Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

musisz to wiedzieć
że nie chcę cię znać
jeżeli już teraz
sprawiasz mi tyle cierpienia
musiałbym być ze stali

porcelanowe figurki
mogą kruszyć się powoli
ale systematycznie
ja nie muszę żyć

pobędę tyle ile trzeba
tylko się nie zbliżaj
jest wiele sensów
a każdy bardziej na miejscu

zohydzasz mi siebie na każdym kroku
jakie to ma znaczenie
kiedyś było tyle możliwości
ile złudzeń

Opublikowano

tzn. wydaje mi się, że ja mam coś na zewnątrz to pewnie i w sobie z porcelanowej lalki od pewnego czasu, i też tego nie lubię, ale inaczej to by mnie już nie było
i to wcale nie jest śmieszne
zdrówka

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Eliko, jeżeli nie cierpię tej lalki, to przecież nie ciebie. Już prędzej cofnę swoje słowa, bo ciebie lubię! Nie obrażaj się. Zdrówka!

nie obrażam się, przecież to byłoby bez powodu
zastanawiam się nad przeciwieństwami
i sprzecznosciami komentarzy też :)
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie obrażam się, przecież to byłoby bez powodu
zastanawiam się nad przeciwieństwami
i sprzecznosciami komentarzy też :)
pozdrawiam

przyznam się Eliko, że nie całkiem do końca mam jasność, co jest na myśli u Ciebie, gdy chodzi o - też komentarze. Jednakowoż, cieszy mnie zgoda. Zdrówka!
Opublikowano

chodziło mi o to że teresa943 napisała o polu do manewru dla interpretacji,
często coś interpretujemy z różnych punktów widzenia, ja mam jeden, ale kwestia odbioru
kogoś innego np. na mój może być inna.
ciągle podlegamy takim zjawiskom i są tego przyczyny :
niestety, gdy nie wiemy nie znamy przyczyny tej cechy, bo życie jest nieraz okrutne
i nikt moze nie wiedzieć, ale musimy mieć coś co po doświadczeniach nas uczy,
gdzie jest pies pogrzebany, to staje się kompasem niestety też i niemiłym
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...