Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.01.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. na wietrzną pamiątkę życia za zakrętem wycięłam dziś niebo niniejszym potwierszę pachnące korzennie cydrem z goździkami jabłkowite niebo imbirem rozgrzane nieziemsko poprute tak jak samo życie słońcem dziurawione rumieńcem przebite błędów i wybaczeń emocjami szyte czasem co zapłacze nad życiem i z życiem wycięłam pociesznie by łzami nie ciekło z ciasnym horyzontem własne Lubieniebo Słowniczek wyrażeń (siebie): *bujający = bujający w obłokach lub: nieprawdziwy * potwierszam = potwierdzam wierszem * pociesznie = śmiesznie lub: na pocieszenie
    8 punktów
  2. Nikt z nas burzy nie uciszy nie zatrzyma wiosny lata bicia serca nie usłyszy kiedy przyjdzie zejść ze świata Nikt nie wniknie w głąb człowieka nie prześwietli jego myśli ile dni go życia czeka tego nawet nikt nie wyśni Nikt nie zliczy ziaren piasku na nadmorskiej złotej plaży nie odbierze gwiazdom blasku taki cud się nie przydarzy Nie ma dwóch tych samych ludzi co tak samo myślą czują jeden świt się do dnia budzi róże jednakowo kłują Nikt się drugi raz nie rodzi jedno życie tylko mamy wiecznie nie będziemy młodzi ceńmy to co posiadamy
    6 punktów
  3. kłamstwu w mordę dał kopa zasadził by nie myślało że ważne jest w twarz mu plunął chciał by poczuło co to wstyd jak on smakuje kłamstwo rozebrał poprosił wiatr oraz deszcz by mu dokuczyły w końcu zapytał kim ty naprawdę jesteś skoro na dnie śpisz kłamstwo mu rzekło ale żeś upierdliwy człek - jam tylko mały grzech
    4 punkty
  4. Witam wszystkich serdecznie, chciałbym się pochwalić, że wydałem swój pierwszy tomik poetycki pod tytułem „Rykoszety wspomnień”. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować za bezcenne rady dla: Marlett, Justyny Adamczewskiej, Duszki, Deonix, Nawojki, Iwona Roma, Opal, Marcina Krzysicy, Franka K, Jacka Suchowicza, Polmana, Sylwestra Lasoty, Andrzeja Wojnowskiego, Bronmusa, Czarka Płatak. To Wy (i wielu niewymienionych) nauczyliście mnie podstaw - dzięki wielkie! https://ridero.eu/pl/books/rykoszety_wspomnien/#
    3 punkty
  5. Zima Czarne ptaków plamy na niebie, czarne ptaków plamy na ziemi, czarne drzew gałęzie drą we mnie czarne mięso tkanek codziennych. Szarzy ludzie, szarym chodnikiem, szare świty, szare wieczory, szarych kałuż szpryce dożylnie szare łąki w ogniu czerwonym. Biała latarń krew na rozdrożach, białych okien w mroku bez liku, biały sierp księżyca i twoja biała pierś przy moim policzku.
    3 punkty
  6. Ludzie umarli I Ziemia Wśród ludzi umarłych życie ciężko kroczy Martwych myśli leżą na poboczu hałdy Dość dwojga żywych dla krzyku rozkoszy Ostrzy swoją kosę smutny kosiarz czarny Do krwi stopy ranią ostre kamienie Pył szary dławi oddech i brudzi Gdy snują się dusz widmowe cienie Przed siebie drogą umarłych ludzi Drzew czarne szkielety nagie Stada kraczących obsiadły wron Melodię do marszu requiem wybije Dzwonów pekniętych spiżowy ton Nie ma przeszłości i przyszłości nie ma Jest tylko ta chwila smutku bez końca Spękana sucha i jałowa ziemia Pod czarnym światłem wygasłego słońca Wyschnięte koryta rzek i potoków Wypełnia popiół i kurz szaro-czarny Ziemia powoli pogrąża się w mroku Zostali tutaj już tylko umarli II Las Kikuty straszą sosen spalone Co kiedyś zielenią cieszyły soczystą Teraz jak słupy stoją okopcone Pokryte obsydianu masą szklistą Piękne słoneczne niegdyś tu polany Bezruch ogarnął i czarna martwota Tętniące życiem mchu piękne dywany W jeziora twardego zmieniły się błota Spalony szkielet przepięknej brzozy Co niegdyś dodawał otuchy Cień czarny w szarym popiele położył Na zmarłych błagania głuchy III Niebo Na niebie zwały chmur się czarnych kłębią Mrok czerwone rozświetlają błyskawice Kosmos bezgwiezdną kusi swoją głębią A oszalałe anioły z bólu krzyczą Storturowane połamane skrzydła A w oczach labirynt szaleństwa płonie Nieludzkie życie również im już zbrzydło W kulawym locie po tym nieboskłonie Krążą korpusy wypalonych gwiazd Płaszcz mroku okrył je ponury Nie płynie już pomiędzy nimi czas A paszcze swoje czarne szczerzą dziury Po dziwnej orbicie resztki jeszcze krążą Rozerwanego na strzępy księżyca Nim się w nicości na zawsze pogrążą By pięknem swoim nigdy nie zachwycać Pomiędzy nimi długimi falami Dusz potępionych przesuwa się pochód Zostali tutaj już tylko umarli A niebo w wiecznym pogrąża się mroku IV Morze Nie tańczą na morskich już falach Piękne syreny ni silne trytony Stos się wysoki za stosem wala Nagich nereid ciała zhańbione Pochód zielonych topielców spuchniętych O oczach przez kraby już wyjedzonych Poprzez się dawne wlecze odmęty Suche dno morza wiecznym im domem Straszy swym truchłem kraken bezgłowy Ciężko potężne opadły macki Dusz potępionych obsadzą załogi Wraków przegnite zniszczone statki Serce zielone morza nie bije I słońce nigdy nie błyśnie w fali Otwarte w męce pyski delfinów Tutaj zostali tylko umarli V Piekło Tu Pana piekieł wola jest prawem Śmiech jego nocne rodzi koszmary Z ciałem upadłej kobiety zabawę Ma teraz brudny śmierdzący cap stary Kielich po brzegi pełen rozpaczy Przy wejściu demon każdemu podaje Krwawymi łzami ci teraz płaczą Przez których inni niegdyś płakali Na gwałcicieli i pedofili Pal rozpalony w odbycie czeka Bowiem ci co niewinność zniszczyli Na miano nie zasługują człowieka Na pracodawców kara specjalna Tych co się ludzką krzywdą bogacą Razami będą twardego bata Do niekończącej zmuszani pracy Tym co uciekli choć pomóc mogli Ciężkie żelazne buty wkładają I na jeziorach czerwonych ogni Demony strachem do biegu zmuszają Lichwiarze będą odchody liczyli Tak jak liczyli cudze pieniądze Lecz się rachunek im zawsze pomyli Kiedy doliczą już do tysiąca Ci którzy kradli choć wiele mieli Na rynku wielkim czarnego miasta Pocięci będą i powieszeni Lecz członki odcięte będą odrastać Ci co się urodą swoją szczycili Będą na każde skinienie palca Po kres czasu ciałem służyli Bandzie lubieżnych śmierdzących starców Nie ma nadziei tutaj ni wiary Wspomnienia piękna z myśli wydarli Nie ma miłości tylko koszmary Tutaj zostali tylko umarli D.G.
    3 punkty
  7. Szukamy Cię w świętym spokoju i w magii tajemnic radosnych, a ciemność nas ciągle przeraża, więc znowu tęsknimy do wiosny. Gdy życie zanadto wybudza, z marazmu idei doczesnych, szukamy dla siebie ratunku, na drodze tajemnic bolesnych. Lecz aby zrozumieć i przyjąć, co jest nam, najbardziej potrzebne, pomnażaj codziennie nadzieję, w przestrzeni tajemnic chwalebnych.
    3 punkty
  8. Zawrotne tempo przepadły daty garść wspomnień tylko od nie których łzy pociekną kiedy człowiek wzruszy się teraźniejszość gdzież ona również przepada nie ma czasu stałego ino zawrotne tempo aż chce się spytać po co na co skoro i tak wszystko przepada
    3 punkty
  9. Dedykuję Agrafce. Raz niewiasta mistrzowi ze smutkiem wyznała, - Nie kocham mego męża, dawniej go kochałam. - Trwała miłość jedynie ta do własnych dzieci, a do męża, gdy zgaśnie, trudno znów rozniecić. Lecz posłuchaj uważnie tego, co ci powiem, dołóż starań, ażeby nie stał się twym wrogiem.
    2 punkty
  10. pióra i kości w opustoszałym gnieździe blask i nicienie
    1 punkt
  11. Patrzę na siebie przez szkło okna w dym obłoków. Zatarty czas, jak kontur na granicy ciała, przewraca się burzami ognistych krwotoków w cząstkach źrenicy, gdzie łza frasunkiem spęczniała. Patrzę na siebie przez dno studni, czernią wody mętnej w zadrach duszy - rzuconej jak ryba na piaszczysty brzeg wyspy odwiecznej przygody. Nad jaką wisi nieba spękanego szyba. Patrzę na siebie przez blask boskiego witraża. W kościele żalu więżę krzyk szczerej niewiary w barokową moc ikon w podcieniach ołtarza - strach wabiąc niczym chuć ust kobiecych nektary. Patrzę na siebie poprzez pajęczy lep ekranu, daremnie poszukując człowieka w tym świecie bez ludzi, już uśpionych ułudą sześcianu. I w cybernetycznym wciąż żyję swym kacecie Patrzę na siebie przez kształt lasów, fasadami zieloności tulących ponure równiny dni sytych kwaśnym chlebem oraz przesądami o prawości i prawdzie - bez poczucia winy. Patrzę na siebie przez pism jałowe mądrości. W nich ryciny aniołów bez dłoni kalekie. Dokąd wzlecą, czego się chwycą ich nagie kości, gdy echo zagubione zamruczy dalekie. Patrzę na siebie poprzez ciężar makijażu, retuszującego dni grymasem uśmiechu, jak skaczę jako pionek po swym etażu i klaszczą mi, gdy jestem w ten czas na bezdechu. Patrzę na siebie przez zgrzyt wskazówki zegara. Ona przebija miąższość myśli ruchem kosy, wiszącej na wahadle, nim czarna kotara na łące życia skryje w noc ostatnie kłosy. Już nic więcej nie widzę. Zamykam już skrzynię oczu i wiem, że ślepcom piękniejsze widoki maluje wyobraźnia, gdy wichry w pustynię Obrócą oceany i sens ich głęboki.
    1 punkt
  12. Ciepłe skarpety do snu... Już późno, przybywa kolejny wiek. Uśmiechasz się - ten uśmiech jest jak sól na krwawiące serce Bochen marcepanu na chybotliwym stole Stół ma jedną nogę: butelkę spirytusu, a śnieg wala się płatkami po brudnych klepkach i wcale nie chce się stopić.... .... Z nami - w gorące 'jedno.' Czy jesteśmy dnem? Nieasyconym, głodnym jak wilk i kojot tłukący razem się w czarnej studni... A my? Nad potłuszczonym atlasem szukamy lasu pełnego krzyży, gdzieś na Białorusi. I wyjemy jak kojoty, bo w świeżo wykoszonym ogródku przed naszą willą też jest ich kilka, tych krzyży, ale nie aż tyle! Ech, nigdy nie chciało mi się żyć! Nigdy nie czekałam na powrót do chwili narodzin, a przecież tylu ludzi o tym marzy: ponaprawiać błędy, nagiąć przeznaczenie, zacząć od nowa ... Nie. Ja i ja. MY. Spokojnie trwamy w swoich urodzinach - co dzień. Nie ma gości, ale też i nie ma domowników. Ważne, że Bóg się narodził. Sto lat!
    1 punkt
  13. Dziś najpewniej zgaśnie światło. Kto nie boi się ciemności? Uśnie ta personka. Mało. Czarnej nieodwracalności ..... tak się boi, prawie mdleje. Nic nie pije już, nic nie je. ..... Czasem trzeba zgasić światło. Kiedy słońce dawno zgasło. Jak by zrobić to najszybciej? Zgasić, usnąć i nie myśleć. ..... 08.01.2021r. 17:09 Coma "Los, cebula i krokodyle łzy"
    1 punkt
  14. 1 punkt
  15. Po czym wiadomo, że wiosna nadchodzi? Nawet po tym, że biedronka po liściu chodzi, po tym, że motyl lata z kwiatka na kwiatek, że pod grzybkiem stoi mały krasnalek. Że pszczoła lata z miodem po łące, a w oddali skaczą szare zające. Także po tym, że słońce oświetla knieje. Podczas wiosny tyle się dzieje...
    1 punkt
  16. Światło Księżyca pędzi z niebywałą prędkością poprzez otchłań kosmosu, wpada przez okno i siada na przezroczystym szyber dachu okazałej trumny. — Puk puk, czas wstawać –– puka paluszkiem promiennym w szklany daszek, budząc tym samym starego Wampira, męża nie całkiem świętej pamięci, Hemoglobinki oraz dziadka rezolutnej wnuczki: Białokrwinki. Właściciel łóżeczka zgodnie z tradycją, otwiera najpierw pierwsze oko, by widział które otworzyć jako drugie, po czym odchyla wieko przyczepione na zawiasach i wyłazi na zewnątrz. Pech chce, że przy zamykaniu, przyskrzynia palec, co sprawia, iż od razu złazi paznokieć z opuszka. Teraz ma nie tylko jeden kieł, ale także popsuty środkowy. Jednak delektowanie psychiki smutkiem i ciućkaniem krwi z rannej kwaterki w kształcie trumienki, zostaje brutalnie przerwane. Fałdy piżamy, śmiesznie acz stanowczo, tarmosi Białokrwinka, wspomniana wyżej ukochana wnuczka, gdyż nie ma innej. –– Dziadku. Przestań w tej chwili ciućkać i mlaskać, bo wiesz że tego nienawidzę oraz nie znoszę! –– wysławia kwestię naglącą. –– A poza tym –– dodaje –– przyprowadziłam gościa. To taki biedny, dzieckowy Wilkołaczek, który zostanie z nami, bo nie może powrócić do stanu ludzia. –– Ludzia? Po jakiemu ty gadasz, moja ty ob. To nie jest prawidłowy język człowiekowy. I przestań szarpać za mą szatę, bo przez ciebie kilka kropel krwi uroniłem. –– No cóż… przepraszam. Przyznaje, że słyszałam stukanie skrzepów o podłogę. –– No co? Zazdrościsz mi cukierków na stare lata? Nieznośna jesteś i tyle. A pamiętasz jak… –– Tak pamiętam, ale teraz choć. Chyba słyszysz jak cicho wyje, bo samotny. Jeszcze kupę zrobi z tej rozpaczy. –– Co? Kupę? W moim domu? No jazda. Idziemy. Przestań się guzdrać. –– Dziadku. Kto tu się guzdra. –– No ja. Mówię przecież. –– Dziadku… ech. Ta krew była przeterminowana, tak? –– Może. Nie spojrzałem na termin przydatności, na wieczku. Tymczasem niewielki, włochaty gość, z tej całej zgryzoty i głodu, pożera wszystkie myszy, hodowane na specjalną krew, do specjalnych drinków, które Stary Wampir tak uwielbia sączyć w tajemnicy przed wnuczką. A zatem teraz nie może udzielić Wilkołaczkowi reprymendy tęsknej, gdyż ciekawa świata Białokrwinka, by natychmiast zapytała: „Czemu”? –– Dziadku. Zobacz jaki fajny. Gdy dorośnie… –– Pokręcona dziewucho. Dorośnie? To jak długo masz zamiar owe maleństwo gościć w naszym domku? –– No… to znaczy, gdy powróci do stanu ludzia, to raczej sam ucieknie. Nieprawdaż? Przynajmniej ja bym tak uczyniła, by nie zostać ze zramolałym wampirem, który mnie wyciućka do suchości. –– Zramolałym? –– O jejku! Żartowałam przecież. –– Fajnie tu –– przyjaźnie zawył obgadywany. –– Przepraszam Wać Wampira za te myszy, ale były takie apetyczne, a ja głodny… no i tak, tego tam. –– Dziadku? O jakich myszach on mówi? Znowu kombinowałeś zakazane drinki, pod moją nieobecność. Przyznaj się w tej chwili. –– A niby do czego? Co ci przyszło do głowy, kochana Tętniczko. –– Ja już dziadka dobrze znam. Babcia Hemoglobinka, też miała problemy z mężem. –– Znaczy ze mną? Kto by pomyślał. –– Dziadku… ech. Po tych słowach, Białokrwinka i Wilkołaczek, zaczynają wspaniałą zabawę. Polega na wyganianiu wszystkich zaległych myszy, poza domostwo, by dziadek częściej mówił do rzeczy, a rzadziej: od. Oczywiście, bez przesady. Wnuczka tak naprawdę bardzo kocha figlarnego dziadka, całym tętniącym sercem i pajęczyną żył. Jednak zabawę zakłóca niespodziewany gość. Po prostu puka i wchodzi, chociaż nie wie, czy proszony. –– Dzień dobry. Wszedłem. –– Właśnie widzę –– zaskrzeczał groźnie właściciel, błyskając jedynym kłem. –– Ktoś ty? –– Puchajtek jestem. Szukam małe co nieco. Miodu znaczy. –– Masz szczęście, że tylko groźnie wyglądam. –– Pan wygląda jak wygląda. Tak jest z każdym, co sobie wygląda, jak wygląda. –– Co? Nieważne. Miodu nie mamy, jeno trochę gęstej krwi w beczułce zostało. Możesz wziąć i wyjeść. –– A słodka? –– Puchajtku –– wtrąca Białokrwinka –– ależ oczywiście. Wyciśnięta ze słodkich pszczółek. –– Mogę zjeść tłustego misia? –– pyta Wilkołaczek. –– Nie możesz zjeść słodkiego misia –– wrzeszczy Wilciu, co też akurat przyszedł. –– Nie jesteś u siebie. –– A ty niby jesteś? –– warczy Wampir kłem. –– Co tu robisz? –– Babci szukam? –– Hemoglobinki? Dawno nie żyje. Widzisz łezkę w mym oku. –– Chyba jednak zjem tłustego misia. –– Tej babci, co ma duże uszy, wielkie kły i ogon? –– To ty siebie szukasz? Mieszasz w bajce –– dodaje poważnie Puchajtek, nabierając łapą gęstą krew z pysznymi grudkami. –– Dobry miodzik. Miodzio –– po tych słowach wali beczułką chętnego na jego ciało. –– A łaj –– jęczy maleństwo wilkołakowe. –– Obiad mnie bije. –– Dzień dobry. Królcia Śnieżek jestem. Dziwnie mi jakoś. Jabłko wiedźmowe spożyłam. Chyba zasnę. I zasypia. Stary Wampir widząc coraz większe zamieszanie, jest coraz bardziej nerwowy, aczkolwiek przyjaźnie nastawiony. Dlatego każdego gościa –– oprócz wnuczki –– gryzie jeno w ucho, by ich trochę przystopować, lecz nie odgryźć. Przez to Królcie Śnieżek budzi ze snu. Lecz nagle wpada siedmiu i pół krasnala, robiąc wielki bałagan. Po chwili dołącza urodziwe dziewczę i kopie swój ciuszek, a za moment młodzieniec z pantofelkiem. Wilciu wychodzi, bo nie znalazł babci. Za to przyfruwa szara kaczuszka, co mówi, że ma w sobie pięknego łabędzia. –– Nie chce misia. Zjem łabędzia –– mówi wiadomo kto. –– Byś już przestał –– też umie wyć Piotruś Palusznik. –– Popieram –– dodaje Jędzosia. –– Ja też. Ja też –– kwili Celininiteczka W międzyczasie Białokrwinka wyjada z beczułki Puchajtkowi, lecz ten jej krzywdy nie robi, bo to jednak krewna groźnego wampira, który siedzi zrezygnowany w kącie, ciućkjąc szkarłatne cukierki, popijając myszowym drinkiem. Po namyśle idzie zrezygnowany do swojego pokoju, wchodzi do trumny, zamyka wieko oraz oczy, by wreszcie spokoju zaznać. * Ktoś puka w szyberdach. * –– No co… kto tam? –– To ja. Promień księżyca. Dosyć spania. Czas wstawać. –– Chcesz powiedzieć, że ta cała heca… –– Nie wiem i nie chce powiedzieć? Promieniem jestem, a te nie mówią. –– No tak… nie mówią.
    1 punkt
  17. najpierw był przewodnik kilka kartek dalej Praga ociemniała zwisała z nieba słońce grzebało się w chmurach na dzień dobry jestem tu przejazdem mam swoją ławkę i ciepły termos na moście Karola deszcz rozlał się po ulicach w wilgotnym powietrzu drżał pierwszy tramwaj kilka parasoli dalej szukałem pustego hostelu i skrawka suchego poranka ze śniadaniem w cenie
    1 punkt
  18. Gratulacje :) Ale ja Tobie jakichś rad udzielałam? ? ? Nie, no może coś tam kiedyś skrobnęłam :)
    1 punkt
  19. @Jacek_Suchowicz Ciutładne- mistrz!!! Czoła chylę!!!!!
    1 punkt
  20. gratuluję i życzę dalszych sukcesów:)
    1 punkt
  21. @Wątpiciel Dziękuję bardzo - to ogromna satysfakcja, i nie mam na myśli taniego poklasku, tylko rozmowy z ludźmi którzy przeczytali i w rozmowach ze mną cytują ulubione tytuły czy fragmenty. Najmilszy mojemu sercu był cytat z wiersza ,,Spektakl w małej mansardzie" przytoczony przez czytelniczkę; ,,Czy bisy są przewidziane?" Nie mam wyjścia, wobec takiego wyzwania - pracuję nad następnym tomikiem - w wolnej chwili chętnie odwiedzę profil kolegi ,,Watpiący" Pozdrawiam serdecznie.☺??✌
    1 punkt
  22. Gratuluję. Najważniejsza jest teraz radość czytelników. Nie ma nic droższego. Wszystkiego dobrego :)
    1 punkt
  23. Sądzę, że to co pojawia się po pierwszym wersie jest już oznaką wiosny w pełni, a nie symptomami nadchodzącej wiosny. Jednak jeśli chodzi o strukturę wiersza i dobór rymów, to widzę trafne rozwiązania. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  24. Zapytaj mnie kim jestem pod maską którą zakładam każdego tygodnia człowieka tam zapewne nie spotkasz albowiem mam amorficzne poglądy Chcesz zaprowadzić ład i porządek nie pytaj żadnego poety o ważne zdanie ten błąka się tutaj od topoli po dąb uczucie miłości nie jest uporządkowane Jestem chory oraz owinięty bandażem pod nim miewa się zupełna pustka w istocie nie mam wyraźnych poglądów co od kogo usłyszę to zaraz powtórzę w zmienionej formie. Opaska oplata nasze kręgosłupy nie zdając sobie sprawy z faktu iż my kręgosłupów nie posiadamy patrzymy i słuchamy i wyrażamy Na oślej łączce rośnie tysiące kwiatów niczym pszczoła plątam się po nich usiłując nektarem nakarmić swój dom ja nie od tego, by określać smak miodu Teksty napawam bujnymi emocjami jakbym w obawie pisał jaki testament bardzo to wątpliwe, że zapamiętają zresztą autorytety strąca się z pomników taka moda nas nastała. @Leszczym Chyba czas na chwilę przerwy bowiem pomysły mi się raczyły skończyć :///
    1 punkt
  25. @Gabrys Oj tak Gabryś. Nie obraź się, ale istotnie masz zawrotne tempo:))
    1 punkt
  26. Witam - zapachniało miłym - Miłego dużo życzę.
    1 punkt
  27. Mnóstwo zapachów w tych słowach haftowanych wierszem:)
    1 punkt
  28. Na Boga- homonimy...
    1 punkt
  29. Za druk 100 egzemplarzy zwróciło się już, nie jestem tak poczytnym autorem, aby żyć z pisania ;))) Ale na paru obliczach ujrzałem radość - i o to chodzi - pozdrawiam Marku serdecznie. :)
    1 punkt
  30. nic ująć nic dodać bo cydr łzy i słońce stanowi wierszotwór zwiewny niemęczący jak leciutki wietrzyk co potrafi latem odsłaniać krągłości ciutładne puchate jak ciepłosłoneczny jaśniejący ranek co wyciąga z łóżek senności zaspane niech dni szarobure ktoś już pozamiata wzdycham nieustannie do lata do lata słowniczek autora: wierszotwór - twór wierszowany ciutładne - nieładne ciepłosłoneczny - w ciepłym słońcu poozdrawiam
    1 punkt
  31. Literówka, ale całość przyjemna, melodyjna. bb
    1 punkt
  32. ceńmy to co mamy no włośnie doceńmy
    1 punkt
  33. Twoje imię miłość krzyczy wymawia twoje imię nie schowam ciebie przed światem przez co jestem zazdrosny chcę cię tylko dla siebie ale ty również jesteś dla świata i tą wszechobecność muszę pogodzić z sobą podzielić się nadal wymawiając twoje imię
    1 punkt
  34. @Jacek_Suchowicz Taką miałam nadzieję, że dopiszesz tajemnicę światła:):) dzięki:)
    1 punkt
  35. na koniec dokonaj czynności co zda się naprawdę niełatwa daj rozum umysłom nieprostym w przestrzeni tajemnic światła Pozdrawiam
    1 punkt
  36. ziemia pod śniegiem w oknie rybitwy kruki czerń i biel razem
    1 punkt
  37. graphics CC0 A były takie czary dosięgły i perseid Don Kichot rycerz z Manchy dla cudnej Dulcynei poleciał z giermkiem Sancho konikiem na biegunach a do królestwa Kandii – zazdrości La Coruna Bo Donnie Dolorydzie – Trifaldi cud hrabinie urosła długa broda i innym damom przymierz do pasa gęstą szczeć - to sprawka czarnoksięska olbrzyma Malambruna co w Kandii sobie mieszkał Malambrun ukradł konia wielkiemu Merlinowi a koń był nadzwyczajny - drewniany hebanowy buńczuczny olbrzym Malam obiecał Dolorydzie że konia przyśle prędko gdy zechce wybawiciel Ratować Dulcyneę porwaną przez jastrzębie od czarów złych brodatych uwolnić dwór czym prędzej ten koń był nienarowny i latał w chmurach z miedzi drewniany kołek w czaszce pokręcisz i polecisz Chevillard doń wołali nie lubił Rosynanda a protomagik Merlin wystrugał go do kanta i Piotr z Prowansji dumnie ujerzdzał go do czasu a mu Malambrun srogi czarami konia straszył Aż w końcu go przywłaszczył wszak sama Megallona zsiadała z tego konia na tron Francji w pokłonach już błędny rycerz z Manchy dosiada bucefała za siodłem Sancho Pansa na oklep - zapitala Ocalić ukochaną i panią swego serca czy dziś rycerzy błędnych spotyka innowierka? czy kochać tak potrafi - w szaleństwie do obłędu na której galaktyce? - drżyj magu i jastrzębiu! Zechcieli polecieli - choć giermek był sceptykiem lecz skoro sam pan hrabia o żony długi dzyndzel zawadza się przewraca i nie chce iść do łoża to wtedy mądry giermek pomoże - bo to zgroza! A hrabia przecież zacny - gubernatorem wyspy obiecał Sancho Pansę obwieścić w dzień turysty nie co dzień przecież - drodzy - pojawia się ta szansa ponadto - młode dwórki - podobne do szympansa Więc lecą. niech się dzieje Don Kichot i świniopas hrabina Doloryda chusteczką tyka oka a potem daje pomysł by oczy przesłonili na takiej wysokości lęk sięga już satyry A ongiś - swego czasu - podstępne diabły gminne porwały Torrawly'ego zobaczył księżyc w Rzymie dwanaście godzin leciał - by widzieć śmierć Bourbona Konnetabl witał kosę - Torrawly śmigła drona Szalona to historia dlatego błędny rycerz zakazał Sancho Pansie podejrzeć nieba lica podobno sam Chevillard nie patrzy nigdy w dół zakręcisz kołkiem we łbie - i lecisz - owsa nul! Lecz trzeba ci szanowny i wierny czytelniku zrozumieć że opowieść jest szyta grubą nicią bo ani Doloryda ni żadna śliczna dwórka nie zapuściła brody Malambrun - z masłem bułka Do rany chcesz to przyłóż Merlina to druh wierny a wszystko na rycerza pułapką było celną król Clavio i królowa Antonomasja - mili ich hrabia i hrabina - dla żartu wymyślili By zadrwić z Don Kichota - zasłonić głupcom oczy i wysłać ich w tą podróż - na niby - choć uroczą zaś giermka w kicz omotać. więc w koniu Chevillardzie petardy umieszczono - by dać wnet wiarę - farsie W rumaku zadudniło - Don Kichot upadł z gracją świniopas łbem gdzieś wyrżnął eksplozja całkiem z klasą a wszystko tylko po to - by sobie pomyśleli że w Kandii lądowanie - to twarde - na bakelit Don Kichot ściągnął chustkę i okiem sięga wokół a obok włócznia wbita w ubity grunt – protokół spisany w papirusie - to świetna informacja że z czarów Malambruna lud rycerz - wykaraskał I nie ma już hrabina Trifaldi długiej brody a panny gładkie śliczne - i pewne swej urody zaś sama Doloryda i mąż jej wdzięków pewny czekają z Dulcyneą na Don Kichota - „every” Jastrzębi groźnych zero - a w Kandii - radość pokój Don Kichot już nie zważa na Dulcynei wotum i tylko głupi giermek - bajerów wciska melanż że kiedy tak lecieli dosięgli nieba plejad - A skąd to wiesz - mój głupcze - zakryte miałeś oczy dopyta Doloryda - grubego Sancho – w nocy - bo odsłoniłem oko na „siedem kóz” – gwiazdozbiór dwie były czerwonawe zielone dwie na pozór Następne dwie niebieskie - ostatnia zaś pstrokata plejada kozich planet na pewno też brodata spojrzałem sobie niżej a ziemia małe ziarnko a ludzie malusieńcy jak muchy o poranku Uśmiecha się i kwiczy rozgrzana Doloryda ty Sancho - głupi jesteś - do tego męska świnia leżymy tu na sianku - a mucha ci na oku usiadła i przypadkiem znalazłeś się w mym kroku ;) -- napisano w całości: 08.01.2021r. - ewentualnie treść może ulegać drobnym korektom, skutkiem przyszłego spojrzenia na utwór z perspektywy czasu., ale niekoniecznie. *tekst nieco absurdalny, subiektywny, raczej zgodny z motywami powieści Miguela de Cervantesa, zasugerowany w liryce (powieść ma przecież cechy – prozy) ze strony autora - z wyjątkiem mocno przekombinowanego epilogu, i drobnych różnic mniej istotnych w przekroju i sensie całej treści – który naturalnie stanowi uznaniowość autorską – nie należy traktować tekstu jako obiektywne streszczenie wątku z powieści .
    1 punkt
  38. @Tomasz Kucina Moje zastrzeżenia są czysto subiektywne :) Zaznaczone fragmenty po prostu mi nie leżą, ale zdecydowanie trzymają się tak logiki, jak i charakteru całego utworu. Jedyny z nich jaki bym wysłał do poprawy, to ten pierwszy, bo nie trzyma rytmu i to ,,every" wygląda jakby było wciśnięte na siłę, żeby się rymowało. Po trzecim podejściu jestem ,, na tak" dla całości ;) Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  39. @dmnkgl Dobrze. Nie wiem w jakie aspekty celujesz, te fragmenty przytoczone, są w subiektywnej podstawie wiersza. Rdzeń jest powieściowy, ale tekst jest wolną interpretacją, na tym polega jego sens. Inaczej byłby to jakiś obiektywny reportaż z Cervantesa. Tekst ma "sumienie" ironiczne, to podstawa klasycznej groteski - i mój wymierny w sensie, że ustalony wkład w kontrowersje tej treści. O to w tym chodzi, by czytac to jako karykaturę. To wyraźnie da się wyczuć, i o tym wyraźnie napisałem w przypisie pod utworem, nie można go traktować jako obiektywne streszczenie wątku z powieści. Lubię tą powieść, jest genialna. Dzięki za słówko, pozdrawiam i ewentualnie proszę o doprecyzowanie, bo nie wiem w jakim sposobie budujesz zawoalowaną kontrowersję? :)
    1 punkt
  40. sama będę murzynkiem, chcę słońca i morza, wyjeżdżam na własną rękę:)
    1 punkt
  41. Mocno drenujące w subiektywnym oczywiście znaczeniu. Czyli dobry tekst ;) Ta miodowa organoleptyka zmysłów wdraża tą "czarną dziurę biologiczną" w meritum wyobrażenia - w trybie tego pochłaniania "kochanka" oczywiście ;) Ok ;)
    1 punkt
  42. a może jeszcze raz spróbujesz zapomnij że na głowie szron kolejny rok zacznij od nowa rozbujaj ciężki serca dzwon który od dawna słabo bije krótkie sylaby - słowa miłość to może być ostatnia próba może się udać rozumiem to nie takie proste ciernista droga wszędzie głóg za oknem jesień a nie wiosna a pesel pyta - będziesz mógł zatańczyć tango w lesie marzeń na przekór nieprzychylnych zdarzeń lecz jak poczujesz tą prawdziwą będzie Ci miło uczciwy los wciąż daje szansę w tej nieprzewidywalnej grze zaryzykujesz będzie jasno spasujesz dalej sam na krze ta rzeką życia będziesz płynął mówiąc że nic się nie zdarzyło czy tak naprawdę tego chcesz myślę że nie
    1 punkt
  43. Ten chudy, to był modelowy marzyciel. U Cervantesa wszystko wydarza się w mądrości Sancho, Don Kichot jest typem dobrodusznego marzyciela, to taki Kordian na szczycie Mont Blanc w alpach Graickich. Wygłasza monologi - jest dobry czyste ma sumienie. Wiarę w sens - hierarchicznego świata, i w miłość. Trudno dziś o nowych Don Kichotów.
    1 punkt
  44. to mi na mysl przynosi piosenke .
    1 punkt
  45. Chciałabym pobłogosławić cię całą zniszczoną przyszłością. Poprowadzić na skraj chmury róży, by swym szkarłatem tuliła nasze skronie do snu. Snu, co na zawsze pozostanie bezdomny. Lśniąca, złocona skóra wiatru łechce pięty przypadkowego kazania, jeszcze jedną paskudną gwiazdę. Na czubkach słonecznych promieni skrada się nienaruszona sterta krwi, posoki białej do nieskończoności. Choć noc mija bez skargi, a świt zmaga się z bólem – podzielimy między siebie truchło Słońca. Dni, krągłe w swym dramacie, nie przyznają się do uśmiechu.
    1 punkt
  46. Budziki ranią sen śmiertelnie nabijają noc na wskazówki potem ty atomizujesz mój poranek Gruchot porcelany o posadzkę puszczają fugi drżenie kafli i niepewny grunt u progu stepują obowiązki Wybieganie na czas z zapaleniem nerwów chodniki puchną od arytmii obcasów w gorączce kroków Trzaśnięcia drzwiami sproszkowane szyby krwiaki framug krzyki, krzyki i wiecznie niedoleczone uszy
    1 punkt
  47. @Wieslaw_J._Korzeniowski Boskie !!
    1 punkt
  48. Co prawda, zamiast rozwijania, jest to cofanie nas w wiek XIX ale jednak, paradoksalnie, samo zorganizowanie w Polsce konkursu na kaligram jest dość oryginalnym skokiem poza główny nurt. https://aktualnekonkursy.pl/konkursy-literackie/ad/konkurs-wiersza-obrazkowego,12840
    1 punkt
  49. gwiazd tyle, co nic niczego tyle, co gwiazd beznadzieja czymś @Justyna Adamczewska
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...