Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.07.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
otwórz się czas nie leczy kompleksów ostatni wdech nie będzie pierwszym plany wierszem pisane i słowem miłością kreślone na wietrze są wszędzie ktoś je uchwyci na szczęście5 punktów
-
Wicher przetacza się wściekle Przez wyjałowione miasta Ongiś porośnięte mrowiem wieżowców Zostały skrawki ulic Kurhany kolosów Mieszkańcy nowego świata Maszerują przejęci historią Zrodzeni z prochów Po których depczą Spluwają na swoje dziedzictwo Pytają wciąż tylko Jak mogli przepaść Przeklinają nas w duchu Nieświadomi swojej genealogii Człowieczeństwa4 punkty
-
Nie! Nie zdradzę Ci tego nigdy, Niech te słowa pozostaną w mym sercu na wieki, Pozamykane, niczym ptaki w klatce, Niechaj trzepoczą, w odwiecznej rozterce. Albo nie! Powiem, lecz jedynie lasowi, Gdzie drzewa szumią od wieków nawietrznie, One umieją sekretu dochować, Nie zdradzą nigdy – moi sprzymierzeńcy. Powiem – lecz jedynie żukom Co w granatowych biegają pancerzach, One, jak drzewa, są godne zaufania, Bo, choć wiedzą, i tak nie powiedzą. Warszawa, 18 VII 20223 punkty
-
Na granicy Poznałam cię przypadkiem w klubie na Florydzie; Patrzyłeś tak jak teraz, wszystko już wiedziałeś: Jest śliczna, tak niewinna, wkrótce ją rozpalę, I niechaj rozpalona służy mi gorliwie. Ach, jakże się wahałam. Czemu? Wciąż się dziwię; Zakryłeś moją rozkosz niespełnienia żarem, I wiesz, że nie żałuję, nie żałuję wcale, Bo swojej namiętności wreszcie się nie wstydzę. Odarłeś mnie z godności, więcej życzysz sobie; Już wiesz, że właśnie tego skrycie pożądałam, Więc błagam byś bez końca mój rozniecał ogień, Bo kocham mówić proszę gdy mi nie pozwalasz. Już blisko, coraz bliżej! Twym językiem powiem: So, edge me, please, my master, keep me in denial. ---3 punkty
-
o to żeby się odcisnąć szybko na dłużej czy lepiej nie ranić umrzeć cicho ze światem we mnie wpisanym przez miłość najlepiej3 punkty
-
Swojej miłości jeszcze Nie spisałem na straty I dla tej jedynej Wciąż zrywam polne kwiaty Pięknej ukochanej dziewczyny Tym zmyję swoje winy I chcę się ogrzać Przy jej świetle Być przy niej Tak blisko I powiedzieć dwa słowa "Kocham Cię" To wszystko3 punkty
-
Przy Tobie się czuję zwyczajnie ładniejsza i w oku mam uśmiech, na dłoni zaś jedwab. I w sercu truchleję, jak dzika podlotka a przecież już półwiek za chwilę mnie spotka. Ref. Przy Tobie się czuję ładniejsza. Rozkwitam na twarzy rumieńcem. Przy Tobie mi serce drży, gdy myślę, że ja i... ty(?!) Przy Tobie nawlekam na sznurek marzenia, korale zakładam, gdy Ciebie już nie ma. Przed lustrem krok ćwiczę, dotykam falbanek i czekam, aż przyjdzie mój cudny kochanek! Ref. Przy Tobie się czuję kobieco i zmartwień nie liczę - odlecą. Przy Tobie mi serce drży, gdy myślę, że ja i ty… W podskoku nad życiem z lekkością przemykam i robię co mogę, i jestem szczęśliwa. Zatrzymam spojrzenie w pamięci istotne, jak dobrze, że jesteś i w sercu mam wiosnę! Ref. Przy Tobie się czuję ładniejsza Rozkwitam na twarzy rumieńcem. Przy Tobie mi serce drży, gdy myślę, że ja... i ty(!)2 punkty
-
ta bura suka wkrada się w podświadomość minęło już tyle lat i wciąż o tej samej porze jak dobrze naoliwiony zegar ściska płuca drażni wszystko i nic póki nie spojrzę na kalendarz Hej Tato tak tak pamiętam wysyłam ciepłe myśli ściskam różaniec za ciebie Twój uśmiech głos i Śmiejące się zmarszczki I słyszę jak mówisz Eh synku daj spokój2 punkty
-
2 punkty
-
Znam mapę Znam mapę twoich pieprzyków chociażby to zabrzmiało jak pieprzony banał ich galaktyk jest ponad przeciętność Znam każdą z wciąż odnawiających się krost śmiejesz się słysząc że usuwanie musi być jakimś pociotkiem seksu Znam treść i brzmienie słów przed tym nim jeszcze zdążą ci skapać z języka mimo że zawsze wściekasz się że w nie wchodzę Znam echo twoich kroków i miejsca te z których przyszłaś chociaż nie we wszystkich byłem i inny pył mam na butach Znam smak i światło łona przed którego kaplicą na twarz padałem żeby przyjąć Ciała najświętszy sakrament Znam podobny do mleka zapach skóry i podobny do vinaigrette neuroz kiedy nie śpisz jestem niewyspany Znam a ty się ani kurwa domyślasz że spodobała mi się ta ergo poduszka bo taka jak do trumny.2 punkty
-
Nie ma miłości. Jest za to żar nuklearnego rozszczepienia… Igor Wasiljewicz Kurczatow, Andriej Dmitrijewicz Sacharow i Julij Borisowicz Chariton… ― przechadzają się w zamyśleniu długim korytarzem, przenikając wolno słoneczne prostokąty na drewnianej podłodze. Pojawiają się i nikną… Wyłaniają się znowu, jakby z głębin czasu: Robert Oppenheimer, Ernest Orlando Lawrence, Edward Teller, Hans Albrecht Bethe, Enrico Fermi, Emilio Gino Segrè, Richard Phillips Feynman, George Kistiakowsky… ― Kto jeszcze? W kłębach spływającego zewsząd kurzu przełamało się echo czyjegoś westchnienia. Stukanie obcasów… Korytarz ciągnie się w nieskończoność. Słońce. Słonce. Jaskrawe słońce… Otwarte okna. Zamknięte… Skrzypienie podłogowej klepki… Żółtawe ściany z beżową lamperią, biały sufit. Rząd uchylonych drzwi. Za drzwiami milczenie skrytych w półmroku przedmiotów… Jakieś szklane gabloty, szafy… Zapisane białą kredą czarne płaszczyzny tablic. Chemiczne wzory, matematyczno-fizyczne równania. Cyfry, liczby, wykresy.… I wszystko opuszczone, sponiewierane przez czas… Zapomniane, martwe… Nigdy nie będzie i nigdy nie było, ponieważ od początku było nieżywe, naznaczone zgonem, piwnicznym odorem trupiego rozkładu. Jesteś? Wtargnęłaś do mojego życia znienacka, nieoczekiwanie. Przelotnie i tak naprawdę nie mając nic wspólnego ze mną. Od początku było beznadziejnie puste. Bezdennie puste… jesteś? Tak, wiem. Nie ma ciebie i nigdy nie było. Więc, co takiego było? Senna maligna, pijacka, rozgorączkowana cierpieniem… Nic takiego, tylko melancholia niebytu i nieistnienia o nieokreślonych rysach twarzy… Nic takiego… Tylko, nic takiego… To, tylko nic… Nic… Absolutne nic… … A, więc, to jest ta droga skąpana zachodzącym słońcem? Chyba kiedyś nią szedłem i idę wciąż. Stąpam powoli, krok za krokiem. Za krokiem krok… I tak krok w krok… Słońce przypieka i pali. Rozmiękły asfalt opuszczonego miasta wydziela spomiędzy głębokich kolein dławiącą woń. W gałęziach, w zielonych liściach drzew ― światło. Migoczący wszechświat. Prześwitujący bezkres kobaltowego nieba… Wiatr. Delikatne podmuchy. Czyjeś westchnienia. Droga skąpana w drgających prześwitach pod sklepieniem drzew… Ławki i cienie. Liście… Pachnąca żywicą chropowata kora… Stoisz w oddali. Stoisz tak blisko… Nie ma ciebie. Jesteś na wyciągniecie ręki. Idziesz lekko przede mną. Podążam za tobą w ślad. Idziemy w przyszłość z przeszłości wychodząc zamglonej. Idziemy w smudze światła, w tej teraźniejszości chwilowej. Tkwimy jeszcze jedną połową ciała w dawnych epokach i latach, podczas gdy drugą ― wnikamy już w nieokreślone… Jesteś obok, a jednak milczysz, zapatrzona w prześwity gorącego lata. Zapatrzona w płonące kwiaty pachnącego ogrodu. Zapatrzona w przestrzeń, która nie ma początku ani końca… … Stoję samotnie na pustej drodze. I wydaje mi się, że byłem świadkiem czyjegoś spotkania. Czyjego? Chwieją się na poboczach strzeliste topole. Szeleszczą liście. Mamroczą coś do siebie zjawy z drewna, żywicy i kory… Jakieś cieniste widziadła. Ociężałe słońce dotyka już ziemi. Chylące się ku upadkowi. Zsuwające się za widnokres… Zamykam oczy. Otwieram. Przede mną długi korytarz. Sufit, podłoga i ściany schodzą się w jeden nieokreślony punkt. Tutaj szedłem i idę wciąż, przekraczając słoneczne prostokąty na drewnianej klepce o nikłym zapachu woskowej pasty. To miejsce jest przeznaczone jedynie dla mnie. Jakbym trwał w dziwnej substancji czasu, gdzieś poza życiem, ale i nie śmierci. Gdzieś pomiędzy… Otwarte szeroko okna. Falujące firanki, wybrzuszające się niczym żagle. Za oknami gorące, wieczne lato. I wszystko jest tutaj jakieś spowolnione. Porzucone. Niepotrzebne… I wszystko jest już wyzwolone z objęć pędzącego straszliwie potoku życia. Zakurzone. Okryte grubą powłoką absolutnej ciszy… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-07-18)2 punkty
-
rzucił młotem na kilometr świat straciłby sens. Potrzebujemy rozwoju. Bez niego cel byłby dziwny niezrozumiały wręcz śmieszny. Pozbawiony wysiłku, cierpienia ale i radości drogi.2 punkty
-
Ekshumacje się powtarzają Miałam już tam nie wracać Zamknąć drzwi na klucz Zawsze zostawiam uchylone W nadziei na wysłuchanie Że nie będzie kolejnego odroczenia Odkopuję zimne już dni Jakbym chciała się upewnić Czy nadal tam są Pożółkłe kalendarze Tlą się w rogu Pod cienką siecią Zakorzeniają się W zapamiętaniu Cóż po mnie zostanie Nikomu nie będzie się chciało Dokonywać ponownego otwarcia Aby mnie zobaczyć jeszcze raz Zostaną jedynie zapiski Pomarszczone fotografie I Twoje senne widzenia Ekshumacje Klaudia Gasztold polecam mojego bloga https://m.facebook.com/Poetka97/?ref=bookmarks2 punkty
-
noc zmysłów nie odrywam oczu wdycham cię opuszkami odkrywam moc zmysłów długo czekam przekrwiona nie da rady przed hormony kup jej coś przy takim biuście najczęściej małe zwoje mózgowe wąski front i tak będzie łazić i narzekać nie lokowany na mężowskich obowiązkach mówisz pięknie wyglądasz sukienka nie ma ceny masz tylko prawa słodki przekonaj na ile2 punkty
-
W deszczu twoich łez nie utonę Dla ciebie cały z miłości płonę I pragnę posmakować twoich ust Całować twój piękny biust W letni lipcowy czas Gdy fala namiętności Jest tak blisko nas2 punkty
-
Do lekarza idzie chory przesiąknięty wielką trwogą czy medycy go wyleczą lub w chorobie mu pomogą. Zanim pójdzie na wizytę nocne męczą go koszmary czy mu lekarz prawdę powie czy to będą czary-mary. Idzie, bo go bolą łydki a w kolanie coś mu strzyka i tu rodzi się pytanie starczy mi profilaktyka? Czarne myśli go nachodzą prawie zżera go frustracja czy wystarczy zwykły zabieg czy konieczna operacja. Myśli kłębią się pod czachą i rysuje się scenariusz co mam robić, gdy podsuną do podpisu kwestionariusz. Mam się zgadzać czy odmówić odpowiedzi na pytania tyle różnych wątpliwości przed wizytą się wyłania. Wreszcie poszedł, ale przedtem dla odwagi nieco łyknął a że lubił być na haju coś tam w żyłę sobie wstrzyknął. Połapali się lekarze, pogonili delikwenta by wytrzeźwiał a ponadto po przychodni się nie szwendał. Wiersz mógłby kończyć się szóstą zwrotką ale pojechałem po bandzie.2 punkty
-
Witam - czemu zaraz kilometr - wystarczyło tyle ile rzucił by być wygranym - sport to potęga Pozdr.2 punkty
-
rozwarstwiam rzeczywistość słowo ze słowem styka się bezdotykowo przenika połyka mnie wymiar bezkresu i kresów zarazem gdy się rozmażę kroplą wina na pościeli nim znów się okaże że to wszystko te całe rzeczywistości wibrują i znikają niczym barwno bezbarwne miraże nic nie robię od dziesięciu sekund minut dni lat tylko wokół tego światka znów myślami łażę rozbierzcie mnie z butów by mnie już nigdy te myślowe nogi nie poniosły poniosło mnie znowu walczę czy wygram no raczej wiesz że (uzupełnij)2 punkty
-
Kochasz mnie wiem mimo milczenia Brązowe oczy błyszczą miłością Dziękuję za wszystko za ufność Choć płaciłaś za nią wolnością Okrutnie tęsknisz za swoim Panem Czekasz aż przyjdzie piekielnie się boisz Chcę tylko się z tobą przyjaźnić Kocham cię bardzo i bardzo mnie boli Podkutym buciorem połamał ci kości Żelazną dłonią chłostał jak bandzior Zakuł na zawsze na mrozie i słońcu Ty kochasz go nadal jak anioł Bez granic bez sensu a mimo to proszę Daj mi kruszynę swojej wielkości Pokaż jak uciec od nienawiści Choć wątpię bym umiał to zrobić2 punkty
-
swojego czasu podkradałam księżyc dla fazy chowałam do bagażnika tam zawsze śpiwór i wino biwak rozbity na akty nie było pytania czy ktoś pozwoli tylko czy zdoła powstrzymać “jesteśmy swoimi wyborami” nadałam barwę odcieniom tych słów gdy umiera pragnienie by naprawić przeszłość ciała niebieskie wracają na miejsce1 punkt
-
Śpiew ptaków budzi mnie z samego rana, zapach świeżej kawy otwiera moje oczy, czy coś dzisiaj mnie zaskoczy. Kremowa i słodka na górze piana, a za oknem piękna polana. Rozpływa się w ustach jak pocałunek, Taki słodki jest mój poranek.1 punkt
-
- Więc? - powtórzył Jezus, patrząc na wszystkich rozbitków razem i na każdego z osobna. - Widzę, że myślenie idzie wam opornie. Tobie najmniej - zwrócił się do byłego już, jak zaznaczono, kapitana. - Wykształcenie i obycie w świecie pomaga w myśleniu. Często, chociaż nie zawsze. - Z tobą też nie jest źle - spojrzał z kolei na bosmana. Pozornie lekko, co tamten poczuł po uczuciu, którego nie zaznał aż do tej pory. Jakby światło przenikało przez kość czaszki do jego wszystkich komórek jego mózgu. Nie naraz, ale stopniowo - jakby przesuwało się wgłąb, poczynając od przedniej i górnej części umysłu. Aż, precyzyjnie, do punktu połączenia z nerwami kręgosłupa. - Co prawda to niezbyt pożądany kierunek, bo przeszkadzają ci negatywne emocje. Najbardziej niska samoocena - Jezus przekazał ostatnie słowa bezpośrednio do umysłu rozmówcy, tak by tym razem jego towarzysze ich nie słyszeli - i obawa przed utratą tej odrobiny władzy, którą daje ci stanowisko. - Z wami nienajlepiej - celowo zmarszczył brwi, spoglądając karcąco na oficerów. - Podoba się wam pomiatanie ludźmi, oj podoba. Zupełnie tak, jakby określenia "pierwszy oficer" albo drugi i tak dalej czyniło was lepszymi od marynarzy. Zapomnieliście, a już ty szczególnie - spojrzał na czwartego oficera - żeby nie czynić drugiemu, co tobie niemiłe. Albo o złotej zasadzie postępowania, jak twórcy tak zwanej Biblii określili jedno z moich, dawno wypowiedzianych zdań: "Cokolwiek chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie." * - A jak myślisz - kontynuował wypowiedź i marszczenie brwi jednocześnie - kto stałby się pierwszą ofiarą buntu, gdyby do niego doszło? Gdyby ludzie, którym najczęściej okazywałeś zimną wyższość i pogardę, byli mniej pozytywni, niż są? Gdyby w mniejszym stopniu postępowali zgodnie ze wspomnianą zasadą? Znasz repertuar morskich kar, prawda? Może powiesiliby cię na rei głową w dół? Na kilka godzin albo kilkanaście - ot tak, dla marynarskiej uciechy? A może przeciągnęli raz i drugi pod kilem? W najlepszym razie - złagodził trochę spojrzenie, widząc bladość na twarzy oficera i jego pełne strachu myśli - zamknęliby cię o chlebie i słonej wodzie na dłuższy czas tak, abyś o słodkiej mógł tylko pomarzyć. Wtedy nauczyłbyś się szybko. Szybko przypomniałbyś sobie nauki z przeszłości i zacząłbyś postępować inaczej. - Oszczędziłem ci tego - dodał po chwili, słysząc w umyśle telepatyczną prośbę Mayi o włączenie jej do procesu nauczania. - Wtedy zrozumiałbyś szybciej swoje błędy, niewłaściwość decyzji i postępowania. Ale zrobiłem to, ponieważ mogłoby się zdarzyć, że twoja nauka trwałaby zbyt krótko, kończąc się brakiem sukcesu. Rozumiesz, prawda? - uczynił pytający gest w stronę rozbitka, do którego przemawiał. - Mayu, kochana żono - uśmiechnął się do niej, dawszy oficerowi dłuższą chwilę na zrozumienie. - Proszę. Zgodnie z życzeniem, twoja kolej. W odpowiedzi Maya uśmiechnęła się promiennie do męża, ciesząc się na myśl, że pomoże mu w przemienieniu człowieka w lepszą osobę, a jednocześnie, że będzie mogła w tym celu wykorzystać swój talent rozmowy z jednym ze swoich ulubionych ziemskich stworzeń męża. Oficer wrzasnął, gdy ośmiornica, posłuchawszy Mayi, oplotła go macką i w jednej chwili wciągnęła pod powierzchnię wody... Cdn. _______ * Por. Księga Ewangelii, przypisywana tradycyjnie tak zwanemu św. Mateuszowi, rozdział 7, werset 12. Voorhout, 18.07.20221 punkt
-
* Mamka czuła się oszołomiona. Wstała i spoglądając w cybuch fajki i powiedziała: - Która to spreparowała, ma talent! Istne czar-ziele! - zakaszlała i wymownie spojrzała na Miri. - Nie ja, Mamko! - zaprotestowała Wieczysta Służka, znana z prawdomówności i najwyższego oddania. - To jedynie liście konopne! - krzyknęła Iss.- Trzymasz je przecież tak długo, zwietrzały już pewnie - dodała. - Mam nadzieję, że nie nagadałam głupot - rzuciła Mamka, patrząc z ukosa na Służki, którym oczy błyszczały w ciemnościach, dziwnym można rzec blaskiem. - Nie, nie Mamko opowiadałaś to samo, co zwykle. Ziewałyśmy ukradkiem, żeby Ci nie robić przykrości - szybko odpowiedziała Iss, której opowieści o mężczyznach najbardziej uruchomiły wyobraźnię. - Pójdziesz ze mną, pomożesz mi, a wy idźcie już na spoczynek, bo jutro zbieranie tytoniu, widziałam już fioletowo-niebieskie kwiaty, czas na liście. Iss posłusznie wstała i podbiegła do Mamki. - A... o roślinach miłośniczych, które w mężach ogień krzeszą, opowiesz? - przymilała się.- Podmyję Cię w rumianku i wymoczę w solach - paplała prowadząc Mamkę do komnaty sypialnej. Wtedy w końcu korytarza zobaczyły złoto-zieloną poświatę, pełną iskrzących się drobinek. Kilka Służek zorientowało się, że to Wielka Pani Gudrun i pobiegły, co sił w stronę piwnicznych schodów, na których leżała Tove. Wyglądała na martwą. W świetle łuczywa ujrzały, że jej skóra jest poparzona...1 punkt
-
Woda nasza planeta to jak ogromny zbiornik wodny oceany, morza, jeziora, rzeki na całej ziemi z różnymi nazwami, miejscami, kolorami niebieski, szary, zielony woda w chmurach woda w lodowcach i ludzkie ciało składa się z dużej ilości wody więc powinniśmy być rybami a nie ssakami1 punkt
-
- TO BAJAŁ O KIM? - OTO BYŁ BOJAR? - RAJ OBŁY, BO TO MIKOŁAJA BOT. O, TY BOJARZE, BEZRAJ OBYTO.1 punkt
-
co to jest kłamstwo czy to tylko chwila a może to horyzont pełen niepewności czy to tylko prawda która nauczyła się uśmiechać nawet gdy pada a może kłamstwo to szczerość ubrana w szare szaty pełna zadumy co to jest kłamstwo nawet Bóg nie wie czy to tylko coś co jest obojętne bo bez kłamstwa człowiek jest niczym to tylko udawanie że jest się kimś1 punkt
-
@bazyl_prost Chodziło mi oczywiście o Credo -:) ( Kredo ) Dziękuję za zajrzenie i podzielenie się. Pozdrowienia @Cor-et-anima Tak! Jesteśmy niesamowici. Dziękuję za zajrzenie i za zdjęcie -:) pozdrowienia1 punkt
-
Złota krew dziennego uśmiechu Rozpływa się leniwie po falach Jak Twoja bliskość z dala I zapachu włosów echo. Słoneczna moneta w pierzu chmur Z sykiem bliskiego wodospadu Głaszcze policzki i szepcze radą, Że przecież jesteś tu. Cały świat widzę jednym okiem Drugie przy Tobie zasypia, Gdy zegar zbyt leniwie tyka. Czekanie słodzi miód z okien. Życie to chwilka, Ale wystarczy kilka, By upić się uśmiechniętym sokiem. Kocham Cię, czekam i tęsknię… trochę ;-)1 punkt
-
pewien ksiądz pochodzący z Wadlewa pornosy puszcza i psalmy śpiewa na sucho ćwiczyć musi organisty nie skusił ten prysnął gdzie wysokie są drzewa1 punkt
-
Zarzekał się bocian, że nigdy nie będzie polował na żaby i słowa jak dotąd dotrzymał bo chciał zapolować kraby. Przykucnął wśród roślin na wydmie bo rzecz ta się działa na plaży i czeka cierpliwie i czeka choć słońce zabójczo dziś praży. Dzień cały mu zleciał na czatach a wieczór go wygnał do gniazda w którym to bociek przemyślał, że to nie dla niego ta jazda. Nazajutrz, gdy było burzowo ponowił on swe polowanie po dziób się zakopał w piasku i tak to rozpoczął czekanie. Synoptyk przewidział pogodę bo nagle ulewa i grzmoty i rozszalało się morze a bociek nie zabrał kapoty. Porównał ja bym go do kury a nawet to mógłbym do nitki bo tak przemoknięty nasz bociek od deszczu wręcz zrobił się brzydki. Porzucił jadłospis o krabach poleciał na łąkę przy stawie i to jest już koniec wierszyka bo żaby ukryły się w trawie.1 punkt
-
/ poezja i proza zarazem - moja druga strona medalu / Zacznę od tego, jak antykwariat złapał wiedzę liter w sieci, by później rydwan tarzał kamyczki rozrzucane w zamieci; tylko jedna, twarda przez oko wypadła oprawa, i kamieniem w okno zapukała I coś mnie tknęło by wyjść na zewnątrz Wzdłuż drogi, na ziemi leżała i błagała, bym ją podniósł - otrzepawszy z kurzu ujrzałem perełkę, i zabrałem do domu; z resztą, oczami zobaczycie na zdjęciu - nocą siedziałem na sztucznym trawniku wśród wyrastających maków, pisałem zdarzeniem zainspirowany, tegoż dnia na wsi miało ono miejsce I widzicie: piszący się sam Święty Graal, wychodzi słowami spływając na papier, uwieńczony został bez goryczy miodem... Parafraza: Na drugi dzień, zapukałem do domostwa sąsiadki, która w trakcie naszej rozmowy powiedziała mi, że jej koza popsuła się; panie kochany - deficyt węgla i drożyzna powoduje, iż wszystkiego się pozbywam, sprzedaję na rzecz ciepła jakiego brakuje Oznajmiła staruszka... Bez zastanowienia, moje ja! Przypomniało, że trzymam serce nie tylko dla poezji I V "The best and most beautiful things in the world cannot be seen or touched, but just felt in the heart"1 punkt
-
@Wędrowiec.1984 Najważniejsze, żebyś był przekonany, co do słuszności swoich myśli... Ten wiersz napisałam po tej krótkiej wymianie myśli z Tobą pod ostatnim wierszem... Dobrego popołudnia ?1 punkt
-
1 punkt
-
Jeśli naprawdę jesteś taki jak podmiot liryczny z Twoich wierszy, które zdążyłem przeczytać, to przybij piątkę.1 punkt
-
@Dragaz Ty jesteś w swoich wierszach tak fizyczny i namacalny, że już bardziej być nie możesz. Lubię to. :-)1 punkt
-
1 punkt
-
@Marek.zak1 Sportowa dusza nawet w chorobie i tutaj westchnę sobie niestety nie zawsze wygra, lecz zawsze walczy walczy by pierwsza była u mety. Pozdrawiam1 punkt
-
Śmierci ucieknę wierszem - niech wie, wcale cię nie zapytam - czy chcesz? Stoję w kolejce na progu - od dawna, teraz tak blisko - mówią... nieporadna. Widzę cię z daleka - wzrok robaczy, musisz zagryźć do końca - krew zobaczyć. Nie ufasz sile życia - zmurszała, zmęczona, wystraszona - sama została. Zdrętwiałe ręce - jak czucie niebytu, tchnienie przykrótkie - droga ad libitum. Zegar jakby przez mgłę - wskazania chowa, obserwujesz, słuchasz - drętwy niemowa. Nic nie możesz zrobić - już zapisane, jak stare kino - oglądane przez ścianę. Kilka kroków więcej - brakuje oddechu, patrzą, nie widzą - bierz i zaksięguj. Co dalej, nie wiem - godzina zero, zapiszą inni, obcy - w pamięci zmielą. I tekst w marmurze - przysłoni mgiełka, a życie biegnie - ptak tren wyćwierka. Wena jedyna - nad grobem stanie, smutek w jej sercu - zrobi znów zamieć. Zagra Boskie preludium - przybrane płaczem, nie dane mi było - już nie zobaczę. "My nie umrzemy nigdy(...), umiera tylko czas. Przeklęty czas(...)." - Algernon Charles Swinburne.1 punkt
-
Nic nie jest takie, jakim się wydaje Henning Mankell Dziś na plebanii parafii w Brodzie oddał swój pokój proboszcz dobrodziej. Dogodził Magdzie, i Magda ma gdzie psalmy z nim śpiewać o słońca wschodzie.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@duszka Co lepsze, Duszko, o to umieranie chodzi... No, no, powrócę jeszcze tutaj. Pozdr.1 punkt
-
O, TA MARTA MUSIAŁA I SUMATRA MA TO. A KAJA MUSIAŁA? CAŁA I SUMA JAKA? E, I ZAIWANILI KASĘ TĘ? SAK I LINA W IAZIE.* *Iaz - wieś w Rumunii.1 punkt
-
1 punkt
-
@Kapistrat Niewiadomski ja też poetka, nie wywyższaj się:)1 punkt
-
Lecę jak ptak, Jestem wolna tak. Nic mnie nie trzyma, Mogę frunąć w dal. Chmurki łaskoczą moje emocje, Słońce opala bladą jak śnieg skórę. Serce raduje się na widok barw, Tysiące neuronów biegnie po ciele na znak. Różowe rośliny rozgrzewają mój stan, Śmieję się, a wiatr mi gra. Łapię z deszczem wspólny takt, Wzbijam się jeszcze wyżej, w świat! Ziemia się trzęsie, Ciemność jaśnieje. Nie ma tu nic, Zostało tylko modlić się o życie.1 punkt
-
Ja też, jak Michał, w młodości przez 10 lat grałem w klubie, co znaczy codziennie trening, obozy podczas wakacje, a w weekendy zawody, turnieje itp. Później także uprawiałem sport i uprawiam nadal. To bardzo pomogło mi w życiu, także wiedza, że porażka jest częścią życia i nie należy upadać na duchu, tylko działać i robić swoje. Pozdrawiam.1 punkt
-
@[email protected] "Miłość jest Prawem Boga. Żyjecie, abyście mogli nauczyć się kochać. Kochacie, abyście mogli nauczyć się żyć. Żadnej innej lekcji nie wymaga się od Człowieka " - Mikhail Naimy. Dzięki za komentarz, ciekawy wgląd :)1 punkt
-
Jesteś... po twoich śladach chciałbym iść zobaczyć świat twoimi oczami widzieć w kolorach to co jest szare w radości to co martwi jest smutne cieszyć się tobą sobą i codziennością i wierzyć wierzyć że przyjdzie to lepsze jutro 6.22 andrew1 punkt
-
powróćmy jak za dawnych lat w zaczarowanych bajek świat Mars. Jowisz. Saturn. splątały się miliony parseków jak włosy Meduzy i błąkam się po Drodze Mlecznej niczym tramp nieduży gorączka złota wystrzeliła w dwóch serduszkach jak fajerwerki w sylwestrową noc biały całun śniegu przykrywa bieguny czerwonej planety w butlach zamiast tlenu mam koniak o rety! no to... po szklanie i na rusztowanie sto lat! Sinus. Tangens. Cosinus!1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne