Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Bunt zgreda, czyli prowokacyjne refleksje


Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 61
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

M. Krzywak

Gdyby wycisnąć z Pana komentarza samą merytoryczną zawartość, jakąś treść odnoszącą się do mojego wpisu, to okazałoby się, że jej nie ma, a to, co Pan tu przedstawił, nazwać można zestawem personalnych ataków i popisem pustosłowia: na temat poezji wypowiada Pan same komunały i tak naprawdę trudno dociec, o co Panu chodzi.

ps.

Rzeczywiście, nie ma Pan obowiązku latać po blogach. Podobnie jak ja nie mam obowiązku zachwycać się reklamowanym przez Pana (You tube) – rapem. Lubi Pan taką muzykę , mnie nic do tego. Lecz wybór tego rodzaju muzyki potwierdza tylko moje przypuszczenie, że jest Pan jeszcze w wieku literackiego raczkowania. A w takim razie nazywanie mnie „kolegą”, jest co najmniej kpiną.

Opublikowano

balzak - ja mam wrażenie, że kolega (albo i nie kolega) nie wie, co sam napisał i teraz nie za bardzo wie, co odpisywać. Otóż, jeżeli kolega (albo i nie kolega) prześledzi treść własnego eseju, ujrzy właśnie coś, co "nazwać można zestawem personalnych ataków i popisem pustosłowia". Co gorsze, dalej kolega (albo i nie kolega) uprawia taką formę wypowiedzi, że dalej zadaje sobie pytanie - po co i na co to komu? Dla mnie to jest ćwiczenie retoryczne, w wieku "zgreda" to raczej nie przystoi. Szczególnie, że to, co kolega (albo i nie kolega) o tej "poezji" pisze, oczywiście dla mnie to jest nieudolne i pozbawione jakiejkolwiek argumentacji - i to chciałem przekazać właśnie na forum dyskusyjnym.
Od kolegi (albo i nie kolegi) dowiedziałem się:
oczytanymi analfabetami,
gdy zaczęli wnikliwie gaworzyć z batonikiem
itd...
itd...
itd...

i praktycznie tak jedzie kolega (albo i nie kolega) po wszystkich z góry na dół.
Czyli, ja mam propozycje - jako, że ten tekst czytają osoby wykształcone,(a w dodatku jest on publiczny), niech kolega (albo i nie kolega) w jakiś sposób go poprawi - czyli zacznie jeszcze raz (najlepiej od nowa). Wtedy z przyjemnością obejrzę ten wspaniały gmach poezji, a kto wie, czy w jakiś sposób dołączę się do jego budowy. Może uda się koledze (albo i nie koledze) ubrać na moją intelektualną gołą pupę majtki.

PS - to jest piosenka z dedykacją, zresztą bardzo adekwatna do danej sytuacji :)

Opublikowano

Aaaaa, to ja bardzo przepraszam, ale zajszła pomyłka. Biorę bowiem równolegle udział w dyskusji na portalu www.rolnicy.pl, gdzie w tej chwili trwa potężna dysputa na temat " z której strony dojona krowa daje więcej lepszego mleka i czy wolno pogwizdywać przy tym" ot co. Tak się wczułem, że piszę, nie patrząc gdzie jestem. Wszystkich inteligentnych przepraszam.

Opublikowano

Pan ma denerwującą mnie manierę spłycania przekazu, a jako idoenista poezji powinien pan oddać wszystkie aspekty tematu.
Rano wstanę, to poczytam wnikliwie dzieło o poezji, które pan przez ten czas napisze, poprawiając wpadkę dzisiejszą.

Opublikowano

Blamaż, kiedy poeci zamiast argumentami, przerzucają się inwektywami. Nie szkoda Wam tyle "jazzu" na oczywistości? Prawda, jak zwykle po środku, chociaż to ci, co przed nami ją przywłaszczą.
Świetnych tekstów Panowie , a nie takich ..."dysput" Wam życzę.
Z rozczarowaniem "Żegnalska".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


heh

- bo nie widziałaś moich cycków
:D
Cholerka, też mam niezłe, ale jeśli Twoje są proporcjonalne do "języczka", to wysiadam. He, he. Ta dygresyjka przy "zacięciu" Panów , zdaje się bardzo na miejscu.Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


heh

- bo nie widziałaś moich cycków
:D
Cholerka, też mam niezłe, ale jeśli Twoje są proporcjonalne do "języczka", to wysiadam. He, he. Ta dygresyjka przy "zacięciu" Panów , zdaje się bardzo na miejscu.Pozdrawiam.
widzisz; tak to jest, jak faceci niewieścieją. zamiast zająć się tym co z przypisu natura oferuje - oni za łby, za jęzory, za dyplomy i heya,banana - który ma puszystszy ogon i kto komu głębiej świecę w zadek wetknie...
gdyby mój Mój był taki gadatliwy, obcięłabym - znaczy... te cycki ;))

brej nocy
kasia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Legenda:

kursywa - truizm
pogrubienie - tezy nie wiadomo skąd i nie wiadomo na jakiej podstawie
[u]podkreślenie[/u] - ewidentna niekonsekwencja,bo:

Podreślone po raz 1: przecież sam pan sobie odpowiada. Pisze najpierw, że bunt to domena młodych, a potem, że musi mieć uzasadnienie. To jest dobre uzasadnienie: jest bunt, bo jest młodość. Chyba że panu chodzi o uzasadnienie racjonalne? hmm... jeżeli pan wymusi na poecie, by był racjonalny, to natychmiast przestanie być poetą. Bycie poetą to jedna z bardziej irracjonalnych rzeczy na tym świecie.
Podkreślone po raz 2: No przecież się buntują, tak? no to chyba na tym bunt polega, że ktoś chce robić po swojemu, a nie np po Bożemu, albo nie po tatowemu?

Czego pan chce od tych młodych, poza tym, że chyba bezskutecznie próbuje ich zrozumieć? I co pan zamierza osiągnąć, przez uskutecznianie takiego pustosłowia? Z tego tekstu nic nie wynika, poza tym, że nie podoba się panu to, co robią młodzi, a to można było napisać w o wiele bardziej skondensowanej formie. Pana uwagi odnośnie do poezji współczesnej uprawianej przez ludzi młodych są zbytnio oderwane od rzeczywistości. Gdyby poparł pan swoją optykę jakimiś faktami, to można byłoby podyskutować, a tak... można się zastanawiać, czy to jakiś żart, czy okrągłe zdania o niczym.
Opublikowano

Najciekawszy i tak jest ostatni akapit - bo wg niego wynika, że podstawą napisania jednego wersu jest "poznanie świata", co już samo w sobie jest absurdem. W tym wypadku same studia nie wystarczą młodemu, bo to jest takie powierzchowne ujęcie rzeczy (kilka przemian może jest w nich zawarte). Teza - poznajemy świat jest tak szeroka, że aż nieobjęta i w tym momencie wszyscy młodzi pozostają bezbronni i zmuszeni doczekania się sędziwego wieku, w którym może jakąś cząstkę świata poznają.
A teraz pytanie o język - cytowany Mickiewicz oczywiście używał tzw. "prostego języka" (to infantylnie brzmi, ale niech roboczo ta nazwa zostanie, jak autor napisze elaborat o poezji będziemy ją rozwijać), jednak język autora eseju daleko odbiega od, powiedzmy, estetyki mickiewiczowskiej - najeżony jest kolokwializmami, często młodzieżową pogwarką (tytułowe "zgredy"), przedszkolnymi wyzwiskami. "Artystyczny gołodupiec" to już dzwon bijący na alarm - czy autor tego tekstu chce wychować poetów, czy chuliganów poezji?
I na czym polegac ma ta harówa poznawcza, której autor się nie podjął? Normalne funkcjonowanie to na pewno literatura, na pewno goszczenie w pewnych lokalach, na pewno teatr, kino itp - to norma. Na pewno dyskusje, na pewno wycieczka w góry. Sądząc po jednym jedynym utworze autora ("Rytmika") ta harówa polega na ścisłej kopii rytmu, co sprowadza go do pokroju marginesowej poetyki "watażki", bo i w tym wierszyku ta slangowa mowa występuje. Poeta jest rzemieślnikiem, co właśnie m. in. zanegował wspominany już Mickiewicz (i jego pokolenie), bo jak autor pamięta, poetyka klasycyzmy opierała się na wzorach.
Szkoda, że balzac nie podał ANI JEDNEGO wzorca poezji, którą on proponuje - bo argument, że ktoś "starszy jest mądrzejszy" traci w tym wypadku na aktualności. Zostaje ciąganie za język, chociaż i tutaj autor balzac znajdzie szufladkę - "ten jest z tych, tamten z tamtych". Oczywiście, po lekturze takiego tekstu z tym większą przyjemnością rzucę się w ramiona młodych koleżanek. Ta propozycja odbudowania gmachu to kolejna prowokacja, bo na poważnie tego czegoś brać się nie da.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I Pan właśnie jest tym geniuszem, który jest w stanie oddzielić ziarno od plew?

Sorry, ale albo Pana starość dopada, albo głupota.
Opublikowano

M. Krzywak

Z Pańskiego wiersza-wyznania ”życie mi obrzydło”, przytaczam cenny fragmencik ilustrujący naszą dotychczasową pogwarkę:
„niektórzy z nas jeszcze z tego nie wyrośli i płodzą
garbate dzieciaki z tych samych skojarzeń
po dobrym litrze to można nazwać poezją”.

I w tymże fragmencie zawiera się istota naszego sporu, bowiem wychodzi na to, że mamy wielce odmienny sposób patrzenia na poetycką rzeczywistość: ja widzę jej nieustanną ciągłość, konsekwencję przetwarzania przeszłych dokonań i wzbogacania ich poprzez, np. język, Pan natomiast chce w niej dostrzec tylko – TERAŹNIEJSZOŚĆ, tylko czystą kartę pełną starawych „nowinek”, mętniackich ewentualności, milionowego odkrywania Ameryk, babrania się w kopiowaniu po wielokroć napisanych, a banalnych spostrzeżeń. Faktycznie, poezji w proponowanym przez Pana stylu, bez litra nie ma. Ale skoro Pan to zauważa, dlaczego jej Pan broni?

pozdrawiam

Marek Jastrząb

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Marek Jastrząb

Dołączenie: 21 Sty 2009 16:24
Posty: 57

Post O sobie
Twórczość jest dla mnie wszystkim po trochu: lekcją pokory, karą, nagrodą, zabawą i przygodą z darowaną obecnością, atrakcyjną i podniecającą odmianą egzystencji, ucieczką w śmiech przed jej rzeczywistą monotonią i zarazem niezgodą na jej dziadostwo, świadomym zagadywaniem swoich cierpień, tych prawdziwych i tych wyolbrzymionych, względnych, bo subiektywnych, odwracaniem od nich uwagi, reakcją organizmu na zmianę osobowości, lekarstwem na chroniczne osamotnienie i fałszywe współczucie, ratunkowym kołem prze agresywną nieżyczliwością bliźnich, zastępczą formą bytu na uwięzi, nieruchomym ruchem, sposobem na senne koszmary i emocjonalną huśtawkę, wyzwaniem, uczeniem się pokonywania trudności, zbawiennym przejściem w stan duchowej metamorfozy, daremną próbą zrozumienia siebie i dożywotnim, nieudolnym, i dlatego stale podejmowanym usiłowaniem określenia swojej wewnętrznej kondycji.


Ostatnio edytowany przez Marek Jastrząb 15 Maj 2009 14:34, edytowano w sumie 2 razy
-------------------------------------------------------------------------------------------------
:D Pozdrawiam
Opublikowano

Marek Jastrząb - o, wreszcie doczekałem się 6 sensownych linijek. I teraz pytam - czy "twoje oczy" nie jest najbardziej konwencjonalnym poetyzmem? Jest. Podobnie - "moje dłonie", "moje serce" i wszystkie "cię, się", jakie występują w poezji współczesnej. Plus rymy gramatyczne, plus różne takie. Ale - to jest warstwa językowa, to jest naturalne i to nawet jest normalne. Czy wg pana każdy, kto zdecyduje się napisać wiersz ma czekać? I na co czekać? Żeby uznać coś za gotowe, należy to zaprezentować. I tutaj właśnie jest ta prezentacja. Zresztą pan jako autor tego eseju jest niekonsekwentny, bo bez obrazy - ale pan tez powinien jeszcze poczekać z debiutem (oczywiście będąc w zgodzie z tym, co pan pisze).
Co do tego, co ja chce dostrzec - jakby się pan wczytał dobrze, to daje sobie rękę uciąć, że nawet w tym utworze, który pan przytoczył trzy wersy jest odniesienie do przeszłości (bodajże "Wernyhora"), czy do Norwida (owe "fortepiany"), pomijając baśniowe krasnoludki. Dlatego pytam - panie Marku - pan potrafi czytać poezje? Czy pan tylko udaje? Ja jestem na sto procent przekonany, że nie potrafi pan odczytać poprawnie tekstu, a używa oderwanych fragmentów dla własnej wygody kontrargumentacji.I przez co właśnie zrodził się ten "spór" (chociaż to dal mnie nie jest spór, bo naprawdę nie ma pan takiego argumentu, żeby mnie zmusił do poważniejszego myślenia). Pan się nastawił na pozę, na sztubactwo - używa pan języka pokolenia, do którego pan nie należy o to jest nieautentyczne, sztuczne - i każdy tutaj to czuje. Albo niech pan pisze jak dorosły, albo jak młodzieżowiec, a nie dorosły udający młodzieżowca. Dlatego ja jednak zostanę przy mojej poezji, bo pan po prostu zaproponował nic, a takie nic mnie nie satysfakcjonuje. Pan nie pisze zupełnie o poezji, pan zazdrości ludziom tego, że żyją. Smutne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Radosław Jest myśl !!
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew   jest poetycko zmysłowo   pachnie poezją:)   to bardzo miły zapach:)    
    • Listy.       25-letni hydraulik, Roman C., ma żonę. I w tym fakcie nie ma nic nadzwyczajnego, bo przecież wielu mężczyzn w tym wieku posiada żonę lub męża, ale sytuacja Romana C. jest o tyle nietypowa, że posiada on żonę tylko w stosownych dokumentach, bo w rzeczywistości ta uciekła do 50-letniego architekta, Vincenta Z., a konkretnie odjechała jego Mercedesem klasy S. Było tak późnym wieczorem, kiedy zwykli ludzie chodzący rano do pracy już dawno śpią. Vincent Z. jechał samochodem głównymi ulicami stolicy. Wracał do domu z małego przyjęcia po wernisażu malarskim swojego przyjaciela, kiedy nagle w świetle ulicznych lamp zobaczył smukłą dziewczynę ubraną jedynie w majtki. Jedną ręką zasłaniała sobie piersi, a dłoń drugiej trzymała na łonie, chociaż miała przecież już ochronę w postaci majtek. Takie podwójne zabezpieczenie wrażliwych miejsc może świadczyć o szczególnej cnocie kobiety, ale kiedy będący po dwóch kieliszkach szampana i w doskonałym humorze architekt zatrzymał wóz i wysiadł, pytając cnotliwą dziewczynę, czy może jej jakoś pomóc, ta bez chwili zwłoki wskoczyła na przednie siedzenie jego samochodu. Noc była dla lekko starzejącego się Vincenta Z. jak bajkowy sen, ale były też następne noce i dni. Z okazji otrzymanego od losu takiego szczęścia architekt wziął sobie urlop w swojej własnej pracowni. Wiedział już, że jego nowa miłość ma na imię Ania i że kiedy była na basenie, jakiś bezwzględny złodziej ukradł jej wszystko, łącznie z ubraniem. Po zamknięciu basenu przesiedziała godzinę w krzakach i kiedy architekt ją zobaczył, przemykała ulicami do domu. Powiedziała też swojemu wybawcy, że ma męża. On spytał, kim jest. Odpowiedziała, że hydraulikiem pracującym w wodociągach miejskich. „Ach tak” – powiedział architekt, a w duchu pomyślał, że oto trafiła mu się świetna dziewczyna, której mąż jest jakimś tam zwykłym hydraulikiem. „Cóż za przeciwnik może być dla mnie, hydraulik? Zjadłem takich frajerów na śniadanie”. Ale to był błąd. Nie minęły nawet dwa tygodnie, a już w odwiedziny do Vincenta Z. przyszedł hydraulik, który nieznanymi sposobami, jako szarpany zazdrością mąż, zdobył adres domowy architekta. Bez zapowiedzi więc nie został wpuszczony, tym bardziej że nikogo nie było w domu, bo zakochani jedli akurat kolację w luksusowym lokalu. Ale hydraulicy mają złe nawyki, szczególnie gdy są po pracy, i nie odchodzą od drzwi, kiedy zadzwonią i nikt im nie otworzy. Ten akurat monter instalacji wodno-kanalizacyjnej był po robocie i nie dał się łatwo spławić banalną nieobecnością gospodarza. Zakochani wrócili wczesną nocą. Hydraulik nie został jednak wpuszczony pod okna, pod którymi mógłby wykrzykiwać swoje lamenty, stał bowiem przy furtce, a uruchamiana pilotem brama była kilkadziesiąt metrów dalej, bo przecież posiadłość była nadzwyczaj okazała. Gdy dobiegł, brama była już zamknięta. Przez płot bał się wejść, bo gospodarz wypuścił z kojca dwa wielkie psy. Tak więc tego wieczoru nie spojrzał nawet w oczy swojej niewiernej żonie, na co, jak się wydaje, miał wielką ochotę. Stojąc przy ogrodzeniu, ale na ulicy, miotał wyzwiskami pod adresem nie tylko architekta, lecz również własnej żony. Był bardzo głośny i jego lamenty najwyraźniej przeszkadzały wysublimowanym lokatorom stojących wokół willi, bo ktoś wezwał straż miejską, a ta zabrała rozhisteryzowanego Romana C. Następnego dnia, zaraz po pracy, przybiegł pod dom złodzieja swojej własnej żony, racząc się wcześniej alkoholem pitym wprost z butelki, widocznie dla podniesienia sobie otuchy. Ale architekt ze swoją kochanką, a żoną hydraulika, pływał cały dzień żaglówką. Wrócili późnym wieczorem i już Vincent Z. miał naciskać pilota uruchamiającego bramę, kiedy pod jedną z choinek zobaczył zaczajonego pod nią mężczyznę. Z samochodu zadzwonił po policję i już po niedługim czasie napompowany alkoholem hydraulik pojechał do izby wytrzeźwień, a zakochani do rana baraszkowali na puszystym dywanie. 50-letni Vincent, architekt, nie był przecież już młodzieniaszkiem i pewnie seksowna kobieta chcąca akurat przewietrzyć pościel, a niemająca pod ręką trzepaka, nie miałaby z niego pociechy przy wieszaniu prześcieradła czy innej kołdry, na przykład. Ale Ani C. architekt imponował spokojem cechującym ludzi zamożnych, bukietami kwiatów, podarunkami, miłymi słówkami, urokiem życia i stylem bycia, bardzo różnym od nudnego i nerwowego, bo konwulsyjnie poskręcanego zazdrością życia z własnym mężem. Praca hydraulika nie wymaga intelektualnej wprawy i nie jest twórcza, żeby taki intelekt pobudzać. A więc drogi myślowe montera instalacji wodno-kanalizacyjnych nie dają się łatwo ogarnąć normalnym ludziom. Roman C. doszedł do wniosku, że musi zaalarmować cały świat, aby tylko ta skończona łachudra, jego żona, wróciła do domu. Sięgnął więc po pióro i zaczął pisać listy do Sejmu i Senatu, policji, związku architektów, różnych rzeczników, gazet i tygodników, tych kolorowych również. Prosił w nich o pomoc, bo ten Vincent Z., zamieszkały tu i tu, ukradł mu żonę, którą niewoli, i czy złodziej żon może w ogóle być architektem – dopytywał adresatów retorycznie. Napisał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pisał do różnych agentów Unii Europejskiej. W liście do królowej brytyjskiej Elżbiety II żalił się, że nikt nie chce mu pomóc, a przecież ten łobuz, który uwiódł mu żonę, jest pedofilem, bo uwięziona ma dopiero 23 lata. Biuro prasowe królowej przysłało na papierze Pałacu Królewskiego słowa pociechy. Ponadto królowa kazała mu być dobrej myśli. List był po angielsku, więc go nie przeczytał, bo akurat tak się przypadkiem zdarzyło, że w tym języku nie był biegły. Nie chciało się jednak odpisać cierpiącemu hydraulikowi ani papieżowi, ani prezydentom kilku państw z różnych kontynentów, ani nawet pani Merkel, która przecież jest tak egzotycznie i nienaturalnie wyczulona na losy polskich obywateli. Jeden list zrobił jednak na kimś wrażenie, i to na kimś w siedzibie Narodów Zjednoczonych. Trafił do Nowego Jorku do tłumaczki. Zanim to się jednak stało, bardzo zniesmaczony dotychczasowymi rezultatami swoich działań hydraulik napisał kolejny list do ministra spraw wewnętrznych. Pisał w nim, że widział, jak ktoś zakopuje w lesie niedaleko drogi tej a tej, przy dużym ciemnym kamieniu, zwłoki zamordowanej kobiety. Do listu dołączył szkic sytuacyjny. Listu tego nie podpisał, wszystko natomiast starannie wytarł, łącznie z kopertą. Na taką informację policja zareagowała natychmiast. Miejsce było tak dokładnie opisane, że grupa dochodzeniowa dotarła tam bez zwłoki. Na miejscu, w płytkim grobie, niezbyt starannie zamaskowanym, leżały zwłoki kobiety z ranami po nożu w okolicach serca. Niemłoda już kobieta ubrana była wyjątkowo odświętnie, jakby wprost odeszła od świątecznego obiadu. Zwłoki przewieziono natychmiast do zakładu medycyny sądowej zajmującego się szukaniem przyczyn śmierci, rozbierając badane osoby niemal na czynniki pierwsze. W kieszeniach garsonki znaleziono dwa listy. Jeden ze stacji serwisowej Mercedesa, w którym serwisant udzielał rabatu na swoje usługi panu Vincentowi Z., zamieszkałemu tu i tu. Drugi zaś był rachunkiem za usługi telekomunikacyjne na kwotę 376 zł i 35 gr i był wystawiony na pracownię architektoniczną z siedzibą w centrum miasta, a przesłany na domowy adres Vincenta Z. właśnie. Porywacz żony hydraulika został zatrzymany i po przeprowadzonej w willi rewizji przewieziony do aresztu. Podczas przeszukania willi do domu weszła elegancka i pachnąca kobieta. Policjantom przedstawiła się jako Teresa Z., żona właściciela pracowni architektonicznej o uwodzicielskiej i zwodniczej nazwie „PHANTOM”. Vincent Z. został tymczasowo aresztowany. Nie można było ustalić, kim jest odkopana w lesie kobieta. Na przesłuchaniach Vincent Z. kierował uwagę policjantów w stronę męża swojej kochanki, bo przecież jaki mógłby mieć cel architekt jego klasy, aby mordować starsze niewiasty? Policjanci podążyli tropem wskazanym przez siedzącego w więzieniu architekta. Podczas wielogodzinnego przesłuchania hydraulik zeznał, że sam zbrodnię zaplanował, kierując poszlaki na architekta, aby tylko wyrwać ukochaną i niewinną żonę z rąk tego starego zboczeńca. Poszedł mianowicie na cmentarz, znalazł świeży grób, wykopał ciało i zawiózł je swoim Fiatem 126p do lasu i wrzucił je we wcześniej wykopany dół. Zanim to zrobił, kilkakrotnie dźgnął kobietę w okolice serca nożem monterskim, jaki w jego przedsiębiorstwie pracodawca rozdaje hydraulikom. W kieszeń garsonki wsadził ukradzione ze skrzynki pocztowej architekta listy. Vincenta Z. natychmiast zwolniono z aresztu, a hydraulika oskarżono o zbezczeszczenie zwłok, wprowadzenie policji w błąd, kradzież korespondencji i z kilku jeszcze artykułów kodeksu karnego. W konsekwencji tej sprawy niewierna żona wróciła do hydraulika wykonującego instalacje wodno-kanalizacyjne, a on sam został skazany na więzienie w zawieszeniu i grzywnę, bo sąd pod wpływem biegłego psychologa dopatrzył się okoliczności łagodzących wynikających z jego głębokiej desperacji. Niestety, ten brak altruistycznych pobudek w dzieleniu się żoną z innymi mężczyznami sprawi mu, biorąc pod uwagę temperament, jeszcze kłopot, ale to jest jego własna melodia przyszłości. Najgorzej na używaniu cudzej żony wyszedł architekt Vincent Z. Jego własna żona bez zbędnych ceregieli wywaliła go z domu, który stanowił jej własność i tak było zapisane w przedmałżeńskiej intercyzie. Odjechał więc swoim wyładowanym rzeczami osobistymi Mercedesem klasy S, bogatszy o wrażenia, które przecież dla każdego człowieka są najbardziej wartościową kolekcją życia.      
    • @karenka @Grahamoza @Leszek Piotr Laskowski dzięki Wam serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...