Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.02.2022 uwzględniając wszystkie działy

  1. odkąd pamiętam nie przepraszasz wracasz i klęcząc składasz w całość pogruchotane ciszą serce w przypływie uczuć mówisz mała ty jesteś moje dopełnienie atramentowa noc za oknem wietrznym podszeptem przypomina zdradliwy płomień skrzydła w popiół zmieni sto razy zanim miłość urodzi wyczekany spokój dla blasku topazowych spojrzeń jak nocny motyl mogę ginąć z brzaskiem ożywać w chłodnych dłoniach gdy wszystko mi wyznajesz milcząc
    8 punktów
  2. czy warto zerkać w tył bać się tego co było czy może lepiej iść do przodu nie dokuczać swym myślom czy warto jest przegrywać z minionym kłaniać się mu mimo tego że było trudne patrzyło nie tam gdzie my czy warto bać się cieni przecież w nich nie ma nic są tylko byłe chwile które śmieją się czy warto być człowiekiem skoro na końcu i tak ktoś lub coś zamknie nam ostatnie drzwi czy warto tak rozmyślać przecież świat i tak zrobi tak jak będzie chciał czyli nic
    5 punktów
  3. W życiu było ich aż nadto matka, siostra, koleżanki lecz nie dzisiaj piszę dla nich moje słodkie rymowanki. One miały już swe święta był Dzień Kobiet, Święto Matki dostawały, więc ode mnie z laurkami także kwiatki. Dzisiaj skupiam się na jednej więc treść wiersza wyważona bo odbiorcą owej treści nie, kto inny tylko żona. Ta jedyna, która ze mną dzieli los wspólnego bytu i bez której by nie było w naszym życiu dobrobytu. Walentynki rzecz wiadoma z wiedzy i rad posiadanych okrzyknięte już przed laty, jako Święto Zakochanych. W naszym stadle już od ślubu i niezmiennie swój prym wiedzie miłość, która nas jednoczy i w sukcesach jak i w biedzie. Z tej okazji niech mi wolno będzie to ogłosić światu, że prócz serca i prezentu dam mej żonie bukiet kwiatów. Ona na to zasługuje a ja nie chcę mieć dublerki więc dorzucę do prezentu czekoladki i cukierki. Wrzucam wcześniej bo może ktoś będzie chciał go wykorzystać do własnych celów. Autor wyraża zgodę.
    4 punkty
  4. Odwracam głowę kiedy mijam niepowtarzalny urok ma raz jest brunetką raz blondyną szyję wykręca już od lat gdy włosy grają jej na wietrze marzę o tańcu aż po świt ale by podejść i powiedzieć chciałbym ci ukraść kilka chwil to już niestety nie potrafię strach że usłyszę słowo nie paraliżuje mnie od dawna i dalej solo pląsam w mgle
    4 punkty
  5. Tragedia ruin pobojowisko jest w tobie Nie masz męża a usta spieczone pragnienie Chłód kamiennej studni obok białego miasta Pustynia przejdź ostre ostatnie wzniesienie Ja czekam cierpliwie kochana córko moja Wiem że to miejsce gdzie miłość i wiara ginie Wyschłe badyle kaleczą stopy niewieście A Legiony demonów trzeba wpędzać w świnie Wy Aniołowie ukojenie jej przynieście Gdy Ja ci dam pić pragnienie całkiem przeminie Nie musisz wołać ani kołatać Ja ci dam pić Nie szukałabyś gdyby Mnie tutaj nie było Bo ten świat fałszywie karmił pragnienia twoje Nawet zło ci nie będzie się już nigdy śniło Zaprawdę Ja ci dam pić grafika: https://studnia-rekolekcje.pl/diecezja/rozmownica/attachment/jezus-i-samarytanka-chadashim-e1449931575849/?v=9b7d173b068d
    3 punkty
  6. Wstawanie śniadanie zakładam protezy rehabilitacja tyle czasu uczyłem się chodzić chodzę mięśnie zapomniały o lataniu to potrwa dłużej na razie nawet świeczki skrzydłem nie zdmuchnę
    3 punkty
  7. Święta idą, te pierwsze, Bez Ciebie Kochanie. Święta pełne bólu, Miast pełne radości. Bo gdzie radości szukać? Jak Ci prezent zrobić? By wywołać przepiękny uśmiech Na Twej cudnej twarzy. Nie wiem jak to zrobić. To moje przekleństwo. Ja nie jestem godzien Miłości, przyjaźni, świąt i rocznic wszelkich. Bo jak można być godnym, Gdy do swojej Żony, Mówisz takie słowa na Jej łożu śmierci: „Walcz, Walcz, Walcz Kochanie Lecz jak już nie możesz to idź w stronę światła. My sobie tu poradzimy.” Posłuchałaś. Odeszłaś. A słowa te ciążą mi na sercu, Jak kamienna zbroja, już prawie od roku. Bo gdybym inaczej to Tobie powiedział, To byśmy byli razem do dnia dzisiejszego. Cieszyli się życiem i dziećmi naszymi. Lecz jedno Ci mogę obiecać Kochanie: Będę trwać w tym świecie, W tej życia nicości, Do ostatnich dni moich. I kiedy nadejdzie ma chwila ostatnia, I trafię gdzieś tam, ponad tęczę piękną, I Ciebie zobaczę. To znów się rozpłaczę. Tym razem z radości. Andrzej Pawłowski, Warszawa 16.12.2020
    3 punkty
  8. każda pszczoła robotnica potrzebuje porządnego bolca... utwierdza samiec samca rozsmakowując się w kolejnym porno klubie porno filmiku porno mózgu ... inaczej wymyśla chodzi struta marudzi narzeka patrzy z pogardą śmierdzi nieseksem na kilometr a chcica przewraca jej świat do góry nogami a tam zamiast bram nieba ku chwale mężczyzny wielkie kurewskie NIE! czerwone z wykrzyknikiem podkreślone i oprawione w ramkę ... mężczyzno wspaniały już dziś wszystkie swoje samcze myśli spakuj wrzuć do rogu i gwałć je sobie tam w nieskonczoność
    3 punkty
  9. czas nie służy nikomu on rządzi i dzieli tu dorzuci tam skubnie ale mieli sprawiedliwy dla wszystkich on panem i władcą oczko puści lub zamknie nie jest kłamcą trzyma wodze w galopie nie uciekniesz nie zostaniesz w tyle gdy opuści już się tobą znudził ale byłeś
    3 punkty
  10. Ballada masochistyczna Rozbierz mnie ze wszystkiego co się składa na mnie jak się zdanie rozbiera ty ze mnie dopełnień ściągnij: skórę która twój oddech oddycha by stawał się jej oddechem i opuszek palców dotyk pije jak ziemia deszcz pije w upale Do którego tak często przywierałeś ciałem obojczyka doliny cień scałowywując zedrzyj pleców płaskowyż i zabierz ode mnie czarne fale w których twarz chłodziłeś codziennie wyrwij skrzydła brzemienne naszym umieraniem i dojrzałe ust żagle spal jak liść języka który z ciebie z płomieniem zwątpienie zlizywał otoczaki zdrap dreszczy ukryj pod paznokcie kwiaty piersi kwitnące pod słońcami twoich dłoni zerwij i podrzyj aż do klatki z kości Jestem zdaniem którego ty jesteś podmiotem rozbierz mnie a pod spodem odnajdziesz też serce które szumem orzeczeń twoje imię szepcze.
    2 punkty
  11. Ciemny krajobraz się wyłania, tysiące poległych w imię Boga na polu leży. Święta wojna dogasa którzy to słudzy Boga a którzy wrogowie? Bóg swoich nie rozpoznał. Dostojnicy ludowi propagandę fundują, o królestwie opowiadają. Szaty religijne i togi prawnicze psychopaci ubierają, którzy tylko szacunek dla mamony mają. Pieśń pochwalna mamonie śpiewają i wierność przysięgają.
    2 punkty
  12. nie wiem do kogo należał scyzoryk pachnący tanim dymem tytoniowym znaleziony na ławce gdy siedziałem w krótkich spodenkach i przesuwałem patykiem leniwe chmury na niebie walczyły tak samo dzielnie jak dywizja żołnierzyków z połamanymi rękoma i kręgosłupami w papierowej torbie pod tapczanem czyje są te obłoki dzisiaj i czy któryś różniłby się w tej chwili chociaż trochę gdybym tamtego dnia nie stopił szkłem powiększającym kilku okruchów smoły zostawionych przez dekarzy który już dawno umarli na raka tak jak metaliczny chrząszcz który wspinał się po mojej nodze licząc na spotkanie ze swoją dziewczyną która odpoczywała w kieszeni zawinięta w pomiętej chusteczce parę myśli w głowie nie wiadomo czyich może są moje a może wcale nie i tylko czekały w kolejce by stworzyć kilka zdań o obłokach które nigdy już nie powtórzą swojej kompozycji i żuku zapatrzonym w niebo podróżnik mknący nie wiadomo gdzie na kawałku bezdomnej skały oklejonej insketami o które nie troszczy się żadna chmura zajęta swoimi sprawami rzucony między sklepem nabiałowym a kioskiem z cygaretkami z każdym łykiem słodkiego dymu bliżej gołych ciał niebieskich
    2 punkty
  13. Pedro, mieszkaniec Barcelony, dowiedział się od swojej żony, że zarabia za mało i ma szlaban na ciało. Westchnął - już jestem udupiony.
    2 punkty
  14. Zawojować świat pragnąłeś marzył ci się wieniec złoty lecz twe ręce, obie lewe nie przywykły do roboty. Lecz bez pracy i tak dalej raczej są prognozy marne wizje, które roztaczałeś od początku były czarne. Próbowałeś różnych sztuczek i wierzyłeś w moc zaklęcia choć ci prosto w twarz mówiono - megaloman od poczęcia. Dochodziło i do tego, że w korzeniach swych szperałeś bo w swych przodkach z dawnych czasów Jaśnie Państwo znaleźć chciałeś. Wciąż na oczach nosisz łuski i nadzieją karmisz siebie lecz nie stąpasz po dywanach ale po błotnistej glebie. Takich jak ty są tysiące beznadziejni mitomani, którzy tkają złudne myśli i są w sobie zadufani.
    2 punkty
  15. Znosi i znosi i znosi Ktoś zatem się nie zanosi, nie zanosi, nie zanosi na nieznośny przechył na osi zawieszonej nad Wysokim Miastem. Tyczka u rąk osik w kieszeni linoskoczek nie Janosik. Po obu stronach stronnicze ustronie.
    2 punkty
  16. – Przez sen mówisz ? – Maja… ! Widzę morze, czerwone ptaki, żelazne gąsienice. Wszędzie latają zapisane strony… - Twoje wizje to : los, fikcja, historia, poematy ? Wiersz właśnie powstaje. ( Utrwalam.)
    2 punkty
  17. Gdzieś między Gdynią a Sopotem wpada do Jadzi Zbych przelotem. Czy jest bezczelny ten gość niedzielny, gdy przeleciawszy zjeść chce potem?
    1 punkt
  18. sycona do późna noc senną myślą wypełnia dzień umyka dostępności umysłu ten stan tak odrębny pod zwykłą gwiazdą na sinym nadkonarowym niebie pojawia się doznanie ciała samorodnie formując halucynacyjną scenerię po tobie zawsze nieobecne odczucie bólu i wyhamowana rzeczywistość unosi z dziwnego teraz dusze żarem zbliżone ciała roszą
    1 punkt
  19. Ekshibicjonistę (bez gatek) - Zborów, ksiądz naszedł u popa, podczas amorów. Zerknął, rzucił (śladu tremy): - jeden z was pomylił kremy, po goleniu, z tym do ściągania porów.
    1 punkt
  20. Nie ma prądu. We mnie. Porażające podobieństwo... do niczego. W prywatnej "popółnocy" słyszę ciosy głosów. Mak! Właśnie się sieje. Ciiiiii ..... Ale to nie cisza. Jestem teraz na swojej planecie, gdzie mogę do woli wsadzać się do więzienia za wolność. Nie umiem przepraszać za nadmiar "ja," za ten karzełkowaty posąg, który sobie stawiam z plasteliny, modeliny, czy innych playdohów - "posąg" nawarstwiony i kipiący jak nadzienie w obeschniętym andrucie... Tak, to były kiedyś pyszne wafle. Przekładane czym....? Miłość to spotkanie przekładane już wielokrotnie i chyba się nie odbędzie. To tak na marginesie sfatygowanego sennika zwanego życiem. Koszmar? (Nie wiem, z reguły nie miewam snów.) Chciałoby się, aby każdy dzień nie był umieraniem, tylko delektacją, zapachem dobrej kawy, intymnością dzieloną na cztery strony świata... Pewniej jednak czuję się w zamurowanej prywatności na własnym metrze siedemdziesiąt parę i w kilkudziesięciu kilogramach zwalistego tłuszczu. Bez serca! Zarówno ja jak i ten świat. Nie pozwalamy wydać pozwolenia na budowę - dla innej przyszłości niż ta, która nas NIE czeka. Okrzyk ulgi poplątanej z radością. Otwieram butelkę z burbonem. Dopadam ostatnie sekundy świadomości i rozszarpuje je na kawałki. O, jakiś list w butelce! I tonę na plaży. ... W Malibu. Bóg czuwa przy mnie trzeźwo, choć sam zakłopotany przyznaje, że nigdy o kimś takim jak ja nie słyszał. Nie jest mi wcale przykro. Ja też nie.
    1 punkt
  21. Dziś od rana radość wielka we mnie wzbiera, Bo mam dostać nareszcie szczepionkę Pfizera. Lecz oprócz tej radości mam także obawy, Czy na pewno przyczynię się do wielkiej sprawy. Wstaję zatem z łóżka, szybko sobie ścielę, Bo do ważnej sprawy nie idę jak ciele. Zjadam wnet śniadanie, kawę piję sobie, Bo sił trzeba nabrać w tej mojej osobie. Teraz po tej kawie będę rześki, silny, Całkiem rozbudzony i w pełni mobilny. Będąc już pełen energii oraz animuszu, Dźwięk sms-a dociera nagle do mych uszu. Myślę sobie, wiadomość przyszła do mnie nowa, Czytam, a tam w tej wiadomości widzę takie słowa: Masz się stawić koniecznie pod adresem znanym, W takim to pokoju i czasie podanym. Cieszę się bardzo, to jest potwierdzenie, Że dzisiaj na pewno dostanę szczepienie. Myślę, czas się już ubierać do wyjścia kolego, Gdy nagle dostaję sms-a drugiego. A tam napisali: Mój drogi pacjencie, nie bądź urażony, Czas Twojego szczepienia został dziś zmieniony. Cóż, myślę sobie: dłużej w domu siedzę, Może kompa włączę lub sobie poleżę. Nadszedł czas na wyjście, znowu się ubieram, Kurtkę wnet zapinam, no i się wybieram. Jadę do szpitala przez ponad godzinę, Z myślą by chronić siebie, znajomych oraz mą rodzinę. Jestem już na piętrze, a tam ludzi mrowie, Nikt się nie uśmiecha, z kłopotem na głowie. Stojąc w tej kolejce, dochodzi informacja, Że z tym szczepieniem Pfizerem, to nie całkiem racja. Jak to? Pytam się z kolejki faceta już rozebranego, On mi mówi: nie muszę Ci odpowiadać mój drogi kolego. Pytam się innych ludzi, a mina moja jest już całkiem mierna, Bo się dowiaduję, że zamiast Pfizera to będzie Moderna. Wchodzę więc do pokoju, bo kolejka moja, A tam załoga czeka z minami kowboja. Ta jedna ze strzykawką, wbiła ją okrutnie, Że aż zęby odbiłem na szpitalnym płótnie. W sumie strachu więcej, niż tego bólu było, Bo samo szczepienie nie kojarzy się miło. Wróciłem cały do domu, nic mi się nie stało, Poza tym, że jakiś płyn wlano w moje ciało. Z tej to opowiastki krótkiej morał będzie taki: Jak ma być w Służbie Zdrowia dobrze, gdzie wszędzie są braki? . Andrzej Pawłowski, Olsztyn 08.05.2021
    1 punkt
  22. popatrz co jest daleko a co blisko zamknij oczy i poczuj co jest daleko a co blisko? a co jest najbliżej? wiem, tego nie da się powiedzieć (najbliskość)
    1 punkt
  23. Agaw doker, a madam? Arek, odwaga
    1 punkt
  24. @Henryk_Jakowiec Żeby tylko na rozjazdy, lecz w głębokie ciągnie błota, wtedy nawet z prawem jazdy mija szybko mu ochota:)
    1 punkt
  25. Minął się z prawdą stary przechera, kiedy już dziarsko mordę zadzierał. To kpiny bez przyczyny; zdmuchnęło... manekiny. Zmyło złośliwe - pas - połączenia.
    1 punkt
  26. @Annuszka Dzięki za kobiecą naturę. Pozdrawiam PS Dzięki również za rozlanie oleju. Zawsze jednego s*****syna mniej.
    1 punkt
  27. Doskonały wiersz, rytm i rymy. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem tutaj. Pozdrawiam.
    1 punkt
  28. Znakomity wiersz, na czasie (przed czasem jest OK) i bardzo poprawny, co oczywiście nie jest w sprzeczności z jego prawdziwością. Podoba mi się konkretność, wiemy, czym obdarowałeś żonę, bez której byś nie żył w dobrobycie, więc prezent ze wszech miar zasłużony. Z przyjemnością doczytałem do końca, co regułą nie jest, bo z uwagi na moją nie najwyższą inteligencję (tak ocenił na egzaminie z inżynierii procesowej docent Bembenek) , trudno mi przebijać się przez wyrafinowane kawałki utworów niektórych poetów i grzęznę w zawiłościach. Tak trzymaj P.S. w 4 wersie literówka. P.S II stuknąłem 3 razy w serduszko, ale wyświetla sie tylko liczba "1".
    1 punkt
  29. Witam - udane pisanie jestem na tak - Pozdr.
    1 punkt
  30. to bardzo dobrze, bo nie odtworzę tych cech kaszanki, co zmuszą wstrzymać dech.
    1 punkt
  31. ADA PANA NAPADA? O, NA ROWERZE BEZ - REWO - RANO.
    1 punkt
  32. A... MODO; STONOGO, ODRABIAMY? MA I BARD OGON? OT, SODOMA.
    1 punkt
  33. KARB? ZAGADAJ O TE. I KAPIE TOJAD, A GAZU BRAK.
    1 punkt
  34. Porusza wyobraźnię, świetlista obecność na nocnym niebie. Daje nadzieję.
    1 punkt
  35. Pośród ciemnej głuszy Łzy twardnieją same I nie sposób ich skruszyć Zasychają w kamień Swym okrutnym wdziękiem Patrzy na nas czas Stos ułożył z kamieni Nasz jedyny ślad
    1 punkt
  36. w najwolniejszej z chwil nikną zera ustają miary czas przestaje mnie odliczać znaczenia nadają się same porzucam bycie słowem - jestem opowieścią
    1 punkt
  37. Dobra to chwila przed zaśnięciem. On - ledwie czteroletni, ona - jak parasol nad dziecięcą głową. Przestał ściskać rękę. Zdawało się, że usnął, gdy odwrócił się jeszcze i prosto do ucha zdradził tajemnicę. Kiedy byłem w niebie, wybrałem was. Szedłem za wami waszą drogą, kiedy nie mieliście jeszcze synka, a wy otworzyliście drzwi i powiedzieli - o, jaki piękny synek! Zaraz potem usnął. Wyobrażała sobie do późna, jak za nimi szedł. Zupełnie niewidzialny. Jak uczył się rozpoznawać ich przyszłe ślady oczami nieopierzonej duszy. Zastanawiała się skąd wiedział, że właśnie ta droga jest dla niego i te właśnie ślady doprowadzą po nich, że tam na samym początku wyszepcze mu, jesteś piękny. Skąd wiedział, że ledwie podrośnie na tyle żeby nie plątał się język, powie lubię mieć rodzinę, jak dobrze jest mieć dom. A przecież na tej drodze, Ktoś inny go postawił, Ktoś pokazał ślady, uformował duszę i stopy maleńkie wprawił w ruch jak wskazówki zegara. A potem podpowiedział modlitwę dziękczynienia dojrzałą jak drzewo w rajskim ogrodzie i uśpił zaraz po niej. W końcu, jak co wieczór, strzepnęła z lampki światło. Powiedziała fiat i narysowała mu na czole krzyżyk. Zaledwie czteroletni.
    1 punkt
  38. Pięknie zobrazowana słowem matczyna miłość, ciepło, troska... Bardzo ujmujący wiersz
    1 punkt
  39. Uśmiałam się... Przedni żart :)
    1 punkt
  40. Cholerka, to co jest tą osią? Stronnicze ustronie to jakby las (?), wokół miasta. Jakby nie było podoba mi się ta słowna zabawa :)
    1 punkt
  41. @AnnuszkaCiekawie!
    1 punkt
  42. Znakomita poezja... Bardzo ekspresyjnie ujęte emocje
    1 punkt
  43. AIDO, RAPORTUJ! ORKANY NA KROSNO NA JUTRO? PARODIA. LAWY ROTACJA? RAJCA TO RYWAL.
    1 punkt
  44. I NA PANA PSA ZA LAS ANO I MY. DA ZOJA JAJO? ZADYMIONA SALA, ZASPANA PANI. I BO RAZ NA JEŻA GAŻE JAN ZAROBI? A TA ŁAZI. KULTUROWA ŁAWO! RUT LUKI ZAŁATA.
    1 punkt
  45. @Dawid Rzeszutek Dziękuję za szczerość wśród tych porad licznych lecz ja nie mam studiów (patrz) filozoficznych. Piszę jak potrafię i tak pozostanie dopóki mam chęci na moje pisanie. Nie jestem artystą z mianem literata ani też klasykiem co innych wymiata. Zwykły wśród tysięcy domorosłych wieszczy których to poezja sama w sobie trzeszczy. Pozdrawiam ;)))
    1 punkt
  46. Niewierna modlitwa kruków Rozbiłem białe tabernakulum modlitwą Długo leżałem potem jak gdyby martwy Zajęty za liściem jesiennym moją gonitwą Szukałem drogi do rzecznej małej tratwy Kościół solą ziemi, wiecznym tu kuszeniem Groby pobielane zatajają majątki i grzechy Są latarni niby napotykanym zniszczeniem Dla piekielnej winowajców krwistej uciechy Cmentarz zapłonął złem, podpalono niebyt Trupy piją dzisiaj krwawą Mery odbytami Czeka nas upragniony koniec, to ten świt Kiedy będę stał za nieśmiertelności kratami Modliłem się o smutek i chwilę najcichszą By kontemplować nieistnienie śmiertelności Zajadając się cmentarną ów wdową - wszą Nie było w witrażach kościelnych wieczności Uchodźcą jestem z portalu piekieł odprawy Bez bagażu i bez modlitewnika idę tu bosy Wśród modlitw tu czystych zielonej uprawy Szukam zardzewiałej śmiertelnie małej kosy Róża złożona jedna jedyna prawdziwie zła Odprawia egzorcyzmy zdjęta Chrystusowi Pole kukurydzy pełne kruków dopełnia tła Chyba oddam się finalnemu wiary ciosowi Boga nie ma, bo spłonęło perpetum mobile Wysiadł zegar wieczny pilnujący wieczności Aniołki matka całuje w policzek bardzo czule Tylko brak mi mołotowa i też szatana czelności Bo modlę się do sił nieżywych i nieświętych I już ciśnienie rozwala czaszkę skroń i oczy Wciąż leżę wśród pism całkiem przeklętych A szatana strażnik przy mnie wciąż kroczy Autor: Dawid Rzeszutek
    1 punkt
  47. @Semper Reus Wiesz, że nic nie pamiętam z tego starego opowiadania tylko Ragnę i Jaruę. Nawet nie pamiętam, jak miała na imię kobieta, która go ścigała. Wiem, że korzystała z pioruna w kształcie okręgu.
    1 punkt
  48. NO I TAKI ATAK; ATA I KATION. CI NA TRAKTORZE BEZ ROT. KARTA NA NIC.
    1 punkt
  49. @Pan Ropuch ciężko jest wierzyć w człowieka, trudna to miłość. Pozdrawiam
    1 punkt
  50. KARB, A PSA - PSA BRAK. MAM I CO TO; KOT. O CI MAM. ADO, WRÓBLE? CEL - BÓR, WODA.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...