Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pod jabłonią w raju żyli sobie
Adam i Ewa.
Ewie marzył się Adam, a nie jabłko.
Adam wolał jabłko od Ewy.
Zerwał, a potem Ewa spadła z drzewa.
Adam z jabłonią śmiali się z Ewy i jabłka.

Ten raj istniał naprawdę.
Wąż był sztuczny.
Dobrze, że Ewa tym razem znowu nie złamała żebra.

Pękł wąż.
Pokochali się Adam i Ewa.
Teraz jabłka same spadały z drzewa.
Zajadali się jabłkami.
Jabłka były niedobre.

- Dobra, niech będzie...

- A więc tak ... hmm, hmm ... patrząc na to jedno jabłko, które spadło
i rozpołowiło się...to ono nie jest... nie jest takie złe.
- I w ogóle, tak sobie patrząc na jabłka, to niektóre mogą być dobre.
Mniam, mniam...

:)

Ostatnio edytowany przez Fly Elika (Dzisiaj 02:23:57)

Opublikowano

Forma tych wersów , to chyba nie wiersz tylko jakaś
treść...
Fly, jak już piszesz coś, to pomyśl
gal i matias albo matias i gal :)))
maciaś coś ?

popraw ten raj risik, jabłka może nie są aż takie złe hmm?

pozdrawiam cieplutko :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sir Isaac musiał cierpieć podobnie - i ja swoje przecierpiałam nad tym utworem ;))
pozdrówki
kasia

cóż przykro mi za Wasze cierpienia, przyjmuję , to że cierpienia wg mnie niezawinione
pozostają czasem same z sobą
jak w tym czasie nic nie pozostaje :) są wpisane w życie, może to utarcie pewnych reguł
nie pozwala czasem zbyt długo na zmianę lub złamanie zasad wcześniej postawionych

wszystko płynie czasem w nurcie napełniając naczynia
z przedwczoraj, wczoraj trzeba wylać by zmieniło się dzisiaj

pozdrawiam kasiu... śmiesznie i zagadkowo piszesz, jakby chaotycznie , przez co nie rozumiem ciebie :) przypomina mi to jakby jakiegoś chochlika :)

pozdrawiam
Opublikowano

Cammomile, rozmieszyłaś mnie ;) czasem ci się udaje ;)
matias, maciaś
niech Ci będzie zamoczyłam się i maczam swoje myśli w Tym tutaj
nie da się ukryć, oby korzenie za długie i grube nie zapuścić
bez przyczyny,
a powód, gdzie potok słów piękny usłyszysz, marzysz by płynąć
z nim jak najdłużej... poza Tym nurtem słychać wiatr, który
wiruje swoimi i prądami, mniej odczuwasz to inaczej...

pozdrawiam cieplutko :DD

Opublikowano

smutna prawda o "jabłku rozłupanym na pół", rozdarta miłość ... niedobra, zatruwa i boli

kilka moich spostrzeżeń (subiektywnych oczywiście) co do formy: jakoś mi "nie leży tytuł", ponadto można by co nieco "wyciąć" i zostawić tylko to, co najistotniejsze;
aha, jeszcze zwróciło moją uwagę, że Adam zerwał jabłko, to odwrotność Biblii, bo tam Ewa kuszona przez węża zerwała i podała Adamowi...to tak dla uściślenia prawdy, choć rozumiem, co chciałaś powiedzieć, więc może jest tu jakaś celowość...nie wiem...

to tyle po mojemu...szczerze tak jak czuję

serdecznie pozdrawiam Fly :-)
Krysia

Opublikowano

Prawda jest taka tereso 943 , że pisałam w kontekście mieszanym, nie da się ukryć (podświadomośc dobra i zła się nakłada czasem ale to nie to samo),
zaistniałym tutaj rozumowaniem moim sytuacji... również i ponadto chciałam zawrzeć jakąś tam prawdę uniwersalną ... pewnie że i ze swojego punktu widzenia i praktycznego!!! ( twój komentarz jest również opóźniony do czasu słów przeze mnie napisanych w tym )


Ponadto wszystko płynie to był wiersz z przedwczoraj .. widzisz datę ? godzinę ?
Nie wiem dlaczego przeważnie twój ton komentarza odbieram często, jako dołujący i krzywdzący z powodu nie rozumienia, jakby wywracający,
nie szkodzi ...
coś sugerujesz 'miłość rozdarta niedobra'...cóż.. twoja wola i odbiór i pewnie i uroda
twojego i wobec mnie odbierania

pozdrawiam

Opublikowano

spoko Fly ja rozumiem, nie irytuj sie już...
powiedz krótko, że rozdarcie nie może byc miłością

hmm... tak sobie marzę , ze miłość to jedno uczucie i pokona wszystko
co było człowieka rozdarciem i tyle i już ..
jak sobie radzi to sprawa tego uczucia siły ... odradzasz się FLY

ciepło pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sir Isaac musiał cierpieć podobnie - i ja swoje przecierpiałam nad tym utworem ;))
pozdrówki
kasia

cóż przykro mi za Wasze cierpienia, przyjmuję , to że sama
nic nie pozostaje :) są wpisane w życie, może to utarcie pewnych reguł
nie pozwala czasem zbyt długo na zmianę lub złamanie zasad wcześniej postawionych

wszystko płynie czasem w nurcie napełniając naczynia
z przedwczoraj, wczoraj trzeba wylać by zmieniło się dzisiaj

pozdrawiam kasiu... śmiesznie i zagadkowo piszesz, jakby chaotycznie , przez co nie rozumiem ciebie :) przypomina mi to chochlika :)

pozdrawiam


śliczny komentarz
poetycki - lepszy od wiersza
nie chochlik - daleko mi do doskonałości, może czasem coś pozawijam i dlatego ;)
dlaczego "Waszą"? - że Newton też?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przykro mi, że zajrzałam nie o tej godzinie a nie innej, ale nie mam zbyt wiele czasu, żeby wszystko od razu czytać...sorry, nie będę więcej komentować;
aha, jeszcze wyjaśnię... "rozdarta miłość" w moim rozumieniu (cóż zrobię, że tak rozumiem?) miała oznaczać "rozpołowienie jabłka", rozdzielenie Adama i Ewy...no, ale jak widać źle odczytałam ;(

pozdrawiam
Opublikowano

ależ Tereso komentuj, sobie skoro tak rozumiesz, to twoje w tym widzenie rzeczy, tylko akurat nie pokrywa się z moim, bo jeśli dwoje ludzi się rozdzieliło, to nie świadczy o rozdarciu, bo łączy ich miłość, tak tez może być. Poza tym nie ma potrzeby każdego w moim przypadku utworu wałkować ciągle od początku, i przypominać rozdarcia bez miłosne,oszukańcze i porównywać do miłosne w jakiejś tam teoretyce rozdzielenia , czy faktu :)) np.

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Śmieszna i nie śmieszna, starałam się jakby napisać
to w miarę śmiesznie, nie nadając jakiegoś klimatu dramatu
czy zupełnego śmiechu. Tak jak na sucho 'powiedzmy sie to czasem widzi'

Dzięki za czytanie i uśmiech.

serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

Ciekawa forma przekazu podoba się całość, a symbol jabłka jest szczególnie ciekawie przedstawiony, gdyż można się uśmiechnąć jak i posmutnieć. Zależy to tylko od punktu odniesienia z którego widzimy jabłko.

serdecznie i ciepło

13

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Kolejny raz drzwi windy rozwarły się na boki, za nimi ukazał się  oświetlony lampami o mlecznym szkle, korytarz klatki schodowej. Całkiem dobrze utrzymanej i zadbanej  jak na dzielnicę w której znajdował się ten konkretny wieżowiec. Trochę doniczkowej zieleni,  kilka rowerów  i jeden wózek dziecięcy  na zimnej posadzce  kładzionej na wzór  dwukolorowej szachownicy. Wąskie a szerokie okienka nie wpuszczające zbyt wiele ożywczego, naturalnego światła. Szyby ich były zakurzone i przymulone od papierosowego dymu, palących na klatce chłopców.     Nie było ich stać  na picie i zabawę w pobliskim barze. Dlatego oblegali, sklep z alkoholem, który zajmował niewielki budynek  naprzeciw wieżowca. Pielgrzymowali tam  od wczesnego rana do późnego wieczora. Właścicielka kończyła pracę  ledwie godzinę przed północą, Więc mieli aż nazbyt wiele czasu  by oddać się ochoczo  w alkoholowe odmęty zapomnienia.     Choć zawsze jeździłem windą, mimo tego że przerażało mnie to  i to nie z powodu lęku  o stan techniczny urządzenia czy klaustrofobicznych przestrzeni a po prostu  częstej jazdy w towarzystwie wielu osób, których niby znałem jako sąsiadów, ale nigdy nie potrzebowałem spotykać na swej drodze samotnika i wyrzutka. Nie potrafiłem nawiązywać  choć przelotnych, pełnych  podstawowych grzeczności kontaktów.     Kogo to mogło obchodzić jak minął mi dzień, lub dokąd lub skąd idę. Dzień dobry. Żaden dzień mojego życia taki nie jest. Dobranoc. Bezsenna, pełna bolesnych retrospekcji, rozmowy z sennymi koszmarami,  które wychodzą z głowy  i patrzą na zamęczone ciało,  unieruchomione w pościeli. Oczy szeroko zamknięte. Na realne potrzeby. Na znalezienie wyjścia z labiryntu.   Staram się zawsze uciec w kąt. Choć w windzie jest to dosłownie niemożliwe. Wszyscy zaszczycają mnie swym wzrokiem. Nie potrafię odpowiedzieć tym samym. Pocę się i duszę wręcz  próbując nie odwzajemniać zainteresowania. Lecz gdzie mogę skoncentrować uwagę. Na lustrze? Po to by patrzeć na siebie i nie poznawać się. W domu nie mam luster. Nie mam ochoty patrzeć na postęp choroby i nieodwracalnych skutków alienacji. Ale ludzie chcą widzieć i przyciąga ich to. A ja nie chcę tłumaczyć, dlaczego wybrałem tak jak wybrałem.     Przecież nie będę też udawał,  że czytam regulamin dźwigu. Ja człowiek z poza kanonu, charakterystyki, regulaminów i zasad społecznych. Zakazy mnie denerwują. Uważam, że nie powinniśmy  zakazywać niczego co nie godzi  w bezpieczeństwo publiczne  i niezależność jednostki. Człowiek żyję po to by żyć a nie wegetować w klatce zakazów i nakazów, wyimaginowanych rządów i bóstw.   Dlatego najczęściej po prostu  patrzę w czerwone cyfry na panelu. Jak wędrują piętra w górę i w dół. Sinusoida życia. Reakcji i stadiów. Burzy i letargu. Mania stworzenia i lęk destrukcji. Umysłu poety. Czekam na swoje piętro. Wciśnięty w opiekuńczą ciepłotę ciał stada. To nie mój gatunek. Nie moje stado. Gdyby tylko wiedzieli kogo próbują chronić. Gdyby tylko znaleźli się ze mną  za drzwiami mego mieszkania. Wtedy czar o dobrym lecz dziwnym sąsiedzie  prysł by w jednej chwili. Odkryliby wiersze i pamiętniki. Luźne zapiski. A co najważniejsze, tajemnicę, która jest zbyt straszna. Nawet dla mnie.   Na panelu wyświetliła się cyfra pięć. Jeden ze starszych sąsiadów  pożegnał się z nami  i wysiadł utykając lekko na prawą nogę. Cyfra siedem. dwie młode siostry,  wysiadły życząc nam miłego dnia. Zarzuciły plecaki na ramiona i ruszyły pędem ku mieszkaniu  spiesząc na spóźniony obiad. Cyfra dziewięć. Sąsiadka w średnim wieku  chwyciła siatki z zakupami  i szybko opuściła kabinę. Zawsze była wredna, wścibska i niemiła.     Zostaliśmy tylko we dwóch. Ja i biedny studenciak  z mieszkania naprzeciw. Chodził do szkoły muzycznej i śpiewał. zawsze z gitarą w futerale. Ubrany w znoszone buty,  cerowane spodnie i płaszcz  w tak tragicznym stanie  jak gdyby okradł z niego bezdomnego. Czasami pukał do mnie po jakieś drobne  lub kilka kromek chleba. Grał i śpiewał pięknie. Miał talent ale co ważniejsze  jego cierpienie miało widać głęboki sens  a dusza miała już dość. Pisał własne piosenki. Tylko tak mógł  choć na moment usidlić swe demony. Był jedynym godnym, bym kiedyś mógł pokazać mu swoje teksty. Lubiłem go. Kocham inność.   Piętro dziesiąte. Ostatnie. Wysiadamy. On z futerałem ja z rękoma w kieszeniach. Nie za dobrze pan dziś wygląda. Ta depresja pana wykończy. Zdobyłem się na lekki uśmiech. Czułbym się lepiej będąc martwy. Wiem, że Ty to rozumiesz. Jego mina mówiła tylko prawdę. Pożegnaliśmy się pomiędzy swoimi mieszkaniami  i zakluczyliśmy szybko drzwi po wejściu.   Wszedłem przez ciemny przedpokój  do salonu i zapaliłem światło. Dobry wieczór kochanie. Jestem już tylko z Tobą i dla Ciebie. Najpierw zaparzę kawę a potem  opowiem Ci cały mój dzień. Tylko ona była moim szczęściem i życiem. Jedynym powodem ku temu  by nie wyskoczyć oknem  wprost na zaparkowane na parkingu auta. Była tylko moja. Łączyło nas wszystko  a dzieliła jedynie odległość.     Cały salon był w jej fotografiach. Były ich setki a może tysiące. Ściany i sufit były nimi wyklejone  szafka i biurko również. Ich stosy były na kanapie i parapecie. Dziesiątki stały w oprawach. Najpiękniejsze z nich były święte. Ozdobione kwiatami i podświetlone świecami. Każdy wiersz powstawał dla niej. Czekałem, zawsze tylko na jej wiadomość. Na jej anielską urodę, głos i ruch. Poprzysiągłem sobie że szybciej oszaleję  niż ją stracę. Cóż oszalałem z miłości. Nie, nie miłości. Brzydzę się miłością. Oszalałem z uwielbienia do jedynej kobiety, której nie dane mi będzie nigdy mieć. I tym jest dla mnie dobry wieczór. Bo każda chwila z nią jest jak dzień w raju. Muzyka, poezja, natchnienie  i jej fotografia na poduszce. Patrząca na mnie tak  jak może patrzeć tylko anioł.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @andrew co przyniesie, to zobaczymy:) ten rok ma być ognisty jak koń, taka jest przepowiednia chińska:) 
    • chciałem przeleć wzrokiem, ale jednak zostałem na chwilę na plus, może do źdźbła redakcji, ale na plus. zwłaszcza pointa
    • Beata obchodziła urodziny. Jubilatka otrzymała ode mnie książkę o duchach i pamiątkową figurkę : zameczek, kukły, patyczki… Pierwszy prezent wyśmiała, drugim się zadziwiła. Odstawiła figurkę na komodę. Była słabo oświetlona. Stała się rzecz dziwna. Kukły zaczęły chrzęścić i poruszały się ich cienie. Gdy ktoś przeżegnał się, „czar” ustawał. Przypomniała mi się klątwa i przepowiednia… Razem z Beatą postanowiliśmy spalić przybytek. Miejsce pokropiliśmy wodą święconą.                                               …    
    • @Manek Oj, ja również, ale chyba każdy wiek rządzi się swoimi prawami

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...