Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 11.02.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
Pieprzona codzienność cholernego poranka. Kubek kawy parzonej bo nie filiżanka. Zwiędłe nadgarstki. Nici nie trzeba. Wypisz, wymaluj do Parszywego nieba. Zamykam zamknięte w zgięciu przegubów. To nie czas i miejsce gówniarskich wygłupów. Pięści do niebios a może i Ziemi, Pieprzona codzienność zagrabi dla siebie... To jeszcze nie czas, żeby się pożegnać... To jeszcze nie czas, żeby żywych grzebać ...6 punktów
-
Powiedz mi. Ach, tak. Pamiętam. Nie chcesz nic mówić. Wiem. Więc, milcz. I rozsadź tym milczeniem moje uszy. Niech zatonę w pulsującej ciszy. W szumie wodospadu buzującej w uszach krwi. Czy mnie słyszysz? Nie. Ponieważ zagłusza mnie zgiełk rozsuwanych w lokalu krzeseł. Występy tanich grajków i potok słów. Bezsensownych, banalnych treści. Nie mów. Wiem. Bo i cóż mówić w tym rozgwarze śmiechów? Bo i cóż mówić do cienia, kiedy pada jaskrawy reflektorów blask? Bo i cóż prawować z kimś, kto jest bliżej śmierci? Tak, bliżej. Może, lada dzień? Jestem w królestwie braku wszystkiego. W zasadzie już mnie nie ma. Idę wzdłuż muru z wilgotnych, omszałych cegieł, kamieni. Mur ciągnie się donikąd, ponieważ przybywam znikąd. Przytulam się do niczego i będąc w objęciach niczego. Ściskam w ręku bukiet (miały być dla kogoś kwiaty, lecz zamieniły się w pęk traw bez woni) Nadzieja zgasła. Rozprysła się w drobny mak. * Wiem, moja wina. Moja cholerna, pieprzona wina. Nie musicie mi tego ciągle powtarzać. Chcecie pogadać? Mój telefon znajdziecie na mankiecie koszuli albo na blacie stolika w podrzędnym barze, z mokrymi kręgami alkoholu. Zapytajcie barmana. On mnie tu zna. I wielu podobnych do mnie, którym już dawno wyrosły skrzydła jak u ciem. Czyści teraz mozolnie kieliszki i szklanki. Ogląda je pod światło. Pucuje dalej… Niech pucuje. Tak, wiem. Często w moim odtwarzaczu wiruje „Clutching at Straws”, Marillion. Stąd te powtórki, te pierdolone powtórki. I ten rozdzierający głos Fisha… Co? Brzydko? Bo tak ma być, właśnie tak. Kurewsko i parszywie. Powiecie, że cham, że wychowała go ulica. Patrzcie, państwo, odezwała się kultura. Powiem wam coś, mam to gdzieś i te wasze dyrdymały o bzdetach… * Ile jeszcze przede mną kroków? Nie wiem. Nie ma nic. Jedynie pustka pól i cisza nieba wysokiego. W błękicie świtu. W granacie nocy. Próbuję ująć twoją dłoń, lecz nie ma takiej dłoni. Obejmuję próżnię. Ona i ja. Odtąd już na zawsze niemi. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-02-11)5 punktów
-
W zaciszu Uroczyście gra muzyka Nadrdzewiałej bramy. Szwajcar garbus ją odmyka – Serdecznie witamy. Już kwatera zgotowana Od samego rana, Łoże zaraz się wymości, Proszę się rozgościć. Huczna barwność wyciszenia – Znajdziesz u nas wszystko. Tu szkielecą się białości – Przednie towarzystwo. Wiatr – wiewiórczy rudym liściem Skocznie po kamieniach. Żyźni, ciałem oczywiście, Nasycona ziemia. Przed zębatą strzygą strzegą, Gargulcowe oczy – Na cokołach, groźne, drzemią, Ożywają w nocy. Sprzymierzone im w obronie Tyralierzą drzewa. Wierzba płaczka, pochylona Hymn uśpienia śpiewa. Rozpościera nic trupiszczo Zwiewny płaszcz przygłuchy, Do kołyski rześko wieszczy Niesny i nieduchy. Marek Thomanek 11.02.20234 punkty
-
cóż to był za czas lekko łatwo się marzyło przeszłość nudziła wydawała się dziecinna za to przyszłość była już dorosła czasami zbyt marzenia sięgały Himalajów uczucia gubiły się w natłoku nie zawsze była w zasięgu ta upragniona osoba w obłokach ją widywaliśmy bywało że szliśmy z myślami za rękę przytulaliśmy się patrzeliśmy w oczy były i pocałunki a raczej przymiarki aż pochłonęła nas rzeczywistość nie zwracała uwagi na nasze cudowne plany marzenia nie chciała ich nawet poznać życie popłynęło swoim nurtem płyniemy w nim do dziś 2.2023 andrew4 punkty
-
Czy ty wiesz Pobyć z tobą przez chwilę Czy ty wiesz co to jest intercooler może wiesz może nie wiesz może wiesz mniej może wiesz więcej czy ty wiesz co to jest ziarno piasku może wiesz może nie wiesz może wiesz mniej może wiesz więcej czy ty wiesz co to jest poezja może wiesz może nie wiesz może wiesz mniej może wiesz więcej czy ty wiesz co to jest jack daniel's to dobra, sprawdzona whisky jedna szklaneczka wypełniona kostkami lodu jest w sam raz szczególnie dzisiaj przed snem ściągam narzutę z łóżka zginam kołdrę na pół widać całe poduszki poprawiam układam za chwilę położę się spać to nic, że brakuje mi paru słów być może frazy aby rzucić się w otchłań bez najmniejszego żalu zostawię ten wiersz takim, jakim go poczułem w tej chwili samotności trochę napoczęty trochę wykorzystany tak, jak zostawia się resztki taniego mydła w hotelowym pokoju. Wałcz, 20. 01. 2023. Czy ty wiesz co to jest intercooler może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest ziarno piasku może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest poezja może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest jack daniel's to dobra, sprawdzona whisky jedna szklaneczka wypełniona kostkami lodu jest w sam raz szczególnie dzisiaj przed snem ściągam narzutę z łóżka zginam kołdrę na pół widać całe poduszki poprawiam układam za chwilę położę się spać to nic, że brakuje mi paru słów być może frazy aby rzucić się w otchłań bez najmniejszego żalu zostawię ten wiersz takim, jakim go poczułem w tej chwili samotności trochę napoczęty trochę wykorzystany tak, jak zostawia się resztki taniego mydła w hotelowym pokoju. Wałcz, 20. 01. 2023. Czy ty wiesz co to jest intercooler może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest ziarno piasku może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest poezja może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest jack daniel's to dobra, sprawdzona whisky jedna szklaneczka wypełniona kostkami lodu jest w sam raz szczególnie dzisiaj przed snem ściągam narzutę z łóżka zginam kołdrę na pół widać całe poduszki poprawiam układam za chwilę położę się spać to nic, że brakuje mi paru słów być może frazy aby rzucić się w otchłań bez najmniejszego żalu zostawię ten wiersz takim, jakim go poczułem w tej chwili samotności trochę napoczęty trochę wykorzystany tak, jak zostawia się resztki taniego mydła w hotelowym pokoju. Wałcz, 20. 01. 2023. co to jest intercooler może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest ziarno piasku może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest poezja może wiesz może nie wiesz może wiesz trochę mniej może wiesz trochę więcej czy ty wiesz co to jest jack daniel's to dobra, sprawdzona whisky jedna szklaneczka wypełniona kostkami lodu jest w sam raz szczególnie dzisiaj przed snem ściągam narzutę z łóżka zginam kołdrę na pół widać całe poduszki poprawiam układam za chwilę położę się spać to nic, że brakuje mi paru słów być może frazy aby rzucić się w otchłań bez najmniejszego żalu zostawię ten wiersz takim, jakim go poczułem w tej chwili samotności trochę napoczęty trochę wykorzystany tak, jak zostawia się resztki taniego mydła w hotelowym pokoju. Wałcz, 20. 01. 2023.3 punkty
-
ty i ja słowa dwa tak banalnie się zaczyna ale przecież niewątpliwie bajka to więc różowy będzie finał żyli długo i szczęśliwie w starym kinie3 punkty
-
splątanie Agnieszka włącza telewizję serial sport polityka nie…nie…nie… zatrzymuje się na science słyszy o oddziaływaniu na odległość jakiś naukowiec sugeruje że przeszłość wpływa na przyszłość a przyszłość na przeszłość Agnieszkę zaczyna boleć głowa naciska off cisza… po chwili zaczyna ją wypełniać obraz dziadka babcia mówiła o nim z dumą podczas wojny był bombardierem zna go tylko ze zdjęć ale kiedy zamyka oczy czuje jego delikatny oddech3 punkty
-
Powtarzalność poczynań napawała go spokojem Krzątał się wokół niej tyleż chętnie co z przyzwyczajenia... Czasem też wchodził na jej ciało miękko i z chęcią Choć nigdy nie była piękna to zawsze jego Jedyna - nieprzeciętna w spojrzeniu Taka miłość przeczesana siwizną Zapchana codziennością życia... Kochał ją tak jak i się z nią nudził Po prostu lubił gdy była i gdy jak natrętna mucha kręciła się w pobliżu A marktoniał kiedy smutna w zadumę głęboko odpływała... Na szczęście wracała zawsze niby bumerang do jego ramion przez czas pomarszczonych Zawsze w porę docierała Pstrykała go drżącymi palcami i gładziła po starczym nosie Te ciągłe życiowe rytuały Brzydkie i całkiem znośnie na piedestał ją wynosiły Każdy dzień i pewność obecności rzeźbiły bezlęk w jego sercu Upadki i wzloty miłosne... Wszystko przy niej miał - Chwile wielkie w ich małości3 punkty
-
seks oralny jest fatalny, bo wpływa na zdrowie Niech każdy się dowie! alarmują lekarze i wskazują sondaże _ https://tvn24.pl/tvnmeteo/najnowsze/badania-seks-oralny-jedna-z-przyczyn-nowotworow-glowy-i-szyi-48983262 punkty
-
- Jesteś na tak, czy na nie? - No tak. - Czyli tak? - Ach, przepraszam, nie zrozumiałem - nie. - To nie? - Nie. - To będzie nie. - Nie! - Jak to nie? - No nie. - Nie, że nie? - Tak. - To tak, czy nie? - Nie wiem. 9 II 20232 punkty
-
Lodowe piekło umysłu Nadziei już tu brak. Było inaczej lecz prysło W pył się rozsypał żal. Nie szukam winnego, bo po co? Wiem zrozumiałam już. Nie dla każdego jest szczęście Czasem burz dostajesz naręcze . Złych gwiazd moich to wina Los jak garba , szczęście mi dał Jest skutek , była przyczyna Noc , łza smutek i szał .2 punkty
-
Pryska na boki piach i żwir. Dwadzieścia ton i piąty gear. Żaden to rabuś, żaden zbir - to w snopie żółtych świateł tir. Pod maską dwieście koni par, Na siodle paka - nie Ził i Star. W rozgrzanych gumach 8 bar. Niebieski dym, na osi smar. Nie pcha pojazdu żaden pych - w godzinę nabił osiem dych. Za kółkiem król przydrożnych kich, Dla kumpli Zdzisiek, dla nas Zdzich. Dwa pety wciąż za uchem miał. Po drodze łebków zawsze brał. Wyciskał z 'garów' ile chciał - cegła na gaz i pędził, gnał. Gdy rzucał się w podroży wir Bardziej jak Odys, a nie Lear. Nie kochał żon, nie lubił ździr. Liczył się tylko on i tir. Kiedy na rampie towar zdał, Ze zgasłym petem w ustach stał. Nad głową chmur ołowiu wał, Na Zdzicha kubły deszczu lał. A on za sterem pewnie tkwił; Tam się narodził, zawsze był, Pomimo mrozów, 'psów' i kich Ze zgasłym petem rudy Zdzich. Aż kiedyś wiózł na pace gres - wszystkiemu winien czart lub bies. Wyskoczył z boku kot czy pies - na Zdzicha przyszedł jego kres. Bo tir jak karton zgiął się w pół, Choć znak czerwony stał jak wół. Stąd Zdzicha duch się odtąd snuł I jęcząc w brodę sobie pluł. Wykopał dołki podły kret. Przeklęty los wziął wet za wet, Odliczył koniec: zet, ziet, żet. Po Zdzichu został żółty pet. YouTube - wersja dla leniuchów (wersja udźwiękowiona)2 punkty
-
Bóg powiedział ja swoje zrobiłem macie góry rzeki lasy motyle łąki Morza oceany wiatr tęcze kwiaty ptactwo deszcz i zaćmienie Wy tego pilnujcie to jest godne waszego bytu dumne zajęcie Bóg powiedział będzie wam miło tylko proszę was nie psujcie tego Człowiek wiadomo sknocił wiele nie dbał o świat był mu niewierny Wycinał lasy psuł jego sens nie umiał kochać polubił grzechy Bóg na to rzekł to wasza wola że dziś echo i wiatr smutniejsze2 punkty
-
2 punkty
-
(na końcu świata gdzie diabeł mówi dobranoc) miałem sen dystopiczny że jestem pośrodku niczego obudziłem się spocony patrząc na fotogram przedstawiający dalekie wyspy które oplatały ciepłe morza tym podładowany wyszedłem poza strefę komfortu polaryzujących sprzężeń zwrotnych pozostawionych cyfrowych śladów z nich to algorytm wyczytuje moje skłonności i steruje mną wysyła strumień danych do polubień bym był na bieżąco i zrobił upgrade obejrzał wszystkie sezony najnowszych seriali miał międzymordzie na stałe przy twarzy podłączone wciąż coś sprawdzał by oko kamery rejestrowało indywidualne cechy generując aktualne dane w bańce informacyjnej2 punkty
-
2 punkty
-
Robiąc wulgarne skręty ze stron tomów poezji celebruję bezsłoneczne popołudnie. Recytacja z twarzą w garnku, gdzie na dnie resztki kaszy na skwarkach. Kiedy już lśni, wylizany do czysta błoga sytość wenę usypia. W barłogu, z cegłą pod główką, po czubek nosa przykryta. Zszarganą szmatą do zapychania szpar pod drzwiami i w rzeczywistości. Zastanej jak stawy po długotrwałym siedzeniu nad pustym kubkiem. Ten pamięta lepsze czasy, ale to bajka do straszenia grzecznych dzieci, o niepokojących oczach starców. Niech im się przyśnią koszmary, ze szczególnym uwzględnieniem życia. Następna kartka skręca się w palcach.2 punkty
-
Wstałem. Nie patrzyłem na zegarek. Telefon zawsze leży w salonie, rzucony gdzieś w kąt tapczanu. Nie chce wiedzieć, która jest godzina. Mam tylko nadzieję, że grubo popołudniu. Patrzę w sufit i myślę. Rozmyślam nad sensem życia, którego nie umiem odnaleźć. Jej nie ma. Wyszła. Jestem sam w gnijącym mieszkaniu, a uczucie pustki jest ze mną nie przerwanie od zawsze. Jak demon. Pierdolone opętanie. Wstaje z łóżka. Wychodząc z sypialni zerkam na dekoder. Jest 13. Dziękuje. Dobry boże bądź losie, opaczności moja. Ciężko jest mi wierzyć. To takie ludzkie wątpić. Nie dostrzegać. Może na łożu śmierci zrozumiem, że katolicyzm jednak miał rację. Ale nie teraz. Teraźniejszość nie pozwala mi postrzegać inaczej świata. To wydmuszka gdzie tylko debile wygrywają. Idę się ubrać. Zakładam byle jakie bokserki i koszulkę z nadrukiem Sex Pistols. Kurwa, Sid Vicious. Pierdolone beztalencie. Tacy ludzie po dziś dzień mają hołd. Za co? Za umiejętność wpierdalania helupy w kable? Świat od zawsze stał za gównem. Wracam do salonu. Jestem głodny. Otwieram lodówkę, żeby poczuć rozkładający się zapach zepsutych pomidorów. Głód przenika albo percepcja podpowiada, żeby przestać myśleć. Najlepiej w ogóle nie myśleć. Tak żyję się prościej, lepiej. Idź do roboty. Rób przez 8 godzin to, czego nienawidzisz. Wracaj zmęczony, wypruty z poczucia jakiejkolwiek wartości. Odpal telewizję, która z mózgu robi ci szambiarkę. I żyj. Jak najdłużej tkwij w tym. Do usranej śmierci. Po drodze zrób dziecko. Najlepiej w wieku 20, 30 lat. W życiu nic w sumie nie doświadczyłeś, więc samoistne zero przekażesz w genach. Błąd rodzi błąd. Wszystkie swoje bolączki i niespełnione ambicje wylej w dzieciaka. Tak jak robili twoi starzy. Koło się zazębia. Piękny, nowy, wspaniały świat kurwa jego mać. Podchodzę do szafki. Mam tam schowane 3 paczki papierosów. Do wyboru, do koloru. Kolekcjoner. Chowam przed sobą szlugi, żeby nie palić. Jakbym miał dwubiegunowość. Biorę marlboro, odpalam fajkę. I myślę. Znowu zagłębiam się w otchłań, w która zagłębiać się nie powinienem. Nie warto. Chce wierzyć, że jest K - PAX, matrix albo chuj wie, co jeszcze. Albo, że zaraz się obudzę. Cały ten koszmar zwany życiem to tak naprawdę gra, a resetujesz ją przez śmierć. Reinkarnacja. Czyli co, hinduizm ma rację? To wszystko jest nie wytłumaczalne jak obrazy Lyncha. Wychodzę na balkon. Papieros tli mi się w ręce, a jego słodko – kwaśny dym drażni moje nozdrza. Pamiętam pierwszego ćmika. Miałem 12 lat. Fajki kosztowały 10 złotych. Krztusiłem się nim jakbym zajebał dobrego skuna. To wszystko było takie proste, trywialne. Nostalgia. To najgorsze, co nam wpojono. Oglądanie starych fotografii, płacz za zmarłymi, postrzeganie przeszłości w sposób ikoniczny. Kiedyś to było. Nie, nigdy nie było dobrze. Cały ten świat to Powiększenie Antonioniego. Jesteśmy pierwiastkami nic nieznaczącymi we wszechświecie. Boimy się zmian, a przecież tylko zmiana jest stała. Patrzę w dół. Z trzeciego piętra świat wygląda ładniej. Jest bardziej przejrzysty. Łatwiej stąd dosięgnąć gwiazd. Rozglądam się po ludziach spacerujących po chodnikach. Ich facjaty są przeraźliwe, chore, wyczerpane brakiem spokoju i snu. Patrzę na nich, ale oni mnie nie dostrzegają. Jestem niewidzialnym bytem, duchem, istotą pozaziemską. Kaszle. Dym trzymany w płucach daje o sobie znać. Wypluwam go. Robi mi się słabo. Mam zawroty głowy. A może to załamanie nerwowe? Może to brak akceptacji społeczeństwa, samotność i borderline? Od gimnazjum czuję niepewność. Niemożność mówienia. Nieumiejętność koordynacji. Wstaję. Zbliżam się do barierki. Wystawiam głowę za nią. Patrzy na mnie mężczyzna. Ma brzydką twarz. Wygląda jak Willem Dafoe w Dzikości serca. Utrzymuje z nim kontakt wzrokowy. Nie ciekawi mnie jego życie, bo pewnie jest tak samo chujowe jak moje, twoje, nasze. Może śmierć byłaby najlepszym rozwiązaniem. Gardzę samobójcami. Gardzę samym sobą. Gdzie moja Lula? Przecież jestem Sailorem w tej tragikomedii. Nie mam ambicji, planów. Nie mam nic. Codziennie powinienem dziękować, za życie, za słodki żywot. Chce zniknąć. Wpadam w szał, płaczę. Wyrzucam niedopałek na sąsiedni balkon. Chce stąd uciec, odnaleźć siebie. Spostrzegam otwieranie drzwi. - Jestem, kochanie. – słyszę. - Cieszę się. – odpowiadam. - Jak ci minął dzień? – pyta mnie moja kobieta. - Cudownie, właśnie miałem gotować obiad. k.2 punkty
-
Witaj... jak dla mnie za dużo oczywistości. Szczególne miejsce wiersza to puenta, podsumowanie, zamkniecie myśli poetyckiej - a tutaj puszczona w schemat. A przecież można sprawić żeby wiersz wyglądał lepiej, wystarczy podjąć próbę zapisania swoich przemyśleń, bez oklepanych porównań do Himalajów... Od poezji należy oczekiwać czegoś więcej niż powielania stereotypów - tylko świeżości, nowego spojrzenia. Pozdrawiam serdecznie2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
Tak, to znowu ja xd @Mateusz poezja.org jest jedynym portalem, na którym widoczne są pierwsze wersy publikacji. Nie mam zielonego pojęcia PO CO? Nie ma problemu, jeśli jest to dłuższy poemat lub proza. Natomiast przy: *Miniaturach *Limerykach *Haiku *Palindromach wyświetla się cały tekścik i Czytelnicy tracą kompletnie zainteresowanie. Moim zdaniem to niepotrzebny falstart. Publikacja ma być niespodzianką, a nie tekstem na startowej stronie. Liczę na treściwy feedback.1 punkt
-
Bandyta Luc z Belgii regionu Huy'a Powiadał że menda z niego i szuja Był wobec siebie krytyczny Chociaż miał talent liryczny Poezyje pisał ten kawał zbója1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jak serce jest już tak rozgrzane, to topnieje, jak wosk - doczepić w sensie, że odgrzewane kotlety? Trudno. Jestem mało oryginalna :) @Asia Dziękuję za komentarz i przychylność 💐1 punkt
-
@Kwiatuszek Bardzo dziękuję Kwiatuszku za serduszko i komentarz. Również miłego dnia życzę :-) @violetta Dziękuję za komentarz i serduszko. Pozdrawiam :-)1 punkt
-
1 punkt
-
@Stary_Kredens Taki komentarz,... takie szerokie spojrzenie,cóż to ogromna radość dla piszącego. Dziękuję. Pozdrawiam, miłego dnia. Z moim nurtem płynę bez zmian i jest mi dobrze, czego życzę Wszystkim. @finch Dziękuję za przeczytanie i bardzo wartościowe opinie. Pozdrawiam, miłego dnia.1 punkt
-
@andrew 'Młodość jest religią, z której prędzej czy później trzeba się w końcu nawrócić.' Pozdr.1 punkt
-
1 punkt
-
@Tectosmith dobry wiersz, a wulgaryzmy czasem mają właściwości terapeutyczne..... :) nieraz lepiej zakląć, niż pięścią uderzyć.. Pozdrawiam.1 punkt
-
Mam podobnie @ais Zastanawia, co się z nami stało i co jeszcze musi nam wyciąć to Państwo i rzeczywistość, by opamiętanie przyszło?1 punkt
-
@Tectosmith Ciężki kaliber, na pewno nie można tej puenty podejrzewać o optymizm, ale ja jednak będę uparcie wierzyć, że życie zmieni się na lepsze... cieszę się, że w końcu mogę przeczytać jakiś Twój wiersz, oczekuję części drugiej, pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
szklana głowa szklane ciało szklane słowa choć ich mało szklany ranek szklany dzień jestem w gruncie niewidzialny ledwo w słońcu dostrzegalny został ze mnie tylko cień tylko w nocy kształt mój wraca schodzi nuda łza i praca i zwykłego dnia rój pień to nie tak że nie istnieję – jestem pusty wciąż się śmieję z pustki świata z kurzych pień 7 II 2023 ********************************** wiersz ten jest inspirowany pewnym utworem zespołu Myslovitz o tym samym tytule (to też dobre miejsce by wyrazić swoje głębokie niezadowolenie z racji tego, iż albumu "Korova..." nadal na Spotify nie ma...)1 punkt
-
Byłem hippisem Z kartką długopisem Nie ćpałem Klasyki rocka nie słuchałem Nie było mnie stać By wyżej srać Dlatego gnojna jest wojna Byłem do przodu zabrakło z tyłu Tyłek wypięty na różne przekręty Polne kwiaty we włosach Łonowych piach W którym Szkielety mundury1 punkt
-
lubię zimę gdy słońcem zapłonie stopi lody choć je bardzo lubię lecz wybaczam bom jest ciepłolubny kropla wiosny zakwitnie na dłoni1 punkt
-
Po podłodze sobie śmigam. Jak przystało w nowym domu. Ustawiony, aż za dobrze, Dbam o strefę po kryjomu. Syczę tak jak moi bracia. Odrobinkę, sapię, burczę. I pod siebie coś przygarnę, A to papier, a to spinkę. I wystarczy guzik wcisnąć. Już gotowym jest na wszystko. Już wysuwam się z kącika, Jadę, bo mnie ktoś tam wzywa. Bez guzika też potrafię, Pajęczynom nie popuszczę, Kurzom mówię dosyć tego, Idę czuwać w noc kolego. Wsysam wszystko co popadnie. Czystą robię tu podłogę. Jestem samowystarczalnym Odkurzającym robotem.1 punkt
-
Piotrze, przed nami noc pokryta satyną — gładka skóra, bezbronna wobec przygaszonych gwiazd. Za ich oczami jątrzy się czerń mojego patrzenia; im głębiej, tym wyrażniej czuję jak pochłania. Sen jest pełen niepokoju, zbiega się w punkt, gdzie niewyobrażalnie żywy przelewasz we mnie swoją krew. Wiążę z niej wstążki — czarne przywołują płytki oddech za którym już tylko kości rzucone w noc.1 punkt
-
Zadziwia mnogość mikrokosmosów Kiedy się stłoczy na celulozie Bez mała hektar, w zasięgu wzroku Całą opowieść… Zapał przeminął wraz z głuchą ciszą W którą się wkradło szuranie monet O trzewia szafy*, coś w niej zawyło (Oby zachrypło) Przepadł z kretesem łaskawy moment Choćby zalążek raczył przebłysnąć Rodzi się z szumu tylko mdły melanż Grunt niepodatny, dzieło wschodziło Lecz mi się puenta nazbyt pomięła ------------------------------------------ * mowa tu o szafie grającej (rzecz jasna)1 punkt
-
W nasz stół wbito nóż - zbrodnię na słowie, I chociaż nikt już nie chce pamiętać, Czyj to był rozkaz, a czyja ręka, Każdy ma ciszy równą połowę. Nie ma nic, czego jeszcze nie pożarł. Chęci krojenia gardła lub chleba, A każde słowo, którego trzeba, Pośrodku stołu - na ostrzu noża. Znów doń siadamy, gdy dzień się kończy, A przecież ulgą w porze wieczornej Byłoby patrzeć, jak dom nasz płonie. W nim stół, co nożem dzieląc nas - łączył.1 punkt
-
nie pamiętam bezdeszczowych dni w jeżynowym lesie tam polowanie na myszy dookoła zaostrza pazury pył na tle nieba zawirował wyłaniając zwierza bestia ze zjeżonym włosem na karku i dzikością w oczach moje serce szybuje do lotu przy październikowym wietrze idę po horyzoncie jak drzewa powtarzając tajemne zaklęcie że tutaj już go nie ma a on w imię porannej rosy łaskawie otępiał i przepadł bez śladu1 punkt
-
sen z tajemnicą i niczym pomiędzy trąca ślad gdzie kończy się promień na miejscu im dłużej zostanie tym bliższy zażyłości z obrazem drgającym w powietrzu1 punkt
-
w świeckich niebach dożywotnich dobre uczynki wyjęli z lokaty na wieczystym koncie a aureole kute na miarę zdejmują do snu1 punkt
-
1 punkt
-
stan mamy ciężki ale stabilny to jeden z łagodniejszych wyroków jakie mogliśmy w tym miejscu usłyszeć płaczemy więc higienicznie po cichu wierząc w te plastikowe rurki przez które w mamę na nowo wtłaczają dezertera-życie1 punkt
-
a teraz musimy już tylko poczekać aż groby dzieci porośnie trawa a po tej trawie inne dzieci przebiegną rozkrzyczane a echo pomnoży te ich krzyki w skromnej rekompensacie za przerwany hejnał grany na trąbce ze sklepu z zabawkami1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne