Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

rysuję znaczki na ciele
chcę dotrzeć do ciebie
uwaga łatwo tłukące

wysyłam się po kawałku
i już nie wiem
w jakim kraju jest mnie więcej
co jeśli się pogubię
po drodze?

przyszedłeś wczoraj
poleconym
do rąk własnych
pamiętam jak rozrywałam ci
kopertę
teraz będę cię nosić w
torebce kieszeni staniku

kiedy dojdę
do ciebie
do siebie
będziemy się kochać
na chodnikach
i parapetach

nigdy nie śpij na podłodze
jak Yoko i John protestujemy
trzymaj mnie
za pośladki

a ja pod ubraniem
mam broń
pod bielizną
pod skórą
przeszukaj mnie
przeszukaj

Opublikowano

[quote] trzymaj mnie
za pośladki



albo

[quote]a ja pod ubraniem
mam broń
pod bielizną
pod skórą
przeszukaj mnie
przeszukaj

kryształki :)


pzdr.
t.
Opublikowano

A mi przypomniał historię o kobiecie, która przez całe życie nie wyjechała z rodzinnego miasteczka i żeby sobie to niejako zrekompensować, w testamencie zażyczyła sobie by ją poddano kremacji, prochy podzielono na kilkadziesiąt (niestety nie pamiętam dokładnie na ile) części i wysłano do kilkudziesięciu krajów, gdzie zostałyby zgodnie z miejscową tradycją pochowane.
I tak też się stało.

Pozdrawiam.

Opublikowano

A kto powiedział, że nie?
Napisałem tylko, że to wysyłanie przypomniało mi taką historię, którą kiedyś przeczytałem bodajże w dodatku do 'wyborczej'.
Wracając do wiersza. Ciekawie prowadzi przez te pocztowo-erotyczne skojarzenia, chociaż miejscami wydaje mi się, że wymaga jeszcze przemyślenia i dopieszczenia :-), żeby było jeszcze lepiej.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...