Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.01.2023 w Odpowiedzi

  1. Pozwól, że zapytam Dlaczego hałasujesz, wymarzony świecie? Nie dajesz dojść do słowa, ciągle mi przerywasz, A przecież byłeś inny. Chciałeś bym odkrywał, Bym stał się twych tajemnic przenikliwym echem. Dlaczego nadal krzyczysz? Przestań proszę, nie wiem… Masz dosyć? Ja tak samo. Pragnę się zatrzymać, I cofnąć razem z tobą, aby móc podziwiać Obrazy, dzięki którym podziwiałem ciebie. Umiałeś mówić szeptem, chodź, przypomnij sobie; Nauczę cię radości, jeszcze ją pamiętam, Wystarczy, że usiądziesz. Troszkę ci podpowiem, Bo wiem, że do wszystkiego łatwo się zniechęcasz. Nie słuchasz, już odchodzisz? Nie chcesz nic na drogę, Więc chociaż nie zapomnij wziąć ze sobą serca. ---
    7 punktów
  2. W dziwnawym motelu nad zagubionym nieranem gdzie nocą starutki neon mrugał quazi podejrzliwie obudziło mnie interesujące pytanie: Które z nas tą czarną nocą mocniej przyszalało? Warszawa – Stegny, 01.01.2023r.
    6 punktów
  3. To miasto tak piękne w noc nowych przełomów Neony w tym mroku stapiają się w miazgę Roztopy, więc chodnik pokrywa się miałem Śniegowym, w nim brodzę po kostki w amoku Ulice niezmiennie natłokiem swym żyją Krajobraz w tym miejscu już nieco obdarty Ach, proszę wybaczyć Pokryty patyną Życzę Wszystkim prawdziwie Szczęśliwego Nowego Roku, który wniesie do życia wiele dobra i spokoju!
    5 punktów
  4. Jestem uzależnionym nie boli mnie to nie wstydzi Ten nawyk mnie cieszy kłaniam się mu co noc co dzień Uzależniony od życia to fakt który jest mi bliski Nan pewno nie będę się z tego leczył wręcz przeciwnie Przecież to on ciepłym wiatrem zachodem mgłą i sadem Poproszę innych by ten nałóg docenili odkryli w nim sens
    4 punkty
  5. z dzwoneczka spadasz puszkiem a ja otulona tobą tańczę jak iskierki spokojnie przyjść jedną nogą potem drugą
    3 punkty
  6. Romeo z miasta Verona, chciał się naocznie przekonać, czy z Murzynką tak samo jest w miłości jak z białą. i czy ma wszystko jak żona.
    3 punkty
  7. bądź jak rama obrazu w którą oprawię dobry czas
    3 punkty
  8. autorka j.w. Za oknem fajerwerki, a szampan na stole. Kiedy Stary Rok mija, wznieść toast mam wolę. Musują bąbelki... Na przełomie, gdy zegar godzinę wybija; płyną, płyną życzenia, blask niebo spowija. Lecą fajerwerki... Gdy Nowy Rok zawita, także toast wznieśmy za to, by był pomyślny, że zdrowi jesteśmy. Na pożytek wszelki.
    3 punkty
  9. Między nami miłość Roztargniona Nieostrożna I głęboka Między nami miłość Nie anielska I nie prosta A gwałtowna Między nami miłość A przed nami Mnogość uczuć A przed nami Smutek rozstań
    2 punkty
  10. I czekam jakiegoś znaku, choćby najmniejszego, jakiegoś powiewu świeżego zamiast piasku w oczy. Czekam. Na pagórkach błękitnych dłonią z daleka kształt słońca rysuję. Zastygam. Powietrze w płuca nabieram i czekam aż w przestworza bezkresne odpłynę w marzeniach spragnionych. Czekam nieustannie w bezruch otulona. Wyczekuję wiatru, który ciężar mój pokona. Czekam. Czekam, by jak czas przeminąć. Czekam, kiedy wszystko wokół płynie.
    2 punkty
  11. Czy ten świat wymarzony, co hałas uczynił, nie da dojść do słowa, swe pięć groszy wtrąca, pełen nie do odkrycia tajemnic bez końca, nie jest zwykłą kobietą, cudną jak bogini! Stworzoną w głębi duszy, pomiędzy myślami, na użytek prywatny chwilowych pożądań. Wymsknęła się przypadkiem, do celu podąża. Jedynie czego pragnie - wolności bez granic. Więc nie masz wyborów zaborczy autorze, co chcesz uczyć radości i dać chwilę szczęścia. Zaakceptuj, pokochaj, obdarz dobrym słowem! Myśleć nagle przestanie o jakiś odejściach. Rozlej czułość wokoło jak spokojne morze, pozostanie by splątać dwa samotne serca.
    2 punkty
  12. @Ewelina Można się w tej zadumie zatracić i oderwać od rzeczywistości. Niektórym osobom żyje się z tym dobrze, np. mnie. :)
    2 punkty
  13. Gdybym napisała że nie czekam To bym skłamała Czekam Czekam na twoje czekanie Wciąż na nie czekam
    2 punkty
  14. przede mną droga pobliskie lasy kuszą chwilą wytchnienia leśne ostępy opadły mgły poranne goni mnie echo szarówka w lesie wciąż jestem realistką którędy droga zaciszny kącik stale pachnący lasem ukoi myśli zapach choinki z jej żywicznych gałązek spadają szyszki w koszyczku szyszki rozsypują nasionka namiastka lasu
    2 punkty
  15. czerwona wędrując po tobie wzrokiem w nagie północe przyciągam srebrna skóra w szeptów pełni z piekła Hunem oskrzydlona dłońmi zostanę po doznań kresy rozjęzyczaj bezwstydnie pod progi gorącej zapłoniaj uda postój wrzątek
    2 punkty
  16. fajne i z dobrym przekazem, ale nasuwa mi się pytanie czy da się nie być uzależnionym od życia..
    2 punkty
  17. :) Dziękuję :) Nie, ja myślę, że Twoje ciało Cię lubi :) Aktywizować a pastwić się to jednak dwie różne sprawy :) :) Również wszystkiego dobrego i dziękuję ;) Myślę, że wiele dzisiejszych ciał, także młodych, jest jeszcze bardziej zmęczonych niż wczorajsze :) Dzięki ;) Dzięki, również pomyślności :) @Anastazja Sokołowska @Leszczym @Natuskaa @GrumpyElf Dzięki :)
    2 punkty
  18. @Cor-et-anima Ano trzeba by było :) Tak, warto pamiętać. Szkoda tylko, że ten tekst to mój wymysł :) @sam Sam wzięło mnie na żarty w ten Sylwester :) Ubolewam, że historia choć prawdopodobna nie jest prawdziwa :) Co wcale nie oznacza, że nie można napisać fajnego (taką mam nadzieję) tekstu :)))) Mam jeszcze jeden całkiem mam nadzieję dobry, ale muszę go wklepać do kompa :))) Kłaniam się :)
    2 punkty
  19. Pole fiołkowe Fioletowe. A jakież inne?
    2 punkty
  20. Włożył na nos okulary Murzynkę przebadał dokładnie Bo na miłość już był za stary Pozdrawiam w Nowym Roku co dopiero odkorkował… 🥂😊
    2 punkty
  21. Wielki ogień na niebie zgasł. Ucichło już całe miasto. Porządek nowy będzie trwał. Stary tak niedawno zasnął. Pustymi wciąż ulicami wiatr przegania marzenia. Czy zostaną tylko snami? Latarnia rozświetli temat. Ucichnie szkwał przeznaczenia, pełne znów będą arterie. Zrozumiemy sens istnienia wdrażając już nowe scenerie.
    1 punkt
  22. Boże Narodzenie to krótki okres radości i spokoju, przynajmniej tego sobie nawzajem życzymy, jednak najmocniej utkwiły mi w pamięci święta, które omal nie zakończyły się katastrofą. Miało to miejsce dawno temu, ale z drugiej strony wierzę, że to wydarzenie nadal gdzieś istnieje, unosi się w przestrzeni na spirali czasu, trzeba tylko odnaleźć właściwy fragment spirali: zmrok przedwcześnie zapadający nad miastem, światła latarni skrzące się na mrozie nieco inaczej niż normalnie, śnieg otulający drzewa i ziemię delikatną, niebieską mgiełką, zwłaszcza kiedy się patrzy przez zmrużone oczy… Ojciec tego dnia wrócił wcześniej z pracy. Rozległ się dzwonek u drzwi, za którymi stała choinka: cudowny, rozłożysty świerk, o prostych gałęziach i strzelistym szpicu. Choinka wjechała drzwiami, skręciła w kiszkowaty przedpokój, by następnie wykonać równie ostry zakręt w drugą stroną i po krótkich manewrach zaparkować w jedynym pokoju: bliżej balkonowych drzwi, aniżeli wersalki stojącej pod ścianą naprzeciwko. Za choinką kroczył ojciec, ale był on postacią uboczną, gdyż całą uwagę pochłaniało w tej chwili drzewko. Widziałem setki takich choinek podczas jazdy pociągiem do dziadków, lecz tego dnia las przywędrował do mnie: z całą świeżością i zapachem żywicy, szumem wiatru i śpiewem ptaków. Pokój i przylegająca do niego kuchnia-wnęka przestały pełnić funkcję mieszkania — zamieniły się w leśną polanę. Z nadmiaru wrażeń długo nie mogłem zasnąć. Leżałem na wirtualnym tapczanie, który nocą pełnił rolę całkiem wygodnego łóżka, a za dnia można było złożyć tapczan w elegancką półkę, zastawioną ulubionymi zabawkami. Rodzice spali na wersalce — był to rzadki widok, bo ojciec wolał spędzać większość czasu w swojej kawalerce, kilka ulic dalej, dokąd można było dojść w dwadzieścia minut. Lubiłem go tam odwiedzać, chociaż mieszkanie ojca nie było tak przytulne, ani wypucowane jak mamy. Ojciec nie trzymał żadnych zabawek, ale za to posiadał skarb, jakim mało kto mógł się poszczycić: pianino — czarne, lśniące politurą, które kupił od sąsiadki z górnego piętra. Ojciec wspominał, że sąsiadka musiała niezwłocznie spakować swoje rzeczy i opuścić mieszkanie w trybie pilnym przed wyjazdem do Izraela, dlatego sprzedała pianino za pół darmo. Oprócz słuchania ojca grającego raz po raz te same kawałki nie było czym się zająć, dlatego graliśmy w szachy, lecz nigdy nie udało mi się go pokonać. Wizyty ustały po tym, jak nakryłem ojca z jakąś obcą kobietą. Ojciec zachowywał się przy niej dziwnie, jakby mnie nie poznawał, ona się uśmiechała i częstowała landrynkami, o które wcale nie prosiłem. Na wzmiankę o tej kobiecie, matka dostała spazmów i odtąd zabroniła mi tam zaglądać. Następnego dnia śnieg padał całą noc i cały ranek. Ojciec nie poszedł do pracy, bo to była niedziela. Czytał gazety, które kupiłem w kiosku, a później słuchał radia, chociaż od samego rana nalegałem, żeby zabrał mnie na sanki. „Pójdziemy po obiedzie” — odpowiadał, ale tak mu ten obiad smakował, że nie mógł sobie odmówić dokładki, a zanim przestał jeść, zaczęło się ściemniać. Bałem się, że śnieg przestanie padać; już i tak nie mogłem rozpoznać płatków w ciemności za oknem, dopiero w żółtej poświacie ulicznej lampy ujrzałem chmarę śnieżynek tańczących na wietrze i ten widok bardzo mnie ucieszył. Ojciec pociągnął mnie sankami wzdłuż Belwederskiej. Po przeciwnej stronie ulicy stała kamienica, a w istocie pół kamienicy, bo drugą połówkę zburzyła bomba. Musiała to być ciężka bomba zrzucona z dużego samolotu, bo od wybuchu runęło w gruzy kilka pięter, a to co było niegdyś zaciszem czyjegoś mieszkania stanowiło teraz ścianę zewnętrzną — gładką i kolorową, ze śladami po tapecie, meblach i obrazach wiszących kiedyś na niej. Mama opowiadała, że w piwnicach tej kamienicy zgwałcono i zamordowano uczennicę podstawówki; tej samej podstawówki do której chodziłem, tylko ona się uczyła w starszej klasie. Nie miałem pojęcia co znaczy być zgwałconą, a mama nie kwapiła się wyjaśnić, ale skoro wskutek tego dziewczyna zginęła, gwałt musi być czymś równie strasznym co morderstwo. Wbiłem sobie na wszelki wypadek to słowo dobrze do głowy i postanowiłem nie dać się nikomu zgwałcić. Gdy tylko zostawiliśmy nieszczęsną kamienicę z tyłu po prawej stronie, ojciec zboczył w ledwie przetartą dróżkę wzdłuż stawu, prowadzącą dalej do parku Morskie Oko. Na brzegu stawu rosły stare wierzby, zwieszające smutnie gałęzie nad wodą, którą mróz zdążył ściąć w kilkucentymetrową taflę lodu. Zdawało mi się, że wierzby to drzewa odmiennego rodzaju: używają giętkich witek do łowienia ryb, stanowiących ich pożywienie, dlatego mają takie pękate pnie. „Czemu wierzby nie chudną zimą, kiedy ryby unoszą się uśpione głęboko pod lodem?” — chciałem zapytać o to ojca, lecz na widok jego pochylonych pleców, pracujących ciężko ramion, rozmyśliłem się. Ojciec podwoił wysiłek, szliśmy pod górę, sanki skrzypiały płozami po śniegu, który coraz grubszą warstwą pokrywał ścieżkę i tak dotarliśmy do toru saneczkowego na Morskim Oku. Właściwie nie był to żaden tor, tylko zwykły chodnik zasypany śniegiem, mocno ubitym i stwardniałym w lód. W tym miejscu stroma skarpa wiślana przechodzi w dość łagodne zbocze, którym można zjeżdżać na sankach lub nartach, choć narciarzy nigdy tam nie widziałem. Gdyby wysiąść z tramwaju jadącego Puławską i poślizgać się na butach w dół promenady, to ten sam tramwaj można by złapać kilka minut później na przystanku przy Gagarina. Ojciec ciągnący sanie zachwiał się nagle na nogach i ten widok natychmiast mnie zaalarmował, bo tracący równowagę ojciec to zapowiedź najgorszej rzeczy, jaka może się wydarzyć. Wszystko dookoła może się chwiać: drzewa, domy, ludzie, tylko nie mój ojciec. Mój ojciec stąpa dzielnie, a jeśli stoi w miejscu to trzyma się gruntu niczym dąb, którego nic nie powali. Jest olbrzymi i silny, najsilniejszy w świecie, a do tego najmądrzejszy: zna odpowiedź na każde pytanie. Ojciec zamachał w powietrzu rękami, postąpił jeszcze jeden krok, lecz nogi mu się rozjechały i upadł wtedy na lód. Chciałem skoczyć mu na pomoc, ale sanki straciły siłę uciągu i kręciły się po lodzie równie bezradnie co mój ojciec, tyle że on zjeżdżał na plecach, jak przewrócony chrabąszcz, co nadaremnie przebiera odnóżami. Obok ojca turlała się baranica, rodzaj futrzanej czapki jaką niegdyś nosili gazdowie, która spadła mu z głowy. Pomyślałem, że gdyby udało się schwycić tę czapkę i włożyć mu na głowę, odzyskałby moc i prędko podniósłby się na nogi. Ojciec trzymał się ręką za czoło, po którym wąską strużką spod przerzedzających się włosów spływała krew. Widok krwi na czole ojca był bardziej szokujący niż jego upadek, bo dotychczas widziałem krew tylko u siebie bądź kolegów: na obtartych łokciach, stłuczonych kolanach, rzadziej lecącą komuś z nosa, ale żeby krwawił mój ojciec? Nie myślałem będąc dzieckiem o takich rzeczach intensywnie, ani wnikliwie, a jednak ten wieczór zmienił coś na zawsze. Zrozumiałem, że nawet ojciec jest kruchy i można go zranić. Potężny jest tylko świat: ze swoją zimą, mrozem, soplami lodu, a ja muszę uważać na siebie i również ojcu pomagać. Całe szczęście Wigilia wypadała w środę i do tego czasu ojciec odzyskał siły, choć na głowie wciąż nosił opatrunek, który założyli mu w szpitalu. Wyglądałby bardziej świątecznie gdyby przykrył bandaż czapką Mikołaja, ale był zbyt poważnym człowiekiem, żeby stroić sobie głupie żarty. Ubierał choinkę w rozmaite drobiazgi, o których zapomniała mama: zawieszał obok bombek i łańcuchów jakieś laseczki owinięte błyszczącym papierem, orzechy, waflowe rożki, pierniczki, suszone owoce — wszystko co można zjeść. Nie podobał mi się pomysł przerabiania choinki w kram z bakaliami, bo mama rozpieszczała mnie smakołykami, aż stałem się niejadkiem, lecz rodzice nie mieli tyle szczęścia i dorastali w biedzie: mama zbierała niejadalne grzyby, które później babka gotowała, przecedzała kilka razy, żeby mogli zjeść to co zostało na dnie, choć miało to niewiele wartości odżywczych. Mama często opowiadała, że pierwszego cukierka dostała od rumuńskich żołnierzy, którzy stacjonowali w jej wiosce, gdy miała niecałe dwa lata. Po ozdobach jadalnych przyszła kolej na zimne ognie: ojciec zużył zawartość dwóch opakowań, poskręcał na każdej gałęzi po kilka drutów pokrytych szarą, mało dekoracyjną substancją, a ostatnim zaczął zapalać te, które wisiały. Choinka zabłysła mnóstwem ogników, snopy iskier leciały jak na pokazie fajerwerków, zrobiło się jasno, jakby słońce zaświeciło w okno. Patrzyłem na to oniemiały: to były najpiękniejsze święta, chciałbym, żeby tak było zawsze, żeby ognie na choince nigdy nie gasły, lecz jednocześnie nawiedziła mnie niespokojna myśl: choinka to przecież drzewo, a zimny ogień to zwyczajny ogień i choć nie wiadomo czemu się tak nazywa, to jednak potrafi zapalić cokolwiek tylko dotknie. Gdy tylko o tym pomyślałem, ujrzałem dym unoszący się nad choinką, coraz gęstszy dym, kłęby dymu, snujące się między igiełkami i wypełniające pokój duszącym swądem spalenizny. Zimne ognie się dopalały i gasły jeden po drugim, za to gorący ogień zaczął konsumować dekoracje, a wkrótce przerzucił się na drzewko: poczynając od końca gałązek, którymi wędrował do wewnątrz, by wystrzelić w mgnieniu oka syczącym słupem aż pod sufit. Ojciec pobiegł do łazienki i po chwili wrócił stamtąd niosąc miednicę pełną wody. Wylał zawartość miednicy na choinkę, lecz ogień tylko się rozsierdził i pożerał niefortunnego świerka coraz dłuższymi jęzorami. Wówczas ojciec złapał gołymi rękami za żelazny krzyżak, podniósł choinkę i niosąc wysoko niczym pochodnię, wyrzucił ją na balkon, żeby mogła tam spłonąć bezpiecznie do końca. Nie miałem czasu myśleć, czy była to słuszna decyzja, bo w tej samej chwili przeraził mnie widok palącej się firanki, od której momentalnie zajęła się zasłona w różowe kwiaty. Ojciec nie tracąc zimnej krwi zerwał kilkoma szarpnięciami zasłonę i wyrzucił ją za okno. Płonący kształt szybował z drugiego piętra, zataczając kręgi na oczach gapiów z bloku naprzeciwko, ale ktoś szybko zagasił leżącą żagiew śniegiem i nikomu nic złego się nie stało. Nazajutrz zaniosłem choinkę, a raczej spalony kikut, który został po niej, do śmietnika. Tam spędziła resztę świąt. Odwiedzałem ją wynosząc kubeł ze śmieciami i za każdym razem robiło mi się jej żal. Dopiero po Nowym Roku dołączyły do mojej choinki inne kikuty, wyschnięte pozostałości po symbolu świąt w domach sąsiadów. Kikut po ucięciu bocznych gałęzi służył nam za muszkiet z bagnetem: można było z niego strzelać, albo się fechtować podczas walki wręcz. Każdy chciał być Cyprianem Godebskim, natomiast nie było ochotników do korpusu arcyksięcia Ferdynanda, dlatego długie dni na podwórku toczyły się wojny domowe, dopóki nam się nie znudziły, dopóki nie nadeszły cieplejsze dni, zwiastujące wiosnę. Wszyscy czekaliśmy na ferie wielkanocne. Wszyscy, z wyjątkiem mojej mamy, która uważała wiosnę za najgorszą porę roku, bo była to pora rozstania, płaczu, wyczekiwania: ojciec zostawiał nas i szukał szczęścia gdzie indziej. Wyruszał wiosną, wracał na jesieni, kiedy mu się uprzykrzyło życie podrywacza; kiedy zatęsknił za ciepłą pierzyną, dobrym jedzeniem i muzyką z radia.
    1 punkt
  23. tego ciągłego dyrygowania rusz się, wstań, idź, zrób coś usiądź, patrz, słuchaj, pomyśl stare ciało ma dosyć tego ciągłego dyktatu leży bezwładnie rozkłada się i czeka na nowe
    1 punkt
  24. jedynie patrzy pazurki to wymysł diabła który rozdrapuje włochate myśli u podstawy czaszki jak hamlet rozluźnia mięśnie kark barki plecy zrzuca ciężar problemów bez zbędnych słów wystarczy chemia dotyku spojrzenia bezwstydnie oddaje się pod władanie zgodnie z twoją wolą ulep mnie na nowo
    1 punkt
  25. Chciałbym (chcenie jest realnie trudną sztuką) pobyć choćby przez chwilę mężczyzną lekkich obyczajów i dlatego czasem chciałbym nie mieć najmniejszych zamiarów pytać Ciebie co z nami dalej. Warszawa – Stegny, 01.01.2023r.
    1 punkt
  26. Bywa różnie, bywa, że się ludzie nie rozstają. Pozdrawiam
    1 punkt
  27. @Ewelina Opisałaś typowy schemat relacji jaki u mnie bywał. Dodałbym jeszcze jedno słowo krótka, jak życie motyla. I kiedyś się zakończył na zawsze.
    1 punkt
  28. Marksizm zaraził takim myśleniem miliardy.
    1 punkt
  29. @Cor-et-anima dziękuję serdecznie ❤️ ... więc czekam na jakiś znak. Życie czasem samo się układa. Pozdrawiam :) @Wędrowiec.1984 a gdzie niebezpieczeństwo? :) Chwila obecna to jedyna chwila, którą tworzymy. Przeszłość i przyszłość są poza naszym zasięgiem to po cóż się nimi zajmować :)
    1 punkt
  30. kładę się na chodniku oczy wpatrzone w ziemię czemu tak szybko wszystko się zmienia tak szybko tak rzeczy wiele leżę nie patrzę w niebo nie chcę też patrzeć na siebie chcę zamknąć się w swojej dłoni a kiedy ja się też zmienię... chmury lecą tak szybko wiatr: czas go wyprzedza chcę zatrzymać się w miejscu pisząc ten poemat
    1 punkt
  31. @Ewelina piękny!
    1 punkt
  32. @Wędrowiec.1984 dziękuję! i nawzajem, zwłaszcza, że dziś nowy rok i dobry pretekst by zacząć nowy rozdział! szczęśliwego! @Marek.zak1 masz rację, rodzimy się nie z wyboru i w niewybranych przez nas okolicznościach (jak rodzina, narodowość), ale tak na prawdę całą resztę kreujesz ty sam - jesteś bogiem siebie, bo jesteś swoim stwórcą (a o tym kim się stajesz decydują twoje czyny) @violetta i warto czytać je nawet powtórnie, tylko nie ma co liczyć na inne zakończenie @Dag wow, nawet nie wiesz jak strasznie miło mi to słyszeć..! dziękuję pięknie i szczęśliwego nowego roku!
    1 punkt
  33. zagubione nierano... - prześlicznie :)
    1 punkt
  34. Wszystkiego najlepszego w nowym roku Calineczko. Pozdrawiam ;)
    1 punkt
  35. @Leszczym tęskno i refleksyjnie, choć fajerwerki takie kolorowe tej nocy, a jednak radość prysła wraz z ich blaskiem, a może ten blask jaskrawy radość przytłoczył. Pozdrawiam serdecznie :)
    1 punkt
  36. @GrumpyElf Akurat w tym przypadku istnieje wiele wariantów, ponieważ czas to taka uniwersalna rzecz: bądź jak rama obrazu w której zatrzymam dobry czas Trochę dylemat sylwestrowej nocy: tyle pięknych sukienek, którą założyć?👗😊
    1 punkt
  37. Fioletowy to mój ulubiony kolor. 💜😊
    1 punkt
  38. bądź jak rama obrazu w którą oprawię dobry czas Czas przemija, solidna rama trwa… 😊
    1 punkt
  39. W głowie mam słowa, zaciśnięte żalem. W kręgu szarości są szczelnie zamknięte. Te słowa jak złowrogie cienie, nie koją jak aloes, a od zaduchu są mętne. W oczach promienie dwa choć smutne - w genezie nierozpoznane jeszcze. Promienie a może ognie gniewu... W oczach niebieskich mam, ognie w przestrzeni rozległe. Wciąż patrzę na ludzi milczących, co w czerni idą przez świat. I krzyczą coś do mnie tam z góry i kroczą jakby w orszaku anielskim przez tyle tak długich lat. W głowie mam słowa smutne, zaległe, niewypowiedziane. I słowa otuchy, co w gardle więzną. I miażdżą usta, ściśnięte w żelazną pięść. W głowie mam słowa - a może to lament. Gdy śmierć niezjednana wokół wciąż trawi tyle niewinnych, bijących serc.
    1 punkt
  40. i niechaj się doczeka na nowe, na (miejmy nadzieję) lepsze...
    1 punkt
  41. Nie, we własnej książce życia świat, natura, przypadek nami w dużej mierze nami rządzą, a w książce, jaką pisze autor, jest bogiem, bo może zrobić wszystko, jest twórcą kreowanego przez siebie świata. Jako, że kilka książek napisałem, mówię / piszę z autopsji.
    1 punkt
  42. Życzę Ci wobec tego, by po utworze zakończonym grubą kropką, powstał kolejny, dużo, dużo lepszy. :)
    1 punkt
  43. Gdy te trzy harmonijnie połączone to może udaje się przetrwać do kolejnego jutra, choć nie bez zranień. Najczęściej to właśnie ta komunikacja kuleje w tym zestawieniu, bo gdy ktoś zaczyna wychodzić poza sferę oczywistości to trudno mu to przekazać w jasny sposób innym i przestaje być rozumianym.
    1 punkt
  44. Stęskniłam się za Twoją obecnością, chociaż sama rzadko na forum zaglądam. A wróbel udany. bb
    1 punkt
  45. Ja tradycyjnie wolę - przewody. Nic to, że supły wiążą w kieszeni. Ekstrawagancki kolor: czerwony. Byście barierę z dala widzieli. Chcę własny zgiełk mieć, intymnie głuchnąć, Wybrać dogodne metrum pod kroki, Kiedy w refrenach myśli mi utkną, Nie słyszeć, kiedy pytacie: o kim? Być tu i nie być. Widzieć - a ślepnąć Na deszcz, co szarość rozniósł po mieście. Iść w nieświadomość, tyłem ku szeptom, Że piski opon coraz głośniejsze.
    1 punkt
  46. niepewności uległaś w stanie czuwania rodząc dzieci im niepokój dałaś jedno bało się powiedzieć co myśli aż w końcu samo nie wiedziało drugie wciąż oskarżało wszystko i wszystkich o swoje niepowodzenia trzecie najmłodsze bacznie matkę i rodzeństwo obserwując postanowiło się uśpić
    1 punkt
  47. ... znowu płaczesz deszczem z nieba w pokręconych kanalikach brudne łzy pogniecione papierki od zakrwawionych cukierków zza rozbitej szyby i samotne gorzkie kolejnych wgłębień od sklepień podeszwy o różnych rozmiarach złudzeń ciężarze wzorze nie ponosisz odpowiedzialności za wyrzeźbione wędrówką ślady wiem też że się nigdy nie podźwigniesz wydeptano twoją tożsamość
    1 punkt
  48. urągam przymiotom boskości za nic mając klechdy klech drwię z bojaźni bożej i gardzę bliźnimi z anagramem miłości w sercach milczę … abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we mnie, a ja w Ojcu
    1 punkt
  49. mikołaju gdzie masz prezenty? okradł mnie inny mikołaj świrnięty prezenty wsypał do sani swoich i zwierzaki spiesznie pogonił a przedtem poszczuł reniferem to ja mu rzekłem, a leć pan w... ch⛄️⛄️⛄️⛄️ę kochane dzieci nie powiem w co bo bardzo brzydkie słowo to nie dostaniecie podarków dzisiaj pusty worek mi jeno zwisa ⛄️ w kącie oczka smutnie patrzą aż kłaczki w brodzie rzewne płaczą a czerwona czapka zwiędła oklapła jak pusta purchawka ⛄️ nagle słyszy dzieckowe słowa nie miej takiej smutnej miny my tej biedzie zaradzimy każde dziecko w miech wkłada coś tam żeby pełniusi mógł on dostać po chwili taszczą ciężki worek gość tonął w rozpaczy to w samą porę tak oto mikołaj prawie święty nie rozdał prezentów lecz dostał prezenty a dzieci się cieszą radością piękną bo mikołaja mogli uśmiechnąć
    1 punkt
  50. Co wywołało drżenie twej dłoni, Zapisać mogło jedynie klątwę. Mijam więc z dala, choć oko kątem - Zguby chce mojej - spogląda, łowi. Dopóki pustką rozpycham ściany, Miejsca wystarczy, bym łuki toczył Wokół tej kartki. Przejrzę na oczy, Lecz nie dziś jeszcze, gdym rozgniewany. Kiedy ostygnę i gorycz przegnam. W lot się czytelna stanie bazgroła, Która, stłumiona, przestała wołać: "Na zawsze będę cię kochać. Żegnaj."
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...