Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.06.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
zachowam delikatność słów po brzegi wersów i mnogość niedomówień w każdym następnym wierszu zatrzymam uniżone myśli bez szelmowskich zapędów a miłość miłość obficie wylewać się będzie z ust na sam koniec - wysoko pod żurawie niebo popłynę ze słowem zaległym przy sercu przy tobie tak blisko tuż tuż6 punktów
-
Z cyklu (prawie jak) haiku Pielgrzym musi wiedzieć gdzie iść Gdy nie wiesz jesteś włóczęgą Pytam ptaka o drogę //Marcin z Frysztaka5 punktów
-
5 punktów
-
Sypała wdziękiem już w piaskownicy babki stawiała coraz piękniejsze w przedszkolu była królową balu dama w przebraniu niepewnej lwicy Po lekcjach w kapciach szurała swojsko wciąż przydeptanych czułym uśmiechem opowieść snuła w znoszonym dresie słowem powszednim o szarych troskach W liceum gwiazda niejednych marzeń promieniowała dawną zwykłością swobodą gestów ciepłotą uczuć wśród ścian tulących codzienne razem Tuż przed studniówką tanga i walce wokół dywanu ćwiczone gładko rok po maturze kapryśne szczęście sąsiedztwo znikło wraz z przeprowadzką Zdjęcia kwiatów z krzewu rosnącego na naszym osiedlu od zawsze. Służył wiernie do zabaw w chowanego, dom lub wojnę.4 punkty
-
jesteś biedny nie kochaj bez sensu bo bezsens pożre twoją miłość i tylko mlaśnie i beknie4 punkty
-
Wczoraj kochał dziś mówi mam to gdzieś więc muszę odejść Wczoraj mówił jesteś melodią tylko ciebie umiem słuchać Wczoraj płakał gdy była smutna dziś się śmieje zamykając drzwi Drzwi za którymi było dużo słońca wesoły wiatr przytulny deszcz Gdzie śniadanie witała miłość a uśmiech smakował jak chleb3 punkty
-
wiem jedno, jak wydatki przewyższają przychody świadczy to (najczęściej), że ktoś dorabia (jej/jemu) coś na boku. ;)3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
A wkroczyła w spotkanie A jakże we wściekle czerwonej sukience z ach talią i mega do twarzy płonęła biżuteria oczy w słup, myśli w potok myśli, strumień podświadomości, dwanaście planów na wieczór ze szczegółami potem wielki wybuch dodała stos mentosów do Coca - Coli. Słowacja, 16.06.2023r.2 punkty
-
Co robisz Co porabiasz Jak się czujesz Nic takiego Nic ważnego Nic nie czuję Jak się masz Jak mija Ci dzień Jest ok Powoli do przodu Która maskę masz na sobie Czego unikasz Przed czym uciekasz Kto chce wiedzieć Kto zna pytanie Kto zna odpowiedź Czyje to zdanie Odpowiedz sobie Proste zadanie?2 punkty
-
Romek pokazał się dziś w barze mlecznym przy pomidorowej wiosłowanie przeszło z drętwego ścisku w galop gdy zbroczył podłogę i każdy talerz ze sztućcami włącznie zbierano szybko by nic broń boże nie wytłukł nerwowy jest nie lubi o chorych dowcipów i z płockiej nawyk ów przejął go tak bardzo u gruźlików że odwiedza ich odtąd regularnie by potwierdzać naocznie bo współczujący jest człowiek czy aby nie zapadają się w sobie jak tatko Janusz mawiał a nuż wyjdzie im to na dobre i wychodziło pomimo że Romana serce niespokojne jednak to święty człowiek obstaje zwykle po stronie słabszych jak nosorożec czasem tylko niepotrzebnie komuś garb sklepie czy w formie akurat jest czy niekoniecznie obije mordę porządnie lecz w Romka nigdy nie zwątpię w końcu na dobrą drogę wyprowadza te wszystkie dzieci jak swoje i jeszcze ich matkę do parku na ławkę a nie jak inni na dworzec * * * tygodnia środek na nagrobek kapią pełne wspomnień i soli łzy dzieciaków nieprzytomne bo dzisiaj Romek ich wujek i ojciec stanął w mamy i ich obronie i za tę miłość dał tak bez sensu wsadzić sobie kosę zimno wzmaga dreszcze deszcz wygasił płomień2 punkty
-
Po pierwsze szkodzić - zapętlić nie uszkodzić Kiedy świętość podupada - hula hoop niejednego dopada Kręcąc biodrami ćwicz cierpliwość - tak na marginesie podaję jako wątpliwość Pięć minut wystarczy by brzuszek był - piękny i wcięcie też w talii Jak nie my to kto - podejmie się hula hoop? Uważaj jak zaczniesz już kręcić - możesz nie odkręcić2 punkty
-
Otwieram oczy i świat jest uroczy Otwieram oczy i oto jesteś Kiedy witam dzień, czuję się jak w niebie Twój blask budzi me zmysły Jesteś moją czerwoną różą Tyle słońca i piękna przez cały dzień Czego chcieć więcej , jeden uśmiech i świat jest miłością Lovej. 2023-06-162 punkty
-
2 punkty
-
Jestem posępnym duchem Mknącym przez odmęty życia Niszcząc je jednym niezgrabnym ruchem. Problem jest we mnie? Może we mgle? Może w moim charakterze Wszystko nie swoją miarą mierzę Napełniam oczy łzami Żalosnymi kroplami Odkupienia.2 punkty
-
@Tectosmith dziękuję 😊 Pozdrawiam także słonecznie :) @poezja.tanczy Bardzo się cieszę 😊 Pozdrawiam serdecznie @Kwiatuszek dziekuję, miło mi bardzo :) Pozdrawiam :)2 punkty
-
@poezja.tanczy są takie sceny, które lubię i doceniam, a jest taka, zwłaszcza jedna, która budzi we mnie niechęć :// @violetta I słusznie ;) To jak idziemy w park? @Rafael Marius W perspektywie czasu nie ma co się zatracać. Tu i teraz;) @duszka A to różnie ;)2 punkty
-
Pragniemy miłości uśmiechu prawdy pragniemy świata bez łez i głodu Ale te pragnienie to wysoki płot ocean pustych słonych słów Na jego falach niewiadoma dryfuje szukając otwartych drzwi Za którymi lepsze pokonuje zło a człowiek jest szczęśliwy1 punkt
-
Pewnego słonecznego lata postanowiłem przejechać się pewną udeptaną drogą która idzie wzdłuż pobliskiej rzeki. Może prowadzę vana, stary Amerykański samochód lub rower. Ale jedno jest pewne, iż mam idealny widok na ludzi przechodzących obok mnie. Gorące słońce wyciąga ludzi z domów niczym mysz którą lis ze swej nory wyciąga. A orzeźwienie rzeki przyciąga człowieka spragnionego chłodu. Mówię wam to bo jestem przeklęty, Myśli które przechodzą przez mój umysł nie pozwalają mi na spokojny przejazd. Zatrzymam się na krótką chwilę i już dalej nie będę jechał sam. Bo ma żona nie wie iż pragnę w życiu czegoś innego niż jej smutnych ust. Wezmę tych najpiękniejszych oraz najniewinniejszych, tylko dobro może zaspokoić szerokie usta zła. Zaproponuję ci przejażdżkę której twe młode oczy nie zapomną, postrzelania z mej wiatrówki której tak naprawdę nawet nie ujrzysz czy wizytę w barze gdzie sam nie jesteś mile widziany. I tak zrobię to, pragnę tego. I tak zaopiekuję się mymi współtowarzyszami do samego końca gwarantując im wygodną glebę tam gdzie będą spoczywać. I tak wydarzyło się to wiele razy, bo jak można nie skorzystać z letniej chwili? Już wiedzą że grasuję, nie ucieknę zbyt daleko ale tak samo jak me ostatnie ofiary. I tak przesiaduje teraz w areszcie, gram sam ze sobą w karty. Gdy przechodzą obok mnie stróże, chcą się mnie zapytać "czemu to zrobiłeś?", lecz gdy patrzą mi się w oczy już znają wszystkie odpowiedzi. Prawnik nie pyta już się mnie o nic, tylko siedzi przy stole oraz modli się aby ludzie zapomnieli o tym kogo broni. Wiem już że nadszedł mój czas. Przychodzi do mnie spowiednik na chwilę przed końcem. I mówi mi że rozmawiał z diabłem, nie mógł mu dużo o mnie powiedzieć, bo się boi mnie. Ale mógł zapewnić go że już za nie długo się z nim spotkam. Tak też w ostatnich chwilach mego życia uśmiecham się. Bo żyłem tak jak chciałem. K.P 14.06.20231 punkt
-
Jesteś naiwna Wpadłaś przez otwarte okno do nieznanego domu Przecież on nie wie jakiej ziemi ci potrzeba On nie będzie ci śpiewał Nie odsłoni zaspanego kwiatu A gdy skaleczy niezdarną dłoń o twoje niesforne kolce Zapomni o tobie, odtrąci A ty zwiędniesz, naiwna Tak jak zwiędły naiwne przed tobą Jesteś pochopna Zakochałaś się w jego włosach Wyrwałaś korzeń z matczynej gleby Nie posłuchałaś On cię zamknie pod szklanym kloszem Nie urośniesz Nie zapuścisz korzenia Nie rozłożysz pięknej czerwieni kwiatu Zwiędniesz, pochopna Tak jak zwiędły pochopne przed tobą Jesteś głupia Bo chociaż boli Ty szukasz cienia Chowasz się przed Słońcem Wspinasz się po kamieniach Nie pijesz już wody Zwiędniesz, głupia Tak jak zwiędły głupie przed tobą O! różo, co wpadła przez otwarte okno Jesteś naiwna, pochopna i głupia Nie zmienisz natury Przyszło ci żyć dziko A ty wpadłaś przez otwarte okno do nieznanego domu Zwiędniesz, różo Tak jak zwiędły róże przed tobą1 punkt
-
Kochaj życie Takim jakie jest I uczyń poetę Mądrym i głodnym Nowych doświadczeń Który piórem tworzy Historie prawdziwe i zmyślone I wkrótce przejdzie Na tamtą drugą stronę Tych bytów objawionych1 punkt
-
Gdybym napisał list Utopił w błękicie Tuż przed zachodem słońca Gęsie pióro opowiedziałbym O odcieniach czerwieni Odcisnął dłonie na mlecznej drodze Gdybym napisał list Kolejne słowa Ustawione w szeregu Nie wykonałyby rozkazu Tańczyły póki w nas gra Melodia, którą słyszy tylko człowiek1 punkt
-
- dla Siostry - Drogi Juriju - Jezus pojawił się w sali tronowej trafem w chwilę po tym, gdy książę zakończył posłuchanie, zewsząd - jak to On. Przecież jak mogłoby być inaczej, skoro energetycznie i osobowo jest wszędzie naraz?* - Mam dla ciebie interesujące wiadomości - powiedział, nim Jurij podniósł się z tronu, by Go powitać. - To może mi pokażesz, zgodnie z naszym zwyczajem? - zaproponował w odpowiedzi. - Zgodnie z potrzebą chwili, skoncentruj uwagę - odparł Ten, Którego Wszyscy Ciągle Pytają O Wszystko. - Mmm! - uśmiechnął się książę. - Proszę, proszę - promieniał. - Mój wierny, dobry Oleg i Twój padawan Soa będą małżeństwem! Noo - uśmiechnął się ponownie. - I cóż to był za pojedynek! Szkoda, że mnie tam nie było, że nie oglądałem go na własne oczy... - Właśnie go obejrzałeś na własne oczy - poprawił go Jezus. - Ale jeśli chcesz, możemy uczynić małą wycieczkę w czasie. Wrócić do innego wymiaru, wtedy byłbyś naocznym świadkiem. A zresztą... - celowo zawiesił głos wiedząc, że Jurij zaraz domyśli się, o co chodzi. - ... nic straconego - książę dokończył tam, gdzie Jezus przerwał. - Bo Soa, wiedziona ambicją i kobiecą dumą, z pewnością będzie chciała powtórzyć pojedynek. I z pewnością znów będę musiał interweniować, bo naukę z tejże walki i moje pouczenie zrozumie dopiero, gdy poczuje po raz drugi, jak blisko znalazła się przejścia do innego wymiaru... - popatrzył na swojego Mistrza. - Cóż - Tenże rozłożył ręce w geście imitującym bezradność. - Moim zadaniem jako jej Mistrza jest być cierpliwym. Znosić i powtarzać, aż zrozumie i przyjmie do umysłu i serca prawdę o sobie samej. Przy czym, jak widziałeś, do pewnej granicy. Chyba, że zgodziłbym się na stratę padawana. Co prawda, jako Wszechświat mogę wszystko - z wyjątkiem spotkania kogoś, kto byłby w stanie czegokolwiek mi zabronić. Ale jako mistrz, z drugiej strony patrząc, mam obowiązek dbać o bezpieczeństwo ucznia. Rozwój nie powinien dziać się za wszelką cenę. Poza tym, szkoda mi Olega i ich wzajemnych uczuć. - Rozumiem - przytaknął Jurij - wszystko to prawda. Jak zresztą zawsze, gdy cokolwiek kiedykolwiek powiesz. A skoro tak sprawy się mają, znów będę potrzebował twojej pomocy. - Chcesz wysłać Olegowi posłańca tam, gdzie znajduje się obecnie - Jezus odpowiedział spojrzeniem na spojrzenie. - Z przyjacielską propozycją, że urządzisz mu przyjęcie zaręczynowe, a potem ślub I wesele. Bez jego organizacyjnego uczestnictwa. Świetny pomysł, mój były uczniu - uśmiechnął się Jezus. - Zasłużyłeś na tytuł mistrza. Olegowi będzie bardzo miło, o Soi nie wspominając. Też się ucieszy... Cdn. * Uważny Czytelnik z pewnością skojarzy tę scenę z filmem "Lucy", wyreżyserowanym przez Luca Bessona w 2014 roku. Sahline, 16. Czerwca 20231 punkt
-
1 punkt
-
@Rafael Marius @Rafael Marius miałam na myśli nadzieję, ale nie tak daleko ona od marzeń.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Muszę przyznać, że tym razem to Ty masz znacznie bardziej realistyczne podejście od mojego. Ja chyba próbuję cofać czas.1 punkt
-
@Rafael Marius Nie do końca się z Tobą zgadzam. Bardzo różne historie chodzą po ludziach. Przyszłość wielu osób jest jedną wielką niewiadomą i ma nią wpływ ze 100 czynników, których nie sposób przewidzieć i zaplanować. A najciekawsze jest dla mnie to, że osoba z zewnątrz odbierana za przegraną i nieszczęśliwą może być zupełnie inna i na odwrót. Po latach prezentowanych przez nawet samego siebie różnych postaw raczej skłaniałbym się ku temu co teraz, a nie za 10 lat.1 punkt
-
@Rafael Marius Myślałem o każdym z nas. Każdy z osobna.. Jeśli jesteśmy w stanie określić co jest problemem, wiemy, że musimy coś z nim zrobić. Jeśli wszystko przyjmujemy jako stałe i niezmienne, przyzwyczajamy się, że leje nam na łeb, zamiast otworzyć parasol.1 punkt
-
1 punkt
-
Ale to jest relatywne i zmienne. To co dla jednego jest problemem dla drugiego jest zaletą lub dobrą zabawą. Nasze dziecinne kłopoty wydają się teraz śmieszne, wtedy były tragedią. Ja osobiście nie znam satysfakconującej definicji problemu, choć powiedziałbym że najbliżej mi do... to co boli w danej chwili.1 punkt
-
@Antoine W Ciągle w ruchu. Nie tylko w drodze Ale i w ciągle zmieniającym sie człowieku Piękno życia @slow@violetta@Dared Dzięki za zainteresowanie :)1 punkt
-
@poezja.tanczy Jestem pielgrzymem — włóczęgą... Czasem wiem gdzie iść a czasem... Nie wiem gdzie idę.1 punkt
-
@poezja.tanczy dobrze być ptakiem bo pielgrzym bedzie cierpieć, będzie szedł i szedł,i zaciskał zęby:))1 punkt
-
1 punkt
-
żyjemy na krawędzi równoległych światów dopóki stoimy twarzą do własnej duszy każdy oddech zapewnia że życie jest cudem1 punkt
-
@lovej Wzruszające i prawdziwe, szczególnie ostatni wers... Tak odbieram :) Ale dla mnie zaczyna się od drugiego wersu. To, co jest w pierwszym opisujesz później więc nie wydaje mi sie potrzebny. Pozdrawiam :)1 punkt
-
Kontrola gdzieś po cichu uciekła I woła, chodź za mną do piekła Poza wachlarzem, tam są morale Nie daj się prosić, powtarza stale Sens tracą lata, miesiące, dni Czy to wszystko mi się śni Kolejna duszyczka odeszła daleko Nie ma co płakać, rozlane mleko Niedokończona próba utworu Autorowi potrzeba spokoju1 punkt
-
@Jacek_Suchowicz Zawsze byłem zdania, że czytanie jest pierwsze, potem dopiero jest długo, długo nic... i słowo daję - lepiej czasem wrócić do "Tomka Sawyera" niż "się odezwać i rozwiać wątpliwości" ;) Ciekawe, jak kłamstwa i prowokacje cudownie potrafią namieszać w głowach, że sam moment ‘wkręcenia’ staje się wręcz nieuchwytny, przy czym delikwent wciąż nie ma pojęcia, że właśnie został usidlony. Powielanie absurdów, odwracanie kota ogonem, opór na wszelkie objawy zdrowego rozsądku. Najgorszy z tego wszystkiego jest kompletnie nieuzasadniony zanik „pamięci”, a wszelkie próby, czy sposoby nakłonienia do „czytania między wersami”, powrotu do normalności są tak bezskuteczne, jak wytłumaczenie, że przyszłość jaką się nam szykuje jest kolejną utopią. Albo inaczej – jest następnym planem na nową, niewidzialną tym razem obrożę lub smycz, do których niektórzy już tak przywykli, że bez nich nie potrafią ani żyć, ani myśleć. A przecież to wszystko już było, tylko teraz przeniosło się na zachód. Komu piosenkę, komu? ;)1 punkt
-
Był zakapturzonym pisarzem mój bohater, siedział cicho, skryty, jak mrok w nocy. Jego pióro tańczyło, a strony nabrały życia, wiersz powstawał, jak złote promienie słońca. Atrament czysty, jak łza na policzku, wydobywał z serca prawdę, rany, troski. Pisarz wracał do nich, w tę ciszę wieczną, by przelać na papier duszy nabrzmiałe piękno. Jego myśli tańczyły, splotły się we wstęgi, tworząc wiersze niewidzialne, pełne tajemnicy. Głęboko w środku ślad pióra krył, nucąc melodię słów, które mocno paliły. Wiersze powstawały z ciszy, z samotności, łamiąc granice rzeczywistości, wtórności. A pisarz, zakapturzony, wędrował nocami, szyjąc powieści, jak płynące poezji strumyki. Bo dla niego wiersz był jak złoto, klejnoty, przesłaniem, które wyzwala w duszy moc niezwykłą. Jego dusza pisana atramentem czystym, czytelna i jasna, jak promienie kolorów tęczy. I tak zakapturzony pisarz, w wierszach posępnych, malował poezję, jak radosne obrazy szczęścia. Iście magiczne słowa, jak iskry nadziei, rozświetlały mrok, dając światło, oddech w pętli. Tak ta historia o pisarzu ukochała piękno, które wierszami tkwiło, jak skarb w serca ukryte. Atrament czysty jak łza, wiersze malował, Zakapturzony pisarz, tworząc magię słowem. Daniel Krogulecki1 punkt
-
@iwonaroma Może jakiś ekonomista zrozumie przekaz. Ale i tak nie będzie umiał zastosować tego w praktyce :( Kochając jesteśmy jak ćma i płomień... im większa ona — tym większy on :)1 punkt
-
Ano szkoda, szczególnie patrząc z perspektywy czasu. Gdy byliśmy młodzi myśleliśmy, że znajdziemy inne osoby, lepsze, ale tak się nie stało. Warto pielęgnować te stare relacje, gdy się je jeszcze ma. Dziękuję, że zajrzałeś.1 punkt
-
1 punkt
-
Pani mej oczy jak słońce nie świecą; Korale od ust bardziej czerwone. Gdzie śnieg biały, jej biust śniady nieco; Włosy jak druty; czarne, skłębione. Róż w różnych barwach wiele widziałem, Lecz na policzkach coś nie ma żadnych; Wiele w perfumach woni wąchałem, Bardziej niż oddech mej Pani ładnych. Lubię gdy mówi, choć w mej opinii Muzyka milsze dźwięki przywodzi: Nie widziałem jak stąpa bogini, Ma Pani raczej po ziemi chodzi; A przecież, dla mnie jej piękno tak żywe, Krzywdą dam porównania fałszywe. Od tłumacza: Łamię kolejność, mam nadzieję, że jakoś to przeżyjecie, ale "wątek prokreacyjny" może być nużący (a tak naprawdę wciąż mam lukę między 11 a 18). Dla pocieszenia Sonet 130, w którym Szekspir opisuje swą Panią (Mistress, znaną też jako Dark Lady), zgniatając przy tym listę konwenansów epoki w kulkę i dając ją kotu do zabawy. I William: My mistress’ eyes are nothing like the sun; Coral is far more red, than her lips red: If snow be white, why then her breasts are dun; If hairs be wires, black wires grow on her head. I have seen roses damasked, red and white, But no such roses see I in her cheeks; And in some perfumes is there more delight Than in the breath that from my mistress reeks. I love to hear her speak, yet well I know That music hath a far more pleasing sound: I grant I never saw a goddess go, My mistress, when she walks, treads on the ground: And yet by heaven, I think my love as rare, As any she belied with false compare.1 punkt
-
życie cudem jest - oddech nas upewnia twarz na duszę patrzy - myśl zapewne przednia lecz nic nie wynika bo jest wolna wola dusza wraz z człowiekiem stacza się powoli albo szlachetnieje pośród czynów zacnych rozsiewając dobro miłość i przyjaźnie wciąż się przenikają światy rónoległe dziś cztery wymiary jutro inna przestrzeń :)1 punkt
-
z mojej perspektywy leżę z kolanami powyżej głowy z twojej perspektywy widać tylko obraz kolan zakładasz mu ramki żeby przypadkiem nie uciekł nie zbuntował się szarością jakiejś zaplanowanej zbrodni wyglądanej na zegarku zbrodni zawieszonej na wskazówkach potrzebujących tylko czasu by nadążyć za przyszłością która nieustannie ucieka i dlatego wychodzi koślawo kolana ma raz wyżej raz niżej różniąc przy tym perspektywę jakby chciała wymalować krwawe plamy na ścianach nie służące niczyjej głowie1 punkt
-
Modyfikacja dawnego tekstu –––––––——/?——————— Specjalnie przyszedłem na cmentarz, żeby przezwyciężyć strach. Podobno to znakomita terapia i szansa na zwycięstwo. Najpierw uwierz w istnienie wroga, następnie rozpracuj na ile to możliwe, jego słabości, żebyś wiedział z czym walczysz i jakie środki zaradcze zastosować. A zatem stoję między grobami i czekam na powtórkę z rozrywki. Zupełnie nie wiem, co jest naprawdę, a co tylko w głowie. Chociaż wczoraj na przykład wdepnąłem w namacalny, dowód. Przylepiony do podeszwy, śmierdział jak jasna cholera. Jednak pewności nie mam, czy faktycznie coś czułem, czy tylko umysł tak postanowił. Teraz stoję i czekam. Zawsze początek o tym samym czasie. Sześć minut po szóstej. Zaczynają jak zwykle bardzo spokojnie. Niczym muśnięcie motylich skrzydeł. Tyle, że czarnych ze srebrnymi obwódkami. Pełzną nisko na ziemi, z niekształtnym szelestem. Wiem, że to one. Nie wszystkie. Mam w środku jeszcze białe, lecz one nie wyłażą na zewnątrz. Nie chcą być pobrudzone, walczyć jak równy z równym. Czuję je w sobie odczuwając ich lęk. Zawsze tak samo. Może dzisiaj będzie inaczej. Żebym chociaż zobaczył szarość. Jest ich coraz więcej. Wyłażą z mojej głowy. Z oczu, z nosa, z uszu. Suną na dół. Czuję obrzydliwe, wilgotno zimne, łaskotanie. Jeszcze w miarę spokojne. Czarne rozpłaszczone koty. Lecz z każdą chwilą są coraz bardziej agresywne. Nie mogę ich w żaden sposób zniszczyć lub nawet złagodzić niekomfortową sytuację. Podejmują jak zwykle nagły frontalny atak. Mam wrażenie, że stoję w czarnej falującej rzece. Zadają rany, chociaż nie widzę żadnej krwi. To raczej oddzielne skrawki umysłu odczuwają ból. Aż nie mogę uwierzyć, że nie wirują wokół szarych fałd, schowanych pod sklepieniem z twardej kości. Dlaczego wybrały właśnie te długaśne, zakręcone u dołu kolumny, w zabłoconych butach? Zawsze tak samo. Powtarzają to jak mantrę. Widocznie nie wszystkie zamiary wroga, są mi znane. Paskudnie płaskie, ciemne, prześwitujące plamy. Widzę przez nie chodnik. W tej właśnie chwili, początek tego, co mnie najbardziej przeraża, chociaż przeżywałem to już wiele razy. Wiem co za chwilę nastąpi i nie mogę tego zmienić. Są niezniszczalne, uparcie powtarzają ciągle to samo. Kształtują z samych siebie, to co zwykle. Stanowczo i dokładnie. Baz pośpiechu. Wiedzą, że nie ucieknę. Jestem wewnątrz, ale nie w takiej zwyczajnej drewnianej. Stoi pionowo. Ściany uplecione z lepkiej, czarnej koronki. Jestem wewnątrz kokonu z pajęczyny, w kształcie trumny. Po wewnętrznej stronie, łażą malutkie trupie czaszki, na srebrnych włochatych nóżkach, wymachując tycimi narzędziami, w kształcie wspomnienia żniw. W innej sytuacji, byłoby to nawet zabawne. Tyle razy je widziałem, że nie powinno to robić na mnie żadnego wrażenia. Jednak teraz zaczyna być inaczej niż zazwyczaj, co jest dla wielce niepokojące. Nie wiem, co będzie za chwilę. Trumna jest coraz mniejsza. Zimne ścianki dotykają ciała. Odczuwam cholerną klaustrofobię. Twarde czaszki wyżerają otwory wszędzie, gdzie tylko mogą. Wchodzą w każdy zakamarek opakowania duszy. Przybywa ich coraz więcej. To tylko pokręcone urojenia. Tak myślałem jeszcze przed chwilą, ale teraz pewności nie mam… gdyż nie jest tak, jak być powinno. Czuję, że łażą pod skórą, chociaż wizualnie nie dostrzegam żadnych zmian. Odczuwam przemożną chęć wyjścia na zewnątrz, by głęboko odetchnąć, zaczerpnąć chociaż stęchłego powietrza, bo przecież innego w moim umyśle nie ma. Nic z tego. Im bardziej rozpycham wilgotne śmierdzące ściany, tym bardziej są bliżej mnie. Zmuszony jestem oprzeć plecy o koronkowe wnętrze trumny. Na ile to w ogóle możliwe, chce być jak najdalej, gdyż na przeciwległej ścianie, widzę przylepionego trupa. Wygląda jak płaski rozkładany obraz. Bardzo cuchnie, a zniekształcona twarz –z okiem na zewnątrz i bez ust – kogoś mi przypomina. Na domiar złego spleśniałe ciało, złośliwie prześwituje. Zauważam przez wnętrzności zwłok, nagrobki na cmentarzu. Jedno na drugie nachodzi. A właściwie całe wnętrze jest teraz półprzezroczyste. Wiem, że po drugiej stronie, czeka w miarę normalny – czyli jaki? – przyswajalny świat. Jest na wyciągnięcie ręki, ale nie mogę go nawet dotknąć. W pierwszej chwili nie wiem, na co dokładnie patrzę. Dostrzegam jakieś białe plamy na cmentarzu. Dopiero po jakimś czasie uświadamiam sobie, że na każdym grobie, siedzi przykucnięta niewielka dziewczynka, w białej sukience. W tym cały półmroku, wygląda to niesamowicie. Niczym białe kwiaty, na ciemnych nagrobkach. Albo raczej łabędzie śpiewy. Nagle wszystkie w tym samym momencie, spoglądają w moim kierunku. Nie widzę ich twarzy. Tylko dwa żółtawe punkty zamiast oczu. Jednocześnie rozkładają delikatne ręce. Przeobrażają w skrzydła. Są białe, ale strasznie postrzępione. Wiele piór chłoną nagrobne płyty. Białe żaglówki z wysokiej fali, wchłaniane przez mogiły, niczym topniejące grudki zapomnianego śniegu. Słyszę delikatne trzepotanie. Dziewczynki wzlatują ponad groby. Krążą dość wysoko, oświetlane blaskiem srebrnej tarczy. Szare cienie, deformowane na pomnikach i nazwiskach zmarłych, cicho szeleszczą ostatecznością. Nie wiem zupełnie, czy chcą mnie zniszczyć, czy pragną uratować. Krzyczę wniebogłosy, tak na wszelki wypadek. Nic z tego. Kokon jest dźwiękoszczelny. Krążą coraz wyżej. Niektóre są widoczne na tle księżyca. Z jednych grobów wypełzają błękitne wstążki, a z innych szare. Tylko z nielicznych, złotawe warkocze płomieni. Zauważają mnie. Zniżają lot. Słyszę zanikający szum skrzydeł. Lądują wokół trumny. Patrzą na żółtymi oczami. Czuję ciepły oddech i widzę z bliska ich twarze, ale nie mogę określić wyglądu. Jakbym nigdy w życiu takiego czegoś nie widział. Patrzę, ale mój mózg nie przemienia widoku w zrozumiały obraz. Zaczynam wierzyć, że mi pomogą, chociaż sam już nie wiem, w co wierzę tak naprawdę. Trumna jest nadal wokół, ale chociaż obraz zwłok zniknął. Na jego miejscu dostrzegam złotawą poświatę oraz szaro białe plamy, pulsujące na ścianach. Może wreszcie ze mnie wyszły i zaczęły walczyć. A one widząc, że sam sobie pomagam, przyfrunęły, by dodatkowo pomóc. Nie mam bladego pojęcia, co to wszystko znaczyć. Dziewczynki skrzydłami, otaczają ażurową trumnę. Dotykają jasnych cząstek. Wszystko zaczyna skwierczeć i dymić. Jakby jedno do drugiego zupełnie nie pasowało. Tak naprawdę nie wiem, czy chcą mnie zabić, czy wręcz przeciwnie… pragną zniszczyć niechcianą skorupę, w której szaleje uwięziony umysł. Szczur w klatce, w którym ściany są blisko, a jednocześnie tak daleko, gdzie na horyzoncie widać drzwi, do których już dawno zgubiłem klucz. Podejmuję ryzyko. Nic więcej nie mogę uczynić. Zupełnie niespodziewanie trumienny kokon znika. Dziewczynki też. Nie wiem, co było grane. Jeszcze nie bardzo rozumiem, sens koncertu. *** Specjalnie przyszedłem na cmentarz, żeby przezwyciężyć strach...1 punkt
-
Kim Ty jesteś??? Bycie Polakiem to najwspanialsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić i jestem z tego dumny, że mogłem się tutaj urodzić - samodzielnie myśleć i nie być wyznawcą jedynie słusznych ideologii!!!!1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne