Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.06.2024 uwzględniając wszystkie działy

  1. Z cyklu: Inni wrzucają, my wyławiamy Skutek uboczny miłości Tak to już jest z tą miłością Że dzięki niej nie zadławisz się ością Wszystko nabiera nagle znaczenia Życie, i człowieka całkiem zmienia Chce Ci się wstawać i iść do roboty Nie masz ochoty na durne psoty Myślisz ciągle o ukochanej Kręcisz pozycje w opcji nieznanej Wszystko się spina, dopracowuje Każde to tchnienie na siebie pracuje I na ukochaną, bliską osobę Miłość nie krytykuje, nawet niezgodę Ale jest pewien skutek uboczny Trochę wątpliwy, mocno zaś tłoczny Tęsknota, co niechybnie się ujawnia Możliwość, przy odmianie, stadna I te chwile, co się wynoszą Czekają i o bliskość proszą I te edykty, co oznajmują Tęsknić warto, to promują Dlatego musisz być ubezpieczony Napchaj w kieszenie, kolor zielony Dlatego, zrozumieć musisz otwarcie Że tęsknota to miłości podparcie //Marcin z Frysztaka Piszę opowieści, dialogi i wiersze Wszystkie moje książki Za darmo Znajdziesz na stronie: wilusz.org
    4 punkty
  2. świt szamocze się w oknie jak ptak zdezorientowany w osobliwym milczącym preludium prześcieradło tak mocno przywarło do pleców na łuku stalowej igły sam na sam z... między łóżkiem a katafalkiem coraz mniej powietrza a w ustach zatrzaśnięte słowa pieśni pochwalnej na cześć Boga o szczęście przeczyste gdzieś w sercu jak śpiewny szelest pierwszych dni i słów ja tu jeszcze powrócę
    4 punkty
  3. Wanty stoją na baczność zapięte wokoło masztu i pilnują sowicie by ten się nie wywrócił i dalej dźwigał żagle. Żagle unoszą się na wietrze i niosą ze sobą prędkość przyzwoitą. Icki skaczą. A ja gdzieś głębiej pod nimi i tak jestem anty, choćby morze nie rozwisurmaniło się w najlepsze oraz ponad miarę. I tylko baczę by nie wypaść za burtę, zresztą obojętne, czy lewą, czy prawą i żeby kapitan tej łajby nie musiał natenczas odmalować na wodzie ratunkowej ósemki. A prawda? Jaka jest prawda, za którą ponoć tak wielu marynarzy tęskni i podobno najbardziej? Prawda jest taka, że dzisiaj pływam "na sucho" w pościelonym łóżeczku dwa na dwa niczym Karol May hasał za wilkami po dzikiej prerii i bywał wśród Indian. Seranon, 03.06.2024r.
    3 punkty
  4. zmęczony zimowym obrazem przymrużam na chwilę wzrok grzejąc się ciepłym widokiem majowych sadów pól oraz łąk lecz ktoś przerwał ten stan mówiąc zamiast się tak gapić lepiej idź dołożyć do pieca marzeniami się nie ogrzejesz a ja zdziwiony tym bardzo zacząłem się głośno śmiać z tego że ktoś tak trafnie oddał w mą stronę strzał
    3 punkty
  5. zaśpiewam ci piosenkę piosenka będzie o tym że wiosna się zaczęła i fruwa sobie motyl motylek sobie lata z kwiatuszka na kwiatuszek czasami coś zapyli przyprawi komuś brzuszek a innym razem nektar wypije do ostatka nic nie zostawi pszczółce okradnie nicpoń kwiatka a kwiatek jak to kwiatek uśmiechnie się do niego -motylku mój przepiękny ja kocham cię ten tego
    3 punkty
  6. Wibracje* Po żółtej ścianie chodzi zimny - cień: chodzi, upokorzony, chodzi: cały - dzień po żółtej ścianie chodzi zimny - cień: wszechmogący panie wszechświata: daruj, wściekłej, daruj: kurwie - kata i lata, wszechmogący panie wszechświata: po żółtej ścianie chodzi zimny - cień: chodzi, upokorzony, chodzi: cały - dzień po żółtej ścianie chodzi zimny - cień... *więcej informacji Państwo znajdą w następujących esejach: "Komentarz - komentarz odautorski" i "Mój drogi świecie" - Autor: Łukasz Jasiński (listopad 2019)
    2 punkty
  7. Z chlebowego łanu patrzą modre oczy, wdzięcznym pokłonem przyjmą muśnięcie Zefira. Groźny oddech Kajkiasa strachem je napawa. Centaurowej mądrości pełne po korzonki. Poświęcony wianuszek śle czerwcową magię na spichrzowe zasoby, goniąc głodną hordę.
    2 punkty
  8. stworzyć nawet truskawki konia wymienił na samochód a siebie wymieni na lalkę
    2 punkty
  9. niepewność przychodzi wtedy gdy się pojawiasz — patrzysz patrzeć w puste ściany jest łatwiej nie udają obojętności uczą szacunku do chłodu podczas ostatniej próby powiedziałeś oswoję twoje oczy i stała się jasność rozproszone światło trwało — nie trwało krótkowzroczność dzieliła cień na czworo rozmywał się obraz chwilowych drgań skupiona na jednym punkcie byłam wystarczająco blisko by nie zauważyć że nic nie stanęło w płomieniach
    2 punkty
  10. Żal mi bardzo tamtych chwil zdarzeń spojrzenia Już to się nie powtórzy nie wyjdzie z cienia Spojrzenie było inne nieskalane zwątpieniem młode czasem dziecięco naiwne Bezcenne i nie do odzyskania Pozostało za murem zdarzeń niechcianych ale jakby nieuchronnych Przez to samo że były Jakby w gwiazdach zapisane W nieprzychylnych konstelacjach Wśród zdrad kłamstw knowań Sprzeniewierzeń i własnych ułomności I co czy stało się coś czy raczej rozeszło się po kościach i dalej żyliśmy No tak, dalej żyliśmy Banał Ale powtarzalny
    2 punkty
  11. Odszukałam pośród szemrzących dróg tę jedyną, która zaprowadziła mnie do twojej epoki. Odnalazłam taki bezczas, z jakim nie warto witać jesieni, kołysać się wraz z wiosennym powiewem. W końcu przytrafiła mi się miłość - inkrustowana najlepszymi łzami, udekorowana światłem, które nie boi się własnego cienia. Poczułam na napiętej skórze twój nowo narodzony świt, poczułam myśli, niedawno poczęte, otulone miękkimi mgłami. Moje rozkwitające dłonie balansują na granicy ciała i nieba, wkradają się pod grubą warstwę nocy, niespokojną i bardzo dosadną. Twoja melancholia twierdzi zbyt wiele; oddaję ci bez zastanowienia życie, aby należało również do ciebie. Wiem, powróci dzień - zimny i mokry, ale tylko po drugiej stronie snu. Ja wciąż jestem tu - odurzona twoją niecierpliwością, sentymentem, który pragnę dla ciebie uwiecznić. Mój drogi, nie szukaj niewłaściwych dachów dla bujnego serca; nie szukaj łez, bowiem odeszły o przesądzonej porze. Zatrzaśnij serdecznie drzwi, otwórz na oścież swą cielesność. Popłynie w nas tęsknota, samotne słońce, którego się nie wstydzę.
    2 punkty
  12. Aromat prowadzi, barwią zieleń gąszczu czerwone kropelki na obronnym krzewie. W chruśniaku wiersze jak świerszcze majowe wiatr unosi duszę kolce czasem drasną.
    2 punkty
  13. burza za burzą huki błyski wietrzysko wiosna zalana!
    2 punkty
  14. Wszystkie te liczne - jakby samurajskie - kile miał rzecz jasna pod kilem, spod którego wystawał miecz, a właściwie mieczysko. I płynął przez życie, choć chmurny Neptun miał go już na widelcu. Miał na imię Mieczysław, co nie zmienia o tyle, że niniejszy tekst jest dalej tylko tekścikiem poruszającym się gdzieś pomiędzy mini prawdami i wielkimi przekłamaniami. Seranon, 03.06.2024r.
    2 punkty
  15. Jak ciężko liczyć dni Wiesz tylko ty Schowana w słowach Zasłuchana Szept wynika z poczucia Ciężaru Opadłych myśli Widać wtedy tylko zarys Tęsknoty Odłożonej na potem na górnej półce Gdzie wzrok nie sięga Łatwiej Wyciągnąć z szuflady stare wiersze Pokazać bose stopy Na głównej alei Chcę opisać jak Spacerujesz swobodnie Unosisz się Milion śladów układasz w ścieżkę Pozwalasz omijać Głębokie kałuże Tak chcę Zawołaj mnie już biegnę
    2 punkty
  16. Prawda boli Tak jak dotyk obcych rąk małe dziecko A noc odsłania swoje tajemnice Gdy nagie ślicznotki tańczą w świetle księżyca A potem piękno zamienia się w brzydotę (Wstaje następny letni dzień)
    2 punkty
  17. Wniosłeś w moje życie więcej światła niż niejedno słońce. Nasyciłeś myśli zapachem, który kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem. Ubrałeś nagie myśli w słowa, o jakich nigdy nie miałam pojęcia. Delektuję się ciszą, spływającą z ust; rozkoszuję żalem, ozdabiającym łzy. Niecierpliwe dziś jest nasze bierzmo; niebo zmierza się z ziemią, wyzywające światło naciera na niewinny cień. Nie chcę, abyś litował się nad moim uśmiechem. Nie chcę, żebyś wręczał mi kolejne dni, które nie niosą zapachu rozkoszy. Odszukaj w myślach tę, co daje najwięcej miłości. Bądź na wyciągnięcie namiętności, bądź zbyt niewinny, aby ofiarować mi pożegnanie. Lśni we mnie wiatr, co wydarł się z twoich objęć; pokutuje zmierzch - o nim chcemy łapczywie pamiętać. Nie wiem, dokąd udała się przeszłość. Nie wiem, kiedy opuściły mnie resztki lodowatego nieba. Jestem pewna: zanim odszukasz we mnie czerstwe przedpołudnie, zanim udzielisz spełnienia, przeminą naleciałości po smutku, ziarenka łez, których już się nie wyrzekam.
    2 punkty
  18. Mocno czerwone wargi krwawiły na myśl o tobie. Chciałam się wbić w nie, jak ty w me łono. Czerwona krew spływała, jak z rany zadanej ciosem w serce. Pełna zamętu pustka, okala moje jestestwo. Puste trupie oczy patrzą w bezkres daleki. Spoglądam w tłum ludzi, nie widzę ciebie, tak daleko a tak blisko, tylko krew źródło życia, pulsuje mi w żyłach i nie każe mi zapomnieć o tobie.
    2 punkty
  19. I Wierzby jak kobiety lubią święty spokój. Niebo ciszą przestrzenne pól dach wysoki. A gdy liczyć zaczynają liściastych serc tętna. To wkładają je głęboko do dudłatej dziupli. II Kobiety jak wierzby bezdrożami chadzają. Czasem tańczą wśród wiklin. Gwiezdnym smużą pyłem - zakochane w nich Rokity na kijaszkach wygrywają. Na gęślikach sporządzonych z końskich piszczeli. III Wierzby jak kobiety. Kobiety wierzbowe - czule sennie namiętnie podkarmiają goryczą: Aspiryny białym proszkiem - wytworem swej kory - panaceum na reumatyzm - mdlącym salicylem.
    2 punkty
  20. Niepoetycko, z wnętrza spektrum Za dużo… Trzeba jakoś zmysły ponaprawiać; Na szczęście jest fotochrom i czapeczka z daszkiem, Do tego wygłuszacze - świetne są, naprawdę; Troszeczkę tu posiedzę i dokończę zaraz. Już jestem, rzeczywistość często mnie rozstraja, I muszę tak jak wyżej, chować się, wybaczcie. W zasadzie mógłbym o tym zrobić jakąś fraszkę, I spisać, jak od bodźców ciągle się odganiam. Lecz jeśli mam być szczery, preferuję sonet, Bo w uporządkowaniu trzymać lubię światy. Kolejno, tytułami są tu ustawione, Bym umiał, w razie czego, na właściwy trafić. Z półeczki o kosmosie zaraz coś wybiorę, By przenieść wyobraźnię aż do gwiazd i mgławic. ---
    2 punkty
  21. chyba że przeźroczyste pożądania takie czyste pragną żądzy w bycie trwania niby wszystko oczywiste takie zwykłe przeźroczyste zakończone znakiem zapytania
    1 punkt
  22. -Mistrzu, co o paleniu tytoniu rzec zdołasz? -Jedno co pewne, śmierdzą wszyscy dookoła. 31.05 obchodzimy dzień bez papierosa.
    1 punkt
  23. inna bajka... świat za betonowym lustrem lewituję między mną i tobą w środku zgiełku oddycham napęczniałą pustką pękam bezbarwą - cichym motylim zabójcą znów bez skrzydeł rosnę znów bez ciebie cichnę larwa nieśmiało rozrywa mi dłonie i motyl! motyl - nie zjawa choć trójskrzydłowy
    1 punkt
  24. Dzięki Tobie odżyło to, co zdążyłam w sobie pochować. Do tej pory szłam na dno, dziś chcę świat z Tobą smakować. Życiu w którym jeszcze tkwię, mówię stanowcze veto. Przy Tobie poczułam, że... że wciąż, jestem kobietą!
    1 punkt
  25. nie zapominajcie o supełku którego żeście związali pustka większa wciąż w środku jeszcze cały rozwali pamiętajcie o nitkach co sznurkami były jakby nieco widoczne chociaż słabo zalśniły jeszcze trochę lepsze niż więzy za małe nie mówcie że dosyć bo nie będzie was wcale wspomnijcie o supełku którego żeście związali miejsce wewnątrz wciąż większe czy brak echa ocali ?
    1 punkt
  26. unieś się na tyle by spadając nie zrobić nikomu krzywdy
    1 punkt
  27. @Łukasz Jasiński Tak, kwadrat jest prostokątem, banan nie jest wibratorem... Elipsę odkrył Euklides, ścinając pod kątem stożek... a Ziemia nie jest największą w naszym US, bo są gazowe planety o większym gabarycie. Ziemia nie kręci się, Ziemia wykonuje ruch obrotowy i obiegowy. Z elipsą się Pan nie popisał, ruchy Ziemi też jedynka 🙂
    1 punkt
  28. rozdaję książki rozdaję książki rozdaję książki rozdaję książki bo gromadziłam książki gromadziłam książki gromadziłam książki gromadziłam książki i czuję ważkość ciężar słów słowem - nie odlecę
    1 punkt
  29. @iwonaroma Pełna zgoda, a po dzisiejszym 6:0 i 6:2 jeszcze większa. Pozdrawiam. @Duilla Dobra riposta. jak z ostatniego wersu usuniesz "była" to liczba sylab zgodzi się wersami 1i2. Pozdrawiam @poezja.tanczy Dzięki za rymowany komentarz . Pozdrawiam.
    1 punkt
  30. To jednak się przyznajesz do zimnego lenia:)
    1 punkt
  31. W tym długim korytarzu. W tej przestrzeni przedpokoju… Mijają mnie jakieś cienie. Zwielokrotnione wizje tych samych imaginacji. Wciąż tych samych. Mijają mnie w potędze nacierającego masywu wyobraźni. Samotnej nocy. Tej nocy. Tej oto nocy. Podczas tej oto nocy, właśnie. A więc przechodzą. Idą dalej. Znikają w półmroku. Mijają mnie z obojętnością martwych przedmiotów w tej nieskończonej amfiladzie pokoi. Zaciskam powieki. Otwieram. Ćwiczę zamykanie i otwieranie powiek w jakimś delirycznym tańcu. I kiedy przytulam się do zimnych ścian. I kiedy je całuję, mając na języku cierpki smak drobnego kwarcu, kurzu i pyłu, dostrzegam obok i wszędzie światło kinkietów. I pojedynczych, pełnych zakrzepłych kropli świec. Świec, których rozedrgany blask. Których blask… Poustawianych, gdziekolwiek na podłodze. Na parapetach. Krzesłach… Na spaczonych półkach uginających się od prześwietnych foliałów, kurzu i pleśni. Poustawianych nie wiadomo przez kogo. I w jakim celu. A więc przemieszczam się. Płynę powietrzem przesyconym wonią rozgrzanego wosku. Błądzę po tym sanktuarium mgławicowych tchnień, powolnych galaktycznych wirów. Wiesz, dużo tu tego. Tych zagadkowych sfer. Migotliwych lśnień. Mżących iluminacji, co rozpraszają się w urojonej korekturze zdarzeń. I rozbłyskują na nowo. I wciąż... Czy ja śnię? Nie, nie śnię. Podążam za to w zasłonach pełnych cichego szelestu. W tej całej fantasmagorii przemijania. W piskliwym szumie gorączki potykam się o szczeliny przerażenia. O niezliczone wyłomy, granie. O kominy hydrotermalne ze skupionymi wokół formami jakiegoś życia, co żerują w gorących bąblach energii. W milczącym rozgwarze somnambulizmu. To tutaj... To tutaj... To było, gdzieś tutaj… Albo nigdzie… Dotykam palcami. Muskam jak ślepiec z szeroko rozwartymi, mętnymi oczami Przechodzę, przechodząc raz jeszcze przez to epicentrum majaków. Pertraktujących ze sobą widziadeł w milczących szczegółach symboli i gestów. Idę wolniej. Albowiem idę wolniej, chwytając się mocno jakichś poręczy. Czy rozciągniętego wzdłuż burty relingu. Chwytając się mocniej aż do zbielenia kostek, odrętwienia i bólu… Ale zaraz przejdzie. Tak. Zaraz przejdzie. To chwilowe. Taki chwilowy atak cierpienia, jakby po ukąszeniu pszczoły. Zaraz przejdzie. O! Już przechodzi… Ale idę przez to wolniej. Jeszcze wolniej. Tak bardzo powoli. Niczym zdziwaczały książę w szatach z jedwabiu, co odkrywa na nowo swoje dawne dzieje po setkach lat czekania w lombardzie. Idę korytarzami domu, którego nie ma. Za to pełnymi abstrakcji i niezrozumiałego konstruktu. Idę do ciebie.. Tam. Gdzie, być może, jesteś. Podążam w nieokreśloności pragnienia. Tęsknocie. I niemającej precedensu jakiejś bezsile. Idę, póki jeszcze można. Wiecznie… (Włodzimierz Zastawniak, 2024-06-04) https://cousinsilas1.bandcamp.com/track/spheres-part-1-ambient-mix-digital-bonus-track
    1 punkt
  32. @violetta lubię zwiewność Twoich wierszy. Morwę też piję czasami :)
    1 punkt
  33. Choć to tylko blat kuchennego stołu rankiem nas dzieli zaczynam tęsknić bo mam wrażenie że to wielki ocean więc uśmiecham się do niej i proszę by podała swą dłoń
    1 punkt
  34. @Jacek_Suchowicz "... jakby tam już ktoś na nich czekał" Na trzy dni przed... , bohater wiersza - widział "ich", plus wodne kaskady na ścianie i przy tym wszystkim normalnie postrzegał rzeczywistość. Niebywałe jak mało wiemy co się w takiej chwili z człowiekiem dzieje. Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. @Marek.zak1 Nic dodać nic ująć... @Olgierd Jaksztas Świetne rozłożenie wiersza na czynniki pierwsze - myśli jak ziarno pod nowe życie. Dziękuję, pozdrawiam.
    1 punkt
  35. 1 punkt
  36. @poezja.tanczy kolego Michale ja nic nie robię tylko kminię ;)) Taka postać... @Amber jakkolwiek ktoś kiedyś nazwał mnie Jokerem, choć było to żartobliwe, ja z tych co rzeczywiście lubią batmany... Inna sprawa, że filmów faktycznie tutaj zaczyna mi brakować... odpozdrawiam ;)
    1 punkt
  37. @iwonaroma To dzięki moim czarom - Perun - jest słowiańskim bogiem piorunów... Łukasz Jasiński
    1 punkt
  38. @Kamil Olszówka Bo na kliknąć, to sprawdzanie Komputera, obce zdanie Fajny tekst Przemawia do człowieka Pozdrawiam miło, M.
    1 punkt
  39. Wielu widziałem Ikarów oślepłych w locie ku słońcu. Upadek nie był im karą, bo nie widzieli upadków.
    1 punkt
  40. /Z dedykacją dla koleżanki, befana_di_campi , oraz innych piszących/ Z serca dla wiosny /Tanka/ Doceniam chwilą każdy dar odczuwalnie jakby ostatnią z wydechem strun głosowych — będzie jak krzyk aplauzu ______________________________________ _______________________________________________ Pamięcią w słońcu /Tanka/ Nadchodzi wiosna jak nadzieja słonecznie po zimie młoda — zapachami ze wspomnień każde kwiaty wybudzi ________________________________ wraz z nadzieją, wierszami mini wstawiam wam — z dwóch tanek myślą
    1 punkt
  41. @Marek.zak1 Bo na zagwozdki, co robić wypada Takie drobnostki, wkur*ić sąsiada :) Nie można Ci nie przyznać racji Pozdrawiam miło, M.
    1 punkt
  42. @iwonaroma Bo ten odlot, i doznania Na książkowe, przekonania :) Czegoś takiego jeszcze nie widziałem Brawa za odwagę! Pozdrawiam miło, M.
    1 punkt
  43. @Starzec Bo na loty, te doznania Wodoloty, i uznania Tak, jest mądrość w Twoim wierszyku Pozdrawiam miło, M.
    1 punkt
  44. jest tak wiele nawyobrażane, że aż puchnie w tabelkach i pomiędzy wierszami. lecz, choć trudno uwierzyć, nieco dzika i nieprzewidywalna półpłynność nie przenosi się na treść, ani nie koliduje z liniami skreśleń. cały czas jest jasno i w miarę logicznie, wiem gdzie, komu i po co mam dostarczać wrażeń. zabrzmiało nieco dilersko? a jest wręcz przeciwnie: to niemal babciny i pokryty koronkami, oldschoolasty spokój, świecówkowy rysunek wydarty pazurami ze szkolnego bloku, łagodność przywodząca na myśl chatkę z piernika. całkiem słodziutki domek, a jednak będący miejscem tragicznej śmierci, upieczenia kogoś żywcem. to nic, że jędzy. zawiera się w tym jakaś rozpaczliwa i sprzeczna z całą moją naturą chętka istnienia, wirus, co przeciwstawia się niszczycielskim siłom czasu. albo, pod przykrywką racjonalności, kolaboruje z nimi, każąc mi się postarać. i bardziej. abym wzbierał, obrastał w półtalentki, podmożliwostki. by potem, osiągnąwszy trudną do pojęcia nadpłynność finansową, móc obrzucać monetami mijanych ludzi. i rozdawać stówy, czasem – kopniaki. jednak uparcie wolę stać się jedynym członkiem tej, niegdyś szalenie popularniej kapeli (jak powszechnie wiadomo – najlepiej wychodziło jej granie dorodnej ciszy), który nie dożył współczesności. a ja się wyślizguję, staram się być niczym pomnik uczonego, który, kilkaset lat temu, z nieznanych powodów zatopiono na bagnach. gdy go niedawno wydobyto okazało się, że przedstawia zupełnie inną osobę. niepoprawnego lewitanta. cieszy mnie zdziwienie na twarzach zgromadzonych wokoło ludzi, ich konsternacja, rodzące się natychmiast teorie spiskowe ("musieli podmienić!"). karmię się tym, krztuszę z przyjemnością.
    1 punkt
  45. @poezja.tanczy Dziękuję, pozdrawiam.
    1 punkt
  46. @Jacek_Suchowicz "Niech smartfonowe dzieci poznają całą prawdę". Żeby tylko chciały. @Natuskaa @agfka Niestety żyjemy w strefie zgniotu. Dziękuję za wszystkie ślady zainteresowania, pozdrawiam.
    1 punkt
  47. Motto: Dorastają znienacka przez miłość, i potem tak nagle dorośli Trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie - (serca schwytane jak ptaki, profile wzrastają w półmrok). Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości. Trzymając się za ręce usiedli cicho nad brzegiem. Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt. Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę. Czy zawsze tak będzie - pytam - gdy wstaną stąd i pójdą? Albo też jeszcze inaczej: kielich światła nachylony wśród roślin Odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nie znane dno, Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć, Czy będziecie zawsze oddzielać dobro od zła? Karol Wojtyła: "Dzieci" z cyklu "Profile Cyrenejczyka" I. Zastanawia się "Matka modlitewna": Motto: On niesie radość dla niepłodnej matki, miłe w domu jej rozmnażając dziatki (z Ps 112) Jak przetłumaczyć krzyk osieroconego łona po Synu jednym Jedynym - na wielokrotność wymodlonych dzieci dla tych co nie rodziły? 01.06.2014 II. Ale i też sponiewierane przez życie dziecko: ODPĘPNIENIE lub Błogosławiony stan inaczej Przeklęty dzień, kiedy toto otworzyło ślepia... Mimo spontanicznego przebaczenia nadal w podświadomości słowa frustratki - Niby czyja wina kiedy poczynała? Choć powinna była za cenę złotego Tissota kazać ciepnąć do miski krwawą kulę - I jedynie zaciśnięte piąstki odepchnęłyby od siebie żółć ścieku 5.10.2014 III. Oraz ta, która wciąż śpiewa ten "Niby przedostatni tren Jana Kochanowskiego": Wytrzeszcz bez źrenic u lalczynych bobasów przemarznięte pluszaki do poduszek się tulą tam gdzie wodna para zamieniła duszę na dziecka oddech - - - Tu wciąż pachnie anyżkiem i radosnym rumiankiem 10.11.2014 IV. A o swój "Dzień Dziecka" pyta się zmaltretowane Mała: "Śmierć Dlaczego, Uderzyłeś mnie, ojcze? W czym przed tobą zawiniłam?" (O. Marek Mularczyk, OMI: "Z drogi krzyżowej skrzywdzonej przez ojca dziewczynki") ...rzemienny pas zostawia pręgi na chudych ramionkach nóżkach patykowanych - - - - - - - - - - - - - - - - - zdrętwiały i stwardniały zapadnięte pośladki kościste plecy Za nic nie ubiorę tej czerwonej sukienki w białe groszki - bez rękawków Wstydzę się sińców... 1.06.2015 V. Albo "Jemioła" U bramy jego pałacu leżał żebrak... (Łk 16,20) Ile razy gała z matmy lub na cmentarzu wagary - klekotanie Rośnie społeczny pasożyt Bezlitosna wyobraźnia pchała pod nos garnuszek zimnej zalewajki i mnie na schodach rezydencji urządzonej siostry - - - - - - - - - - - - - - - - - - Proszalna potrawa musowo posolona dziadowską łzą 05.07.2015 VI. Były też chwile pogodne: Motto: Jeżeli się nie odmienicie i nie staniecie jako te dzieci, to nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego (Mt 18,3) Pachnie roztartym żółtkiem wetknięty w babciny siwak rozkwitły dereń Wokół kilimu krąży złotawy mól który przed chwilą opuścił matczyną larwę Zezuje szybka lazurem od ziemi chłodem zaciąga popycha dziecko oddechem - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - mydlaną bańkę 27.03.2017 VII. I jako podsumowanie: Po Dniu Dziecka. Buka Pokochałam Bukę - jest bardzo rzeczowa Jak zjawa cichutka zażywa księżycowych kąpieli Wyje kiedy ciemno - - - - - - - - - - - - Boi się biedactwo 2.06.2017
    1 punkt
  48. Pogrzeb moje sny i marzenia W utraconych wspomnieniach One nie przyniosą już światła ani ukojenia Bo tak szybko nie miną nasze cierpienia
    1 punkt
  49. Grawitacja Tak ciemno, a tuż za mną wszystko, co kochałem; Wyraźne jeszcze widmo zdąża ku czerwieni, By w nicość nieuchronnie całkiem się przemienić, Przeniknąć przez horyzont, zbadać co nieznane. Jest nieźle, ciągle żyję, lecz jak przewidziałem, Zaczyna mnie rozciągać wir czasoprzestrzeni. Za moment od atomu atom się oddzieli, By czystą nieskończoność śród fotonów znaleźć. Mój Boże, chciałbym wrócić, po co to zrobiłem? Próbuję wysłać sygnał, jeszcze kilka sekund… Nie działa! Muszę sprawdzić, proszę, daj mi chwilę, Nim wszechświat ją obróci w kilkanaście wieków. Czy to już osobliwość? Nie wiem, właśnie ginę, Jak przeszłość, porzucona w barwach nadfioletu. ---
    1 punkt
  50. Z cyklu: Śpiewnik pielgrzyma Na sto trzydzieści jeden Chodź ze mną Zabiorę Cię w podróż Chodź ze mną Póki czas Dwóch wędrowców Co chcą poznać świat Dwóch wędrowców Co chcą poznać świata smak Poczuć zimny wiatr na twarzy Sprawdzić jak się słońce żarzy Zakochać się w nieznajomej Wspomnienia mieć miłe po niej Zarobić trochę pieniędzy Aby nie umrzeć dziś z nędzy Z przyjacielem kraść konie Bo z przyjacielem się nie tonie Kochać, płakać, cieszyć się Tego chce wędrowiec we mnie Iść i nie martwić się o jutro Nie potrzebne mi jest futro I złote naszyjniki Wolę drewniane koraliki Chodź zabiorę w podróż Cię Tam gdzie dni ciągną się Tam gdzie słońce nie zachodzi I wszyscy są duchem młodzi Chodź zabiorę w podróż Cię Tam gdzie dni ciągną się Tam gdzie słońce nie zachodzi I wszyscy są duchem młodzi //Marcin z Frysztaka Piszę opowieści, dialogi i wiersze Wszystkie moje książki Za darmo Znajdziesz na stronie: wilusz.org
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...