Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.05.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Już wstąpiłem na ciało a cycki falują, spojrzałem w pole skóry, objąłem oburącz. Sprężyły się do góry, patrzą ku reducie, planują więc moskale jak zabić kilkuset. Rusek atak nasila, Ordon rozkazuje, lecz po takim blamażu, traci swój przyczółek. Bierze szablę do ręki, ucieka... ależ gdzie? Upada marnie, ginie, a wróg na odlew tnie. Wojska stoją naprzeciw, patrzą sobie w oczy, wycierają pot z czoła, Ordon działo toczy. Moskale więc odchodzą, a kuda... do łazienki, czar kołyszącej pupy, ku panience zerknij. Padła nasza reduta, na cztery łopatki, zbiera biała kostucha z pola sztandar carski. Zaciąga coś na siebie, mówi... do widzenia, a Ordon leży martwy, w łożu... zniewolenia. "Tak czy inaczej, wszystko jest symbolem erotycznym." - Luis Bunuel.9 punktów
-
Pod katedrą w ciemnościach krypty ustawiono Dwie trumny – Słowackiego, obok Mickiewicza Aby dalej spór wiedli pro publico bono Czyja myśl jest prawdziwsza, czyja malownicza Postawiono naprzeciw siebie inne trumny Pamięci Piłsudskiego i Dmowskiego wierne Żeby myśli o czynie i czyn myśli dumny Kwitły w sercach i gardłach ze sobą współmierne Ustawiono samotny katafalk przekuty Na jarosławskie schody, kto stanie naprzeciw Nich licząc paradoksy ceną swej cykuty Kto wciąż żyje? Kto jeszcze - nie umarł? gdzie sprzeciw?5 punktów
-
Zacząłem działkę uprawiać teraz. Zasiałem kwiatków całą rabatkę ale co z tego, gdy kret przechera porył mi grządki w równiutką kratkę. Chcąc się go pozbyć, na różne środki straciłem prawie wszystkie pieniądze. Nic nie pomogło. Postanowiłem że skurczybyka ręcznie urządzę. Wziąłem łopatę i siedzę cicho za kępą trawy, patrzę na pole. Wreszcie spod ziemi wyłazi licho a ja znienacka, jak przyfanzolę! Trafiłem dziada aż wpadł do dziury. Cieszę się, że ta zgaga nie żyje, bo dostał zdrowo łopatą z góry, ale mi uciekł, choć z krzywym ryjem. Pewny już tego jestem, bo kiedy przyszedłem sprawdzić jak rosną ziółka, działka znów była zryta niestety. Ale nie w kratkę teraz, lecz w kółka.5 punktów
-
Pytam - co ja tu robię? Za jakie to grzechy? Przyszło mi bez zachwytu być teraz syndykiem masy upadłościowej - „Nieba” spółki z o.o. Zatem z ograniczoną odpowiedzialnością czynię tą wymuszoną przez zimną logikę sądu powinność. Zerkam na księgi bilansów, rozchody i przychody. Śledzę ślad ołówka na marginesach, one mówią mi najwięcej, one zatartym kształtem kamuflują prawdę. Udziałowcy tej spółki Bóg i Szatan – milczą. Ale żyją z dywidend na dalekich wyspach. Mają monumentalne wille przez nas zwane Świątyniami, co więcej jeszcze im potrzeba? Chociaż są nieuchwytni, pamięta się o nich. Pisma, supliki, skargi, powrotne awiza znajdują adresatów, choć są bezskuteczne. I zarząd przymusowy zniosą. To ich troską nie jest, tylko zmartwieniem chciwych wierzycieli, że mają bez pokrycia weksle na nadzieję, a wiarę żyrowaną długiem nihilizmu. Cyrografy zostały w sejfach prokurentów szczelnym kluczem zamknięte i spod egzekucji są wyjęte, jak aport wniesiony w udziałach. Groza piekła, kotły i instrumenty męki. Cukierkowy sen raju i anielskie skrzydła. Popyt chybił podaży - prosta buchalteria sumienia, co naiwną rozterką rozmywa kontury życia w strachu, gdy poczucie śmierci kredytuje po kursie lichwy pośpiesznie czas jego końca, sumiennie wyliczając procent od każdej krótkiej chwili wyrwanej z wieczności. Ona bez żadnych innych spółek trwa samotnie.4 punkty
-
ona duszę ci z zawias wytrąca po rozprutych huraganem oczach piachem sypie ja orkanem ust roześmiana w nieba bugaju pochodnią rozświetlam noce krą ścięte w snach pasją rozkwitam czupurnie obłokiem weny legnę w tobie żarem odbita by z odrętwienia wydobyć to co mrozem skrzypi czego dotknę plastrem miodu muśnięte4 punkty
-
Pamiętam morze - piaszczysta plaża, Bezkresna otchłań i ląd nieznany. Ty niczym przypływ - wzburzona fala, Ja wdzięczna Venus wśród morskiej piany... Dniem restauracje i kawiarenki, Spragnieni wrażeń, wciąż było mało... Co noc zrywałeś ze mnie sukienki, By znowu posiąść me boskie ciało... Ach, jak beztrosko mijały nam dni, Leniwie płynął dobroduszny czas. Wspomnienie jeszcze w mym sercu się tli, Jak żywy płomień ciągle karmi nas. Z kompasem w dłoni, gwiazd podróżnicy, Olśnieni sobą, świata ogromem... Dziś piasek mamy, lecz w piaskownicy przed domem...4 punkty
-
z czasem zgubionym w kieszeni paczką aromatyzowanych fajek cieniem uległym od słów wpadłaś niezapowiedziana skromne wyciągnięte ramiona ofiarowały miejsce przy stole dzban pełen czasu szalę co nie chyli się pod obcym ciężarem nie znałam praw świata którego szlaki wyznaczasz podnosząc się po ciosie zrozumiałam burząc szykujesz miejsce na nowe przeżyło to co realne kilka kęsów strawy niedosunięte krzesło kiepy w popielnicy ogniotrwała ja4 punkty
-
3 punkty
-
Kręcić kulą przeznaczenia, w niej nie Bóg, nie wróżka - lecz ja. Czy to gwiazda czy to wszechświat ? Ma kryształowe lustra ścian. Toczy się, rozwija skrzydła, jakby liście na tle nieba. Jesteś duszo moim pyłem, uczuciami cię rozsiewam. Teraz widzisz złote gwiazdki? W małych oczach tych z dzieciństwa. Glębią czasu pochłaniany promień światła w swoich myślach. Nawet kiedy struna pęka i jak sieć pajęcza znika. Słońce wschodzi niczym Feniks, serce niczym kwiat rozkwita. Mówisz do mnie swym językiem, jakbyś popiół czuł nie gwiazdy. Jesteś? Bo już cię nie widzę. Czy powieki mi opadły? W śmierci więcej zatem życia, dłoń Anioła mnie podnosi i ten uśmiech przyjaciela. Czy o kawę mogę prosić? Znowu jest tabula rasa. Gdzie są kredki te tęczowe? Ty mnie pytasz wciąż o burzę. Czemu moczysz moją głowę? Rozmazane są wspomnienia, spływa szary kurz na stopy. Teraz chodzę tylko w szpilkach, ta pajęcza sieć - pończochy. Taniec myśli tak szalony, że w oddechu słowa gubię. Postrzępiona z chmur sukienka, artyzm przecież bardzo lubię. Tak już wybrać bym się chciała, na piękną plażę w Pourville. Chodzić tak jak Monet z muzą i w miłości poczuć siłę.3 punkty
-
kiedy malujesz obraz dotykasz serca szepcząc do ucha ja naprawdę Jestem jednakowo bogatym i biednym i dla mnie chociaż wiem że widokiem opłacam Samotność dlatego piszę by ktoś inny mógł zrozumieć że potrafisz wypełnić serca poezją a jednak kiedy czytam to co napisałem to tak jakby ślepy prowadził głuchego bez pretensji po prostu jesteśmy niedopasowani do świata który za szybko się obraca3 punkty
-
Już pokrzywa, słońce w mleczach, wszelkie kwiecie w maju w rękach, w naszych sercach, nam przybywa, kiedy bukiet tworzy drugie z pierwszym dziecię, a bogatka pełnię szczęścia nam wygrywa. Patrzę w słońce przez zamkniętą każdą z powiek. Wreszcie grzeje, wszędzie trele, tylko czegoś brak w powietrzu. Czego? Powiedz! Tylko ciebie, to tak wiele. 12.05.2021 r.3 punkty
-
Gdzieś na półeczce, w saloniku, za siódmą szafą, w siódmej wnęce, wśród kurzu, książek, na kominku, stała laleczka w pozie wdzięcznej. Obok żołnierzyk przeźroczysty, z hartowanego szkła, kaleka. Choć serce złote miał, i myśli, wciąż nie widziała go tancerka. ref. Laleczka ze stali damasceńskiej, kiedyś jej rycerz złamał serce, a teraz tańczy, bo już nie chce pamiętać, kochać, czuć. Nic więcej. Laleczka z damasceńskiej stali i żołnierz w bojach hartowany. Choć obok siebie, a - w oddali. Samotni, smutni, z różnych bajek. Lecz dnia pewnego, bladym świtem, kiedy promieniem słońce głaszcze, czyjaś zabłysła na kominku łza, jak z wyśnionej dawno baśni. I zobaczyła w niej tancerka wpatrzone w siebie, czułe oczy. I zrozumiała - różne bajki miłością można w jedną złączyć. Ref. Laleczka z damasceńskiej stali i żołnierz w bojach hartowany. Ona - dla niego, a on - dla niej. W siebie wpatrzeni, zakochani. Laleczka ze stali damasceńskiej z żołnierzem - życie tańczyć będzie. Mocno trzymając się za ręce, Bezbronni, ale silni - szczęściem. oryginał: "Laleczka z saskiej porcelany"; słowa: Jacek Cygan, muzyka: Majka Jeżowska3 punkty
-
Ze szczególną dedykacją dla GrumpyElf ;) Nazwy potraw i dodatków dziwne drogi przemierzają. Dziś nie zgadniesz co pierwotnie znaczyć mogły w tamtym kraju. Słony sos sojowo-rybny z Indonezji znany kiedyś, kecap ikan imię nosił. Co z nim później? Trzeba śledzić... Dalsza w Anglii perypetia, sos z sardeli mianowano. Tak przyprawą pełną soli, smaki potraw poprawiano. Później inne też robiono unurzane skrzętnie w soli: z grzybów, różnych rarytasów do wyboru do koloru. Cała gama pysznych sosów, w anglosaskich ziemiach znana, i w koloniach i we włościach, szeroko propagowana. W Ameryce zaszła zmiana. Nowych doznań znów szukają, Tak powstało coś, co znamy, związek ma z pomidorami. Równie słony jak przodkowie i solidnie przyprawiony, konsystencji dość mięsistej ketchupem został nazwany. Myślę, że dla informacji warto dodać jedno. Pierwszy wydany drukiem przepis na ketchup pomidorowy, ukazał się w 1812 roku. Autorem był wybitny lekarz i ogrodnik z Filadelfii, James Mease.3 punkty
-
@Jo Shakti Ja też pamiętam... kiedy to było? Lecz powiedz czemu już się skończyło. Piasek, muszelki - grząska meduza, jak tak pomyślę teraz mnie wkurza. Pozdrawiam Jo.3 punkty
-
płoną moje papierowe ślady na drodze do zbawienia w proch obracają się domki z kart nieposłuszne spojrzenia prosto w twarz anioła stróża tego samego co zazwyczaj znów pomyliły mi się wielokropki wykrzyknik stanął na warcie nie módl się w moim imieniu Wszechmocny znów zapomniał o aparacie słuchowym i kuli u nogi chciałabym przytulić do sumienia całą przyszłość doświadczyć bólu znanego wyłącznie z (przy)widzenia pod płachtą skóry schował się cały mój bezkształt3 punkty
-
grawitacja na początku pojawił się kompleks niższości spowodowany codziennym oglądaniem największej gwiazdy w klasie potem uderzył w nią przypadkowy meteoryt zmieniając w niej pojęcie wartości pierwszy raz poczuła że jest czymś zapadanie się w sobie postępowało bardzo szybko sprzyjała obojętna atmosfera i utrata równowagi osiągając dno miała wszystko w dupie ciemna materia wokół niej zakrzywiła rzeczywistość i głowy zmieniają się w główki dumnie stojących członków wyższych sfer2 punkty
-
O Cukrowym Dziadku krążyły legendy, niczym wrony nad naszą wioską. Wszyscy coś gadali, ale nikt tak naprawdę nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Już sama nazwa była tajemnicza, bo każdy z nas domniemywał, że raczej o słodycz w tym przypadku nie chodzi. A jeżeli nawet, to w jakimś innym rozumieniu, nikomu nieznanym. Kojarzono to różnie. Przeważnie z lepkością, albo czymś, od czego trudno ciało oderwać, lub do czego łatwo je przykleić. Zresztą niektórzy sądzili, że wcale nie chodzi o człowieka, tylko raczej o: coś. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że zapewne chodzi o myślącą maszynę, słodką na wierzchu. Przypuszczenia były zaiste: przedziwne. Każdy myślał jak umiał, a jak przestawał myśleć, to było mu wszystko jedno i nisko zwisało. Tak było do czasu:Pierwszego Odlepienia. Idę sobie spokojnie ulicą, aż nagle widzę przed sobą osobnika, który dziwnie manewruje ciałem. W tym sensie, że stoi. U nas jest to zjawisko dość rzadko spotykane. Przeważnie szybko chodzimy. Mamy to jakby zakodowane. Nie wiemy dlaczego, ale tak po prostu jest. Jakby nie mogło być zastoju, tylko ciągły przepływ czegoś nieznanego. Tylko jedynie krótkie odpoczynki, od czasu do czasu. A on stoi, sprawiając wrażenie częściowo nieprzytomnego. Wiem, że dziwnie to brzmi, lecz jego zachowanie – a raczej brak – na taką diagnozę jak najbardziej zasługuje. Nagle widzę, że z góry w kierunku głowy, opada coś cienkiego. Trudno mi dokładnie określić wygląd. Ślizgam wyżej wzrokiem, po tym czymś, ale nie widzę końca. Coś tam wysoko zmieniło swoją barwę. Jakby jakaś żółtawa mgła. Nie wiem, jak to nazwać. Dopiero teraz do mnie dociera, że wszyscy z nas zaczynają wolniej chodzić. Niektórzy tak samo stoją, jak ten pierwszy, którego zobaczyłem. A na dodatek uświadamiam sobie, że ja także nie wykonuję żadnego ruchu i patrzę jak ten głupi. Do wszystkich naszych głów, docierają te dziwne „nitki.”Jesteśmy przez to bezwolni, przylepieni do podłoża. Każdy widzi swoją sytuację, obserwując innych, bo pozostałych dotyczy ta sama przypadłość. Nitki zaczynają dziwnie świecić. Chociaż słowo „świecić”, jest raczej nieadekwatne do tego co widzę. Zdaję sobie sprawę, że do mojej głowy, przyklejone takie same „nie wiadomo co”. Ale nic nie czuję. Nagle doznaję małego szoku. Jakby ode mnie coś uciekło. Jednocześnie z innych głów, nitki odklejają: cienkie plasterki. No właśnie. Znowu nie wiem jak to nazwać. Zaczynam myśleć trochę wolniej. Pozostałe twarze też mają otępiały wygląd. Wiem, że moja wygląda tak samo. Między głową, a oderwanym kawałkiem, dostrzegam cienkie lepkie włosy. Drgają jakiś czas, żeby za chwilę być zupełnie przerwane i zabrane razem z cząstką poza nasze postrzeganie. Wygląda to doprawdy klejowo. Coraz więcej „sznurowadełek” coś nam wykrada. Tylko co? Tego nie wiemy. Tym bardziej, że myślenie sprawia każdemu, coraz więcej trudności. Stoimy oblepieni cienkim paskudztwem i jest z nami coraz gorzej i gorzej. Włosy na głowie prawie całkowicie posklejane. Póki co jeszcze czujemy i widzimy, że za każdym razem więcej plasterków jest od nas odrywanych. Szybują jakiś czas nad nami, przyklejone do falujących długości, by po chwili zniknąć na wysokościach, nie wiadomo gdzie. Nagle, jakby w ułamku sekundy, chyba już wiemy kim jesteśmy. Albo raczej z czego są nasze ciała i cała nasza wioska, łącznie ze zwierzętami. Ze słodkiej lepkiej mazi. Takie z nas cukrowe stworki. Nie wiemy też, skąd nagle w nas taka wesołość? Może to jakiś łaskawy dar, przed… no właśnie… przed czym? Z każdą chwilą jesteśmy słabsi i bardziej otumanieni. Jakby chciano nam czegoś zaoszczędzić. Mamy wrażenie, że przestajemy kontaktować z otoczeniem w sensie rozeznania, co i jak. Tam wysoko, poza naszym pojęciem, coś musi być. I jest. *~~~~~~~~~~~~~~~* Cukrowy Dziadek siedzi przy stole, oświetlony żółtą lampą. W rękach trzyma kłębek nitek. Manewruje nimi całkiem sprawnie. Chociaż nie zawsze trafia prosto w cukrową główkę. Niektórzy chodzą jeszcze za szybko. Ale spokojnie – myśli sobie – za chwilę będą chodzić wolniej, a później to już całkiem staną. Wtedy najłatwiej pobrać potrzebne myśli. Aczkolwiek musi przyznać, że jego młodsi koledzy, radzą sobie o wiele lepiej. No cóż. On też dojdzie do wprawy. Zaczął późno. Dorabia do emerytury. Wie, że Cukrowe Komputery, potrzebują: słodkiego myślącego wkładu. Takiego, który jakiś czas, musi ćwiczyć rozumowanie w różnych warunkach, zanim trafi do ich systemu. A zatem powinien dużo chodzić. Dlatego ten cały eksperyment. Wymyślono malusieńkie stworki, z nasionkiem wewnątrz. Zbudowano specjalne dla nich, malutkie cukrowe miasta, żeby ich myśli i świadomość, ćwiczyły w odpowiednich warunkach. Z doświadczenia wynikało, że im lepsze otoczenie pod tym względem, to i produkt wyższej jakości. Aczkolwiek miasta, powstają tylko na krótki czas. Nie można wpuszczać inne „cukierki”, to wykorzystanego środowiska. To zmniejsza myślową wydajność. Komputery zaczynają fiksować. Zrezygnowano z tego całkowicie. Tylko raz nowe „cukierki” w nowej „cukierni.” Chociaż zawsze trochę poprzednich myśli, na podłożu zostanie. W początkowej fazie, potrzebny towar pozyskiwano dość drastycznie. W końcu to są – chociaż sztuczne – myślące istoty. Po prostu wyciskano z nich, karmelowe pliki, pamięć i różne inne przydatności, prosto w czeluście komputera. Miało to jednak niepożądane skutki. Z uwagi na stres w czasie przekazu, owe myśli z gniecionych osobników, miały małą wartość przerobową. Można by rzec… były po takich przejściach, psychicznie coś nie tego. Trzeba było wykombinować w miarę humanitarny, delikatny i wydajny sposób, który oczywiście nie wzbudzał podejrzeń, co do ograniczeń wolnej woli. I wymyślono. *~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~*` W ostatniej fazie naszego postrzegania widzimy wielkie roztapianie i zapadanie. Łącznie z nami. Zaczynamy tworzyć słodkie kałuże. Domy przygniatane przez dachy, są niższe i jeszcze niższe. Ciała fruwających ptaków, skapują na ziemię w swoim locie, a ich szczątki z mlasknięciem, spadają gdziekolwiek. Drzewa coraz bardziej rozpłaszczone, a ich wielkie drzewiaste korony, poziomo wchłaniają niektórych z nas. Mamy świadomość do samego końca, chociaż nasze szczątkowe myślenie, z coraz bardziej niskiej pozycji jakoś się nam… nie klei. Szczątki wylęgarni zostaną przerobione i wykorzystane. By wybudować następne. *~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~* Cukrowy Dziadek siedzi w kawiarni. Przychodzi kelner. – Życzy pan sobie posłodzić ? – Poproszę dwa miasta. – Dwa? – Koledzy przyjdą . Też lubią coś słodkiego, do kawy przekąsić.2 punkty
-
/Akroteleuton/ Szymborską spotkałem na planecie NeptuN / powiedziała mi - weny nie zazdrość nikomu jak Ja czy ty piaskiem zostaniesz na nowo ubrany z urny wysypem powietrza odwrócisz Niebo Ziemi ogniem w wodach oceanicznych paruj ludzi / Zbigniew Herbert eksploruje ze mną SaturnA / Odparł - podobnie jak ty! Grałem w szachy byłeś dzieckiem podobnym mnie zajrzałem: nocami ślęczałeś na 64 - rech polach przez okna nie wyglądałeś tylko grałeś w bezsenności potem - w szkole trwałeś Tak jak JA - byłeś senny wiem! Też że kolana cię bolały bo napuchły od ciągłego chodzenia w poje....nej pracy apitoksynoterapię sobie zafundowałeś jadem wstrzykując w skórę - ból nie z tej Ziemi / Yeatsa Butlera dojrzałem w planecie EnergiS / Kilka słów rzekł - Chłopie! Nie przejmuj się subiektywizm gryzie obiektywizm i parą! Rzeczywistość prowadź warkoczem tkaną gwiazdami będziesz nawet mało znany satelitom ktore Ciebie nie rozpoznają / Baudelaire Charli i Nasza podróż na JowisZ / podobnie jak Ja! Zerwałeś kontakt z rodziną poświęciłeś karty przeszłości paląc w ogień spędzony czas w towarzystwie artystów dzisiaj mówię! Bycie dandysem tego Świata to malowanie żelazkiem pogniotów ubrania / Arthur Rimbaud "Rambo" i planeta SaturnA / Podobnie jak Ja! - Śpisz w kotlinach erozji wznoszoną orogenezą swojej twórczości szukaj dopływu ruchem górotwórczym śnij o mocy tektonicznej - połąćzą się kontynenty2 punkty
-
Za porozumieniem stron On mówił do gościa siedzącego obok, że ona go tak drażni, że czasami miałby ochotę pójść do burdelu i przez kilka minut wsysać w pamięć oczami widok innej twarzy na swoim końcu tylko, że seks z nią ma za dobry. No i są jeszcze dzieci. Ona mówiła do facetki na ruchomych schodach, że ma go dosyć tak serdecznie, że najchętniej rzuciłaby go w cholerę, ale nikt tak jak on nie potrafi językiem, dzieci za nim szaleją, a do tego wspólny kredyt. Zatem, żeby zrobić mu chociaż trochę na złość flirtuje w Internecie z innymi. — kiedyś mnie poniosło i umówiłem się przez apkę z jedną taką na niezobowiązujący numerek, a zamiast babki ze zdjęcia przyszła moja żona — powiedział — kiedyś dałam się porwać szaleństwu jednak zamiast czarującego bruneta z profilowego tym, który przyszedł był mój mąż — powiedziała W mieście iks sąd wydał wyrok o rozwodzie bez orzekania o winie.2 punkty
-
czemu człowiek boi się prawdy a z kłamstwem chodzi pod pachę czemu człowiek taki głupi nie wierzy w to co pachnie czemu człowiek idąc do przodu do tyłu patrzy czyżby się bał czemu człowiek boi się śmierci przecież ona nic a nic nie kłamie2 punkty
-
Na ustach znowu połowy niemal świata z radością zaśpiewałaby ci skrzydlata brać a na stole stałby tort ze świeczkami jeszcze jedna jak co roku by przybyła Mateńko moja kochana gdybyś żyła… tak brakuje twojej matczynej miłości Dziś podzielisz tort z chmur z aniołami w krainie błogiej ciszy i pokoju wypijesz napój życia ze zdroju A dziś dzień kiedy każdy co roku z powrotem staje się na chwilę uśmiechniętym brzdącem znów rok minął razem z myśli lotem jak mrugnięcie okiem odeszły miesiące Teraz Mamusiu patrzysz z wysokości na nas wszystkich i ziemski świat gdzie jest ten wielki tort ze świeczkami Piszę kolejny wiersz z życzeniami tylko tortu Mamo nie będę dziś jadł bo gorzkiego życia mi już nie osłodzi czeka niejedna burza po łez powodzi Ale nie martw się - dam radę jeszcze choć w sercu tak często padają deszcze u ciebie same dni pogodne i słoneczne wszystkie leki i zabiegi są tam zbyteczne przecież nie czujesz już ani jednego bólu Naprawdę dzisiaj tortu nie ma na stole bezradny na przeznaczenie jak pacholę wspomnę twoje urodziny kochana Matulu2 punkty
-
Bądź radością na to krótkie życie żyj jak najdłużej co dzień witaj radośnie poranek i również tak samo żegnaj kolejny zachód niech dobre sny będą z tobą i aniołowie czuwają jak dobrze wstać wypić z kimś kawę i widzieć w nim człowieka który nie zawiedzie wtedy wiesz że twój świat się nie posypie radością o poranku bądź ty zaś ja twoją2 punkty
-
2 punkty
-
@siachna Tak, masz zupełną rację... Znaleźć źródło szczęścia w codzienności to nie lada sztuka... Dzięki za czytanie i pozdrawiam. @Marek.zak1 :D W końcu nadszedł ten dzień... puenta wiersza może i przytłaczająca, jednak rzeczywistość nie... uff... ;) dzięki za odwiedziny i pozdrawiam2 punkty
-
nastrój wznosił byłam etiopską królową dobijałeś mnie do końca po brzaski uskrzydlona w pełni teraz na powrocie pożeram się nawet po wódce nie rozleci po lesie miłość udana bo niespełniona Dziękuję za czytanie. Z przyczyn zawodowych robię sobie przerwę. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, życząc ,,sięgania mocniej i wyżej". Agnieszka ?.2 punkty
-
@M.A.R.G.O.T Margot dla Ciebie zmienię w "łożu... uwodzenia". Znałem facetów którzy po zażyciu Viagry zostali na łożu umartwienia. Miłego dnia. @Marek.zak1 Marku zajrzę do "Szczęśliwego" i zobaczę co tam piszczy. Natomiast połączenie wątków patriotycznych, ojczyźnianych z erotyką - kontrowersyjne, ale dlaczego by nie? Co Ci to Marku przypomina? Kobieta jedna twojej mocy się urąga, podnosisz ku niej ręce i majteczki ściągasz. Pozdrawiam.2 punkty
-
w koralu w maku i w letniej sukience całkiem suchą mamy czerwień czerwień nas nie zaskakuje nie wybucha gejzerami krwiobieg w tempie moderato ze szczelnymi granicami u nas nie ma wojny i my jej nie znamy rzędy jednakowych krzyży z brzozowej powściągliwości przecież takie niepodobne do uciekających ludzi tłustym drukiem w czczych nagłówkach o rocznicach zbyt okrągłych pamiętamy po troszeczku pamiętamy po omacku1 punkt
-
Już weszliśmy całkiem głęboko W 'social distancing' ale dla mnie To wygląda jak każdy inny dzień Sprzed pandemii Nie powiem, od czasu do czasu Lubię wyjść z domu Spotkać się ze znajomymi Wpaść na jakąś piękną kobietę Ale na ogół wolę spędzać czas w domu Przy dobrej książce. Na rozmyślaniach - o wszystkich możliwych tematach. Oglądając serial, który moim zdaniem przeżywa złoty wiek Jako medium porywających ludzkich opowieści. Pogranie w grę z przyjaciółmi też Nie jest złym pomysłem Na spędzenie wieczoru. Internetowe komunikatory Dają ogromne możliwości kontaktu. Lecz jak daleko jesteśmy od porządnych "Czuciofilmów"? Może nigdy Do nich nie dojdziemy, jeśli Będziemy mieć szczęście. Będąc teraz, tutaj...nie czuję Żebym był sam. Nie czuję się Socjalnie zdystansowany. Nie czuje żebym był odłączony Od społeczeństwa. Czuję za to Że jestem na swoistym odosobnieniu Które pozwala mi odkryć moją wolność Ujrzeć ją w pełnym świetle. Czerpać z Niej garściami. Pomimo tego jak łatwo daliśmy Sobie wmówić, że Ograniczenie swobód obywatelskich To dobry pomysł, ja nadal czuję się Wolny w moim odosobnieniu. Wolny na tyle żeby zastanowić się na Spokojnie nad śmiercią. Myślę, że W każdym wieku jest czas żeby się Nad nią zastanowić i ją poczuć. Zobaczyć co z tego poczucia wyniknie Czy kiedy spojrzę na śmierć, poczuję Że ona patrzy na mnie? Czy ona tam jest, przygląda się i cierpliwie Poczeka? W każdym momencie życia wypada znaleźć Chwilę na tę refleksję, bo co jest bardziej Jej warte niż nieunikniony los każdego Z nas? Zostaje więc z wami w tym losie Socjalnie zbliżony i połączony. Na przekór innym wydarzeniom Naszej cudownej, nieprzewidywalnej Wiecznie odmiennej, zwykłej Ludzkiej codzienności. Pisałem w czerwcu 20201 punkt
-
Oczywiście taki wymiar pana Ryszarda jest także mocno uzasadniony. O to to! ?? Dlatego trochę --> tej żółci mi się ulało. Za to lofciam! ?? Tak, pogoda idealna i w Californii i u nas. Ira forU --> trochę suchar; ale lubię ? via: #youtube #IRA #California Za późno na szlify, Valerio.1 punkt
-
1 punkt
-
@[email protected] Moje dzieci też potrafią! ;) Jednak nie jestem fanką izolacji dzieci za karę... z doświadczenia wiem, że trauma pozostaje... dzięki za komentarz i odwiedziny... pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@emwoo To takie choróbsko, z którego ciężko się wyleczyć -haha Wręcz, nawet nie chcę. Podoba mi się to -:) Czasami je tłumię, sprawdzonymi środkami Niezaprzeczalnym natomiast jest to, że przez naszą koronę, wszystko szumi dookoła HAHA1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
To była pierwotna inspiracja, ale potem uświadomiłem sobie, że nalotów, w dużej mierze na bezbronne miasta było multum. Gdzieś czytałem, że gdyby bombardować same fabryki Rzeszy, wojna by trwała dużo krócej. No ale te fabryki nie zawsze miały niemieckich właścicieli Pozdrawiam.1 punkt
-
@[email protected] Żyjemy w świecie poprawności i wielu wciąż wierzy, że prawdziwy patriota, też literacki, to tylko o ojczyźnie. Fajnie, że tutaj mamy podobne zdanie. Jak chcesz, mogę Ci "Szczęśliwego" wysłać na maila, bo wydawnictwo padło. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Zerknęłam na zmiany, to z sercem nawet mi się podobało, choć obecne.. ogniotrwała ja.. bardziej wyraziste może, dla samej peelki. Ogień może niszczyć, może też ogrzać... podobnie.. dzban pełen czasu... to, jak sądzę, umiejętność słuchania. Ciekawy wiersz, sporo fajnych metafor i spore pole interpretacyjne... Pozdrawiam.1 punkt
-
@corival masz rację, tytuł był zbyt długi, poprawiłem, dzięki za poczytanie i komentarz. Pozdrawiam również :)1 punkt
-
@OloBolo Zgrabny wiersz o wiecznie walczącej, nieujarzmionej. I obraz niezły za kanwę posłużył, co tylko zwiększyło moje zadowolenie przy czytaniu. Za to osobiście zastanowiłabym się nad tytułem. Tak sądzę, że "Za moją i Twoją" w zupełności by wystarczyło. Albo jeszcze inny. No nic, oczywiście zrobisz jak zechcesz szanowny Autorze. Pozdrawiam :)1 punkt
-
@Leszczym Fajny tekst. Jestem ciekawa jak wyglądałaby rozmowa z jednym z tych lepszych. Pozdro :)1 punkt
-
Życie jest PyłemMiłość jest PłomieniemA resztaJest tylko SmutnymI krótkim Wspomnieniem...1 punkt
-
Nie palę fajek, więc z tym się nie mogę utożsamić... ale z całą resztą tak... też zostałam zraniona przez bardzo bliską osobę i wiem jak to jest, kiedy nawet wspomnienia bolą... pozdrawiam ;)1 punkt
-
@Michał_78 Super, że u Ciebie tak tekst zadziałał. Nie lubię utworów, które narzucają gotowe interpretacje. Pozdrawiam. @8fun Masz rację, może dla niektórych jest szansa. Ja, niestety, mam wokół siebie więcej przypadków, którym kucyk już nie odrósł:). @Jo Shakti Nie pomyślałam o nim w kategoriach talizmanu, raczej zwykłej pamiątki, dzięki za takie trafne skojarzenie:). Pozdrawiam. @Nata_Kruk Prasuję tylko w wierszach, na "żywo" nie cierpię - tylko w sytuacjach bez wyjścia:). Dzięki za odwiedziny. @GrumpyElf Właśnie przed chwilą skończyłam lekcję wychowawczą - oglądaliśmy fragment tego filmu - uwielbiam (podobnie jak książkę). Pozdrawiam:). @error_erros O ile Kolega nie wybiera się do wojska, to raczej nikt nie każe ścinać:). Pozdrawiam:). @Dag Widzę, że stosujemy podobne uniki przed osobistymi pociechami :). Pozdrawiam.1 punkt
-
@GrumpyElf Ja natomiast, palę tylko tytoń, bo widzisz, jakbym miał wziąć do gęby papierosa, to poczułbym się, jak by mi wkładano tabliczkę czekolady - hahaha. Albo jak Fidel -:))1 punkt
-
1 punkt
-
Czterosilnikowy Lancaster stał na pasie startowym wojskowego lotniska w Aachen. Cywilny samochód podjechał do stojącego samolotu. Gdy Marek wszedł po schodkach, zobaczył, że wszystkie miejsca, oprócz jednego były już zajęte. Obok jedynego wolnego fotela siedziała Claudia z dzieckiem na ręku. Marek spojrzał na nią. Na jej twarzy nie widać było już śladów ciąży. W granatowym kostiumie i białej bluzce, wyglądała zachwycająco. Uśmiechnęła się do niego. Podszedł do niej i pocałował w policzek. Usiadł w fotelu obok i zapiął pasy. - Jedziesz ze mną? Dziękuję ci! - Obiecałam ci, że jeśli wyjedziesz, będę z tobą. Nie pamiętasz? - Tak. To było wszystko tak szybko. Zmusili mnie do wyjazdu. - Dobrze, że jedziemy. Tutaj wszystko by przypominało wojnę i te straszne czasy. Poza tym... zresztą nic. - Na początku nie będzie lekko. - Poradziłeś sobie w Trzeciej Rzeszy, poradzisz sobie w Ameryce! Wierzę w ciebie! Wierzę, że już mnie nigdy więcej nie zdradzisz! - Nie zdradzę cię! - Marek usłyszał swój zmieniony głos. Nie wiedział, dlaczego Claudia powiedziała "już więcej''? Może ktoś powiedział jej rodzicom o Karen a oni zadzwonili do córki? - Von Boltke przyjechał do Arnsberg i pokazał mi zdjęcia. Twoje i Karen. Myślał, że jak je zobaczę, powiem coś na ciebie i będą mogli cię oskarżyć o zdradę, ale zemdlałam i zaczęłam rodzić. Claudia patrzyła na niego swoimi szarymi, smutnymi oczami. Do końca chcieli mnie załatwić, pomyślał. - Długo myślałam, czy mam z tobą jechać. - Wybaczysz mi? - A ty Niemcom? Objął ją ramieniem. Chciał coś powiedzieć, może to, że ją kocha, ale silniki zawyły pełną mocą i nie można było usłyszeć nawet własnych słów. Claudia patrzyła na Marka badawczo, jak gdyby chciała się upewnić, czy podjęła dobrą decyzję, jadąc z nim tak daleko. Uśmiechnął się… Wojna się kończyła. Miał przy sobie świetną dziewczynę, która była jego żoną, dziecko i znane na całym świecie nazwisko. Wszystko to osiągnął podczas wojny, która zniszczyła pół Europy i spowodowała cierpienie milionów ludzi. Teraz jechał do Ameryki, gdzie czekała na niego ciekawa praca i doskonałe warunki materialne. Przypomniał sobie swój pierwszy dzień w Leverkusen, w maleńkim pokoju, do którego zaprowadził go agent gestapo. Pomyślał, że w tym strasznym czasie wojny miał nieprawdopodobne szczęście. Nie wiedział, czemu to zawdzięczał. Może była to nagroda za to, że dzięki jego pracy uratowało się tylu rannych i chorych, a może był to zwykły przypadek. Samolot oderwał się od ziemi i zaczął nabierać wysokości. W dole dostrzegł fabrykę Bayera, w której spędził ostatnie lata. Z kominów pracujących instalacji wydobywały się szare dymy. Po chwili zobaczył zburzoną Kolonię wraz z górującą nad miastem katedrą. Samolot wbił się w białą chmurę i już niczego nie było widać. Książka jest do kupienia wyłącznie na allegro itp. Wydawnictwa już nie ma. http://www.marekzak.pl/szczesliwy_w_iii_rzeszy.php http://www.konflikty.pl/recenzje/fragmenty-ksiazek/szczesliwy-w-iii-rzeszy-marek-zak-fragment/1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne