Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

pezesadzać to można drzewka młode, ale to tylko na wiosnę,
nie ma odwrotu smile.gif
a o wierszu:
nie przebija się przez niego klimat, jakiś tylko się zarysowuje, a to dla mnie za mało,
wiesz ja jestem łowcą klimatów, jak już jakiś znajdę, to i tak nie każdy mi się podoba.
ale wiersz może być ciekawy, tyle tylko, że ja go chyba nie zapamiętam. (zapamiętam tylko, że czytałem...wink.gif )

pozdrawiam.

Opublikowano

Wielce Szanowny Panie Krytyku Łaskawy i Sprawiedliwy oyey,

napisałem, że klimacik się zarysowuje, i że dla mnie to za mało, nie każdemu taki klimat musi się podobać,
a wciskanie mi klimatu na siłę przypomina chyba czasy komunizmu, gdzie wszytko wciskało się na siłę...

panie oyey, przeczytałem wiersz, autorka poznała moją opinię, Ty poznałeś moją, a ja twoją, jest jak jest, nikt z nas poglądów nie zmienii,
ja dalej nie będę siać zamętu i nie będę już na ten temat odpowiadał, i prosze o to samo.

Wybaczcie mi za ten post,

Pozdrawiam,
Kai Fist

Opublikowano

Hej co jest?!? Wiersz jest świetny! I to wcale nie moje zdanie, tylko fakt! Zwróćcie uwagę na te metafory, na bogate słownictwo - środki stylistyczne i słowa urzyte w tym wierszu nikomu nie wciskają klimatu na siłę, po prostu w doskonały sposób buduja sytuację liryczną. Krajobraz lekko zdynamizowany... aż by mi się chciało napisać esej interpretacyjny...

Druga strofa - czyżby nawiązanie do romantyzmu? smile.gif

pozdrawiam bardzo bardzo gorąco. (Ojeja też)

Gość Dawid Ciesla
Opublikowano

Zaraz mnie zlinczujecie, ale co tam... Jak dla mnie, to utwór ten jest czymœ na wzór fraszki/epigramatu zakończonej/ego aforyzmem. Dlaczego tak? Pierwsza częœć, znaczeniowo, możemy zastšpić tytułem. Nie zmieni to niczego w przesłaniu utworu. Opisy i metafory rzeczywiœcie budujš nastrój, nadajš utworowi delikatnoœci, pobudzajš wyobraŸnię, lecz sš tylko ozdobnikiem (nie mówię, że zbędnym). Częœć druga to właœnie ten aforyzm. Opisy obłoków sš przyjemne (stšd lekkoœć fraszki), z kolei częœć 'aforyzmowa' nie brzmi już tak optymistycznie, wskazuje na brak zgody autorki z ;rozstaniem', a zatem na smutek, złoœć, żal, rozpacz, etc. Taki nastrój nie pasuje do fraszki/epigramatu, a zatem summa summarum fraszkš wiersz ten nie jest. No i całe przesłanie zostało zawarte w czterech ostatnich wersach.

Co do formy - wiadomo. Już od samego poczatku cieszy bogactwo językowe. Tu właœciwie nie ma o czym rozważać, każdy wie 'o co chodzi jakby' smile.gif
Zgrabny trzynastozgłoskowiec.

Dodam tylko, że mimo nic nie mówišcej częœci opisowej, nie skróciłbym jej. Wiersz jest dobrze wyważony. Myœlę, że nie chodziło tu o stworzenie traktatu filozoficznego, a raczej kreację nastroju - dlatego przewaga opisów 2:1. Aforyzm nadaje opsom sens, tym samym znacznie zwiększajšc wartoœć uworu.

Podsumowujšc - podoba się.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...