Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.02.2023 w Odpowiedzi

  1. Pół godziny później byli gotowi do wyjścia. Anais, jej synek Olli i Dzień, który był nadzwyczaj zadowolony, że udało mu się jednak namówić ich na spacer. Spakowali wiklinowy koszyk piknikowy, w którym znalazły się jajka gotowane na półmiękko, świeże bułeczki z masłem, ketchup i termos z gorącą herbatą. To był ich klasyczny zestaw na drugie śniadania w plenerze. Nadal padał deszcz, choć zdecydowanie mniej niż kiedy wstali. Krople spływały delikatnie po nieśmiało wyłaniajacych się pączkach liści brzozy, która rosła za oknem kuchni. Wróble na parapecie wesoło szczebiotały, otrzepując jednocześnie piórka z błyszczących kropelek. Były tak zadowolone, jak gdyby zażyły prawdziwie królewskiej kąpieli. Olli patrzył przez szybę swoimi błyszczącymi, wielkimi oczami, w których było widać wielkie podekscytowanie. Kochał spacery ze swoją mamą, nawet jeśli za oknem pogoda była średnia. - Mamo, idziemy już? - rzucił niecierpliwie chłopiec zakładając swoje ulubione kalosze. - Oczywiście, że idziemy! Wezmę tylko parasole. Anais wyciągnęła również kurtki przeciwdeszczowe. Zabrali koszyk z prowiantem i wyszli. Do lasu nie było daleko a droga prowadziła przez pola. Po deszczowej nocy i poranku zrobiła się bardzo błotnista. Kałuże wyglądały jak małe jeziorka, porozrzucane tu i ówdzie. Dobrze, że mama i chłopiec zaopatrzyli się w odpowiednie kalosze. Dzięki nim droga była świetną okazją do wspólnej zabawy. - Mamo, jak ja lubię deszcz! - pokrzykiwał radośnie Olli, wyciągając ręce do góry, jakby chciał złapać wszystkie kropelki naraz. Dzień ściągnął z twarzy swoją ponurą maskę i zza ciemnych chmur zaczęło wyłaniać się słońce. Złote promienie w połączeniu z resztkami deszczu spadającym z nieba, stworzyły nad nimi zjawiskową, ogromną tęczę...
    4 punkty
  2. Przychodzi co wieczór I tak spędza noc Zegar staje w miejscu Spada z ciała koc Oczy ma niebieskie Włosy szary blond Usta w krzywą kreskę Dokądś idzie - skądś Wzrusza drżące ciało Wpycha w epilepsję Prowadzi w marzenia Szykując udrękę Odys gnał po falach Do swojej Itaki Pozazdrościć losu I zwodniczych znaków
    4 punkty
  3. Dwa serduszka w tłumie, te pokaleczone. Wciąż szukają siebie, lecz są pogubione. Ślą sygnały wokół, smutek eksportują. Dwa serduszka w tłumie, siebie wyczekują. To jedno serduszko wędruje doliną. To drugie serduszko kluczy zaś wyżyną. Czy nadejdzie pora, że zobaczą siebie? Może nie w tym życiu, lecz na pewno w niebie.
    4 punkty
  4. Obudziła się w jego ramionach I nic już nie było brzydkie ani obojętne Nawet te tandetne obrazy W sklepiku za rogiem Wszystko stało się na powrót - Piękne W relację chemiczną Jej mózg się stoczył - W najlepsze zaiskrzył Neurony jak światełka - Daleko im było do nocy Dzień świtem wstał rzwawo Dawno pobudzony Rozochocony zmysłami - Nieokiełznany jak syczący płomień Jest on i jest ona I jej nagie ciało Obudziła się w jego ramionach Choć noc była długa Wciąż pieszczot jej mało
    4 punkty
  5. Nadzieja to prawda czy złudzenie które wie coś o czym my nie wiemy Nadzieja to wygrana czy może to fałsz który nauczył się z nas śmiać Czy nadzieje można polubić czy raczej udając twardego bez niej żyć
    4 punkty
  6. Martwi mnie martwi mnie i smuci gdy słyszę że ty masz troski i kłopoty czujesz się zagubiona samotna zapomnij o tym wybierz się w podróż już niedługo jest lot na Kasjopeje 12 osób 6 kobiet 6 mężczyzn tam daleko w tym gwiazdozbiorze są oazy szczęścia i radości a przede wszystkim spokoju nikt i nic nie zawraca głowy nie ma tam problemów pogoda jest zawsze taka jak trzeba żyje się jak ryba w wodzie jedzenie ubieranie nie nurtuje wszystko na wyciągnięcie ręki życzliwość zrozumienie uśmiech są podane po wylądowaniu barek all inclusive muzyka zabawa non stop 2.2023 andrew Przez 5 wymiar 2 godziny lotu
    4 punkty
  7. a więc stało się ponownie pociągnięcie pędzlem rozmazało ciszę barwą z palety połamanych kości bierności i niemocy nie jestem już dziewczyną ze snów dawno minęły czasy kiedy mogłam wybierać ulubiony kolor i swobodnie nim farbować czyste płótno
    3 punkty
  8. Lubię zimę, lubię mrozy, kiedy sanek szumią płozy, lubię, kiedy pełno śniegu, a dzieciaki, w pełnym biegu, wciąż śnieżkami się rzucają, z czego mnóstwo frajdy mają. Lubię kiedy noc zapada, las do snu się już układa, ja wciąż stoję na polanie, a szczególnie lubię stanie. w mróz największy tuż nad ranem, Wiesz, kim jestem? Wiesz? . . . . Bałwanem.
    3 punkty
  9. — Tatku, mam problem: na uczelni poznaję dużo chłopców. Niektórzy mi się podobają, są przystojnymi właścicielami wysportowanych ciał, ale po czasie okazuje się, że to puste kukły, a jak trafi się całkiem fajny rozmówca, który nie gada o odżywkach i swoim samochodzie, to albo jest rudy z pryszczami, albo ma nos de Bergerac'a, albo tłuste włosy, grube okulary i nosi swetry dziadka. — Aha. — Jestem na czwartym roku i chciałabym pożegnać hymen, ale z kimś estetycznie wyglądającym, miłym, wrażliwym, wesołym i fajnym i żeby mnie lubił bardziej od auta. Co mam zrobić? — Kochanie, jest tylko jeden sposób. — Jaki tatku? — Wydłub sobie oczy.
    3 punkty
  10. Wywieje,wymiecie,zakręci,zaplecie. Namiesza,nastraszy,rozśmieszy,rozgrzeszy Zaleje się łzami,zasłoni wierszami. Wywieje,wymiecie,zakręci,zaplecie.
    3 punkty
  11. zalega jak niechciany list aż zamknąłem drzwi po zewnętrznej stronie lecz nawet tu spod betonowych płyt wypełza robactwo podeszwą buta próbuję się osłonić szukam sposobu by stanąć twarzą w twarz szukam wymówek
    3 punkty
  12. Zajączek usiadł na wielkiej górze I rozmyśla o tym , że ząbki ma duże. Ogonek też taki, troszkę za krótki I martwi się tak zajączek malutki. Że uszko jedno na bok klapnięte, Futerko jakieś takie pomięte, Za długie wąsy, za krótkie nóżki I czemu nie ma skrzydełek, jak muszki? Nadeszła myszka, zajączka się pyta Czemu jest smutny i za główkę się chwyta! Gdy słyszy te troski zajączka, powiada: ‘To przecież jest jakaś gruba przesada! Zajączki są przecież puszyste i ładne, Kochane przez dzieci i bardzo zaradne. Niczego ci nie brak, przyjacielu mój bliski, Bądź sobą po prostu i ciesz się wszystkim’. Na to zajączek ucieszył się wielce I odtąd nie martwił się już nigdy więcej. Zrozumiał, że, jak inni, jest wyjątkowy I pokochał swój wygląd, idealnie zajączkowy!
    3 punkty
  13. W naszym gnieździe zamieszkały ptaki - jestem dobrej myśłi, tym bardziej że skrzydlaci lokatrzy wydziobują glisty.
    3 punkty
  14. SŁOŃ W RAJTUZACH, CZYLI ROZDMUCHANE AMBICJE Trudno pojąć to zgoła, od trąby aż do ogona, ambitny wąż boa, połknął całego słonia. I taki nabzdyczony, do granic napięty, naciągnięty i wielce przejęty, ni to wisi, ni stoi, ni leży, i w to co zrobił powątpiewa, nie wierzy! Trochę mu głupio w duchu, że nie miał posłuchu dla proroczych słów mamy: - Mój kochany Zygzaku, słoni nie jadamy! Słoń stoi czymś oblepiony, ściśnięty, nieco zmięty, niczym w pokrowiec wtłoczony. Jakaś klątwa, a może cholera; ciągnie go, uciska, uwiera. A jak się tylko ruszy, dźwięk pękającej skóry, drażni mu obkurczone uszy. Nieostrym, mętnym wzrokiem po całej okolicy wodzi, nie wiedząc: „O co chodzi?”. A to na końcu jego ogona dynda się wężowa głowa, skwaśniała i zniesmaczona. OooDbija jej się nieprzyjemnie, przez słonia wiatr wypuszczany, niesmak zostawiając w gębie: - Po tej uczcie czuję się podle, chętnie zwrócił bym to bydle! – ale prawa dżungli są absolutne, a w większości bywają okrutne: „Łatwiej jest połknąć słonia, niż z pawiem oddać słonia, zwłaszcza gdy się zwisa z końca jego ogona!” Nagle nadeszła słonica, widzi, że mąż jej potężny, cały w zygzaki, cętki i pręgi, dziwnie jakoś się pręży: - Ale z ciebie kawał łobuza! Co ty na siebie ubrałeś? Ty chyba cały w rajtuzach? Może transwestytą zostałeś? Człowieku!..... to znaczy Słoniu! Czyżby to syndrom średniego wieku? Słoń tą uwagą żony, poczuł się urażony. Napiął się, nabzdyczył i nadął, i z całych sił zadął! I jak jakiś pstrokaty guz, wielki balon na trąbie mu rósł…. i rósł. Wąż pomyślał, że jego życzenie zmieniło się w realne zdarzenie i zaczął ześlizg z cielska słonia, nagle ze świstem jak nie wystrzeli…. i tyle go widzieli!
    3 punkty
  15. Dziękuję Ci Jezu za dar Eucharystii, w którym mogę się jednoczyć z Tobą, pozwól mi adorować Cię na Mszy Świętej przy Maryi Wniebowziętej
    3 punkty
  16. Piotrze, przed nami noc pokryta satyną — gładka skóra, bezbronna wobec przygaszonych gwiazd. Za ich oczami jątrzy się czerń mojego patrzenia; im głębiej, tym wyrażniej czuję jak pochłania. Sen jest pełen niepokoju, zbiega się w punkt, gdzie niewyobrażalnie żywy przelewasz we mnie swoją krew. Wiążę z niej wstążki — czarne przywołują płytki oddech za którym już tylko kości rzucone w noc.
    3 punkty
  17. pochmurne mam dziś włosy tak jak niegdyś marzyłam dalekie od złota jesiennej słomy oziębłe i stalowe ktoś powie prawda lecz nie daj się zwieść gdyż serce moje mocniej od słońca płonie
    3 punkty
  18. To już nie mieszkanie mieniące się tysiącem świateł. Na podłodze nie płynie już rzeka alkoholu, a głośna muzyka zastąpiona została tykającym zegarem. Zasypiam w ramionach łóżka, czując wciąż bliskość tamtej kochanki, a później mojej żony. Pomarszczonymi dłońmi zamykam okno i przesuwam delikatnie doniczki z zaschniętymi kwiatami. Obok splamionych, starych zdjęć. Obok martwych much, które zdechły mi na rękach. W kuchni na blacie tysiące kubków, wypełnionych herbatą, których zapomniałem wypić, a na ścianach milion pajęczyn, tworzących graffiti. Umieram. Po wszystkim weź moje kości i włóż je do swojego okna - zrozumiesz, co czułem, będąc w tym ciele. Żyjąc w tym więzieniu samotności.
    2 punkty
  19. letnim wiatrem spowijasz objęcia gorącą chmurą ustąpię wspaniałemu różowemu na palcach złożę się w dzwonek
    2 punkty
  20. lęk twojej twarzy widnieje mi obłudę warg zaszytych szarpiąc za łzy spod skóry a między włosami na rękach zakwitły zęby łąka kochanków z kwasem w korzeniach nie zobaczysz zbawienia biegnąc żwirem oś ziemi pod stopami się wywraca ja spadam i bez nadziei w garści się wije śmierć przyjaźni związuje topór w liście wykłuty lawa zalała przedpokój plastik płyt w czarnym dymie nie ucieknie w wiatr ze mną ja już umarłem razem z poetą 26.01.2023
    2 punkty
  21. Chciałbym pisać w takiej oto konwencji, że wiersz idzie, pisanie dokądś zmierza, a książka wychodzi i nawet się rozchodzi. Warszawa – Stegny, 05.02.2023r.
    2 punkty
  22. noc była sztuczna segregowaliśmy nasze biodegradowalne sny do plastikowych worków puszki po piwie to inny temat wprawdzie rano zakwitły kwiaty w skróconej wersji poranka pojawił się prawdziwy kot w niedomalowanych butach ryby świeciły oczami
    2 punkty
  23. Po podłodze sobie śmigam. Jak przystało w nowym domu. Ustawiony, aż za dobrze, Dbam o strefę po kryjomu. Syczę tak jak moi bracia. Odrobinkę, sapię, burczę. I pod siebie coś przygarnę, A to papier, a to spinkę. I wystarczy guzik wcisnąć. Już gotowym jest na wszystko. Już wysuwam się z kącika, Jadę, bo mnie ktoś tam wzywa. Bez guzika też potrafię, Pajęczynom nie popuszczę, Kurzom mówię dosyć tego, Idę czuwać w noc kolego. Wsysam wszystko co popadnie. Czystą robię tu podłogę. Jestem samowystarczalnym Odkurzającym robotem.
    2 punkty
  24. Często prasuję gafy Przyklejam derogatywy Oglądam się ... przed siebie Portretuję też fakty - zupełnie nieprawdziwe. Bywa, że dzielę jedność - na całkiem spójną całość Paradoks łączę w pary Ten, zawsze nieparzysty, z frustracji wybucha - parą. Lubię wszystko ... nie wiedzieć ... Spowiadać się z ... sakramentów Cóż, jestem w końcu grzesznikiem - jednym z najbardziej świętych. Obłęd przychodzi spokojem, Piękno - przez niedoskonałość Wieczność? Lojalna nieprzyjaciółka: nieosiągalna stałość ...
    2 punkty
  25. Przez piękne błękity życia Myśli poezji prowadzą mnie I czuję je tak głęboko W swoim śnie Bo to wszystko Wpędza mnie W głębokie stany uniesienia Piękna poezja jest istotą Mojej weny i natchnienia Panta rhei...
    2 punkty
  26. @Ewelina skojarzyło mi się : Pójść mam? I to teraz? Wielkie nieba! Gdy w obłąkaniu prawie myśli nie czuję. Ach, cóż, spróbuję! Trzeba tak! Ach, albo sobie kpić.... Ha ha ha... Tyś pajac tylko! Weź maskę błaźnie, za rumieniec weź szminkę Kto płaci śmiać się, na to prawo ma A choćby ci porwali ukochaną, Śmiej się, pajacu, a tłum ci oklaski da. W błazeńskiej masce twej śmiech z płaczem złączony Wesołość pustą udawaj, ukryj łzy Och, śmiej się, pajacu, w twej miłości wzgardzonej Ty masz się śmiać, ty masz się śmiać, wiecznie śmiać "Śmiej się pajacu" (Leoncavallo, Przesmycki) Pozdrawiam! :)
    2 punkty
  27. Jestem niekumaty Franek I mam w szkole przechlapane! Już do klasy chodzę czwartej, Lecz do głowy mej upartej Nigdy nic mi nie chce wchodzić. Co tu z tym problemem zrobić? Z matmy to ja nic nie kumam, Czy monożenie, czy też suma, Co jest pierwsze? Któż ma wiedzieć? Czy to ważne, pytam szczerze? I to samo jest z biologii: Nie wiem co to głowonogi A fotosynteza? W sumie, Jej już wcale nie zrozumiem! Geografia też nie dla mnie, Mylę Danię i Finlandię. Nie znam też nazw jezior polskich, Nie wiem obszar gdzie tyrolski… Ach, mam niezbyt tęgą głowę, Lecz pomysly - odlotowe! Moja mama mówi zawsze, Że są szczerze najciekawsze. Wiem, jak w szkole zepsuć globus I się spóźnić na autobus. Umiem poprzecierać spodnie, Kłamać nieprawdopodobnie... Zjeść po cichu wszystkie ciastka, Wybić szybę też, rzecz jasna. Umiem się zatrzasnąć w szafce, I podpisać się na ławce… Jeszcze mnóstwo innych rzeczy, Że mam talent- nikt nie przeczy. Taki ze mnie właśnie chłopak, U mnie wszystko jest na opak!
    2 punkty
  28. w tym pożarze piątego piętra rudy Józek stracił firankę wszyscy mu teraz zaglądają wietrząc sensację w filiżance starym radiu no i komodzie a jakby tego było mało przestały mu działać budziki i teraz musi ciągle czuwać żeby tylko zdążyć do życia spłonęło także kilka myśli niekorzystnych i niepraktycznych takich co się zmieściły w komin bo stamtąd to miały już blisko do wiecznej od niego wolności wykorzystując zamieszanie wypadły sobie z kołowrotka spraw które co dzień wynikały nie wiadomo skąd i dlaczego teraz rudy Józek jest kontent kiedy tylko wychodzi z domu nikt tu na mieście przecież nie wie że on żadnej nie ma firanki idzie więc swoim pewnym krokiem chodnikiem ulicą dzielnicą nie przypuszczając nawet że oto ciągnie się za nim swąd okrutny zapach zgaszonego człowieka
    2 punkty
  29. Dla ludzi masz bezmiar samotności W pustych - wiotkich jak lebioda ramionach I smutek oczu przełamanych żalem Na ustach tylko uśmiech nieznaczny - W tobie zapadły głęboko Na dziś - to pewne A może na zawsze Serce łyżką w oceanie piersi łowisz Choć ono wielkie - Bezbrzeżnie rozlane w rozpaczy Wymyka się tobie Plask plask... Ucieka wciąż Między palcami się rozpływa Kap kap Albo to deszcz kapie...? Z łez srebrnych Jak twój szorstki włos W pobliżu tępisz zgrzytem zębów Niespełnione marzeniami powietrze Powszednie jak chleb A ciężkie jak młot Oddalasz się... Ciągle przed ludźmi jesteś Daleko Przede mną O jeden krok...
    2 punkty
  30. Słowem przedwczesnym Twoje czyny pachną Myślą gwałtowną są naznaczone Przemyśl to jeszcze Poczekaj chwilę! Nie brnij w żywioł zanadto... ... "Lecz ja nie potrafię niczego lepiej Niż w chaos największy Z lubością zabrnąć..."
    2 punkty
  31. prawdę o sobie uknułem prawda to mądra i śliczna zgrabna jest całkiem - nie powiem; zalet jej ilość jest liczna tak mi się czasem widziało w lustrze co parą coś zaszło – "mam całkiem nudne to ciało"; chęci na zmianę mi naszło cech moich szereg wybieram tak aby zgodnie z natchnieniem wdzięk lub brzydota (tu - strzelam) weszła na miejsce - w nadzienie wszystko to robię z rozkazu – myśli do życia chcąc wniknąć biegną wciąż w przody by zmazy Prawdy o sobie uniknąć 5 II 2023
    2 punkty
  32. Zje ile zdoła, może zagnieść ciasto, Zabawnie bogaty, Oczy lśnią brokatem… Bez miłości jakby we śnie zasnął. I nawet latem Ponosi straty. W tej sali nie musi być jasno. A Twoje faworki kruchym smakiem Dotykają ust dotkniętych ustami. I dźwięki i cisze moszczą już posłanie. Snom zbędny jest żakiet. Zwierzę między nami Tulone drzewami, Posłusznie grzeczne takie. Okryte faworkami.
    2 punkty
  33. Zebranie pod rachityczną jabłonką zostało przełożone na czas nieokreślony, z braku zegara. Z kukułką o sprecyzowanych poglądach w temacie wiadomości dobrego i złego. Siedzimy w piwnicy, przy zgaszonej świecy, tradycyjnie dyskutując o zawartości słoików. Pamiętających siarczyste przekleństwa i śnieg po pas. Albo szelki. Smarując twarze węglem szkicujemy niepewne plany na następny tydzień, mimo wszystko przyszłość. A ziemniaki już dawno puściły pędy, co zapewne ma znaczenie. Jakieś. Na pocieszenie schody wiodące na górę mają bardzo wygodne poręcze.
    2 punkty
  34. To nie egoizm a brak siły do dźwigania różnej maści pasożytów i nie brak empatii a lęk przed wykorzystaniem. Zamykam skafander. Mam was dość ludzie z ciągłym kombinowaniem, przeciąganiem liny własnych interesów. Nie rozumiem gierek, targowania i podtekstu. Bliższy mi świat aspergerów, pełnej skali akustyków, takich co się nie chcą bawić rolami w społeczeństwie: o pieniądze, rację, władzę. Chorzy, bo świat widzą prosto. Przywracani "do zdrowia", żeby wspólnie grali partię szachów na tablicy.
    1 punkt
  35. Pewien znany, bystry ukwiał Doskonale liczyć umiał. A najbardziej, bez wątpienia, Kochał tabliczkę mnożenia. Ukwiał mądry i sędziwy, Raz miał setne urodziny. Na przyjęcie swe zaprosił Klan krewetek i łososi. A ponadto ośmiornice, Płaszczki i kałamarnice, Kraby, małże oraz wale, I tak dalej, I tak dalej… I wraz z panią Ukwiałową, Menu usiadł i planował. Liczydełko więc pożyczył, Wszystkich gości mnożył, liczył… ‘Tak, chimery algi zjedzą. W siedem rodzin nas odwiedzą… Jeśli żono droga, nie wiesz, Ile podać alg w zalewie, Pomnóż siedem razy siedem, Będzie to czterdzieści dziewięć!’ ‘Przyjdą do nas też łososie, Osiem grup, w każdej po osiem. Skok jak zrobią na desery, Zjedzą ich sześćdziesiąt cztery!’ ‘Koni morskich przyjdzie dziewięć, Każdy z żoną będzie siedzieć, Każdy dzieci ma też dwójkę, Więc przez dziewięć pomnóż czwórkę. Dań trzydzieści sześć podamy, Plankton wraz z wodorostami’ Dalej ukwiał liczył kraby: ‘Ich zaprosił cztery sztaby, W każdej ośmiu osobników Krabów będzie też bez liku! Dla liczebnej ich gromady Są trzydzieści dwa obiady!’ Chełbie, kiełże, żółwie, stułbie… Ukwiał gości liczył dumnie. Juz podliczyl wszystkie raki, Mnożył, mnożył te zwierzaki.. Chociaż mądry był nasz ukwiał, To uwagę swą źle skupiał. Gdy liczbami głowę kwapił, Urodziny swe przegapił!
    1 punkt
  36. Słowa znaczą w tej chwili Czyny są na wieki Słowa stawiają do pionu Czyny zwalają z nóg
    1 punkt
  37. Patrzyłem na Ciebie Widziałem serce pełne miłości Widziałem siebie w twoich oczach Dotknąłem , twoich dłoni Czułem ich ciepło na sobie U twego boku , nie potrzebowałem ochrony Byłeś moimi oczami Byłeś wszystkim w moim życiu Gdyż , to twoje serce zgasło A moje płakało Ciebie już nie ma ze mną Teraz , jest tylko jedno serce Ale z pamięcią o tobie ty moje serce
    1 punkt
  38. @Ewelina Cały nasz świat jest uzależniony od emocji...
    1 punkt
  39. @Starzec @Ewelina być może macie rację;) Dzięki za przeczytanie i refleksję. @iwonaroma bardzo dziękuję Iw za zajrzenie. Pozdrawiam. @affnie mogłaś dać serducha za wiersz, bo go tutaj nigdy nie publikowałam. Nie usuwam wierszy po to, żeby za jakiś czas na powrót je wstawiać. To byłoby chore. Jeśli go czytałaś, to zapewne gdzieś indziej. Więc jeśli już pisać o konsekwencji i sprawiedliwości, to należy mieć pewność. Poniżej piszesz, że jej nie masz, więc uznaję, że tematu nie było;) Dziękuję Ci za komentarz, wizytę i docenienie motywu:) Pozdrawiam. Wszystkim czytelnikom dziękuję za czas poświęcony na wiersz. Pozdrawiam.
    1 punkt
  40. @Tectosmith - dzięki -
    1 punkt
  41. @Adriana Gawrysiak Może powinni zacząć wcześniej wychodzić? :-))) Śliczne te Twoje wierszyki!
    1 punkt
  42. Ale marzenie... :)
    1 punkt
  43. @Kwiatuszek Bardzo ładnie. Miło się czytało. Czekam na kolejną część :-)
    1 punkt
  44. @Michał78 Miałam skasować przed opublikowaniem, ale decyzja podjęta: jest tutaj i niech zostanie :) W sumie - dobry temat na rozprawkę: "dlaczego ludzie kasują swoje wiersze?" :))) Miłego poniedziałku!
    1 punkt
  45. Ciekawe porównanie. Trafia do wyobraźni. Czas działa na niekorzyść, zwłaszcza gdy się przegrywa. Natomiast, bywa i tak, że człowiek czasem potrzebuje wspracia, żeby się zmierzyć z tym co bolesne. Czasem właśnie czasu, pewnego dystansu. Ale też jest i tak, że niezałtowione sprawy z przeszłości skutkują takim bólem, kóry przypomina o sobie podczas np. trudnych doswiadczeń życiowych, że jego skala jest przesłanką do podjęcia dziąłań ... oby konstruktywnych. Wiem, dużo wątków w jednym wywodzie ale przyznasz, ze temat jest pojemy.
    1 punkt
  46. @tetu czyjaś śmierć?
    1 punkt
  47. O poranku poruszamy palcami u stóp, licząc na konstruktywną dysputę z szumiącą wodą w tle. Mimo szczerych chęci zdarte gardła odmawiają posłuszeństwa. Pozostaje gestykulacja, lecz z pustego w próżnie, do tego nie da się ugryźć nawet kęsa. Śniadanie wystygnie, nawet zimne. Paradoks nie pozwalający z czystym sumieniem pościelić łóżka. Nie wspominając o otworzeniu drzwi. Kolejny dzień spisany na straty, klucz rdzewieje pod wycieraczką. W zanadrzu odwieczna zagadka okien czystych niczym kryształ, mimo oklejenia setkami pism. Ulotnych jak dym, snujący się tu i ówdzie, szczególnie na wysokości zamurowanej wentylacji. Pocieszenie odnajdujemy w jutrze, nastąpi do siedmiu roboczych dni.
    1 punkt
  48. czy człowiek jeszcze o miłości marzy gdzieś zagubiony w rozbieganym tłumie czy jeszcze z innymi rozmawiać potrafi słucha słów rozpaczy troski drugiego rozumie świat ciągle za czymś goni zrywając ludzkie więzi interesowne przyjaźnie uczucia na uwięzi toksyczne tworzymy związki aby wygodniej żyć budujemy domy choć ciepła nie ma w nich w grudniowym cichym czasie kiedy na święta czekamy przystańmy choć na chwilę prawdy w sobie poszukajmy
    1 punkt
  49. Kwiaty dla niej:)
    1 punkt
  50. W zoo dziś wielkie zamieszanie Krzyk, wariacje, hałas, zamęt Problem bowiem powstał taki, Że pomieszał ktoś zwierzaki! I tak wielbłąd zmieniał barwy, Kameleon zaś miał garby Jakby tego było mało, Słoniom fruwać się zachciało. Skoczył jeden z wielkiej skały I się poobijał cały Lew w ślad za hipopotamem Zamiast mięsa- chce jeść trawę Niedźwiedź skacze zaś jak małpa I na drzewie robi salta Zebrom paski się znudziły Więc żyrafy namówiły By się z nimi zamieniły I swe kropki pożyczyły Struś zaś nosorożca prosił By mu jajka pomógł znosić Sam popływać pobiegł szybko Krzycząc przy tym ‘jestem rybką!’ Nikt już nie wie kim jest kto Zwariowało całe zoo!!! Autor: Adriana Gawrysiak
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...