Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 11.05.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
powtarzam w duchu nie jestem lepszym od nikogo tylko po to - by się stać lepszym sobą wciąż nie mylić, że wkrótce lepszym od kogoś tylko od siebie samego7 punktów
-
Jeszcze tylko Łyk świeżej rosy Wiadomości z pierwszej ręki Już mnie nie obchodzą Jeszcze tylko Garść ziemi mojej W cudzym garniturze Pokładać się nie przystoi I to by było na tyle Nie odbiorę już telefonu Poza zasięgiem Nieurodzaj na słowa5 punktów
-
bo nie wypada bo o czym tu mówić bo to głupie bo niebezpieczne bo mowa trawa cóż mam powiedzieć kiedy patrzę w oczy twoje nie bieskie nie mówię bo mnie za mu ro wa ło i nie da się wy ar ty ku ło wać boskiego4 punkty
-
Książeczka, laleczka, gdy skończył się dzień, Mazaków kolory rozmyły się w czerń. Jej oddech płyciutki rozchodzi się w dal I serce pod gardłem łomocze jak stal. Jak widmo przychodzi coś do niej co noc I wpełza szponami bezdźwięcznie pod koc. Mrok w końcu odejdzie, policzy do trzech I słońce radośnie rozproszy jej lęk! Cicho sza, cichutko, ten upiór to cień ! Już dobro czasami się miesza ze złem... To gra tylko, małe koszmary i mary! Za chwilkę, szybciutko zagoją się rany... Książeczka, laleczka, znów kończy się dzień, Zła ręka - udręka, a może to sen? Urośnie, ucieknie , strach zmieni się w mgłę Usunie z pamięci... A może już nie?4 punkty
-
Mój Pegaz nie nosi wędzidła nawet sznura żebra mu policzysz kiedy wraca skądś dziwnie szczęśliwy tryknął chyba albo znów nażarł się jabłek pod supermarketem3 punkty
-
Raz włóczyłem się pośród labiryntu pasaży W ten wiosenny, rozpustny, wonny od fiołków dzień Błądził wzrok gdzieś po lampach, tonął w przesycie zdarzeń Aż dojrzałem, złapałem - znane drzwi z dawnych śnień Zaskoczenie niemałe - drzwi mnie wpuścić nie raczą Jakby chciały zawalczyć, pójść od zaraz w zawody Opór wreszcie zdusiłem, nieomalże już płacząc Cel mych tęsknot ujrzałem, rad omijając kłody Tutaj drugie zdumienie - wokół gorąc, stęchlizna Czyżbym dotarł do rzeźni, nie do Edenu wrót? Jakiś chłop gadał sprośnie coś o damskich bieliznach Inny, w wódki amoku, machnął i... butlę stłukł Obok tłumek staruszków, chwiejnie pion trzymających Tuż przy sali kąciku podjął dyskusji ciąg Syczą, jęczą do siebie - wnet lica rozmarzone Brudne rączki zaś liczą rosły banknotów stos Nagle rozległ się jazgot - zaczął wódz Ich perorę Wyklął wszystkich i wszystko - światu splunął wprost w twarz Wrogów bractwa porównał z piekieł czarcim upiorem Z każdą chwilą nasłuchu w serce wlewał się jad Otrząsnąwszy się nieco wodą ręce obmyłem Głos potworny z mej głowy ani myślał pójść precz Lecz ciekawość wciąż rosła - stoi przy mnie osiłek Pytam więc najdyskretniej - cóż to, jakiż w tym sens? On odburknął - Pan nie wie? Toż to bal polityków Przecież to są wyścigi - w machinacjach - na czas! Wreszcie jasność się stała - raj zdał się bliskim szynku Cóż... nie myśląc już wiele, nogi wziąłem za pas!3 punkty
-
3 punkty
-
Pewien grafoman, o mnie tu mowa chciał precyzyjnie dobierać słowa nie pomijając rymów, rytmiki i tworzyć nowe trendy liryki lecz choć się, dwoił troił, ćwiartował żadnych sukcesów nie zanotował bo choć miał w sobie zwinność węgorza noc przemijała a ranna zorza ją za horyzont hen przegoniła kartka poety pustką świeciła wtedy to wena dłoń mu podała jednak warunek jeden stawiała. Musisz się przyznać do beztalencia porzucić modły, prośby, zaklęcia publicznie przyznać, żeś grafomanem a nie wykręcać się wiecznie sianem. Nie chcąc żyć w grzechu jak na spowiedzi stwierdzam, że za tym ma wena siedzi i puszcza do mnie szelmowskie oko znów poszybować chciałeś wysoko. Wyszło jak wyszło i ciesz się z tego, że masz ode mnie coś zastępczego lecz raz ostatni a teraz chłopie pisz zanim wena ci dupsko skopie.3 punkty
-
-Mistrzu co robić, żeby życie się udało? -Najważniejsze to być z tą, z którą być się chciało. -A dlaczego to takie trudne jest dla wielu? -Bo z tą jedną to wielu marzy o weselu.3 punkty
-
Raz jest dobrze, a raz nie... Raz jest dobrze, a raz nie. Niczego nie mogę być pewien, bo wymkniesz mi się. Jedno spojrzenie, piosenka lub gest, Twoje uczucia jest w stanie zmienić. Czy tak jest? Na karuzeli emocji skołowany siedzę. I raz w górę, a raz w dół, chwilę prosto i znów jeżdżę. Czy to ja jeżdżę? Czy na pewno? Czy Ty ster trzymasz? Kierownicę. Teraz w prawo, w lewo? W które lewo? W to drugie lewo? W którym kierunku te emocje prowadzą? Orientuję się w tym ledwo. Ledwo jest cudownie, chwilę, i choć jesteśmy sami, to oddaleni o kilometr, milę. Raz jest dobrze, a raz nie. Niczego nie mogę być pewien, Tylko tego, że KOCHAM Cię. .3 punkty
-
nie ma wczoraj nie ma jutra nie ma dziś tylko ty przy tobie nic nie jest moje tylko ty całujesz się przytulasz uśmiechasz jesteśmy ja i ty jesteśmy my2 punkty
-
Oczami pan młody w domku pod Fordonem pożerał swą świeżo upieczoną żonę. Złakomił się krzynę, więc hyc, pod pierzynę, danie bowiem jeszcze nie było skończone.2 punkty
-
zabije cię dzieckiem krzyku które musiałem wychować tą głupią sierotę której nadal nie kocham tą głupią sierotę której typadlinę podam zabije je tobą, dziecko krzyku mnie już nie wychowasz 18.04.20222 punkty
-
Stary rodzinny dom skrzypiące drzwi magia okiennic słomiana strzecha dziadek na ławce Podwórko z drobiem rządził tam kogut studzienny żuraw koza koń przy wozie dobry stróż burek Pamiętam wszystko choć byłem malcem obrazy te zostały ukryte w pamięci dziś je odtwarzam I chociaż jestem już dorosłym coś serce ścisnęło a po policzku spłynęła łza2 punkty
-
och ty mój rzepaku co tak żółcisz pola jam płaczącą wierzbą gdyż nie będę twoja ilość wszak przytłacza wszędzie szukam ciebie tym samym kolorem zacałuniasz ziemię tam na horyzoncie masz na łanach błękit barwy dwie malujesz aleś bardziej piękny ~ szła dzieweczka miedzą zajączek napomknął drzewo przygnębione chociaż świeci słonko pomyślała przeto do domku pobiegła w paluszki capnęła pomogę jest pewna miłość wytęskniona ciemnym wydrążeniem witki nadal wiszą lecz uschniętych wiele chlusnęła z rozmachem w wierzbową niedolę zamiast łez migocze rzepakowy olej2 punkty
-
Z wielu ścieżek przede mną wybierałem tę jedną. Dokąd bym dotarł? Nie wiem i chyba wiedzieć nie chcę. Kiedy patrzę za siebie, wiem, że jestem, gdzie jestem, a resztę skrywa ciemność.2 punkty
-
Dom to tylko serca i kawałek nadziei, Że nie zabraknie oddechu w biegu, I garść niczego Co we wszystko się zmieni. Tomo na gruzach ciekawa człowieka Powoli kruszy mury dziecka, Wypełnia ciszę tęsknoty lekko, Jak misę kruchych dni ciepłe mleko. Czas usiadł na drzewie i macha do nas, Różnych samotności tańczącej pary. Młody pies i człowiek stary. Miękkość sierści w płaczących dłoniach. Przed nami góry i tysiące słów. Szepty, wichury i klątwy nocy, W kieszeni proca i uśmiech gorący. Uśmiech i oddech razem znów. A jednak Ciebie nie ma. Pies patrzy na ludzkie rany I uczy mnie, jak być kochanym. Daje mi swoją chwilę istnienia. Po prostu. Nie słowami. Los darowany Bez kamienia.2 punkty
-
nie umiem powiedzieć co miał czego nie mieli inni inni mówią że miał wszystko nie tracił czasu na subtelności wciąż bez skrupułów wymieniał silniki na swoich platformach lansu walka o top w narracjach stanowiła obiekt zainteresowań i jego życia sens więc gdy czas kurwa jego mać zaczął ssać jego on ssał jak mógł ujemną entropię a gdy i tego było mało pozostało zaplanować koniec na raz otworzył okno na dwa stanął na parapecie wyszedł z siebie przez okno na trzy na cztery leciał hehe jak paraptak leciał na pięć wolny od trosk zdeterminowany przez siłę grawitacji na sześć wygasił silnik wpływu na procesy zachodzące wokół i wylądował twardy zawodnik na macie nie mógł sam się pozbierać2 punkty
-
No proszę, jakie dwa różne komentarze :D @Marek.zak1 Dziękuję :) @Dared Mogłoby Cię zdziwić jak czasami wychodzą dobre "wiersze pisane od niechcenia" i jaka czasami wychodzi lipa z przepracowanego godzinami dzieła. Chociaż ja mam takie doświadczenia. Co wyszło z tego? Nie mi to oceniać... a chodziło za mną cały dzień. :) Miałem dać ulecieć? :) Pozdrawiam.2 punkty
-
Czas tak szybko Pozbawia złudzeń I zostawia bolesne wspomnienia A ty myślisz, że nasza miłość Nie miała znaczenia Przecież byłaś moja! Byłaś cenniejsza Niż wszystkie marzenia2 punkty
-
- Ma swój urok... - powtórzył za profesorem Conseil, równie zapatrzony w plezjozaura, jak jego preceptor. - I... Nie dokończył, gdyż wodne monstrum traktując Nautilusa jak coś dla siebie ciekawego, podpłynęło bliżej, zatrzymało się tuż koło panoramicznej szyby, stając się widocznym jedynie fragmentarycznie. A dokładnie w obrębie jednej z płetw, której koniec oparło o górną część szyby i popchnęło Nautilusa, aż cały się zakołysał, a wszyscy przyglądający się stracili równowagę. -Ego dixi, powiedzialem... - wyjąkał antypasjonat wielkich stworzeń morskich, podnosząc się - że monstra periculosa sunt, potwory są niebezpieczne. - Ależ nie są - zapewnił go po raz kolejny kapitan Nemo, przykładając palce obu rąk do skroni. - W każdym razie tak długo, jak długo można je kontrolować - dodał z uśmiechem. Profesor popatrzył na niego z niedowierzaniem. Typowym jak u naukowca. - Więc to tak, panie kapitanie? - zapytał powoli, wciąż nie będąc pewnym swoich wniosków. - To pan go kontroluje?... Ale jak... jak to w ogóle możliwe? - Mówiłem już panu dawno temu, na początku naszej podróży - dowódca Nautilusa znów się uśmiechnął - że nie wszystko pan widział * . To jedna z moich wyćwiczonych umiejętności: bezpośredni kontakt umysłowy z dużymi morskimi stworzeniami. Przydaje się, jak widzicie. Do różnych celów - tu kapitan zwrócił się do antywielbiciela potworów. - Także po to, abyś okiełznał swój lęk... stając z potworem oko w oko - dodał, zrobiwszy ledwie zauważalną przerwę, po której plezjozaur przysunął wielkie, blade oko do szyby. W reakcji na co wszyscy trzej legioniści odskoczyli, przerażeni. - Niezależnie od swoich obaw - podjął kapitan - wszyscy możecie przekonać się, że i takie stworzenia bywają niegroźne. Poza tym, duchowe umiejętności swoją drogą, a naukowe wynalazki swoją. Zapewne kiedyś naukowcy wynajdą urządzenie do sterowania zachowaniem zwierząt przy pomocy fal radiowych. Jeśli nie do całkowitego, to chociaż w pewnym zakresie. ** - Zapytał pan, jak to w ogóle możliwe - dowódca Nautilusa powtórzył zadane mu pytanie. - Wyćwiczyłem tę umiejętność, czy też raczej odblokowałem mentalną zdolność wskutek długiego treningu. Ale oczywiście nie obyło się bez inspiracji. Nie do końca cudzej, ale jednak. - Inspiracji, powiada pan... - powtórzył w zamyśleniu profesor. - Kogo zatem, lub ewentualnie co, pan ma na myśli? - Mnie - dał się słyszeć znajomy głos, gdy Jezus zmaterializował się w wejściu do salonu. - A mówiąc o Inspiracji nie do końca cudzej, kapitan miał na myśli... Zresztą, może zamiast mówić, lepiej będzie pokazać. Dobrze? - Stwórca wszystkiego zwrócił się do kapitana. Ten przytaknął. Jezus postąpił kilka kroków ku zagadniętemu. Zatrzymał się na chwilę, po czym postąpił jeszcze krok, wnikając w kapitana. Tak, jakby obaj zbudowani byli nie z materialnego ciała, a z płynnej substancji o właściwościach wody lub oliwy. Przez chwilę na miejscu kapitana stał Jezus, następnie znów kapitan, który po chwili zmienił się w osobnika w stroju kapitana i głowie Jezusa. By po kolejnej chwili przedzierzgnąć się w odwrotność: wyższego i szczuplejszego mężczyznę w szatach Jezusa, ale o obliczu dowódcy Nautilusa.*** - Powtarzam, że nie wszystko pan widział - powiedział NemoJezus głosem ich obu jednocześnie. - I powiem to dziś następne dwa razy... Cdn. * Zacytowane zdanie pochodzi oczywiście z "20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi" Juliusza Verne'a i oczywiście wypowiedziane zostało przez kapitana Nemo do profesora Aronnaxa. ** Obecnie istnieją urządzenia oddziaływające na umysły i zachowanie rekinów do tego stopnia, że stają się one tak spokojne, iż nurkowie mogą je dotykać. Użycie tego urządzenia pokazane było w polskiej telewizji przez jeden z seriali przyrodniczych. *** Scena połączenia się dwóch osób w jedną jest nawiązaniem zarówno do "Wiedźmina" autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, gdzie występuje istota zwana doplerem lub mimikiem, jak i poniekąd do legendy o polimorfach, czyli istot o podwójnej naturze, zdolnych do zmiany kształtów. Jak na przykład Wilk i Pomurnik w trylogii o Reynevanie autorstwa również Andrzeja Sapkowskiego. Niezależnie od tego, że możliwość połączenia obu bohaterów w jedną osobę okaże się - w kolejnym rozdziale - zupełnie innej natury... Voorhout, 11.05.20222 punkty
-
Niezapisana - tabula rasa, patrzy mi w oczy, biorę za bary. Twoje litery w dwudziestym czwartym ... zeszycie szarym, który nie zdradza. Niezapisana - w oczekiwaniu, taniec wyrazów razem z kleksami. Zamień innymi, rytmem niech grają, a teraz chłopie w ich sens się zanurz. Niezapisana - wieczną zostanie, nawet jak spojrzy i biel pobrudzi. Wyrzucisz stare, schodzone buty, policzysz ilość wypitych szklanek. Niezapisana - choć ciągle zwleka, mówią - ostatnie... skrzydło anioła. Czasami słowo może zaboleć, to język polski... nie żadna greka. Niezapisana - kobieca skóra, ożyje miodem więc przystaw usta. Palce po ciele, za moment... szósta ...strofa co kropkę migiem wypluła. Już zapisana - myśli pobudza, stoją w szeregach, jedna przy drugiej. Czytasz... poprawiasz i nie masz złudzeń, za małą chwilę... następna próba. "Sądzę że poetą jest każdy, kto nie pragnie nazywać się poetą." - Bob Dylan.2 punkty
-
Polonistycznie nienagannie w mundurku jak na pierwszej randce kiedy mi w oko wpadła Ela do dzisiaj oko mi doskwiera na wspomnień tamtych czar Kruche wspomnienia jak motyle wracają do mnie czasem rymem rymem najprostszym jaki znam Polonistycznie bo z plecakiem w plecaku bułka słodka z makiem a obok kajet z wierszykami Tuwim dziewczyna morza aksamit Polonistycznie jak u Miodka Ela odeszła został posmak przedsmaku we mnie brak Polonistycznie z wierszykami tułam się czasem między wami mając nadzieję że wam sprostam nadzieja płonna we mnie wszak2 punkty
-
Jak kwitnie dumnie kwiatów pole Tak ja zakwitłam tego lata Ja ze wszystkimi z was się zbratam Na kogo dziś nadejdzie kolej? Owionę pustkę jasnym śpiewem Zapełnię ciemność złotą gwiazdą Wszak ja wciąż błyszczę - ktoś z was nie wie? - Właśnie gdy światła w koło gasną W wirze powiewa włosów burza Bal na mym ciele się zagęszcza A ja znów w śmiech, ja się zanurzam W półmroku świat, co los upiększa Obłapia kibić obcych mrowie Mnie, rozpaloną w cnym rozkwicie Może nareszcie dziś się dowiem Czym rozkosz jest w grze zwanej życiem Usta każdemu słałam w dani Minęła młodość, jak kwiat zwiędła Tłum roztańczony ma mnie za nic Cóż, rajskich szczytów nie dosięgłam... Wśród czarciej zimy pieśń skończona Osłabł już ramion splot tysiąca Myśl jedna dręczy "Panie konam..." A może jestem tylko śpiąca...?2 punkty
-
1 punkt
-
A ja siedzę i siedzę i siedzę. A ja siedzę i siedzę i siedzę. I pustkę czuję, rozgoryczenie. Poza Tobą, cała reszta, przestała mieć znaczenie. Odpisujesz zdawkowo: Wszystko jedno, Jak chcesz. Trafiłaś mnie tym w serce. Wiesz? Może nie wiesz? Najbardziej bolą słowa. Tym bardziej, gdy czytam je wciąż od nowa. Czytam i czytam, by być bliżej Ciebie. A słowa bolą w środku i boli mnie już głowa. Słowa ranią, a z ran cieknie. Cieknie Miłość pomieszana z łzami. Im więcej ucieka, tym więcej jej przybywa. Co jest między nami? Kogo się pytam? Czy pytam się siebie? Wszystko jedno. Idę spać. - nadajesz temu brzmienie. A Miłość dalej wycieka... I cała reszta przestała mieć znaczenie...1 punkt
-
ceci n'est pas un poème ceci n'est pas un poème ceci n'est pas un poème ceci n'est pas un poème 11.05.20221 punkt
-
to czas pożegnań próg w ziemi nie zostanie na rozległych przestrzeniach lud prosty mleko w byczym pęcherzu nosił z paleolitu znana soczewica i czarny groch pod głowę konających miękkie letnie grzyby na smar do trzeszczących kół siano po wsiach orka pierwsza druga wielkim wianków świętem rozdzielone jeż obrany z kolców w glinie z żaru czasem kurak zawieszona na kołku skóra zdarta z barana wewnątrz zawsze krzyż z dwóch prętów bombardują do cna czeka nas obróbka kamienia i gliny ostrzenie krzesiwa umysłu dość to zresztą dwuznaczne poszlaki na tyle człowiek dobry na ile zło potrafi ukryć siny1 punkt
-
Noc nad lasem zatacza koło, zaraz się ściemni. Myśli uciekły bojąc się ciemności. Biały obłok się zbliża, czy to kobieta czy duch? Do tańca zaprasza. Wiatr zagra wilki zaśpiewają. Nad miastem dzwony biją, szyby z okien wypadły. Czy to apokalipsa? Czarna rzeczywistość prawo nocy, kto mocny tez rządzi.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
bardzo podoba mi się szczególnie ten fragment, a właściwie ciekawi, co Autorka mogła mieć na myśli :) - Dostojewski? Pewnie nie, ale właściwie dlaczego nie? - bieskie - demoniczne, przerażajace, a nie - bieskie... wiadomo - nie-bieskie jako niezbiesione? Czyli nieulegające niczyim wpływom, a więc szczere (co oczywiście nie mogą kłamać ;) (?) Pozdrawiam.1 punkt
-
czarno - biało biało- czarno tutaj krzyżyk postawiony gdzie wygrana w tej przegranej snucie życia na M cztery. bez pokrycia moj mili z tego teraz nic nie wyjdzie idźcie szukać szczęścia może w losie czy kasynie. zobaczymy co to będzie zostawimy garści szczęścia i na etat gdzieś pójdziemy by nie liczyć na los złudny. zaufamy systemowi i będziemy do znudzenia liczyć cenę swego metra1 punkt
-
Po policzkach spływają łzy letnich kropli deszczu otwierasz w swoim sercu drzwi by odkryć swoje marzenia Spragnionych tamtych chwil które nadeszły wiosną miłości ukrytej w snach która powróci nocą Wśród blasku świecących gwiazd błyszczących przy świetle księżyca zapisanych w ukrytych wspomnieniach rozproszonych przez wiatr.1 punkt
-
Witam - no właśnie czy ma się tyle siły - dzięki za czytane - Pozdr.uśmiechem.1 punkt
-
Czy warto patrzeć Gdzieś w czas daleko Jeśli nie wiemy Co dziś nas czeka Czy lepiej łapać czas Który ucieka Przyszłość i tak przyjdzie Więc jej nie poganiajmy Jutro to przyszłość Czekaj z pokorą Co przyniosą Ci Kolejne dni1 punkt
-
Kiedy ciało już pieczyste (tylko oczy powłóczyste tęsknią za namiętnościami), dosmacz lekko przyprawami i konsumuj po francusku, leżąc 6/9 w łóżku. Pozdro :) s1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Corleone 1111Hmm, jeśli ogarnę wojnę w umyśle i wyjdę na prostą, to chyba wrócę do mojego opowiadania... To bardzo duże wyzwanie tworzyć tekst. Twój jest świetny i zazdroszczę Ci znajomości z Jezusem ?, a płetwojaszczur pobudza moją wyobraźnię, ja może do mojego opowiadania użyję podziemnego dinozaura... jest mało znany i bardzo zagadkowy...1 punkt
-
Odebrałam to tak, ponieważ pod nie swoim wierszem jestem zwyczajnie czytelnikiem. Twoje wybieranie rodzynek z ciasta przypomniało mi wyjazd w podstawówce, pole namiotowe... i to jak przyjechała żona wychowawcy (tak się złożyło, że był to nauczyciel od polskiego) i przywiozła sernik z rodzynkami. Niestety nikomu sernik nie posmakował, ale rodzynki wyżarliśmy :)) Pozdrawiam1 punkt
-
:) Dzięki. Również pozdrawiam. O jak miło :) Dzięki i również zdrówka ;) taki ... przederotyk ;) Dzięki :) Dzięki. Też pozdrawiam. Racja, naniosę poprawki, tylko 'co' zamienię w 'cóż' co by zachować ukazanie pewnej bezradności. Dzięki! Również zdrowotne :) Dziękuję @Marek.zak1 @anima_corpus @Leszczym @dot. @sisy89 @Valanthil @Pani. Podziękowania :)1 punkt
-
1 punkt
-
... a komu blisko.... ?... :) Olo... wiersz życiowy, po prostu. Z przyjemnością przeszłam się po wersach. Hej.1 punkt
-
Molier w pigułce:). Byłem kiedyś z synem przed maturą w Teatrze Polskim i grał tam Piotr Adamczyk, jeszcze chyba student. Genialnie, ze swoim uśmieszkiem. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wybrzeże Tureckie. Arman i Jamila zjawili się w porcie rybackim około godziny 22, już po zachodzie słońca, tak jak umówili się z szyprem, który podjął się przeszmuglowania ich do Turcji. Jamila była trochę wystraszona, ale ojciec cały czas ją pocieszał, żeby się niczego nie bała, że nic złego ich nie spotka. Szyper, który był jednocześnie kapitanem i jedno- osobową załogą małego kutra, zaokrętował swoich pasażerów w małej kabinie, która była jedyną nadbudówką na tej jednostce. Wziął od Armana pieniądze i starannie przeliczył, uważnie się im przyglądając. Zaoferował im wygodną rozkładaną pryczę i poinstruował w jaki sposób na łodzi realizuje się wiadome potrzeby. Poinformował ich również, że do przebycia mają około 180 mil morskich i że podróż potrwa dobę. Do wybrzeży Turcji dotrą jutro w nocy. Jedyną ofertą kulinarną, jaką kapitan mógł im zaoferować, była gorąca woda. Resztę muszą przyrządzić sobie sami i Arman był na to przygotowany. Arman nie mógł lepiej trafić. Szyper tak naprawdę był rybakiem tylko dla kamuflażu swojej właściwej działalności. W istocie był doświadczonym przemytnikiem, który zajmował się szmuglowaniem różnorodnej kontrabandy z Turcji na Krym. Ci, którzy skierowali Armana do niego właśnie, wiedzieli co robią. Znał on doskonale każdy szczegół wybranych przez siebie fragmentów wybrzeży tureckich. Wiedział dokładnie do jakich zatoczek można podpłynąć, tak aby być poza zasięgiem obserwacji straży przybrzeżnej i jaką pogodę do tego wybrać oraz jaką porę doby, żeby pogranicznicy byli jak najmniej czujni. Nie jedna podejrzana paczka i nie jeden podejrzany typ, płynęli już tą jednostką. Około godziny 23, kapitan odepchnął nogą swój mały okręcik od nabrzeża a następnie jednostka zaklekotała wolnoobrotowym dieslem i wzięła niezwłocznie kierunek, prawie dokładnie na południe. Podróż przebiegła spokojnie, pogoda sprzyjała niebezpiecznej wyprawie. Arman i Jamila próbowali trochę się zdrzemnąć. Kapitan czuwał cały czas i prowadził kuter. Na drugi dzień, koło północy, byli w pobliżu tureckiego wybrzeża. Ostatnie kilka mil kuter płynął w ciemności bardzo powoli. Silnik został ustawiony tak, aby pracować najciszej jak się da. W końcu kapitan skierował swoją jednostkę w małą zatoczkę a następnie płynął wprost w stronę brzegu i wyłączył silnik. Kuter zatrzymał się nie dalej jak trzysta metrów od kamienistej plaży. Arman w międzyczasie napompował ponton i kapitan pomógł jemu i Jamili zająć w nim miejsce, a następnie podał im plecaki. Szeptem życzył im powodzenia i odepchnął ponton. Arman zaczął wiosłować i ponton szybko zbliżał się do brzegu. Kapitan asekurował ich jeszcze przez chwilę, a kiedy się upewnił, że wszystko idzie zgodnie z planem to diesel ponownie cicho zaklekotał. Powoli oddalił się w stronę otwartego morza. Po dwudziestu minutach Arman z Jamilą dopłynęli do pustego, skalistego wybrzeża. Arman wybrał miejsce w którym mógł dobić do brzegu i cicho wszedł po pas do ciepłej wody. Dociągnął Jamilę i wysadził ją bezpośrednio na brzeg. Następnie wyciągnął ponton i najszybciej jak to było możliwe, spuścił z niego powietrze. W nadbrzeżnych skałach było kilka pęknięć i małych wąskich szczelin. Wybrał największą z nich i ukrył tam ponton i wiosła. Udało się to tak dobrze, że nie było nic widać. Powiedział cicho do siebie: - Tu go nikt nie zauważy, przynajmniej przez kilka dni. Następnie się przebrał, poprawił ubranie Jamili i po założeniu plecaka wziął ją za rękę. Spokojnie, jakby nigdy nic, poszli razem wzdłuż wybrzeża udając zagranicznych turystów, którzy trochę zabłądzili i spóźnili się do hotelu. Korzystając z GPS-u odczytał pozycję i ustalił, że do miasteczka do którego chciał dotrzeć jest około 6 km. Wiedział, że w miaste- czku nadmorskim są pensjonaty dla turystów, jednak nie chciał przyjść tam w środku nocy. Nie chciał zwracać na siebie uwagi. Wybrał w lesie, około trzech kilometrów od morskiego brzegu, stosowne, gęsto zarośnięte miejsce i szybko rozstawił tam mały namiot, który niósł w plecaku. Resztę nocy przespali w nim w miarę wygodnie. Obudził się o świcie i rozejrzał w około w świetle dnia. Po stwierdzeniu, że okolica jest bezludna a miejsce biwaku dobrze wybrane, bo zupełnie niewidoczne, pozwolił córce pospać do 10 rano. Następnie zwinęli skromny obóz i spokojnym krokiem udali się do miasteczka. Pierwszych ludzi spotkali po dwóch kilometrach. Arman z ulgą stwierdził, że nikt nie zwraca na nich szczególnej uwagi. Widać miejscowi byli obyci z widokiem turystów. Po dotarciu na miejsce wybrał ładny, czteropiętrowy pensjonat z pokojami, których balkony zwrócone były wprost w stronę morza. Wszedł do recepcji. - Dzień dobry, rozmawia pani po angielsku? - Tak, oczywiście. - Szukam pokoju na trzy dni dla siebie i dla córki. - Oczywiście, nie ma problemu. - Chcielibyśmy z widokiem na morze. - Tak proszę bardzo, jest łazienka i dwa osobne łóżka, cena panu odpowiada? - Tak, w porządku, w cenie jest wyżywienie? - Oczywiście, proszę wypełnić formularz i donieść mi go przy kolacji, a tu jest klucz do pokoju, basen do waszej dyspozycji czynny do 19. Zostawi pan paszporty? - Wolałbym mieć je przy sobie. - To poproszę na chwilę, przepisze tylko wasze nazwiska. O, Rosjanie, często mieliśmy gości z Rosji. Teraz, ze względu na to co stało się w Albanii, to ruch turystyczny trochę zmalał. Ale wierzymy, że wszystko wróci do normy. Arman ze strachem podał paszporty. Recepcjonistka przepisała nazwiska i na szczęście nie sprawdzała wiz. Odetchnął z ulgą. Wiedział, że może czuć się przez najbliższe dni w miarę bezpiecznie. Jamila padła na łóżko i natychmiast zasnęła. On do niej dołączył. Nazajutrz zostawił Jamilę na plaży przy hotelu, w miejscu gdzie było niewielu ludzi i polecił jej spokojnie na niego czekać, a sam zaczął badać miasteczko i okolice. Jamila nauczyła się już, że musi zostawać sama przez jakiś czas. Arman w końcu trafił w rejon dworca autobusowego. Od razu zauważył, że kręciło się tam kilku, dziwnie zachowujących się ludzi. Próbował zrozumieć cokolwiek z tureckiego rozkładu jazdy. Był już pewny, że jeden z tubylców go obserwuje. W końcu Turek podszedł do niego i szeptem zapytał łamaną angielszczyzną: - Mister. Ty znasz angielski? Chcesz gdzieś jechać? - Dlaczego pytasz? - Znam kogoś kto może pomóc. - Ciekawe? A w jaki sposób? - Mister czy ty jesteś chory? - To nie twój biznes. - Organizujemy wycieczki. - Wycieczki dokąd? - Na zachód w stronę granicy z Grecją, tu teraz dużo ludzi próbuje jechać w tamtą stronę. - Przecież jakbym chciał tam jechać, to nie potrzebuję niczyjej pomocy, wsiądę w autobus i pojadę. - O, mister, mylisz się, sam nie pojedziesz. Od czasu wydarzeń w Albanii po Turcji sam nie pojedziesz. Są punkty kontrolne, kontrole w autobusach i pociągach. Sprawdzają dokumenty i pytają dokąd jedziesz. Jak jesteś podejrzany to cię aresztują. Nie przepłyniesz również przez Bosfor ani nie przejedziesz przez mosty bez szczegółowej kontroli. - Co chcesz mi zaproponować? - Możemy zawieźć cię w stronę granicy z Grecją, wiemy jak jechać żeby ominąć kontrole, przeprawimy cię również przez cieśninę Dardanele w okolicach Gallipoli, naszym statkiem do europejskiej części Turcji. Po drodze załatwimy nocleg. Dostarczymy cię 20 km od granicy z Grecją. Co dalej zrobisz to twoja sprawa. Więcej pomóc nie możemy. Jesteś zainteresowany? Tu teraz sporo takich jak ty z nami jeździ. Są i Turcy, ale w większości, powiedzmy turyści z zagranicy. - Ile chcecie za taką “wycieczkę”? - Bierzemy 500 dolarów. - Jestem z córką, zapłacę wam 800 za dwie osoby, więcej nie mam. - Poczekaj chwilę. Arman widział, że Turek odchodzi i do kogoś dzwoni. Miał najczarniejsze myśli, spodziewał się, że został zdekonspirowany, rozglądał się którędy będzie uciekał jak przyjedzie policja. Jednak Turek wrócił po chwili. - Ok, zgodzili się na 800. Tam jedzie się busem, zbiera takich jak wy. Będzie tu za dwa dni w piątek o 8.30 rano. To niebieski Ford, musisz go wypatrzeć, nie jest oznaczony. Zapłacisz u kierowcy, tylko się nie spóźnijcie, nie będą czekać. Masz telefon? Zapisz sobie ten numer. Jakbyś nie umiał znaleźć naszego busa to zadzwoń. Arman skrzętnie zapisał numer w swoim telefonie. Jeszcze nie wiedział jak bardzo mu się przyda w niedalekiej przyszłości. Doskonale rozumiał, że padł ofiarą zorganizowanego gangu zarabiającego na ludzkim nieszczęściu. Zdawał sobie sprawę, że dostarczenie kogokolwiek w pobliże silnie strzeżonej granicy, niczego nie załatwia. Przywiezieni tam ludzie, pewnie w większości chorzy i starzy, skazani są z góry na niepowodzenie. Tak dowiezieni klienci na pewno od razu przy granicy zostaną zdekonspirowani i aresztowani. Ta grupa obdziera chorych z pieniędzy za kilka dni nadziei. Jednak Arman wierzył w siebie i w swoje umiejętności. Być może jemu uda się coś z tego zrobić. Wszystko zależy od tego, co zastanie na miejscu, dlatego się zgodził. W końcu Albania była na zachód. Dwa dni szybko minęło. Oboje odpoczęli i byli gotowi do dalszej drogi. Czas spędzali prawie wyłącznie na plaży albo przy basenie. Z pensjonatu nie wychodzili w ogóle, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Arman jedynie uzupełniał zapasy napojów i jedzenia. W dniu poprzedzającym ich dalszą podróż uprzedzili uprzejmą recepcjonistkę, że jutro rano będą wcześniej wyjeżdżać. Ona ich rozliczyła i zaproponowała im jeszcze śniadanie, specjalnie dla nich na siódmą rano, na co on chętnie przystał. Parę minut po ósmej byli oboje na dworcu autobusowym i Arman wypatrywał niebieskiego Transita. Bus podjechał dokładnie o umówionej godzinie. Od razu było widać, że kierowcy zależy na tym aby postój był jak najkrótszy. Oni wypatrywali busa a kierowca ojca z córką. Samochód był już pełen ludzi, zostały dla nich ostatnie dwa wolne miejsca. Kierowca, młody Turek, powiedział po angielsku, że rozliczą się na postoju i że od razu odjeżdżamy. Bus ruszył a Arman przyglądał się pasażerom. Dziwne to było towarzystwo. Widocznym było, że pochodzą z różnych stron Azji. Dwie starsze kobiety, które podróżowały razem i znały się dobrze, miały azjatycką urodę. Prawdopodobnie pochodziły z Chin lub któregoś z azjatyckich krajów nad oceanem Indyjskim. Pozostali to starszy gość, o typowo arabskim wyglądzie, matka z dwójką ciężko chorych dzieci, ubrana w hidzab, prawdopodobnie Turczynka i dziadek o wyglądzie Hindusa. Niektórzy czasem coś do siebie mówili w nieznanym Armanowi języku, ale generalnie towarzystwo było milczące i skupione wyłącznie na sobie. W najgorszym stanie był Hindus. Był bardzo słaby, na przerwach trudno było mu wyjść z busa i na każdym postoju wymiotował. Prawdopodobnie miał również wysoką gorączkę. Arman patrzył na to towarzystwo i zastanawiał się, po co oni właściwie tam jadą. W jaki sposób chcą dostać się do Grecji a potem do Albani. W jaki sposób chcą dostać się do strefy? Czy chcą przekupywać ludzi, którzy staną im na drodze do wymarzonego zdrowia czy też liczą na ludzką litość? Żaden z podróżnych nie wyglądał na bardzo zamożnego. Arman rozumiał coraz bardziej, jak beznadziejnego zadania się podjął. Jak patrzył na tych ludzi to zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że jego szanse niewiele różnią się od tych, z którymi jechał. Minął pierwszy dzień. Samochód zatrzymywał się w taki sposób, że pasażerowie mogli wyjść wyłącznie w lesie. Po zakupy po przydrożny kebab i napoje, wychodził tylko kierowca. Rozdawał jedzenie pasażerom w busie. Kierowca się bał, że zostanie zdekonspirowany. Zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje i oszukuje pasażerów. Dojechali w końcu, już po zapadnięciu zmroku, do miejsca gdzie miał być obiecany nocleg. Samochód wjechał na dziedziniec zaniedbanego gospodarstwa na skraju wsi, w okolicach miasta Gallipoli. Właściciel natychmiast zamknął bramę. Zaprowadzono pasażerów do dużego pomieszczenia, gdzie jedynymi meblami były stare metalowe łóżka, podobne do tych, jakich używa się w koszarach wojskowych. Jedynym oświetleniem, jedna żarówka, wisząca z oprawką na drucie sterczącym z sufitu. Na łóżkach brak było pościeli, a na starych poplamionych materacach leżały tylko koce i podu- szki. W brudnej łazience można było się umyć tylko w zimnej wodzie a wychodek był na dworze. Kierowca i właściciel gospodarstwa, poczęstowali gości kawą i herbatą. To wszystko co oferowało to improwizowane biuro podróży. Stan zdrowia starego Hindusa ciągle się pogarszał. Chwilami stary tracił przytomność aby znowu ją odzyskiwać. Współtowarzysze podróży pomogli mu położyć się i napoili go herbatą. Jeść nie był już w stanie niczego. Arman był tym zaniepokojony. Nie trudno było zauważyć, że ten człowiek umiera. Nikt nie wiedział co mu jest. Arman obawiał się, żeby nie zarażono jego córki jakąś groźną chorobą. Noc minęła spokojnie, choć napięcie nerwowe nie pozwalało im zasnąć. Rano obudzono wszystkich około 6. Po kilkunastu minutach wszyscy byli już w busie. Starego Hindusa trzeba było wnieść do środka. Usiadł i oddychał z trudem. Ruszyli w stronę wybrzeża. Jechali w kierunku cieśniny Dardanele, do której zostało kilkanaście kilometrów. Po drodze Hindus zaczął się dusić. Pasażerowie zażądali aby się zatrzymać. Kierowca zjechał z głównej drogi w drogę leśną i zatrzymał się w lesie. Wyniesiono starego z samochodu i ułożono na trawie. Ten dusił się coraz mocniej a z ust płynęła mu spieniona krew. Nikt nie był w stanie mu pomoc. Nagle przestał kaszleć i zrobił się siny. Po kilkudziesięciu sekundach przestał oddychać i zmarł. Arman zasłonił Jamili oczy i poszedł z nią do samochodu. Po chwili zrobili to samo wszyscy pozostali. Zmarłego po prostu zostawiono w lesie, tam gdzie skonał. Nikt nie przejmował się jego dalszym losem. Kierowca wsiadł do busa. Nikogo nie informował, do nikogo nie dzwonił, po prostu zawrócił, wyjechał z lasu i pojechał dalej. Arman miał się w przyszłości przekonać, że czym bliżej znajdzie się strefy, tym więcej będzie znajdować takich ofiar, pozostawionych samym sobie w lasach i innych miejscach. Zdesperowani, ciężko chorzy ludzie, często nie przeżywali tych podróży. Nikt od razu nie przejmował się ich losem. Grzebano ich często wiele dni po śmierci, nierzadko anonimowo. Przed błyskiem to było nie do pomyślenia. Dojechano do wybrzeża. Od europejskiej części Turcji dzieliła ich cieśnina Dardanele. Na grupę w małym porcie rybackim czekał kuter. Arman od razu zauważył podobieństwo do tej jednostki, którą przepłynął Morze Czarne. Łódź była tak samo mała, tak samo niebezpieczna, nawet szyper był podobny, Turek z gęstą brodą. Do przepłynięcia było około 5 km. Poszło to sprawnie i szybko. Widać, że przemytnicy byli dobrze zorganizowani bo po drugiej stronie czekał już kolejny stary bus. Kierowcy wyraźnie się spieszyło. Chciał wywiązać się z zadania, poganiał uczestników, żeby nie zwlekać. Jechał kilkanaście kilometrów główną drogą, a następnie zjechał na boczną z bardzo kiepską nawierzchnią. Jechali powoli. Około godziny czwartej po południu bus dojechał do rogatek małego miasteczka. Kierowca zatrzymał się na leśnym parkingu. Poinformował wszystkich, że są na miejscu i dalej jechać nie może. Wyciągnął starą zniszczoną mapę i pokazał gdzie się znajdują oraz gdzie jest granica. Do granicy w linii prostej było około 19 km. Poinformował grupę, że na obrzeżach miasteczka, dwa kilometry dalej, jest pierwszy punkt kontrolny na którym policja sprawdza dokumenty oraz że wszyscy, którzy nie mają ważnej tureckiej wizy są natychmiast deportowani z Turcji i karani wysoką grzywną. Turczynka w hidżabie zdecydowała się iść z dziećmi w stronę miasteczka, starsze kobiety dołączyły do niej. Arman z Jamilą oraz arabski podróżnik, postanowili szukać drogi do granicy ścieżkami leśnymi albo w ogóle bez drogi, kierując się GPS-em. Pierwsze co Arman postanowił, to odłączyć się od reszty. Rozumiał, że wiązanie się z innymi w takiej sytuacji zmniejsza jego szanse na ewentualny sukces, czyli na przekroczenie granicy. Arab szybko odszedł a Arman z Jamilą pozostali sami na leśnym parkingu. Arman wiedział, że najgorsze co może teraz zrobić, to się śpieszyć. Skierowanie się od razu w stronę silnie strzeżonej granicy to wróżba szybkiego niepowodzenia. Chciał dokładnie wiedzieć gdzie i kiedy iść dalej. Wyciągnął telefon z GPS-em i założył baterie oraz wyciągnął dokładną mapę. Granicę pomiędzy Turcją a Grecją, prawie na całej długości, stanowi rzeka Marica albo jej kanały dopływowe. Ta granica była silnie strzeżona. Wynika to z historycznego i politycznego uwarunkowania, czyli konfliktów zbrojnych pomiędzy tymi państwami. Arman wiedział, że musi tą rzekę sforsować i to razem ze swoją małą i chorą córką. Rzeka była szeroka. Przepłynięcie z Jamilą wpław, nawet jeśli chodziłoby o kilkadziesiąt metrów, nie wchodziło w rachubę. Musiał skonstruować cokolwiek, co ułatwiłoby mu przepłynięcie. Coś, na czym umieściłby córkę. Myślał o małej, prostej tratwie albo dużej kłodzie drewna. Pierwsze co postanowił, to wybrał na mapie miejsce, które wydawało mu się wcześniej najbardziej obiecujące. Starał się dokładnie studiować szczegóły granicy na zdjęciach satelitarnych dostępnych w internecie. Do tego miejsca mieli około 40 km. Postanowił, że przejdą z Jamilą około 10 km jeszcze tego dnia a następnie, około 20, dnia następnego. Nie będzie to droga wprost do granicy, ale wzdłuż granicy a dopiero potem w jej stronę. Następnie plan zakładał zorganizowanie kryjówki w lesie. Jak najwygodniejszej, przynajmniej tak wygodnej jak mały namiot, ale bardzo dobrze zamaskowanej. Arman nie mógł w strefie przygranicznej korzystać z namiotu, bo spodziewał się patroli, w tym z powietrza. W kryjówce tej chciał zostawić Jamilę a sam udać się w nocy, bezpośrednio w stronę granicy i szukać miejsca w którym byłoby możliwe jej sforsowanie. Jeśli jeden rekonesans okazałby się za krótki to zakładał, że go powtórzy. Dopiero wówczas podejmie próbę przejścia z Jamilą. Miał nadzieję na to, że jeśliby został złapany, to uda mu się wytłumaczyć pogranicznikom aby zabrali z lasu również jego chorą córkę, która na niego czeka. Wszystko to było bardzo, bardzo ryzykowne. Zależało mu, żeby tak zorganizować rekonesans, aby Jamila musiała zostać w kryjówce sama jak najkrócej. Jednak i tak będzie to kilka godzin. Wyciągnął z plecaka małą kuchenkę gazową i przygotował ciepły posiłek a następnie oboje wyruszyli pieszo w stronę zaplanowanego miejsca. Szczęśliwie udało im się natrafić na leśną ścieżkę, która kierowała ich prawie dokładnie w stronę, w którą mieli iść. Przeszli 10 kilometrów za trzy godziny, docierając do celu na długo przed zmrokiem. Pogoda była dobra, był środek ciepłego lata i Arman zaplanował ten nocleg w śpiworze, bezpośrednio pod otwartym niebem. W dobrze zamaskowanym miejscu, w gęstych zaroślach, nocleg minął bez problemu i około ósmej rano ruszyli w dalszą drogę. Wiedział, że w dzień nie mogą wyjść na otwartą przestrzeń. Mogą trzymać się wyłącznie gęstego lasu. Na szczęście okolica przygraniczna była bezludna i gęsto zalesiona. Jamila na razie dobrze znosiła podróż. On cały czas próbował tłumaczyć jej co robią i dlaczego tak musi być. Po dziesięciu godzinach marszu przerywanego odpoczynkami, doszli na zaplanowane miejsce i przystąpił do organizowania kryjówki. Znalazł zagłębienie w gęstych zaroślach, na tyle duże, że mógł postawić w nim swój mały namiot a następnie zamaskował go gałęziami tak starannie, że można było przejść kilka metrów od tego miejsca i niczego nie zauważyć. Z góry również nie był widoczny. Od kryjówki do granicy GPS pokazywał 6 km. To była taka odległość o jaką mu chodziło. Słońce miało zajść za około półtorej godziny. Zostawił Jamilę w kryjówce, wytłumaczył jej, żeby niczego się nie bała tylko położyła do śpiwora i na niego czekała oraz że wróci zaraz na początku nocy. Dał Jamili małego pluszowego misia, którego do tej pory przed nią ukrywał i wyruszył na pierwszy rekonesans. Bardzo nie podobało mu się to, że musiał córkę zostawić samą w lesie, jednak robił to dla jej dobra i nie było innego sposobu. Włożył bluzę w kolorze maskującym go w lesie, posmarował twarz ciemnym barwnikiem i bardzo szybkim krokiem udał się w stronę granicy, wyposażony w małą, ale dobrą lornetkę. Chciał zaraz po zachodzie słońca, ale jeszcze w świetle dnia, znaleźć się jak najbliżej i ocenić ich szanse. Po niecałej godzinie był kilkaset metrów od granicy, znalazł małe wzniesienie, które stanowiło dogodny punkt obserwacyjny i lustrował teren. Wzdłuż granicznej rzeki, po stronie tureckiej, biegła droga wykorzystywana wyłącznie przez pograniczników. Pomiędzy drogą a rzeką było około 200 metrów gołej, nie zarośniętej ziemi. Po tej drodze co jakiś czas przejeżdżał samochodowy patrol. Na pasie gołej ziemi były podwójne zasieki zrobione ze zwojów kolczastego drutu. Oprócz tego, wzdłuż całej granicy były stanowiska obserwacyjne na drewnianych i betonowych wieżach. Były tam zamontowane urządzenia do monitoringu. Rzeka była szeroka, mogła mieć około 200 metrów. Nie było żadnych zarośli ani zalesień, które by do niej podchodziły. Arman patrzył kilkanaście minut, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie i nic rozsądnego nie przychodziło mu do głowy. On, doświadczony żołnierz, nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, że tego zrobić się nie da, jednak ta myśl, uparcie torowała sobie drogę do jego świadomości. Zrozumiał, że podróż w stronę granicy z Grecją była błędem i stratą czasu. Zrozumiał, że szukanie dogodnego miejsca do przejścia tej granicy wraz z chorą, słabą córką, jeśli to miejsce, które wydawało mu się najbardziej obiecujące, wygląda właśnie tak, to strata czasu. Tego wykonać się nie da. Na pewno zostaliby złapani a jeszcze do tego ryzykowałby życiem Jamili. Najszybciej jak tylko był w stanie, niemal cały czas biegnąć, wrócił w stronę kryjówki. Wrócił już ciemną nocą. Jamila na szczęście spała, przytulona do swojej nowej maskotki. Nic nie zakłóciło jej spokoju w czasie kiedy go nie było. Arman położył się koło córki i przytulił się do niej tak, żeby czuła, że nie jest w lesie sama. Zanim zasnął to długo rozmyślał nad tym, co dalej robić. Plan był prosty, muszą znaleźć się w Grecji. Leżał po ciemku w swoim zamaskowanym namiocie i intensywnie poszukiwał właściwego rozwiązania. Wreszcie przyszedł mu do głowy pomysł. Na początku wydawał się niedorzeczny. Jednak cała ta podróż była przecież niedorzeczna. Czym dłużej myślał, tym bardziej przekonywał się do niego. Niestety takie rozwiązanie całkowicie pozbawiało sensu jego obecne położenie i wszystko, co było związane z podróżą w te okolice. Ten pomysł to... Nikozja. Znalazł jakieś rozwiązanie, odetchnął z ulgą i od razu zasnął. Nazajutrz, około godziny 7 rano, po przygotowaniu posiłku, zwinął obóz i ostrożnie zaczęli wycofywać się ze strefy przygranicznej. Po kilku godzinach marszu wyciągnął telefon i włożył do niego baterię. Wybrał numer który otrzymał od tych, co go tu przeszmuglowali. ......................... Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów ......... www. Ebookowo.pl1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne