Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.02.2023 w Odpowiedzi

  1. Pół godziny później byli gotowi do wyjścia. Anais, jej synek Olli i Dzień, który był nadzwyczaj zadowolony, że udało mu się jednak namówić ich na spacer. Spakowali wiklinowy koszyk piknikowy, w którym znalazły się jajka gotowane na półmiękko, świeże bułeczki z masłem, ketchup i termos z gorącą herbatą. To był ich klasyczny zestaw na drugie śniadania w plenerze. Nadal padał deszcz, choć zdecydowanie mniej niż kiedy wstali. Krople spływały delikatnie po nieśmiało wyłaniajacych się pączkach liści brzozy, która rosła za oknem kuchni. Wróble na parapecie wesoło szczebiotały, otrzepując jednocześnie piórka z błyszczących kropelek. Były tak zadowolone, jak gdyby zażyły prawdziwie królewskiej kąpieli. Olli patrzył przez szybę swoimi błyszczącymi, wielkimi oczami, w których było widać wielkie podekscytowanie. Kochał spacery ze swoją mamą, nawet jeśli za oknem pogoda była średnia. - Mamo, idziemy już? - rzucił niecierpliwie chłopiec zakładając swoje ulubione kalosze. - Oczywiście, że idziemy! Wezmę tylko parasole. Anais wyciągnęła również kurtki przeciwdeszczowe. Zabrali koszyk z prowiantem i wyszli. Do lasu nie było daleko a droga prowadziła przez pola. Po deszczowej nocy i poranku zrobiła się bardzo błotnista. Kałuże wyglądały jak małe jeziorka, porozrzucane tu i ówdzie. Dobrze, że mama i chłopiec zaopatrzyli się w odpowiednie kalosze. Dzięki nim droga była świetną okazją do wspólnej zabawy. - Mamo, jak ja lubię deszcz! - pokrzykiwał radośnie Olli, wyciągając ręce do góry, jakby chciał złapać wszystkie kropelki naraz. Dzień ściągnął z twarzy swoją ponurą maskę i zza ciemnych chmur zaczęło wyłaniać się słońce. Złote promienie w połączeniu z resztkami deszczu spadającym z nieba, stworzyły nad nimi zjawiskową, ogromną tęczę...
    4 punkty
  2. Przychodzi co wieczór I tak spędza noc Zegar staje w miejscu Spada z ciała koc Oczy ma niebieskie Włosy szary blond Usta w krzywą kreskę Dokądś idzie - skądś Wzrusza drżące ciało Wpycha w epilepsję Prowadzi w marzenia Szykując udrękę Odys gnał po falach Do swojej Itaki Pozazdrościć losu I zwodniczych znaków
    4 punkty
  3. Dwa serduszka w tłumie, te pokaleczone. Wciąż szukają siebie, lecz są pogubione. Ślą sygnały wokół, smutek eksportują. Dwa serduszka w tłumie, siebie wyczekują. To jedno serduszko wędruje doliną. To drugie serduszko kluczy zaś wyżyną. Czy nadejdzie pora, że zobaczą siebie? Może nie w tym życiu, lecz na pewno w niebie.
    4 punkty
  4. Obudziła się w jego ramionach I nic już nie było brzydkie ani obojętne Nawet te tandetne obrazy W sklepiku za rogiem Wszystko stało się na powrót - Piękne W relację chemiczną Jej mózg się stoczył - W najlepsze zaiskrzył Neurony jak światełka - Daleko im było do nocy Dzień świtem wstał rzwawo Dawno pobudzony Rozochocony zmysłami - Nieokiełznany jak syczący płomień Jest on i jest ona I jej nagie ciało Obudziła się w jego ramionach Choć noc była długa Wciąż pieszczot jej mało
    4 punkty
  5. Nadzieja to prawda czy złudzenie które wie coś o czym my nie wiemy Nadzieja to wygrana czy może to fałsz który nauczył się z nas śmiać Czy nadzieje można polubić czy raczej udając twardego bez niej żyć
    4 punkty
  6. Martwi mnie martwi mnie i smuci gdy słyszę że ty masz troski i kłopoty czujesz się zagubiona samotna zapomnij o tym wybierz się w podróż już niedługo jest lot na Kasjopeje 12 osób 6 kobiet 6 mężczyzn tam daleko w tym gwiazdozbiorze są oazy szczęścia i radości a przede wszystkim spokoju nikt i nic nie zawraca głowy nie ma tam problemów pogoda jest zawsze taka jak trzeba żyje się jak ryba w wodzie jedzenie ubieranie nie nurtuje wszystko na wyciągnięcie ręki życzliwość zrozumienie uśmiech są podane po wylądowaniu barek all inclusive muzyka zabawa non stop 2.2023 andrew Przez 5 wymiar 2 godziny lotu
    4 punkty
  7. a więc stało się ponownie pociągnięcie pędzlem rozmazało ciszę barwą z palety połamanych kości bierności i niemocy nie jestem już dziewczyną ze snów dawno minęły czasy kiedy mogłam wybierać ulubiony kolor i swobodnie nim farbować czyste płótno
    3 punkty
  8. Lubię zimę, lubię mrozy, kiedy sanek szumią płozy, lubię, kiedy pełno śniegu, a dzieciaki, w pełnym biegu, wciąż śnieżkami się rzucają, z czego mnóstwo frajdy mają. Lubię kiedy noc zapada, las do snu się już układa, ja wciąż stoję na polanie, a szczególnie lubię stanie. w mróz największy tuż nad ranem, Wiesz, kim jestem? Wiesz? . . . . Bałwanem.
    3 punkty
  9. — Tatku, mam problem: na uczelni poznaję dużo chłopców. Niektórzy mi się podobają, są przystojnymi właścicielami wysportowanych ciał, ale po czasie okazuje się, że to puste kukły, a jak trafi się całkiem fajny rozmówca, który nie gada o odżywkach i swoim samochodzie, to albo jest rudy z pryszczami, albo ma nos de Bergerac'a, albo tłuste włosy, grube okulary i nosi swetry dziadka. — Aha. — Jestem na czwartym roku i chciałabym pożegnać hymen, ale z kimś estetycznie wyglądającym, miłym, wrażliwym, wesołym i fajnym i żeby mnie lubił bardziej od auta. Co mam zrobić? — Kochanie, jest tylko jeden sposób. — Jaki tatku? — Wydłub sobie oczy.
    3 punkty
  10. Wywieje,wymiecie,zakręci,zaplecie. Namiesza,nastraszy,rozśmieszy,rozgrzeszy Zaleje się łzami,zasłoni wierszami. Wywieje,wymiecie,zakręci,zaplecie.
    3 punkty
  11. zalega jak niechciany list aż zamknąłem drzwi po zewnętrznej stronie lecz nawet tu spod betonowych płyt wypełza robactwo podeszwą buta próbuję się osłonić szukam sposobu by stanąć twarzą w twarz szukam wymówek
    3 punkty
  12. Zajączek usiadł na wielkiej górze I rozmyśla o tym , że ząbki ma duże. Ogonek też taki, troszkę za krótki I martwi się tak zajączek malutki. Że uszko jedno na bok klapnięte, Futerko jakieś takie pomięte, Za długie wąsy, za krótkie nóżki I czemu nie ma skrzydełek, jak muszki? Nadeszła myszka, zajączka się pyta Czemu jest smutny i za główkę się chwyta! Gdy słyszy te troski zajączka, powiada: ‘To przecież jest jakaś gruba przesada! Zajączki są przecież puszyste i ładne, Kochane przez dzieci i bardzo zaradne. Niczego ci nie brak, przyjacielu mój bliski, Bądź sobą po prostu i ciesz się wszystkim’. Na to zajączek ucieszył się wielce I odtąd nie martwił się już nigdy więcej. Zrozumiał, że, jak inni, jest wyjątkowy I pokochał swój wygląd, idealnie zajączkowy!
    3 punkty
  13. W naszym gnieździe zamieszkały ptaki - jestem dobrej myśłi, tym bardziej że skrzydlaci lokatrzy wydziobują glisty.
    3 punkty
  14. SŁOŃ W RAJTUZACH, CZYLI ROZDMUCHANE AMBICJE Trudno pojąć to zgoła, od trąby aż do ogona, ambitny wąż boa, połknął całego słonia. I taki nabzdyczony, do granic napięty, naciągnięty i wielce przejęty, ni to wisi, ni stoi, ni leży, i w to co zrobił powątpiewa, nie wierzy! Trochę mu głupio w duchu, że nie miał posłuchu dla proroczych słów mamy: - Mój kochany Zygzaku, słoni nie jadamy! Słoń stoi czymś oblepiony, ściśnięty, nieco zmięty, niczym w pokrowiec wtłoczony. Jakaś klątwa, a może cholera; ciągnie go, uciska, uwiera. A jak się tylko ruszy, dźwięk pękającej skóry, drażni mu obkurczone uszy. Nieostrym, mętnym wzrokiem po całej okolicy wodzi, nie wiedząc: „O co chodzi?”. A to na końcu jego ogona dynda się wężowa głowa, skwaśniała i zniesmaczona. OooDbija jej się nieprzyjemnie, przez słonia wiatr wypuszczany, niesmak zostawiając w gębie: - Po tej uczcie czuję się podle, chętnie zwrócił bym to bydle! – ale prawa dżungli są absolutne, a w większości bywają okrutne: „Łatwiej jest połknąć słonia, niż z pawiem oddać słonia, zwłaszcza gdy się zwisa z końca jego ogona!” Nagle nadeszła słonica, widzi, że mąż jej potężny, cały w zygzaki, cętki i pręgi, dziwnie jakoś się pręży: - Ale z ciebie kawał łobuza! Co ty na siebie ubrałeś? Ty chyba cały w rajtuzach? Może transwestytą zostałeś? Człowieku!..... to znaczy Słoniu! Czyżby to syndrom średniego wieku? Słoń tą uwagą żony, poczuł się urażony. Napiął się, nabzdyczył i nadął, i z całych sił zadął! I jak jakiś pstrokaty guz, wielki balon na trąbie mu rósł…. i rósł. Wąż pomyślał, że jego życzenie zmieniło się w realne zdarzenie i zaczął ześlizg z cielska słonia, nagle ze świstem jak nie wystrzeli…. i tyle go widzieli!
    3 punkty
  15. Dziękuję Ci Jezu za dar Eucharystii, w którym mogę się jednoczyć z Tobą, pozwól mi adorować Cię na Mszy Świętej przy Maryi Wniebowziętej
    3 punkty
  16. Piotrze, przed nami noc pokryta satyną — gładka skóra, bezbronna wobec przygaszonych gwiazd. Za ich oczami jątrzy się czerń mojego patrzenia; im głębiej, tym wyrażniej czuję jak pochłania. Sen jest pełen niepokoju, zbiega się w punkt, gdzie niewyobrażalnie żywy przelewasz we mnie swoją krew. Wiążę z niej wstążki — czarne przywołują płytki oddech za którym już tylko kości rzucone w noc.
    3 punkty
  17. pochmurne mam dziś włosy tak jak niegdyś marzyłam dalekie od złota jesiennej słomy oziębłe i stalowe ktoś powie prawda lecz nie daj się zwieść gdyż serce moje mocniej od słońca płonie
    3 punkty
  18. To już nie mieszkanie mieniące się tysiącem świateł. Na podłodze nie płynie już rzeka alkoholu, a głośna muzyka zastąpiona została tykającym zegarem. Zasypiam w ramionach łóżka, czując wciąż bliskość tamtej kochanki, a później mojej żony. Pomarszczonymi dłońmi zamykam okno i przesuwam delikatnie doniczki z zaschniętymi kwiatami. Obok splamionych, starych zdjęć. Obok martwych much, które zdechły mi na rękach. W kuchni na blacie tysiące kubków, wypełnionych herbatą, których zapomniałem wypić, a na ścianach milion pajęczyn, tworzących graffiti. Umieram. Po wszystkim weź moje kości i włóż je do swojego okna - zrozumiesz, co czułem, będąc w tym ciele. Żyjąc w tym więzieniu samotności.
    2 punkty
  19. letnim wiatrem spowijasz objęcia gorącą chmurą ustąpię wspaniałemu różowemu na palcach złożę się w dzwonek
    2 punkty
  20. lęk twojej twarzy widnieje mi obłudę warg zaszytych szarpiąc za łzy spod skóry a między włosami na rękach zakwitły zęby łąka kochanków z kwasem w korzeniach nie zobaczysz zbawienia biegnąc żwirem oś ziemi pod stopami się wywraca ja spadam i bez nadziei w garści się wije śmierć przyjaźni związuje topór w liście wykłuty lawa zalała przedpokój plastik płyt w czarnym dymie nie ucieknie w wiatr ze mną ja już umarłem razem z poetą 26.01.2023
    2 punkty
  21. Chciałbym pisać w takiej oto konwencji, że wiersz idzie, pisanie dokądś zmierza, a książka wychodzi i nawet się rozchodzi. Warszawa – Stegny, 05.02.2023r.
    2 punkty
  22. noc była sztuczna segregowaliśmy nasze biodegradowalne sny do plastikowych worków puszki po piwie to inny temat wprawdzie rano zakwitły kwiaty w skróconej wersji poranka pojawił się prawdziwy kot w niedomalowanych butach ryby świeciły oczami
    2 punkty
  23. Po podłodze sobie śmigam. Jak przystało w nowym domu. Ustawiony, aż za dobrze, Dbam o strefę po kryjomu. Syczę tak jak moi bracia. Odrobinkę, sapię, burczę. I pod siebie coś przygarnę, A to papier, a to spinkę. I wystarczy guzik wcisnąć. Już gotowym jest na wszystko. Już wysuwam się z kącika, Jadę, bo mnie ktoś tam wzywa. Bez guzika też potrafię, Pajęczynom nie popuszczę, Kurzom mówię dosyć tego, Idę czuwać w noc kolego. Wsysam wszystko co popadnie. Czystą robię tu podłogę. Jestem samowystarczalnym Odkurzającym robotem.
    2 punkty
  24. Często prasuję gafy Przyklejam derogatywy Oglądam się ... przed siebie Portretuję też fakty - zupełnie nieprawdziwe. Bywa, że dzielę jedność - na całkiem spójną całość Paradoks łączę w pary Ten, zawsze nieparzysty, z frustracji wybucha - parą. Lubię wszystko ... nie wiedzieć ... Spowiadać się z ... sakramentów Cóż, jestem w końcu grzesznikiem - jednym z najbardziej świętych. Obłęd przychodzi spokojem, Piękno - przez niedoskonałość Wieczność? Lojalna nieprzyjaciółka: nieosiągalna stałość ...
    2 punkty
  25. Przez piękne błękity życia Myśli poezji prowadzą mnie I czuję je tak głęboko W swoim śnie Bo to wszystko Wpędza mnie W głębokie stany uniesienia Piękna poezja jest istotą Mojej weny i natchnienia Panta rhei...
    2 punkty
  26. @Ewelina skojarzyło mi się : Pójść mam? I to teraz? Wielkie nieba! Gdy w obłąkaniu prawie myśli nie czuję. Ach, cóż, spróbuję! Trzeba tak! Ach, albo sobie kpić.... Ha ha ha... Tyś pajac tylko! Weź maskę błaźnie, za rumieniec weź szminkę Kto płaci śmiać się, na to prawo ma A choćby ci porwali ukochaną, Śmiej się, pajacu, a tłum ci oklaski da. W błazeńskiej masce twej śmiech z płaczem złączony Wesołość pustą udawaj, ukryj łzy Och, śmiej się, pajacu, w twej miłości wzgardzonej Ty masz się śmiać, ty masz się śmiać, wiecznie śmiać "Śmiej się pajacu" (Leoncavallo, Przesmycki) Pozdrawiam! :)
    2 punkty
  27. Jestem niekumaty Franek I mam w szkole przechlapane! Już do klasy chodzę czwartej, Lecz do głowy mej upartej Nigdy nic mi nie chce wchodzić. Co tu z tym problemem zrobić? Z matmy to ja nic nie kumam, Czy monożenie, czy też suma, Co jest pierwsze? Któż ma wiedzieć? Czy to ważne, pytam szczerze? I to samo jest z biologii: Nie wiem co to głowonogi A fotosynteza? W sumie, Jej już wcale nie zrozumiem! Geografia też nie dla mnie, Mylę Danię i Finlandię. Nie znam też nazw jezior polskich, Nie wiem obszar gdzie tyrolski… Ach, mam niezbyt tęgą głowę, Lecz pomysly - odlotowe! Moja mama mówi zawsze, Że są szczerze najciekawsze. Wiem, jak w szkole zepsuć globus I się spóźnić na autobus. Umiem poprzecierać spodnie, Kłamać nieprawdopodobnie... Zjeść po cichu wszystkie ciastka, Wybić szybę też, rzecz jasna. Umiem się zatrzasnąć w szafce, I podpisać się na ławce… Jeszcze mnóstwo innych rzeczy, Że mam talent- nikt nie przeczy. Taki ze mnie właśnie chłopak, U mnie wszystko jest na opak!
    2 punkty
  28. w tym pożarze piątego piętra rudy Józek stracił firankę wszyscy mu teraz zaglądają wietrząc sensację w filiżance starym radiu no i komodzie a jakby tego było mało przestały mu działać budziki i teraz musi ciągle czuwać żeby tylko zdążyć do życia spłonęło także kilka myśli niekorzystnych i niepraktycznych takich co się zmieściły w komin bo stamtąd to miały już blisko do wiecznej od niego wolności wykorzystując zamieszanie wypadły sobie z kołowrotka spraw które co dzień wynikały nie wiadomo skąd i dlaczego teraz rudy Józek jest kontent kiedy tylko wychodzi z domu nikt tu na mieście przecież nie wie że on żadnej nie ma firanki idzie więc swoim pewnym krokiem chodnikiem ulicą dzielnicą nie przypuszczając nawet że oto ciągnie się za nim swąd okrutny zapach zgaszonego człowieka
    2 punkty
  29. Dla ludzi masz bezmiar samotności W pustych - wiotkich jak lebioda ramionach I smutek oczu przełamanych żalem Na ustach tylko uśmiech nieznaczny - W tobie zapadły głęboko Na dziś - to pewne A może na zawsze Serce łyżką w oceanie piersi łowisz Choć ono wielkie - Bezbrzeżnie rozlane w rozpaczy Wymyka się tobie Plask plask... Ucieka wciąż Między palcami się rozpływa Kap kap Albo to deszcz kapie...? Z łez srebrnych Jak twój szorstki włos W pobliżu tępisz zgrzytem zębów Niespełnione marzeniami powietrze Powszednie jak chleb A ciężkie jak młot Oddalasz się... Ciągle przed ludźmi jesteś Daleko Przede mną O jeden krok...
    2 punkty
  30. Słowem przedwczesnym Twoje czyny pachną Myślą gwałtowną są naznaczone Przemyśl to jeszcze Poczekaj chwilę! Nie brnij w żywioł zanadto... ... "Lecz ja nie potrafię niczego lepiej Niż w chaos największy Z lubością zabrnąć..."
    2 punkty
  31. prawdę o sobie uknułem prawda to mądra i śliczna zgrabna jest całkiem - nie powiem; zalet jej ilość jest liczna tak mi się czasem widziało w lustrze co parą coś zaszło – "mam całkiem nudne to ciało"; chęci na zmianę mi naszło cech moich szereg wybieram tak aby zgodnie z natchnieniem wdzięk lub brzydota (tu - strzelam) weszła na miejsce - w nadzienie wszystko to robię z rozkazu – myśli do życia chcąc wniknąć biegną wciąż w przody by zmazy Prawdy o sobie uniknąć 5 II 2023
    2 punkty
  32. Zje ile zdoła, może zagnieść ciasto, Zabawnie bogaty, Oczy lśnią brokatem… Bez miłości jakby we śnie zasnął. I nawet latem Ponosi straty. W tej sali nie musi być jasno. A Twoje faworki kruchym smakiem Dotykają ust dotkniętych ustami. I dźwięki i cisze moszczą już posłanie. Snom zbędny jest żakiet. Zwierzę między nami Tulone drzewami, Posłusznie grzeczne takie. Okryte faworkami.
    2 punkty
  33. Zebranie pod rachityczną jabłonką zostało przełożone na czas nieokreślony, z braku zegara. Z kukułką o sprecyzowanych poglądach w temacie wiadomości dobrego i złego. Siedzimy w piwnicy, przy zgaszonej świecy, tradycyjnie dyskutując o zawartości słoików. Pamiętających siarczyste przekleństwa i śnieg po pas. Albo szelki. Smarując twarze węglem szkicujemy niepewne plany na następny tydzień, mimo wszystko przyszłość. A ziemniaki już dawno puściły pędy, co zapewne ma znaczenie. Jakieś. Na pocieszenie schody wiodące na górę mają bardzo wygodne poręcze.
    2 punkty
  34. ‘Coż za dramat, coż za dramat!’ Krzyczy kaczka rozbiegana. ‘Niemożliwe! Jak tak można! Toż to sprawa wielce trwożna!’ ‘Droga kaczko, cóż się stało?’ Pyta kaczkę gęś nieśmiało. Kaczka zamiast odpowiedzieć, dalej ciągnie biadolenie. ‘To jest skandal jakiś przecież, to najgorsza rzecz na świecie! Chyba zaraz oszaleję, coś dziwnego się tu dzieje!’ ‘Czy ja moge pomóć Pani, w tejże sprawie niesłychanej?’ Ale kaczka nic nie słucha, na pytania wciąż jest głucha. Krzyczy dalej: ‘powiem szczerze, ja po prostu w to nie wierzę! Toż to problem jest ogromny, czyn najwyższej kary godny!’ Gęś nalega: ’ kaczko miła, powiedz czym się oburzyłaś? Sprawa widzę jest konkretna, może pomóc mogę jednak?’ Kaczka dalej lamentuje: ’ Toż ja tego nie pojmuję! Zaraz szoku tutaj doznam! Nikt mnie teraz nie rozpozna!’ Na to gęś się nie poddaje, wypytywać nie przestaje: ‘Moze Pani jednak doda, kto tak Panią zdenerwował?’ Kaczka krzyczeć zaprzestała, gęsi wreszcie powiedziała: ‘Proszę Panią, ja łzy ronię, bo mi piórka brak w ogonie. Tutaj z tyłu takie miałam i tak bardzo o nie dbałam. Lecz już nie mam, rzecz niechlubna, ktoś mi piórko moje skubnął. Z mej urody okradziona, jestem teraz zrozpaczona!’ ‘Czy to piórko złote było?’ Pyta gęś ze wściekłą miną. ‘Złote było, w rzeczy samej, czyżby piórko wzięła Pani?’ ‘Droga kaczko, piórko owe, masz kochana na swej głowie. Więc na przyszłość zamiast krzyczeć, proszę sprawdzić należycie!’
    1 punkt
  35. Anais obudziła się o siódmej rano. Codziennie wstawała o tej samej godzinie bez budzika. Spojrzała stalowo-błękitnymi oczami na okno. - Dzień dobry, mój piękny dniu! - wyszeptała zaspanym jeszcze głosem, jednocześnie przeciągając się we wszystkie strony. - Bo ja wiem czy taki dobry? Piękny też chyba nie - mruknął chrapliwie dzień. Tylko spójrz za okno, jest szaro, ponuro, zaraz będzie padać. Anais patrzyła na dzień ze zdumieniem: - Dlaczego on się tak denerwuje? Kropelki porannego deszczu zaczęły uderzać o szybę w sypialni. Dziewczyna uniosła kąciki ust w delikatnym, ledwo zauważalnym uśmiechu. Lubiła każdy, nawet deszczowy dzień. Miała wtedy czas na różne zajęcia, których nie robiłaby w dzień słoneczny. Wtedy zwyczajnie byłoby jej żal zostać w domu. Kiedy padało mogła to robić bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Dzień nadal narzekał: -Dziś miałem przynieść deszcz, ale kto to zrozumie? Wszyscy będą na mnie biadolić do samego wieczora. -Nie przejmuj się, ja to rozumiem. Deszcz jest potrzebny, rośliny chcą pić, zwierzęta też. A i człowiek musi dać sobie chwilę wytchnienia...
    1 punkt
  36. Dziewczyna pośpiesznie zeskoczyła z łóżka. Wiedziała, że zbyt długie leżenie powoduje zbytnie rozleniwienie. Dlatego też starała się nie przedłużać tej nadzwyczaj słodkiej chwili. Pierwsze kroki skierowała do kuchni po szklankę wody. Jakże ona była pyszna i co najważniejsze " była"! Dzień skrzywił się ponuro: - Doprawdy nie rozumiem, jak można się zachwycać zwykłą wodą? - To bardzo proste - powiedziała z uśmiechem Anais. - Cieszę się, że mam wodę. Tak wielu ludzi na świecie doświadcza pragnienia. Jestem wdzięczna, że nie tylko mogę ją pić, ale też wziąć w niej prysznic. To prawdziwy luksus! Idę się umyć i ubrać. Mamy dziś tyle do zrobienia, mój kochany Dniu! Dzień trochę zaskoczony postanowił poczekać jakimi to pomysłami zaskoczy go jego wierna koleżanka. Fakt był taki, że była z nim niezależnie od pogody, niezależnie od okoliczności jakie los stawiał jej na drodze. Zawsze go chwaliła a nawet jeśli coś poszło nie tak - odbierała to jako kolejne doświadczenie. Kiedy tak patrzył z jaką radością Anais ubierała poszczególne części garderoby, z jaką pasją szykowała sobie kanapki z białym serem, sam nabrał ochoty by jej potowarzyszyć. - A może pójdziemy na spacer do lasu? - nieśmiało zaczął. - Zawsze lubisz tam chodzić i ciągle powtarzasz, że drzewa mają tyle dobrej energii... Dziewczyna uśmiechnęła się i zrobiło jej się bardzo miło, że Dzień pamięta wszystkie jej madrąści, które codziennie wygłasza. - Oczywiście, że uwielbiam spacery po lesie. W deszczu również byłoby miło, tylko jest jedno " ale" odnośnie energii. Energia drzew podczas deszczu jest bardzo rozproszona, dlatego niewiele jej nam przekażą. Lepiej zróbmy coś innego a spacer do lasu zostawmy kiedy przyniesiesz trochę bezchmurnego nieba.
    1 punkt
  37. To nie egoizm a brak siły do dźwigania różnej maści pasożytów i nie brak empatii a lęk przed wykorzystaniem. Zamykam skafander. Mam was dość ludzie z ciągłym kombinowaniem, przeciąganiem liny własnych interesów. Nie rozumiem gierek, targowania i podtekstu. Bliższy mi świat aspergerów, pełnej skali akustyków, takich co się nie chcą bawić rolami w społeczeństwie: o pieniądze, rację, władzę. Chorzy, bo świat widzą prosto. Przywracani "do zdrowia", żeby wspólnie grali partię szachów na tablicy.
    1 punkt
  38. na spacerze mija mnie więcej prywatnych odrzutowców niż ludzi minął jeszcze ktoś pochłonięty przez kroki horyzonty powiesiły się na biegunach wspólny musi się przyśnić nie zrozum mnie źle nie tylko tutaj ziemia nie spotyka się z niebem
    1 punkt
  39. Mam ochotę spełnić swoje marzenia, kiedy leżę i nie jestem skrępowany złym ubiorem który mógłby przeszkadzać w pełnym odbiorze i najcudowniejszych doświadczeniach odzianej w nic... marzeń które wypływają z mojego wnętrza niczym lawa z wulkanu która zanim się wydobędzie, przemierza liczne cudownie przyjemne miejsca łącząc się w jedno, niesamowite, podniecające i pełne cudownych doznać przeżycie... Nic która pokazuje braki odzienia pozwala rozkoszować się chwilą w której liczy się to co jest w środku...prawdziwe i czyste...cudowne i dawno nie zadbane, odkryte na nowo... Rozpalasz moje zmysły, mam ochotę Cię pocałować...stop... Mam ochotę na niesamowite danie które przyćmiewa wszystkie inne pod każdym względem. Podane na talerzu dla którego to spełnienie marzeń i słuszny powód do dumy...Danie które odkrywam stopniowo, delektując się każdą chwilą i doznając niesamowitych wrażeń które pobudzają moje zmysły... Powietrze aż kipi od pożądania które ledwo wytrzymuje to ciśnienie a pośród delikatnych cząstek tlenu i szybszego oddechu wkrada się uczucie wypełnione pasją i dbałością o każdy szczegół. Tak, tego pragnę... Pragnę aby te wszystkie słowa spełniły się w rzeczywistości...pragnę Róży obok siebie a nie tylko w wyobraźni...
    1 punkt
  40. @Kwiatuszek Prześlicznie dziękuję, super to słyszeć!
    1 punkt
  41. To jest dożywocie ;) Dzięki i pozdro
    1 punkt
  42. @Rafael Marius - dziękuje - @Tectosmith - dziękuje -
    1 punkt
  43. @Adriana Gawrysiak Może powinni zacząć wcześniej wychodzić? :-))) Śliczne te Twoje wierszyki!
    1 punkt
  44. @Adriana Gawrysiak Super x 3!
    1 punkt
  45. @Kwiatuszek Cieszę się i również pozdrawiam ;)
    1 punkt
  46. Spadająca szklana łza zostawiła czerwoną plamę. Nieleczone skaleczenie może zostawić ślad. Czas nie wszystko leczy, powiew wiatru nie zawsze czyni szkodę. Pod niebem zimno, na ziemi ciepło, dlaczego nie odwrotnie. Lecąc z wiatrem nad taflą wody spoglądam do jej wnętrza. Patrz mi w oczy jak ja w wodę. Popatrz w duszę, co tam widać. Czerwona plama to nie pustka, coś w duszy drzemie.
    1 punkt
  47. 1 punkt
  48. Piękna zima, gdy jej nima ;)
    1 punkt
  49. Szli w półśnie w gęstej mgle, światła nikt z nich nie pamiętał. W szary dzień, w burą noc mrok ich kroki pętał. A gdy już brakło tchu, legli nad przepaści skrajem. a jej dno śmiercią tchło, co się końcem staje. Wnet w pół śnie, w jawie pół, pierwszy wpadł wprost do otchłani. Reszta zaś w czeluść zła podążyła za nim. Lekki wiatr rozwiał mgłę, światła nikt z nich nie dostrzegał. Żywi wpół, martwi wpół, a na oczach bielma.
    1 punkt
  50. Kalkulator dziś wyliczył, że na koncie jest deficyt. Teraz w biurze trwa debata, jak by dziurę tę załatać. Zszywacz sprawy się wystraszył i się w biurku biedak zaszył. Tusz zaś szybko zdecydował: ‘sprawę trzeba zatuszować’. Wtem nożyczki się wcinają, budżetowych cięć żądają. Klej zaś myśli się uczepił, że on dziurę sam zalepi. Gumka myszka pomóc chciała, lecz zestresowana cała, Problem zamiast ów odkręcić, wymazała go z pamięci. Krzesło tylko chciało wiedzieć, czy ktoś za to pójdzie siedzieć. Dziurkacz myśli ‘moja wina, dziury przecież ja wycinam, Może i tę ja zrobiłem, toż kłopotu narobiłem!’ I tak skandal się ten toczył, aż komputer w akcję wkroczył, Popodliczał wnet rubryki i …. na darmo były krzyki. W kasie, bowiem, jak obliczył, jest nadwyżka, nie deficyt!!! Autor: Adriana Gawrysiak
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...