Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Los zarządził przypadkowo,
złamał ziemskie ciało,
tak skazane wyrywkowo
z bólu wyło i płakało.

Życie kocha niespodzianki,
gdzie tu jest powaga!?
A z tragedią idzie w szranki
prawda smutna, naga.

Plany snuła nad przyszłością,
przed oczyma błysk nieznany,
ból pożegnał ją z radością
- zniknął świat kochany.

Został smutek, ten skazaniec
duet z bólem razem,
czas już przerwać losu taniec
wewnętrznym rozkazem.

Podświadomość most buduje
świeci on nadzieją,
a w ciemności ciało czuje,
że się cuda dzieją.

Jeszcze trochę czasu minie
droga niedaleka,
ból ze smutkiem szybko zginie,
dowód - most i rzeka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję. Wiersz to stara historia kobiety po ciężkim wypadku, (kręgosłup) która zaczęła malować i żyć normalnie, bez kompleksów choroby. "Most nadziei" to jeden z jej obrazów, który mną wstrząsnął. Pasja i wiara jeszcze raz udowodniły o swoim leczniczym wpływie. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję za budujące podpowiedzi wyrażone w sposób precyzyjny - poprawiłem wg. Twojej słusznej sugestii, a ze stylem, chyba już do końca będę się brał za "bary". Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Panie Biały za mądry komentarz, ale pozostali komentujący też mają swoje racje, bo kiedy zacząłem liczyć zgłoski (sylaby) to do końca powinienem być konsekwentny - to mnie wytknięto...lub wprowadzić "wolnoamerykankę", wg. współczesnych zasad, co i Ty sugerujesz. Ale pisanie to czysty indywidualizm. Pozdrawiam.
Opublikowano

jeszcze raz poczytałam dla przyjemności,
a to zabieram

Jeszcze trochę czasu minie
droga niedaleka,
ból ze smutkiem szybko zginie,
dowód - most i rzeka.


rzeka kojarzy mi się z życiem, które wartko zdąża do źródła, a most - z nadzieją, że mimo wirów dopłynę...do celu
ładny i mądry wiersz

ciepło i serdecznie :-)
Krysia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...