Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie?

 

                *     *     *

 

    Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma.

   - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu.

   - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia. 

   Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela. 

   - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem.

   Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur: spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności.

   - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine.

   Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie.

   - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem.

   - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu.

   - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor. 

   - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar. 

   - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni. 

   - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek.

   Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy. 

   - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem.

 

                *     *     *

 

   - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór.

   - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie. 

   Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią. 

   " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu. 

   " - Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się.

   " - Władza Sithów już nigdy nie powróci."

   Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą. 

   - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu. 

 

   * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen".

 

 

   Kartuzy, 17. Marca 2026 

 

   

 

   

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Wiechu J. K.

   Moim zdaniem błogosławieństwo. Dlaczego? Odpowiem pytaniem. Czy Wszechświat, jako istota tak wszechwiedząca, jak i wszechkreatywna, udzieliłby komuś daru, tego lub innego, wiedząc uprzednio, że przyniesie on przeklęte - by użyć słowa pokrewnego do użytego przez Ciebie - skutki?

   Dziękuję za czytanie i za komentarz. Miłego wieczoru.  

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...