Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.05.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Matka mordercy uśmiecha się kiedy przynosi listy, z nożem wbitym po rękojeść, pod lewą piersią ukrytym, odpowiada na dzień dobry jak gdyby w gardle nie miała powrozu, ciągnie za sobą wózek jakby nie dźwigała kamieni, była nieświadoma, że jest matką mordercy o wielu imionach: skurwysynu żyjący z pieniędzy podatników, żebyś zdechł za kratami, życzę żebyś zgnił - Matka mordercy, w której plecach niejeden palec utkwił, że takiego wychowała, chodzi jak gdyby nie czuła obolałych sutków i jak gdyby wciąż nie pchała wózka z niemowlęcym płaczem, nocnym albo dziennym, i nikt piersi jej nie wyrwał. Patrząc na nią nikt by chyba nie uwierzył, że nadal go rodzi.5 punktów
-
Rozglądam się wokół i nic się nie stało tylko zgubiłam ciekawość. A po co ci ona to zbędna korona jedzenie masz spanie co dnia. Mawiają przysłowia że z piekła ci ona a ona wyciąga z toni (ze dna?) bo gdy się zanurzam to ona zostaje i męczy pytaniem .... Ciekawość zaleta kolorów paleta miałam ją zawsze przy sobie. Prowadzi jak ścieżka więc martwię się trochę bo nie wiem co teraz zrobię.4 punkty
-
z pustą kieszenią wyruszył w świat droga mu weną obok szedł wiatr z pustym plecakiem wolno wędruje wolność mu znakiem mgła łąki maluje jutrem się niemartwi dziś jego sterem widzi kamień porośnięty mchem klęka przednim szuka minionego dodaje mu sił historia jego nie martwi kieszeń ani pusty plecak zasypia ze snem czując jego smak o świcie się budzi rosą twarz myje ulubioną nuci radości nie kryje2 punkty
-
Przystojniak ... Cały w boazeriach z teki Solidne ... DNA Bukiety - wina o twoim smaku ... Moja piwniczka – aż pod dachem! (‘’Na wieki’’) Przedpokój – całkiem rozchłestany I parasolka, która nie daje znaku - życia, ani śmierci i tego, że nie się wypada ... w chwili, gdy z deszczu pod rynnę ląduje słomiany zapał Jessica. Tak miała na imię - twoja pierwsza dziewczyna Zdeflorowałeś ją przy budce z lodami, w pościeli z blachy samochodu, a teraz ... ? Chwalisz mi się napiwkiem w słodkiej 'Royale' kawiarni - klientom, co "tylko na drinka" zadajesz bobu By lepiej się trawiło. Wracasz do domu - tylko z setką, bo żona czeka z dzieciarnią ... Już nie pamiętasz tej zimy, gdy było tak mocno ... parno, że mróz aż smażył gwiazdy gdzieś w Niżnym Nowogrodzie, Jessica - à la carte - pląsała w twoim ogrodzie - myśląc o latach spędzonych w pozaziemskim odwodzie Teraz chce być twoją tartą - na grubo ciosanym stole - cynizmu i dekadencji i końca wieku, muzyki i agnostycznych podrygów w myśl bezgłośnego styku ... Dwóch wielkich kosmicznych niebytów, które niebawem się zderzą - jeszcze przeliczasz napiwki? Jessice już nie zależy ...2 punkty
-
ze ściany rano spadł kalendarz ja nawet nie wiem czy mnie pamiętasz. rzuciłam okiem wśród cyfr na datę i w mig pojęłam wolną masz chatę torcik jak zwykle stawiasz na stole przyniosę kawę pepsi i colę i choćbyś coś tam mierzył metrówką w końcu zostałeś luźną połówką na tym pandemii urok nie mały jesteś tu duchem ja jeszcze ciałem kwatera numer czterdzieści jeden my w katakumbie a nie w eterze jest krwi szklaneczka oprócz szampana mój ty wampirku szalej do rana oj już świtanie oświetla lico przy tobie stałam się wampirzycą i od tej pory po czasy wieczne nocą wśród kwater nie jest bezpiecznie :))) Pozdrawiam ps coś w tym jest ze trzy lata temu jedna z wielbicielek mojego pisania zadzwoniła do mnie z pytaniem: " czy może już zostałeś wdowcem?"2 punkty
-
2 punkty
-
rodzą się w sposób zaplanowany przez prawo nabierają znaczenia umierają zaś spontanicznie zawsze osobno bez szansy na — prawdziwe życie — zbyt wielu chętnych lajfstajl który zamówiłeś dla mnie tato wyprzedano zanim przyszedłem na świat oślepiony od dziecka egzystancją nie do zniesienia — nie mam dziś dobrej puenty.2 punkty
-
2 punkty
-
nienawiścią zmieniona w upiora życie podtrzymuję automatem oddechów ostrą igłą uderzeń wypreparowałeś resztki światła płynę pod banderą ukrytych emocji pokruszone serce trzymam w bezsilnej dłoni wykrzywionej twarzy nie łagodzą sny przeniknięte chłodem powracam z miejsca gdzie nie istniałam tu gdzie też mnie nie ma1 punkt
-
szukałam natchnienia stąpając drepcząc chodząc usiadłam uczę się łabędzia smukłego z szyją do nieba piórzastego ciekawskiego wolnego uczę się wolności pijąc powietrze i ciszę jaką niesie ta chwila uczę się tej chwili tego dnia1 punkt
-
byly wiersze o milosci a teraz mam pytanie wasz najbardziej ulubiony wiersz jaki czytaliscie czytacie Moj jak wiadomo Galopem A.L.Tennysona Galopem, galopem. Galopem... Nieś się! Hej po dolinie śmierci Jedzie ich sześćset. „Do szarży!" - rozkaz brzmiał- „Lekka Brygado, w cwał!" Oto w dolinę śmierci Zjeżdża ich sześćset. „Brygado Lekka, w cwał!" Czy który zbladł lub drżał? Że wodza błąd tu był Wiedzieli jeźdźce. Nie im - komendy prym, Badać, co? jak? - nie im, Ich rzecz - iść w bitew dym. W czarną dolinę śmierci Wjechało sześćset. Na prawo - ogień dział Na lewo - ogień dział, Naprzeciw - ogień dział Grzmi, pluje, zmieść chce! Poprzez granatów grad, Mężnie, przy bracie brat, W rozwarty śmierci pysk, W gardło piekielnych krat Pędzi tych sześćset! Ognistych szabel huf Zalśnił, wzniósł się, i znów Runął na armię luf, Rąbiąc baterie, aż Świat zamarł w geście. Pędzą przez dym i żar, Łamią front wrażych chmar; Kozak i Ruski, w łeb Rażony szablą, marł, Padał w ucieczce. Wraca Brygada - lecz Już ich nie sześćset! Naprawo - ogień dział, Na lewo ogień dział, Za nimi - ogień dział Grzmi, wali, zgnieść chce; Przez ten granatów grad Niejeden jeździec padł. Żołnierz, w chwata chwat! Widzieli śmierci pysk, Z gardła piekielnych krat Wracają! - może stu? A było sześćset... Uderzcie w mosiądz surm! Ta szarża - to był szturm! Świat zamarł w geście. Grzmij chwałę wielkich spraw! Lekką Brygadę sław! Rycerzy sześćset!1 punkt
-
Bez jest nieopisaną radością, kiedy chodziłam z Elizą, z koleżankami do domu jej babci, gdzie rósł i przylegał do czarnych beli. To było urocze miejsce, gdzie był ład, wszystkie roślinki równo rosły, kwiaty wiły się do ścian, krawężniki były pomalowane na biało i tam towarzyszyłyśmy jej w odwiedzaniu. Płot był wysoki, szczelny i nie mogłam dostrzec dobrze co tam jest, uwielbiałam tam przychodzić i wtulać się w gałązki, były fioletowe, białe i te listki, jadłam. Wróżyłyśmy sobie, szukałyśmy, który ma więcej płatków.1 punkt
-
zebrali się razu jednego nikt i nikomu wcale nie po kryjomu oficjalnie na picie dołączył i zaczął polewać wódkę nikogo pustka przechodząc korytarzem tuż obok zajrzała ukradkiem z ukosa prychnęła tylko choć nie wściubi tutaj i nosa dym papierosa gęstniał lewitujące smugi w świetle żyrandola znaczy się próżnia i jaka zadowolona niesłyszalna niezauważona - tak już ma trwaliby tak z ciszą i z bezwładem bezwzględnie ot taka błahostka gdyby nie niepokój wpadł nagle uchylonym oknem z nicpanem jak prawdziwy klinczu nicpoń żarł w nicości pata kanapkę wreszcie i ona czarnuszka bez maseczki i fartuszka chwilę popatrzyła oczy wybałuszyła usiadła zamiast na krześle na mostku z żeber szepnęła do uszka - cóż za wspaniała domówka!1 punkt
-
nie udaje zawsze szczera umie się uśmiechać bywa tu bywa tam wszędzie jest obecna ale i tak wciąż jej mało nie starcza dla wszystkich tak tak moi mili warto się jej kłaniać bo jest od zachodu zaćmienia i tęczy piękniejsza1 punkt
-
Szron Czuję w brzuchu lodu iskry, kiedy palcem w nim bezwstydnym wiercisz, cedząc — gdzieś tam przecież musisz być, chodź, kocham cię, wiesz? Moje serce w ramę wrysuj z beta-adrenolityków, cienie czarne zostaw dla mnie, jestem apatycznym błaznem. Wszystkie stare luminacje będą ze mną chyba zawsze, przymknę drzwi, bo nieskończone zza nich w moją stronę zionie. I dobij mnie kiedy wreszcie świat nie zdziwi nas już więcej, patrz mi w oczy wtedy prosto, miłość bywa wszak litością.1 punkt
-
Jak wyglądają moje sny? Jak rozpędzone żółwie na torach śmietankowej drogi moich mlecznych marzeń Z gorzką melasą samoświadomości1 punkt
-
Odbierz ode mnie zazdrości, one się wpiły w me kości. Z siłą przekonań i wiary skuły mnie, tworząc kajdany. Błagam więc ciebie serdecznie, pomóż mej duszy koniecznie. Zabierz me oczy brązowe, dla mnie te oczy są płowe. Blasku im przecież nie doda marna wspomnienia osłoda. Jedno ci powiem na pewno, tyś mą opoką i klęską. 14.03.2020r.1 punkt
-
Po lasach i po łąkach wiosenne słońce tańczy, wysyła strugi światła na drzewa pomarańczy. W Keukenhof kolory miesza, ozdabia tulipany, plecie długie warkocze z afrykańskiej sawanny. W Korei i Japonii aż po odległe Mjanmy co roku o tej porze zakwita konwaliami. Z cienkich podziemnych kłączy liście rosną parami, to żaden tam przypadek, że nie od dzisiaj się znamy. Przy starej studni w ogrodzie także się rozdzwoniło, aksamitną melodią, bielutką, że aż miło. Muzyka wonna płynie, aromat zmysły karmi, przyjdź, czekam tu na ciebie, bukiet dzwoneczków daj mi. Kwiatów kulisto perłowych, zaząbkowanych na dole, w podłużne liście ubranych jak dźwięczne parasole, tiulowe baletnice rosą zraszane z rana w leśnych konwaliach jestem od zawsze zakochana. MG1 punkt
-
Science fiction ;)) Rano spadł ze ściany kalendarz... Nie wiem nawet, czy mnie pamiętasz. Popatrzyłam chwilkę na datę... W mig pojęłam; wolną masz chatę. Pewnie tort postawisz na stole... a ja kawę, mam też Pepsi Colę. Choćbyś ciasto mierzył metrówką, jesteś teraz "luźną połówką." I na tym polega pandemia; ja tu jestem, Ciebie tu nie ma. Gdy już Cię w eterze wywołam, szampan z łezką wypiję na toast.1 punkt
-
byłam pestką w jabłku Ewy i nędzarką u wrót Teby sępem w godle nemes króla, brzuchem buddy, okiem węża byłam sznurem zdrajcy-Judy, śmiechów, szeptów klechów złudy winem w Kanie, ogniem w grocie, owcą w stajni, raną w stopie byłam mydłem z jude ciała, śladem kul na sypkich ścianach żywym mięsem na prąd-drutach, czaszką dziecka w brudnym rowie oraz słowem w Twej niemowie, byłam pałką w rękach Zomo i podbojem serc Giacomo, ciężką zbroją, kulą armat cegłą z muru berlińskiego i ulotką solidarnych struną gitar Kaczmarskiego *byłam grzechem i nadzieją jestem martwą drzewców korą, wściekłą dziką wilków sforą krwią kałuży na chodniku, felgą auta, martwym tipsem jestem Azją na stadionie i bezdomnym na peronie kulką lodu, kuflem piwa, ścierą w zlewie, manekinem jestem hivem w pochwie dziwki, czarnym dymem z długiej fifki telefonem komórkowym, wanną z hydro-emocjami bombą z września, jestem flegmą na drzwiach windy i hinduską z biednych Indii, ławką w parku zimną wódką z coca-colą, hazardzistką zniewoloną wieczorynką dla dorosłych, kaskiem trupa Rider’owca dyskoteką nastolatek i gazetką porno z półek furią skina z miną hardą *jestem grzechem i pogardą będę litością kata w komorze, nowym genem wszelkich stworzeń pocałunkiem zakochanych, mlekiem z piersi, premią w pracy światłem w oknie, będę ciepłą zupą głodnych i skarpetką o dniu chłodnym, wspólną jazdą na rowerze piękną wonią kwiatów polnych, kawą z mlekiem bułką z masłem będę zdrowiem i mądrością będę życiem i radością szczerym sercem, czystą myślą, sokiem z malin będę akwizycją marzeń i przygodą nowych zdarzeń dźwiękiem szczęścia, czekoladą z bąbelkami oranżadą będę ciepłą wodą mórz, będę chlebem z ziaren zbóż płatkiem śniegu, kroplą rosy drogą w wszechświat będę ziemią – żywicielką, w podniebieniu słodką żelką rajem będę, czułym słowem, matki śpiewem nad kołyską biblioteką ważnych słów, powodzeniem i pokojem *będę cnotą i miłością będę dobrem i spokojem.1 punkt
-
Zgadzam się z Tobą, nadajemy na tych samych falach i razem z ich prądem płyniemy. One unoszą mnie aż do bram nieba, a ciebie ściągają na same dno oceanu. To dobrze tak się uzupełniać :-)1 punkt
-
wkłuwają się igłą niepamięci prosto do nabrzmiałej żyły pojedyncze dawki gazu drążą nieśmiertelną duszę świat z tomografu się zakręcił rezonans zagrał scherza pomocy wołam w myślach kiedy skończą się te katusze na chirurgicznej serwecie krzepnie krew której popłynęło znów tyle czysty fartuch już nie jest zielony i niewinny suchymi ustami chwytam tlen za chwilę w nicości zapadnę w głęboki sen … leżę nagi i bezbronny jak dziecię patrzą na moje wnętrzności … kiedy się trzecie oko obudzi uśmiechnę się do świata podniosę spokojnie brew powrócę do ludzi jutro rano także do tych którzy będą mieli za sobą jeszcze jedną długą noc i nieprzespaną1 punkt
-
Bardzo interesujący przekaz wiersza, sięgnęłaś głęboko do transcendencji i reinkarnacji naszego istnienia, jak również nie zapomniałaś o zwyczajnej prozie życia. Wiersz będzie wprost rewelacyjny, jeśli zostawisz w nim to, co najcenniejsze w jego przesłaniu, ale to tylko taka moja skromniutka sugestia. Gratuluję talentu i pozdrawiam serdecznie :-)1 punkt
-
@Jan Paweł D. (Krakelura) jest bezpiecznie jest spokojnie serce tak czyste oczy pokorne usta tak krwawe słowa bezdomne i tylko i tylko ten wiatr.1 punkt
-
białe piwonie nosił Iwonie chadzał do Róży z bukietem róż Natce nasturcje wsiał na balkonie a z Georginią jeździł do wód aż raz pomieszał godziny spotkań i się wydało wszystko tu zaś biedak przepadł ogródek został wąchać korzonki przyszło mu już nie wnikajmy Róża czy Nacia może Iwonka sprzedała nóż to nie istotne czas wszystko zatarł tak czy inaczej nas wchłonie grób1 punkt
-
Uśmiechłam się :))))))))))))))))) Chociaż końcówka trochę mi "dzyndzoli" za bardzo :) (brzmieniowo przede wszystkim) ;p I chciałabym może jakiegoś bardziej zaskakującego zakończenia :) Ale to moje 3 grosze tylko :) Pozdrawiam :)))))))))))))))))))) D.1 punkt
-
1 punkt
-
jest pomysł wykonanie przemilczę tęsknię za tobą w mikrocząsteczkach tęsknią protony i neutrony zaś wszystkie miony już toną w łezkach nieszczęśnik bozon cały wkur....ny zaraz wybuchnę co chwila straszy ze wszystkich sił walnę wodorem lecz w złości spiny stoją inaczej więc pomarudził i w łóżku poległ pozdrawiam1 punkt
-
Nie bój się, to tylko cień, schowaj się w moich ramionach, Zamknij oczy, aż przyjdzie dzień, ja mrok dla Ciebie pokonam. Ufasz mi? Jam Twym złudzeniem, mgłą, która zniknie w południe, Zniknę z Twym najskrytszym marzeniem, a Ciebie zostawię, to smutne. Wiem, co czujesz, w strachu tkwisz, odetchnij ciepłym powietrzem, Odpręż ciało, połóż się, śnij, na zabawę ze mną za słaby jesteś. Spójrz na mnie, ja się nie chowam, od życia wymagam wciąż więcej, Teraz na przykład, bawię się w boga, więc wyjdź do mnie jak najprędzej. A Ty tchórzu, wciąż boisz się wyjść, zbyt płytko wchłaniasz powietrze, Odrzucasz mą pomoc, więc w bólu tkwij, przyjdę do Ciebie raz jeszcze. I deszcz znów pada i wiatr znów wieje, Ty biegniesz boso po lesie, Deszcz uderzy, wiatr w twarz się zaśmieje, a Ty żal z sobą niesiesz. Uczony byłem, by nigdy nie marzyć, miałem żyć, walczyć, nie przegrać, Silny mieć umysł, by się odważyć, zranić kogoś, by samemu przetrwać. Jam przez bogów został stworzony, bym do nich prowadził ludzi, Jestem koszmarem niedokończonym, i nim będę, póki się nie zbudzisz. Powiem Ci skacz- Ty skoczysz, i pójdziesz za mną w płomienie, I choć masz zamknięte oczy, widzisz krzywdy i cierpienie. Jestem potworem co się czai, za zakrętem drogi nieznanej, Tak dobrze znasz me zamiary, to rzeczy niezapomniane, Lecz wracasz do mnie z każdym snem, wciąż błądzisz tą samą drogą, Bo choć żałujesz w każdy dzień, nocą bawię się Tobą. I mów głośno, że jestem przeklęty, ale to tylko Twoja wina, Bogom możesz być wdzięczny, że choć wrócę, teraz przemijam.1 punkt
-
1 punkt
-
@CafeLatte A ortopeda na SORze kulturyście rzekł, że nie może w zawodach wziąć udziału kulturysta dostał szału że powiedzą o nim Cykorze.1 punkt
-
Siedząc po ciemku w głębokim fotelu, wpatruję się w podłogę, w ten lśniący, okienny prostokąt żółtawego światła ulicznej latarni. Więcej ― n i e m a n i c, poza szumiącą w uszach krwią, cichym zgrzytem zegarowego mechanizmu i biciem mojego serca. Zastanawiam się czy wyjść naprzeciw c h ł o d n y m objęciom nocy, wychodząc z m r o k u w m r o k. Za chwilę wybije uderzeniem gongu 1:30. Dręczy mnie wciąż nieokreślony b ó l, jakieś kotłujące się w środku kłębowisko rozmytych widziadeł. Z pogłosem echa rozchodzi się po p u s t y m mieszkaniu donośne: bommm… … i znowu: tik-tok, tik-tok, tik-tok… Już czas. Wstaję z fotela. Zapalam w przedpokoju światło. Oślepia mnie na chwilę… Z tej perspektywy uderza w oczy niesamowity kontrast czarnego prostokąta z obramowaniem białej, drzwiowej futryny d o c i e m n e g o p o k o j u. Nachylam się i wkładam buty, wiążę sznurowadła… Zakładam s t a r y płaszcz… Zapinam powoli guziki… W dużym lustrze stojącego w kącie drewnianego trema ― widzę odbicie n i e c z ł o w i e k a, lecz d u c h a, który przeniknął nieopatrznie do świata żywych. Zmaterializował się w nim na wieczność… … bądź … … jedynie n a c h w i l ę. Zdejmuję z wieszaka klucze. Odsuwam ze zgrzytem zasuwę w wyjściowych drzwiach… Otwieram je. Nieruchomieję na progu… … owiewa mnie przeciąg schodowej klatki… Odwracam się… Przed zgaszeniem światła ― dostrzegam wirujące drobinki kurzu, które drżą i migoczą, jakby przewidywały c h ł ó d s t r a s z l i w e j s a m o t n o ś c i. Zamykam drzwi. Schodzę po schodach, rozświetlanych jedynie wpadającą przez wysokie okna żółtawą poświatą ulicznych latarni. Rozchodzą się echem moje kroki, kiedy mijam zamknięte na w i e c z n o ś ć mieszkania u m a r ł y c h dawno sąsiadów… … pracownie rzeźb z okrytymi półmrokiem i zakurzoną folią m i l c z ą c y m i popiersiami… Pozacierane przez lata numery, nazwiska. Pokryte zielonkawym nalotem mosiężne klamki… Na o p u s z c z o n y m podwórzu wiatr jęczy w rynnach, stukają poluzowane blachy, parapety… … szeleszczą liście kasztanu, strzelistej topoli… Stawiam wysoko kołnierz jesiennego płaszcza. Wkładam do kieszeni ręce... Skrzypią zawiasy niedomkniętej furtki z wyjściem na ulicę… Na ulicy ― p u s t k a. Z jednej strony mur szarej kamienicy, z drugiej ― szpaler rosnących na trawniku dębów. Przywieram twarzą do chropowatej kory, obejmując najbliższe drzewo. Wsłuchuję się w jego oddech, w jego ciche skrzypienie, w szum płynącej w jego wnętrzu żywicy. W ten oto sposób mówi do mnie, posługując się mową tajemną. Ja ― też do niego mówię. Komunikujemy się poprzez wiatr, poprzez mżący d e s z c z, przy pomocy w e s t c h n i e ń, s z e p t ó w i d o t y k ó w… Odbywam taki sam ceremoniał, mijając kolejne drzewa, oklaskujące mnie swoimi liśćmi, jakby na p o ż e g n a n i e. Idę chodnikiem, czując pewnego rodzaju podniecenie, jak ktoś, kto, nie potrzebując żadnego bagażu ― wyrusza w p o d r ó ż b e z p o w r o t u. (Włodzimierz Zastawniak, 2018-06-28) https://altusmusic.bandcamp.com/track/session-8 Wszystkie teksty są mojego autorstwa.1 punkt
-
PiwonieKwiaty często więdną gdy są w wazonie,lepsze w doniczkach,mężczyzna patrzy często na figurę, dziewczyny lubią zazwyczaj, w kusych spódniczkach, ja wolę kwiaty co można w ogrodzie posadzić, na przykład pięknie prezentują się piwonie, są okrągłe i duże takie różowo czerwone bujne, mężczyźni lubią jak kobieta o nich dba kocha czule jak o kwiat co rośnie, wtedy i oni wracają do nas bardziej radośnie. Iwa1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Często się śpieszysz, zerkasz na zegarek. Stale masz coś do załatwienia. Zaczekaj, stój! Dokąd tak biegniesz? przecież jutra i tak nie dogonisz! Zatrzymaj się poczuj świadomie chwilę by poczuć siebie Tu i teraz.1 punkt
-
1 punkt
-
kocha lubi szanuje nie chce później i tak wszystko się kończy za rogiem młoda dziewczyna rozrzuca włosy wraca do domu nie dba żartuje wie że znów znajdzie się na skraju upnie włosy zadba o najmniejszy szczegół w zegarku nie ma czasu na odwrót1 punkt
-
1 punkt
-
10 Czytanie Szczezeła : " Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i - chcąc wyrwać męża z rąk bijącego - wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości." Stary Testament, Księga Powtórzonego Prawa Rozkmina Szczezeła : baby nie wtrącać się, a nochala nie wściubiać i lepiej zostać w domu bo mężowie mogą wszczynać bójki na ulicach, burdy. takie jest prawo ludzi nieba. testosteron i wojna. budowanie rydwanów wojny i futbol. nikt już nie leczy starców i dzieci . wszyscy są winni. niesprawiedliwi mężowie nieba walczą z innymi niesprawiedliwymi i jedni za drugimi krzyczą jam jest sprawiedliwy. Testament Szczezeła : zapisuję w testamencie mojej rodzinie samoloty, bomby, drony. dokończcież dzieła . nie lękajcie się.1 punkt
-
Nobliwa dama z Ochotnicy, wałkując męża na stolnicy żałośnie śpiewała: "Gdybym ci ja miała..." Gdyż nie miała lodówki w piwnicy.1 punkt
-
1 punkt
-
Pytam, choć twoje echo twardo śpi. Wokół pełno treści, tylko duch już się nie mieści. Nie rozpaczam, to nie styl nowoczesny. Usta mam pełne mocy, Przecież dziś jest lepszą kopią wczoraj. Czy zabijesz nie swój ból? Na kogo spojrzysz, o bogini życia? Ja nie mam nic, więc wszystko oddać mogę. I popłynę dalej z nurtem nadziei. Wskakuj, jeśli woda nie zabierze Ci zabawy.1 punkt
-
Płacz … Łzy ślepca spadały na dno Łzy, które wiele widziały… Przez myśli proroka przepłyną By rozsądku splamić się winą… Łzy, które liczne rozdziały Związały w powieść zbyt ładną… … Dzieci rozpaczy, Zastygłe rany, Wy, tłumione we wnętrzu, Wy, na policzkach kobiet; Na duszach mężczyzn… … Jakaż kropla to pomieści? I śmierć, i miłość, i zdradę… Wasza wolność – oczyszczenie, Które topi tę dekadę Łzy – patronki mej boleści…1 punkt
-
Mam wiele ulubionych wierszy. Jeden z nich to; William Szekspir Sonet 49 XLIX Przeciw tej chwili, jeżeli nadejdzie, Gdy ujrzę, że się martwisz na me wady, Gdy miłość twoja jak rozrzutność przejdzie, A pokierują nią względy i rady, Przeciw tej chwili, gdy przyjdzie ta chwila, Że ledwie dojrzysz mnie okiem słonecznym, A miłość, nie chcąc już być tym, czym była, Każe poważnym ci być i statecznym; Przeciw tej chwili me szańce sposobię, Wiedząc, że własne zasługi mam winić, I oto wznoszę rękę przeciw sobie, By przysiąc, że masz tak prawo uczynić. Rzucić mnie prawo nie wzbrania ci żadne; A czemu kochać masz, tego nie zgadnę. Wiliam Szekspir tł.Maciej Słomczyński 49 Przeciw temu czasowi, jeśli ów nastanie, Kiedy poczną cię mierzić wszystkie moje wady, Kiedy miłość rozliczy, na twoje żądanie, Nas obu - dzieląc zyski i sumując straty, Przeciw temu czasowi, kiedy mnie wyminiesz, Ledwie okiem rzuciwszy grosik pozdrowienia, Kiedy miłość zmienionym korytem odpłynie I ważne dla niej znajdziesz usprawiedliwienia, Przeciw temu czasowi umacniam się teraz W wyniosłych murach wiedzy o mojej wartości; Tę oto prawą rękę podnoszę, niech wspiera Przysięgą słuszny powód do nowej miłości. Chcąc porzucić mnie bowiem, prawa przywołujesz, A ja orzec nie umiem, czemu mnie miłujesz. William Szekspir tł. Jerzy S. Sito1 punkt
-
Stary Brytyjczyk Willy na plaży Mówi do żony nic się nie zdarzy Tu jest bezpiecznie Prawie bajecznie I puścił pawia do morskiej straży.1 punkt
-
@jjerzy Maurycy Końskowola na przeszpiegi do przedszkola wybrał się z konewką bo chciał podlać drzewko a tam w kranie Coca-cola.1 punkt
-
Jurny juhas z Poronina chciał na kaca wypić klina do sklepu daleko a pod ręką mleko więc po owcę iść zaczyna.1 punkt
-
Andrzej stale mieszkający w Płudach próbował podnieść pół tony na udach mięśnie napręża umysł wytęża aż psy pochowały się w budach.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne