Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sensacje XIX i XX wieku, czyli niesamowite opowieści z pokładowego raptularza Złotej Rybki

Miałem dziwny sen. Śniła mi się Złota Rybka. Słowo daję, prawdziwa. Siadła na tym swoim złotym ogonie i patrzy się na mnie tymi dużymi, rybimi oczami. Łypie tak na mnie jednym okiem, jak wigilijny karp świeżo wyjęty z wody na dwie godziny przed uroczystą wieczerzą. Wzrok pełen nadziei na ułaskawienie od wyroku, a pyszczkiem łapczywie wciąga powietrze jak Breżniew na trybunie podczas defilady pierwszomajowej w Moskwie. No więc pytam się jej grzecznie:
- Co ty tutaj robisz? - A ona na to, że chciała ze mną porozmawiać. Widzę, że się męczy, więc zaproponowałem jej szklaneczkę wody.
- Nie denerwuj mnie! - wydęła złośliwie te śmieszne rybie wargi do przodu.
- To normalny objaw jak przechodzę na powietrze - westchnęła głęboko i zatrzepotała długimi, mokrymi rzęsami.
- Czy to prawda, że spełniasz wszystkie życzenia - zacząłem nieśmiało.
- Nie do końca prawda. Tylko trzy - sapnęła i widać było, że doszła już do siebie.
- Trzy, to i tak dużo. A jakie dostajesz najczęściej do spełnienia? - robiłem wrażenie znudzonego, ale uszy nadstawiałem jak zając w kapuście.
- Jak pewnie wiesz, złote rybki żyją tak długo, dopóki spełniają wszystkie życzenia. Czasami kilkaset lat - rozsiadła się wygodnie i widać było, że chce coś interesującego opowiedzieć.
- To był rok 1804. Obsługiwałam samego Napoleona i tego, jak mu tam, no... tego mnicha z Rosji, Putina.
- Chyba Rasputina - wtrąciłem rzeczowo.
- Może. Widziałam go tylko raz, to niech mu będzie i Razputin.
- Ale to łajdak - łypnęła rybimi białkami w stronę sufitu i szybko przeżegnała się lewą płetwą.
- Dlaczego to robisz lewą płetwą - nie ukrywałem zdziwienia.
- To mi zostało z Rosji - wykrztusiła wciągając powietrze przez zaciśnięte skrzela. Widać było, że przeżywała to wszystko na nowo.
- Ledwie uszłam z życiem - mruknęła wyraźnie niezadowolona, rozglądając się ze strachem dookoła.
- Wracając zaś do Napoleona - kontynuowała - pojmali mnie w sieci królewskiej fregaty, koło Marsylii. Wrzucili mnie zaraz do wiadra z wodą i zanieśli do kajuty Napoleona.
- Przybywasz w samą porę, ale jak chcesz odzyskać wolność musisz spełnić moje trzy życzenia - zaczął bez ogródek.
Patrzę na niego i myślę... co to za bikiniarz z takim wielkim naleśnikiem na głowie? Smierdiakowszczina - pomyślałam złośliwie, a on do mnie wprost:
- po pierwsze, chcę zostać cesarzem Francji i to jak najszybciej.
Założył z tyłu ręce i chodził tak jakiś czas po kajucie.
- Tak czułam. Wiedziałam, że żądza władzy jest gwałtowniejsza od wszystkich innych namiętności. Ta cholerna megalomania Francuzów.
- Przewróciłam się na bok w tym wiaderku i udaję, że się topię. Jeden z oficerów wyciągnął mnie na stół.
- Ocucić! - rozkazał Napoleon
- Jaśnie Panie, ale jak? Rybę, wodą!? - panikował oficer pokładowy.
-Jak nie wodą, to prądem, ty,ty...gamoniu! - ryknął przyszły cesarz i doskoczył do stołu.
- No, jak ja usłyszałam o prądzie, to prawie zaczęłam fruwać i szybko sama wskoczyłam z powrotem do wiaderka z wodą.
- Drugie moje życzenie - mówił Napoleon nie spuszczając ze mnie wzroku-
- kiedy będę już umierał, to... chciałbym umrzeć na kobiecie.
- No nie! - myślę - ty stary satyrze. I prawie wiem jakie będzie trzecie życzenie.
- Wstrzymałam oddech...
- Po trzecie, to chciałbym mieć penisa do... do samej ziemi - wykrztusił jednym tchem.
- Chyba do samej podłogi, Panie Generale - zatrwożył się jeden z oficerów.
- No tak, do podłogi - przyznał Napoleon spuściwszy wzrok na pokład, jakby chciał ocenić czy to mu wystarczy.
- Wreszcie cię mam! - pomyślałam, puszczając triumfalnie serię perlistych baniek powietrza na ścianki wiaderka.
- Zaraz tu zrobię z ciebie francuskiego Pigmeja - dyszałam zemstą nurkując z radością na dno. Wynurzyłam się niespodzianie.
- Dobrze - odparłam, patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że drugie i trzecie życzenie sformułowane jest nielogicznie i daje szansę na dowolną interpretację.
- Nabrałam powietrza w skrzela i mówię: cesarzem zostaniesz w ciągu czterech dni. Umrzesz tak jak chciałeś, na Helenie, a kiedy zdjął spodnie i zobaczyłam tę miernotę, zatarłam z radością płetwy.
- Ja ci zaraz dam do samej podłogi - pomyślałam jadowicie.
- A teraz - odparłam głośno - penisem dostaniesz do podłogi -syknęłam złowieszczo.
Ten francuski Sylen oblizał lubieżnie te swoje obleśne, mściwe, wąskie usta... Czekali w napięciu i nagle... Napoleon poczuł, że nogi mu się kurczą!
Wszyscy wpadli w panikę, a jeden z oficerów przytomnie złapał wiadro i wyrzucił mnie przez burtę. Moc przestała działać. To go uratowało, ale na dwadzieścia centymetrów " ciachnęłam" go w nogach.
Złota Rybka zamknęła pyszczek i spojrzała mi w oczy...
- To niesamowite! - wykrztusiłem zdumiony i patrzyłem na Rybkę z respektem.
- I tak Wielka Francja dostała Wielkiego Kurdupla - z dumą dodała Złota Rybka
- To znaczy, że wszyscy mężczyźni z krótkimi nogami mają takie kompleksy, jak Napoleon? - wysnułem logiczny wniosek.
- Nie popadajmy w uogólnienia - przerwała moje wywody.
- Jest ich jednak dużo. Ci co czekali do końca na spełnienie życzenia, pracują teraz w cyrkach i rozśmieszają ludzi, ale nie jest ich wielu.
Parsknąłem śmiechem - ale ty jesteś sprytna - nie kryłem podziwu, kręcąc głową.
Zatrzepotała znowu tymi ogromnymi rzęsami, wyraźnie zadowolona z siebie.
- Tak, 17 lat potem Napoleon zmarł na świętej Helenie - odparłem, chcąc popisać się znajomością faktów.
- A widzisz, my złote rybki zawsze dotrzymujemy słowa!
Zamyśliła się na moment.
- Swięta Helena, powiadasz, wydawało mi się, że ta Walewska inaczej miała na imię, ale dobrze, że chociaż ją beatyfikowali. Musiała się kobiecina nacierpieć z tym Napoleonem.
- Chciałem zaprzeczyć. Przecież to nie tak było. Ale ona mówiła już dalej;
Spoważniała nagle. Z tym Rasputinem, to nie było tak łatwo. Ten łajdak chciał mieć takiego długiego penisa, żeby podczas erekcji mogło usiąść na mim trzynaście wróbli, jeden obok drugiego.
- O boże! - wstrzymałem oddech. - I co? I co zrobiłaś?!
- Były kłopoty - odpowiedziała - Jak skrzyknęłam czarami 13 wróbli, to zdębiałam
z wrażenia. U nich, w Rosji, wróble większe jak u nas wrony.
Przykryłem się kołdrą z wrażenia, aż po oczy, jak to mówiła.
- Wytężałam wszystkie siły, ale jak siadł ten trzynasty, to ciągle mu jedna nóżka spadała. Rasputin był wyraźnie rozczarowany. Padałam ze zmęczenia.
Taki seans, wbrew pozorom, kosztuje dużo wysiłku. Patrzę na niego błagalnie
i mówię: bądź rozsądny, przecież nie masz krzywdy...
Pomyślał chwilę, machnął ręką i rzekł: na, charaszo, idi k' czortu!
- Po chwili mnie puścili na wolność. Jak dałam dyla przez Władywostok, to się
dopiero w Zatoce Gdańskiej zatrzymałam.
- Ale dlaczego? - spytałem zdumiony.
- Nie znasz Rosji przyjacielu. Jak się wszyscy dowiedzieli o mnie, to woda aż się gotowała od poszukiwaczy Złotej Rybki. Wędki, drgawice, widły. Co kto miał.
W Kijowie, to nawet jeden chciał mnie prądem porazić, ale na szczęście dynamo
mu się popsuło. Oj, gdyby oni mnie wtedy złapali, do dzisiaj musiałabym tam siedzieć i powiększać im te cholerne penisy - dokończyła z wyraźną ulgą.
- Myślę, że prędzej by wróbli zabrakło - pomyślałem głośno, szybko mnożąc męską populację razy trzynaście.
- Ach, Bóg z nimi, to piękny i zarazem straszny kraj - Złota Rybka przeżegnała się
szybko lewą płetwą.
- W 1959 pływałam sobie w Zalewie Zegrzyńskim i tam też jeden taki mnie złowił.
Do dziś nie wiem kto to był. Trochę było w tym mojej winy. Podpłynęłam do jego łódki i słyszę: - Władek, nie daj się, nawet jak przyjdą nocą i kolbami w drzwi załomocą.
- Wiem, wiem kto to był! - zawołałem z ożywieniem. To jeden z największych poetów rewolucyjnych ówczesnego proletariatu.
- Poeta, powiadasz? - Złota Rybka mówiąc to skrzywiła się, jakby cały dzień w occie pływała.
- Mnie to on wyglądał na kłusownika i takie miał przy tym oczy przekrwione -
- ciągnęła z ożywieniem. Przerwała nagle.
- Władek, a co to za imię? - popadła w zadumę. Przerwałem jej opowiadanie
mówiąc, że wtedy, to było bardzo popularne imię. To była epoka Władków,
Mietków, Józków i Cześków. Teraz jest już inaczej. Przyszła moda na Lechów,
Leszków, Olków i Romków. Chociaż jest jeden wyjątek. Mało, że ma Jan na pierwsze, to jeszcze mówią mu Maria.
- O Boże! - Złota Rybka złapała się płetwami za skrzela. To chyba jakaś hybryda, a może to hermafrodyta? - pytała się jakby sama siebie.
- To muszą być jakieś diabelskie sztuczki - dodała z niesmakiem.
- Tak, masz rację, sądząc po nazwisku, to diabeł musiał maczać w tym swoje włochate paluchy.
Otrzepało mnie na samą myśl o tych włochatych paluchach.
- Nigdy by mnie nie złapał na tę leszczynową wędkę - mówiła dalej.
- Ale drań miał drgawicę.
- Co, tak mu ręce latały? - przerwałem jej na moment.
- Widać, że nie masz pojęcia o łapaniu ryb - mówiąc to Rybka spojrzała na mnie
z politowaniem.
- Ale nie powiem, ręce też mu drżały - zawiesiła głos.
- Jak już mnie złapał, to powiedział: no, mam cię wreszcie suko.
- Bardzo się wtedy bałam.
- Pierwsze moje życzenie - powiedział - to, żeby cała ta woda w Zalewie w wódkę się zamieniła. - aż z oczu mu szły iskry, gdy to mówił.
- Rzucił mnie na dno łódki i łapczywie dłonią nabierał wódkę powstałą z wody.
Było mu jednak mało i niewygodnie, bo nagle powiedział : drugie moje życzenie,
to żebyś to wiosło zamieniła w chochlę.
- I stało się tak jak chciał.
- Jak zaczął pić tą chochlą, to tak łódkę rozkołysał, że morskiej choroby dostałam.
Przerwałam mu mówiąc: masz jeszcze ostatnie życzenie? Widziałam, że ma już dość. I wiesz, co on mi wtedy powiedział?
- No dobrze Złota Rybko, daj jeszcze pół litra stołowej i... spadaj!
- Coś podobnego! - wyszeptałem z trwogą.
- No tak, wtedy, aby walczyć skutecznie z proletariatem, wszyscy musieli być na gazie. To tak, jak Amerykanie, żeby wygrać z Indianami, najpierw nauczyli ich
pić wodę ognistą - dodałem, patrząc się w zamyśleniu przed siebie.
Z tego odrętwienia wyrwał mnie głos Złotej Rybki.
- A ty, czy zastanowiłeś się już nad swoim życzeniem?
Przyznam, że zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- Jaa...- zacząłem nieśmiało.
- Tak, ty. Każdy ma przecież jakieś życzenia - przysunęła się do mnie i ciepło spojrzała na mnie tymi swoimi mokrymi oczami.
- Musiałbym pomyśleć - mówiąc to wiedziałem, że gram na czas.
- To pomyśl, niedługo się obudzisz. Nie mamy dużo czasu - nalegała.
- A więc - zacząłem - najpierw chciałbym być słuchawką...
- Coo oo o!! - widziałem, że Złotej Rybce na moment zabrakło powietrza.
- Czy ty przypadkiem nie pracujesz w telekomunikacji! - mówiąc to nie kryła zdumienia.
- Nie, nie taką jak myślisz. Słuchawką od prysznica, w prywatnej łazience, pewnej pół krwi Indianki.
- Tak? A jak się to cudo nazywa - przytupywała nerwowo płetwą po parkiecie mojego pokoju
- To śliczna, śpiewająca mieszanka indiańsko-kanadyjska, Shania Twain.
- Przykro mi, nie znam, ale dobra, to się da załatwić. Co dalej... drugie.
- Drugie moje życzenie, to chciałbym być siodełkiem w pewnym rowerze...
- No nie! Nie wytrzymam! - żachnęła się.
Zbliżyła się do mnie, przystawiając mi płetwę do czoła.
- Czy ty nie masz przypadkiem gorączki? - z troską w głosie badała mnie uważnie swoimi rybimi oczami.
- A po trzecie, to chciałbym być taki malutki jak krwinka czerwona lub leukocyt, a najlepiej taki mały, jak nanorobocik. Chciałbym znaleźć się w organizmie pewnej kobiety, którą muszę dokładnie poznać.
W tym momencie Złota Rybka fiknęła kozła i padła nieruchomo na podłogę.
Poleciałem szybko po wodę. Chlusnąłem na nią całą miednicę. Zaczęła prychać
i krztusić się powietrzem. Wreszcie siadła.
- Jak żyję, to nie słyszałam o takich życzeniach - mówiąc to oddychała, jak ciuchcia
jadąca pod górę.
- Do stu beczek zjełczałego tranu! - wrzasnęła na cały głos.
- I wszystko ma być takie malutkie!? Nic nie chcesz powiększyć! Ja muszę już chyba iść na emeryturę! - krzyczała bijąc ogonem o parkiet.
- Uspokój się. Proszę cię - błagałem, delikatnie polewając ją wodą.
Otrzepała się jak pies po wyjściu z rzeki.
- No dobrze, będzie tak, jak chcesz - sapnęła na koniec zmęczona
- Jeżeli mógłbym cię jeszcze o coś prosić, tak po znajomości - dodałem niepewnie-
- to chciałbym być tym wszystkim, o co prosiłem, tylko dwa dni w każdym tygodniu. Powiedzmy w soboty i niedziele. Wiesz, w poniedziałek muszę iść znowu do pracy. Zgoda?
- Zgoda, niech tak będzie - dodała i uśmiechnęła się życzliwie.
Kiedy możemy przystąpić do realizacji moich życzeń? - spytałem, bacznie patrząc na nią.
- Kiedy? - spojrzała figlarnie - Jak mnie złapiesz! I nagle... plusnęła gdzieś na bok znikając mi z oczu.
Rzuciłem się za nią w pośpiechu. Coś złapałem w dłoń... i wtedy, niestety, obudziłem się. Leżałem na podłodze trzymając dzwoniący budzik.
Spojrzałem mimochodem. Cholera...znowu się spóźnię. Ożesz, w... !!!

Opublikowano

Anno, jak sobie życzysz, ale muszę zamienić się u Ciebie w łazience w mydełko "fa" i przysięgam zniknę kiedyś, ale dopiero po tym, jak się wymydlę... hahaha
Albo w gąbeczkę szybkomknącą po rozpalonym... hahaha
Pozdrawiam Cię fantazjo nieokiełznana. W takiej Parze chyba się sparzę. :)

Opublikowano

dowcipny tekst i użytkowy, sytuacje są autentycznie zabawne, chociaż niektóre aż przedobrzone moim zdaniem. Jedna rzecz, że Rasputin nie żył w czasach napoleońskich, wprawdzie to nieistotne dla tego typu tekstu, ale skoro już wymienia się konkretny rok ;)

Opublikowano

Nie wiem dlaczego, ale mnie to rozśmieszyło ... Rasputina mogłeś odpuścić, chyba że z innego powodu...umieściłeś go dla kasi , to co innego. A poza tym to genialne, powiązania tajne.....widać działają i zachwycam się taką wspanialą wizją subwencjonalną, zwłaszcza przeż te mokre rybusie zimne z co siedzą w akwarium z kaktusem, nie mylić z tuskiem ani z krótko przegubowymi wypasionymi gęsiątkami... strasznie mi się rozpłynęły oczy w śmiechu ... i w formacji żywo poskręcanego moutanta ;)
:))))pozdrawiam , nieprawdoniemównie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • RZEŹBIARZ SŁÓW   Słowa grube i nieociosane bez obrazu i jakieś bez fantazji, niebyłe, te, które się rodzą samotnie gdzieś nad ranem w głowie bezdomnego poety, są tylko gwiezdnym pyłem.   Dłutem pióra zryte bezlitośnie, z krwawych wiór się otrząsają powoli, czasem się wynurzają z zachwytem, innym razem ze wstydem gasną gdzieś w kącie powoli.   A rzeźbiarz rozhulany w swej samolubnej pasji, tnie tępo i układa niezrozumiałe wyrazy, nieważne czy ktoś je obudzi z ciepłem do życia, on rzeźbi piórem zbolałym, i serca delikatne parzy.   Wiór ściele się gęsto pod krytyki butem, czasem słowo sękiem grubym się ze strachem broni, on już nie dba o zbędne detale, o już wie, jaka myśl się na bieli kartki strachliwej wyłoni.   Nagle wrażliwość chwyta aroganta za serce, być może zmarnował z słów myśli surowe, już za późno gdy rylec pióra złamany bólem, już na karcie obraz oprawcy gotowy.   Bogdan Tęcza.
    • @Tectosmith szokować?  Chyba mnie przeceniasz  @Waldemar_Talar_Talar dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Amber bardzo dziękuję Bursztynku za czytanie @tie-break myślę że w czasach które opisuję postrzeganie miłości bliskości było nieco inne  Ludzie znacznie bardziej skupiała się na cielesności niż na emocjach  Dziękuję za tak fantastyczny komentarz  Bardzo mnie cieszy Twoja obecność pod moimi tekstami  Pozdrawiam serdecznie
    • @Tectosmith

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Moja opinia o wrzuconym wierszu nie jest pewnikiem, tylko wyłącznie moją subiektywną opinią. Jeśli masz inną, po prostu to napisz. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest naprawdę dobre - wskazujesz mnie jako osobę nie rozumiejącą tego, co napisałeś:      To napisałeś Ty i wiem (serio), że chodzi o to, że jesteś autorem książki i prawie tysiąca tekstów.      Autorce podoba się bardzo wiele i nie wnikam w jej gusta.      A niby dlaczego? Dlaczego mam nie kwestionować Twojego osądu? Dlaczego miałbym przyjmować Twoje słowa za pewnik?  Jak już napisałem - bycie autorem zobowiązuje do utrzymania spójności w przekazie. 
    • senne imaginacje jak szum zielonego morza i kłosy na dłoni...   ze wszystkich stron czuję puls i oddech   drżenie po zmroku duchy zjawy upiory uklękły oszronione pajęczyną próbują  zwrócić na siebie uwagę   za kilka sreber  rozłożona  na świeżym śniegu  przy ulicy świętej zziębniętej kurwy nędzy   radość  podzielona na wiele osób jak papierowe lampiony  przebija błękit nieba i szybko gaśnie   życie czasami lubi żarty  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...