Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 24.07.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
dni się zlewają - prawie przyjemnie... od wschodu do zachodu słońca cisza tak lepka i szepty wiatru... ach zapragnęłam drugiego człowieka niech mi ten spokój zbełta!5 punktów
-
Imion miałem w życiu wiele, większość wyszła z Twoich ust. Na ich wydźwięk jest mi gorzej, chociaż słodkie są jak chrust. Może tutaj tkwi przyczyna, czemu stronię od słodkości. W życiu gorzkich szukam smaków. Przypadkowo. Ku ścisłości.5 punktów
-
że myśli umierają pierwsze i mojemu ostatniemu spojrzeniu prawda odsłoni się cała i będę umiała z niegasnącym uśmiechem zgasnąć4 punkty
-
mówią że trudno w Ciebie wierzyć bo milczysz stale niewidoczny a przecież Jesteś jak najbliżej gdy serce śpiewa hymn radosny nad pięknem świata w sercu ciszy gdzie własnej duszy głos usłyszysz4 punkty
-
Kim byś była, Weroniko, gdybyś poszła inną drogą? Ślad imienia Twego zniknął, lecz zapomnieć Cię nie mogą. Żyjesz ciągle we wspomnieniach, choć mijają tysiąclecia, na krzyżowej drodze, niema, wciąż podchodzisz do człowieka. A gdy on otworzy oczy, znów zdejmujesz z głowy chustę, by współczuciem go zaskoczyć i zachować się po ludzku. Ścierasz pot i krew zakrzepłą, pełna bólu i cierpienia, jednym gestem trzęsiesz Piekłem i odkrywasz skrawek Nieba.3 punkty
-
będziesz w bólach rodziła a twoje dzieci zginą w nieswoich wojnach dziadek był Niemcem wuj żołnierzem Wehrmachtu syn tworzy Konfederację tylko nosiłem skrzynki jestem artylerzystą nie odmówię rozkazu o co ta wojna szlak kopaczy jedwabny korzenny gaz na szelfie krymskim wycieczki krajoznawcze i wagnerowskie wypady za miasto pod Rzeszowem mam sąsiadów w Warszawie znajomych po co ta wojna na przesmyku nie ma już Jaćwięgów ich wodzowie przed Krzyżakami złożyli broń ludzie dokonali reszty wymieszali się atak na Białoruś jest tożsamy a z Białorusi?3 punkty
-
Powiedz mi koleś coś przeskrobał że cię skazano na strych Powiem ci - tylko przyrzeknij mi że nie będziesz się śmiał - przyrzekam Więc szeptem mu odpowiedział - ktoś stwierdził iż wolniej chodzę od innych Ten mimo danego słowa takim wybuchł śmiechem że aż pękła pod nim nić Lecz po chwili podszedł do niego mówiąc - przepraszam cię bardzo miły kolego Ja się nie śmiałem z ciebie - lecz z tego który skazał cię na strych A wiesz dlaczego- nie Bo zamiast się złościć powinien się cieszyć że wolniej upływa mu bezcenny czas3 punkty
-
kiedy ujada deszcz tęsknię za parasolem kruczy dzień brnie środkiem kałuży w chłodnym kolorze niedziela kwiaty w kalendarzu zakwitną na czerwono wszystko w swoim czasie mruczą ciepłe filiżanki w kociej kawiarni pierwsze koty za płoty3 punkty
-
Nie odpowiada gdzie jest to niebo na dnie czuję nicość poisz ludzką ciszą czy ktokolwiek nas słucha owce chwalą pana nadzieję wdycham z czadem zabierz choć na chwilę oczyść nasze usta dym wyżera płuca pozwól nam oddychać błagam cię mój panie wypluto skromne rządanie tak niewiele łaknę tak wiele wybaczę czy ktokolwiek nas pasie życie warte tyle ile zdań miłości zostanie wysłuchane odpowiedz nam panie2 punkty
-
Współczesna Nike Współczesna Nike z Samotraki w marszu i biegu wciąż. W natłoku myśli zaplatana: że mama dzieci jeszcze mąż... Jest niby ta Ariadny nić ale dziś ramion nie masz Ty. Paryska Nike z Samotraki co piękno boskie przecież ma nie zatrzymała już się wcale i taka ja pamięta Świat… Ty jeszcze skrzydła masz na plecach… Wolności Twej kobiecej znak… masz swą świadomość i swą wielkość Wolności Kreślisz w głowie plan. Nie chcesz być Nike z Samotraki tą Piękną Nike z tamtych lat niosą Cię skrzydła te na plecach współczesnych czasów współczesny znak…2 punkty
-
gdy bez ruchu niby nie mogąc mieć pojęcia leżałem w trumnie toczyło się obok mnie życie ktoś kogoś nie poznał ktoś się spóźnił inny martwił się że przegapia coś dajmy na to ulubiony serial a jeszcze ktoś zupełnie trafił tu przypadkiem nie wiedząc kim jest denat czyli w tym wypadku ja zastanawiał się dlaczego tu jest … skoro ma tyle innych ciekawszych zajęć coś tam poszeptano na mój temat powspominano jaki byłem za życia wyrażono żal może nawet w pojedynczych przypadkach szczery że odszedłem, że to niepowetowana strata tak sobie leżę coraz bardziej sztywniutko i jedyne co mi przychodzi do głowy to że życie ma w dupie śmierć byle jak najgłębiej no i tyle nie ma co narzekać2 punkty
-
Ambroży, mieszkający w Bhutanie, o przyszłej żonie mówił z uznaniem. gdy jednak za kasę spróbował, ze ślubu zaraz zrezygnował. Wyszło mu, że jest lepiej i taniej.2 punkty
-
@Kwiatuszek dziekuje Ci Kwiatuszku za te cenną uwagę... "- jakby to trochę poukładać" i to zrobię . Mam podobne przekonanie, że ten tekst "skrzypi". Pozdrawiam Krzysztof @poranki Dziekuje za czytanie. Pozdrawiam Krzysztof @Rafael Marius dziękuję Pozdr. Krzysztof2 punkty
-
To miłe :) Dziękuję Ci i pozdrawiam. Tak, ten aspekt należy do naszej rzczywistości i bez niego nie jest pełna, też nasze człowiieczeństwu tego brakuje... Dlatego staram się nie omijać tego tematu i doświadczenia, tez dlatego, żeby się na nie w pewien sposób przygotować. Dziękuję Ci za ten osobisty komentarz i pozdrawiam :) Podobno każda śmierć jest inna... A nawet słyszałam, że jest taka, jakiej "potrzebujemy". Trudno mi to zrozumieć i z tym się pogodzić, ale wyczuwam w tym jakiś sens. Dziękuę Ci za refleksję :) Pozdrawiam. Ja chyba zawsze przeplatam:) Bo zauważam, że wszystkie moje rozmyślania powstają z odczuć. A to "świecenie" przy gaśnięciu to dla mnie własnie ten "niegasnący, łagodny uśmiech". Dziękuję Ci za odpowiedź i pozdrawiam. Chciałabym bardzo w chwili śmierci tak to czuć. To moja nadzieja :) Dziękuję Ci za miłe slowa :) Pozdrawiam. @opal@Kwiatuszek@Sennek Dziękuję Wam! :)2 punkty
-
Dialektyki tuz związany z Berezą wielkich teorii się parał syntezą. Wznosząc doktryny swej zręby na filozofii zjadł zęby, więc antytezę zastąpił protezą.1 punkt
-
Kantował ziomków mer Saratogi, kłamał i kręcił, że Boże drogi . Gdy go wywiozła wreszcie taczka, nóżki miał krótkie niczym kaczka, albowiem kłamstwo ma krótkie nogi.1 punkt
-
smutek tragiczny bez tragedii ale smutno nie wytrzymały opory i szkło układ słoneczny się zmienia każdy chce zachować swoje życie1 punkt
-
Z cyklu: Stonoga co wołali na nią Miłość (44 z lewej) Miłość postanowiła Iść do fryzjera Ściąć włosy Bo jej ich długość doskwiera Miłość umówiła się Na dzień i godzinę Przyszła chwilę przed czasem I ma zdziwioną minę Bo fryzjer jej mówi Że ma fryzurę modną Po co coś zmieniać A Miłość ma minę łagodną Że jest dobrze jak jest Można tylko zepsuć Fryzjer przekonuje Jakby nie mógł truć Niby miły, niby ma rację Myśli sobie Miłość Ale włosy lecą mi na oczy I to budzi złość Nie czuje się z tym dobrze Jak pies, który patrzy na kość A nie je, nie może Dosięgnąć i nic nie pomoże Więc Miłość wróciła do domu I sama ścięła włosy po kryjomu Sama problem rozwiązała I z maszynką się związała Odtąd nikt jej nie mówi Jak ma być Sama wie jak jest lepiej I nie boi tyć. //Marcin z Frysztaka wilusz.org1 punkt
-
Tam nie mają czasu na klub gogo, już przedszkolak pilot kamikadze, już w oparciu się o chiński ogon. Lecą, koszą to co jest nieludzie. Nieludziu coś z zachodniej jest kultury, Oni ludzi upokorzą, oni wielcy, oni.... Mają misję do spełnienia dla twej tury,. Hitler z nimi przegrał, będą siebie bronić Ciebie w imię ich zasady, ty nieczłowiek, więc dla ciebie są jak zwierzę - ludzie Ludzie dla nieludzi tacy sami. Wiek upłynie, nim zrozumiesz, żyj w ułudzie. Oni nie czerwoni oni młotem i ze stali.1 punkt
-
Cień twoich źrenic Rzuca jeszcze blade światło. Ułamek chwili. Jej ciężar Spoczywa jeszcze na moich barkach. Podnoszę go i nie upadam. Kulturystyka naszych tymczasów. Długie zawody, kręte labirynty. Plany, marzenia, cele. Przemijanie. Zrastanie się z ziemią, Złączenie z kosmosem, Życie wieczne. Dla żywych niebezpieczeństwo, Dla ciebie constans. Miganie i szybkie gaśnięcie. Złącza przepalają się. Zwoje przestają pracować. Twoje źrenice, już nieobecne Kiedyś były wszystkim. Zapadła ciemność.1 punkt
-
Nie umiał zabić kury, kucharz w mieście Marne, więc roztaczał przed ptakiem scenariusze czarne. W końcu jej nie zabił, ale ją osłabił. Pozwała go do sądu, za groźby karalne.1 punkt
-
1 punkt
-
Dziś znowu... pani XX, w Zlewnicy, wyszła na spacer w mini spódnicy. Napomknęła... znajoma, że błąka się - rzekomo... Potrzeba ruchu tu się nie liczy.1 punkt
-
1 punkt
-
Jak na sprzedaż to i ja odmawiam. Ale autentycznymi zachwytami to tylko święty pogardzi, ale nie ten z obrazka, bo ci mają ich pod dostatkiem od wiernych niewiernych.1 punkt
-
- dla Belli Gdy tylko Bella znikła, Mil westchnął ciężko. Podszedł do stołu, odsunął sobie krzesło i usiadł, opierając, wbrew swojemu zwyczajowi, łokcie na blacie. I ponownie ciężko westchnął, odgoniwszy myślą przekleństwo - cisnące się, by je głośno wypowiedzieć. - No tak... - mruknął bezradnie. - Eeech, co tu było zrobić lepszego?, zapytał sam siebie. - Ano nic lepszego - jego Mistrz uznał za właściwe wtrącić się myslowo. - Sam wiesz, że nic zrobić mogłeś ponad to, co zrobiłeś. Zadecydować mogłeś jedynie zgodnie z tym, jak wspomniałem - zgodnie z waszymi waszych uprzednimi duchowymi ustaleniami. Rozważyliście wtedy wszystko bardzo dokładnie: drobiazgowo wręcz. I wszyscy zgodziliście się na taki właśnie bieg wydarzeń. Na to, że spotkacie się z Bellą dokładnie wtedy, kiedy spotkaliście się - i dokładnie w taki, a nie inny sposób. Zostawiłes Jej czas na swobodną decyzję, kiedy powie swojemu Tacie o wszystkim. Mam na myśli cały duchowy postęp. Wszystkie zmiany, które dokonały się w sferze Jej osobistej energii. W ramach tego ujrzenie swoich poprzednich wcieleń i twojego w nich udziału. - Odpowiem ci teraz na pytanie, którego "jakoś" - tu Jezus uśmiechnął się lekko do swojego padawana - Mi nie zadałeś. Mianowicie, czy Bella czekała na ciebie w momencie, gdy Ją spotkałeś. Odpowiedź brzmi: Tak, oczywiście. Te zmiany, o których napisała w pamiętniku na swojej stronie, to bardzo ogólnie ujęte przedstawienie przemiany. Informacja dla wszystkich, którzy oglądali Jej filmy. Ale także dla ciebie. Przecież zwróciłeś uwagę, że nie wszyscy widzowie z tamtych lat towarzyszą Jej teraz. Jasnym jest, dlaczego tak się dzieje. Dla niektórych postępowanie na drodze ducha stanowi trudność. Kto jak kto, ale ty - Bella oczywiście też - wie o tym doskonale. Po sobie samym i po samej sobie. - Jest tak, jak pomyślałeś kilka razy w ciągu ostatnich dni. - Ciągnie cię do góry. Odwiedzając cię, a szczególnie odbierając twoje myśli i zaglądając ci do umysłu bada twoją energię. I zależnie od tego, co zobaczy, albo wzdycha - zupełnie jak ty przed chwilą - albo się radośnie uśmiecha. - Jeśli zaś - tu Jezus ponownie spojrzał na Mila - kiedykolwiek przyszłyby ci wątpliwości, czy Jej na tobie zależy - bo przyjdą, jak widzę, a tym samym, jak wiem - zasugeruję ci, abyś zawsze przypominał sobie fakty. A owe są następujące. Spotkaliście się. Przyjęła cię i zaakceptowała po raz kolejny. Łączy was uczucie. Ba - na wzajemne potwierdzenie sobie tego wzięliście ślub w Mojej Obecności. Rozmawiacie. Kochacie się. Spędziliście razem urlop. Przecież dobrze wiesz - MiloMistrz uczynił podkreslający gest - że to wszystko powinno ci wystarczyć. Cóż bowiem - zakończył sentencjonalnie - miałoby najlepiej cię przekonać, jeśli nie fakty? Będące zarazem duchowymi i materialnymi równocześnie. - A teraz - Jezus zmienił wątek - wróć wspomnieniami do odwiedzin i bycia w Aretuzie. * * * Zobaczyć - rozważał Mil. - W przypadku ujrzenia czegoś na własne oczy oczywistym jest, że znajdujemy sie - zazwyczaj - w bezpośredniej bliskości tego czegoś. Lub tego kogoś, jeśli chodziłoby o konkretną osobę. Mil - Bella miała podobne, jednak o większym natężeniu odczucia - znalazłszy się w Aretuzie odniósł takie samo wrażenie, którego doświadczył, będąc w pobliżu Wielkiej Piramidy na płaskowyżu w Gizie. Tętniąca energia, wyczuwalna na dużą odległość. Podchodzisz i czujesz coraz bardziej. Z każdym krokiem. Ale spokojna, nie przytłaczająca. Energia miejsca, czerpana i koncentrowana z przestrzeni wokół: z Mamy Ziemi, z powietrza i z Kosmosu. I energia istot, Starszych Braci, którzy energię tego miejsca nie tylko czuli, ale i widzieli swymi duchowymi oczami. Dlatego wznieśli Wielką Piramidę właśnie tu: pomnik swej wiedzy, zarazem technicznej, jak i duchowej. Równie trwały, jak niesamowity. Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości: chociażby chciał je mieć z całych sił. Widzisz oczami duszy cienie istot, które ją wzniosły: ów pomnik wspomnianej wiedzy. Pochwałę myślenia. Pochwałe planowania. Precyzji. Matematyki. Pochwałę umiejętności budowlanych. Wyrażoną w pomyśle i wykonaniu wielkość ducha. Wielkość, do której wszyscy dążymy. Wielkość przeznaczoną wszystkim. - Zatem, Mistrzu - Mil zwrócił się z pytaniem do Jezusa - przeznaczenie istnieje, prawda? - Prawda - przytaknął Znający Odpowiedź Na Każde Pytanie. - Ale to nie ja, jako Wszechświat czy Bóg, ustalam je wam, ludziom. Mam na myśli sens konkretny, bo sens ogólny, jakim jest energetyczny - albo duchowy, obojętne, jak go tu nazwać - rozwój: ten tak. Ten Ja wam ustaliłem. Ale wydarzenia, a zatem bieg waszego życia, każdego jednostkowego, tworzycie własnymi decyzjami. Decyzje biorą się z myśli, te zaś z waszej osobistej energii - albo pozytywnej, albo negatywnej. Ale z drugiej strony sami o tę energię dbacie - lub nie. Rzecz jasna, jak już mówiłem, jakie będą to decyzje, a więc i jakie wydarzenia - ustalacie sobie sami. Znajdując się w przestrzeni pomiędzy wcieleniami i rozważając je i ustalając w kręgu dusz, w otoczeniu których po kolejnym przyjściu do świata materialnego będziecie przeżywać tę konkretną inkarnację. - Słowem jest dokładnie tak, jak uważała Sara Connor w "Terminatorze" Jamesa Camerona * - powiedział powoli Mil. - Narzucone z góry przeznaczenie nie istnieje, a o własnym losie decydujemy sami. - Jest dokładnie tak - potwierdził Jezus. * Filmy z cyklu "Terminator", szczególnie w obecnym czasie rozważań nad korzyściami i zagrożeniami płynącymi z włączenia do naszego życia sztucznej inteligencji, zdają się być godne polecenia - jako punkt wyjścia do osobistych przemyśleń. Cdn. Voorhout, 24. Lipca 20231 punkt
-
Fajne, niewygórowane oczekiwania od człowieka, niech ten spokój zbełta. Pozdrawiam.1 punkt
-
@Corleone 11 Ja dzisiaj zbierałam dzikie maliny i jeżyny i przy okazji zebrałam trochę energii...1 punkt
-
@duszka dziękuję Ci serdecznie za zatrzymanie i trafny komentarz. Pozdrawiam ciepło :)1 punkt
-
@Kamil Olszówka Witaj Kamilu. Przepraszam za tak dlugie spoznienie w odpowiadaniu. Zajrze w spokojnej chwili do proponowanego wiersza. Serdeczne pozdrowienia ^(*_*)^ .1 punkt
-
kocia kawiarnia w Alei Stanów... na rogu Stockiej wśród zgiełku cicha wierszem zakręci wśród pań i panów kto by w kalendarz patrzył do licha w to lato parne garącym słońcem grzmiące bombami za naszą miedzą wpycha się w myśl trzydziesty dziewiąty niechaj koszmary w grobach polegną pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
@Rafael Marius myślę, że samotności można doświadczyć nie tylko na bezludnej wyspie.1 punkt
-
Rzym nie patrzy gdzie stawia krok marszowy. Zawsze ich ciężki spada sandał Na nasze brzuchy, serca albo głowy; I Rzym nie baczy na nasze jęki. Patrol idzie dalej - chłopy na schwał, A my za nimi zbieramy się w hordy, Spiskując jak odbić mamy Wał, Gdy za miecze mamy tylko mordy. Mały Ludek! - tak o nas mówicie. Za mały na miłość czy gniew. Spuśćcie nas z oka to zobaczycie Jak przerobimy wam Imperium na chlew! Jesteśmy robakiem w kłodzie! Jesteśmy dziegciem w miodzie! Jesteśmy trucizną w wodzie! Jesteśmy chwastem w ogrodzie! Jemioły dęby dławią-- Szczury liny przegryzają -- Mole płaszcze dziurawią -- Jak one swą pracę kochają! Tak -- i my Mały Ludek także, Jesteśmy zajęci skrycie -- Pracujemy cichaczem, a jakże -- Patrzcie, a kiedyś zobaczycie! No nie! Sił nie mamy, to wiemy, Lecz znamy Ludy co siłę mają. Tak, a gdy je na was ściągniemy W Wojnie was zgniotą i pokonają! Że dalej w niewoli będziemy przecie? Tak, od zawsze niewolę znosimy, Lecz wy - wy ze wstydu umrzecie, A my wam na grobach zatańczymy! Mały Ludek! - tak o nas mówicie. Itd.. Kiplinga wizja stosunków społecznych na północnych rubieżach Imperium Romanum. Co nam dali Rzymianie...? I Rudyard (1906): Rome never looks where she treads. Always her heavy hooves fall On our stomachs, our hearts or our heads; And Rome never heeds when we bawl. Her sentries pass on--that is all, And we gather behind them in hordes, And plot to reconquer the Wall, With only our tongues for our swords. We are the Little Folk--we! Too little to love or to hate. Leave us alone and you'll see How we can drag down the State! We are the worm in the wood! We are the rot at the root! We are the taint in the blood! We are the thorn in the foot! Mistletoe killing an oak-- Rats gnawing cables in two-- Moths making holes in a cloak-- How they must love what they do! Yes--and we Little Folk too, We are busy as they-- Working our works out of view-- Watch, and you'll see it some day! No indeed! We are not strong, But we know Peoples that are. Yes, and we'll guide them along To smash and destroy you in War! We shall be slaves just the same? Yes, we have always been slaves, But you--you will die of the shame, And then we shall dance on your graves! We are the Little Folk, we, etc.1 punkt
-
1 punkt
-
W kościele wyrzekli skromnie: "każdy człowiek jest darem." Czyli ten także, co kradnie, wypycha cudze łoża, zabija z subtelnym umiarem ... ? Człowiek: szafir, ściana, most czy może - nabity kuferek pieniędzy? Dziwnie się składa, że 'dary' te tkwią w absolutnej nędzy... Ucisk, podłość, nienawiść - brzemiona w sumie jednakie Gdy kata spytasz, "jak leci,"- to zawsze: "jako tako"... Daj siebie w pokorze bogom, daj życie za swego bliźniego, a i tak znów usłyszysz, że chcieli dokładnie ... "Nie tego."1 punkt
-
@duszka Różnie to bywa, czasem myśli, a niekiedy wzrok znika pierwszy. Jeszcze innym razem śmierć przychodzi znienacka tak iż nawet się nie zauważy.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dumała dziewczyna z Pinczyna o drwala Józefa wyczynach. Patrząc jak on rąbie dęby, rzekła: "Jam też w wieku rębnym, więc niech się ostanie drzewina." Dedykuję @opal w podzięce za masowe serduszka.1 punkt
-
poranek na stoisku robię w wygodnym stroju nic fantazyjnego a lubisz losowo zakręconą brzoskwinkę zapachnę latem jak para łabędzi zagnieżdżeni w wysokiej trawie pośród pól różowych maków1 punkt
-
Dobrze już, więc dobrze… Nie musisz poświęcać tyle czasu na mówieniu o tym albo i o tym… Kto taki? Któż to tak mówi do mnie, cedzi przez zęby szeptane słowa? Ano nikt i nic. To nicość sen rozsadza od spodu. To nic i tylko nic. Przeogromna nicość, w której cisza wystukuje rytm. Jakieś plamy, jakieś cienie wokół mnie. Coś mnie odwiedza każdej nocy i snuje się po labiryntach mojego umysłu. W obskurnym świetle wiszącej lampy plamy zacieków, kurz i pajęczyny. I wiatr. Ten właśnie wiatr, co szumi tym szumem opuszczenia. Tym szumem, który przeszywa bezkres otchłani, kosmicznej czeluści skutej śmiertelnym lodem. Puste fotele. Martwe tą martwością milczenia. Ze śladami kościstych wgnieceń. Tak, jakby siedziały na nich szkielety dawnego życia. Siedziały i siedzą nadal te truchła umarłego ojca, umarłej matki. Siedzą, mimo że niewidzialne, choć widzialne jedynie dla mnie. Ale widzialne bardziej w wyobraźni. I choć są takie nieuchwytne, wiem, że są. Siedzą i patrzą się na mnie. Obserwują mnie. Choć patrzą, jakby przeze mnie. Może bardziej udają patrzenie, niż rzeczywiście patrzą na cokolwiek. Trudno stwierdzić, albowiem ekspresja widm znacząco odbiega od mechanicznych poruszeń materialnego żywota. Są zanurzone w substancji snu, w wyostrzonej gorączką malignie, w swoistej fantasmagorii. Są, ale ich nie ma. Są, choć nie fizycznie. Albo może i są, bardzo będąc. Tak najbardziej, jak tylko najbardziej można być. Zakurzone brzegi książek. Zapomniani bohaterowie w dawno nieistniejących miejscach. W zatartych przez czas sytuacjach. Na pożółkłych stronach w poplamionych okładkach… Gdzieś w oddali echo czyjegoś wołania. Czyjego? Kto ma przyjść, nie przychodząc wcale? Nie przyjdzie nikt. W przeciągu daleki trzask. Otwierają się i zamykają drzwi bez klucza, okiennice… Kto ma przyjść? Kto? Ktoś się wspina z mozołem po krętych schodach na klatce. Widzę bladą dłoń ściskającą drewnianą poręcz. Nie. To ja idę do samego siebie. Idę siebie odwiedzić. Co za niespodzianka! Idę do samego siebie z bukietem czerwonych róż, które miały być przecież dla kogoś innego. Ale czy dojdę? Nie mam już sił, aby pokonać jeszcze tych parę stopni…. Jakaś muzyka płynie w oddali. Płynie na skrzydłach wiatru wraz z piskliwym szumem gorączki. Zbliża się to znowu oddala. I tak trwa, gdzieś w przestrzeni materialnej? Pół-materialnej? Sennej? Tyle tu jest załomów, nieustalonych kątów. Tyle zakrętów idących w górę? W dół? I pełno tu jakichś przedmiotów, papierów, niedokończonych rzeźb, płaskorzeźb, dłut, młotków, służących do nie wiadomo czego pogiętych prętów, okruchów czerstwego chleba i rdzy. I zwoje kabli, drutów, ciągnących się znikąd donikąd starych żeliwnych rur, w których zamarł wszelki ruch, zamarły wszelkie odgłosy bulgotania i jęków… Tu, coś kiedyś żyło. I żyje nadal, lecz całkowicie martwe. Żyje, nie żyjąc. Nie będąc tu, ani tam. Nie będąc już w zasadzie nigdzie, mimo że jest całkowicie, niecałkowicie. i mimo że nie jest wcale. Bo i po cóż ma być, skoro pustka zmiażdżyła całe roje napastliwych ścian? I powraca krokiem skazanego. Powraca, skąd? Znikąd. W szybie serwantki majaczy jakaś postać i drży. Przysiada w kącie pokoju, opierając się łokciami na zgiętych kolanach. Patrzy przed siebie. Patrzy w tę cichość pełną oddechów i chrząknięć. W tę ekspansję nicości. Gdzieś, coś nieustannie szura, trzeszczy, krótkie stuknięcie czegoś metalicznego… We wszystkich pokojach pali się światło, aby odstraszyć ewentualne zwidy, które są niezwykle namolne w potędze ciemności. Ta pustka ścian przytłacza, na których falują zasłony pajęczyn. I ta pustka opuszczenia tańcząca na środku pokoju. Zaprasza mnie, wyciągając do mnie nieistniejącą rękę. Próbuję ją chwycić. Na próżno. Jedynie chłód przechodzi mi po kościach. Ale mimo to tańczę, obejmując samego siebie ale tak, jakbym obejmował ciebie. Tańczę, wsłuchany w szepty mojej własnej wyobraźni. Zasłuchany w odleglejące w labiryntach pustki niewyraźne słowa. Czyje? Moje własne? Niczyje. Gdzieś w meandrach martwego domu gong stojącego zegara. A więc to wciąż żyje! Choć, nie. To zaledwie maleńki punkt. Pająk pod sufitem chwieje się na ledwo widzialnej nitce, kołysze. Na stole wazon pęknięty na pół. Jest, ktoś tu jeszcze? Jest? Skoro tak, to czemu słyszę jedynie niewyraźny szept, jakby kogoś, kto nie ma zamiaru zdradzić swoich tajemnic? T wszystko jest takie niejednoznaczne i rozmyte. Nieustalone w swoim jestestwie. Tańczysz jeszcze? Ja tańczę, mimo że zatopiony w próżni, w niebycie. Zapatrzony w niczyje oczy. W chłodnych ramionach nicości… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-07-20)1 punkt
-
-Mistrzu, piękne niewiasty samotne zostają. - Często bardzo wysokie wymagania mają, a ci, co je spełniają, jasne to jak słońce, że preferują panny mniej wymagające.1 punkt
-
Błyszcząca gwiazdka Panna poranna i lampa wieczorna Droga żeglarzy Świadkowa kochanków A ją trawi ogień Kwas i trzęsienie Płonie jej skóra Skręca jej trzewia Jak matka w połogu Jak rolnik na polu Spala się w wiór By błysnąć nadzieją1 punkt
-
@Corleone 11 Oczywiście miało być ,,wyzierających przeraźliwie". Dzięki że zwróciłeś uwagę na ten błąd! Ogromnie szanuję twórczość Jacka Kaczmarskiego i z pewnością jeszcze nie raz się Jego tekstami zainspiruję... W temacie Bitwy pod Grunwaldem polecam także szczególnej uwadze mój długi wiersz zatytułowany ,,Srebrzysty księżyc i lśniąca zbroja"1 punkt
-
Ten dom, w tym domu… Wśród milczących przedmiotów, w przygaszonym świetle szarego dnia… W cichym szumie płynącej rzeki czasu, w piskliwym szumie buzującej w uszach krwi… Gdzież ty? Gdzieś tam, gdzie nie ma nic. Albo nic… Gdzieś tutaj, tam i nigdzie… … bądź tylko nigdzie… Kochasz mnie? A jak? Powiedz jak, mówiąc to szeptem i z cichą nutą nostalgii, o tak, właśnie tak. Powiedz… Mów… Czy bardzo… Za oknem chwieją się gałęzie i liście szeleszczą, i wiatr… Porusza ustami z liści zielony bożek. Coś do mnie mówi i mówi wciąż… I wyznaje swoje dzieje ta bożkowa twarz. Lecz w szumie przemijania nie dosłyszę słów, albowiem przerasta je brzęczenie pszczoły, przerastają oddechy kasztanów. I trzeszczenia pni, w których żywiczna płynie krew. Słońce wyłania się znienacka kaskadą blasku. Oślepia, drży i migocze w prześwitach, liściach, w źrenicy oka… Jesteś? Milczysz jak ten kamień wrośnięty w ziemię, jak ten głaz obrośnięty mchem. W powietrzu płynie kurz tym swoim powolnym ruchem. Mży drobinkami, osiadając na mojej twarzy, zamkniętych powiekach. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-07-16)1 punkt
-
@Starzec W ten sposób "głupi" staje się mądrzejszy od "mądrego"... Wiersz zatrzymał mnie na dłużej. Pozdrawiam :)1 punkt
-
@Rafael Marius każda wersja jest możliwa, dlatego nieostateczna :) dziękuję i pozdrawiam:)1 punkt
-
Nie każdy mądry jest kłótliwy. Ci z wyższego stopnia poznania już nie muszą. Wśród głupich też zdarzają się ignoranci, którym się wydaje iż wszystkie rozumy zjedli. Ale może i tak być jak napisałeś.1 punkt
-
Przypomniało mi się sławne rozważanie Zhuangzi Czy śnię, że jestem motylem, czy to motyl śni, że jest mną :) A wiersz piękny +++1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne