległej przeszłości, która prosi o litość. Gdzie ty jesteś? Powiedz. Mów, mimo milczenia, mimo zatkanej śmiertelnym obrzękiem krtani. Nasłuchuję. W szumiącej, piskliwej ciszy wyławiam nikłe, pojedyncze tchnienia. Bardziej fantomowe iluzje dźwięku, jakieś glissanda... W pokoju obok, w którym jest biblioteczny regał, szron pokrywa półki z pleśniejącymi słojami przeszłego czasu, brzegi zakurzonych książek. Niknące w półmroku nocy widma ze zjawami gestów, twarze dawno umarłych… Cicho. Cicho. Ojciec jest jeszcze tutaj. Siada w swoim fotelu, na którym siedział tyle razy za życia. Raz nawet usnął na nim pijany z tlącym się jeszcze papierosem, wypalając w oparciu dziurę. Teraz okrąża ją palcem. Przypomina sobie. Przypomina, roztaczając wkoło błękitnawą poświatę drżącego hologramu, prześwitującego rentgenowskiego zdjęcia... Jest tu jeszcze. Nachyla się nad stołem, na którym leżą pożółkłe roczniki, fotografie, czasopisma… Gładzi to wszystko dłońmi, przypominając sobie raz jeszcze. To i owo. I tamto, co się już zdążyło rozsypać, stoczyć w otchłań przeszłości. Czyta bez przekładania stronic, gdyż wszystko jest dla niego czytelne i jasne, nawet niezapisana kartka. Skąd to jego nagłe przybycie? Nic mi ostatnio nie mówił we śnie. Nie uprzedzał. Przyszedł z zaskoczenia. Jakoś tak sam z siebie. Tak jak się odwiedza porzucone dawno miejsca. Przyszedł z wieczności, ze snu śniącego na jawie przeze mnie. W rozstrojonych dźwiękach pianina. Dotyka klawiszy. Przebiega dłonią. Dźwięk wydobywa się, jakby nie stąd. I nie z teraz... Ciscollo! Ciscollo! Mawiał wtedy. Krzyczał… Kiedy żył. Kiedy jeszcze oddychał. Jest tu jeszcze. Otwarte na oścież drzwi. Opuszczone pracownie, rzeźby, popiersia… Dłuta walające się wokół. Drzwi otwarte. Zatrzaśnięte na wieczność… Na podłodze okładki gramofonowych płyt. Patrzy się na mnie zalotnie Violetta Villas, odchylając głowę. I odsłaniając w jakimś zmysłowym pragnieniu swoją smukłą szyję. Czego ode mnie chcesz? Powiedz. Erotyzm wybija się z każdej litery, każdego piksela… Wiesz o mnie wszystko -- mówi do mnie. Czy, aby na pewno? Uśmiecham się do ciebie, nie widzisz? Albowiem uśmiechem miłość się zaczyna… Szepcze… Ale to nie ta miłość. To miłość zupełnie inna. Do kogoś zupełnie innego. Widzę, że nie czeka z odpowiedzią. Rozpływa się w jakichś jarzeniach, szelestach… W niebieskawym dymku z papierosa spoziera Hanka Ordonówna. Posyła uśmiechy ze Sfinksa, ze sceny Qui Pro Quo. Zdaje się, że mówi do mnie, szepcze: nie bój się, już odchodzę na zawsze, już zaraz, bo kogo nasza miłość obchodzi? To jakieś małe nic. Odejdę, tak po prostu, na pierwszy znak. Na lekki ruch ramienia, na nieśmiałe przechylenie głowy… Jewgienijo, to ty? To znowu ty? Skąd tu nagle ta zbłąkana dusza? Ta błądząca postać? Nie. To tylko cień na ścianie. Od mojej ręki, którą odgarniam z czoła kosmyk włosów (twoich?) Albo od maleńkiego żagla piórka, w powietrzu, które wypadło z opuszczonego gniazda. To nic. To już zniknęło. To tylko tak, na chwilę... Aleksander Żabczyński, tak, to ten, co rzuca spojrzeniem spod kapelusza. To ten, co przysiągł miłość. Tak, to ten, to ten, co przysiągł, że. To ten, co stwierdził, że: Nie kochać w taką noc, to grzech. Że można zamknąć serce przed miłością. I uczynić najsilniejszą z twierdz. Ale w taką noc, ktoś jednak, jakby więzy rozciął. I miłość sama wkrada się do serc. Ech, miłośnik z tego Aleksandra. Tola Mankiewiczówna, wśród jesiennych róż, uśmiecha się wśród odrobiny szczęścia w miłości… Eugeniusz Bodo pozujący dumnie ze swoim arlekinem. Taki drań. Taki z niego zimny drań... Słońce. Ogromne słońce nad akropolem. Nad Atenami. Nad resztkami kamiennego masywu na wyobraźnię. Paulos Raptis: Akropolis Adieu. I co ja mam z wami zrobić? Nikt was nie chce. Nie słucha. Wszyscy, co was wielbili umarli. Zaprzepaścili się w potoku dziejów. Zaciskam powieki. Otwieram. Barwne światło przenika do wnętrza przez wysokie witraże. Sprawia wrażenie uduchowienia. A powtarzające się we wnętrzu wertykalne linie i znaczna odległość do sklepienia kierują wzrok ku górze. Jakby sala władysławowska, bądź bryła katedry w Amiens. Czy udziwniony konstrukt Sagrada Familia. I ten pogłos. Echonośne struktury dźwięku wkraczające przezroczystym wymiarem, niemalże świętym, do nieba… A w dole. Cóż. Swoiste to katabasis eis antron. Popękane, porysowane koła, obręcze. Jakieś sprężyny, tekturowe wycinanki... Zwoje zleżałej taśmy od szpulowych magnetofonów, perforowane wstęgi od komputerów. W potłuczonych resztkach kineskopów połamane stosy drewnianych obudów od telewizorów. I dalej jeszcze, i wciąż, i w nieskończoność to ów, ów… ów... Od czegoś jeszcze. Od czegoś... Ciągnące się znikąd donikąd rozgałęzienia. Korzenie… Żeliwne rury pradawnego krwiobiegu. W absolutnym milczeniu trwa powolny przepływ wirującego kurzu. Zamykam oczy. Na skroniach osiada powiew nikłego tchnienia. * Otwieram. Obejmuje mnie ramionami… Nicość. * Ktoś mi umarł, wiesz? Umarł i już. Umarł tak jak się umiera, umierając raz jeszcze. Umarł… A zresztą ty o tym wiesz, prawda? Wiesz o umieraniu wszystko. Ty i matka. Oboje… Jeśli opowiadacie o przeszłości to tak, jakbyście nigdy nie mieli umrzeć. I istnieli od zawsze w tym poza-świecie. * Wiesz, śnił mi się żebrak, który trzymał się balustrady, poręczy kładki. Czy czegoś tam jeszcze. Stał, trzymając się usilnie poręczy ze zbielałymi kostkami dłoni. Tak jakby relingu oceanicznego statku, podczas sztormowej nawały. Trzymał się tak, podczas gdy inni patrzyli na niego ze wstrętem, wytykając mu podarte spodnie, łachmany… Marynarkę miał poplamioną, to fakt. Wirowała wokół jego głowy natrętna pszczoła upojenia. Śledził ją, zezował nań. Odganiał ręką. Raz jedną, to drugą. I śpiewał. Nucił jakąś chwytliwą pieśń znaną tylko sobie. Ale cały czas trzymając się poręczy, aby nie upaść, nie stoczyć się w nicość z całym tym łoskotem zwalającego się w przepaść wszechświata.. I ta pszczoła. Brzęcząca pszczoła. Nie. Milcząca i niewidzialna dla innych. Będąca jak nicość. Jak nic. Kołująca wokół jego głowy. I te ściany. Ceglane ściany, ceglane mury kamienic… Kuta, żeliwna brama wydająca jękliwy zgrzyt w uderzeniach wiatru. Histeryczny pisk zawiasów w podmuchach, w tchnieniach zimnej nocy, w której niesie się popromienny pył przenikającej wszystko śmierci. Umarłych przed wiekami. Ich sponiewierane resztki osiadają na ścieżce usianej igliwiem. Na asfalcie drogi. Na żwirze parkowej alei.... Na betonowych płytach chodnika tego miasta, do którego idę, podążam, do którego nieustannie powracam na jawie, we śnie. Do którego jadę wciąż i jadę do nikogo… Na marmurowej posadzce opuszczonego pałacu czyjeś kroki, świetliste kręgi. Słońce spadające z wysoka. Jaskrawe bryły... * Czy ty mnie kochasz? Powiedz szczerze. Mów! Albowiem twoje milczenie. To twoje milczenie zza grobu... (Włodzimierz Zastawniak, 2024-10-10)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Witam - zgadza się - dzięki że czytasz - Pzdr. Witaj - miło Janku że czytasz - dziękuje - Pzdr.1 punkt
-
Z uśmiechem i przyjemnością. Wit wziął na jachcik w rejs po Loarze tłuściutką Jolkę nagrzaną w skwarze gdy w kajutce już leżała chociaż przestrzeń była mała do obrabiania miał nadmetraże Pozdrowionka.1 punkt
-
@iwonaroma I o to częściowo chodzi. Iwonoromo, dziękuję Ci wielce. Miło mi, że zajrzałaś. Pozdrawiam serdecznie. 🙂1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Adaś Marek tak, pamiętam jak wiele osób z mojego otoczenia gadało na Leppera, że to głupek , prostak etc. A teraz te same osoby gadają, coś zupełnie odwrotnego , że chłop miał rację i dużo wiedział i dlatego go wykończyli, zmienili zdanie? Na pewno, ale przedtem mówili co innego i to z wielkim przekonaniem, to tylko jeden z przykładów , dlatego nie lubię dyskusji politycznych, bo prawie każdy chce byc ekspertem i przybiera z reguły krytyczny ton ,natomiast do merytorycznych dyskusji potrzebna jest rzetelna wiedza i rozeznanie, a o to już o wiele trudniej Pozdrawiam Kredens1 punkt
-
Z obłoków owiniętych w ciemny tren żałoby Sypią się gęsto ziarna – szarawe i sine, Na domy przemienione w postrzępione groby, I w gruzach pogrzebane – tęsknoty i winy. Spadają na zmęczone upałem marmury, Na boleśnie spękane piaskowce kremowe, Otulają skruszone szachowe figury, Niespełnione życzenia i umilkłe słowa. Lecz wkrótce z tych posępnych popiołów cierpienia Bratki białe, złociste i lila wyrosną, Skryją pod barwnym szalem minione marzenia I spalony notatnik– z liryką miłosną. A kiedy barwne główki ku słońcu uniosą, Na trawę łza spóźniona spadnie modrą rosą…1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne